Tak, jesteś gruba.

Nie denerwują mnie szczupłe i chude kobiety. Nie mam problemów z tym, że często jest to sprawa genetyczna i one po prostu takie są, niezależnie od tego, ile jedzą i czy uprawiają sporty. Nie denerwują mnie też grube kobiety, które ubierają sie tak, jakby ważyły połowę mniej i przez to wyglądają jak balerony. Bardzo za to denerwują mnie kobiety, które co rusz mówią "jestem gruba" i czekają na zaprzeczenie tej tezy. Co najdziwniejsze, częściej robią to kobiety normalnie zbudowane – niż te faktycznie grube.

Pracowała kiedyś u nas fajnie zbudowana dziewczyna. Seksowna, z cycem, tyłkiem i wszystkim, czego trzeba kobiecie, by czuła się atrakcyjna. Nie była chuda – ale też z pewnością nie była gruba. W ogóle była bardzo ładna i z pewnością wiele kobiet patrzyło na nią zazdrosnym okiem. I co robiła? Za każdym razem, gdy szliśmy sobie zapalić, ona musiała w bardziej lub mniej zawoalowany sposób wspomnieć, że jest gruba, że musi schudnąć, że nie może tyle jeść itp. Co robiła większość kobiet w reakcji na te stwierdzenie?

"Co ty gadasz?! Wcale nie jesteś gruba!".

Co robiła dziewczyna? Wzdychała, dziękowała za uwagę, ale dawała też znać, że wcale w nią nie wierzy. I tak to się ciągnęło. Z papierosa na papieros, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Dziś już wiem, że powinnam jej była przyznać rację. "Tak, jesteś gruba. Skoro już się co do tego zgadzamy, możemy wreszcie pogadać o czymś innym?".

Muszę się przyznać, że w jej wieku byłam podobna. Też czasem wspominałam, jak to nie podobają mi się moje nogi czy biodra. Na szczęście miałam wtedy chłopaka, który pewnego dnia powiedział:

"Wiesz co? Jak zaczynałem z tobą chodzić, to myślałem, że to będzie powód, dla którego cię rzucę. To – czyli fakt, że jesteś gruba. Myślałem, że to będzie mi przeszkadzać. Ale potem jakoś się przyzwyczaiłem no i trudno. Jesteś seksowna nawet taka obrzydliwie gruba, jaka jesteś".

No i przestałam narzekać. Nie mam figury modelki, ale też nie jestem gruba. Facetom to nie przeszkadza, więc dlaczego ja mam mieć z tym jakiś problem?

Moja młodsza siostra była kolejną osobą, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie ma nic bardziej odbierającego seksapil kobiecie niż jej narzekanie na własną figurę. Moja siostrzyczka bowiem szczupła nie jest. A cieszy się powodzeniem, którego nie ma wiele kobiet o figurach modelek. Dlaczego? Bo jest najbardziej radosną, roześmianą, serdeczną osobą, jaką znam. Bo uwodzi, czaruje i ma fantastyczne poczucie humoru. Bo zainwestowała w mózg zamiast w herbatki odchudzające.

Kiedyś jej hiszpańska przyjaciółka, mierząc jakieś nietwarzowe spodnie, powiedziała jej: 

"I wont wear them, cause they makes me look fat"

A moja siostra na to: "Sorry to make it clear, bu it’s your FAT that makes you look fat".  

Komentarze do wpisu: 36 Napisz komentarz

  1. Taa.. też jestem normalnie zbudowana, i nie gadam, że jestem gruba.
    Praktykowałam to dawno, ale i wtedy też rzadko. Po prostu zawsze miałam za dużo ciałka i już.

