Uroki polowania na złych chłopców

Dlaczego ja zawsze zakochuję się w skurwysynach? – Z takimi słowami na ustach weszła do mnie wczoraj przyjaciółka, Darzybora. Oczywiście znała odpowiedź na to pytanie, bo nie wymaga ona doktoratu z psychologii. Tak zwani Źli Chłopcy byli, są i będą bardziej pociągający z wielu względów. Są niedostępni, co rozbudza nasze ambicje. Są pewni siebie, co sugeruje brak kompleksów. Na koncie mają mnóstwo złamanych serc, co prowokuje do próby utarcia im nosa. Wystarczy z resztą przeczytać kilka pierwszych z brzegu okładek Harlequinów, by zauważyć, że kobiety podniecają się hulakami, hazardzistami i kasanowami. Przeciętna kobieta podświadomie marzy o usidleniu takiego rozbójnika i sprawieniu, by właśnie jej oddał swoje serce. Chce być inna niż wszystkie. Wyjątkowa. Najlepsza. Chce być jego pierwszą i ostatnią właścicielką. To rodzaj testu, jaki kobieta robi sobie samej. Facet jest tu nieistotny. Chodzi o sprawdzenie, „czy jestem aż tak fantastyczna”. Ale przede wszystkim – źli chłopcy nie są nudni. Dają nam mnóstwo emocjonalnej rozrywki, uczuciowej huśtawki, endorfin, adrenaliny i generalnie nie pozwalają na zdziadzienie.

Darzybora boryka się z problemem Złych Chłopców już od dawna. Była nawet na terapii, gdzie powiedziano jej, że sama się pcha w te kłopoty, bo świadomie wybiera sobie pokopanych partnerów. I kazano jej w przyszłości logicznie analizować każdego kandydata pod katem cech nie do przyjęcia. Ma omijać hulaków, hazardzistów i kasanowów. I ma być miła dla miłych chłopców. Od kilku miesięcy Darzybora stosuje się do tych zasad i nieprzerwanie cierpi, bo rozum swoje, a serce swoje. Wciąż ciągnie ją nie tam, gdzie trzeba. Poznała nawet takiego fajnego faceta. Świetny jest. Taki mąż i ojciec idealny. Dobrze wychowany, inteligentny, uśmiechnięty i …wpatrzony w nią jak w obrazek. Wszyscy im kibicują. Psychoterapeutka im kibicuje. Darzybora nawet samej sobie kibicuje, ale im bardziej się stara, tym mniej on ją pociąga.

– Pierdol terapię – poradziłam jej elokwentnie.
– Ale ja nie chcę, żeby mnie znowu ktoś zranił…
– Na razie to ranisz samą siebie. Bo co to za frajda zmuszać się do pokochania jakiegoś nudnego, „odpowiedniego” chłopca, jeśli ewidentnie nie jesteś na to gotowa. Jesteś jak tygrys, który próbuje przejść na wegetarianizm. Nie wyjdzie Ci to na dobre. I co z tego, że czasem w wyniku polowania jakiś drapieżnik Ci ucho odgryzie? Albo antylopa kopnie Cię w szczękę? Trudno. Smak mięsa wart jest takiego poświęcenia. A Ty lubisz smak mięsa.
– No tak, lubię, ale nie chcę lubić…

Tu wychodzi paradoks pragnień kobiecych. Darzybora chce być szczęśliwa, ale nie umie zaakceptować cierpienia. Nie zrozumiała jeszcze, że to właśnie dzięki cierpieniu tak cudownie doświadcza potem szczęścia. Nie umie docenić roli „doła” w życiu. Jeśli marzymy o uniesieniach, musimy pogodzić się z upadkami. Jak w sinusoidzie. Są ludzie, którzy tych uniesień nie potrzebują. Sama znam kobiety, które wyszły za mąż za miłych, uczynnych, grzecznych i nudnych facetów. I te małżeństwa żyją, mają się dobrze i pewnie przetrwają kolejne zlodowacenie. Są szczęśliwe. Ale to ich szczęście ma się nijak do szczęścia mojego czy Darzybory, bo my sięgamy po gwiazdy – a oni tylko do koron drzew.

