Regulamin domowy dla dzieci i rodziców

Dojrzeliśmy w naszym patchworku do przygotowania regulaminu domowego, który ustalałby zasady grania (na ps3, na komputerze i tablecie) oraz podkreślałby kilka podstawowych reguł współżycia w jednym domu, by uniknąć bijatyk rodzeństwa, awantur i krzyków. Pewnie zwalczyć w całości się nam tego nie uda, taki wiek, też się tłukłam z siostrą… ale zawsze będzie można odebrać takiej awanturującej się osobie przywileje (głównie w postaci gry na ps3, która jest dla chłopców najfajniejszą zabawką) i powołać się na odpowiedni przepis. Za chwilę wytłumaczę, dlaczego to takie ważne.

Dlaczego zrobiliśmy regulamin?

Zaczęło się od zwykłej potrzeby ograniczenia gry na ps3. :) Chłopcy graliby najchętniej bez przerwy, co jednak zdrowe nie jest, więc postanowiliśmy to granie trochę uciąć. Proponowanie im innych rozrywek niewiele dawało. Najpierw powiedzieliśmy, że grają tylko w weekendy, ale w praniu okazało się, że dość często zdarzały się od tego „wyjątki”, a to wyproszone, a to w ramach nagrody za jakieś wyjątkowo grzeczne zachowanie, a to dla naszego własnego spokoju, gdy szliśmy na łatwiznę, chcąc na godzinę mieć ich z głowy. Potem wprowadziliśmy punkty, które można było zdobywać na rozmaite sposoby i zamieniać na minuty grania – ale tu też dochodziło do różnych machlojek (rozdawanie punktów dla świętego spokoju, ciągła zmiana reguł w ich przyznawaniu, kłótnie o to, kto dostał więcej i że to niesprawiedliwe, i że właściwie dlaczego?! Ja nie pamiętam takiej zasady!).

Oba systemy były fajne doraźnie, ale na dłuższą metę zawiodły. W efekcie granie stało się jednym z dominujących zajęć chłopców podczas pobytu w tym domu (przypominam, że chłopcy nie mieszkają u nas na stałe, tylko dzielimy czas z dziećmi z ich mamą). Zwłaszcza starszy Ignaś (8 lat) pochłonięty jest konsolą, choć jest też bardzo ruchliwym, uwielbiającym sport chłopcem. Ale teraz zima, zabawy na dworze nie zawsze są możliwe i tak atrakcyjne jak latem. I wtedy wygrywa Lego Star Wars…

Młodszy Filip (6 lat) z kolei ruszać się za bardzo nie lubi i z niepokojem przyglądamy się jego rosnącemu brzuszkowi. Do tego baaaardzo lubi jeść, i to dość często prosi o jaja z majonezem o godz. 20 lub życzy sobie lazanię, z której pochłonięciem również nie ma problemu. Wyciągnięcie go na spacer lub wspólną z tatą grę w piłkę na podwórku graniczy z cudem, a jednocześnie widzimy, że mnóstwo w nim energii, która przejawia się m. in. krzykiem, gdy coś mu się nie podoba lub dostaje karę. A kary dostaje głównie wtedy, gdy uderzy brata lub kolegę z przedszkola. Widać, że chłopiec nie radzi sobie z pewnymi emocjami, co może być echem rozstania się rodziców – ale jakakolwiek nie byłaby przyczyna tych frustracji, wspólnie z psychologiem uznaliśmy, że nadanie naszemu wspólnemu życiu pewnych ram i zasad, pomoże Filipowi.

regulamin domowy

Reguły domowego współżycia

W TYM DOMU:
1. Nie krzyczymy
2. Nie bijemy
3. Nie obrażamy

Pierwszą część regulaminu stanowi taką bazę komunikacji, a raczej tego, co jest absolutnie zabronione. Wszystkim, nie tylko dzieciom. To ważne, żeby do tych reguł stosowali się też rodzice, bo wymaganie od dziecka, żeby nie krzyczało, musi iść w parze z naszym pilnowaniem się. Jeśli np. Filip usłyszy tatę, który w złości coś krzyknie, ma prawo zwrócić mu uwagę i zupełnie olać komunikat przekazany krzykiem. Tak to wyjaśniliśmy, tak ustaliliśmy i będziemy się tego trzymać. Amen :)

