Urodziny „Gali”.

Brukowce dzielą się na takie, które jeżdżą po gwiazdach i te, które włażą gwiazdom w dupę. Te pierwsze zwykle nie dysponują własnymi wywiadami, bo gwiazdy się obrażają i boją o własny wizerunek, więc nie gadają z dziennikarzami, którzy źle o nich piszą. Te drugie natomiast cieszą się tzw. "zaufaniem gwiazd". To w sumie i tak wszystko jedno, bo nie ważne, czy się ufa dziennikarzowi czy nie, skoro to, co mówimy trafia do szerokiej publiczności i jest komentowane przez brukowce pierwszego typu.

Tygodnik "Gala" jest gwiezdnym dupowłazem. Nie jest to jakaś przygana, bo ja akurat lubię polskie gwiazdy i uważam, że zdecydowana większość z nich jest normalna i fajna. I naprawdę mi żal takiej mandaryny czy frytki, które są na każdym kroku oceniane za błędy, które większość z nas tak samo popelnia (tyle że nie publicznie). Jedyne, co mnie śmieszy w takiej "Gali", to fakt, że dziennikarki robią z siebie matki tereski a całej redakcji przypisywane są cechy czułego i altruistycznego organizmu. Taki lansik przez bibułkę.

"Happy birthday "Gala"!" pisze redaktor naczelna we wstępie do aktualnego wydania. O tak! Happy birthday, joyeux anniversaire, feliz cumpleaños, С днем рождения kupo kartek zbitych dwoma spinaczami. Wiem. Czepiam się. Ale co ja poradzę, że mdło mi się robi, gdy kolejne media probują na siłę zrobić z siebie legendę albo bezczelnie wmawiają odbiorcom, że pracuje się tam nie dla kasy, tylko dla radości tworzenia. Że już nie wspomnę o usilnych próbach wylasowania własnej nazwy poprzez używanie jej co drugie zdanie. Np. taki "Glamour" kiedyś na każdej stronie pisał, co jest glamour a co nie jest. Od kiedy to "glamour" jest przymiotnikiem języka polskiego? Łodewa. Wiem, że wciąż się czepiam. :) 

"Nie mogło nas zabraknąć w najważniejszych momentach życia naszych ulubionych gwiazd. Razem cieszyliśmy się z narodzin, ślubów, spotkań…" i "Towarzyszyliśmy naszym bohaterom w chwilach ich triumfu." (znów cycaty z "Gali"). Jasne. Cała redakcja pisma cieszyła się, gdy sie gwieździe jekiejś urodziło dziecko. Pewnie szampana otwierali. I gwiazda ta z pewnością podpisałaby się pod słowami "razem" i "towarzyszyliśmy" obiema rękami. Już ja widzę taką Anię Przybylską, która po narodzinach córki dzwoni do koleżanki: "Jest zdrowa i piękna! Razem z Galą nie możemy uwierzyć w moje szczęście!".  

"Jako pierwsi pisaliśmy o tajemnicach, o których gwiazdy powiedziały tylko nam." …i całej Polsce. Przykład tajemnicy: "MAGDA MOŁEK: Jestem osobą bardzo skrytą, niesmiałą. Moje życie dzieje się wśród najbliższych, z nimi piję drinka i spędzam czas". O kurna. No faktycznie tajemnica na miarę trojkąta bermudzkiego.  

Właściwie na tym już zakończę moje czepianie się. W sumie raz na jakiś czas lubię sobie kupić "Galę" czy inne "joy". Zwłaszcza do podróży. Komentarz zostawiam Wam.  

Komentarze do wpisu: 6 Napisz komentarz

  1. a szkoda ze sie bardziej nie rozpisalas, bo się podkręciłem tym tekstem, no ale cóż może kiedy indziej będzie dzień dobroci.

    czytałem parę razy galę, za dużo bezsensownych stron z kosmetykami, modelkami, poza tym wywiady to nic ciekawego… jedyną zaletą takich gazet jak gala czy viva są ciekawe sesje zdjęciowe, gdzieś czytałem że to kicz ale wolę oglądać kożuchowską wystylizowaną na lalkę z porcelany niż np nosowską bez makijażu w machinie

    a to, że Gala się chwali, cóż niektórzy pewnie w to uwierzą, a część gwiazd przyklaśnioe bo w dzisiejszych czasach bez takiej Gali, vivy czy brukowców typu fakt gwiazdeczki nie za bardzo potrafią funkcjonować

  2. no tak. pomijam fakt, że mnie to nie podnieca co się dzieje w życiu gwiazd, bo mnie w ogóle życie mało kogo interesuje :) to raz na jakiś czas [zwłaszcza u teściowej, bo ona to czyta dość regularnie] przeglądam takie gazety, a i tak zdarza mi się usłyszeć „jak to? nie wiesz, że x. poroniła?!” [sic!]. no ale podoba mi się to, że takie gale, vivy, są swoją poprawnością zwyczajnie łatwostrawne i przynajmniej mówią ludziom o czyms tak i tyle, ile gwiazdy chcą powiedzieć, bez sensacji i skandalu.

    seg i tu masz oczywiście rację, że to jest naciągane z tym identyfikowaniem się i jeszcze podciaganie pod to czytelników, bo chyba w jakiś sposób tak to ma działać, że skoro „my gala”, to „ty czytelniku z nami”. tak czy inaczej, ja cenię sobie gwiazdy, które na ile mogą, na tyle oddzielają życie zawodowe od prywatnego i są znane z tego co robią, a nie co się u nich w domu dzieje. chociaż niektórzy z tego „co u nich” żyją, więc też mi to właściwie rybka. sama takich gazet nie kupuję, bo wolę zwierciadło albo elle, ale jak mówiłam czasami bezdusznie wykorzystuję zasoby rodziny :)
    seg, czepiaj się dalej. podoba mi się :)

  3. a ja mam możliwośc darmowego przeglądania prasy z zaprzyjaźnionego relaya i jak sie nic nie dzieje w pracy to obskakuje wszystkie dostepne tytuły i przynam że lekture gali i vivy zaczynam od sprawdzenia na ostatnich stronach czy reni jusis byla na otwarciu nowego klubu premierze filmu, wypuszczenia nowej serii tuszów do do rzes, premiery nowego lexusa, urodzinach gosi baczyńskiej, urodzinach macieja zienia, lub na imprezie ratujmy planete itp, w 90% odszukanie reni kończy się sukcesem, kolejnym obowiązkowym punktem jest odnalezienie kożuchowskiej żeby wiedziec co nosi „polska ikona stylu” o śmiesznym głosie. Widzialem ja wczoraj w jakims programie modlitewnym który prowadzi i jej strój był daleki od ikony stylu

  4. he, a ja czytam w kolejce do fryzjera i potem szokuję znajomych newsami z życia jakiegoś oliwiera drewniaka.

    patrzą na mnie jakbym był z innej planety :-).

Dodaj komentarz