Upupianie palaczy

Nie lubię być traktowana jak dziecko. A tak traktuje mnie polskie prawo, wprowadzając histeryczny zakaz palenia. Zabrania mi się palić, bo to niezdrowe. Na tej samej zasadzie powinno się wprowadzić zakaz jedzenia McDonalda, zakaz nieuprawiania sportu, zakaz picia alkoholu, zakaz słuchania Kombi i czytania Paulo Coelho. I niech każdy funkcjonuje sobie jak robocik, żrąc trawę i uśmiechając się do sąsiada. Jakie to zdrowe życie jest piękne.

Lament zaraz podniosą niepalący, krzycząc, że zakaz palenia nie mnie ma chronić, ale ich – tak zwanych biernych palaczy. A nie wystarczy nie wchodzić do palarni? Nie lubię techno/elektro/pierdolnięcia, więc nie chodzę do klubów z techno/elektro/pierdolnięciem. Nie próbuję zakazać klubom grania tej muzyki – po prostu do tych klubów nie chodzę. Nie lubię Ani Kowalskiej, więc nie odwiedzam Ani Kowalskiej. Nie próbuję jej unicestwić – po prostu jej unikam.

Dlaczego jedna knajpa nie może być dla palących a inna dla niepalących, zgodnie z pomysłem właściciela i prawami wolnego rynku? Bo niepalący lubią chodzić do knajpy dla palących? No debilem trzeba być, żeby się taką pseudologiką kierować.

W pełni rozumiem zakaz palenia w zamkniętych miejscach publicznych, z których musi korzystać KAŻDY. Zadaszone przystanki autobusowe, lotniska, dworce, szpitale, urzędy i uczelnie. Tak, zgadza się. Tam nie można uniknąć biernego palenia. Ale do knajp chodzić nie trzeba. Więc jeśli ktoś niepalący idzie do knajpy bez zakazu palenia, to niech nie ma pretensji, że się dymu nawdycha. To tak jakby mieć pretensję do świata, że w siłowni jedzie potem a w klubie gra muzyka.

Cała ta ustawa skończy się klęską małych lokali, do których palacze nie będą chodzić. Będą wybierać te duże, ze specjalnymi salami dla palących. A jak tego mi zakażą, to wyjeżdżam z Polski do jakiegoś ludzkiego kraju, gdzie nikt mi wolności wyboru nie odbierze. No, chyba że wcześniej zajdę w ciążę i rzucę palenie. Ale na to się nie zanosi.

Komentarze do wpisu: 153 Napisz komentarz

  1. debilem to trzeba być wierząc, że właściciel sam z nieprzymuszonej woli zdecyduje się pozbyć 1/3 klientów robiąc knajpę dla niepalących. wolny rynek tu nie zadziała, bo definicją wolnego rynku jest maksymalizowanie zysku, a robienie knajpy dla niepalących maksymalizowaniem nie jest. więc strzelasz kulą w płot powołując się na wolny rynek. lawyered.

  2. niepalący zawsze mieli jakiś problem ze sobą i z innymi, a teraz mają chwilę radochy, że my mamy problem. a jeszcze sobie pomyśl tą nieskończoną złośliwość niepalących i ew. pytanie „nie chce ci się zapalić?”. mało co przychodziło mi tak trudno jak grzeczne odpowiadanie na te pytanie. teraz będzie gorzej i mogę nie być grzeczna, gdy je usłyszę.
    no nic. coś się wymyśli. ale nie wyobrażam sobie nie zapalenia w niektórych miejscach. to jest klimat. to jest część atmosfery miejsca i spotkania. nie każdego, jasne, ale w niektórych brak możliwości zapalenia jest zabiciem jednego z powodów, dla którego lubi się pójść tam, a nie gdzie indziej.
    dobre przykłady. i irytujące jest to, że można będzie dalej się nawalić jak dzika świnia, porzygać i wyczołgać z knajpy, co jest obrazkiem niejednej imprezy, a nie można zapalić.

  3. lolkot,

    A więc Twoim zdaniem:
    -knajpy dla niepalących nie cieszyłyby się powodzeniem, i dlatego dobrym pomysłem jest tworzenie knajp dla niepalących.
    i
    „wolny rynek tu nie zadziała, (…) więc strzelasz kulą w płot powołując się na wolny rynek”

    Przeczytaj się jeszcze raz. I jeszcze, jeśli trzeba. :)

  4. brak zakazu = knajpy gdzie wolno palić

    dowód:

    p =knajpy dla niepalących = 66% klientów

    q = knajpy dla palących = 100% klientów

    q = 100% bo = brak zakazu palenia = niepalący też muszą jeść

    stąd:

    q p

    gdzie skutkiem p jest maksymalizacja zysku właściciela knajpy = nie opłaca mu się wprowadzić zakazu palenia.

    I teraz odnosząc się do twojego sarkastycznego zdania – owszem, uważam, że trzeba zmusić ludzi do zakazu palenia, bo inaczej status quo zostanie zachowany. Jeśli chcesz to zalinkuję mnóstwo badań mówiących o spadku liczby zawałów serca w krajach, gdzie wprowadzono powszechne zakazy palenia.
    Poczytałem się i wciąż mi wychodzi, że to Twoej argumenty zostały obalone. Lawyered.

  5. Sam palę. Czasami nawet dwie paczki dziennie. I całkowicie popieram nowe prawo.

    A Ty, Seg, po prostu przesadzasz. Nikt nie zabrania Ci palić! Jak chcesz, możesz nawet wypalić wagon cygar za jednym zamachem! Warunek jest jeden: żebyś nikogo postronnego, kto sobie tego nie życzy, nie narażała na dym, smród i substancje rakotwórcze. Możesz w domu zrobić siekierę taką, że wejdziesz w ścianę zamiast w drzwi – to Twoje (i moje) święte prawo!

    Mi zmieniły percepcję odnośnie palenia dwie sprawy: choroba nowotworowa mojego ojca, do której w jakimś stopniu mogłem się przyczynić, oraz fakt, że jestem ojcem czteroletniej córki. A także fakt, że sam nie lubię smrodu – palę na dworzu albo na balkonie i uwielbiam miętusy…

    A tak poza tym to Ty (i Twoi sojusznicy) używacie demagogicznych argumentów, stawiając się w roli ofiary i w ogóle nie myśląc, że do tej pory to właśnie palacze stosowali terror. Dla niepalących wizyta w ogromnej większości klubów i knajp oznaczała kontakt z dymem na ogromną skalę. I musieli to znosić. Niepalący lubią chodzić do klubów i knajp – ale sęk w tym, że większość z nich była dla palących, a wydzielanie części dla niepalących było tak naprawdę fikcją. Nie podoba Ci się teraz, że są knajpy dla niepalących? To do nich nie chodź! Sama przecież napisałaś: „Ale do knajp chodzić nie trzeba”. Jeśli konieczność zrobienia miejsc dla palących jest tak… paląca, to na pewno będą miejsca odpowiednie dla Ciebie. Dla mnie nie – bo potrafię wytrzymać parę godzin bez palenia, a jak mnie przypili, to nie będzie dla mnie problemem to, że będę musiał na dymka gdzieś wyskoczyć. Napisałaś też: „Więc jeśli ktoś niepalący idzie do knajpy bez zakazu palenia, to niech nie ma pretensji, że się dymu nawdycha. To tak jakby mieć pretensję do świata, że w siłowni jedzie potem a w klubie gra muzyka”. Więc przedstaw sobie dwie rzeczy, zgodnie z tym tokiem rozumowania: a) jeśli więc palący idzie do knajpy z zakazem palenia, to niech nie ma pretensji, że nie może tam zapalić; b) knajpa to przede wszystkim miejsce, żeby zjeść i wypić, a nie zapalić, knajpa nie równa się palarnia.

    A tak w ogóle to nigdy nie będę w stanie zrozumieć radosnej nonszalancji przytłaczającej większości palaczy, objawiającej się w skrajnym egoimie: g…o obchodzi mnie, że palenie dla innych jest szkodliwe – jak muszę zapalić i już! Gdyby palenie (zwłaszcza bierne) nie było szkodliwe, można by było mówić o „terrorze niepalących”, o tym, że jedna strona krzywdzi drugą. Ale tu nie ma symetrii, jest jasna sprawa: nie szkodź innym, jeśli sobie tego nie życzą. Niepalący mają święte prawo do odzyskania zagrabionych przez palaczy-terrorystów terenów.

    Ps. dla mnie to prawo jest zbyt liberalne! Bo ja bym jeszcze dowalał kilkusetzłotowe mandaty za pety rzucane gdzie popadnie i za to, że jak idę z dzieckiem na spacer, często przed nami wlecze się jakiś gnój lub gnojówa (nie mówię o wieku, tylko charakterze) kopcąc na całego, dzięki czemu moje dziecko też się nawdycha dymu. W tym ostatnim przypadku mam ochotę na rękoczyny.

    I tak pewnie tego nie zrozumiesz, ani Ty, ani ci, którzy myślą podobnie. Szkoda. Bo dla takich Segritt liczy się tylko własne „ja”, własne święte prawo do palenia i do tego, by wszyscy musieli się z tym zgodzić…

  6. lolkot

    jeśli to: „q = 100% bo = brak zakazu palenia = niepalący też muszą jeść” uważasz za logiczną równość to puknij się w głowę, ludzie niedouczeni są strasznie irytujący, nawet chyba bardziej niż nienauczeni wcale

  7. nauma, ale robisz to samo co lolkot. przecież nikt nie zmusza niepalących do przebywania z palaczami. ale niech nam też pozostawi się miejsca, gdzie można palić. ich od dawna jest mniej. wydziela się strefy, robi klimatyzacje, izoluje jednych od drugich i to wystarczy. kompletny zakaz palenia i uniemożliwienie włascicielom określenia (na własne ryzyko ew. zysków/strat), czy lokal jest dla palących czy nie, powinno wynikać z demokracji. niech zrobią jak w niemczech, gdzie właściciele knajp tez zbuntowali się przeciwko temu restrykcyjnemu przepisowi i wyegzekwowali możliwość wstawienia szyldu TU SIĘ PALI. i to niepalący mają wybór.
    ps. wielu moich niepalących znajomych nie robi problemu z kontaktu z dymem papierosowym w trakcie spotkania ze mną. ba, często sami proponują mi zapalenie u siebie w domu. a nie mogę zapalić w knajpie? w której nikt nie śpi? w której siedzi się kilka godzin? nie widzisz w tym przesady?

  8. ML76, Ty także nie rozumiesz kwestii SZKODLIWOŚCI. Ja rozumiem i dlatego myślę tak, jak myślę. I żadnej w tym przesady.
    Zrób eksperyment: powiedz znajomym, którzy nie robią żadnego problemu (zwłaszcza, jeśli mają dzieci), że zamieszkasz u nich na tydzień i codziennie sfajczysz paczkę fajek w ich domu. Albo wpadaj do nich codziennie przed ich zaśnięciem i wypalaj dwie-trzy fajki w ich sypialni. Jak wtedy to zaakceptują – wygrałaś. Albo sama spędź 24 godziny w zamkniętej palarni.

    I też spróbuj odwrócić argumentację, OK? Po kilkudziesięciu latach przewagi palaczy chyba można zrobić DEMOKRACJĘ i dla równowagi mieć przewagę niepalących, prawda? :) Palacze będą mieli MNÓSTWO miejsc, gdzie będą mogli palić i gdzie będzie wyraźnie powiedziane, że niepalący się tam mogą ześmierdnąć. Więc gdzie tu dyktatura? Bo chyba nie mówimy o ograniczeniu wolności trucia innych, rozmawiamy przecież o prawie ludzi to tego, by nie byli truci. To tak jak z ciszą nocną. Boszsz, jaka to jest dyktatura! Nie można o drugiej w nocy odpalić na full muzyki, bo się jakiś wróg demokracji zirytuje i wezwie policję! Kurczę – i ci biedni kierowcy – nie mogą pruć 200 km/h w środku miasta albo jeździć po chodnikach!

    Zresztą CAŁA ta dyskusja jest bezprzedmiotowa.

    Bo nikt nie ma prawa szkodzić innym – i to jest najważniejsze. I choćby nie wiem jak kto argumentował, ograniczanie komuś prawa do szkodzenia innym to zupełnie inna parafia. A tylko taki argument, odnośnie zawłaszczania publicznej przestrzeni, ma w zanadrzu 99 na 100 palaczy. Ja jestem ten 1 na 100 – i jakoś sobie radzę.

    I bardzo się cieszę, że w coraz więcej miejsc będę mógł pójść z dzieckiem, a śmierdzieć będę tylko dzięki sobie.

    Powtarzam: NIKT NIE ZAKAZUJE ABSOLUTNIE palenia komukolwiek, zaś prawo daje bardzo dużo możliwości palenia w wielu miejscach. Nie rozśmieszajcie mnie, biedni wy moi „pokrzywdzeni”. Nikt nas nie zmusza do przebywania wśród niepalących!

  9. nauma, nie zapaliłabym w obecności dzieci. ba, u siebie palę w kuchni przy otwartym oknie, bo nie lubię spać w dymie i nie lubię, jak mi całe mieszkanie jedzie papierosami. nie palę, gdy nie powinnam, bo nie wypada, bo jest to niegrzeczne, bo jest milion powodów. palę w niewielu miejscach i ew. z włączeniem samochodu. nie jestem dzieckiem, a tym przepisem czuję się ograniczona. jako dorosły i to od dawna człowiek. to nie są dylematy na tym poziomie. nam palaczom chodzi o możliwość wyboru. skoro do dziś unikałam miejsc, gdzie był od zawsze zakaz palenia, a jest ich bardzo dużo (mówimy o knajpach), to nie widzę przeszkody, żeby niektórych miejsc unikali ortodoksyjni niepalący. trochę kurde powagi w traktowaniu ludzi. i nie opowiadaj mi, że przebywanie 2 godz. raz na jakiś czas w knajpie, gdzie się również pali, może kogoś zabić, bo to brzmi niepoważnie.
    to do zakazów wprowadźmy jeszcze jeżdżenie samochodem, bo mi też nie raz pieszy wchodził prawie pod koła. i wiesz co? z tym nikt nie zrobi porządku, chociaż jest to o wiele bardziej niebezpieczne niż przebywanie z palaczami. a ja czekam na przepisy, które zaczną poważnie karać ludzi wchodzących w miejscach nieoznakowanych, przechodzących przez jezdnię poza pasami, wchodzących na drogi z zakazem ruchu pieszych. to są realne zagrożenia. rozumiesz to? widzisz różnicę? widzisz że kompletnie odbiera się prawa palącym nie zostawiając alternatywy? dlaczego? weź podejdź uczciwie i bez histerii do tego, to powiesz, że jest w tym przesada. bo jest.

