Witam, panie Michale. Podpisano: Internet.

O CO CHODZI?

Michał Rusinek, sekretarz Wisławy Szymborskiej, opublikował w czwartek następujący status na fejsbuku:

przestaję odpowiadać na listy, które rozpoczynają się od „witam”

Na reakcję Internetu nie trzeba było długo czekać. I reakcja ta była głównie negatywna. Oczywiście znalazło się też sporo zwolenników Rusinka, którzy zalajkowali jego post i przyklasnęli mu w komentarzu. Profil autora ożył też natychmiast a krakowska Gazeta.pl błyskawicznie przygotowała z nim wywiad na temat kontrowersyjnego oświadczenia. Wynika z niego, że Michał Rusinek nie lubi słowa „witam” na początku maila, bo uważa, że „używanie tego słowa jest zasadne tylko w jednej sytuacji. Tak może do nas powiedzieć gospodarz lub gospodyni, kiedy do niego/niej przychodzimy. Jest wtedy powitaniem, a nie przywitaniem”. Dowiadujemy się też, że drażniący jest dla niego zwrot „panie Michale” a „pozdrawiam” na koniec listu jest kłopotliwe, bo nie ma już w tym serdeczności.

CO MÓWIĄ JĘZYKOZNAWCY?

Mówią, że Rusinek nie ma racji. Owszem, słowo „witać” pochodzi od witati czyli „mieszkać” i pierwotnie było używane jedynie w kontekście przyjmowania gości (Aleksander Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa 1957). To znaczenie przetrwało w takim słowie jak zawitać. Nawet jednak Brückner przyznaje, że znaczenie tego słowa się zmieniło (już wtedy!). Potwierdzają to współcześni językoznawcy.

Kiedy ktoś wita kogoś lub kiedy wita się z kimś, to wyraża radość lub zadowolenie ze spotkania z nim, np. mówiąc mu dzień dobry lub podając rękę. (…) Słowa „witam”, „witamy” używane są jako formuły powitania, zwłaszcza w sytuacjach powitalnych.

Mirosław Bańko, Inny słownik języka polskiego, Warszawa 2000

Wyraz używany jako pozdrowienie, zwykle w sytuacjach oficjalnych lub w odniesieniu do osób nam bliskich. Np.: Witamy państwa i zapraszamy do oglądania naszego wieczornego programu. Witam państwa na kolejnej sesji giełdowej. Witamy miłych gości! Witaj kochanie!

Andrzej Markowski, Nowy słownik poprawnej polszczyzny, Warszawa 1999

Widzę, że tylko Bralczyk podziela niechęć Rusinka do „witam”, ale robi to w sposób dużo bardziej tolerancyjny i przyznaje, że trzeba będzie zaakceptować nowe (sic!) znaczenie tego słowa.

CO MÓWI UZUS?

Michał Rusinek w wywiadzie dla Gazety.pl: Kiedy studenci piszą do mnie mejle, które zaczynają się od „witam”, to jak mam to odebrać? Że internet jest ich przestrzenią, że są jego gospodarzami?

Żeby tak to odebrać, trzeba założyć, że studenci specjalnie używają pierwotnego znaczenia słowa „witam” a chyba nikt o zdrowych zmysłach i znajomości współczesnego języka polskiego nie będzie ich o to posądzał. Studenci używają po prostu słowa „witam” tak, jak ich do tego uprawnia jego definicja. Jako pewnej formułki na przywitanie się z drugą osobą. Formułki używanej powszechnie, rozumianej przez większość społeczeństwa, usankcjonowanej przez słowniki. Odbieranie tego jako deklarację, że „internet jest moją przestrzenią” jest stanowczym nadużyciem, które jest dla mnie wyrazem jakiegoś kompleksu związanego z siecią. Nie wiem, może Michał Rusinek czuje się tu niepewnie. Może trzyma się przestarzałych formułek, bo jest to sfera, w której jest silniejszy od przeciętnego internauty? W wywiadzie widzę też kompleks krakusa, zarówno u Michała Rusinka jak i u prowadzącej wywiad. Spójrzcie zresztą na printskrina. Kraków chce edukować Warszawę (ale ona i tak nie zrozumie) ;)

