Wysokość poprzeczki

Gdy miałam 8 lat, chłopcy byli dla mnie niższym gatunkiem. Do niczego nie służyli i, zamiast schodzić z drogi i egzystować sobie w spokoju, wciąż zaznaczali swoją obecność krzykiem, pluciem, bekaniem i innymi obrzydliwymi czynnościami, które z jakichs przyczyn fascynowały ich. W sumie dziewczynki tez były niższym gatunkiem, bo bawiły się lalkami i lubiły kolor różowy… ale do rzeczy. Chłopcy zaczęli mieć dla mnie jakąś wartość, gdy skończyłam 15 lat.

"Dobra, chłopaki. Wchodzę na rynek. Możecie mnie adorować". I co? I kruwa nic. Koleżanki chodziły na randki, wymieniały się chłopakami a nawet miały juz pierwsze epizody łóżkowe, a ja wciąż musiałam całować się z własnym przedramieniem (tak się u nas ćwiczyło pocałunki w podstawówce ;)). Byłam dla moich rówieśników równie obrzydliwa, jak jeszcze niedawno oni dla mnie. Na szczęście Segritta nigdy nie była żałosna, więc nie splamiłam swojego honoru żadnym rozpaczliwym listem miłosnym ani żadną próbą dopasowywania swojego imienia do nazwiska ukochanego. Uznałam, że miłość jest MIĘDZY ludźmi, więc skoro jakiś tam Tomek mnie nie kocha, to ja go kochać tez nie będę. I tak sobie żyłam w celibacie, książkach i nieświadomości dobre parę lat.

Wyobraźcie sobie, jakim szczęściem okazał się dzień, kiedy w końcu pierwszy chłopak się mną zainteresował. W sumie było to dosyć późno, więc był to raczej mężczyzna a nie chłopak… Ja, czekająca, zdesperowana i wyposzczona rzuciłam się na ten kąsek łakomie, uznając go od razu za TEGO jedynego i wpisując z dumą do pamiętnika moje pierwsze "Kocham!". Mówiły o nas wszystkie piosenki.

Nic z tego nie wyszło. Nawet pocałunek. Facet okazał się bowiem nieciekawym szpanerem, którego dziś spławiłabym zanim zdążyłby powiedzieć "cze.." No właśnie. Dziś. Przez ten cały czas, jaki upłynął, nauczyłam się jednego – nigdy nie jest tak, że nie może byc lepiej. Każdy mój kolejny facet był o niebo lepszy od poprzedniego. A każdy eks reprezentuje sobą jakąś wadę, której nie zaakceptuję u mojego przyszłego męża.

I tym sposobem dotarłam do punktu, w którym poprzeczka jest zawieszona tak wysoko, że nie znam na tej ziemi ani jednego mężczyzny, który by ją przeskoczył. Zazdroszczę trochę dziewczynom, które zostają z pierwszym facetem, z jakim były i nie poznają kolejnych – jednocześnie nie dając sobie szansy na dowiedzenie się, co mogły stracić. Bo dzięki temu potrafią kochać kogoś, kto u mnie odpadłby w przedbiegach.

Przyznajcie się, jak to jest u Was… Jak wysoko jest Wasza poprzeczka?
Na jakiej wysokości była, gdy mieliście pierwszego partnera?

Oto 20 zalet partnera. Zastanów się, które z nich są dla Ciebie tak ważne, że nie zaakceptowałabyś nikogo, kto byłby ich pozbawiony. Nie wybieramy tu ideału (który prawdopodobnie posiadałby wszystkie wymienione cechy) ani nie wartościujemy cech. Po prostu policz, iloma z nich mógł się pochwalić Twój pierwszy partner – a iloma – ten ostatni. Sprawdź, jak wysoko jest teraz Twoja poprzeczka: w skali 0 – 20. A może w którymś momencie wymagania spadły?

Cechy partnera:

1. Przystojna twarz
2. Piękne ciało
3. Wysportowany
4. Doskonały styl ubierania się
5. Wysoki iloraz inteligencji
6. Dobra praca, ciekawy zawód
7. Wysokie zarobki
8. Szarmancki, kulturalny
9. Błyskotliwe poczucie humoru
10. Uśmiechnięty, szczęśliwy, pełen energii
11. Bezdzietny
12. Kawaler
13. Wyształcony, znający języki obce
14. Obyty w towarzystwie, lubiany, z szerokim gronem znajomych
15. Pewny siebie, odważny, stanowczy
16. W odpowiednim wieku dla Ciebie
17. Miły, dobry, uczynny
18. Uwodzicielski, cieszący się powodzeniem u kobiet
19. Fantastyczny w łóżku
20. Zdrowy, bez nałogów

 

UPDATE 25.03.08

Zauważyłam, że pojawiły się pewne wątpliwości dotyczące listy zalet faceta. Ja to się nigdy nie nauczę przewidywać, jakim torem pójdą Wasze myśli i czego nie zrozumiecie w pozornie prostym tekście… Wasze zastrzeżenia to m.in.