    I co? Cieszę się powodzeniem – umiarkowanym, ale i jest OKej x;)

    Ostatnio nawet zainicjowałam akcję w naszej-klasie „JESTEM ZARĘCZONA”, aby odstraszyć obecnych i przyszłych adoratorów, he he x:P

    Kocham siebie i możecie mi podskoczyć, o! x:D

  2. Samo narzekanie jest bardzo zle. Samo czyli nie poparte czynami. Generalnie kobiety zaczynaja przybierac na wadze gdzies po maturze (cholera wie dlaczego akurat wtedy?) i jesli nie uprawiaja sportu (a takie wyginely jesli kiedykolwiek chodzily po tej ziemi) ani nie sa genetycznie uwarunkowane to beda przbierac kolejne kilogramy i to WIDAC! Generalnie polskie kobiety swoj high time niestety maja kolo 18 i nie trwa on dlugo. Eh czemu jestem juz taki stary…

  3. Nie zapomne poprzedniego lata..
    Dziewczyny z talią osy podczas głebszej rozmowy przy spacerze, nagle stawały, łapały się na skóre na brzuchu, rozciągiwały z całej siły do przodu aż mi rzebra wychodziły i mówiły cztery święte słowa: „Patrz jaka jestem gruba!”
    A potem chwila milczenia i oczekiwanie na moją reakcje.

    Cholera.. dopiero teraz widze jaki ze mnie był frajer, że próbowałem je pocieszać i zaprzeczałem.

  4. Seg, masz zajebistą siostrę. No i to jest prawda stara jak świat, że ludzie którzy wciąż narzekają odpychają nas od siebie, a Ci, którzy są pełni pozytywnej energii, uśmiechają się i są życzliwi naprawdę przyciągają innych, można by rzec, że ich nastrój „promieniuje” dookoła i udziela się innym.

    Co do potwierdzania – uśmiałem się, bo my w pracy mamy właśnie taką zasadę, że jak ktoś coś powie w stylu „mam starą kurtkę, muszę kupić nową” czy chociażby wspomniane „jestem gruba”, to inni tej osobie przytakują, potwierdzając jej spostrzeżenia :) Mamy masę zabawy …

    Pozdrawiam.

  5. No,… w końcu jakas dłuższa notka, w stylu bardzo segrittowym.

    Cockney, może nie dokladnie po maturze, ale z wiekiem – po okresie dojrzewania, kiedy zmniejsza sie ilość zapotrzebowania na energię.

  6. Ja tam grubaskom zazdroszczę. Mam od urodzenia straszną niedowagę(Za wysoka urosłam) i muszę zawsze ubierać się „na cebulkę” by nie było widać sterczących kości. A i tak czasem coś prześwituje, zwłaszcza przy dłoniach. Powodzenia nie mam żadnego, wręcz wyjątkowe niepowodzenie. Ta durna moda na odchudzanie też mnie wkurza, bo pół miasta woła za mną „anoreksja”. Jak by to było takie proste przytyć 10kilo. Mnie się nie udało od 15lat. A jem sporo. Ale mój organizm nadmiar kalorii wydala, zamiast wchłonąć. Genów się nie przeskoczy… poza tym jak ktoś mówi,że jest za gruby to zawsze krzyczę: Chcesz wyglądać tak jak ja? No nie.. słyszę zazwyczaj (lub widzę w jej oczach) w odpowiedzi. No właśnie.
    Masz rację,że to jakiś sposób na dowartościowanie…

  7. Yyyyy… no dzieki!

    A ja dzis – wszak to poniedzialek czyli idealny dzien na rozpoczescie wszelkiej masci diet – wstalam z radosnym postanowieniem ze … koniec!!! Się bedzie paulina odchudzac .

    Do skutku ! („skutek” – czytaj : bedzie piorunsko chuda, nogi bedzie miec jak patyczki, cycka nie bedzie miec wcale , tyłka tez nie, kazdy najmniejszy powiew wiatru ja powali, za to bedzie mogla zalozyc pończoche jako sukienke :))

    No dobra przesadzilam z tym opisem , ale 5 kilo minimum .