  10. ml76,

    jeśli powołujesz się na demokrację to chciałbym zauważyć, że palaczy jest mniejszość i powinni się dostosować do wymogów większości, aby to palący musieli wyjść z knajp, a nie na odwrót. lawyered.

  11. Ja jestem osobą niepalącą, nie znoszę smrodu papierochów, a idącego przede mną wąskim chodnikiem palącego kretyna, którego nie mogę wyminąć najchętniej zatłukłbym gołymi rękami. Dlatego zakaz palenia w miejscach publicznych (przystankach, szpitalach, urzędach itp.) popieram w 200%. Natomiast kompletnie nie pojmuję jak można wprowadzać zakaz palenia w lokalach prowadzonych przez prywatnych właścicieli. To właściciel i tylko on powinien decydować o tym czy w jego lokalu wolno czy nie wolno palić, tak jak on decyduje o muzyce, o tym czy pokazuje mecze, czy sprzedaje takie a nie inne piwo, i czy ma ściany czarne czy czerwone. Ingerencja państwowa to już nie demokracja, a totalitaryzm.

  12. Dlaczego ograniczasz pojęcie wolnego rynku tylko do wejścia do knajpy i wyłożenia pieniędzy? Wolny rynek to też idee: jeśli firmy wynajmujące lobbystów promujących pomysł zakazu palenia były w stanie wyłożyć więcej pieniędzy niż firmy wynajmujące lobbystów promujących przeciwną opinię, to również był to wolny rynek w działaniu.

  13. @lolkot

    jeszcze przed wejściem tej ustawy istniało wiele knajp, nie mówiąc o restauracjach czyli miejscach gdzie się je, w których obowiązywał zakaz palenia. w związku z powyższym ten argument jest o kant dupy rozbić. przepraszam za negatywne epitety ale zawsze miałem wrażenie, że łopatologiczne tłumaczenie jest obraźliwe

  14. @ minioa

    „To właściciel i tylko on powinien decydować o tym czy w jego lokalu wolno czy nie wolno palić, tak jak on decyduje o muzyce, o tym czy pokazuje mecze, czy sprzedaje takie a nie inne piwo, i czy ma ściany czarne czy czerwone. Ingerencja państwowa to już nie demokracja, a totalitaryzm.” – święta prawda!

  15. @ minioa

    „To właściciel i tylko on powinien decydować o tym czy w jego lokalu wolno czy nie wolno palić, tak jak on decyduje o muzyce, o tym czy pokazuje mecze, czy sprzedaje takie a nie inne piwo, i czy ma ściany czarne czy czerwone. Ingerencja państwowa to już nie demokracja, a totalitaryzm.” – święta prawda!

  16. @ml76: „…widzisz że kompletnie odbiera się prawa palącym nie zostawiając alternatywy?”

    Ależ zostawia się mnóstwo alternatyw. Poczynając od tego, że mogą przestać palić, przez to, że mogą przestać chodzić do klubów w ogóle, kończąc na tym, że mogą wybierać te kluby, w których będą wydzielone sale dla palących. Bo przecież zakaz, który wprowadzono nie mówi, że w żadnej knajpie nie można palić – nie można jedynie w tych, w których nie ma wyznaczonych, szczelnych i wentylowanych sal dla palaczy.

    @ml76: „…nie widzę przeszkody, żeby niektórych miejsc unikali ortodoksyjni niepalący…”

    A ja nie widzę przeszkody, żeby niektórych miejsc unikali ortodoksyjnie palacze. Co więcej, uważam, że sprawiedliwiej jest, gdy to ludzie szkodzący innym muszą unikać, a nie Ci, którym się szkodzi.

  17. @tomekniepalacz

    a nie zgodzisz się ze stwierdzeniem, że najlepiej byłoby gdyby były miejsca unikane przez ortodoksyjnych palaczy i miejsca unikane przez ortodoksyjnych niepalących? Tak dla zahowania normalności?

  18. @kshaq99

    Tak jak kiedyś były lokale dla czarnych i lokale dla białych? Czy tak jak teraz są lekcje religii i lekcje etyki w każdej szkole? ;)

    Jak chciałbyś/chciałabyś zapewnić równie dużo równie dobrych lokali dla jednych i drugich w każdej miejscowości?

    Z innej beczki – jaki widzisz problem w przejściu do wyznaczonego pomieszczenia na czas palenia fajki? Jak chce Ci się siku, to idziesz do toalety i nie robisz z tego problemu… ;)

  19. Dyskusja ciekawa aczkolwiek jedna rzecz jakby w niej umyka – całą drakę z napuszczaniem na siebie palących i nie palących nakręca największy beneficjent palenia – czyli Nasze-Kochane-Państwo, które dzięki akcyzie żyje sobie jako-tako.

    Może wezmą to pod uwage niepalący ortodoksi, którym po realizacji pomysłów (moga się odzwyczaić) przyjdzie zatykac dziure w budżecie własnymi podatkami.

  20. Cześć, nazywam się Alicja i jestem nałogową palaczką …. uff wyrzuciłam to z siebie!
    Teraz mogę coś napisać. Po pierwsze papierosy nie są do dupy…. sprawdzałam i nie idzie, więc wszyscy, którzy tak sądzą, może jak spróbujecie zaaplikować go doustnie zasmakuje wam i dołączycie do naszego grona? ;) Zakłada się blokady dla palaczy w pubach/barach itp. nie mogę tego pojąć. Restauracji i inne jadłodajnie od dawna mają odrębne wydzielone sale dla palaczy i anty palaczy, więc nie rozumiem tego całego poruszenia i wykrzykiwania nareszcie będę mógł/mogła zjeść bez dymu w takim razie do jakich Wy chodzicie lokali, że Wam w talerz dymem dmuchają? Jak państwo ma prawo mówić właścicielom lokali co mogą a czego nie, to ja w takim wypadku mam prawo doczepić się co do niektórych ludzi ich ubioru, zapachu lub sposobu wysławiania się. Co chwilę można spotkać na ulicy takie dziwadła i buraki, że mnie to boli i wpływa na moją psychikę. Innymi słowy jest szkodliwe dla mojego zdrowia.

    Stało się tak (choć nie wiem jakim cudem), że mam znajomych papierosowych jak i antypapierosowych. Jakoś udaje nam się dogadywać w kwestii wyboru lokalu i raz anty na krzywego wciągną sobie dymka, a raz papierosy wychodzą przed lokal się dotlenić. Nikt nie robi problemu z pójściem na kompromis, a chyba właśnie o to chodzi.
    A i jeszcze jedno. Skoro wy ludzie niepalący czuliście się tak skrzywdzeni przez te ostatnie lata, to powinniście zrozumieć nasze odczucia do zaistniałej sytuacji. Jak kiedyś ktoś mądry powiedział nie czyń drugiemu co tobie nie miłe(czy jakoś tak) ;). Fajne hasło co nie? Mam dziwne odczucie, że wszystkie te wypowiedzi są pisane przez Was z uśmiechem na ustach i myślami (to teraz macie za swoje).

    Na odchodne mam pytanie do nauma zostało ustalone, że dochodzisz do dwóch paczek dziennie. Jak jesteś w domu, to gdzie palisz?

    Dobra idę na dymka, bo od tego gadania o fajkach aż mi sie zachciało palić. Pozdrawiam wszystkich, a dodatkowo anty palaczom życzę mniejszych emocji w tym temacie, bo macie takie ciśnienie jakbyście nam zazdrościli tego reżimu.

    Seg sorki za taką długą rozpiskę, ale jakoś tak samo wyszło :)

  21. @tomekniepalacz

    Mistrzu, nie o to chodzi żeby zapewnić równie dużą liczbę lokali dla jednych i drugich tylko o to, że nowe prawo zabrania możliwości tworzenia lokali tylko dla palących. Odnośnie argumentu z lokaliami dla czarnych i białych, metafora jest ciężka więc riposta też będzie smoplikowana. Mianowicie, tak o to chodzi! Dokładniej, o to żeby właściciel lokalu miał możliwość wystawienia sobie przed lokalem tabliczki „tu wolno palić”, „lokal dla ludzi poniżej 1,8m wzrostu”, „chudym(grubym) dziękujemy”, w tych skrajnych przypadkach właściciel by splajtował, no i dobrze, takie jego święte prawo, ale powinien mieć możliwość z niego skorzystać. Papieros to nie sikanie, proszę daruj sobie ten argument. Pozdrawiam :)

  22. kszaq99,

    inicjatywa lokali, gdzie się nie pali owszem istnieje. natomiast nie od dziś wiadomo, że takich lokali była mniejszość. dlaczego w większości lokali można było palić, skoro palaczy jest mniejszość. ano z takiego powodu, jaki wypisałem wcześniej. wskazywałoby to na to, że mój tok logicznego rozumowania jest poprawny, a Twój nie.

    Hej palacze, a lubicie jak ktoś obok was pierdzi? Fajnie byłoby, gdyby był zakaz pierdzenia, i żeby osoby pierdzące wychodziły do toalety. Oh wait, zbyt dosłowna paralela?

  23. @seg

    brawo

    @lolkot

    ja tylko wykazałem Ci, że źle zbudowałeś argument, to, że reguły wolnego rynku zadziałały by w taki sposób w jaki mówisz to połowicznie prawda, tzn na polskim przykładzie tak było, ale podałem wyżej przykład niemiec, tam funkcjonuje restrykcyjna ustawa antynikotynowa i są, mało bo mało ale zawsze, lokale w których się pali. Wg mnie to jest zdrowy układ. Czy w Polsce ma to szanse przejść? Nie wiem, jestem filologiem nie ekonomistą

  24. @kshaq99:

    „o to chodzi (…), że nowe prawo zabrania możliwości tworzenia lokali tylko dla palących”

    Vicemistrzu, a jak sobie wyobrażasz takie lokale? Na wejściu strażnik, który nie wpuszcza nikogo, kto przed wejściem nie wypali papierosa? ;)

    Ta ustawa powoduje, że od tej pory legalnie będą mogły istnieć tylko dwa typy lokali. Takie, w których w ogóle nie można palić, oraz takie, w których można palić jedynie w wydzielonym pomieszczeniu.

    W jednym z pubów we Wrocławiu składającym się z trzech oddzielnych sal, z okazji tej ustawy jedna sala została przeznaczona dla palaczy. Duża sala, na kilkadziesiąt osób, ze stolikami, krzesłami, pełną obsługą itd – ten sam standard, co w pozostałych salach (nawet trochę wyższy, bo w ramach dostosowywania solidnie ją odnowiono). Wytłumacz mi proszę, dlaczego czujesz się straszliwie oburzony, poniżony, czy co tam jeszcze tym, że palić w tym klubie można tylko w tamtej sali? Papieros nie smakuje tak dobrze, gdy nie można dmuchnąć dymem w twarz niepalącemu?

    Tak strasznie gnębi was, niepalących, że w niektórych lokalach nie będzie wam wolno zapalić? Cóż za okrutna niesprawiedliwość! :D

    Szczególnie w świetle tego, co napisał eizoo. Gdybyśmy my, niepalący, zdawali sobie sprawę, że palacze tak naprawdę poświęcają swoje zdrowie i pieniądze tylko po to, żeby uchronić resztę społeczeństwa przed podniesieniem podatków, to nigdy byśmy wam złego słowa nie powiedzieli! Wybaczcie!! :)

    @siostr-zyczka:

    Masz rację, wszystko to piszę z uśmiechem na ustach, a to dlatego, że bawi mnie ta histeria na temat ustawy, która moim zdaniem zostanie tylko martwym prawem i za parę tygodni/miesięcy wszyscy o niej zapomną, a my, niepalący, dalej będziemy się musieli kisić w waszym smrodzie :P

  25. Do autorki tekstu

    Jedna naczelna zasada ktorej polacy wciaz nie rozumieja – Wolnos nie polega na tym ze mozesz robic co ci sie podoba bez ograniczen. Twoja wolnosc konczy sie tam gdzie zaczyna sie moja.

    Podnosisz argumen ze nikt mi nie karze isc do zadymionej knajpy? Suuuper tylko bedac ostatnio w Polsce chcialem ze znajomymi usiasc przy lampce wina czy piwie i pogadac ( zapomnij o ogrodkach – pozna pora byla). NIE BYLO MOZLIWOSCI ZNALEC KNAJPY GDZIE NIE PALA. Konwersacjia byla mila wiec przecierpialem pobyt w tym SMRODZIE. Po powrocie do domu zmuszony bylem cale ubranie wyzucic do brudow i wykapac sie bo smrod dla mnie niepalacego byl nie do zniesienia. Przez nastepne dwa dni czuc bylo w gardle niemily posmak. Czy masz jakas alternatywe dla mnie? Argumenty typu – nie musisz sie potykac czy mozesz pic pod mostem – zegnam staropolskim – sp….j. Ty masz prawo palic ja mam prawo pojc do knajpy i nie wdychac twojego smrodu.