Wygląd nie jest dla mnie tak ważny jak inteligencja, więc punktów 1 i 2 w ogóle nie wymagam.
Jak wyraźniej napisać, że NIE CHODZI O WARTOŚCIOWANIE CECH? Oczywiście, że dla jednego ważniejszy jest mózg, dla innych seks, dla innych pozycja zawodowa. Przeważnie ten mózg jest na szczycie wymagań i dobrze, ale przydałoby się też pouzywać własnego podczas czytania tego bloga. Gdybyście, drogie kobiety, miały przed sobą dwóch identycznych facetów, którzy obaj byliby inteligentni i bardzo fajni psychicznie – ale jeden byłby brzydki a drugi ładny, to którego byście wybrały? 

Poza tym – uroda jest względna.
Fakt. Dlatego weźcie pod uwagę własną definicję "przystojności", określając faceta.

Nie ma czegoś takiego jak "odpowiedni wiek".
Jest. I każda z Was ma własne zdanie na temat odpowiedniego wieku faceta dla siebie. Może to być przedział 20 – 30, może to być po prostu  wiek o 5 lat starszy od Was,  a może to być klamra 18 – 80. Jakkolwiek sobie tego nie wymyślicie, kazda z Was ma swoje względem wieku upodobania.

"Uwodzicielski, cieszący się powodzeniem u kobiet" to nie zaleta.
Jasne. Lepiej mieć faceta, który nie potrafi uwodzić, brakuje mu seksapilu, inne baby patrzą na niego z obrzydzeniem a Tobie współczują, że musisz mu dawać dupy. Paniom z takim podejściem dziękujemy. Ich poprzeczka to przeważnie 5/20. 

"Pewny siebie, odważny, stanowczy"? To jakiś masochizm…
Masochizmem byłoby uznawanie za zalety despotyzmu, zaborczości i władczości. Jeśli zaakceptowanie  punktu 15 sprawia Ci trudności, to znaczy, że celujesz w męskie cipy. 

Komentarze do wpisu: 67 Napisz komentarz

  1. a może to jest tak że to nie jest do końca tak że pojedyncze wady wykluczają. Może to jest tak że jak sie wszystko zsumuje to to co przeszkadzało u innych działa w tym kolejnym przypadku wręcz przeciwnie…

  2. no tak jak zwykle u mnie problem z komunikacją.

    Zwyczajnie chyba fajniej na ludzi patrzeć jako na całość a nie odnajdywać jakieś wady.

    Zresztą co do samych wad – u kogoś nie lubisz jak dłubie w nosie a u kogo innego będzie to tak urokliwe że weźmiesz to za zalete.

    Wiem że przykład z dupy no ale o to mniej więcej chodzi.

  3. moja poprzeczka?ooooo…bardzo wysoko!:)tak wysoko,że niestety wszyscy odpadają zanim jeszcze zdążą pomyśleć,że coś mogłoby z tego być.ale jakoś mi to nie przeszkadza,bo nie interesuje mnie takie niepełne szczęście.albo wszystko,albo nic.no i tak sobie czekam i czekam na to wszystko…:)

  4. wiedzialam, ze warto tu wchodzic, mimo ze tego bloga `nie piszesz` ;)

    mam naprawde bardzo podobne odczucia, wlasnie kolo 15 roku zycia cos zaczelo sie dziac, jak mialam 17 lat byl `facet na powaznie` przez 8 miesiecy, zerwalam z nim po czym z kazdego kolejnego rezygnowalam z coraz to bardziej nieznaczacych nic dla innych powodow i w sumie robie tak nadal ;] caly czas wychodze z zalozenia, ze glownym zadaniem zwiazku nie jest meczenie mnie i faktycznie poprzeczka jest coraz wyzej i wyzej

  5. No to ja napiszę jak to wygląda z drugiej strony barykady. Mnie irytuje jedna rzecz która występuje chyba u wszystkich kobiet: lans przed koleżankami. Prawie każda szpanuje przed koleżankami jak to ona dominuje i kontroluje swojego faceta. Przybiera to różne formy od wydarcia się na faceta z byle powodu przy koleżankach do bluzgania podczas pierwszego tańca młodej pary. O dziwo wielu facetów to toleruje i jakoś z tym żyje, naprawdę podziwiam ich.