Ach, ta pokusa diagnozy psychologicznej jest czasem silniejsza ode mnie. Przepraszam, panie Michale. Och! przepraszam ponownie, szanowny panie. Przecież tylko się droczę ;)

Dla mnie słowo „witam” jest bezcennym wytrychem, którego można używać zamiast sztywnego „szanowny panie” (zwłaszcza, jeśli nie wiemy, czy adresatem będzie mężczyzna czy kobieta. Jestem wyjątkowo uczulona na wszelkie „Szanowny panie / szanowna pani”), bo bardzo wielu ludzi używa tego zwrotu ironicznie, gdy adresata notabene nie szanuje (vide michnikowskie „wielce szanowny panie pośle”).

KAŻDY MA SWOJE DZIWACTWA JĘZYKOWE

Tak. Choć nie podzielam zdania Michała Rusinka, jego podejście szanuję, akceptuję i wręcz uważam za fajne. Bo fajnie, że ludzie mają swoje sympatie i antypatie wśród słów. Michał Rusinek szanuje etymologię „witam” i lubi, gdy pamiętają o niej jego rozmówcy. Nie ma w tym nic złego. Sama czasem staję w opozycji do językoznawców np. w przypadku „mi to się podoba”, gdzie wbrew słownikom nie używam zalecanego na początku zdania „mnie” albo w słynnym już na blogu tekście o „notabene”, gdzie twierdzę, że Kopaliński się …pomylił ;) Kominek kasuje komentarze, gdzie pojawia się znienawidzona przez niego emotikonka „:p”. W liceum zaś do wszystkich nauczycieli można się było zwracać per „pan”/”pani”, ale jedna romanistka wymagała, by mówić do niej „pani profesor”. Było to dla mnie o tyle kłopotliwe, że nigdy nie zaakceptowałam tego zwyczaju nazywania magistrów (a czasem nawet nie) w szkołach średnich tytułem, który trochę trudniej jest osiągnąć i który moim zdaniem był zarezerwowany dla prawdziwych profesorów. Ale cóż.. Szkoła nie bajka, trzeba się było dostosować. Gdybym miała zajęcia z Michałem Rusinkiem pewnie też zaczęłabym się pilnować, by maili do niego nie zaczynać od „witam”.

Poza tym czasem mam wrażenie, że cała ta afera z „witam” została wszczęta celowo, by skupić uwagę na MIchale Rusinku i wydarzeniu dużo ciekawszym od formułek powitalnych – a mianowicie na nagrodzie literackiej im. Wisławy Szymborskiej, która to nagroda ma w przyszłym roku zrobić trochę zasłużonego zamieszania w polskim świecie literackim – a Bug mi świadkiem, że ten światek rewolucji potrzebuje i trochę szumu medialnego się przyda.

Coś mi też mówi, że fejsbukowa deklaracja Rusinka jest raczej wyrazem pewnych preferencji językowych a nie faktyczną groźbą usuwania maili. Po prostu zbyt poważnie do tego podeszliśmy (m.in. ze mną, autorką tej długiej notki ;)), a to przecież tylko jeden z wielu statusów wrzucanych na fejsa. Ot taki językoznawczy odpowiednik:

Boże. Człowiek, który wymyślił cieliste legginsy, powinien zostać natychmiast powieszony (by Luca)

Komentarze do wpisu: 42 Napisz komentarz

  1. Ja 90% maili zaczynam od witam i kończę na pozdrawiam. Jeśli Pan wspominany wyżej miałby z tym problem – to jego problem. Dziwaków jest wielu, każdy lubi wypłynąć i mieć swoje 5 minut.