Obowiązki dzieci

– Mycie zębów rano i wieczorem
– Ubranie się rano
– Sprzątanie po swoim posiłku (odniesienie naczyń po sobie do zmywarki)
– Zapinanie pasów w samochodzie
– Sprzątanie po zabawie (właściwie tylko w salonie i w innych pomieszczeniach niż ich pokój chłopców. Tam sami decydują o tym, czy lego zostaje na podłodze, czekając na kolejny dzień składania, czy nie. I póki co nie mamy problemów z bałaganem w ich pokoju)
– Odrabianie pracy domowej 
– Składanie po sobie ubrań
– Jedzenie do godz. 19:30 (chcemy unormować czas posiłków i zapobiec nocnym prośbom o lazanię ;). Ten punkt ma też nas, dorosłych, zmobilizować do stałej pory kolacji, która też ułatwi chłopcom chwycenie rytmu dobowego i zasypianie)
– Leżenie w łóżkach od godz. 21. (nie chodzi o spanie, tylko o leżenie w łóżku, w którym można też czytać lub porozmawiać z nami lub z bratem)

A gdzie obowiązki dorosłych?

Z początku miały to być obowiązki wszystkich domowników, ale dwa ostatnie punkty dotyczą tylko dzieci, więc nie mogliśmy nazwać tego tak ogólnie. Skończyłoby to się zaganianiem nas do łóżek o 21 i zabranianiem mi jedzenia moich ciążowych zachcianek w środku nocy – i mieliby chłopcy rację. ;) Prawnicze wyczucie kazało nam więc nazwać kategorię obowiązkami dzieci – ale wciąż zastanawiałam się, czy nie wrócić do pierwszego pomysłu i po prostu oddzielić dwa ostatnie punkty od reszty…

Po publikacji zdjęcia regulaminu na fejsie dostałam sporo komentarzy z właśnie takim zarzutem, że brak w regulaminie obowiązków dorosłych. Szczerze mówiąc, chłopcom to zupełnie nie przeszkodziło w entuzjastycznym przyjęciu nowych zasad. Może ma to jakiś związek z naszym starym eksperymentem „Dorośli i dzieci zamieniają się rolami na jeden dzień„, po którym to obaj uznali, że oni już nie chcą być dorosłymi i przestali nam zazdrościć różnych dorosłych przywilejów ;) Może to dlatego, że my przy chłopcach w gry nie gramy, nie bawimy się, głównie pracujemy lub wypełniamy rozmaite domowe obowiązki i oni, widząc nas zajętych, zdają sobie sprawę, że nam nie trzeba o obowiązkach przypominać. Poza tym lista naszych obowiązków nie zmieściłaby się na takiej kartce: poza obowiązkami dzieci (które i nas dotyczą), mamy przecież pracę, zakupy, sprzątanie, przygotowywanie posiłków, pranie i całą masę innych rzeczy, które trzeba w domu i przy dzieciach robić.

Ale jako że wypisanie obowiązków tylko dzieci brzmi faktycznie dość jednostronnie, postanowiliśmy trochę poprawić regulamin i dopisać tych dorosłych do większości punktów, chociażby po to, by dać chłopcom możliwość upominania nas, gdy o czymś zapomnimy. To zawsze dodatkowa motywacja :)

Ta-daaam!

2015-02-06 16.51.52

Osobna reguła telefoniczno – komputerowa

„Dzieciom nie wolno dotykać telefonów ani komputerów dorosłych bez specjalnego pozwolenia”. 

Trochę na marginesie, ale też w temacie „równości”… W regulaminie jest punkt o telefonach i komputerach dorosłych. Otóż Seba czasem dawał chłopcom telefon do grania w Zombie vs Plants, głównie podczas samochodowych podróży, ale reguła „że można” tak się w chłopcach utrwaliła, że dość często o ten telefon zaczęli prosić i grać też w domu. Kończyło się to wiecznie rozładowaną baterią i czasem złośliwie chowanym do plecaka telefonem, którego potem wszyscy pół dnia szukali.