  6. Cockney,
    a ja współczuję tym kobietom, bo zyją z męskimi cipami. Ja bym nie potrafiła zyc z męzczyzną, który pozwalałby mi się w ten sposób kontrolować czy zakrzykiwać. Są inne metody kontroli. Bardziej subtelne i uszczęśliwiające obie strony :)

    Wszyscy,
    zaktualizowałam wpis o małą pseudo-sondę. Ciekawa jestem waszych punktowych wyników. :)

  7. Hmmm. Twoja lista cech jest najlepszym dowodem jak roznych cech szukamy u partnerow. Bo np. wysokosc zarobkow mojego faceta zupelnie mnie nie obchodzi. Wole takiego co zarabia malo, ale ma ciekawa prace i wykonuje ja z pasja, niz jakiegos bankiera. Mnie w domu nauczono, ze sama mam na siebie i swoje zachcianki zarabiac. Czulabym sie jak kurwa gdybym kiedys pomyslala: „nie tego nie chce bo on slabo zarabia”.

  8. Segritto, wczoraj wieczorem (czyli gdzieś przed 4 rano) wlazłam byłam na Twojego bloga. Od tej chwili nie spałam, nie jadłam, zniszczyłam cały zapas mojej ulubionej herbatki Lipton z owoców leśnych, mocz oddałam z przymusu, a wszystko po to, by nad ranem (godz. 15.20) wykrzyknąć: „O ja pierdolę! Kominek w spódnicy!”. Może i kolokwialnie, ale za to z głębi serca…
    No, skoro już się podlizałam, to lecę po kolejny słoik Snickersa i zliczam punkty moim eks i mojemu ego;)

  9. latin, nie pierdol.
    Gdybyś miała dwóch identycznych facetów, obaj fajni, inteligentni, z ciekawą pracą itp., przy czym jeden by zarabiał mało a drugi dużo – to byś którego wybrała?
    Zawsze bogactwo będzie zaletą. Różnice są tylko w miejscu, jakie dajemy tej zalecie na liście ważności.

    Marylin,
    znajdzie się na pewno pare osób, które uznają nazwanie mnie kominkiem w spódnicy wątpliwym komplementem. Zawsze, kruwa, druga. ;)

  10. Segritto,

    Czy naprawdę myślisz, że ktokolwiek napisze, że jego poprzeczka jest stosunkowo nisko? „Mi to w zasadzie wszystko jedno, byle mnie kochał/a i miał/a wielkiego penisa/cycki.”

    Przecież to oczywiste, że każdy z nas, w dużej części, buduje swoją wartość w oparciu o atrakcyjność swojego partnera. Są większe i mniejsze oczekiwania, ale nikt nie jest w stanie stwierdzić tego obiektywnie. Co więcej, nikt nawet nie będzie próbował dokonywać takiej oceny, bo przyznanie się do tego, że mało wymaga się od potencjalnej drugiej połówki, równałoby się stwierdzeniu, że sami jesteśmy mało warci i, co gorsza, jesteśmy tego świadomi. To byłoby już jawnym gwałtem na swojej samoocenie.

    Próbując być obiektywny (w końcu jestem tak zarozumiałym palantem, że mało co może zaszkodzić mojej samoocenie): W moim przypadku teoretyczne wymagania są niebotycznie wysokie, ale „w praniu” zawsze decyduje jakiś mały szczegół. Coś co powoduje, że konkretna kobieta zaczynam mnie niesamowicie fascynować i przyciągać. Coś co powoduje, że wszystkie niedoskonałości, które w innych przypadkach były nie do zaakceptowania, przestają być ważne. Dokładniej, przestają być ważne na jakiś czas, bo w którymś momencie, gdy mija pierwsza fascynacja, zaczynają o sobie przypominać i się rozstajemy (czytaj: ja się z nią rozstaję). Chyba, że ona zdąży mnie ubiec, co też się zdarza. Swoją drogą to, tym „czymś” – w zdecydowanej większości przypadków – jest fascynacja intelektualna. Mówiąc bardziej po ludzku, fakt, że fajnie nam się rozmawia. ;)

    Jeśli chodzi o sondę z zaletami to nie wypowiem się, bo nie pamiętam już jakie miałem wymagania w okresie mojego pierwszego związku. Jedyne co mogę stwierdzić to, że będąc nastolatkiem nie wymagałem, aby moja dziewczyna miała „doskonały styl ubierania się”. Chociaż to jest związane z tym, że wtedy nie bywałem na imprezach, gdzie czułbym się źle będąc z kobietą słabo ubraną.

    Pozdrawiam

    Rafał

    PS Fajnie, że wróciłaś. W sumie to wolę Ciebie niż Kominka – on jest może zabawny i nie pisze notek z filmikami z YouTube, których nie lubię, ale Ty masz więcej wdzięku.

