Regulamin domowy dla dzieci i rodziców

Dojrzeliśmy w naszym patchworku do przygotowania regulaminu domowego, który ustalałby zasady grania (na ps3, na komputerze i tablecie) oraz podkreślałby kilka podstawowych reguł współżycia w jednym domu, by uniknąć bijatyk rodzeństwa, awantur i krzyków. Pewnie zwalczyć w całości się nam tego nie uda, taki wiek, też się tłukłam z siostrą… ale zawsze będzie można odebrać takiej awanturującej się osobie przywileje (głównie w postaci gry na ps3, która jest dla chłopców najfajniejszą zabawką) i powołać się na odpowiedni przepis. Za chwilę wytłumaczę, dlaczego to takie ważne.

Dlaczego zrobiliśmy regulamin?

Zaczęło się od zwykłej potrzeby ograniczenia gry na ps3. :) Chłopcy graliby najchętniej bez przerwy, co jednak zdrowe nie jest, więc postanowiliśmy to granie trochę uciąć. Proponowanie im innych rozrywek niewiele dawało. Najpierw powiedzieliśmy, że grają tylko w weekendy, ale w praniu okazało się, że dość często zdarzały się od tego „wyjątki”, a to wyproszone, a to w ramach nagrody za jakieś wyjątkowo grzeczne zachowanie, a to dla naszego własnego spokoju, gdy szliśmy na łatwiznę, chcąc na godzinę mieć ich z głowy. Potem wprowadziliśmy punkty, które można było zdobywać na rozmaite sposoby i zamieniać na minuty grania – ale tu też dochodziło do różnych machlojek (rozdawanie punktów dla świętego spokoju, ciągła zmiana reguł w ich przyznawaniu, kłótnie o to, kto dostał więcej i że to niesprawiedliwe, i że właściwie dlaczego?! Ja nie pamiętam takiej zasady!).

Oba systemy były fajne doraźnie, ale na dłuższą metę zawiodły. W efekcie granie stało się jednym z dominujących zajęć chłopców podczas pobytu w tym domu (przypominam, że chłopcy nie mieszkają u nas na stałe, tylko dzielimy czas z dziećmi z ich mamą). Zwłaszcza starszy Ignaś (8 lat) pochłonięty jest konsolą, choć jest też bardzo ruchliwym, uwielbiającym sport chłopcem. Ale teraz zima, zabawy na dworze nie zawsze są możliwe i tak atrakcyjne jak latem. I wtedy wygrywa Lego Star Wars…

Młodszy Filip (6 lat) z kolei ruszać się za bardzo nie lubi i z niepokojem przyglądamy się jego rosnącemu brzuszkowi. Do tego baaaardzo lubi jeść, i to dość często prosi o jaja z majonezem o godz. 20 lub życzy sobie lazanię, z której pochłonięciem również nie ma problemu. Wyciągnięcie go na spacer lub wspólną z tatą grę w piłkę na podwórku graniczy z cudem, a jednocześnie widzimy, że mnóstwo w nim energii, która przejawia się m. in. krzykiem, gdy coś mu się nie podoba lub dostaje karę. A kary dostaje głównie wtedy, gdy uderzy brata lub kolegę z przedszkola. Widać, że chłopiec nie radzi sobie z pewnymi emocjami, co może być echem rozstania się rodziców – ale jakakolwiek nie byłaby przyczyna tych frustracji, wspólnie z psychologiem uznaliśmy, że nadanie naszemu wspólnemu życiu pewnych ram i zasad, pomoże Filipowi.

regulamin domowy

Reguły domowego współżycia

W TYM DOMU:
1. Nie krzyczymy
2. Nie bijemy
3. Nie obrażamy

Pierwszą część regulaminu stanowi taką bazę komunikacji, a raczej tego, co jest absolutnie zabronione. Wszystkim, nie tylko dzieciom. To ważne, żeby do tych reguł stosowali się też rodzice, bo wymaganie od dziecka, żeby nie krzyczało, musi iść w parze z naszym pilnowaniem się. Jeśli np. Filip usłyszy tatę, który w złości coś krzyknie, ma prawo zwrócić mu uwagę i zupełnie olać komunikat przekazany krzykiem. Tak to wyjaśniliśmy, tak ustaliliśmy i będziemy się tego trzymać. Amen :)

Obowiązki dzieci

– Mycie zębów rano i wieczorem
– Ubranie się rano
– Sprzątanie po swoim posiłku (odniesienie naczyń po sobie do zmywarki)
– Zapinanie pasów w samochodzie
– Sprzątanie po zabawie (właściwie tylko w salonie i w innych pomieszczeniach niż ich pokój chłopców. Tam sami decydują o tym, czy lego zostaje na podłodze, czekając na kolejny dzień składania, czy nie. I póki co nie mamy problemów z bałaganem w ich pokoju)
– Odrabianie pracy domowej 
– Składanie po sobie ubrań
– Jedzenie do godz. 19:30 (chcemy unormować czas posiłków i zapobiec nocnym prośbom o lazanię ;). Ten punkt ma też nas, dorosłych, zmobilizować do stałej pory kolacji, która też ułatwi chłopcom chwycenie rytmu dobowego i zasypianie)
– Leżenie w łóżkach od godz. 21. (nie chodzi o spanie, tylko o leżenie w łóżku, w którym można też czytać lub porozmawiać z nami lub z bratem)

A gdzie obowiązki dorosłych?