Kobiety dzielą się na jagniątka i tygrysice. Problem pojawia się wtedy, gdy taka tygrysica marzy o byciu jagniątkiem. To nie jest niemożliwe. Być może w pewnym momencie życia zmienią jej się priorytety i zakocha się w poczciwym misiu, którego zna od podstawówki i nagle odnajdzie przyjemność w leniwej codzienności. Ale póki bawi ją polowanie, walka z samą sobą jest bezcelowa.  Drogie tygrysice, zaakceptujcie swoją drapieżną naturę i pozwalajcie sobie na zakochiwanie się w tym, kogo wybierze Wasze serce.

Komentarze do wpisu: 20 Napisz komentarz

  1. „Drogie tygrysice, zaakceptujcie swoją drapieżną naturę i pozwalajcie sobie na zakochiwanie się w tym, kogo wybierze Wasze serce.”

    mhm. dystans pozwala nie fiksować. gdzie i po co się tak spieszyć? po drodze może być tyle fajnych miejsc, ludzi, a nóż widelec przypadkiem będzie też ten, przy którym będzie się chciało zostać dłużej? do tego czasu wyjście jest jak napisałaś, ale wg mnie też, jedno „pierdol terapię i żyj”. brak stałego faceta to nie choroba. raczej niewłaściwy u boku kwalifikuje potem do leczenia. tylko po co to komu?

    podpisuję się pod notką. banalna będę :)

  2. Nie sposób oprzeć się myśli że cześć kobiet jest w głębi duszy masochistkami, lubią cierpienie wywołane przez ,, złych facetów’ , lubią mieć przez nich doła, takiego słodkiego, uroczego doła , potem pogdać jeszcze z najlepsza przyjacółka o tym że ten świat jest taki popieprzony , a one są takie nieszczęśliwe i za jakis czas zrobić znowu to samo. Tylko że to nie prowadzi do niczego, twoja przyjacółka ,,tygrysica’ będzie powielać ten sposób postąpowania ciągle…. albo w końcu dorośnie. taka cieńka czerona linia między niedojrzałością a byciem osobą dojrzałą. dla mnie jej postępowanie jest tylko dowodem tego że psyhicznie nie jest dorosła ( choc metrylaknie pewnie tak) , w dalszym ciagu wewnętrznie jest małą dziewczynką szukającą przygód. i jeżeli tak bardzo kocha adrenalinę ….cóż jej sprawa. Bo chcącemu nie dzieje się krzywda.

  3. A mili grzeczni faceci musza udawac tych zlych abyscie sie nimi zainteresowaly :P a jak juz zacznie sie udawac to potem coraz bardziej podoba sie taki styl zycia i zaczynaja sie takimi stawac… zli faceci sa przez was :P Miejmy nadzieje po prostu ze twoja kolezanka trafi na takiego dobrego aktora a potem beda zyli dlugo i szczesliwie, jak pozna jego inne zalety niz bycie niegrzecznym chlopcem :P

  4. jest jeszcze jeden ,,urok’ polowania na złych chłopców. Kilka lat tremu moja znajoma -piekna ,inteligentna, pełna uroku kobieta-postanowiła przeżyć przygodę z takim złym facetem. Tylko że miala pecha bo facet okazał sie socjopatą , prawdziwym socjopatą, o mały włos jej nie wykończył. Przeżyła ciężkie załamanie nerwowe, przez wiele miesięcy musiała brać leki przeciwdepresyjne i chodzić na terapię do psychologa. ta przygoda odcisęła na niej trwałe piętno, dzisiaj ma się dobrze ale nie jest już tą samą osobą. Oczywiście nie życzę tego twojej przyjaciółce ale nidy nie wiadomo co przyniesie przyszłość . Może być tak że ,, przygoda’ zmieni się w walkę o przetrwanie, dosłownie.