  11. raf-al,
    oczywiście, że każdy ma wysokie wymagania. Nie o wymaganiach jednak pisałam. I nie wymagań jestem ciekawa. Bo wymagania, jak sam napisałeś, nieźle uszczuplają się w praniu. Mój idealny facet spełnia wszystkie 20 punktów wypisanych w notatce. Ale mój ostatni partner nie miał dwudziestki, mimo że wtedy miałam te same ideały. „Poprzeczka” to poziom, jaki MUSI spełnić partner, by został partnerem. By się w nim zakochać. By pójsć z nim do łożka. Łodewa sobie stawiamy za cel. ;)
    Tak więc nie oceniamy tego, jakiego partnera byśmy chcieli – ale jacy faktycznie przedarli się przez sito selekcji. TO jest prawdziwa poprzeczka.

    Być może nie pamietasz, jakie miałeś wymagania za czasów wczesnej młodości, ale z pewnością pamiętasz swoją dziewczynę. I to ją mozesz ocenić. Tak samo jak możesz ocenić tę, z krórą teraz jesteś lub byłeś ostatnio. Czysto teoretycznie, badawczo wręcz. Dla dobra nauki ;)

    Moja teoria (jak na teorię przystało, niepoparta jeszcze badaniami) brzmi: jeśli rzucamy – nasza poprzeczka rośnie. Jeśli jesteśmy rzucani – nasza poprzeczka opada. Dlatego też jestem ciekawa wyników sondy. :)

  12. Marylin,
    ja nie mam nic przeciwko stawianiu Kominka wyżej od Segritty na rurzowo, bo Kominek jest bezkonkurencyjny i nigdy nie próbowałam z nim rywalizować. On startuje w innej kategorii. I to właśnie o te kategorię chodzi. :) Są blogi w sieci, które naśladują styl Kominka, oczywiście nieudolnie :) Ten blog tego nie robi. Mamy ze sobą kontakt, czytujemy się, ale żadne z nas nie wzoruje się na drugim.

  13. kurde, ale to mi wygląda tak jakbyś ty chciała jakoś usystematyzować uczucia. Jako że spełniam jedynie kilka punktów z twojej listy, to w zasadzie pewnie moje zdanie się nie liczy, no ale z jakiś tam moich nikłych doświadczeń – to nie jest tak że jak sobie postawisz dwóje ludzi i spróbujesz obiektywnie ocenić obu i nagle okaże się że na tej twojej skali oboje zbierają maksa punktów to nie będziesz potrafiła wybrać.
    Kurde no w niektórych ludziach pewne cechy współgrają a u innych nie i tego nie da rady sobie ot tak rozłożyć na czynniki pierwsze i stwierdzić że wymagasz coraz więcej.

    Zresztą trochę to dla mnie głupie szukanie takiego ideału – życie z ideałami nie jest fajne. Nudno jakoś tak i do wyrzygania.

    Wszelkie uczucia nie mają nic wspólnego z cechami które wymieniasz bo równie dobrze potrafiłbym sobie wyobrazić że (przekładając sobie tą twoją listę na odpowiednik męski) jedną osobę o takich cechach z tej listy kocham a zupełnie inną o takich samych cechach nienawidzę.

    Wiesz ktoś może mieć niski iloraz inteligencji a być bardzo fajnym człowiekiem. I tak z każdą tą cechą.

    Zgodzić się mogę z tym że większość z tych cech które wymieniłaś są ewentualnie tą okładką i mają znaczenie jak sobie szukasz kogoś w kim od pierwszego wejrzenia i takie tam ale na to aby było fajno dużej to to chyba nie do końca tak działa. Magia jakby to irracjonalnie nie brzmiało jest najważniejsza.

    Szukanie miłości to nie jest pisanie algorytmu na człowieka – no chyba że zwyczajnie nie szukasz miłości tylko wygodnego i wesołego życia. Wtedy może i oki takie listowanie ma sens. Tylko czy na pewno nie okaże się za jakiś czas że to znów nie to?

  14. qatryko,
    Primo – ideały nie są nudne, jeśli w definicji Twojego ideału jest też to, żeby nie był nudny (tego się akurat od Kominka nauczyłam. No fakt. Jestem podróbą Kominka.. ;)).
    Secundo – Mówisz, że „to coś” czyli magia jest ważniejsza od wszystkich wymienionych cech. A ja właśnie mówię, że magia pojawia się, gdy pewne cechy są spełnione. I na tym polega problem. Kiedyś magia pojawiała się, załóżmy, przy obecności 6 cech. Potem nie mogłam się zakochać w kimś, kto miał mniej niż 10. Teraz 15 to absolutne minimum. (tak z dupy te liczby wzięłam, bo się jeszcze nie zliczałam ;)). Tu nie chodzi o czysto wyrachowane testowanie kandydatów na męża. Tu chodzi o to, że gdyby dopiero teraz stanęła przede mną moja miłość z czasów studiów, to nic bym do niej nie poczuła. I to jest straszne. Bo ja bardzo lubię się zakochiwać i lubię tracić kontrolę. A teraz jest to mozliwe przy bardzo małym odsetku populacji męskiej…