Z początku miały to być obowiązki wszystkich domowników, ale dwa ostatnie punkty dotyczą tylko dzieci, więc nie mogliśmy nazwać tego tak ogólnie. Skończyłoby to się zaganianiem nas do łóżek o 21 i zabranianiem mi jedzenia moich ciążowych zachcianek w środku nocy – i mieliby chłopcy rację. ;) Prawnicze wyczucie kazało nam więc nazwać kategorię obowiązkami dzieci – ale wciąż zastanawiałam się, czy nie wrócić do pierwszego pomysłu i po prostu oddzielić dwa ostatnie punkty od reszty…

Po publikacji zdjęcia regulaminu na fejsie dostałam sporo komentarzy z właśnie takim zarzutem, że brak w regulaminie obowiązków dorosłych. Szczerze mówiąc, chłopcom to zupełnie nie przeszkodziło w entuzjastycznym przyjęciu nowych zasad. Może ma to jakiś związek z naszym starym eksperymentem „Dorośli i dzieci zamieniają się rolami na jeden dzień„, po którym to obaj uznali, że oni już nie chcą być dorosłymi i przestali nam zazdrościć różnych dorosłych przywilejów ;) Może to dlatego, że my przy chłopcach w gry nie gramy, nie bawimy się, głównie pracujemy lub wypełniamy rozmaite domowe obowiązki i oni, widząc nas zajętych, zdają sobie sprawę, że nam nie trzeba o obowiązkach przypominać. Poza tym lista naszych obowiązków nie zmieściłaby się na takiej kartce: poza obowiązkami dzieci (które i nas dotyczą), mamy przecież pracę, zakupy, sprzątanie, przygotowywanie posiłków, pranie i całą masę innych rzeczy, które trzeba w domu i przy dzieciach robić.

Ale jako że wypisanie obowiązków tylko dzieci brzmi faktycznie dość jednostronnie, postanowiliśmy trochę poprawić regulamin i dopisać tych dorosłych do większości punktów, chociażby po to, by dać chłopcom możliwość upominania nas, gdy o czymś zapomnimy. To zawsze dodatkowa motywacja :)

Ta-daaam!

2015-02-06 16.51.52

Osobna reguła telefoniczno – komputerowa

„Dzieciom nie wolno dotykać telefonów ani komputerów dorosłych bez specjalnego pozwolenia”. 

Trochę na marginesie, ale też w temacie „równości”… W regulaminie jest punkt o telefonach i komputerach dorosłych. Otóż Seba czasem dawał chłopcom telefon do grania w Zombie vs Plants, głównie podczas samochodowych podróży, ale reguła „że można” tak się w chłopcach utrwaliła, że dość często o ten telefon zaczęli prosić i grać też w domu. Kończyło się to wiecznie rozładowaną baterią i czasem złośliwie chowanym do plecaka telefonem, którego potem wszyscy pół dnia szukali.

Dość problematyczne było też sporadyczne oglądanie bajek na naszych komputerach, bo potem chłopcy wchodzili do innych programów, katalogów lub w internet. Dla mnie to jednak za duże ryzyko, że coś mi któryś z nich skasuje, zmieni, opublikuje. Dlatego postanowiliśmy, że telefony i komputery, nomen omen, osobiste, są przypisane do właściciela i tylko do niego. Nie ma na nich grania i oglądania bajek przez dzieci. Chłopcy mają do dyspozycji starszy laptop, na którym czasem grają w Minecrafta a w myśl zasady „jak chcesz, to sobie kup” Filip za odłożone urodzinowe pieniądze kupił sobie starszy model telefonu i teraz ma własny. Ignaś na szczęście kompletnie nie jest zainteresowany taką elektroniczną smyczą. ;)

Rozbawił mnie strofujący komentarz jednej z czytelniczek co do tej reguły:

Zakładam, że dzieci maja swoje telefony i komputery

Otóż odpowiadam, że oczywiście! Mają też swoje samochody, mieszkania, cotygodniowe kieszonkowe w postaci butelki wódki i ramki Cameli.

No kaman.

Apeluję o rozsądek w tym nowoczesnym pędzie w modę „dziecko to taki sam człowiek jak dorosły”. Otóż nie. Dziecko jest człowiekiem, ale zdecydowanie nie takim samym, jak dorosły. To rodzic odpowiada za dziecko a nie ono same za siebie. Dziecko jest dopiero przygotowywane do samodzielnego życia w społeczeństwie, a w związku z tym ma nad sobą ochronny parasol opieki i niewielu obowiązków – ale też więcej niż dorosłemu mu „nie wolno”.

Pewne przywileje przychodzą z wiekiem i obaj chłopcy odczują ich przypływ z każdymi kolejnymi urodzinami. Ignaś niedługo zacznie dostawać kieszonkowe, potem pewnie dostanie pierwszy, własny komputer. Z czasem będzie sam jeździł do szkoły (teraz nie wolno im bez rodziców opuszczać posesji), coraz później chodził spać i jeździł na wakacje z przyjaciółmi. Ale teraz ma być o 9 w łóżku, nie wolno mu szperać w komputerze rodzica i wychodzić z domu bez pozwolenia, bo ma 8 lat i jest dzieckiem.

Dlaczego nie boimy się zakazów?