  5. Ależ juju, nie trzeba być masochistą, żeby docenić rolę cierpienia w życiu i pogodzić się z jego istnieniem. Borzydara masochistką nie jest, przecież mówiła wyraźnie, że nie chce cierpieć. I – masz rację – ona nie dojrzała do spokojnego, stabilnego związku, ale to nie ma nic wspólnego z dorosłością ani z mądrością życiową. Ona nie dojrzała do związku tak samo, jak ja nie dojrzałam do kupienia sobie domu na wsi. A Twoja koleżanka miała pecha. Tak samo jak miała pecha moja znajoma, która związała się z miłym chłopcem, który po ślubie okazał się skłonny do uzależnień i odkrył swoje powołanie w damskim bokserstwie.

  6. dvorak, juju, panowie, wy chyba nie widzicie różnicy między ujarzmionym tygrysem (tygrysicą) „złym chłopcem”/”niegrzeczną dziewczynką” a męską/damską cipą. można mieć diabła za skórą i umieć i chcieć być potulnym. cierpi się wtedy (jak darzyborza czy borzydara :), gdy trafia się na kogoś, z kim nie da się tego zrobić, kto nie chce przy niej schować pazura. to zranione ego.
    jak ktoś jest cipą to będzie i żadne udawanie tego nie zmieni. kobiety wyczuwają to na odległość. a ujarzmienie/ potulność ma wymiar bardzo prywatny i 4ścianowy i nie jest dane jako stała niezmienna w równaniu. taki związek jest ciągle „żywy” i nie ma mowy o rutynie. darzybora to pewnie wie i dlatego wie, czemu tego chce. czytajcie ze zrozumieniem notkę :)

  7. Jak zwykle winne są stereotypy.

    Kobieta ma być rozsądna , cierpliwa, dobra, nie latać za facetem, ale jednocześnie przed trzydziestką znaleźć sobie obiecującego biznesmena-domatora i, ciągle przed trzydziestką, urodzić powiedzmy parkę uroczych dzieci. Nie osiągnie celu, jest głupia i zołza w dodatku, skoro nikt fajny jej nie chce, a nawet beznadziejna w łóżku, jeśli na dupę nikogo nie złapała. Przyjęło się przy tym uważać, że niestałymi w uczuciach zdobywcami bywają tylko faceci. A to nieprawda. Są całe rzesze kobiet, które właśnie zdobywają i… szybko się nudzą facetem, który został już ujarzmiony (zwłaszcza bez większego wysiłku) i nawet coś tam przebąkuje o ślubie… Bo to jak z tym króliczkiem. Fajne jest gonienie, nie złapanie… Zaś co do cierpienia, to niestety tak już jest, że nikt nie lubi być porzucany, bo to godzi we własne ego, co z miłością (do faceta) ma niewiele wspólnego. Rada dla Darzybory (aleś wymysliła, Seg!!!), zaszaleć i brać nogi za pas, póki on tego nie zrobi. Wtedy poczuje się wygrana i … nie nieszczęśliwa.

  8. dvorak, tylko jak ktoś gra, to wcześniej czy później przestaje. bo musi. tylko po co? jak ktoś nie ma czegoś w naturze, to niech zaakceptuje siebie. to moje podejście. po co zdobywać kobietę, która chce kogoś innego? nie rozumiem tego, ale nie muszę. a co do zmian, to masz rację. nie wierzę. po prostu ludzie poznają siebie i uczą się jak obracać swoimi cechami. które uwypuklać, które ukrywać, które rozwijać, które po prostu akceptować. a to nie jest „zmienianie się”. np. jak ktoś jest z natury nieśmiały, to taki pozostanie, tylko nauczy się jak jednak tę nieśmiałość omijać. i tyle. a co do kobiet, to nie napisałam, że wszystkie i zawsze to wyczuwają. no przecież, że nie. powinnam była napisać, że są ludzie, którzy to wyczuwają na odległość. skala wyczuwalności też jest różna. tylko i tak zapytam „ale po co?” :) (i to oczywiście moje zdanie. nadal masz prawo się z nim nie zgadzać. tylko ja po prostu nie zgadzam się z twoim).