    No i co?! Wchodze na blog i czytam jaki tu defetyzm siejesz w szeregach! :):):)

    ps. podrawiam wszytkie nieodchudzajace i zadowolone ze swojej figury sie kobiety. ja niestety nalezye do obrzydliwego gatunku babek „wiecznie na diecie” a jakims dziwnym trafem „wiecznie w tym samym rozmiarze” (duze 36 wiec i tak zle nie jest :))

  8. Najbardziej przesrane mają własnie kobiety „pośrodku”. One czują się tłuste, otoczenie mówi „normalne”.
    Jest jeszcze kwestia rozumienia słowa szczupła i tego co to dla danej laski oznacza. Powiem ci, że ta dziewczyna chudsza o 7 kilo nadal mówi o sobie gruba. I będzie taka dla siebie jeszcze długo.

    Aha, i koniecznie musze dodać, nie zawsze kiedy ktoś mówi ze jest gruby, głupi i brzydki czeka na zaprzeczenie. Chociaż środowisku łatwiej to tak odebrać. Nie trzeba wtedy szukać powodu dla którego padają takie słowa.

  9. Bosze, co za gnioty znowu polecają na głównej. Za chwilę wszyscy skretyniejemy. Gdzie nie otworzę – Kominek.

    Cześć Kominek, to ja, Twoje „siódme ścierwo”;-)

  10. Och wybacz, nie chciałem Cię urazić, zapewne jesteś miłą, młodą i inteligentną osobą. No i znasz hiszpański, bo cytujesz słowa Twej siostry, która zapewne też ten język zna.

    Ja już jestem stary jak ścierwo i mi się chrzani, a na dodatek głupieję jeszcze bardziej, bo czytam blogi polecane przez Gazeta.pl na stronie głównej.

    Aha, wypada też coś napisać na temat. Pierwszy raz w życiu podnieciłem się, no w sensie, że seksualnie, kiedy w jakiejś ilustrowanej encyklopedii zobaczyłem obraz Rubensa „Trzy Gracje”. To chyba jest mniej więcej na temat, jeśli chodzi o problem czy lepiej być grubym i mądrym, czy szczupłym i głupim.

    No i Hiszpanki mają duże tyłki, tak jak Greczynki albo Portugalki, oczywiście z mej subiektywnej perspektywy. Sądzę, że to taka rasa, nastawiona na ekspansję. Wszak na półkuli zachodniej większość ludzi mówi po hiszpańsku, a portugalski jest na trzeciej pozycji.

    Czy ta hiszpańska przyjaciółka była z Andaluzji albo z La Manchy i miała na imię Carmen?

  11. Tak, jesteś gruba. Ale nie to mnie razi. Tekst ocieka tłustą hipokryzją najpodlejszą, ponieważ zbanowałaś mnie właśnie dopiero na moje spostrzeżenie, że te nogi w nagłówku, to przygrube. A przecież są serdeczne i tryskające radością… I zainwestowały w mózg – widać inwestycja jednak zgoła nietrafiona.

    Natomiast jeśli słyszycie jak całkiem poprawnej budowy ciała osoba mówi, że jest gruba, to nie polecam Wam przytakiwania, to oczywiste grubiaństwo, chyba, ze imponuje Wam chamstwo i pseudo logiczność Segritty, ale pamiętajcie, ze to hipokrytka. Sporo kobiet ma taką psychozę i nie ma sensu ich dobijać, ani wdawać sie w ich narcystyczne gierki. „Jestem gruba.” Prawidłowa odpowiedź: po co to mówisz?

  12. be.so.nice,
    Nie mam pojęcia, czemu Cię zbanowałam, ale z pewnością nie dlatego, że nazwałeś mnie grubą. :) Wiem, że tak to sobie łatwiej tłumaczyć… Domyślam się też, że powodu kolejnego bana również się nie domyślisz, więc daruję sobie dalsze tłumaczenia.

  13. Z pewnością dlatego, że tak to odczytałaś, zresztą sama to przyznałaś, nerwy Cię wtedy poniosły, ale na drugi dzień wykasowałaś swoje słowa. Nie chcę się pastwić nad Twoimi słabościami, bo to Ci w niczym nie pomoże.