W zarzutach dotyczących regulaminu pojawiło się też kilka komentarzy z sugestią zamienienia zakazów na coś pozytywnego. Chodziło o to, żeby np. zamiast „Nie krzyczymy” napisać „Staramy się mówić ciszej”.

Niestety w takim wypadku reguła byłaby zupełnie nieostra. Bo co to znaczy, „ciszej”? Jeśli do tej pory mówiliśmy normalnie, to mamy mówić ciszej niż normalnie? A jeśli mówiliśmy szeptem, to mamy w ogóle nie mówić tylko bezgłośnie ruszać ustami? Jestem dość przywiązana do ostrości zapisu i jednoznaczności we wspólnych ustaleniach. To sprawia, że się lepiej rozumiemy i daje poczucie bezpieczeństwa.

Jeśli nie chcemy, by w domu się krzyczało, to jest to wykluczenie z jakiegoś zbioru komunikacji głosowej tylko jednego zachowania i naprawdę lepiej jest opisać to jedno, wykluczone zachowanie – niż wyliczać ogrom pozostałych, które są dozwolone.

Rozumiem ideologię bycia pozytywnym, bycia na „tak” i unikania zakazów, ale często prowadzi ona do demonizowania słowa „nie”, w którym nie ma nic złego. Świat jest pełen ograniczeń. I do tego świata chcemy przecież przygotować dziecko. Jadąc samochodem, zobaczymy zakazy przekraczania danej prędkości, a nie znaki „staramy się jeździć wolniej”. Na drzwiach do pomieszczenia tylko dla pracowników zobaczymy karteczkę z napisem „zakaz wstępu” a nie wyliczenie wszystkich pomieszczeń, do których klientowi wolno wchodzić.

W codziennych rozmowach z dziećmi a także w systemie nagród i kar dużo lepiej sprawdza się stawianie na przekaz pozytywny: czyli głównie nagradzanie oraz ignorowanie zachowań niefajnych zamiast karania; a także chwalenie miłych zachowań i podkreślanie zalet dzieci zamiast ciągłego strofowania ich za bycie niegrzecznym. Ale to nie oznacza, że w ogóle powinno się zrezygnować z zakazów. Nie wychowałam jeszcze żadnego człowieka i nie wypuściłam go na świat, ale intuicja podpowiada mi, że dziecko izolowane od zakazów i różnego rodzaju „nie” będzie miało problem z zaakceptowaniem reguł, którymi rządzi się dorosły świat – oraz, co może bardziej przekona różne natchnione pozytywnie matki, będzie miało kłopot z asertywnością i używaniem tego „nie” wtedy, gdy powinno go użyć.

Zasady grania

– Żeby grać, trzeba spełnić wszystkie obowiązki
– W ciągu weekendu każdemu przysługuje godzina grania
– Dodatkowy czas grania można zdobyć w następujący sposób: 

Filip: 1 godzina zabawy na dworze = pół godziny grania
Ignaś: 1 godzina czytania = 1 godzina grania
Obaj: 1 godzina pomocy przy sprzątaniu lub gotowaniu = 1 godzina grania

Ta darmowa godzina grania, jak uznaliśmy, dzieciom się należy. Od tego w końcu jest ps3, żeby grać i nie ma w samym graniu nic złego, o ile nie jest go za dużo. Postanowiliśmy natomiast dodatkowy czas uzależnić od czynności, które chłopcom jeszcze sprawiają trudności – a w związku z tym są wykonywane niechętnie. Dlatego Filip zamienia ruch na świeżym powietrzu na granie – a Ignaś musi na to zapracować czytaniem, którego się dopiero uczy. Idzie mu świetnie, ale jest jeszcze na etapie dość wolnego czytania i pomagania sobie głosem. To po prostu początki.

Na początku miałam obawy, czy takie postawienie sprawy (jako samotworząca się opozycja: coś nieprzyjemnego w zamian za coś przyjemnego) nie zniechęci dzieci do aktywności, które w założeniu powinny być przyjemne i fajne, ale i tak postanowiliśmy spróbować. Latem zabawy na dworze nie będą już tak nieatrakcyjne a Ignaś coraz łatwiej czyta – i spodziewamy się, że lada dzień trudno go będzie od książki oderwać. Cały system ma więc na celu raczej przełamanie pierwszych lodów. Jeśli jednak macie jakieś inne pomysły, chętnie ich posłucham!

Zawsze można:

– Przytulić się
– Napić wody
– Zjeść owoc lub warzywo
– Pójść do swojego pokoju
– Czytać książkę

Pierwsza reguła pochodzi z mojego domu i kiedyś wprowadziła ją MR. Polega ona na tym, że niezależnie od tego, czy się właśnie pokłóciłyśmy, byłyśmy na siebie złe itp. – zawsze mogłam się do mamy przytulić i ona nie miała prawa się odsunąć. To był taki nasz sposób na zakomunikowanie prostego faktu: kocham cię, mimo że nie lubię twojego zachowania. Regułę tę wprowadziłam też tu, i to nie tylko między dziećmi a dorosłymi – ale też miedzy dorosłymi. Tak więc zarówno Sebie jak i mnie zawsze przysługuje przytulenie się. Niezależnie od trwającej właśnie awantury ;)

Picie wody i jedzenie warzywa brzmi strasznie, wiem… :) Chodziło nam jednak o wyraźne podkreślenie, że reguła niejedzenia przed snem nie tyczy się właśnie wody, warzyw i owoców. Chcemy, by chłopcy wiedzieli, że zawsze mogą te rzeczy zjeść i że w przeciwieństwie do tego, co mówią reklamy, to jest właśnie najodpowiedniejsza przekąska na „mały głód”.