  26. @ tomekniepalacz,
    Wyolbrzymiasz nasze słowa. A przecież oboje wiemy, że kshaq użył uproszczenia, pisząc o „lokalach tylko dla palących”. Miał na myśli lokale, w których nie ma zakazu palenia. Nie-palacz też może wejść, ale nie ma prawa skarżyć się na dym. Tak samo jak ja, wchodząc do lokalu dla niepalących, nie mam prawa zapalić.
    I nie – nie wyglądałoby to tak, jak lokale tylko dla murzynów lub tylko dla białych. Wyglądałoby to jak lokale dla murzynów i dla białych (bez „tylko”, które robi dużą różnicę). Czyli tak jak jest wszędzie na świecie. Są miejsca, do których chodzą głównie biali – są takie, do których chodzą głównie czarni. Są lokale z techno – i z jazzem, są lokale ciche – są głośnie. Są drogie – i tanie. I wg Twoje argumentacji one też dyskryminują pewne grupy społeczne, prawda? Ale w takiej „dyskryminacji” nie ma nic złego. Jest ona naturalna. Tak jak to, że ja przyjaźnię się z pewną grupą osób a nie przyjaźnię z inną. I ci „inni” nie są przeze mnie zapraszani na urodziny. Bo, gdyby przyszli, ani ja ani oni nie czuliby się komfortowo.

    „Tak strasznie gnębi was, niepalących, że w niektórych lokalach nie będzie wam wolno zapalić? Cóż za okrutna niesprawiedliwość!”

    No właśnie nie „niektóre” tylko większość. To co, że zostaną nam wielkie kluby z salkami dla palących, skoro nie będziemy już mogli palić w chociaż NIEKTÓRYCH małych, przytulnych knajpkach? Do tej pory tak było. Każdy z nas, palący lub niepalący, mógł znaleźć małą knajpkę dla siebie. Mógł też pójść do konkurencji, ale dostosowując się do jej zasad.
    I to o te małe knajpki jest cały dym. Nie mam nic przeciwko narzuceniu dużym lokalom nakazu stworzenia oddzielnej strefy dla palących i niepalących (i zawsze mnie śmieszyły te strefy umowne, bez żadnej ściany, oddzielającej palaczy od niepalaczy), ale boli mnie właśnie to odebranie właścicielom małych knajpek możliwości wyboru. Pod tym względem w pełni zgadzam sie z minioą.

  27. Szanowni Państwo !

    Na wstępie – nie palę i jestem przeciwnikiem palenia w miejscach w których palenie może szkodzić innym. Wobec czego – za ustawą. Chciałbym prosić palących i/lub przeciwników ustawy o komentarz.

    Czy gdyby palaczy porównać do chorych na grypę, którzy korzystając ze swojego demokratycznego prawa do wolności, realizując własny nałóg (paląc=rozsiewając wirusy wokół siebie)), narażają innych (niepalących) na zachorowanie (na grypę) ?.
    Czy wtedy Wasza argumentacja przeciwko ww. ustawie byłaby taka sama ?

    Czy zgadzacie się, że ustawa o zwalczaniu chorób zakaźnych nakazująca przymusowe odizolowanie (o leczeniu nie wspomnę) chorych np. na gruźlicę ogranicza prawo do wolności jednostki ? czy chory np. na gruźlicę nie powinien sam decydować czy chce być leczony czy nie ? I czy może sam decydować o swoim odizolowaniu od społeczeństwa by nie narażać innych na zarażenie ?
    Przecież stosując Waszą argumentację gruźlik też może sobie w knajpie siedzieć i kaszleć. Jak komuś to przeszkadza to niech sobie je w domu.

    Z góry dziękuję za komentarze.

  28. Segritta napisała:

    „A nie wystarczy nie wchodzić do palarni?”

    A czy nie wystarczy, kiedy będziesz chodzić do knajp z dwiema salami i wentylacją?

    Rada równie prosta do zastosowania, co Twoja.
    Lokali spełniających aktualne wymogi prawa będzie pewnie tyle, co lokali dla niepalących sprzed nowelizacji.
    Wybieraj lokale spełniające wymogi i tam możesz palić. Nie rozumiem problemu.

  29. @ californian1,
    Mówisz, że miałeś problem ze znalezieniem knajpy dla niepalących. Cóż, mi się często przytrafia, że idąc po mieście, nie mogę znaleźć knajpy dla palących. Ale odłóżmy na bok nasze osobiste doświadczenia, bo fakty są faktami – były jedne i drugie. Więc nie pisz, że „NIE BYLO MOZLIWOSCI ZNALEC KNAJPY GDZIE NIE PALA” bo to nieprawda.

    @ malinowastokrotka,
    zanim będziesz się z nami dzielić tym, czego nie jesteś pewna i co Ci się nie wydaje, przeczytaj cały tekst, który zamierzasz skomentować – a nie tylko pierwszy akapit.

  30. @ eizoo

    Ja wiem, że polscy ustawodawcy zazwyczaj nie błyszczą, ale taki zakaz to nie jest ich pomysł, tylko koncepcja skopiowana z innych krajów. Przerzucając ją na nasz rodzimy grunt, wykazali się nawet pewnym sprytem. A to dlatego, że koszty leczenia palaczy, czy to biernych czy tych jeszcze głupszych, przewyższają znacznie zyski płynące z akcyzy. Wydawało się, że każdy o tym wie.

    @ palacze

    Przygotujcie się na kolejne przepisy w przyszłości, od tak śmiesznych jak brak logo marki na opakowaniu po dalsze regularne podwyżki cen. Chcecie sobie palić, czy też musicie, podoba się, czy się nie podoba, takie działania i tak w końcu doprowadzą do zmniejszenia ilości palących, z korzyścią dla wszystkich (nie licząc może koncernów tytoniowych).

  31. zgadzam się w 100%. Ta ustawa jest bzdurna, niestety wprowadzono taką w większości krajów europejskich:(( To niebezpieczny precedens. Po raz pierwszy na taką skalę zdecydowano, że można złamać prawa konstytucyjne jednostki, a przede wszystkim jedno z podstawowych praw – prawo własności prywatnej – w imie społecznie akceptowanych wartości. No bo zmuszenie własciciela pubu do wprowadzenia zakazu jest ewidentnym złamaniem zasady własności. We własnym lokalu nie ma prawa zdecydowac, czy wolno tam palić, czy nie. Jak zawsze powinien decydowac wolny rynek i tu tez zgadzam sie z autorką a wkurzaja mnie komentarze ekonomicznych abnegatów. Jesli liczba palaczy bedzie sie zmniejszac, a tak sie dzieje, to w pewnym momencie własciciel pubu sam zdecyduje sie wprowadzic zakaz i nie bedzie potrzebna zadna głupia ustawa, proste nie?:) Gdyby własciciel mógł zdecydowac to zapewne powstały by lokale dla niepalacych i dla palacych. I kazdy byłby zadowolony. Przed wprowadzeniem ustawy wiele kawiarni same zdecydowął wprowadzić zakazy, a w innych można było palić. Ja chodziłem tam gdzie można. Kto inny, tam gdzie nie można. I wszystko git. Ale pieprzonym konserwatystom zawsze mało, trzeba zabronić, zakazać, nakazać! Dobrze że nie przeszedł ten najbardziej surowy projekt ustawy autorstwa PIS, który zabraniał palić nawet we własnym aucie…. Na szczescie zyjemy w kraju nieprzestrzegania prawa, więc jestem pewny, że w przysżły weekend spokojnie przy piwku zapalimy. Pozdrawiam.

  32. Uwazam, ze zakaz palenia w miejscach typu przystanek, urzad, szpital czy restauracja (czyli miejsce gdzie sie konsumuje posilek) jest pomyslem dobrym i go popieram. Sama nie pale, palil moj Maz odkad go znam (teraz pali e-papierosa – goraca polecam, doznania smakowe praktycznie identyczne a smrodu i tych najbardziej szkodliwych substancji brak) ale mimo wszystko uwazam, ze pomysl zeby w knajpie, pubie zabraniano palenia papierosow jest absolutnie poroniony.
    Na cale szczescie jej zapis jest taki, ze jesli chodzi o knajpe to w sumie nie wiadomo kto ten zakaz ma niby egzekwowac, co za tym idzie nie wiadomo kogo wlasciwie karac..

  33. @ glamorous-girl

    Nie powinno się zabraniać komuś palić we własnym aucie, ale w tej sytuacji powinno się nakazać mu płacić za swoje leczenie z jego własnych pieniędzy (a nie z moich podatków/składek itp jak jest teraz)

  34. Zgadzam się, że protekcjonalne traktowanie palaczy jest denerwujące. Denerwuje nawet mnie, chociaż nie palę i w życiu nie paliłam. Każdy ma prawo się truć ile chce, i również jestem za tym, żeby przestać ludziom wmawiać, jakie to strasznie szkodliwe, i że czeka ich śmierć w męczarniach.
    Z drugiej strony, należę do tej grupy wkurzających nie-palaczy, którym dym papierosowy przeszkadza nie tylko ze względu na jego szkodliwość, ale przede wszystkim ze względu na niebywale uciążliwy zapach, który nawet po kilkunastominutowym pobycie w zadymionym miejscu zabieram ze sobą do domu. Bardzo możliwe, że nie wszyscy reagują na dym tak alergicznie jak ja, ale znam całkiem sporo ludzi, którzy dokładnie tak jak ja ZUPEŁNIE zaprzestali chodzenia do barów, knajp i kawiarni, właśnie dlatego, że są to miejsca zupełnie zmonopolizowane przez dym (mieszkam w Austrii, gdzie nie obowiązują żadne zakazy, i właściwie nie ma lokali dla niepalących). Nawet, jeśli większość przebywających w lokalu osób nie pali, to wystarczy kilka palących osób, żeby totalnie zasmrodzić powietrze dla wszystkich innych gości. Palacze często odpowiadąją na ten zarzut arogancko: jak ci się nie podoba, to nie chodź do barów (co oznacza, w praktyce: bary są tylko dla nas, spadaj na drzewo). Nie zgadzam się na to, bo nie uważam, żeby konieczność wyjścia poza knajpę w celu zapalenia papierosa byłą taką potworną męczarnią i nie wiadomo jaką karą. W ten sposób każdy ma to, co chce: ja mogę spokojnie oddychać, a palacz może spokojnie palić (na zewnątrz). Gdzie tu problem? Nie zapominajmy też przy tym, że palacze to jednak w dalszym ciągu zdecydowana mniejszość i nie widzę powodu, żeby mieli narzucać się ze swoim (dość, przyznam, niefajnym) dymem reszcie społeczeństwa, która w imię poprawności politycznej to toleruje.
    Jasne, że nie MUSZĘ chodzić do barów. Wobec tego, nie chodzę, i to od dawna. Ale przyznam, że często denerwuje mnie konieczność rezygnacji z uczestnictwa w wielu imprezach tudzież spotkaniach towarzyskich, ponieważ odbywają się w miejscach, gdzie palenie jest dozwolone (czytaj: w jakimkolwiek miejscu). Nie czerpię, niestety, zbytniej przyjemności z siedzenia w lokalu, gdzie na trzydzieści osób pali pięć, a reszta pokornie to znosi.
    Wobec tego, niezmiernie się ucieszyłam z faktu, że chociaż w Polsce ustawodawcy poszli po rozum do głowy, i wreszcie będę mogła korzystać z barów i kawiarni na równi z palaczami.

  35. @zwolennicy ustawy

    naprawde rozumiem korzyści płynące z tej ustawy, ona naprawde jest w większości ok. jednak naprawdę fajnie byłoby gdybyście Wy sprobowali zrozumieć, że fajnie byłoby mieć kilka(!) małych pubów, kawiarni, w których możnaby było posiedzieć sobie przy kawie czy whiskaczu vel piwie czy czymkolwiek i sobie do tego zapalić. Naprawdę wydaje mi się, że mało jest „palaczy”, którzy chcieliby więcej… taki mały zapis, że można korzystać ze swojej swobody prowadzenia działalności gospodarczej i w związku z tym otworzyć/ utrzymać małą, przytulną knajpę, w której byłoby można palić.

    @tomekniepalacz

    byłoby fajnie jakbyś nie był niegrzeczny, mam nadzieję, że zrozumiesz, pozdrawiam

  36. @kshaqq99: absolutnie się z tobą zgadzam. Rzeczywiście, nie byłoby złym pomysłem, gdyby istniała możliwość otwierania barów, gdzie wolno palić. Coś dla każdego. Problem polega na tym, że tego typu kompromisowe rozwiązanie właściwie nie zmienia sytuacji (chociaż może to zależeć od tego, jak to ustawodawca zasądzi). Np. w Hiszpanii wprowadzono tego typu prawo, i nic to właściwie nie zmieniło: tylko większe lokale musiały wprowadzić miejsca dla niepalących, reszta została po staremu.

  37. Nie mogę uwierzyć, że kobieta tak inteligentna, jak autorka niniejszego bloga przyłączyła się do rzeszy bezdusznych chamów, którzy reprezentują stanowisko „nie podoba się, to nie chodź do pubu/restauracji/klubu”. Żałosny argument. Otóż właśnie nie uczęszczałam do tej pory do tego typu przybytków ponieważ na sam zapach dymu tytoniowego reaguję rzygiem, i teraz mam niejaką satysfakcję, że palacze w końcu zostaną zmuszeni do podporządkowania się podstawowej regule współżycia społecznego: możesz robić co chcesz, pod warunkiem, że nie czynisz szkody innym (i masz dobre ubezpieczenie : ). Marną, bo nie jestem zwolenniczką zakazów, ale skoro nawet ktoś taki, jak segritta ma w d… moje zdrowie i prawo do swobodnego korzystania z przestrzeni publicznej, to widocznie inaczej się nie da.

  38. @gauriyya

    nie wiem jak to rozwiązać, skoro mamy taki liberalny(:p) rząd to może walnąć tego typu lokalom większe podatki, albo jakąś opłatę nikotynową czy coś takiego…jednego jestem pweien, da się!

