Sztuka uwodzenia cz.3

Obiecałam, że napiszę trzecią notkę o Pick Up Artists, ale jakoś o tym zapomniałam. Będzie więc krótko – właściwie tylko po to, by dotrzymać danego słowa.

Mówicie, że PUA są oszustami. Że tylko udając kogoś innego, potrafią przekonać kobiety, by poszły z nimi do łóżka.  Tak. Oczywiście, że tak. Podobnie jak każdy z Was, gdy próbuje uwieść dziewczynę. Zawsze jest element udawania, ukrywania jakichś nieatrakcyjnych cech i kreowania siebie na lepszego niż się w istocie jest. PUA różnią się od Was tylko tym, że robią to dobrze, bo zdają sobie sprawę z sygnałów, jakie wysyłają za pomocą mowy ciała, doboru słów, reakcji na konkretne zachowania rozmówcy. Oni potrafią logicznie rozegrać coś, co Wy rozgrywacie emocjonalnie – i to jest ich przewaga, dzięki której częściej osiągają cel.

Oczywiście, że bardziej będę cenić kogoś, kto samodzielnie rozpracował kostkę rubika, ale prawda jest taka, że każdy z Was w jeden dzień może nauczyć się prostej techniki, która pozwoli Wam ułożyć ten sześcian z każdego możliwego ustawienia kolorów. I efekt będzie ten sam. Pytanie brzmi: na czym Ci bardziej zależy – na umiejętności ułożenia kostki – czy na satysfakcji z samodzielnego odkrycia sposobu na to ułożenie?

Niezaprzeczalną przewagą PUA nad „zwykłym” facetami jest ich przedmiotowe podejście do kobiet. PUA nie nastawia się na zdobycie jednej kobiety. PUA stara się zdobyć jakąś kobietę – ale w przypadku porażki – płynnie zmienia cel na inną. Z tego, co słyszałam, za pomocą puowskich trików „zamyka się” 95% kobiet. OK, wszystko super, ale prawda jest taka, że te, które są najcenniejsze, mieszczą się w pozostałych pięciu procentach. I tu znowu nasuwa się pytanie: czyż nie interesuje Was bardziej kobieta, która nie dała się zwieść podrywaczowi? Która potrafiła „przejrzeć” jego faktyczną wartość, omijając formę, w jakiej jej tę wartość prezentuje?

Techniki PUA są trochę jak moda na operacje plastyczne – sprawiają, że facet wydaje się fajnym, pewnym siebie i wartościowym mężczyzną, ale pod tym błyszczącym opakowaniem skrywa się życiowy nieudacznik. Dlaczego „najprawdopodobniej”? Bo myślę, że cały ten biznes PUA nakręca kilku rzeczywiście dobrych w podrywaniu gości, którzy po prostu chcieli zarobić na tym, w czym są najlepsi. I mieli dość bycia po prostu „psem na laski”, więc zrobili z tego coś więcej. Stworzyli ideologię, filozofię wręcz, na której dodatkowo można było nieźle zarobić.

Dlatego z jednej strony cenię i podziwiam PUA za ich motywację do poznawania ludzkiej psychiki i mechanizmów nią kierujących – a zdrugiej strony współczuję im, że muszą używać gotowych równań do czegoś, co innym przychodzi łatwo z racji naturalnej inteligencji emocjonalnej, faktycznej wartości osobistej i rzeczywistych sukcesów intymnych.  Bo tacy mężczyźni nie muszą uczyć się tekstów i nie potrzebują pracy nad poczuciem własnej wartości – im to wychodzi naturalnie i potrafią bardzo niestandardowo zdobyć kobietę – czasem wręcz używając metod, które wg PUA są karygodnymi błędami.

Sztuka uwodzenia cz. 1
Sztuka uwodzenia cz. 2