Pokój chłopców jest ich enklawą. Pamiętam, jak bardzo ja potrzebowałam takiej enklawy w dzieciństwie i dlatego chcemy to też dać chłopcom. W ich pokoju nie ma „wykładów”, gdy coś nabroją. Zawsze mogą tam pójść, jeśli np. chcą być sami. Nie muszą tam sprzątać zabawek (wystarczy, żeby dało się przejść ;)). Z ich pokoju nie można ich wygonić. Nooooo… chyba że trzeba wstawać do szkoły lub przedszkola, ale na to metody jeszcze nie mamy. Co rano jest batalia :)

A tak na koniec…

To chyba tyle o naszym nowym regulaminie. Chętnie przeczytam Wasze opinie. Uprzedzam tylko, że każdy hejt, złośliwości, brak kultury i argumenty ad personam oraz im podobne wylądują w śmietniku. To nie jest jeden z tych blogów parentingowych, w których najzabawniejsze jest czytanie komentarzy sfrustrowanych matek, które pozjadały wszystkie rozumy i chcą sprzedawać licencję na wychowanie dzieci. Tu wszyscy mają być dla siebie mili, bo inaczej zatłukę :)
No.

Komentarze do wpisu: 64 Napisz komentarz

  1. Mógłbym tak żyć^^ Gdzie można składać wnioski o adopcję?

    Ps. Nadal nie ogarniam eskalacji shitstormów w środowisku parentingowym. Brakuje im tylko szalików i barw klubowych.

    1. Jakie środowiska parentingowe? Może niekoniecznie śledziłam całą dyskusję, ale każda blogerka rodzinna, jaką znam, raczej zachwyci się tym regulaminem niż go opluje. Jest świetny i doskonale uargumentowany.

      A ja nadal nie ogarniam eskalacji głupich komentarzy pojedynczych wariatek w środowisku nieparentingowych i nazywanie tego parentingowym. Ale ja nie jestem w sumie matką, bo szczepię, mam smoczek i zamiast dziecka używam psa do sprawdzania grubości lodu na jeziorze :)

      1. Szczepisz? #ParentingowyJihad już jest na twoim tropie.

        Są miejca gdzie dyskusje o nacieraniu niemowlaka majtami albo zjadaniu łożyska przez ojca po porodzie odbywają się na poważnie.

    2. Czuje się winny. Próbowałem ich kontrolować, ale się poddałem po tym, jak dziesiąta osoba z rzędu zapytała „a gdzie są obowiązki rodziców?” :)

        1. Dobra, był jeden oszołom u blogaojca. Ale reszta tak se gadała, „a mnie się wydaje”. Zresztą Segritta nawet coś tam pozmieniała pod wpływem tych uwag.

          Żaden storm, a już tym bardziej shitstorm.

  2. Katarzyna M. napisał(a):

    Niech inni mówią co chcą, a ja uważam, że świetnie to wymyśliliście :) Oby udało się ten regulamin wdrożyć na dobre :)

  3. „W zarzutach dotyczących regulaminu pojawiło się też kilka komentarzy z sugestią zamienienia zakazów na coś pozytywnego. Chodziło o to, żeby np. zamiast „Nie krzyczymy” napisać „Staramy się mówić ciszej”.”
    Nie rozumiem tego zarzutu. Dzieciom trzeba rzeczy klarować prosto, szczerze i dobitnie. Jak potem w taki jasny sposób wytłumaczyć dziecku, że chodziło o wrzask?
    Podoba mi się podpunkt z tuleniem, pójściem do swojego pokoju i czytaniem książek! Ekstra.

    1. Iza napisał(a):

      Nie wiem czy czegos nie pokręce, gdzies czytałam/ słyszałam, ze do dzieci nie dociera słowo „nie”. Czyli mówisz „nie krzyczymy” to ono słyszy głownie „krzyczymy”
      Z reszta to dotyczy ogólnie ludzi i ich podświadomości. Murphy o tym pisał chyba. Np. Jak nie chcesz chorować, nie chcesz byc biedna to powinnaś myślec i mowić: chce byc zdrowa, chce byc bogata itp.
      I jeszcze jedna sytuacja, w której nie powinno sie nadużywać „nie” to telefoniczna obsługa klienta… Ogólnie im mniej „nie” w życiu tym lepiej :D

      Akurat w przykładzie, ktory podałaś „staramy sie mowić ciszej” jest faktycznie nieco mało konkretny. Bo starać sie mozna a nie zawsze wyjdzie. Ciszej tez zawsze mozna a to i tak moze byc za głośno :-)

        1. Pionierka dobrze prawi ;) To NIE jest tak, że mózg NIE rozumie „NIE”, ale działa to jak z tym różowym słoniem. Najpierw o nim pomyślisz ;) Ma to zastosowanie bardziej w sytuacjach w stylu: „Nie potknij się” (łatwiej się potknąć, bo mózg sobie to potknięcie koduje), niż w regulaminie ;) Dzieci czytając „nie krzycz” raczej odruchowo nie krzykną.