  39. jak widac dla niektorych nie do ogarniecia jest opcja „restauracje dla palacych” vs. „restauracje dla niepalacych” i niech kazdy chodzi dokad lubi. trzeba w to mieszac inteligencje (podwazana) autorki – oczywiscie z wyzyn wlasnej, niepodwazalnej.
    na lotnisku gatwick sa miejsca dla palacych i prosze sobie wyobrazic, ze nie sa oddzielone zadnymi scianami, drzwiami i czym tam jeszcze. po prostu nad tymi miejscami zainstalowana jest tak solidna wentylacja, ze zaden dymek nie umknie jej mocy i nie przedrze sie do postronnych. kto bywa w warszawskim hotelu marriott wie, ze choc zawsze mozna tam bylo palic, to nigdy nie smierdzialo papierosami i zaden dym z sasiedniego stolika nie wedrowal w strone bliznich. oczywiscie latwiej jest wprowadzic zakaz niz zamontowac wentylacje za spore pieniadze.

    nie jestem „chamem”, nie dmucham dzieciom dymem w nos, szanuje przestrzen dla niepalacych. jednoczesnie nie zycze sobie byc pouczana przez kaznodzieje z poczuciem winy, ze przyczynil sie do smierci ojca i chcialabym tylko miec kilka fajnych miejsc, gdzie moglabym sie spotkac przy drinku i posilku z innymi palaczami. ot, tyle.

  40. Zabawne te przepychanki. Mieszkam sobie w kraju, gdzie podobny zakaz obowiazuje od jakichs 3 lat. I jest ok. To sie sprawdza. Nagle okazalo sie, ze mozna wrocic do domu z knajpy i nie trzeba prac calej garderoby wlacznie z butami i skorzana torebka. Nagle sie okazalo, ze mozna sie powstrzymac od palenia, a wyskoczenie na papierosa przed knajpe jest swietnym przerywnikiem i okazja do poznania nowych ludzi.

    Nagle sie okazalo, ze niektore knajpy musza troszeczke zainwestowac w srodki czyszczace, bo dym przestal maskowac smrodek niedoczyszczenia… Ludzie zyja, przyzwyczaili sie i jakos zrozumieli, ze jednak mozna.

  41. „panienki” z bloga? jak widac niepalenie nie wplywa na wzrost kultury osobistej. a tyle sie o kulturze slyszy od niepalacych. jaka szkoda, ze nie mamy szans na wprowadzenie zakazu publicznego otwierania ust dla zle wychowanych ludzi ze sklonnoscia do obrazania bliznich o odmiennych pogladach.

  42. hmm jest popyt jest i podaż, gdybyście niepalący chodzili do knajp z zakazem pewnie sprawilibyście, że te knajpy tętniłyby życiem przynosząc właśćicielowi krociowe zyski. Jakby zadziałało prawo rynku? Ano tak, że takich knajp powstawałoby więcej.

    Ale nie….woleliście łazić za nami do knajp gdzie można palić. Potem marudzenie że to strasznie śmierdzi. Ale odnieście się do przykładu klubów. W jednym grają techno takie chamskie w drugim grają folk. Jeżeli folkowych ludków byłoby wystarczająco to lokal folkowy by się utrzymał, co więcej może powstałby drugi, a może właściciel tego z techno grałby folk. Ale Wy zamiast chodzić do folkowego wolicie marudzić tak bardzo by klub techno grał folk a jako godzinny czy dwugodzinny przerywnik pozwalał bawić się techno maniakom.

    Prawo rynku pokazało, że wcale tak wielu z was do barów/pubów/klubów nie chodzi. Co więcej nawet jak macie takowe pod nosem, to nie idziecie tam. Nie wierzę w to że nagle tłumnie wyjdziecie na miasto i będziecie odwiedzać w znacznie większej ilości puby restauracje i kluby. Wierzę natomiast, że część szczegółnie mniejszych lokali już wkrótce będzie borykać się z problemami finansowymi. Ale jest super, prawo jest po waszej stronie, to że totalitarne to nic to, w końcu dziś jeszcze was to nie dotyczy.

  43. @escalera

    Nie poddaję w wątpliwość inteligencji autorki. Jednak inteligencja nie zawsze idzie w parze z mądrością, i bardzo często jest aspołeczna. Nie uważam się też za jakieś guru – jeżeli uważasz, że się mylę, uzasadnij to. Mogę też polecić fajne miejsce na spotkanie „przy drinku i posilku z innymi palaczami” – własne bądź zaprzyjaźnione mieszkanie. Niefajnie? Cóż… ja i moi znajomi jesteśmy do tego zmuszani od lat, więc da się przeżyć.

  44. „Do debila trzeba dotrzeć niestety przez prawo bo kultura osobista tu nic nie zdziała.”

    w twoim przypadku istotnie nie zdziala. zeby „zdzialala” trzeba miec choc odrobinke.

    @joyz – a to ciekawe, bo ja czesto zagladam do lokali z pytaniem czy wolno palic i slysze, ze nie. wybieram wtedy inny lokal i nie narzekam. czyli ja trafiam regularnie na miejsca z zakazem palenia, a ty nie mozesz nosa z domu wysciubic? jak to mozliwe? twoj komentarz pokazuje jedno – nie dostrzegasz mozliwosci uszanowania potrzeb obu stron. ja je dostrzegam bez problemu.

  45. @escalera

    „”Do debila trzeba dotrzeć niestety przez prawo bo kultura osobista tu nic nie zdziała.”
    w twoim przypadku istotnie nie zdziala. zeby „zdzialala” trzeba miec choc odrobinke”

    klask,klask,klask

  46. Zastanawia mnie jedno, jeżeli nie palący tak strasznie pragną chodzić do knajp to dlaczego nie powstało 3-4x więcej knajp dla nie palących niż jest dla palaczy bo was (nas bo ja też nie palę) nie palących jest 30mnl a palaczy 10mln. Prawda jest taka że nie chodziliście do knajp i nadal nie będziecie jesteście natomiast bandą zawistnych durniów których razi że inni wyskakują sobie na piwko lub kielicha z fajką i dobrze się bawią. Mam nadzieję że w ten czy inny sposób ostaniecie po dupie za swoją zawiść. Dla mnie zwijanie ciuchów w reklamówkę po przyjściu z knajpy było rzeczą normalna i naturalna, wiedziałem że tak będzie i wcale mi to nie przeszkadzało zważywszy że jest cos takiego jak pralka automatczna, a szkodliwość takiego wieczoru nie jest wcale większa niż porcja parówek zrobionych z zakładach chemicznych szumnie zwanych mięsnmi.

  47. Ale co tu dużo gadać. Wystarczy przejść się do knajp i poobserwować liczbę palących i porównać ją z tymi którzy w knajpie nie palą. Otóż tych niepalących jest po prostu więcej.

    Tak samo jak w rozkładzie palący/niepalący w społeczeństwie, a 2/3 nie pali.

    Zatem demokratyczny argument mówi sam za siebie.

    Poza tym: jak nie lubię pływać w basenie do którego ktoś sika, tak samo nie lubię oddychać powietrzem w które ktoś wypuszcza nikotynę ze swoich płuc.

    Tylko tyle i aż tyle.

    Przez lata to ja byłe zmuszany przez palaczy do siedzenia w domu, bo wystarczy jeden palacz, by moje ubranie śmierdziało. Teraz role po prostu się odwracają… W domu zostaną palący. (Choć szczerze w to wątpię, co pokazuje przykład np. Irlandii, wyjść z knajpy na szluga to żadna sztuka)

  48. Jak dla mnie nie sama ustawa jest zła ale podejście do niej. Po pierwsze problemem dla wlasciciela knajpy jest montowanie wentylacji itd. Jak dla mnie najbardziej logicznym rozwiazaniem było by wprowadzenie ustawy, w której własciciele knajp tworza miejsca wydzielone dla niepalacych. Zastanawiałam sie cały czas jakim cudem nikt nie wpadł na tak proste rozwiazanie. Generalnie w wiekszosci ludzie przychodzacy do knajpy w towarzystwie zawsze mają jakiegos palacza (albo prawie zawsze). Na podstawie badań jakie przeprowadzono wnioskuje ze przeciwko tej ustawie była duża część społeczeństwa. To by oznaczało, że osoby którym palenie w knajpach klubach itd nie przeszkadza? Jedynie taki wniosek mozna z tego wyciagnac. Teraz biorąc pod uwage fakt, że Panstwo samo zezwala swoim obywatelom na trucie sie (papierosy sa w legalnym obiegu) i do tego bierze z tego olbrzymia akcyze (podejrzewam ze raczej nie w smak byłoby gdyby wprowadzic na nie prohibicje) to HIPOKRYZJA jest zabranianie w jakikolwiek sposób osoba ktore chca sie truc robienia tego. Co za tym idzie jezeli masz znajomych z ktorymi wychodzisz do knajpy i nie masz nic przeciwko ze pala, albo wiekszosc towarzystwa pali to najprawdopodobniej pojdziesz do wydzielonej sali dla palacych. PYTANIE: czy te pomieszczenia dla palacych maja byc wieksze od calej knajpy w ktorej obowiazuje zakaz palenia? Wydaje mi sie ze jest garstka osob ktorym to przeszkadza (powiedzmy 10 % targetu ktory te knajpy odwiedza). Skoro sa ludzie ktorzy chca przebywac w pomieszczeniu bez dymu (a oczywiscie maja do tego prawo) to dlaczego nie pomyslano o tej ustawie w inny sposób? Rozpisalam sie troche ale to tak zeby moj punkt widzenia byl jasny :) Pozdrawiam

  49. Byłem kilka razy w Londynie (przed i po zakazie) poszliśmy na imprezę. Moi znajomi palą a ja dla towarzystwa wychodziłem z nimi na fajeczkę. Przed lokalem stały popielniczki i grono roześmianych ludzi, nikt nie stękał nikt nie marudził. No i można było kogoś poderwać, zaczepić na „masz ognia?” Bawiliśmy się chyba do 4:00. Mocno się upiłem, wiedziałem że pewnie skończy się to porannym „pawiem”, kacem i bólem głowy. Obudziłem się wcześniej niż przypuszczałem! Nie miałem kaca, nie wymiotowałem, i nie bolała mnie głowa!!! Moje ubranie i włosy nie śmierdziały papierosami! Wow!!!

    Jak się później dowiedziałem na początku Brytyjczykom też nie podobał się zakaz palenia

    ale szybko odkryli, podobnie ja że nie śmierdzą i nie mają kaca gdy budzą się rano po imprezie :)

  50. Inecik,

    „Nie powinno się zabraniać komuś palić we własnym aucie, ale w tej sytuacji powinno się nakazać mu płacić za swoje leczenie z jego własnych pieniędzy (a nie z moich podatków/składek itp jak jest teraz)”

    Po pierwsze, już od jakiegoś czasu nie można palić, prowadząc samochód. Jeśli ktoś sobie pali podczas postoju, to jego sprawa. Po drugie, dlaczego z moich podatków mają być leczone osoby, które chorują, bo się źle odżywiają, bo chleją, bo chodzą zimą z odkrytymi nerkami…? Idiotyzm.

    Jestem palaczką i też nie lubię, kiedy ktoś mi dmucha dymem prosto w nos, dlatego i tak w większości miejsc nie palę (np. na zatłoczonej ulicy), a taka ustawa to przesada. Zabrońmy też picia alkoholu, bo nie mam ochoty wdychać czyjegoś odoru z ust, dostać w twarz od najebanego dresa albo wpaść pod samochód pijanego kierowcy. Zresztą, nie będę powtarzać przytoczonych przez innych argumentów, zgadzam się z Seg, Kshaqiem i Mlką.

  51. zgadzam się, że nie można ograniczać niczyjej wolności, i tym samym powinny być kluby dla palących i nie palących, każdy wybrałby coś dla siebie. ale nie byłbym sobą gdybym nie doczepił się. piszesz, że można unikać palaczy – ale jak wychodzę z pociągu i opuszczam dworzec, to każdy jebany palacz musi wyciągnąć swoją fajkę i zakurzyć mi prosto w nos. jasne mogę poczekać 10 minut, aż teren się przewietrzy, ale wówczas jestem 10 minut w plecy. a jebany palacz, popierdala z rozjarzoną gębą pełną usyfionych od nikotyny zębów. oczywiście ich zachowanie zależy od nich samych. mam świadomość, że wielu palących nie dmucha pieprzonym dymem w miejscach pblicznych bo mają nieco oleju w głowie.

  52. @j.uzek

    Wplywy z akcyzy z papierosow wyniosly w roku 2010 15,1 mld zlotych.

    Budzet NFZ wyniosl 60 mld zl.
    Wplywy z akcyzy to 1/4 budzetu NFZ. A nie licze tutaj: skladek ktore placi 9 mln palaczy (1/4 spoleczenstwa), VATu z papierosow, podatku dochodowego od firm i osob zatrudnionych w przemysle tytoniowym

    Palacze z nawiazka zwracaja do budzetu to co ponoc jest wydawane na ich leczenie.

    A akcyza ponoc bedzie tylko rosla …

  53. No widzisz, Ty się czujesz ograniczona zakazem palenia, a ja się dotąd czułam ogroaniczona Twoim paleniem. Wreszcie będe mogła wyjść do pubu i nie śmierdzieć dymem po powrocie!
    Tak na marginesie, zakaz palenia działa w większości krajów europejskich i nikt tak nie histeryzuje jak u nas. Czy to naprawdę taki problem wyjść na dwór, zapalić i wrócić?

  54. Za jakiś rok ta pani będzie sama błogosławiła zakaz wychodząc z knajpy i pachnąc proszkiem do prania. Co więcej, nie będzie się jej w głowie mieściło, że można było siedzieć godzinami w smrodzie.

  55. Bytnar,

    „Wystarczy przejść się do knajp i poobserwować liczbę palących i porównać ją z tymi którzy w knajpie nie palą. Otóż tych niepalących jest po prostu więcej.”

    No popatrz, a w knajpach, do których ja chodzę, 3/4 to palacze. A teraz wszyscy będą się kisić w pomieszczeniu dla palących (wszyscy, bo jeśli w 15-osobowym towarzystwie jest 1 niepalący, to, tak jak wcześniej, wybierze on znajomych, a nie „świeże powietrze”) albo lokal zwyczajnie upadnie. Ani jednej osobie ta sytuacja nie wyjdzie na tym dobre.