    1. A ja pisze maila zaczynajac od ‚witam’ bynajmniej nie przez zacisniete zeby, ja po prostu wiem, ze jestem lepszy od calej reszty swiata i sie do tego, przeciwnie do niektorych, przyznaje – 98% ludzi to idioci, wiec trzeba jakos zasluzyc, zeby sie znalezc w tych 2 % populacji :P A jak ktos ma przez to poczucie nizszosci – to niech nie spi przez 3 noce z tego powodu, moze mu przejdzie. ‚Witam’ jest neutralno-doscgrzeczne, ‚czesc’ zbyt poufale, ‚szanowna pani/pan’ zbyt oficjalne, ‚dzien dobry’ – banalne i juz tak obojetne, ze sie go nie zauwaza, szkoda, ze w jezyku poslkim nie ma formulki ‚Sir’, ‚Madame’ – to znacznie uprosciloby zycie domoroslym interpretatorom slowa witam (opcja: witaj), ale z kolei wzbudziloby dalsze dyskusje typu francuskie mademoiselle, madame i tp . Pismaki zawsze wyciagna cos, zeby wzbudzic emocje.

  2. „Witam” brzmi w moich uszach bardzo protekcjonalnie. Jeśli napisze tak szef do podwładnego – ma do tego prawo, natomiast w życiu nie napisałabym tak do wykładowcy, czy nawet do kogoś o równym mi statusie. Jeśli sama zostanę kiedyś kimś, do kogo pisze się „Szanowna Pani”, a zobaczę „Witam”, a na końcu, miast „wyrazów szacunku” – „Pozdrawiam” zacznę sobie wyobrażać mojego interlokutora jako niewychowanego, aroganckiego buca. Nie żebym miała być tak delikatna na punkcie swoich statusów… tak się po prostu nie robi!
    Nie wiedziałam o co chodzi z tym wybuchem nad artykułem – do tej pory było to dla mnie oczywiste i myślałam, że dla innych również jest. Nie znam wielu Warszawiaków, za to wychowywałam się w środowisku małopolsko – podkarpackim. Może dlatego.

    1. Ja za to nie znam wielu krakowian, a wychowałam się w Mazowieckiem, i również to wszystko wydawało mi się oczywiste. W Warszawie też profesorowie nie życzą sobie często, by ich witać i pozdrawiać i wydaje mi się, że w całej Polsce jest podobnie – wszędzie jedni „szanują i poważają”, a inni „witają i pozdrawiają”. Zgadzam się z Tobą całkowicie, tylko po co te regionalne przepychanki i uogólnienia?

  3. Przyłapuję się na tym, że coraz częściej używam formy „witam”, ponieważ jest po prostu wygodna. Z logicznego punktu widzenia nie pasuje ona jednak do korespondencji. Dla mnie „witam” oznacza, że kogoś goszczę u siebie (tu się zgodzę z Rusinkiem), a poprawną formą rozpoczęcia listu powinno być „witaj”. Tylko to „witaj” odbierane jest już jako dość spoufalające – jeśli nie jesteśmy w bliskich relacjach z adresatem, słowo to może wydać się zbyt bezpośrednim zwrotem. Tradycyjnie wszelką korespondencję do nieznajomych osób zaczynam od „Szanowny Panie/ Szanowna Pani/ Szanowni Państwo”. A „witam” zostawiam sobie na później. :-) Ale w gruncie rzeczy uważam, że z tym „witam” nie ma co walczyć – zdominowało korespondencję (zwłaszcza w Internecie) i pewnie tak już pozostanie. Jeśli już, to walczmy z tym nieszczęsnym użytym przeze mnie w poprzednim zdaniu „Internetem” – dlaczego poprawna forma to wciąż „Internet” (wielką literą) – buk jeden raczy wiedzieć…

  4. @ do autorki – „a Bug mi świadkiem” – Szanowna Pani Bog, a nie Bug

    @ do Karola, 26 kwietnia 2012 o 10:15 – Bog jeden raczy wiedziec, a nie „buk jeden raczy wiedziec”