        2. Bogdan Mizerski napisał(a):

          „nie” na początku polecenia nie sprawdza się.
          Sprawdzałem :)
          Lepiej dawać wskazówki co dziecko ma robić zamiast zakazu.

        3. Łukasz Pietrucha napisał(a):

          A gdyby tak na zasadzie porównań?
          „zamiast krzyczeć – wyjaśniamy spokojnie”

          Mnie się takie wskazówki podobają, bo jednocześnie pokazują potencjalną lepszą (bo akceptowaną przez regulamin) drogę.

      1. Faktycznie uczono mnie na studiach, że dla dziecka „nie” jest puste semantycznie i słyszy samo „krzyczymy”. Nie pamiętam tylko do któego wieku.

  4. Anna Zet napisał(a):

    Zastanawiam się Seg, czy w domu mamy też będzie taki regulamin? Ze wespół zespół?
    Właśnie skopiowałam sobie Twój regulamin, na przyszłość jak znalazł. I jak zawsze-po prostu MĄDRZE napisane.

  5. Jako #złamacocha łączę się w bólu, jeśli chodzi o próby wdrażania
    zasad, bo łatwe to nie jest. Fajne macie pomysły. Ubawiły mnie te
    komentarze ludzi zaskoczonych, że dzieci mają tyyyyle zakazów i
    obowiązków, a rodzice robią co chcą :) No sorry, ale taki urok
    dorosłości, co nieustannie w domu tłumaczymy. Np., że ja nie muszę iść
    do swojego pokoju o konkretnej godzinie, ale za to nie mogę rano
    stwierdzić: głowa mnie boli i troszkę gardło, więc może zostanę w domu
    :)
    Tylko jedno mnie zastanowiło: dlaczego Ignaś nie może sam
    wychodzić? Mieszkacie w jakimś szczególnie niebezpiecznym miejscu, a do
    szkoły ma daleko i z dojazdem? W końcu ma już 8 lat. U nas 8-latek (i to
    jeszcze przed urodzinami, więc nawet bardziej 7,5) śmigał sam do
    szkoły, sam wracał i otwierał sobie drzwi, sam wychodził z psem czy
    biegł do najbliższego sklepu po drobne zakupy. Z przerażeniem słuchałam
    kuzynki, która była ogromnie przejęta, bo jej syn ma prawie 9 lat i
    właśnie będzie pierwszy raz klucza do drzwi używał, bo ze szkoły wraca. A
    ona musi prędziutko lecieć, żeby przypadkiem nie był w domu sam dłużej
    niż godzinę.

  6. Patrycja napisał(a):

    Ja byłam Au-pair kilka lat temu. Wiem, że nie da się tego porównać, ale zmierzam do tego, jak trudno stać się autorytetem dla nie swoich dzieci. Ja byłam zła, niedobra, bo ciągle upominałam, zabraniałam, no i byłam odrobinę niedoświadczona i nie potrafiłam egzekwować pewnych rzeczy. Ale to i tak było na nic, bo brak zakazów i upomnień ze strony rodziców doprowadził do tego, że dzieci nie miały nic przeciwko, żeby uderzyć matkę po twarzy, rzucały jedzeniem, wymuszały nierzadko płaczem, a każde wyjście kończyło się na przepychankach i uleganiu dzieciom dla świętego spokoju. Nie wiedziałam, czy bardziej szkoda mi dzieci, które, mówiąc łagodnie, nie czuły żadnego respektu wobec rodziców, czy rodziców, którzy mieli dość (zachowania) swoich dzieci, czy też siebie- znającej zupełnie inny- konserwatywny model wychowania?
    Mogę tylko żałować, że wpisu Segritty nie przeczytałam kilka lat temu. :) ale obiecuję stosować na swoich dzieciach! Dzięki! :)

  7. Veronika Pine napisał(a):

    Nie wyróżnię się, jak stwierdzę że punkt z przytulaniem jest świetny :) W rodzinnym domu nie było z tym problemu, zwłaszcza że rzadko zdarzały się spory, które by do tego zniechęcały, ale oficjalnej reguły nie było. Na tym przykładzie widzę, że to zdecydowanie lepsza opcja, żeby mieć taki regulamin – zawsze łatwiej okazać czułość w krytycznych momentach :)
    Bardzo też podoba mi się „program lojalnościowy” z graniem – mnie jako dorosłej by się przydał taki.

    Ja bym tylko zaproponowała dodanie jakiegoś konkretnego wspólnego czasu dzieci i dorosłych – np. jeden wieczór w tygodniu zagranie wspólnie w planszówki. Sporo gier jest dla 6-latków, przy których dorośli też się bardzo dobrze bawią :) U nas w domu, wspólne granie dawało pretekst do wielu długich i ważnych rozmów – a im wcześniej się tego nauczą chłopcy, tym łatwiej im się będzie dzielić problemami później. Taki odruch Pawłowa można zrobić – u nas działa ;)
    A Wy planszówki lubicie, wiem bo widziałam w kuchni ;)