  56. proszę Pani, najwyrazniej nie zwrocila Pani uwagi na to, iz koszty leczenia chorob palaczy ponosi panstwo czyli np i miedzy innymi , ja, osoba niepalaca. Co z tego, ze beda lokale dla palacych i niepalacych, jesli to ja za moment bede placic wieksze podatki na opieke zdrowotna, nie bedzie dla mnie miejsca w szpitalu itd, itp. bo bedzie tam wlasnie Pani, leczaca sie na raka pluc? Rozumiem, ze szersza perspektywa niz patrzenie na czubek wlasnego (uzbrojonego w peta, a jakże) nosa jest niemozliwa dla Pani do przyjecia? :)

  57. Trzeci kocie,

    myślisz, że niepalący nie chorują na raka płuc? Oczywiście, zaraz odpowiesz, że owszem, ale to wszystko przez to bierne palenie. Rzekome płacenie za leczenie palaczy przez biednych niepalących to najbardziej denerwujący i idiotyczny z argumentów. A ja nie chcę płacić za chorych na AIDS, bo to nie mnie się nie chciało kupić gumki. :]

    PS Peta nie pali się nosem.

  58. Ach ta zle rozumiana „wolnosc jednostki” regula jest przeciez prosta: rob co chcesz poki nie szkodzisz innym. Jeden palacz obniza przyjemnosc spedzania wolnego czasu, konsumpcji drinka czy posilku wielu ludziom dookola niego. W zaden sposob nie jest to fair. Argumenty ze szkodliwosc przebywania w pomieszczeniu jest pewnie mniejsza od zjedzenia tlustego hamburgera, picia alkoholu sa totalnie bez sensu. Jesli jem hamburgera lub pije alkohol (chocby i „dykte”) to truje sie tym ja i tylko ja. Palacz truje siebie ale i mnie przebywajacego obok. Nie interesuje mnie to jak bardzo on mnie truje po prostu mnie truje i tyle. Chocby palenie bylo nawet 100 razy mniej szkodliwe od tego co twierdza aktualnie lekarze to i tak nie chce byc truty. W ogole!

    Pomijajac kwestie zdrowia to wkurzajace jest gdy musze prac ciuchy zaraz po powrocie z lokalu, ze mimo zakupu fajnych perfum za calkiem niemale pieniadze i tak smierdze tym co narzuca mi palacz. Dla mnie osobiscie jest to naruszenie mojej nietykalnosci cielesnej i chamski atak (sic!) na moje zdrowie i moja wlasnosc. Od jakiegos czasu kusi mnie, zeby zakupic najtansze i do tego jakies ohydne perfumy i w czasie pobytu w lokalu co jakis czas pryskac nimi w kierunku palaczy. Ja smierdzialbym ich „fajkami” a oni moimi badziewnymi perfumami. Wyobrazcie sobie drogie palace ladies ze bedziecie smierdziec np. kultowym Brutalem. W ostatecznych rachunku byloby dla palacych nawet lepiej bo zdrowie by tak nie cierpialo od tych perfum (hmm a moze polaczyc te perfumy z muchozolem?)Co mnie powstrzymuje? Po pierwsze musialbym byc rownie zle wychowany jak oni, po drugie nie chce dostac „po masce” a tym to by sie skonczylo. Pytalem sie swoich palacych znajomych czy mieliby cos przeciwko takiemu pryskaniu ich perfumami. Jakze wielkie bylo ich oburzenie na takie ewentualne zachowanie Wszyscy zgodnie twierdzili, ze na pewno by interweniowali. A dlaczego? Przeciez sytuacja jest analogiczna a nawet lepsza dla nich (zdrowie!) Pryskanie perfumami, takze tymi smierdzacymi jest jak najbardziej legalne;)

    Sztandarowy argument palaczy: mozecie isc gdzies indziej. Owszem, mozemy i w sporej czesci to robimy o ile mieszkamy w wiekszym miescie. Mam to szczescie, ze wszyscy ludzie z najblizszego kregu moich znajomych nie pala, wiec nie mamy problemu z tym zeby isc do klubu tylko dla niepalacych. Inni niepalacy maja mniej szczescia Wychodzac na miasto maja nagle dylemat: isc bez palacych znajomych do lokalu dla niepalacych czy kisic sie w dymie w imie dobrych relacji z innymi ludzmi. W przypadku gdy we wszystkich lokalach jest zakaz palenia dylemat znika Idziemy gdzies wszyscy a raz na jakis czas palacy wymykaja sie do palarni albo na swieze powietrze. Nie jest to chyba wielki problem, nieprawdaz? Nawet gdyby udalo sie przekonac palacych znajomych zeby poszli z cala paczka do lokalu dla niepalacych to powiedzmy sobie szczerze ze ilosc lokali z zakazem palenia jest (od dzisiaj chyba byla) duzo mniejsza od tych z dozwolonych paleniem, a w mniejszych miejscowosciach zdarzalo sie, ze w ogole takiego lokalu nie bylo. W pelni rozumiem wlascicieli knajpek pozwalajacych palic bo pieniadze klienta w koncu nie smierdza (mimo ze sam klient tak). Poszerzanie potencjalnej grupy odbiorcow produktu/uslugi jest naturalnym trendem, szkoda tylko ze dzieje sie to kosztem WIEKSZOSCI spoleczenstwa.

    Palacze i ich legenda o ratowaniu budzetu wplywami z akcyzy:) Miod malina normalnie Polska nie moglaby istniec bez tej Waszej akcyzy:P A Wy i palacze bierni leczycie sie za pieniadze Niemcow albo Szwedow, tak? Nawet jesli wyliczenia pokaza (nie wiem jak jest naprawde)ze sami sobie finansujecie leczenie chorob odtytoniowych to i tak pozostanie sprawa osob ktore nie musialyby byc leczone gdyby nie bierne palenie.

  59. Typowe jojczenie palacza, któremu wydaje się, że palenie to wybór. Żal mi was tylko z jednego powodu – przez stulecia byliśmy karmieni filozofią palenia, która propagowała je jako coś dobrego, męskiego, seksownego (np. użyte przez ciebie zdjęcie). Wyprodukowali sobie miliony wyznawców legalnego narkotyku i teraz odcinają was od tego, ale wybaczcie nie ma innego sposobu.

    Wszystkich pragnących wyzwolić się z tego tytoniowego marazmu, poczuć euforię po rzuceniu i uświadomieniu sobie, że wcale nie brakuje w życiu palenia zapraszam do mnie: prezesstoczni.blox.pl/2009/10/Palenie.html

  60. Leczenie sie to chyba srednia przyjemnosc i jesli Wy zwiekszacie prawdopodobienstwo tego ze my niepalacy bedziemy musieli korzystac z uslug medycznych to chyba cos jest nie tak. Tym bardziej ze jak wszyscy wiemy darmowe leczenie w Polsce to fikcja i niepalacy w tej czy innej formie bedzie musial i tak gotowka dolozyc sie do tego leczenia z NFZu. Mysle ze Polska mialaby sie lepiej gdybyscie pracowali tyle samo co niepalacy (srednia dla niepalacych na pewno bedzie wyzsza) zamiast sterczec pod drzwiami wejsciowymi albo w palarniach. Palacy i niepalacy zarabiajacy te same pieniadze placa te same podatki mimo ze niepalacy srednio pracuje wiecej. Uczciwe? Srednio. Obserwujac swoich wspolpracownikow to mysle ze w zaleznosci od tego kto ile pali to od pol godziny do dwoch godzin mogloby sie zebrac dziennie z tego popalania. Srednia krajowa produktywnosc poszlaby ostro w gore:) Oczywiscie jesli pracodawca Wam pozwala palic w czasie pracy to mnie nic do tego ale skoro tak to nie rzucajcie prosze tekstu o Waszym zbawiennym wplywie na budzet. Zaraz pewnie uslysze ze prawo pracy daje prawo do przerw i Wy wtedy palicie A kiedy jecie sniadanie, robicie sobie kawe, idziecie rozprostowac kosci, odwiedzacie toalety i wszystkie inne czynnosci niezwiazane z Waszymi obowiazkami? Gdy moi wspolpracownicy wychodza na „fajke” to na ogol nie ma ich od 10 minut do kwadransa bo a to sie z kims zagadaja a to pojda jeszcze po kawe albo skocza po kolejna paczke „fajek”. Moze wzorem niektorych korporacji powinien byc jakis powszechny dodatek dla osob niepalacych? Alez bylby krzyk i oburzenie wsrod palacych:)

    Nie wiem nic o papierosach elektronicznych (nikt z moich znajomych ich nie pali) ale jesli prawda jest ze nie truja one osob postronnych i moje ciuchy nie beda smierdziec to prosze bardzo uzywajcie:) Moze to wlasnie jest rozwiazanie dla Was? My nie mamy nic przeciwko Waszemu paleniu o ile tylko to nie wplywa na nas.

  61. @ electronick

    gdybys jeszcze przyjal do wiadomosci, ze zanim zacznie sie mowic, dobrze jest zaczac czytac to, co sie komentuje oraz myslec o tym, co sie czyta i co sie mowi – bylbys wart jakiejs reakcji. jak mowia anglicy, twoja zaczepka does not deserve the dignity of an answer. porozmawiaj sobie w bliskiej sobie poetyce z kim innym.

  62. Jeśli mówimyu o wyjeździe, to dla palaczy pozostaje tylko Europa wschodnia. W Danii, Niemczech, Anglii, Danii, Finlandii, Norwergii, Austrii, Włoszech, nie wolno palić w restauracjach, barach i pubach.

    Swoją drogą, ja jestem byłym palaczem, i powiem ze swojego doświadczenia, że wolę zakaz. Pamiętam czasy jeszcze sprzed zakazu palenia w miejscach publicznych w Danii. Byłem w jednym klubie przed zakazem palenia i później za rok po zakazie palenia. Jak byłem poraz drugi, to coś mnie zdzwiło – po chwili uświadomiłem sobie, że nie dymu! Przedem dymu było tyle, że można było w powietrzu siekierę zawiesić. I wiecie co, od tego momenu popieram z całego serca zakaz palenia. Można wyść na papieroska na dwór, wypalić i wrócić. Dopóki nie rzucicie palenia nie uświadomicie sobie jak śmierdzicie, jak śmierdzą wasze rzeczy, jak śmierdzą wasze ciuch, jak śmierdzi wasze ciało.

  63. W najbardziej cywilizowanych krajach jest taki zakaz.

    A a Finlandii palenie niebawem w ogóle będzie nielegalne.

    Jedź, jedź gdzieś, nikt w cywilizowanym świecie Ciebie nie chce ;]

  64. Sagrita, twoim tokiem myslenia: nie lubiesz miejsc w ktorych sie nie pali? Nie musisz do nich chodzic.

    Male puby w Szwecji po wprowadzeniu zakazu palenia nie splajtowaly, wrecz przeciwnie. Ze wzgledu na to, ze czesc palaczy wyemigrowala do ogrodkow piwnych (ktore przez to funkcjanuja tez przy podlej pogodzie) wiecej miejsca dla tych ktorzy, ze wzgledu na zaduch wcesniej ich unikali.

    O wlascicieli bym sie nie martwila.

  65. A ja jestem bardzo zadowolona z wprowadzenia tego zakazu. Wręcz nie moglam doczekać się 15 listopada.Nareszcie mogę przejść korytarzami w moim zakladzie, wejść do knajpy do której mam ochotę i nie śmierdzieć dymem nikotynowym. I na pewno żaden klub nie upadnie z powodu zakazu palenia.Przecież ludzie nie chodzą do klubów żeby tam zapalić!

  66. Oj tak ucierpią małe kluby- w dużych i tak będzie palenie, nie wierzę, że da się to upilnować. Ja już w najbliższy weekend zamierzam oddać aktywnie głos i nie pójdę do knajpy do, której zwykle chodzę, knajpy w której WIĘKSZOŚĆ ludzi zawsze paliło – pierdolcie się, niech sobie w piątek o 23.00 chodzą do niej te wszystkie rodziny z małymi dziećmi które to rzekomo do tej pory nie mogły chodzić do knajp w tych porach ze względu na palenie

  67. misiek.20 do której knajpy chodzileś…..bo teraz ja do niej pójdę i się wyrówna,hej.I nie z malymi dziećmi a z przyjaciólmi którzy chętnie posiedzą tam gdzie nie śmierdzi się śmietnikiem

  68. Absolutnej większości z Was – palących i niepalących – gratuluję ciekawej dyskusji. Niestety kilka osób wykazuje pewne hm.. braki w kulturze osobistej, więc ich obraźliwe, celujące personalnie w oponenta komentarze zostały skasowane. Ostrzegam, że nie lubimy tu dziecinnego atakowania w stylu „jesteś gupi!” a kolejnym krokiem po skasowaniu komentarza będzie ban.
    Durna kretynka o niskim IQ.

  69. Do wrogów nowego prawa chroniącego osoby nie palące: przyrównajcie sobie smród papierosów do smrodu gówna i zastanówcie się, czemu prawa tych, co lubią srać publicznie są ograniczane na rzecz tych, co nie lubią siedzieć w smrodzie gówna podczas jedzenia obiadu w restauracji.

    Ja, jeśli mam ochotę się wysrać, to idę do kibla – tak samo palacze – jeśli chcą (lub muszą) nasmrodzić, niech to robią w wyznaczonym do tego miejscu – tak by nie przeszkadzać i nie szkodzić innym.

    Tak bardzo narzekacie na „ograniczenie praw” – a co z prawem 3/4 Polaków którzy nie są nikotynowymi nałogowcami ? Może staniecie w obronie praw ludzi jeżdżących samochodem po pijanemu ? Przecież oni też jakoś muszą dotrzeć do domu i „nikt im nie powinien ograniczać wolności korzystania z samochodu” – nawet jeśli są pijani.

    Gdyby lobby pro-nikotynowe [ i potężny przemysł za tym stojący :-) ] przystąpiło do merytorycznej dyskusji – to by poległo – bo wolność jednych kończy się tam, gdzie ich czyny godzą w prawa i wolność innych. Niepalący w żaden sposób nie wpływa na zdrowie i samopoczucie nałogowca, palacz szkodzi i powoduje dyskomfort u większości niepalących.