    1. hm, jakby to powiedziec, zeby dotarlo, ale za bardzo nie urazic…. otoz w zasadzie masz racje… ale nie w tym przypadku…. nalezaloby cos wiecej wiedziec o naszej ulubionej, przez niektorych czczonej jako bostwo, autorce bloga, a przynajmniej ocenic zasob wiedzy o jezyku polskim (tu odsylam do menu i kategoii: Jezyk polski) i erudycje wyzej wspomnianej, aby zrozumiec, ze niektore niepoprawnosci jezykowe sa tu uzyte w formie stylizacji, dla podkreslenia takich, a nie innych pogladow swiatopogladowych. Osmielilem sie zabrac glos w tej sprawie, gdyz mnie, jako osobie postronnej, o wiele zgrabniej jest wyjasnic w czym rzecz… Nalezy sie przygotowac na dalsze uzywanie przez Jej Magnificencje slow w rodzaju buk, Bug, a nawet o zgrozo „bók” w funkcji okreslenia istoty niematerialnej uznawanej przez niektorych za najwyzsza. A tak z ciekawosci, nie zastanowilo slowo w juz tu wspominanym menu i podkategorii „Segritta w podrurzach”? Z ufnoscia wierzacy w opamietanie sie i niewyglaszanie nieprzemyslanych sadow ólóbieniec bloga

    1. Otoz nieurazanie ma na celu zachecenie do samodoskonalenia, a nie zjechanie w trzy dupy, jak to zwykle robia nauczyciele w szkole, az w piety pojdzie i czlowiek stoi z czerwonymi uszami na srodku klasy i potem jest obiektem kpin wcale nie madrzejszych od siebie ‚kolegow’. Bardzo latwo zabic w dziecku naturalna ciekawosc swiata i radosc z poznawania przez zabawe. Tak na moje oko mysle, ze miales do czynienia z podobnymi mistrzami pedagogiki. Obiektywnie rzecz biorac najpierw uczy sie dzieci jak sie powinno pisac, a potem objezdza, jak zauwaza, ze cos jest nie tak, ze glupie – to tak powinno byc?

        1. to nie powód, zeby nie probowac wczuc sie w czyjas sytuacje. Jest takie zjawisko jak empatia, mentalnie niedostepne dla niektorych.

        2. Ja bardzo empatycznie informuję Magdę, że jest kretynkom, bo jak się do kogoś wchodzi w gości, to się sprawdza reguły tam panujące. Jest dorosła, dała dupy, to niech weźmie na klatę konsekwencje.
          Ty, tłumacząc jej jak dziecku, robisz z niej inwalidę intelektualną.

    2. Oj tam reguły. To jest inside joke, który rozumieją tylko stali bywalcy. Fakt, że lepiej najpierw sprawdzić coś, zanim się to zjedzie – ale myślę że komentarz Macieja był wystarczającą nauczką dla Magdaleny i nie trzeba go poprawiać.

  5. Moment, ale przecież tutaj chodzi o konkretną sytuację — student piszący do wykładowcy. Takie listy to są z definicji listy oficjalne. Ja teżnie trawię studentów piszących do mnie „witaj”, bo są cool, super, wyluzowani, i mają w nosie jakieś tam zasady. Co innego, kiedy pisze do mnie np. ojciec kolegi mojej córki z klasy — tutaj może być „witam”, a co innego, kiedy pisze student w oficjalnym liście. Tutaj naprawdę nie ma co dyskutować, ja naprawdę nie rozumiem jakim cudem ktoś może sobie wyobrażać, że student będzie dyktował wykładowcy, jak ma się do niego zwracać.

    A „Panie Michale” naprawdę jest niegrzeczne. Tzn, źle powiedziałem: jest niegrzeczne w pewnym kontekście. Np. Listonosz nie powinien do mnie mówić „Panie Arkadiuszu”, to świadczy o jego braku wychowania. Facet od ubezpieczeń, z którym znam się od lat, mógłby mówić „Panie Arkadiuszu”, bo nie przejdę na pewno z nim na Ty, a jednak znamy się już wystarczająco długo, by przejść na mniej sztywne formy.