Dość problematyczne było też sporadyczne oglądanie bajek na naszych komputerach, bo potem chłopcy wchodzili do innych programów, katalogów lub w internet. Dla mnie to jednak za duże ryzyko, że coś mi któryś z nich skasuje, zmieni, opublikuje. Dlatego postanowiliśmy, że telefony i komputery, nomen omen, osobiste, są przypisane do właściciela i tylko do niego. Nie ma na nich grania i oglądania bajek przez dzieci. Chłopcy mają do dyspozycji starszy laptop, na którym czasem grają w Minecrafta a w myśl zasady „jak chcesz, to sobie kup” Filip za odłożone urodzinowe pieniądze kupił sobie starszy model telefonu i teraz ma własny. Ignaś na szczęście kompletnie nie jest zainteresowany taką elektroniczną smyczą. ;)

Rozbawił mnie strofujący komentarz jednej z czytelniczek co do tej reguły:

Zakładam, że dzieci maja swoje telefony i komputery

Otóż odpowiadam, że oczywiście! Mają też swoje samochody, mieszkania, cotygodniowe kieszonkowe w postaci butelki wódki i ramki Cameli.

No kaman.

Apeluję o rozsądek w tym nowoczesnym pędzie w modę „dziecko to taki sam człowiek jak dorosły”. Otóż nie. Dziecko jest człowiekiem, ale zdecydowanie nie takim samym, jak dorosły. To rodzic odpowiada za dziecko a nie ono same za siebie. Dziecko jest dopiero przygotowywane do samodzielnego życia w społeczeństwie, a w związku z tym ma nad sobą ochronny parasol opieki i niewielu obowiązków – ale też więcej niż dorosłemu mu „nie wolno”.

Pewne przywileje przychodzą z wiekiem i obaj chłopcy odczują ich przypływ z każdymi kolejnymi urodzinami. Ignaś niedługo zacznie dostawać kieszonkowe, potem pewnie dostanie pierwszy, własny komputer. Z czasem będzie sam jeździł do szkoły (teraz nie wolno im bez rodziców opuszczać posesji), coraz później chodził spać i jeździł na wakacje z przyjaciółmi. Ale teraz ma być o 9 w łóżku, nie wolno mu szperać w komputerze rodzica i wychodzić z domu bez pozwolenia, bo ma 8 lat i jest dzieckiem.

Dlaczego nie boimy się zakazów?

W zarzutach dotyczących regulaminu pojawiło się też kilka komentarzy z sugestią zamienienia zakazów na coś pozytywnego. Chodziło o to, żeby np. zamiast „Nie krzyczymy” napisać „Staramy się mówić ciszej”.

Niestety w takim wypadku reguła byłaby zupełnie nieostra. Bo co to znaczy, „ciszej”? Jeśli do tej pory mówiliśmy normalnie, to mamy mówić ciszej niż normalnie? A jeśli mówiliśmy szeptem, to mamy w ogóle nie mówić tylko bezgłośnie ruszać ustami? Jestem dość przywiązana do ostrości zapisu i jednoznaczności we wspólnych ustaleniach. To sprawia, że się lepiej rozumiemy i daje poczucie bezpieczeństwa.

Jeśli nie chcemy, by w domu się krzyczało, to jest to wykluczenie z jakiegoś zbioru komunikacji głosowej tylko jednego zachowania i naprawdę lepiej jest opisać to jedno, wykluczone zachowanie – niż wyliczać ogrom pozostałych, które są dozwolone.

Rozumiem ideologię bycia pozytywnym, bycia na „tak” i unikania zakazów, ale często prowadzi ona do demonizowania słowa „nie”, w którym nie ma nic złego. Świat jest pełen ograniczeń. I do tego świata chcemy przecież przygotować dziecko. Jadąc samochodem, zobaczymy zakazy przekraczania danej prędkości, a nie znaki „staramy się jeździć wolniej”. Na drzwiach do pomieszczenia tylko dla pracowników zobaczymy karteczkę z napisem „zakaz wstępu” a nie wyliczenie wszystkich pomieszczeń, do których klientowi wolno wchodzić.

W codziennych rozmowach z dziećmi a także w systemie nagród i kar dużo lepiej sprawdza się stawianie na przekaz pozytywny: czyli głównie nagradzanie oraz ignorowanie zachowań niefajnych zamiast karania; a także chwalenie miłych zachowań i podkreślanie zalet dzieci zamiast ciągłego strofowania ich za bycie niegrzecznym. Ale to nie oznacza, że w ogóle powinno się zrezygnować z zakazów. Nie wychowałam jeszcze żadnego człowieka i nie wypuściłam go na świat, ale intuicja podpowiada mi, że dziecko izolowane od zakazów i różnego rodzaju „nie” będzie miało problem z zaakceptowaniem reguł, którymi rządzi się dorosły świat – oraz, co może bardziej przekona różne natchnione pozytywnie matki, będzie miało kłopot z asertywnością i używaniem tego „nie” wtedy, gdy powinno go użyć.