  70. Ale w czym masz problem? Możesz wyjść na zewnątrz zapalić. Ale nie, to byłoby za trudne, albo to ujma na honorze. Ty musisz po chamsku zatruwać otoczenie swoimi śmierdzącymi wyziewami. Pub to nie jest palarnia. Chcesz kopcić to sobie kopć w domu ile wlezie aż sufit zrobi się czarny i wszystko pokryje się mazistą cuchnącą smołą. Tylko nie zmuszaj mnie do wąchania Twoich smrodów i trucia się nimi. Ja też mam prawo pójść do lokalu i nie wychodzić po pół godzinie z kwadratową głową i załzawionymi oczami. Jak rozumiem nie miałabyś nic przeciwko temu żebym siedząc obok Ciebie pierdział śmierdząco?

  71. podobne dyskusje byly w innych krajach rozwinietych… 20 temu. od tego czasu zakaz palenia obowiazuje w prawie kazdym pomieszczeniu ktore nie jest mieszkaniem (a do takich zalicza sie w zasadzie kazde miejsce pracy). palacze spokojnie wychodza na papierosa na zewnatrz. nie zauwazylem, zeby knajpy / restauracje mialy jakies problemy z brakiem klientow.

  72. Mi w sumie nie przeszkadza jak ktoś pali w moim towarzystwie. Byleby na mnie bezpośrednio nie leciał dym. W pubach/kawiarniach/klubach też mi to nie przeszkadza, choć czasami irytowało mnie, że jestem cała przesiąknięta dymem papierosowym po jakiejś imprezie, ale widocznie nie na tyle, skoro chodziłam nadal :)
    Jak jestem za tym, żeby na przystankach nie palili, tak jakoś kawiarnie, kluby, nie powinny chyba wchodzić w zakres tej ustawy.

  73. i bardziej mi w kawiarniach przeszkadzają rozwydrzone bachory, których rodzice nie umieją dopilnować i biegają wszędzie drząc te swoje małe buzie, niż osoby palące.

  74. @ duch mariana,
    „Ale w czym masz problem?”
    – Opisałam to w poście.
    „Możesz wyjść na zewnątrz zapalić.”
    – Mogę.
    „Ale nie, to byłoby za trudne, albo to ujma na honorze.”
    – Ani jedno ani drugie.
    „Ty musisz po chamsku zatruwać otoczenie swoimi śmierdzącymi wyziewami.”
    – Nie muszę i nie robię tego.
    „Pub to nie jest palarnia.”
    – Nie jest.
    „Chcesz kopcić to sobie kopć w domu ile wlezie aż sufit zrobi się czarny i wszystko pokryje się mazistą cuchnącą smołą.”
    – Dlaczego miałabym sobie niszczyć mieszkanie w ten sposób?
    „Tylko nie zmuszaj mnie do wąchania Twoich smrodów i trucia się nimi.”
    – Nie zmuszam.
    „Ja też mam prawo pójść do lokalu i nie wychodzić po pół godzinie z kwadratową głową i załzawionymi oczami.”
    – Masz prawo.
    „Jak rozumiem nie miałabyś nic przeciwko temu żebym siedząc obok Ciebie pierdział śmierdząco? ”
    – Miałabym.
    Reasumując, miło się rozmawiało, ale to już chyba koniec naszej dyskusji. :)

  75. No to co tak się wściekasz na zakaz? Nie bój żaby. Ponarzekają, ponarzekają, ale się nauczą i będą wychodzić na zewnątrz. Lokale nie padną, tylko zaczną lepiej prosperować, bo więcej osób będzie przychodziło. Piwosze też są w pewien sposób dyskryminowani bo palacz może cały dzień siedzieć na ławce w parku i kopcić, a piwosz za jedno piwo na tej samej ławce może dostać stówę mandatu. Też niesprawiedliwe, a jednak obowiązuje. A obowiązuje, ponieważ i wśród piwoszy i wśród palaczy są chamy bure, którzy „mają prawo i z niego korzystają” tak jakby byli sami. I albo się pijaczyna uchla, turla się po chodniku, zaczepia ludzi, rzyga, albo kopciuch na przystanku dmucha dziesięciolatce dymem w twarz i jeszcze ją wyzywa od niewychowanych gówniar bo ośmieliła się zwrócić mu uwagę, że zakaz jest. Widać tylko zakaz i 500 złotych mandatu na niektórych działa.

  76. Seg, dziękuję.

    Tak BTW: pomijając gorącą sprawę palenia mam Cię w ulubionych i chętnie czytuję :) Mam więc prośbę:

    Skoro wycięłaś tego, hmmm…, pominę epitet, w sumie możesz wyciąć i moją wobec niego ripostę, bo jest w zaistniałych okolicznościach nie dość, że niepotrzebna, to jeszcze głupia :)

    Jeśli kiedyś, gdy palacze będą gazowani i wieszani bez sądu (podobno to już od dzisiaj), strasznie Cię przypili na stołecznym Mokotowie, możesz wpaść do mnie (chyba, że wyjdzie mi n-ta próba rzucania albo w końcu kupię e-peta) i zajarać.

  77. Temat od lat wzbudzający emocje, więc pozwolę sobie dodać 3 grosze.

    Z argumentem mówiącym, iż 3/4 obywateli nie pali jest jak z argumentacją kleru, iż 95% społeczeństwa jest katolikami. Jeśli zrobimy ankietę, zapewne wyjdzie że 50% wogóle wierzy w Boga a 25% uczęszcza do kościoła. Podobnie jest tu, 25% pali obecnie, ale pewnie około 50% pali (lub paliło) okazjonalnie właśnie w klubie/pubie itd. Co ważniejsze do pubów uczęszcza regularnie 75% palących i 10% niepalących. Itd. itp. Dlatego argumenty o wolności rynku są jak najbardziej zasadne. Są i powstają lokale dla niepalących. Ktoś powie, że mało? Takie jest zapotrzebowanie rynku, to proste jak tabliczka mnożenia. Rynek (czyt. podaż) od zawsze był najlepszym wyznacznikiem, a wszelkie regulacje powodują tylko wynaturzenia.

    Argument od lat do znudzenia powtarzany o chorobliwości palaczy i związanych z tym leczeniem na koszt państwa jest już naprawdę nużący… Wpływ otyłości na zdrowie? Wpływ zasiedzianego życia przed telewizorem na zdrowie? Wpływ alkoholu pominę bo to już też nudne… Wreszcie wpływ stresu w pracy na zdrowie? No to jedziemy, co pierwsze do zakazania?

    Faktycznie wygląda to na konsekwentny atak rządów na wolność wyboru. Swoją drogą, ciekaw jestem jaki byłby werdykt Trybunału Konstytucyjnego w tak drażliwej sprawie. Ogólnie świat staje się piękniejszy i bardziej zielony, cieszmy się i radujmy. Z globalnym ociepleniem czkawka już się pojawiła, ciekawe co dalej? Jeszcze ostatnie słowo dla wszystkich zwolenników ustawy bez dymka, gdzieś w osobnym artykule przytoczono realia innych krajów UE, gdzie podobne przepisy wprowadzono wcześniej. Efekt? Zniknięcie dużej części pubów na rzecz restauracji, barów itp (ciekawe czy ktoś robił badania nt. wpływu zakazu palenia na otyłość społeczeństwa – zakazujemy jeść? patrz powyżej). Tak więc przygotujcie się, że Wasz ulubiony klub w którym tak pragniecie zapachu fiołków wkrótce przestanie istnieć. Po prostu.

    up

  78. Palacza du…a nie zaboli jak co jakiś czas będzie musiał się przejść, aby nasmrodzić gdzieś indziej. To prawie jak dyskretne puszczanie bąków – lepiej to robić na osobności.

    W sumie palacze śmierdzą tak samo jak pierdy … Dobrze że się ich wywala z przestrzeni publicznej.

  79. Dla mnie jest absurdem, że nawet na kampusie obowiązuje zakaz. Zrozumiem przy wejściach, ponieważ może dym jakimś cudem wlatywać do środka, ale żeby na świeżym powietrzu? Przecież kampus, to miejsce gdzie uczniami są osoby dorosłe (prawnie, życiowo różnie to bywa), które decydują same o sobie: zrobię tak, albo i nie zrobię. Czy teraz osoba czekająca na kogoś w pobliżu wydziału uczelni, dostanie mandat za „pokurzenie”? Lepszym pomysłem byłoby nałożenie przymusu na lokale, aby miały dobrą klimatyzację, czy wentylację. Koszty duże.
    Co do osób za a osób przeciw : wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji, że w strefie dla niepalących nikt nie siedział, natomiast w strefie dla palących komplet gości.

  80. Jeśli ktoś nie ma na tyle kultury, aby wiedzieć że nie należy żadnej nieszczęsnej dziesięciolatce dmuchać w twarz, to zakaz go tej kultury nie nauczy. Z drugiej strony, jeśli ktoś jest na tyle ortodoksyjny, że woli samotnie czekać na powrót swojego palącego rozmówcy z „wyznaczonej strefy”, to taki zakaz będzie świetnym usprawiedliwieniem jego złej woli. W tym momencie zaostrza konfilkt spowodowany brakiem odpowiednio mocnych instytucji (polecam ciocię wikipedię).

    z drugiej strony, znacznie bardziej przeszkadzają mi ludzie śmierdzący w metrze czy w autobusach, a jakoś nikt nie wpada na pomysł tworzenia wagonów metra dla ludzi biorących regularnie prysznic.

  81. cholera

    właśnie wróciłem z rynku, w krakowie na sławkowskiej i szewskiej nie ma obecnie pubu, w którym można by wypić piwo i zapalić…masakra

    btw teraz czekam aż zaczną burzyć o to, że ludzie palą przed wejściem, bo przecież niepalący mają przysługujące z urodzenia prawo do wejścia do lokalu bez przechodzenia przez te kłęby dymu i to takie wielkie, że można siekierę zawiesić(czy tylko mi się wydaje, że doszliśmy do absurdu?)

  82. obawiam się, że w tych lepszych krajach, do których wyjeżdżasz, zakaz palenia obowiązuje już od dawna, więc pewnie się rozczarujesz… no w tych cywilizowanych krajach ludzie o dawna wiedzą, że dym papierosowy szkodzi innym, więc nie można ich narażać na za wdychanie twoich wyziewów, bo nie wszyscy chcą akurat umrzeć na raka płuc … i w tym sensie należy ograniczyć twoją wolność i prawo do palenia: nie możesz szkodzić innym, natomiast innym nałogom takim jak picie alkoholu, narkotyzowanie się, żarcie fast foodów czy czekolady możesz ulegać do woli, bo szkodzą tylko tobie, nie otoczeniu!

  83. Troche nie rozumiem calego wrzasku za i przeciw. Dla mnie sprawa jest prosta: palenie bardzo szkodzi, wiec kazdy sposob jest dobry, aby zmniejszyc odsetek palaczy. Bardzo dobrze, ze utrudnia im sie zycie, to jest w interesie calego spoleczenstwa. Ruszcie wyobraznia, wybiegnijcie w przyszlosc, nie myslcie tylko o swoich dupach. Segritta, czy Ty chcialabys zeby Twoje dziecko palilo, zlapalo jakas chorobe od tego? Jesli dzieki tej ustawie w ciagu kilkunastu lat znaczaco obnizy sie populacja palaczy – rewelacja. A wierze, ze tak bedzie.

  84. A ja nie mam ochoty poddawac sie terroryzmowi palaczy. Siedziec w restauracji gdzie dym szczypie o oczy i gdzie smierdzi jak w wedzarni. I gdzie jedyne miejsce dla niepalacych to stolik w kacie. Spowity oparami dymu.

    Ciesze sie ze Polska dolaczyla do grona cywilizowanych krajow ktore uwazaja ze papierosy to zmrod i trucizna. Szkoda tylko ze dolaczyla polowicznie.

    PRECZ A TERRORYZMEM PALACZY! Niech smordza u siebie w domu a nie w miejscach publicznych!

  85. Dla mnie to pierwsza cywilizowana ustawa od bardzo dawna i trzymam kciuki za jej egzekwowanie.

    A co do knajp – niepalących jest więcej niż palaczy i znam wielu, którzy nie chodzili do knajp z powodów praktycznych – co to za rozrywka, kiedy po powrocie trzeba nie tylko wziąć prysznic, ale i umyć włosy, uprać całe ubranie (najlepiej od razu, zanim prześmierdnie łazienka), a najlepiej też kurtkę czy płaszcz, bo prześmierdnie cały przedpokój. Nawet torebka cuchnie dymem, a głowa nieszczęsnego wdychającego boli cały następny dzień (i nie od kaca).

    Tak, wielu nie chodziło z tych powodów do klubów.

    Teraz zaczniemy.

  86. Śmieszy mnie lament palaczy, którzy poczuli sie dyskryminowani.
    Nie jestem za dyskrymininacją kogokolwiek, ale przez lata pacowałem w kilkuosobowym pokoju, gdzie tylko ja nie paliłem . Nikomu nie przeszkadało, że pzychodziłem do do mu śmierdzący w ubraniu przesiakniętym dymem, ze bolała mnie głowa. Każdy to miał w d…pie. Kiedy chory zgłosiłem sie do lekarza to ten stwierdził, że za dużo palę.

    Jezeli ktoś pali to niech się truje na własny koszt, nie mam zamiaru dokładać do kosztów budowy w zakładzie palarni, do kosztów leczenia nałogowego palacza.

  87. Przydałby się jeszcze zakaz jeżdżenia samochodem po publicznych drogach. Ja jestem bardzo delikatny i nie chce truć się spalinami z czyjegoś samochodu, mam nadzieje, że mój pseudo-faszystowski rząd coś z tym w końcu zrobi. ;]

  88. jestem za wprowadzeniem zakazu palenie. mam dosc chodzenie do restauracji i wdychania klebow dymu bo jedna i druga cizia ma ochote na dymka..prosze..w domu..jak najjbardziej. Na trawie w parkach pelno petow, na chodnikach pety… ogolnie syf…
    Mam jednak watpliowsci czy zakaz powinien dotyczyc np parkow, ulic itd… wedlug mnei tylko i wylacznie zamknietych pomieszczen, restauracji, szpitali, urzedowo itd…

  89. aha….mam wrazenie, ze polacy postrzegaja pojecie demokracja jako „robie na co mam ochote i wszyscy musza to w 100% zaakceptowac, bom polak i mam prawo”.. nie licza sie kompletnie z tym czy to komus przeszkadza czy nie….