    1. szczegoly to sa, nie macie o czym sie rozpisywac, tylko ze listonosz to nie, a ubezpieczyciel to tak? A ja uwazam, ze jak ktos nadmiernie dopomina sie szacunku to naturalne jest, ze nie kazdy uwaza, ze jest tego szacunku godzien, a w ogole to zwrocenie sie do kogos jakos nietypowo nie powinno byc powodem do obrazania sie, to swiadczy o malostkowosci i kropka. Ja sie nie obrazam, jak mi malolat, kolega latorosli powie per ty, swiat sie od tego nie zawali, a jakies tam tytuly przed nazwiskiem dane mi bylo zdobyc, ale za brak klasy uwazalbym, zeby je na swojej wizytowce zamiescic. To czlowiek swiadczy o swojej klasie, a nie tytuly przed imieniem na wizytowce. A juz do rozpuku rosmiesza mnie fraza: nazywam sie Doktor Iksisnski. Doktor – bardzo ladne imie…

      1. Ale tu nie chodzi o małostkowość i czepianie się. Chodzi o to, że forma „witam” wcale nie jest niegrzeczna i wcale nie ma na celu wywyższenia się. Arkadiusz dał przykład „witaj”, który jest już „tykaniem” i jako takie za niegrzeczne może uchodzić, zwłaszcza, że student pisze do wykładowcy. Ale nie o „witaj” mówimy, tylko o „witam”. I to już nie jest niegrzeczne wg reguł języka polskiego. Może tak się niektórym wydawać, tak jak ja sobie mogę wymyślić, że nazywanie mnie „kobietą” jest niegrzeczne, no kiedyś przecież było to słowo obelżywe.

        1. jak zwykle, ostoja zdrowego rozsadku i trafnosc spostrzezen, nic dodac, nic ujac… no ale po to sa komentarze, zeby sobie a propos slonia pozauwazac rozne smieszne zjawiska, tym tylko moge sie tlumaczyc

  6. Ja może nie kasuję e-maili zaczynających się od „Witam”, ale od początku tego zwyczaju w polskim internecie, niemiłosiernie mnie to irytuje. Sam nie używam takiego przywitania. W e-mailach oficjalnych piszę po prostu „Dzień dobry”. I tu często spotykam się z kretyńską opinią „A skąd wiesz, czy ktoś będzie czytał tego e-maila w dzień, a nie wieczorem lub w nocy?” Nie wiem. Okazuję w ten sposób, że nie spodziewam się, iż odbiorca będzie zajmował się moją sprawą w swoim prywatnym czasie.
    Definicja czasownika „witać” jest różna w różnych słownikach, przeróżne są interpretacje, jednak jest jedna cecha niezmienna. „Witać” określa REAKCJĘ – na spotkanie, przybycie, odwiedziny, whatever. Jeśli inicjuję kontakt z kimś, to nie piszę „Witam”, bo nie mam jeszcze na co reagować. To druga strona może mi odpisać „Witam”, ponieważ REAGUJE na mojego e-maila.
    „Witam” w e-mailach dawno temu zainicjowało młode pokolenie, które, jako bardzo mocne i odważne w klawiaturze, w ten sposób zapragnęło uniknąć ukazania szacunku i / lub zależności od osoby, do której piszą. Ci sami ludzie, którzy zaczynają oficjalne e-maile od „Witam”, nie rozpoczynają tak bezpośredniej rozmowy z panią na poczcie czy w urzędzie. Ciekawe, dlaczego?
    Dziś „Witam” jest już raczej używane bezwiednie, bezmyślnie. A teraz jakaś taka dziwna moda jest, że jak ludzie popełniają błędy językowe, to językoznawcy podchodzą do tego na zasadzie „Skoro tyle ludzi tak mówi, to należy to dopuścić jako poprawne”. Każdy językoznawca z takim podejściem nie jest dla mnie autorytetem.