  8. Zawsze śmieszył mnie ten psychologiczny „trik”, w którym każą nie używać słowa ‚NIE’. Pracuję z dziećmi i w jednej z firm (zajęcia dodatkowe) kazali nam na początku roku ustalić regulamin, w którym zamiast „nie bijemy, nie krzyczymy” itd miało być „bez bicia, bez krzyków” – tak jakby „bez” było mniejszym zaprzeczeniem niż „nie”. ;) A Wasz regulamin jak najbardziej na tak, już gdy zobaczyłam go na fejsie to się uśmiechnęłam i ze zdziwieniem czytałam kolejne komentarze, w których pojawiały się jakieś „ale”. Podoba mi się to, że rodzice też muszą odrabiać lekcje :D

  9. Marta Duśka Dziambor napisał(a):

    Ja również nie wydałam jeszcze (jeszcze! 8 miesiąc ciąży ^^) na świat potomstwa i za wychowanie się nie brałam (nie licząc trzymania w ryzach młodszych braci), ale moja intuicja mi podpowiada, że Twoja intuicja się nie myli :) Podpisuję się pod każdym punktem. I zdecydowanie nie mam żadnego „ale”. Szóstka z plusem, no! :)

  10. O jaa, przyjemność w nagrodę za przyjemność :D
    „1 godzina czytania = 1 godzina grania”
    Chyba marzenie każdego dziecka.

  11. Piotr napisał(a):

    Ja jednak bym proponował rozważenie ustalenia limit godzin grania, dziennego/tygodniowego – co łatwiej kontrolować / wprowadzić („nie więcej niż” jest szansa, że zgromadzone dodatkowe godziny zaskutkują jakimś maratonem) pozdrawiam!

  12. Świetny pomysł, szkoda, że moi rodzice nie wpadli na coś takiego ;) Ja kiedyś zrobiłam taki podział obowiązków dla siebie i młodszego brata odnośnie jakichś drobnych czynności typu wyrzucanie śmieci czy czyszczenie filtra w akwarium o które ciągle się kłóciliśmy. Poskutkowało :)

  13. Agnès Więckowska napisał(a):

    Regulamin niezły. Sama jestem przeciwna temu, żeby dzieci używały sporo elektroniki. Żeby nie powiedzieć, że współczuję dzieciom straconego dzieciństwa. Ja w ich wieku miałam zdarte kolana. ;)
    Co do wściekłych matek to bardzo lubię ten gatunek. Nie mam dzieci, ale przez kilka lat byłam nauczycielką i mam dużo młodsze rodzeństwo (17 i 18 lat różnicy), no ale nawet to nie uprawnia mnie do wyrażenia swojej opinii na jakikolwiek temat związany z dziećmi.

  14. Bardzo podobają mi się te reguły! A studiuję psychologię i bywam dość przewrażliwiona ;)

    Taka mało wychowawcza sugestia… ale skoro Filip lubi grać, a nie lubi sportu to może xbox z kinectem albo to coś do konsoli co pozwala grać w ruchowe gry (nie znam się zbytnio) ;) Moja 10letnia siostra ma xboxa i można się przy tym niezłych zakwasów dorobić ;)

  15. Mi się bardzo podoba i chciałabym w przyszłości wprowadzić coś takiego w swoim domu. Nie rozumiem, czemu ktoś miałby się czepiać. Najbardziej podoba mi się traktowanie z szacunkiem przestrzeni prywatnej dziecka.

  16. Monika Koprowska-Ludwig napisał(a):

    U nas byla tablica i buźki. Usmiechnieta buźka za dobre rzeczy i zla buzka, czerwona za rzeczy zle. Dzieci rywalizowały ze sobą o jak największą ilość zielonych, usmiechnietych buxinek:)

  17. Zuza napisał(a):

    U mnie w domu bywały zakazy, ale było ich zawsze tak mało, że pewnie teraz nawet bym mogła je wszystkie wymienić. To, co sprawiało, że je szanowaliśmy to fakt, że rodzice zawsze nam je tłumaczyli i mogliśmy zapytać czemu taka a nie inna decyzja była podjęta. A jeśli udało nam się przekonująco sprzeciwić to decyzja była odwracana. Nie płacz a argumenty były szanowane. Nie muszę mówić, że poczucie sprawiedliwości pomaga w przestrzeganiu zasad. A fakt, że już od dziecka byłam zaangażowana w przeróżne dyskusje i traktowana poważnie jest dodatkowym plusem. Tylko czasem mi się w szkole obrywało jak w złym momencie zadałam pytanie dlaczego i wyraziłam swoją opinię (nigdy niekulturalnie). Na szczęście w tych chwilach mogłam liczyć na wsparcie rodziców.

  18. Monika napisał(a):

    Wychowałam się jeszcze w czasach, kiedy komputery i telefony komórkowe były czymś wyjątkowym. Mój pierwszy komputer nie miał dostępu do internetu, więc w gruncie rzeczy był wykorzystywany głównie do malowania i ewentualnie grania (w jedną grę). W związku z tym spędzałam większość czasu z innymi dziećmi przed domem i ciężko nas było zagonić do domu wieczorem. Mieliśmy swoje własne zabawy.Wspominam moje dzieciństwo bardzo dobrze. Jestem nauczycielką i kiedy patrzę na dzisiejsze dzieciaki, dla których największą frajdą jest nowy, jeszcze lepszy telefon lub nowa gra na PS to jest mi ich szkoda, bo swoje najlepsze, beztroskie lata spędzą przed ekranem komputera, TV lub telefonu. Jak będą wspominać swoje dzieciństwo? nic ciekawego. Standardowo przed wakacjami pada z mojej strony pytanie o plany na wakacje. Najczęstsza odpowiedź? „Będę grać na komputerze”. Bardzo rzadko pojawia się odpowiedź spędzę czas z kolegami na podwórku, na rowerze, pogramy w piłkę. Kiedy mnie czekały wakacje, miesiąc wcześniej planowałam wyjazd do babci, nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła wstawać o świcie, żeby wyjść na rower, z którego wrócę późnym wieczorem. Dlatego uważam, że większość z zasad, które ustaliliście są bardzo fajne i, miejmy nadzieję, pomogą chłopakom zapamiętać swoje dzieciństwo jako coś innego niż tylko komputer i telefon.

