W łazience z Gabrielle Solis.

Niedawno przyjechała do mnie w odwiedziny kuzynka. Kuzynka ledwo pełnoletnia. Przywiozła ze sobą dwie przyjaciółki. Dziewczyny miały do wyboru szeroką gamę miejsc, w których mogły spędzić te kilka dni: bary, muzea, parki, teatry, kina, inne miasta… I gdzie spędziły większość czasu? W łazience. Tak. W mojej łazience. Nie, nie potrzebowały stoperanu. I nie, nie śmierdziało tam potem trawką a na desce klozetowej nie było śladów bialego proszku. Do łazienki chodziły zawsze razem, zamykały się i gadały. Kilka razy dziennie. Po godzinę, czasem dłużej. Okazuje się, że łazienka owa przebiła nawet telewizor i komputer, do których również miały dostęp.

Teraz wytłumaczę coś panom, którzy przeważnie bardzo dziwią się kobiecej tendencji do chodzenia wspólnie do kibelka. Otóż takie wspólne eksapady na siku są tradycją bardzo pragmatyczną. W klubie, w knajpie, w restauracji… Po pierwsze: często do kibelka jest kolejka. Dzięki towarzystwu można umilić sobie czekanie przyjemną rozmową. Po drugie: taka rozmowa nie zawsze może być przeprowadzona przy facetach, bo oni nie rozumieją, jak można rozmawiać o uczuciach. Po trzecie: kobiety w toalecie nie tylko sikają – ale też poprawiają makijaż lub fryzurę. Chodzenie tam parami ma więc uzasadnienie ekonomiczne czasowo. Jedna sika – druga się maluje. :)

Tak jednak jak grupowa wycieczka do kibelka w knajpie ma swoje logiczne uzasadnienie, tak wspólne zamykanie się w łazience w czyimś domu jest już dla mnie niezrozumiałe. Ale nie tylko to dziwi mnie u panieniek na progu dorosłości.

Współczesne nastki są już kobietami wyzwolonymi. Bez zażenowania przyznają, że są zakupoholiczkami, mają fioła na punkcie mody, uwielbiają Gabi z „Desperatek” a zaawansowanie w związkach męsko-damskich mierzą ilością zdobytych doświadczeń seksualnych. Nie tak ja czy moja mama interpretowałyśmy wyzwolenie w wieku nastu lat. I nie próbuję teraz dorzucić swoich trzech groszy do walki międzypokoleniowej.

Po prostu zastanawia mnie, jakim cudem  taka Gabrielle Solis,gabi jedna z głównych bohaterek serialu „Desperate housewives” może być dla kogokolwiek wzorem do naśladowania. A najwyraźniej jest. I wiele młodych kobiet się do takiego wzorca bez zażenowania przyznaje. Gabrielle jest emerytowaną modelką, która chyba nie zdobyła żadnego wykształcenia, jej jedynym celem życiowym jest „dobrze wyglądać” a zostawiona przez męża nie potrafiłaby się sama utrzymać bez pomocy innego mężczyzny. Na domiar złego ta kobieta nie nadaje się nawet na kurę domową, bo nie jest ani dobrą matką, ani gospodynią. Nie umie właściwie nic. Jej zawodem jest… prostytucja małżeńska, bo tak można określić kobietę, która liczy na finansowy raj w zamian za sam fakt bycia seksowną kobietą. I taka kobieta jest idolką nowego pokolenia kobiet.

Wiem wiem.. Wbrew temu, co napisałam, to wygląda tak, jakbym wpisywała się w nurt babć psioczących na młodzież. Mi jednak nie przeszkadza głupota w społeczeństwie. Ona była i będzie. Wśród moich rówieśników też są idioci. Ba, niejeden profesor nie błyszczy inteligencją. Ja po prostu widzę w tym całym zjawisku jakim jest fanklub Gabrielle Solis jakąś Amerykańską Grypę. Zarazę, która doszła do Polski zza oceanu za pośrednictwem mediów. Bo pamiętam jak dziś, że kiedy kilka ładnych lat temu przyjechała do mnie znajoma ze Stanów, nie wiedziałam, kim jest Paris Hilton. Tereska zdziwiła się.