  15. marilyn,
    otóż to :) Ludzie często uważają, że ideał jest przewidywalny, skoro dokładnie odpowiada naszym wymaganiom. A co jeśli w naszych wymaganiach jest też potrzeba bycia zaskakiwanym? Spójrzmy prawdzie w oczy: SĄ ideały. I NIE SĄ nudne. Po prostu tylko nieliczni na nie czekają i tylko nielicznym udaje się je zdobyć. :)

  16. No a może to polega na tym że się zmieniamy, zmieniają się nam priorytety. Może było tak że wtedy miałaś też ustalone jakieś priorytety , te cechy które sprawiały że się zakochałaś a dzisiaj one już nie są ważne i nawet nie pamiętasz że akurat wtedy były one ważne.

    Co do ideału, to się właśnie łączy – bo ideał w jednym momencie – na zasadzie tego jakie ma tam te cechy może po pewnym czasie przestać być ideałem. Na tej zasadzie mówie że ideały są nudne – bo jak ktoś jest idealny to się nie zmienia (no tak chyba że założymy sobie że ta jego idealność polega na ciągłym zmienianiu się zgodnie z twoim aktualnym nastrojem – ale to też jest nudne po pewnym czasie) a z takimi ludźmi zwyczajnie nie da rady bo nieprzewidywalność też może z czasem mierzić.
    A już zupełnie sprawa jest taka że ideałem często jest osoba którą w danym momencie kochamy i to chce powiedzieć że w takiej sytuacji najmniejszego znaczenia nie mają te wszystkie cechy. A z tego z kolei powodu cała ta moja polemika z tym co piszecie – bo skoro tak jest że jak się już kocha wiele z tych cech nie ma znaczenia to po co wyznaczać taką poprzeczkę. Zwyczajnie zamiast sobie to wszystko układać wymyślać co i jak lepiej po prostu szukać, choćby dlatego że może się okazać że taka lista priorytetów nagle zostaje zastąpiona przez zupełnie inna listę.

    Ja też się lubię zakochiwać ale jakoś nie potrafię znaleźć takiej poprzeczki. Wszystkie kobiety które pokochałem są tak odmienne że nie potrafię sobie wyobrazić jakiś kilku cech wspólnych które mnie w nich zachwyciły i spowodowały że je pokochałem. Zwyczajnie był pstryk i już. Nagle priorytety się zmieniały.

  17. Seg,

    Nie wiem czy nalezy im wspolczuc bo tkwia w takich zwiazkach i czesto wychodza za maz za te „meskie cipy”. Generalnie chodzilo mi o swego rodzaju kobiecy owczy ped polegajacy na rozumowaniu typu: „Moja kolezanka wychodzi za maz to ja tez chce, jej chlopak poczakal na nia 2h to ja tez tak chce” ( i facetowi nalezy sie opierdol ze na to nie wpadl). Kiedy idziemy na miasto to nie ma znaczenia czy faceci placa za wjazd, wazne ze kobiety nie musza a jak sie takiej znudzi w danym lokalu to ciagnie cale towarzystwo gdzie indziej chociaz meska czesc musiala wydac kase na samo wejscie.

  18. Właśnie zdałam sobie sprawę jaki skarb mam w domu. Gdy 18 lat temu poznałam mojego męża spełniał 18 z 20 Twoich punktów. Nie był jeszcze wykształcony bo byliśmy za młodzi i nadrobiliśmy to z czasem, nie był też uwodzicielski choć podobał się innym dziewczynom, to raczej ja go poderwałam. Zresztą ten punkt (to że facet lubi i potrafi uwodzić) uważam za wadę a nie zaletę. W chwili obecnej nie spełnia 2 dodatkowych punktów: nie jest już kawalerem i ma dzieci, ale o to to chyba nie mogę mieć pretensji?;-)

  19. Droga Segritto, obawiam się, że masz osobowość rodzaju sado-masochistycznego. Rozumujesz w miarę prosto: życie (w tym przypadku związek) to walka: albo wygrywasz, albo przegrywasz.

    Facet albo jest – jak to byłaś łaskawa określić – „męską cipą”, i wtedy niech spada, ale jeszcze przedtem troszkę mu pokażemy kto tu rządzi, albo jest „pewny siebie, odważny, stanowczy”, czyli – w domyśle – on rządzi, a Tobie się to podoba.