    1. Dowiedziono,ze czlowiek uwaza teksty zbiezne ze swoimi pogladami za lepiej umotywowane, spojniejsze, lepsze od tych przeciwnych, mimo ze dla kogos, niezaangazowanego argumentacja obu wyda sie zblizona (za: Derren Brown, ‚Sztuczki umyslu’). A jesli odpowiadam na maila, to juz bezkarnie moge uzyc slowa ‚witam’, bo bedzie to wtedy reakcja na poprzedni list?

      1. Jeśli odpowiadasz na e-maila, to według mnie możesz zacząć od „Witam”. Nie tylko dlatego, że jest to reakcja. Również dlatego, że na ogół oznacza to, że ktoś ma do Ciebie jakąś sprawę, czyli niejako przychodzi do Ciebie i Ty w tej sytuacji jesteś gospodarzem, który wita. Ja nigdy nie używam „Witam”, bo osobiście wydaje mi się to zbyt pretensjonalne, takie wywyższanie się.

  7. a jezykoznawca ma rejestrowac zjawiska zachodzace w zywym jezyku, a nie byc autorytetem, bo autorytety to zguba dla samodzielnego myslenia, a ludzie i tak beda gadali tak, jak im sie to podoba, czyli na zasadzie ekonomii jezyka, i o ile bedzie to zjawisko powszechne, to stanie sie norma jezykowa, nie zapominajmy, ze jezyk od zarania tworzyli ludzie, a nie jezykoznawcy

    1. Autorytet nie musi wykluczać samodzielnego myślenia. To chyba jednak temat na zupełnie inną kwestię.
      Sedno tkwi właśnie w tym, co napisałeś, że ludzie i tak będą gadali tak, jak im się to podoba. Ale to nie znaczy, że będą mówić poprawnie. Owszem, tworzą normę językową. Jednak norma i poprawność językowa nie muszą się pokrywać. A zasad poprawności językowej nie można według mnie zmieniać według widzimisię większości ludzi. W języku nie chodzi tylko o to „byleby się dogadać”. Reguły poprawności językowej mają krytyczne znaczenie na przykład w prawie, dokumentach, umowach, gdzie nawet przecinek może decydować o interpretacji, a tym samym czyimś losie. Dlatego uważam, że zasad poparwności językowej nie można naginać na lewo i prawo wedle kaprysu pospólstwa.

      1. A jednak dla kaprysu pospolstwa zmieniono niedawno np. niepoprawna wg mnie forme: unikalny (taki ktory unika chyba) wobec poprawnej, a uzywanej tylko przez tych, ktorzy wiedzieli co znaczy formy: unikatowy (stanowiacy unikat, rzadkosc, rarytas). Obie teraz sa dopuszczalne i, choc rażą me hrabiowskie uszy, raczej niczyich losow nie zmienia. Nie przesadzajmy z tym krytycznym, w sensie kluczowym dla losow jednostki jedynym poprawnym znaczeniem danego slowa.

        1. O! Bardzo dobry przykład. Termin „unikalny” funkcjonował wcześniej pod jednym, prawidłowym znaczeniem – bezwzględnie niepowtarzalny, jedyny. Jest to termin szeroko używany w naukach ścisłych (np. unikalny numer identyfikacyjny), w marketingu (np. unikalny użytkownik), jak również wspomnianym przeze mnie języku prawniczym (np. unikalne dzieło – to w kontekście praw autorskich). Jak dla mnie, zmiana czy tylko nawet poszerzenie znaczenia słowa „unikalny” jest dramatyczne w skutkach.

        2. unikalny nie jest wczesniejszy, to unikatowy jest wczesniejszy i chyba lepiej oddaje znaczenie, unikalny to rusycyzm i wg mnie powinien znaczyc: dajacy sie uniknac. Polecam kilka interpretacji (http://portal.slowniki.com/index.php?option=com_content&view=article&id=9:unikalny–unikatowy&catid=3:artykuly&Itemid=8, http://www.sjp.pl/unikalny a zwlaszcza: http://www.oil.org.pl/xml/oil/oil68/gazeta/numery/n2008/n200811/n20081139, aczkolwiek nie moge juz teraz zarzucic unikalnemu niepoprawnosci. A przeciez jest tyle pieknych synonimow (za ostatnim cytowanym): wyjątkowy, rzadki, inny, nietypowy, niespotykany, niecodzienny, nieczęsty, bezprecedensowy, jedyny, jeden jedyny, jedyny w swoim rodzaju, odosobniony, niezrównany – i wiele innych.
          Ale oczywiscie to jest tylko moje zdanie i nie trzeba sie z nim zgodzic.