  9. Segritta cirpienie ma sens tylko wtedy kiedy czemuś służy, tzn. z kolejnych nie spełnenych związków wyciągamy jakieś wnioski. Jeśli dziesiąty raz pani zakochuje sie w złym facecie bo ma taka wadę charakteru to wdług mnie powinna poracowąć nad sobą. dorosły człowiek stara sie nie popełniać błędów z przeszłości, nie powiela ich. ja nie neguje roli cierpienia w życiu żadnego człowieka ,tylko neguję konieczność/ przymus powtarzania tych samych błędów . nasze życie nie jest grą , tutaj wszystko dzieje się naprawde, i jeśli piszesz że twoja koleżnaka nie dorosła do spokojnego stabilnego zwiąku to znaczy że DALEJ będzie brnęła w związki które nie dają jej tak naprawdę nic poza zastrzykiem adrenaliny. mając 50 lat stwierdzi ze życie minęło jej na uganianiu się za kolejnymi kolesiami z którymi nie miała szans stworzyć trwałego związku( chyba że na stworzeniu trwałego zwiazku jej nie zależy) . I tak moja koleżanka miała pecha- ale pytnie brzmi czy warto było dla przygody przeżyć traumę.

  10. „Segritta cirpienie ma sens tylko wtedy kiedy czemuś służy, tzn. z kolejnych nie spełnenych związków wyciągamy jakieś wnioski”. Mam wrazenie, ze dla Ciebie zwiazek krotki to zwiazek niespelniony i wg Ciebie kobieta powinna dazyc do znalezienia sobie partnera na cale zycie. Wg mnie tak nie jest. Kobieta powinna się realizować dokładnie tak, jak chce.

    „Jeśli dziesiąty raz pani zakochuje sie w złym facecie bo ma taka wadę charakteru to wdług mnie powinna poracowąć nad sobą”. Borzydara nie zakochuje sie w złym ( w sensie „nieodpowiednim”) facecie, tylko w takim, ktory nie da jej stalego zwiazku. I tu tez odgadlas przyczyne. Ona NIE CHCE stabilnego zwiazku. Bo gdyby chciala, to by zakochala sie w facecie, ktory dysponuje odpowiednimi do tego cechami. Dlaczego powinna pracowac nad tym, czego chce i z czym jej dobrze? Ona powinna popracowac nad obchodzeniem sie ze swoimi facetami – a nie nad samym faktem, ze wybiera takich a nie innych.

    „DALEJ będzie brnęła w związki które nie dają jej tak naprawdę nic poza zastrzykiem adrenaliny. mając 50 lat stwierdzi ze życie minęło jej na uganianiu się za kolejnymi kolesiami z którymi nie miała szans stworzyć trwałego związku”

    I oby tak dluzej! O ile na tym jej zalezy. Mylisz sie, ze krotkotrwale zwiazki nie daja nic poza zastrzykiem adrenaliny. Oj mylisz sie :) Daja po prostu cos innego niz zwiazki dlugoterminowe.

  11. segritta w takim razie co dają jej związki krótkotrminowe,przyjemność płynącą z sexu? kilka tygodni facsynacji? odurzenia ? oderwanie się od rzeczywistości ? Tylko po co? co tak na prawdę z takiego życia wynika ? czy to jest AŻ TYLE czy TYLKO TYLE? czy kiedys patrząc wstecz na swoje życie będzie szczęśliwa, bo miała wielu kochanków.? To oto chodzi? mam wątpliwości czy tak żyjąc twoja przyjaciółka będzie szczęśliwa, po prostu mam wątpliwości.

  12. Wartościowanie szczescia na lepsze i gorsze na podtstawie roznycy postaw do niego jest moim zdaniem błędem. I wnioski z niego wyciągnięte podobnie.