    Czyli generalnie Twoje relacje międzyludzkie sprowadzają się do prawa siły, uważasz za jak najbardziej naturalne, że musi być jakaś hierarchia, której trzeba się podporządkować i działać zgodnie z wysokością szczebla, na jakim się stoi. Tak to widzę…

    Żeby była jasność: to nie jest żaden zarzut, taka już po prostu Twoja uroda, raczej już tego nie zmienisz. Jeden jest niski, drugi wysoki. Jeden ma jasne włosy, inny ciemne. I tak dalej. Z cechami charakteru jest podobnie. Po prostu fajnie by było, jakbyś zastanowiła się przez chwilę, na ile Twoje widzenie świata i ludzi jest determinowane przez tę cechę osobowości. Pozdrawiam!

  20. Spróbujmy po kolei:

    Punkty 1 i 2 (Przystojna twarz i piękne ciało) dla mnie to żadne wyznaczniki, bo „każda potwora znajdzie swojego amatora”, a moje upodobania co do męskiej urody są delikatnie mówiąc, mało standardowe :)

    3. Wysportowany – zdecydowanie być nie musi, a nawet nie powinien, bo by ode mnie jeszcze uprawiania sportu wymagał, a tego bym nie zniosła. Poza tym bardziej cenię sobie masę mózgu, a nie mięśni, a stosunek tych dwóch wielkości jest niestety często odwrotnie proporcjonalny :)

    4. Doskonały styl ubierania się – mało to istotne, bo to akurat jestem w stanie zmienić we własnym zakresie, jak już go „obejmę w posiadanie”. Warunek konieczny, by w razie gdyby sam gustu w tym względzie nie miał, nie buntował się zbytnio.

    5. Wysoki iloraz inteligencji – o tak, brzydkiego zawsze mogę pokochać, głupiego – nigdy

    6. Dobra praca, ciekawy zawód – dobrze by bylo, bo to wzmaga wzajemny szacunek.

    7. Wysokie zarobki – Milej jest gdy są, ale gdy ich nie ma to … przecież nie samym chlebem człowiek żyje. Chwilowo wystarcza i perspektywa dobrych zarobków :)

    8. Szarmancki, kulturalny – Absolutnie konieczne – chama nawet polubić nie jestem w stanie :)

    9. Błyskotliwe poczucie humoru – dla mnie stanowi jakieś 90 % męskiego seksapilu więc bez tego ani rusz.

    10. Uśmiechnięty, szczęśliwy, pełen energii – dobrze by było. Niestety z doświadczenia wiem, że na początku związku cechy te mamy niemal gwarantowane, a z czasem … chłop ewoluuje w marudę, czego się nie zawsze da uniknąć i prawie nigdy przewidzieć. Da się z tego wyjść obronną ręką, jeśli spełnia warunek nr 9 a my umiemy go rozbawić :)

    11 i 12 (bezdzietny i kawaler) U faceta na dłuższą metę absolutnie niezbędne – dzielenie się życiowym partnerem na dłuższym dystansie szybko staje się nie do zniesienia.

    13. Wyształcony, znający języki obce – tak, przynajnmniej nie gorzej ode mnie, bo inaczej trudno się dogadać. Różnice w „poziomie intelektualnym”, w chwili gdy namietność wytraca żar ściągają na związek najpierw nudę, potem brak szacunku, a na koniec wymęczone rozstanie.

    14. Obyty w towarzystwie, lubiany, z szerokim gronem znajomych – dobrze jeśli tak jest, ale to akurat ja sama jestem w stanie zapewnić obojgu w wystarczającym zakresie. Wystarczy, żeby nie był „odludem”.

    15. Pewny siebie, odważny, stanowczy – zdecydowanie konieczne, jeśli mówimy o mężyczyźnie, a nie męskiej cipie.

    16. W odpowiednim wieku dla Ciebie – nie ma czegoś takiego jak „odpowiedni wiek”. Granice wyznacza tylko podejrzenie pedofilii i geriatofilia. Choć tak zupełnie szczerze to nie wyobrażam sobie ani faceta dużo młodszego ode mnie ani dużo starszego.

    17. Miły, dobry, uczynny – Trudno byłoby być z kimś, o kim wiem, że nie jest dobrym człowiekiem (nawet jeśli niedobry byłby tylko dla innych, nie dla mnie)

    18. Uwodzicielski, cieszący się powodzeniem u kobiet – nie, bo to wróży tylko kłopoty, nawet jeśli tylko w zakresie podsycania zazdrości, a nie rzeczywistych romansów.