Zasady grania

– Żeby grać, trzeba spełnić wszystkie obowiązki
– W ciągu weekendu każdemu przysługuje godzina grania
– Dodatkowy czas grania można zdobyć w następujący sposób: 

Filip: 1 godzina zabawy na dworze = pół godziny grania
Ignaś: 1 godzina czytania = 1 godzina grania
Obaj: 1 godzina pomocy przy sprzątaniu lub gotowaniu = 1 godzina grania

Ta darmowa godzina grania, jak uznaliśmy, dzieciom się należy. Od tego w końcu jest ps3, żeby grać i nie ma w samym graniu nic złego, o ile nie jest go za dużo. Postanowiliśmy natomiast dodatkowy czas uzależnić od czynności, które chłopcom jeszcze sprawiają trudności – a w związku z tym są wykonywane niechętnie. Dlatego Filip zamienia ruch na świeżym powietrzu na granie – a Ignaś musi na to zapracować czytaniem, którego się dopiero uczy. Idzie mu świetnie, ale jest jeszcze na etapie dość wolnego czytania i pomagania sobie głosem. To po prostu początki.

Na początku miałam obawy, czy takie postawienie sprawy (jako samotworząca się opozycja: coś nieprzyjemnego w zamian za coś przyjemnego) nie zniechęci dzieci do aktywności, które w założeniu powinny być przyjemne i fajne, ale i tak postanowiliśmy spróbować. Latem zabawy na dworze nie będą już tak nieatrakcyjne a Ignaś coraz łatwiej czyta – i spodziewamy się, że lada dzień trudno go będzie od książki oderwać. Cały system ma więc na celu raczej przełamanie pierwszych lodów. Jeśli jednak macie jakieś inne pomysły, chętnie ich posłucham!

Zawsze można:

– Przytulić się
– Napić wody
– Zjeść owoc lub warzywo
– Pójść do swojego pokoju
– Czytać książkę

Pierwsza reguła pochodzi z mojego domu i kiedyś wprowadziła ją MR. Polega ona na tym, że niezależnie od tego, czy się właśnie pokłóciłyśmy, byłyśmy na siebie złe itp. – zawsze mogłam się do mamy przytulić i ona nie miała prawa się odsunąć. To był taki nasz sposób na zakomunikowanie prostego faktu: kocham cię, mimo że nie lubię twojego zachowania. Regułę tę wprowadziłam też tu, i to nie tylko między dziećmi a dorosłymi – ale też miedzy dorosłymi. Tak więc zarówno Sebie jak i mnie zawsze przysługuje przytulenie się. Niezależnie od trwającej właśnie awantury ;)

Picie wody i jedzenie warzywa brzmi strasznie, wiem… :) Chodziło nam jednak o wyraźne podkreślenie, że reguła niejedzenia przed snem nie tyczy się właśnie wody, warzyw i owoców. Chcemy, by chłopcy wiedzieli, że zawsze mogą te rzeczy zjeść i że w przeciwieństwie do tego, co mówią reklamy, to jest właśnie najodpowiedniejsza przekąska na „mały głód”.

Pokój chłopców jest ich enklawą. Pamiętam, jak bardzo ja potrzebowałam takiej enklawy w dzieciństwie i dlatego chcemy to też dać chłopcom. W ich pokoju nie ma „wykładów”, gdy coś nabroją. Zawsze mogą tam pójść, jeśli np. chcą być sami. Nie muszą tam sprzątać zabawek (wystarczy, żeby dało się przejść ;)). Z ich pokoju nie można ich wygonić. Nooooo… chyba że trzeba wstawać do szkoły lub przedszkola, ale na to metody jeszcze nie mamy. Co rano jest batalia :)

A tak na koniec…

To chyba tyle o naszym nowym regulaminie. Chętnie przeczytam Wasze opinie. Uprzedzam tylko, że każdy hejt, złośliwości, brak kultury i argumenty ad personam oraz im podobne wylądują w śmietniku. To nie jest jeden z tych blogów parentingowych, w których najzabawniejsze jest czytanie komentarzy sfrustrowanych matek, które pozjadały wszystkie rozumy i chcą sprzedawać licencję na wychowanie dzieci. Tu wszyscy mają być dla siebie mili, bo inaczej zatłukę :)
No.