  90. palacze, jak niedorozwinięci, udają, że nie wiedzą o tym, że nikogo nie obchodzi czy palą tylko problemem jest sam dym. Pijąc wódę, efekty odczuwam sam. Siedząc przy śmierdzącym palaczu sam zaczynam śmierdzieć i do tego jestem zmuszony do wdychania smrodu końskiej kupy, bo tak śmierdzą papierosy! Nie da się zmusić powietrza do nierozprzestrzeniania dymu, więc dym wdychają palący i ci co sobie tego nie życzą. O to chodzi w zakazie palenia. Waszą alternatywą jest wniosek do NFZ, by refundowali niepalącym maski tlenowe a wtedy możecie palić gdzie chcecie i ile chcecie. Teraz jednak pozostaje wam palenie ukradkiem za śmietnikiem… cha, cha…

  91. @dvoraktlb – przykro mi nie podam. z trzech powodów.

    1. pale, wiec lokali niepalacych nie szukam.

    2. dyskoteki – starannie z daleka omijam tego typu przybytki.

    3. znam mniej wiecej lokale w swoim miescie, sasiednim, i jeszcze kilku innych, ale niestety – topografia dyskotek dla niepalacych (patrz punkt 1 i 2) w calym kraju i to jeszcze w miastach niepowiatowych jest mi totalnie obca.

    ale nic nie stoi na przeszkodzie aby ktos kto bywa na strone dodal prawda? :)

  92. Szaleństwo, Palacze zejdźcie na ziemię. Szkodziliście sobie i niepalącym. Nie mogłem wcześniej iść do knajpy bo w moim miasteczku na 10 lokali nie ma ani jednego dla niepalących. Teraz to się zmieniło i wreszcie mogę robić coś czego nie mogłem. Na pytanie dlaczego nie mogłem: moje zdrowie, zaczynałem się krztusić gdy zetknąłem się z dymem

    ALELUJA !!

  93. @Seg

    „Wyolbrzymiasz nasze słowa.”

    Oczywiście! W końcu Wy też wyolbrzymiacie Wasz problem z tą ustawą ;)

    „…skoro nie będziemy już mogli palić w chociaż NIEKTÓRYCH małych, przytulnych knajpkach? Do tej pory tak było. Każdy z nas, palący lub niepalący, mógł znaleźć małą knajpkę dla siebie…”

    Albo nie wiesz o czym mówisz, albo po prostu piszesz z perspektywy Warszawianki zakładając, że „jak w stolicy tak w całej Polsce”. Fakt, nietrudno było przed wejściem w życie tej ustawy znaleźć restaurację z zakazem palenia (mówię z perspektywy Wrocławianina), ale znaleźć „małą, przytulną knajpkę/pub/kawiarenkę” znaleźć było bardzo trudno (ja na przykład nigdy nie znalazłem). Że o klubach z parkietem to już w ogóle nie wspomnę.

    „I to o te małe knajpki jest cały dym (..) ale boli mnie właśnie to odebranie właścicielom małych knajpek możliwości wyboru.”

    Naprawdę? Martwi Cię właśnie to, że odebrano wybór właścicielom knajpek? Nie to, że będziesz musiała wstać od stolika i wyjść przed knajpkę, żeby sobie zakurzyć, tylko biedny właściciel i jego brak wyboru? Kurcze, szlachetnie z Twojej strony… ;)

  94. A mnie się marzą lokale, w których będzie można do woli pierdzieć. I to nie chodzi o jakieś tam cichacze, ale o porządne piardy z przytupem. Jak wolność, to wolność!

  95. A nie przyszło Ci do głowy, że w knajpie „dla palaczy” pracują niepalący?

    Wiele krajów do tego wyjazdu Ci już nie zostało bo prawie cały cywilizowany świat dopuszcza palenie wyłącznie w domu i palarni. Polska jest jednym z ostatnich bastionów szkodzenia niepalącym.

    I jakoś nie było zbiorowych bankructw knajp i knajpek. A w dobrych restauracjach zwyczajnie się nie pali od dawien dawna bo dym papierosowy zabija przyjemność smakowania. Także w kawiarnich z prawdziwego zdarzenia, gdzie celebruje się picie kawy…

    Za to owszem pojawiły się „kluby” dla palaczy czyli małe knajpki gdzie palą wszyscy – personel i goście. Tu serwuje się bowiem wyłącznie popłuczyny kawo-podobne i schabowego z kapuchą. Na zdrowie!

  96. Jestem akurat osobą niepalącą, żyjącą bardzo zdrowo więc niby problem ograniczenia praw (palaczy) mnie nie dotyczy. Ale czuję pewną empatię wobec ofiar tej ustawy… to nie pierwszy raz państwo polskie dostaje histerii na punkcie przymusowego prowadzenia swych obywateli jedyną słuszną drogą do zdrowia i wszelkiego zbawienia. Owszem, są to ważne sprawy, ale tak dalece jak dalece dotyczą zdrowia i życia jednostki, niech sobie jednostka sama o tym decyduje, nawet jeśli jej decyzje nie zgadzają się z odgórnym widzimisię. Do czego nawiązuję? Do niedawnego Twojego wpisu dotyczącego „zostawiania torebki tu czy tam w imię promowania mammografii”. Mam prawo w dupie mieć mammografię, czy to promowaną, czy narzucaną. I mam prawo sama decydować czy i kto ewentualnie będzie mi się koło tej mojej dupy kręcił, a akurat życzę sobie żeby jak najczęściej bywał tam wyłącznie partner, a nigdy przez całe życie żaden lekarz (cytologię też planowano wprowadzać w trybie obowiązkowym). I jak tu nie czuć się uwiązanym na łańcuchu (i to krótkim) w tym zamordystycznym kraju?

  97. heheh. ja pikuję. dobre.
    wpadłam w przerwie na papierosa popatrzeć na ten szał. niesamowite ilu nagle niepalacych się ujawniło. jak biedni byli uciskani przez lata a teraz mogą się wynurzyć, wyjść, wyjść na miasto, wyjść do ludzi. do tej pory przez dym papierosów byli najbardziej uciskaną grupą. i nikomu nigdy się do tego nie przyznawali, ale teraz mogą. cudownie ;)

    heh.
    dobre.

  98. Skoro z taką łatwością radziłaś kiedyś niepalącym, by nie wchodzili do knajp dla palaczy, to teraz poradź sama sobie – i chodź do knajp, które mają sale dla palących. Przecież to łatwizna!

  99. Najbardziej przekonuje mnie zakaz słuchania Kombi ;) I przy okazji zakazu palenia w miejscach publicznych przypomina mi się lotnisko w Atenach, gdzie kierując sie po odbior bagażu natrafia się na kilka wielkich koryt, które okazują się być popielnicami. I impreza. Bagaż może poczekać, pół samolotu musi strzelić sobie w płuca. I tam jest zakaz palenia. Taaaa, zwłaszcza jeśli jest to sport narodowy i ludzie pala od urodzenia. Powodzenia, po wo dze nia.

  100. I kolejna, której trzeba tłumaczyć… eh.. no to jeszcze raz:

    @ aalaaskaaonblox,
    Niepalący mieli wybór, bo były małe knajpki dla niepalących. Palący wyboru nie mają, bo nie ma teraz małej knajpki bez zakazu palenia. Nie radziłabym przecież niepalącym, żeby w ogóle do knajp nie chodzili. Widzisz? Pod tym względem się różnimy – ja nikomu jego wolności osobistej nie zabieram.

    Nudzi mnie odpowiadanie po raz setny na te same pytania…

  101. segritta: Niepalący mieli wybór, bo były małe knajpki dla niepalących.

    takie knajpki to chyba w trójmieście, warszawie i kilku innych dużych miastach. w mniejszych miejscowościach nie było. niepalący byli skazani na ten smród lub rezygnowali z wychodzenia do takich miejsc.

    niech palący kopcą sobie w domu, ale nie w miejscach publicznych, z których wielu niepalących chce korzystać. tyle lat męczyliśmy sie w dymie – to teraz wy sie pomęczcie z zakazem :)

    jest we mnie i troche radości i satysfakcji, a to dlatego, że wielu palących to po prostu ludzie wredni, przykład: stają 5 metrów od przystanku ale oczywiście od strony, od której wieje wiatr, niech sobie niepalący czekają na autobus w dymie… a co.

    albo sąsiedzi lubią palić na balkonach lub w oknach, nic ich nie obchodzi że smród czuć i u mnie w mieszkaniu – tego nikt im nie zabroni. więc może troche zrozumienia dla nas – niepalących? nie chcemy wdychać dymu, a wychodząc z domu nie można tego uniknąć w wielu miejscach gdzie zakazu nie ma: wejścia do różnych budynków, uczelni, sklepów, przystanki (co z tego że jest zakaz, dym i tak leci), perony na dworcach pkp.. więc chociaż teraz piwo i kawe wypijemy bez dymu.

  102. jeszcze jedno: pety. tego leży pełno na przystankach, w parkach. jaki palacz pofatyguje sie do śmietnika? trace szacunek do człowieka który zaśmieca ulice a palacze bardzo sie do tego przyczyniają.

    ml76: palisz w oknie w kuchni? wiedz, że sąsiad jak ma otwarte okno to też czuje dym. nigdy sąsiadom problemu z tego nie robiłem i po prostu akceptuje. wydaje mi sie że palący po prostu nie wiedzą jak bardzo czuć dym. wydzielone strefy w knajpach? klimatyzacja? to wszystko na nic, po powrocie do domu i tak wszystkie ciuchy szły do prania, bo śmierdziały.

  103. 1. Jestem niepaląca („od zawsze”).

    2. Nie znoszę zapachu dymu z papierosów. Zdarza się, że robi mi się od niego niedobrze lub zaczyna boleć mnie głowa.

    3. Wymusiłam na swoim mężu rzucenie palenia. Rzucił dla świętego spokoju, żebym mu dupy nie truła. Dopiero 8 miesięcy później, gdy okazało się, że jego ojciec ma raka płuc, ewidentnie „wypracowanego” (tak wyszło z badań genetycznych) paleniem papierosów przez 40 lat – skapował, że trułam mu dupę nie ze złośliwości, tylko z lęku o niego.

    4. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Ten przydługi wstęp był po to, by unaocznić czytającym, że nie wszyscy niepalący i nielubiący papierosów to oszołomy chcące zabronić palenia wszystkim wokół ;) Wystarcza mi, że mój mąż usunął ze swojego życia jedno niepotrzebne zagrożenie swojego zdrowia, przy okazji oszczędzając też nieco mojego zdrowia. Jeśli ktoś inny uważa, że przyjemność „dymka” warta jest tego, by dla niej ryzykować zachorowanie na raka czy inne cholerstwo – jego broszka.

  104. Mam nadzieję, że niedługo również zabronią ludziom jeździć tymi śmierdzącymi, trującymi puszkami. Nie mam prawa jazdy, poruszam się per pedes i nie życzę sobie, by mnie tym świństwem zatruwano.

    A serio.
    Zgadzam się z autorką.

    Ale przede wszystkim – niepalący – zrozumcie! Nie chodzi o to, że nie mogę wyjść na zewnątrz zapalić. Bo mogę. I chętnie wyjdę.

    Chodzi o to, że zamiast pozwolić ludziom wybrać, czy idą do miejsca dla palących, czy dla niepalących – zdecydowano, że nie ma się prawa wyboru. Albo dla niepalących, albo wcale.

    Albo kupisz sobie herbatę, albo nic. Albo będziesz mieć kotka, albo żadnego innego zwierzątka. Jakikolwiek kolor, byle był czarny.

    Dla mnie to nie jest wybór.

    I o to chodzi w krytykowaniu tej ustawy, a nie o problem „jestem podłą palaczką i złośliwie cię uduszę dymem, dwa razy mniej trującym niż pieczony kurczak” (udowodnione naukowo)

    Mam nadzieję, że kiedyś do niektórych to dotrze.

  105. ml

    no ja też nie zdawałam sobie sprawy, że mamy tylu uciśnionych niepalących, teraz to puby i knajpy powinny być wręcz oblegane, bo przecież oni „WRESZCIE MOGĄ WYJŚĆ!”

    bez sensu są takie argumenty niepalących typu „wcześniej my, teraz wy”

    bo podstawowa różnica między wtedy a teraz jest taka, że teraz palaczom zakazuje się palić, a wtedy nikt niepalącym nie zakazywał niepalenia.

    ja nie lubię zapachu alkoholu i zapachu ludzi po jego spożyciu, to nie chodzę do pubów i barów. po prostu, nie chodzę, a nie wymagam czy oczekuję, że ktoś zakaże spożywania w nich tego alkoholu. chodzenie do baru to nie „artykuł pierwszej potrzeby” i jeśli coś mi w tym chodzeniu przeszkadza, to zwyczajnie z tego chodzenia rezygnuję.
    lubię za to imprezy plenerowe, gdzie piwo, a i wódka, się leją strumieniami. i skoro na taką idę, to bardziej wolę na nią iść, niż nie czuć alkoholu od co drugiej osoby i się z tym smrodem godzę.

    ah, no tak, przecież jak palę, to truję innych, a jak ktoś pije, to truje samego siebie. ale czego ryzyko jest większe? tego, że na lub po, powiedzmy, 500-osobowej imprezie ktoś dozna uszczerbku na zdrowiu i ciele spowodowanego przez kogoś pijanego, czy tego, że ktoś dostanie tego osławionego raka z powodu tych kilku godzin wśród palaczy? tak jakoś mam wrażenie, że na tej imprezie, gdzie się pije i pali, alkohol stanowi poważniejsze ryzyko niż papierosy.

    i niech nikt nie mówi, że ustawa nie ogranicza wolności palaczy a jedynie służy temu, żeby nie truć uciśnionych niepalących.

    bo dajmy na to pan janek stolarz ma stolarnię, w której pracuje sam. w ustawie jest zakaz palenia w zakładach pracy, chyba że w zakładzie jest palarnia, która musi spełniać, określone ustawą, wymogi. nigdzie w niej nie ma zapisu definiującego „zakład pracy” ani zapisów, które precyzują, które zakłady pracy obejmuje zakaz. wynika z tego, że pan janek stolarz nie może już zapalić w swojej stolarni, chyba że wyłoży kilkadziesiąt tysięcy na kabinę lub dostosowanie stolarni do wymogów „palarni”. a przecież pan janek stolarz truł tylko samego siebie i jemu jego dym papierosowy nie wadził.