    19. Fantastyczny w łóżku – nie musi być z natury, bo trening czyni mistrza, a ja jestem całkiem niezłym szkoleniowcem. Musi być pojętny i chcieć się uczyć. Facet przekonany o tym, że jest łóżkowym bogiem (którym może nawet i był, ale dla innej) i niechętny do zmiany przyzwyczajeń odpada w przedbiegach

    20. Zdrowy, bez nałogów – każdy lepszy zdrowy niż chory, ale przeciez nikt nie wie co będzie w przyszłości :) A bez nałogów – sama mam (fajki) i co do tych mi nie przeszkadza. Z alkoholikiem i narkomanem byłoby trudno, bo te nałogi zbyt głeboko oddziaływuja na psychikę, a ja nie mam natury samarytanki. Kiedyś miałam i skutki takiego związku były opłakane. Teraz już bym się nie podjęła i tu poprzeczka poszła do góry.

    No i to tyle. Przeanalizowałam swoje odpowiedzi i musze stwierdzić z satysfakcją, że mój mąż spełnia (śpiewająco) wszystkie podstawowe wymogi i jeszcze kilka przynależnych ideałowi.

    Niektórych nie spełnia i może to nawet dobrze. Nie jest nudno i mamy nad czym pracować :) W końcu widziały gały, co brały :)

    Fajny quiz! Pozdrawiam.

  21. A ten wpis jest linkowany na stronie głównej gazeta.pl :)

    Widzicie w miarę wyraźnie link „skomentuj” pod komentarzami? Bo ja słabo widzę i chyba trzeba się będzie znów do chakera usmiechnąć :)

  22. bardzo pieknie, problem w tym, ze w przyrodzie idealy nie wystepuja,

    jak spotkasz kogos typu 18/20 to wszystkie swoje zalety bedzie mial zrownowazone przez jakies potforne wady, np. inteligentny, mily, przystojny, bogaty, ale mial juz 5 zon wczesniej i jakies dzieci sie tez przyplataly etc

    do tego facet, ktory ma sporo zalet ma swiadomosc, ze punktuje wysoko i ma powodzenie u plci przeciwnej co na ogol skutkuje podejsciem playera – skacze z kwiatka na kwiatek, oczywiscie w koncu sie pewnie ustatkuje, ale nie bedzie wierny zbyt dlugo… to nie jest dobry material na dlugotrwaly zwiazek…

    podobnie jest w druga strone, pewnie, ze milo jest sie umawiac z piekna inteligentna dziewczyna, jest na co popatrzec i inni faceci ci zazdroszcza ;) ale na dluzsza mete wytrzymywanie z dziewczyna ktora jest swiadoma swojej klasy jest ciezkie, masz w domu ksiezniczke, ktora mysli, ze caly swiat sie kreci wokol niej, na dluzsza mete lepiej miec brzydule za zone, ktora doceni, bedzie sie bardziej starac na codzien i da wiecej od siebie…

    oto troche moich madrosci ;) nie trzeba sie od razu z tym calkiem zgadzac, ale mysle ze to dobry material do wlasnych przemyslen…

  23. Buehehe :) też późno zaczełam, ale laski, które się ze mnie naśmiewały w podstawówce, że się jeszcze nie całowałam, teraz są pożenione z kolesiami z samego dna, w większości bez przednich zębów.

    ja wybieram 20/20 ;]

    pozdro

  24. też wybieram 20/20 plus jakieś drugie tyle w kategorii „stosunek do mnie”, w sensie, ma mieć milion zachować skierowanych we mnie, odpowiadających mi i nie przekraczających jednocześnie mojej granicy tolerancji, ale jednocześnie sprawiających mi gigantyczną satysfakcję, albo wkruwienie w zależności od sytuacji. właściwie gdybym miała być facetem, który chce mnie skutecznie poderwać, to wolałabym się zastrzelić. ja nie mam pojęcia jak mój małż to osiąga.

    kupuję od ciebie KRUWĘ wraz z odmianami. poproszę cenę :)

  25. silling,

    z moich przemyśleń wyszło mi, że pitolisz głupoty;) Głupota numero uno: ideały jak najbardziej istnieją, sama miałam okazję poznać kilka płci obojga. I z tego też wynika głupota numer dwa: to, że ktoś jest świadom swej wartości nie oznacza od razu, że będzie się zachowywał jak dupek. No, chyba, że taki jest Twój ideał (w sumie każdy ma inny:)). Gdyby rzeczywiście miał do ludzi (w tym partnerów) takie podejście, o jakim pisałaś, to nie nosiłby miana ideału, tylko siusiaczka. A to przebieranie w partnerach to nic innego, jak szukanie tego jedynego; niby dlaczego zadowalać się byle czym? Ten argument, jakoby brzydale byli lepsi, bo mają więcej do nadrobienia też można o kant stołu. Jeśli zależy mi na partnerze, to będę się starała go jak najbardziej uszczęśliwić i ilość cellulitu na moim dupsku nie ma z tym nic wspólnego. No, chyba, że robię to ze strachu, że ukochany odejdzie i nikt mnie już nie zechce, ale dla mnie to nie miłość, a desperacja. Palec pod budkę, kto chciałby się budzić co dzień obok takiego desperata.