    Oczywiście, że wiem dlaczego mnie zbanowałaś. Wszedłem na Twój blog pierwszy raz od tamtej pory, wiedziony linkiem ze strony gazety. Przyznaję, że Twój styl naprawdę wielce mnie uwodzi, w przeciwieństwie do tematyki i sensu Twoich wypowiedzi; w sumie jednak musiałem sobie to nie-wchodzenie postanowić, bo jestem fanem SPOSOBU w jaki prowadzisz swój blog. Zatem spoko, natychmiast tracisz niechcianego wielbiciela, nie mam wszak wyjścia, bo jesteś hipokrytką (wybaczalne) bez honoru (niewybaczalne).

    Twój błąd, że przy całej swojej barwności i emocjonalności, próbujesz wyniosłością narzucić wartość swemu przaśnemu chamstwu.

    Ponieważ nie dałaś mi (nie sprawdzałem, wierzę na słowo że so.nice jest zbanowane, co.nice, to pozostałość po literówce w logowaniu) możliwości repliki, postanowiłem gwałt gwałtem odcisnąć :)

    Nie mam zbyt wielkiej nadziei, że masz rzeczywiście takie jaja z jakimi piszesz… Zajrzę jednak tu na jedyny raz za parę dni, bo trzeba wierzyć w ludzi, mówię to bez ironii.

    Bye.

  14. be.so.nic / be.co.nice, jakkolwiek się zwiesz i jakkolwiek zwałeś sie wcześniej, zanim Cię rzekomo zbanowałam (choć po stylu Twoich wypowiedzi domyślam się, że chodziło o punkt trzeci segritta.blox.pl/2007/06/Kilka-slow-o-komentarzach.html ),
    Możesz dalej rozwlekać się w swoich teoriach, zarzucać mi brak honoru, brak sensu czy brak cycków, ale dopóki nie przypomnisz mi kim byłeś oraz w którym to miejscu daję dowód własnej hipokryzji czy tez braku honoru, Twoje gadanie będzie beztreściwym wywodem rozżalonego misia.

  15. Kobieta, która opowiada każdemu, kto chce słuchać, że jest gruba i powinna się ograniczyć do marchewki dziennie (+ karnet na siłownię), nie jest nawet w połowie tak żałosna, jak facet który narzeka na brak muskulatury, wykwity trądziku czy inne dysproporcje. Wniosek z tego taki, że niekoniecznie zawsze chodzi o faktycznie irytujące narzekanie na tłuszcz, ale narzekanie w ogóle, co na dłuższą metę wkurzy świętego.
    Co gorsza, uchodzi to za tak normalne i nowoczesne (o klasie nie wspominając), że komentarz krytyczny momentalnie jest uznany za hipokryzję.
    Pozdrawiam

  16. Zadanie facetowi pytania: „Kochanie, czy ja jestem gruba”?, to sadystyczne wbicie mu noża w plecy. Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi.

    – Nie, kochanie, nie jestes gruba. – Czyli: łże!

    – Nie kochanie, dla mnie nie jestes gruba. – Czyli: dla innych tak!

    – Kocham Cię taką, jaką jesteś. – Czyli: jestem strasznie gruba!

    – Kocham Cię najbardziej na świecie. – Czyli: jestem tak gruba, że chce mnie rzucić!

    I tak dalej…
    Co ma odpowiedziec facet zaskoczony czymś takim? Kobieta i tak z góry zna odpowiedź, wie lepiej… I zawsze wykorzysta słowa faceta przeciw niemu.
    Bo jak nie potwierdzi, to oszukuje i jest nieszczery. Jak potwierdzi, to gbur i cham niedostrzegjący piękna kobiecego wnętrza.

    Jedyna rozsądna odpowiedź mężczyzny: – Dobrze, kochanie, dam ci forsę na tą kieckę.

    Bo z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można założyć, że kobieta kiedyś faceta o forse na kieckę prosiła i jej nie dostała…

  17. Rozżalony miś? Ale się teraz zdenerwowałem! Łamiesz regulamin tą wycieczką osobistą ;) Hipokrytko :D

    Jak niby mam pokazać Ci wykasowane przez Ciebie wpisy?