– Yyy… naprawdę nie wiesz, kto to jest Paris Hilton?
– Nie. A kim ona jest?
– Córką Hiltona. Hilton ma kupę kasy i pracuje w hotelarstwie.
– Aha. A kim jest Paris?
– No jego córką.
– A co ona robi?
– No jest jego córką.
– Aha.
– Seg…
– No?
– Ja się chyba przeprowadzę do Polski znowu. Chciałabym mieszkać w kraju, w którym nie musialabym znać Paris Hilton.

Komentarze do wpisu: 24 Napisz komentarz

  1. gladys_g,
    Takich kobiet jak Gabi jest mnóstwo. I nie ma w tym nic złego. W końcu nie każdy facet ma ambicje, by szukać w kobiecie inteligencji, a z kimś dzieci płodzic muszą. ;) Co więcej – ja lubię tę bohaterkę. Naprawdę ją lubię. Po prostu jest ona na drugim biegunie od jakiegokolwiek „wzorca”, i dlatego dziwi mnie, że coraz więcej słyszę głosów „ja chcę być taka jak Gabrielle Solis!”. To jest przykre. Nie sama obecność takich kobiet, tylko fakt, że nagle nasze córki/kuzynki/koleżanki chcą być takie jak one.

  2. Gabi nie jest taka jednowymiarowa. I nie mam na myśli wyłącznie jej figury ;)

    Bo po pierwsze, ona ma uosabiać pewien stereotyp (tak, trophy wife). Jest taką maksymalnie przerysowaną trophy wife, co w pewnym sensie wyśmiewa całą instytucję „cukiereczków dla misiaczków”. Czyż seksik z ogrodnikiem to nie kwintesencja stereotypu?

    Ale, ale – jest coś jeszcze. Czyli po drugie, Gabi czasami się łamie. Ma swoje uczucia i lojalności, ma dość paskudne doświadczenia życiowe (skąd jej przyklejony wiecznie uśmiech złotej dziewczyny? a może między innymi stąd, że gdy jej ojciec umierał na raka, matka nakazała jej go nie zamartwiać? i mała Gabi uśmiechała się jak mogła, bo tylko to mogła zrobić dla tatusia? a może stąd, że dzięki uśmiechowi złotej dziewczyny zdobyła niezależność – niezależność od seksualnych awansów ojczyma, który miał apetyt na piętnastolatkę?). Gabi potrafi pokazać, że ma uczucia i dba o tym, których szanuje i kocha.

    A po trzecie – jak ktoś już wspomniał, ona jest takim kolejnym w serii prztyczkiem w nos tradycjom WASPów. Jest taką tradycją wyśnioną przez WASPs, którą WASPs wolą trzymać w schowku, bo na zewnątrz mają Wartości Rodzinne i Dorabianie Się Ciężką Pracą. Dlatego proszę, nie upraszczajmy Gabi (choć ja tam osobiście wolę Bree).

    A że dzisiejsza młodzież….. Noo cóż, o tym co powyżej, można podyskutować, jak się ma jakieś odniesienia. Jakieś tło do interpretacji. Inaczej Gabi zostanie tylko kolorową laską-co-ma-kasę-na-zakupy. Bez głębi i przekazu. Ja zaś po współczesnej przeciętnej nastolatce głębi zbytniej i odniesień się specjalnie nie spodziewam.

  3. A dlaczego nie? Seks jest towarem, za który mężczyźni gotowi są płacić grubą kasę, dlaczego dawać im go darmo? Mi tam taka strategia bardzo się podoba i żałuję, że sama już tak nie mogę.

    Zresztą, cóż, nasze prababki robiły dokładnie to samo. Tylko my takie głupie jesteśmy. Pracujemy, zajmujemy się domem, dbamy o siebie, nigdy nas nie „boli głowa”. I co z tego mamy? Wielkie nic.

  4. Gabi zdecydowanie nie jest jednowymiarowa :) oj nie… i zawsze spada na czery lapy… i bynajmniej nie jestem nastolatka.. mam doktorat i nie jestem blondi… ale Gabrielle jest moja absolutna idolka :)

    radze obejrzec ze dwa sezony desperatek… a pozniej zaczac sie dopiero zamartwiac… bo wole wzorzec Gabi niz np Malgosi Mostowiak

  5. bublegum i regndronning, nikt nie jest jednowymiarowy. Każdy ma swoje uczucia i lojaności. Każdy też ma swoje traumy z dzieciństwa i problemy. Spadanie na 4 łapy Gabi zawdzięcza jedynie wspaniałomyślności scenarzystów. I kto to do cholery jest Malgosia Mostowiak?