  19. Małgorzata napisał(a):

    Doskonały pomysł. Dzieci lubią zasady, potrzebują wiedzieć gdzie przebiega granica, aby same mogły decydować czy chcą spróbować ją przekroczyć i co się wtedy stanie.
    Regulamin jest jasny, zrozumiały, a dla dzieci kolorowy i niekrzywdzący :-)
    Zdecydowanie super pomysł :-)
    Ważne, aby regulamin akceptowali wszyscy domownicy – to klucz do sukcesu :-)

  20. Czarna Aga napisał(a):

    Zazdraszczam Mamie obu Chłopców:) bo sama jestem taką mamą,która „oddaje” Potomków pod opiekę Tacie i jego obecnej partnerce. ..o ile nasze życie byłoby prostsze gdyby ta „przyszyta” strona miała takie mądre podejście jak Twoje i traktowała całą sytuację z takim zaangażowaniem. Brawo!!! Mega szacun!!! A co do samego regulaminu- moje dzieci często usiłowały „brać mnie na bezradność” stąd też wpisaliśmy punkt by najpierw spróbować samemu albo poprosić o instrukcję nim zawoła się Mamo…ale z tym ostrożnie trzeba;) oczy dookoła głowy. .. Fajnie działają też kolorowe kartki przyklejone np. Przy koszu na pranie ,przypominające by brudne rzeczy wrzucać do środka a nie w okolice kosza ;)))

  21. Bardzo mądre podejście!
    Jednoznacznie wyznaczone zasady unikną nadinterpretacji, w dodatku wiadomo czego należy się spodziewać.
    Jak będę miał swoje dzieci, to też w podobny sposób będę starał się trzynać je w ryzach :)

  22. Camilla Leibmann napisał(a):

    „Tu wszyscy mają być dla siebie mili, bo inaczej zatłukę :)” – dobry tekst na koniec :D. Zawsze wydawało mi się że jasne reguły i traktowanie dzieci na serio wiele pomaga. Fajnie, że się w tym patchworku tak dobrze dogadujecie i pokazujecie innym że da się :)

  23. Gabriela Frejda napisał(a):

    osobiście bardzo mi się podoba :) Dzięki za drogowskaz. Na pewno w przyszłości zrobię coś na Twój wzór :)

  24. Ewelina napisał(a):

    Czy ten regulamin dotyczy życia w Twoim czy Seby mieszkaniu? Bo tak sobie myślę, jak dzieciaki miałyby pójść do swojego pokoju, albo być o 21 w łóżkach, skoro w Twoim mieszkaniu nie ma zbyt wielu pomieszczeń, zapewne nie dalibyście rady tam wygospodarować osobnej przestrzeni dla dzieci?

  25. Przemo napisał(a):

    Osobiście uważam, że nagradzanie rzeczami miłymi za rzeczy, które nie są miłe nigdy nic dobrego nie przyniesie, ale to tylko moje zdanie. Wolę mimo wszystko przekonać inaczej dziecko do czytania lub zabawy na dworze.
    Szkoda, że w artykule nie jest nic wspomniane o tym co się dzieje gdy regulamin zostanie złamany, a takie przypadki na pewno mają miejsce.
    Zanim pozdrowię pozwolę sobie parę punktów ukraść. :)
    Pozdrawiam.

  26. Regulaminy- świetna sprawa. Miałam z nimi do czynienia w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi i świetnie się sprawdzały. Moje dziecko nie jeszcze trochę podrośnie i na pewno stworzymy swój ;) Najlepsze jest w tworzeniu takich rzeczy to, że robi się to razem i każdy czuje się ważny :) Dodatkowo łatwiej się później stosować do czegoś co samemu się ustalało ;)

  27. Mam dwóch synów (2 i 4 lata), za jakiś czas taki regulamin będzie wisiał w naszym domu. Bardzo podobają mi się zasady „Zawsze można”- zgapię! :)

  28. Muszę się przyznać, że do niedawna czytałam Twojego bloga sporadycznie i dość niechętnie, bo jakoś po prostu mi nie odpowiadał. Po zmianie wyglądu (+100000) i przede wszystkim pojawieniu się kategorii „Parenting” wchodzę na Twojego bloga regularnie i czytam wpisy z przyjemnością. Wcześniej nie mogłam tego dostrzec, ale teraz okazuje się, że w wielu kwestiach moje podejście jest bardzo zbliżone do Twojego. Myślę, że gdy już będę mieć swoje dzieci to, dzięki Tobie, zrobimy eksperyment zmiany ról oraz wprowadzimy regulamin. :)
    Moje dotychczasowe doświadczenie w pracy z dziećmi pokazuje, że nie mają one z przestrzeganiem spisanych zasad, jeśli mają jakiś wkład w ten regulamin. Najlepiej poprowadzić z nimi rozmowę na ten temat w taki sposób, by same doszły do pewnych reguł (np. nie krzyczymy, bo ty nie lubisz jak ja na ciebie krzyczę, ale ja też nie lubię kiedy ty na mnie krzyczysz).