    Ok, chyba musi tak pozostać jak proponujesz, ja – rozżalony miś, Ty – hipokrytka. Nie zamierzam zdzierać szat, także dlatego, że cóż, bywałem okropny, sprawdzając jak sama zniesiesz potraktowanie Cię takie jak Ty traktujesz krytykowane np. pseudogwiazdy typu Zakościelny. A przecież masz podobny status :)

    Ale dla mystery&suspens powiem Ci, ze znaliśmy się w miarę aktywnie jeszcze z samych początków Fireplace. Wybacz sentyment, ha, rozżalany miś.

  18. „łamiesz regulamin”? „hipokrytko”? Oj, be.co.nice, naprawdę nie zostało Ci już nic poza rzucaniem jakichś bzdurnych tekstów?
    Na tej samej zasadzie, co Ty nazywasz mnie hipokrytką, ja mogę Cię nazwać pedofilem. Zero argumentów.
    Tak więc jestem już prawie pewna, że legendarnego bana dostałeś za punkt 3. :)

  19. Legendarnego bana dostałem za to, że Cię nie kocham. A dosłowniej, to dokładnie za to, że napisałem, że nogi na zdjęciu w leadingu bloga są grube. Co więcej, najpierw zwróciłaś mi uwagę na swoim blogu i zaprosiłaś do dalszego komentowania, ale że się nie odezwałem na to, dostałem bana a Twoje zaproszenie zniknęło. Obrażalska. Zatem tak, pkt.3, była to wycieczka osobista, do której Ty innych swą aktualną notką podżegasz :) Widzisz, ja już bym tak nie powiedział, bo nauczyłaś mnie, że dziewczyny są pod tym względem delikatne. Nie dajcie się namówić! Reasumując, Segrittko, smagany Twym brakiem akceptacji wyznaję, nie nie jesteś gruba, jesteś akurat! Naprawdę :D

    Inna sprawa, że jakoś wierzę, że nie posuwasz się do opisanej przez Ciebie kokieterii; aż do przesady, wykazujesz się bezprzykładną akceptacją dla swoich słabości, w tonie Twojego bloga w zasadzie nie ma cienia wahania i wątpliwości.

    -Rozżalony miś, z wycieczki osobistej. Bardzo mi się spodobało.

    Mały miś, śmieszny miś, gruby miś, znam się z dziećmi nieee od dziś :)

  20. No cóż, Seg, jestem zdezorientowany. Wprawdzie za idiotkę Cię nie miałem, ale nie ukrywam, że poniosłem straty moralne w obszarze szacunku do Ciebie. Może (by Cię usprawiedliwić) załaziłem Ci (programowo) za skórę od dawna, a skądinąd zupełnie niewinna uwaga o tej grubości, to był pretekst? OK… zagadka mojego zbanowania jest poza tematem, skoro aktualnie zaręczasz, że nie dlatego.

    Jednak mam jedno b. zasadnicze pytanie, czy oprócz w miarę czytelnych prowokacji, prezentujesz tu swoje rzeczywiste poglądy i odczucia? Może zarzuty gołosłowia są w o góle od czapy, piszesz tylko dla draki, sofizmaty.

    Wracając do tematu: ważnym tropem jest moim zdaniem grubiaństwo, nomen omen, siostry Seg wobec hiszpańskiej przyjaciólki. Stąd tak naprawdę cały ten wpis. Ale Hiszpanka sama zaczęła, bo przy dziewczynie jak przyznaje Seg, przy kości, bredzi o tym swoim wyglądaniu grubo. Jeśli tak, to siostra-ostra-riposta – odwet na gafę – pierwsza klasa. Kontynuacja tej riposty w postaci dorobienia ideologii, ok, byle nie brać tego zbyt dosłownie. Wujek Dobra Rada tak powiada:

    u danej kokietki nie macie szans na żadne benefity?

    dowalcie jej! w stylu Segritty!

    …Rok później… nie będzie pamiętała, czemu Was zz.. …-ała!

Dodaj komentarz