  106. @soonia_p

    Nie chodzi o ucisnionych niepalacych, nam po prostu jest ten przepis bardzo na reke, bo teraz wiemy ze jak idziemy do pewnych miejsc, to ze nie wyjdziemy tam z 0.003% wiecej do raka oraz smierdzącą kurtką od zapachu fajek, to nie jest fajne dlatego przepis jest nam na rękę. Od poniedziałku odwiedziłem 4 knajpy do których po prostu nie chodziłem wczesniej bo wychodziłem cały zasmrodzony, mimo, że jedzenie tam serwowali bardzo dobre. Teraz myślę, że będę je chętniej odwiedzał.

    bez sensu są takie argumenty niepalących typu „wcześniej my, teraz wy”
    bo podstawowa różnica między wtedy a teraz jest taka, że teraz palaczom zakazuje się palić, a wtedy nikt niepalącym nie zakazywał niepalenia.


    Całkowicie jest bez sensu to co powiedziałaś, w chwili kiedy chcieliśmy iść na dyskotekę, musieliśmy przebywać w smrodzie papierosów, teraz nie musimy, zwolennicy palenia powiedzą, TO NIE CHODZCIE NA DYSKOTEKI… no i ja wam mowie tak samo.. jak wam sie nie podoba, że na dyskotece nie można palic, TO NIE CHODZCIE NA DYSKOTEKI.

    ja nie lubię zapachu alkoholu i zapachu ludzi po jego spożyciu, to nie chodzę do pubów i barów.
    zapach alkoholu nie szkodzi zdrowiu.

    a przykład pana stolarza to już w ogóle jest bez sensu bo JEST definicja zakładu pracy i wyraznie mówi o przyjmowaniu pracowników na podstawie UMOWY O PRACĘ….

    Niestety, jest tutaj 137 komentarzy, a tak naprawde to jeśli chodzi o zwolenników palenia to tylko @ml i @segritta ma jakies pojecie o tym co mowia i w pewnym stopniu ich argumenty mnie przekonuja, reszta plecie zeby plesc.

  107. @ prokrastynatorka

    Skoro przepisy, nakazy i zakazy są narzędziem do zniewalania ludzi, do odbierania im konstytucyjnego prawa do wolności i decydowania o własnym życiu to zlikwidujmy kodeks drogowy, kodeks karny itp…

    Niech ludzie sami wedle własnego rozumu, sumienia, upodobania (niepotrzebne skreślić) decydują co jest (dla nich samych i innych) dobre a co złe, co mogą a czego nie mogą robić.

    Mam nadzieję, że do niektórych (bo do wszystkich ta wątpię) w końcu to dotrze że nie na tym polega demokracja i wolność człowieka.

  108. dvorak

    a ja bym może chciała wiedzieć, że jak pójdę do pewnych miejsc, to nie wyjdę z 0.003% do bezzębności, bo jakiemuś agresywnemu pijanemu coś się we mnie nie spodoba oraz że nie wyjdę ze śmierdząca od piwa kurtką, bo ktoś pijany z piwem w ręku się „potknął”. może zakażmy spożywania w pubach i klubach alkoholu?

    nadal nie rozumiesz tej podstawowej różnicy między wtedy a teraz. wtedy niepalący mieli możliwość iść na dyskotekę z zakazem palenia i nikt im niepalenia nie zakazywał. palący mogli iść na dyskotekę bez zakazu palenia i nikt im nie zakazywał palenia. teraz niepalący mogą iść na dyskotekę z zakazem palenia i nikt im niepalenia nie zakazuje, a palący… palący już nie mogą iść na dyskotekę bez zakazu palenia i palenia im się zakazuje.

    a że dyskotek z zakazem palenia było mało? no cóż, widocznie mały popyt na takie był. widocznie tych niepalących chcących chodzić na dyskoteki dla niepalących nie było AŻ TYLU. bo inaczej nie rozumiem, dlaczego właściciele dyskotek nie rzucili się na tę „niszę”, toż to musiał złoty interes być!

    zapach alkoholu również może szkodzić zdrowiu. uwierz.

    podaj mi proszę tę definicję zakładu pracy i jakieś źródło, w postaci aktu prawnego, z którego ją przytaczasz. podpowiem ci – w kodeksie pracy szukać nie musisz, bo tam nie znajdziesz.

    w jednym z proponowanych swego czasu projektów kodeksu pracy w artykule siódmym miała się znaleźć definicja zakładu pracy, ale artykuł ten został uchylony. i nie mówiła o przyjmowaniu pracowników na podstawie umowy o pracę:) (na marginesie, umowa o pracę to nie jedyna forma zatrudnienia, jest jeszcze mianowanie i powołanie) mówiła za to o tym, że zakład pracy to zespół składników materialnych i niematerialnych wyodrębnionych przez pracodawcę w celu prowadzenia określonej działalności.

    tak czy inaczej jednoznacznej definicji „zakładu pracy” nie ma (bo chociażby ta zaproponowana była mocno niedoskonała). jest za to często o zakładzie pracy mowa, z której wynika, że zakładem pracy jest miejsce, gdzie się pracuje i/lub, bardziej powszechnie, po prostu firma.
    ale niech będzie, że jest taka definicja, o której piszesz, w której zakład pracy jest definiowany tym, że przyjmuję się pracowników na podstawie umowy o pracę:) (bo jeśli już, to mowa o umowach o pracę być może mogłaby i się w takiej definicji znaleźć, ale gdzieś w kontekście, dodatkowo, uzupełniająco, a nie jako główne kryterium definiowania zakładu pracy:)

    wobec tego pan janek stolarz zatrudnia w swojej stolarni na podstawie umowy o pracę swojego syna, palącego jeszcze więcej niż pan janek. rozumiem, że ani panu jankowi stolarzowi ani jego synowi nie wolno już zapalić w przydomowym garażu, w którym urządzili stolarnię, bo jest on zakładem pracy?

    szkoda tylko, że nie mam pojęcia o czym mówię, no szkoda.

  109. a nie daj boże, jak pan janek ma stolarnię w piwnicy a firmę zarejestrowaną pod domowym adresem. bo teraz to już mu nawet we własnym domu chyba nie wolno zapalić, jeśli nie ma odpowiedniej palarni.

  110. Problemem nie są palacze, kto chce sie truć niech sie truje, problemem sa niepalacy, jak ktoś na ciebie kichnie to czujesz dyskomfort, jak ktoś podtrówa sie połową tablicy mendelejewa też masz prawo być niezadowolonym

  111. Jestem niepalacy, a mimo to uwazam, ze zakaz palenia jest zbyt restrykcyjny wzgledem lokali gastronomicznych. I argumenty o ochronie zdrowia do mnie nie przemawiaja. Zamiast takiego zakazu mogli wprowadzic kilkuprocentowy podatek srodowiskowy od dochodu, jezeli w lokalu nie ma oznaczen o zakazie palenia lub nie jest on egzekwowany lub nie ma wydzielonej palarni. Duzy lokal by sie wybronil, maly nie bylby bez szans. A kilka sciezek rozwoju pobudziloby kreatywnosc.

    Czemu tak swoja droga jestem przeciw zakazowi? Bo jako wzorowy niepalacy raz w tygodniu chodze do knajpy, w ktorej gesty dym papierosowy unoszacy sie w powietrzu w rytmach hard-rocka i metalu byl wlasnie tym, czego tam oczekiwalem. Bo chodzilem do lokalu z zakazem palenia papierosow i cygar, w ktorym serwowano szisze w rytm reggae. Wreszcie bywam na dyskotekach elektro, na ktorych bywaja niedomyte dresy i dym papierosowy zapewnial, ze ich nie bylo czuc.

    I jezeli pracujac za barem przeszkadzal mi dym przechodzacy przez moje oczy do wyciagu nad moja glowa, prosilem gosci lokalu o oddalenie sie z papierosami od lady do stolika. Sala przeciez i tak byla podzielona. W mieszkaniu u mnie nikt nie zapali, ale jest balkon. W samochodzie nikt nie zapali, bo to jest barbarzynstwo, ale zawsze mozna sie zatrzymac i wysiasc. Zakaz jest dla cip, ktore sobie nie potrafia znalezc miejsca dla nich przeznaczonych i dla ludzi z przerostem ego, ktore chca, aby wszystkie miejsca byly dla nich i takie, jakie oni wlasnie chca. Jestem przeciw ;]

  112. A i jeszcze jedno. Osobiscie mieszkajac w kamienicy, na ktorej parterze miesci sie mala knajpka, wolalbym aby palacze zostali w srodku, a nie wystawali na zewnatrz i dymili w okna ;]

  113. Yergo, czyli na Twoim balkonie można palić, bo dym ucieka (tu zagadka – dokąd?), ale pod Twoim okienkiem już niechętnie, bo dym ucieka Ci do okienka? Urocze :D

  114. Jedna osoba palaca na balkonie przez 5 minut – bo jest moim gosciem, a nie pozwalam zapalic w mieszkaniu (co juz imo troche uchybia goscinnosci – ale kolor scian i mebli jest dla mnie cenniejszy) to moim skromnym zdaniem co innego niz ~5-25 osob pod oknem, ktore sie wymieniaja i dym jest non stop i w zupelnie innym stezeniu. Naprawde, nie dostrzegasz tej subtelnej roznicy?

  115. ja osobiscie przestalam chodzic do kawiarnii odkad wprowadzili te zakazy, a jezeli chodzi o puby to szukam zawsze takich, gdzie palenie nie jest zabronione. a na szczescie w lodzi sa takie miejsca. dzisiaj sluchalam w radiu, ze obroty w jednej z kawiarnii na piotrkowskiej spadly o 30% od momentu wprowadzenia zakazu palenia wiec nie wiem osobiscie kto robi sobie na zlosc.

  116. A ja lubię walić kupy w miejscach publicznych. Dlaczego jako mniejszość mam być dyskryminowany??? Dlaczego jestem zmuszony korzystać z zamkniętych odizolowanych toalet a nie mogę robić tego tak jak lubię – oddać stolec do reklamówki przy piwie w pubie, w pociągu w przedziale dla srających, nawalić do popielniczki w restauracji?? Czym to się różni od palenia? Przecież jedno i drugie śmierdzi. A od kupy przynajmniej nie dostaje się raka. Segritta, dlaczego jestem dyskryminowany??

  117. Są zakazy załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych w miejscach publicznych.

    Powołujesz się na to, że palący mieli wybór, bo mogli chodzić do knajpek dla niepalących. Uwierz, takowe były tylko w dużych miastach. W małych człowiek chcący wyjść do lokalu miał do dyspozycji tylko pizzerię, bo tam zwyczajowo się nie paliło. Piszesz, że palaczy potraktowano jak dzieci. A czyż nie zachowywali się i nie zachowują jak dzieci (tupanie nóżką, bo się powiedziało „nu-nu”). Spróbowałaś kiedyś zwrócić uwagę palaczowi, żeby nie palił przy tobie, bo sobie tego nie życzysz? Ja tak. Efekt był taki, ze gość z uśmiechem wyciągnął kolejnego papierosa. Ja miałem prawo powiedzieć, on miał prawo mnie olać. Rozumiem ból palaczy, ale powinni w tej sytuacji raczej zacisnąć zęby i uderzyć się w piersi z zasmołowanymi płucami, zamiast wykrzykiwać, że się ich udupia. Może czas wreszcie na refleksję? Podobno jesteś egoistką. To w ramach tego egoizmu truj siebie i tylko siebie. Nie dziel się tym dobrem z nikim, a zwłaszcza z tymi, którzy tego nie chcą… teraz już w imieniu prawa.

  118. „Są zakazy załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych w miejscach publicznych. ”

    To wiem, ale pytałam, czy jest zakaz tworzenia knajp dla srających. W sumie nie wiem, ale byłoby to łatwe do ominięcia, gdyby zwyczajnie miłośnicy wspólnego srania spotykali się w publicznych szaletach..?

  119. Heh, aż Ally McBill mi się przypomniała :-D

    To wszystko kwestia obyczajowości. Przyjęło się wspólnie palić, srać już niekoniecznie. Ale nie wszystko to, co nieobyczajne, jest niezdrowe ;-)

  120. Lubię Twój blog, Segritto, przyjemnie się go czyta, ale… Jesteś egoistką! Nie myślisz o tym, co czyją inni. A czują się źle – przynajmniej ci nie palący…

  121. Jarosław Godlewski napisał(a):

    pieprzysz bzdury
    ja rzuciłem 8 lat temu ale w dupie mam czy ktoś pali czy nie
    biernym palaczem moge być bo mi ten tzw smród sprawia przyjemność

    ale nie musze
    natomiast kurestwa i chamstwa nie toleruje i jak mi jakiś k***utas peta w korku przez okno wyrzuci to mu go potrafie z powrotem nawet w dupe wsadzić…
    jak mi jakiś h***uj by kolejnego peta wyrzucił to bym mu go nawet w ucho włożył z powrotem…
    wiedz tylko jedno palący ma prawo palić tak samo jak niepalący niepalić…
    jeśli u ciebie we wsi nie ma klubu dla niepalących to najlepiej jeśli taki stworzysz…. wdedy sukces masz gwarantowany… a i monopol w kieszeni…
    i nie musisz się męczyć na pisaniu na czyimś blogu

Dodaj komentarz