  29. Super pomysł z tym regulaminem! Ostatnio sama zastanawiałam się nad wprowadzeniem czegoś takiego do naszego domu, bo z córką mojego chłopaka często toczymy batalie o odrobienie lekcji, posprzątanie kotom kuwet itp., ciężko też zagonić ją wieczorem do łóżka, natomiast bardzo chętnie korzysta ona z gier komputerowych i tych na smartfonie – mam wrażenie, że pochłania jej to większość czasu. Czuję, że dziś będzie rozmowa na ten temat :D

  30. samasia napisał(a):

    Polecam książkę „Wychowanie bez nagród i kar” i spojrzenie na regulamin w jej kontekście. Albo „Twoje kompetentne dziecko” i to, co Juul ma do powiedzenia na temat obowiązków. Prywatnie uważam, że nie ma lepszego sposobu na zniechęcenie dzieci do czytania i pomagania w domu, jak przedstawienie ich jako nieprzyjemnych rzeczy, za które można „kupić” te przyjemne. W moim domu taki regulamin z pewnością nigdy nie zawiśnie.

  31. Agnieszka Hałas napisał(a):

    Dla mnie, kompletnego laika w temacie (nie mam dzieci :) ), zapisy regulaminu wyglądają bardzo mądrze! Świetny pomysł!

  32. g. napisał(a):

    przekładanie wszystkiego na gry komputerowe jest niepokojące. POza tym reguły zaczynajace se od : nie , wzmagają agresje, bo sa agresywne. Zachęcam do Treningu Zastępowania Agresji instytutu Amity, znajdzie Pani w sieci. Nauczy się Pani zamieniac język agresywny na nieagresywny.Pozdrawiam

  33. Sizanka napisał(a):

    Jestem mamą 3 chłopców: 8, 12 i 13 lat. niedawno wpadłam na pomysł regulaminu dla nich. Dziś przeczytałam ten – jestświetny, swój więc zmodyfikowałam o rubrykę:zawsze można:)))))
    Jestem przeciwnikiem niekarania i nienagradzania. Znam takie dzieci i ich przerażonych rodziców, bo „co ja mu poradzę”. Ja tak nie chcę, od zawsze były zasady, zasady zawsze są obecne w życiu, jak na razie nie musimy się za dzieciaki wstydzić. regulamin powstał ponieważ:
    -słowo pisane i podpisane jest bardziej i czytelniej egzekwowane.
    -mamy dość pyskówek najstarszego syna;
    -mamy dość ciągłej chęci grania i niechęci nauki średniego syna;
    -wprowadzamy w „dorosłe życie”a tam już nikt nie pyta, czy ci się chce – sorry, takie życie, więc to dobra lekcja.
    Wiem, że burza będzie, że nie można dzieci przekupywać, płacić za naukę – naczytałam się tegoooo… i cóż. Nic innego się nie sprawdzi. Wszak synowie nie mają ambicji do dobrych ocen, im wystarczą mierne. Nie potrzebują świadectwa z czerwonym paskiem. Bo po co? Na studia jeszcze nie idą, więc po co mają się wysilać. Ale kieszonkowe by chcieli. Ale za co? Płaca za pracę, to nie jest zły układ. Dość życiowy, nieprawdaż? Zazdroszczę rodzicom, których dzieci uczą się, bo chcą. Ja tak nie mam. Mam nadzieję więc, że regulamin się sprawdzi:)) Pozdrawiam wszystkich! Nie dajcie się zjeść;P
    a to nasze zasady:

  34. Marta Czaja napisał(a):

    Bardzo dobry ten regulamin. Ja w swoim uzyje bardziej pozytywnych wyrazen. Np. zamiast: ”Nie krzyczymy” cos w rodzaju : „mowimy spokojnie i z szacunkiem’, albo: „Nie bijemy” np. cos pozytywnego; ” Bawimy sie / zachowujemy sie grzecznie”, i trzecie: ” Nie obrazamy” moznaby zamienic np na: „wyrazamy sie ladnie”.
    Zawsze lepiej przekazac to co chcemy zeby sie stalo, to jak chcemy zeby dzieci siez zachowywaly.
    Nie jest latwo zastapic wyrazenie negatywne pozytywnym.
    Podalam tylko przyklady wymyslone na poczekaniu.
    Tak czy inaczej idea sprawdza sie dobrze.

  35. anna delewska napisał(a):

    Super sprawa,rowniez sie zastanawiam nad wprowadzeniem reulaminu dla syna w domu,ma 6lat I juz wiekszosc czasu spedza przed komputerem na graniu,a z wykonywaiem jakichkolwiek polecen ,mozna 5razy mowic,bardzo niechetnie sie uczy I jest malo ruchliwy,nie lubi jezdzic rowerem,biegac,juz pani w poradni nam mowila o wprowadzeniu zasad w domu I ograniczeniu grania , ogladania na youtubie,chyba na podstawie twojego regulaminu,wprowadze swoj.powodzenia

Dodaj komentarz