Syndrom odjezdzajacego metra

Nie pierwszy raz mi sie to zdarza… I za kazdym razem mowie sobie, jaka to jestem idiotka. Psychologowie maja na to ponoc jakies fachowe okreslenie i z tego co pamietam, nazywa sie "reka na klamce". Nigdy tej klamki dopasowac do definicji nie moglam a tytulowe metro pasuje mi jak ulal. No, ale do rzeczy.  

Jechalam dzis metrem londynskim. Na poczatku sluchalam muzyki, ale szybko uznalam, ze ciekawsze bedzie przysluchiwanie sie rozmowom ludzi, jezykom i generalnie – chloniecie atmosfery nowopoznanego miasta. W sumie jednak nie dzialo sie nic ciekawego. Jacys Polacy siedzacy obok mnie probowali odgadnac moja narodowosc. Gdy nie zauwazyii zadnej reakcji na coraz to odwazniejsze teksty rzucane w moja strone, uznali, ze nie moge byc Polka. Z drugiej strony jakies dwie mlode Murzynki rozwodzily sie nad wyzszoscia Maca nad Body Shopem. Przy drzwiach stal jakis straszy pan, ktory mowil do siebie w blizej nieokreslonym jezyku. Dokladnie przede mna zas siedzial mlody blondyn o rozesmianych oczach. Dalabym mu jakies 28 lat. Bylo w nim cos takiego cieplego, madrego, spokojnego – cos, co mnie oniesmielilo na tyle, by szukac wzrokiem jakiegos innego obiektu, na ktorym moglabym sie skupic. Co chwila jedak wracalam do niego.

Niby przypadkowo, jak speszona nastolatka, zerkalam w strone jego twarzy, jego dloni, by zaraz szybko odwrocic spojrzenie i udac, ze nie jestem wcale zainteresowana. Im dluzej to trwalo, tym bardziej bylo mi glupio, ze taka stara baba jak ja zachowuje sie w tak dziecinny sposob, zamiast wymyslic dowolna wymowke, by go zaczepic. Ale na prozno. Wmowilam sobie, ze nie wypada tak zaczepiac obcych, ze niby jak mialabym to zrobic, ze gejem jest, ze zonaty, ze gdyby chcial, to sam by zagadal… Momentami wydawalo mi sie, ze on tez na mnie patrzy, ale szybko wybilam sobie z glowy takie podejrzenia i zaczelam sie tepo wpatrywac w okno. 

Metro zatrzymalo sie na Notting Hill Gate. Blondyn wyszedl i stanal na peronie. Rozlegl sie sygnal ostrzegawczy tuz przed zamknieciem drzwi. I wtedy nagle wrocila mi odwaga. Gdy spojrzal na mnie przez szybe, usmiechnelam sie do niego. Najpierw zmarszczyl brwi, troche zaskoczony, potem usmiechnal sie, znaczaco spojrzal na drzwi, ktore wlasnie wtedy sie zamknely. Podbiegl do nich, liczac, ze pociag na niego zaczeka, ale bylo juz za pozno. Metro ruszylo. 

Oczywiscie moglam wysiasc na najblizszej stacji i wrocic. Pewnie byla szansa, ze bysmy sie jeszcze spotkali.  Ale nie zrobilam tego. Znow wymyslilam sobie kilka wymowek, dla ktorych to bylby nieodpowiedni krok. 

Tu juz nawet nie chodzi o to, czy tajemniczy blondyn mogl byc moim przyszlym mezem czy nawet kochankiem. Byc moze okazalby sie jakims przerosnietym studentem z wysokim glosikiem i grzybica stop. Byc moze. Ale ilekroc zadaje sobie takie pytanie, zaluje, ze nie mialam odwagi przekonac sie na wlasnej skorze, czy to prawda.

Czy kiedys bede miala odwage usmiechnac sie do kogos, kto mi sie podoba, gdy jeszcze bedziemy jechali tym samym wagonem? A moze podobaja mi sie tylko ci, ktorzy juz wyszli na peron? I co by sie stalo, gdyby drzwi otworzyly sie drugi raz i wpuscily delikwenta do srodka?

Komentarze do wpisu: 14 Napisz komentarz

  1. Niestety, nic nie zmienisz. Ty, tak jak i wielu, zadajecie sobie jakze powszechne pytanie: „A co byłoby gdyby…”? Choc zapewne jesli w przyszlosci przydarzylaby Ci sie taka sytuacja, to chyba zachowalabys sie tak samo, jak myslisz?

  2. Spokojnie można jakieś romansidło nakręcić. Sądzę, a nawet jestem tego pewna, że zachowałabym się podobnie. Niestety w moim przypadku to nie syndrom odjeżdżającego metra, ale raczej głupota i nie ma co czarować :)

  3. Słusznie postąpiłaś. Tacy blondyni o niewinnym spojrzeniu to na 100% seryjni mordercy lub najmarniej gwałciciele. A na 200% są do niczego w łóżku. I w ogóle co to za pomysł, żeby podrywać nieznajomych, w metrze, na obczyźnie? Wstydź się i już nigdy nie myśl o czymś takim!

    PS: powyższe zdania to tzw. terapia odrzuceniowa. Pomogło?

  4. seg, a cholera cię wie, czy przy tym podejściu nie uciekłabyś drugimi drzwiami, które pewnie też by się otworzyły :)

    skoro cię nie porwało i nie poniosło, żeby zagadać, to znaczy, że to nie było to. next please :)

  5. Hmmmmm jakbys sie z nim zaznajomila… to bys tego posta nie napisala… i nie zapamietalabys tego zdarzenia tak dobrze jak teraz :) trzeba sie na bledach uczyc :) nastepnym razem jak zobaczysz kogos takiego.. to masz obowiazek sie do niego odezwac/usmiechnac/cos zrobic w ciagu 3 sek… dopoki glupie pomysly nie przyjda do glowy ze nie warto ;)

Dodaj komentarz