  6. Tak, tak toż to sodoma i gomora! Ta dzisiejsza młodzież … Przecież praca z gatunku leżeć, pachnieć i nie przejmować się innymi głupotami nie została wymyślona dzisiaj? Kobiety miały kiedyś zajmowac się domem i dziećmi, a teraz mają wybór i część wybiera model sprzed lat czyli on poluje i przynosi zwierzynę do domu, a ona pilnuje ogniska domowego. Zmieniły się tylko akcesoria… Ani to nowe ani dziwne – postępem jest to, że jest wybór jak żyć. Kiedyś za dużego wyboru nie było…

  7. alrisa,
    „Zmieniły się tylko akcesoria… Ani to nowe ani dziwne – postępem jest to, że jest wybór jak żyć. Kiedyś za dużego wyboru nie było…”

    i co ciekawe, mając wybór niektóre kobiety dalej wybierają tak a nie inaczej. i nie bez powodu świat jest pełen kobiet, których życie nie ma sensu bez samca u boku i ” wszystko inne traci sens, gdy ciebie nie ma”. over and over. a ci niewdzięcznicy tego tak często nie doceniają ;)

    count_zero, masz ciekawą historię rodzinną. u mnie przechodziły z pokolenia na pokolenie akurat inne wzorce.

  8. Nie wez mnie za jakas nastoletnia fanke Solis ani w ogole fanke ale musze stanac w jej obronie. Co znaczy nie jest dobra matka i dobra gospodynia? Bo nie uwaza swoich dzieci za pepek swiata i znajduje czas dla siebie? Bo popija drinka kiedy one sie bawia zamiast non stop spedzac czas z nimi? Gospodyni… czyli ze ma sprzatac, gotowac, sadzic w ogrodzie, dbac o tzw ognisko domowe itp??? To dopiero stereotyp. Czyli kobieta jak tego nie robi – albo robi bez szczegolnych rezultatow – to nie jest dobra matka ani gospodynia. Co do tego ze by zginela bez faceta i ze niby uprawia prostytucje malzenska – nie wiem jak daleko jestes w ogladaniu filmu ale to wlasnie dzieki Gabi jej rodzina przetrwala trudny okres kiedy maz byl niewidomy. Gabi to kobieta – survivor, twarda, sprytna, wbrew pozorom kochajaca (wystarczy ogladac serial zamiast sie sugerowac cudzymi opiniami). A to ze dba o urode – i co z tego? Ze miala kiedys tam romans? Kto jest bez grzechu… Gabi jest fajna, rowna babka, nie matka udreczona czy kura domowa.

  9. Gabi Solis ma też drugą twarz. Zostanie żoną Carlosa pomimo, że on stracił cały majątek, nie opuści go gdy oślepnie. Przez pięć lat będzie utrzymywała dom i rodziną, rezygnując z bycia „kobietą luksusową”,sprzeda swoje drogocenne markowe kiecki i buty i zrobi wszystko aby Carlos i dzieci nie żyły w biedzie. Potrafi być szczerą i
    oddaną przyjaciółką. Gabi Solis potrafi pokazać, że ma wielkie serce i hart ducha.

  10. Nareszcie ktoś wytłumaczył tajemnicze rytuały, którym oddają się zbiorowo kobiety w łazience. To w sumie duża ulga, że chodzi tylko o sikanie i malowanie… :-)

    Jako ojciec córki, trochę się niepokoiłem.

    Bardzo się cieszę, że trafiłem na Pani bloga. Poleca Panią Rybitzky na Twitterze i słusznie.

    Chociaż Pani sceptycznego stosunku do Gabrielle nie podzielam. Może dlatego, że miałem kiedyś okazję porozmawiać z Evą Longorią, która gra tę rolę. To błyskotliwa i twarda sztuka, która gwiazdą została stosunkowo późno jak na hollywoodzkie warunki, a z rodzinnego Corpus Christi nad Zatoką Meksykańską do Los Angeles przebyła długą drogę. A że jej „Gabrielle” jest dość jednowymiarowa… Cóż, kwestia scenariusza… Jest chyba dość archetypiczna. To być może właśnie zachwyca kobiety, które widzą świat jako odwieczną walkę z czasem – o urodę i z mężczyzną – o jego portfel…

    Pozdrawiam serdecznie!