    To, że dla Ciebie czy twojej przyjaciółki szcześciem jest ujarzmianie drani nie znaczy, że dla kogoś kto nie ma ochoty bawić się w samca w spódnicy (pokaże jaka to jest zaj*** bo tylko przy mnie on zostanie) szczęściem nie będzie stabilny związek emocjonalny z facetem ktory swojego jestejstwa nie buduje na dystansowaniu sie do ludzi i lęku przed zaangażowaniem..

    Poziom waszego szczęścia jest tak naprawde taki sam, sięga nieba, spełnienia i radości. różni was tylko to jak w tym niebie się znajdujecie. A nie to, ze Ty lub inna pani o Twoich poglądach jest relatywnie szczęsliwsza bo sięga wyżej.

    Dla mnie gonienie za ujarzmnieniem sobie konika, ktory sie mna znudzi tak szybko jak wystraszy się przywiązanie do mnie jest upokorzeniem, tak dla pokazania różnicy :)

    Nie oceniajmy które szczęscie jest bardziej i mniej bo z założenia jest to raz, że niemozliwe a dwa dyskredytujące cos tylko dlatego, że nie jest w naszym typie.

    Ja wolę jeżdzić japońskim autem, ale nie mowie przy tym, że niemieckie są duzo gorsze, bo ja jezdze japońskim ;)

    pozdr,

    Erill

  13. juju

    to, że kobieta zakochuje się w nieodpowiednich facetach nie znaczy że jest ich srylion i ma wielu kochanków. ę:/ sama mam takie tendencje a kochanków miałam mniej niż niejedna moja przyjaciółka.

  14. erill – czy to nie jest jednak relatywizm postaw życiowych? Moim zdaniem wartościujemy chyba wszystko co nas otacza ,przede wszystkim innych ludzi ,ich postawy , dążenia, cele,itd. Przecież przyjaciół wybieramy z większego grona osób które znamy, właśnie na podtawie tego w jaki sposób ich oceniamy. ja znam kilkaset osób ale przyjaciół mam 2 ( słownie dwóch).Osobiście mało mnie obchodzi jak stosunki z mężczyznami układa sobie przyjacółka segritty.Wyraziłem tyko swój pogląd że nie wierzę dokońca w taki przepis na szczęście i to wszystko. Bo tak mi podpowiada moje doświadczenie, mój rozum, moje przekonania.
    PS. ja też wolę japońskie auta;) jeżdżę Hondą Civic.

  15. ranger, zakochiwanie jest jedną z najlepszych umiejętności, jaką nam dała matka natura. ja się całe życie będę zakochiwać, w ludziach (facetach, kobietach, widokach, rzeczach) i z głęboką radością kontemplować ten stan. czasami z radością przyjmując, że już mi przeszło. strasznie nudne jest podejście ludzi do zakochania a jeszcze nudniejsze jest oczekiwanie, że każde zakochanie ma mieć jakąś kontynuację. nuda i strach :) od zakochania do czegokolwiek więcej są milowe odległości. zakochanie sama w sobie jest przeprzyjemne. a co do kontynuacji, to ja ciągle lubię co jakiś czas zapytać małża „ty myślisz, że to między nami to tak na poważnie?” :) szkoda mi dobromiły, bo nie potrafi czerpać tego co przyjemne, skupiając się na tym, co ciężkie.
    podejście juju jest skrajnie ortodoksyjne jak na moje przymrużone oko.
    to tak jakby pojechać w jakieś nowe miejsce, zachwycić się nim i chcieć już tam na zawsze zostać, bo jest tak pięknie. a takich miejsc widzimy w życiu sryliard i albo mielibyśmy nie poznawać, albo na stałe instalować się w każdym z nich :)

  16. jest jeszcze jedna możliwość wybrać jedno piękne miejsce , ponawać nowe, ale wracać tam gdzie nam jest najlepiej.czuję jakbym mrużył jedno oko…

Dodaj komentarz