  8. Szanowny Panie Danilecki (nie odważyłem się na formę: Panie Arkadiuszu), może Pan rozwinąć swoją myśl: „…ja naprawdę nie rozumiem jakim cudem ktoś może sobie wyobrażać, że student będzie dyktował wykładowcy, jak ma się do niego zwracać.” w kontekscie poprawnej formy „witania się” w mniej lub bardziej oficjalnych mailach?

    Z wyrazami szacunku.

    1. A ja osobiscie uwazam zdanie: ‚nie wyobrazam sobie, ze student bedzie dyktowal wykladowcy, jak ma sie do niego zwracac…’ za przejaw ukrytych kompleksow wykladowcy, choroby tzw adiunktow, ktorzy, wobec malego dorobku naukowego wyzywaja sie na biednych studentach, tresujac ich, jak powinni sie zwracac, zachowywac itd. Przeciez ow nieszczesny student moze byc dwa, ba nawet wiecej razy madrzejszy od wykladowcy, niekoniecznie w danej dziedzinie (podaj wysokosc plonow owsa w kwintalach w roku 1978, dwie sekundy do namyslu – z czego to cytata?:), ale zyciowo, jest przeciez student czlowiekiem, wg konstytucji rownym drugiemu, a jakies konwenanse, tradycje, zalecenia etykiety dobre sa dla tych, ktorzy w ogole nie wiedza jak sie zachowac. Ja, bedac wykladowca i reagujac alergicznie na jakiekolwiek tykania typu witaj, osmieszylbym sie tylko. To student tylko czyha jakby tu zlekcewazyc profesora? Szacunek do mnie ma wynikac z tego, jaka jestem osoba, co soba reprezentuje, jaki mam dorobek, jak sie odnosze do innych, a nie od tego czy mam doc, dr, dr hab, mgr inz., prof, czy inny skrot przed nazwiskiem. A w ogole w relacji student – wykladowca najwazniejsze jest przeciez przekazanie wiedzy, zainteresowanie przedmiotem, ba, zarazenie swoja fascynacja dana dziedzina, a nie przestrzeganie utartych zasad etykiety miedzywydzialowej. To mistrz ma miec inspirowanych przez niego uczniow, ktorzy beda kontynuowac jego dzielo, znajdowac nowe sciezki wiedzy. Jednak obserwuja zachowania srodowiska naukowego w naszym kraju widze, ze jednak to pierwsze, naganne nastawienie jest powszechne i na dodatek akceptowane przez reszte. W koncu to przeciez zrozumiale, ze profesor MUSI jakos egzekwowac respekt do swojego stanowiska.

  9. Iwona Witos napisał(a):

    Witam :)

    wiem, że starszawy jest ten post, ale właśnie teraz zaciekawiły mnie językowe wpisy Segritty i mam pytanie całkiem poważne: czy w poniższych zdaniach poprawne, czy też niepoprawne, acz celowe, jest pominięcie przecinków przed ” a” ?

    „Żeby tak to odebrać, trzeba założyć, że studenci
    specjalnie używają pierwotnego znaczenia słowa „witam” a chyba nikt o zdrowych
    zmysłach i znajomości współczesnego języka polskiego nie będzie ich o to
    posądzał.”

    „Coś mi też mówi, że fejsbukowa deklaracja Rusinka
    jest raczej wyrazem pewnych preferencji językowych a nie faktyczną groźbą
    usuwania maili.”

    pozdrawiam
    Iwona

Dodaj komentarz