  11. O ile mnie pamięć nie myli, pisałaś kiedyś że puszczalskie kobiety są fajne i lepsze. Trudno się dziwić dziewczynom, że właśnie takie chcą być. Reszta jest statystyką. Tak jak niewiele jest na świecie prawdziwych tam, tak niewiele będzie puszczalskich w wysokim stylu.

  12. Jednowymiarowe bywają (stadami) bohaterki seriali, a także zadziwiającej liczby filmów fabularnych o pretensjach do artyzmu. Traumy i problemy bohaterek tychże seriali i filmów bywają podawane w sposób niestrawny i wysilony, bywają papierowe lub plastikowe.

    „Desperate Housewives” to zabawa konwencjami, stereotypami, trochę duchem narodowym Ameryki – bardzo przekorna, a nawet przewrotna, więc co ma być skrzecząco plastikowe, w neonowym kolorku, to w Desperatkach jest właśnie takie a nawet bardziej. Ale przez tę szczerość chwyta za serce. Bo ostatecznie niczego nie udaje.

    Oczywiście, że Gabi spada na cztery łapy dzięki wspaniałomyślności scenarzystów – a bo niby jakże inaczej, skoro jest postacią fikcyjną?

  13. Mam wrażenie że sporo osób odeszło od tematu. Post jak sądze nie jest o „Desperatkach” i ani jednej z „desperatek” tylko o pewnym zdobywającym coraz więcej zwolenniczek pomyśle na życie czy marzeniu o byciu „trophy wife”. Życiu w którym robi się niewiele poza dbaniem o urodę.
    Sam do pewnego stopnia widzę takie trend. Znałem sporo studenciar które nie umiały gotować i z jakiegoś powodu były z tego dumne (jedna bała się nawet wziąć do ręki kiełbasę) a do wszelkich „męskich” prac typu naprawy czy przenoszenie czegoś ciężkiego potrzebowały faceta.
    Co do „naszych babek” to mam wrażenie że sporo osób ma dosyć mgliste o tym pojęcie. Owszem kobiety dawniej rzadziej pracowały ale naprawdę mało która nie robiła w domu nic. Takimi „trophy wife” mogły zostać conajwyżej arystokratki czy też żony fabrykantów a i one nie wiodły beztroskiego życia wolnego od obowiązków bo dom któs musiał prowadzić a należenie do towarzystwa także nakładało na nie obowiązki. Pozostałe 99% kobiet miało naprawdę sporo roboty w domu (dzieci, sprzątanie ,pranie itp.) Stawiam flaszkę dobrej whiskey temu albo tej która mi pokarze 60-latke która nie umie gotować albo uważa że nie powinna umieć.
    Poza tym zapominamy chyba że Polska to nie Anglia czy Francja. Owszem to facet chodził do pracy ale wypłatą zarządzała już żona. Tak było 40 lat temu a także przed wojną i dotyczyło zarówno rodzin robotniczych jak i jak i ludzi wykształconych i dobrze sytuowanych (np. oficerów Wojska Polskiego w II RP). Roman Dmowski przez całe życie powtarzał że Polska to kraj rządzony przez kobiety. I się z nim zgadzam:)

  14. Cockney, z tym że Polska jest rządząna przez kobiety za nic się nie zgodzę.
    Przez kobiety rądzone są Hiszpanie, Francja, Włochy, już znacznie mniej Niemcy i Holandia a Polska w porównaniu z nimi to jest „patriarchalne marzenie”.

  15. Segritta, postanowiłem poprawić interpunkcję kopiując twoje teksty, następnie kasując wszystkie przecinki w edytorze a na koniec przywracając je ręcznie (na ile potrafię poprawnie). Zastanawia mnie zdanie:

    Ja po prostu widzę w tym całym zjawisku jakim jest fanklub Gabrielle Solis jakąś Amerykańską Grypę.

    Czy nie zabrakło „,”?

    Pozdrawiam, mój Ty nieświadomy nauczycielu :)

Dodaj komentarz