    PS. Marcel Proust nie miał racji. Piękne kobiety zostały stworzone dla mężczyzn, które potrafią je zdobyć. Nieudacznikom pozostaje wyobraźnia.

  26. ja mam 18 na 20 ale i tak nikt w t nie uwierzy :-)

    niestety również kilka wad – w to już łatwiej uwierzyć ;-)

    podzdrowienia dla wymagającej
    harmonica

  27. o matko, jakie epopeje w komentarzach, nie czytam, żeby sie nie sugerować

    początkowo 19,5 bo byle zdrowy, nałogi to jakieś mogą sobie być, bo nałogiem może być u Niego obsypywanie mnie prezentami, więc to nie wada. a zostało w aktualnym : 11,5

    boże , Seg, dzięki tobie dowiedziałam się, ze jestem kobietą upadłą ( w wymaganiach co do faceta)

  28. bena, ale z tymi nałogami, to też każdy pewnie pomyśli sobie coś innego. dla mnie fajki nie są nałogiem :), ale alkoholika bym już nie wytrzymała, a są takie co i owszem. albo hazardzisty, chociaż sama hazard kocham czasami. czyli nałogi tak, ale muszą mi odpowiadać. pewnie każdą cechę można tak sobie skalować :)

  29. no to ja współczuje, jeśli przychodzi ci do głowy wpisywać na listę „bezdzietny” i „kawaler” :-)

    Faceci, którzy by ci się podobali też mają swoje wymagania, więc jeśli nie chcesz zostać starą panną (pradon, singielką) radzę obniżyć poprzeczkę ;-)

  30. a ja znam takiego, który ma 18 z powyższych 20 cech… nie spełnia tylko wymogów zawartych w punkcie 11 i 12. i od 12 lat nieodmiennie tkwi na samym szczycie mojego prywatnego rankingu – konsekwentnie i bezowocnie ;)

  31. uściślając powyższe… ten mój ideał nie jest MOIM mężem i dzieci też ma nie ze mną, natomiast mogę spokojnie zeznać, że jakkolwiek przez owe 12 lat zadawałam się w tzw międzyczasie z różnymi mężczyznami (nie tracąc równocześnie werbalnego kontaktu z Panem Idealnym), to obiecałam sobie, że jeśli już się wiązać na stałe to tylko z kimś takim jak on. i ten właśnie facet jest moim wyznacznikiem poziomu, na jakim powinnam trzymać poprzeczkę, chodzącym dowodem na to, że jeśli tylko cierpliwie poszukam i nie będę się zadowalać byle czym to prędzej czy później znajdę mu godnego zastępcę-który będzie spełniać wszystkie 20 wymogów :)

  32. oczywiście, że fajki to nie wada, nawet tego nie brałam pod uwagę.

    Segritta – fajni ludzie palą, ci co rzucili, to już nie są tacy fajni. Skoro tak piszesz, to pewnie rzuciłaś, albo właśnie rzucasz ;-)

    ML, mocna głowa – tak, ale alkoholik? – co to, to nie. A hazard – wyłącznie jeśli wygrywa :d

  33. Gratulacje dla wszystkich szczęśliwych, które żyją z idealnymi facetami!

    Ja tam wyszłam za chamowatego i głupiego paszteta, który nie nie ma gustu, pracy i pieniędzy. Ale pasuje do mnie!

  34. Bena,

    ja pozostaję wierna fajkom i nie zamierzam rzucać. Już dawno sobie postanowiłam, że albo one rzucą mnie – albo zajdę w ciążę. :)

    krakra001,
    ja bym była bardzo szczęśliwa, gdybym znalazła faceta, który mi pasuje i podoba mi się, ale któremu ja się nie podobam. To by oznaczało, że jest po co się starać.
    Póki co wybieram staropanieństwo zamiast związku ze słabym skoczkiem. :)

  35. Bena,

    Jesli nie robil tego na pelnowymiarowym to zaden wyczyn. Sam kiedy jeszcze palilem biegalem za pilka szybciej i wiecej niz moi nie palacy koledzy.

  36. Moim zdaniem to NIEKTÓRZY faceci są w stanie zmienić się ZNACZNIE pod wpływem kobiety, dla kobiety – jeśli naprawdę kochają (albo mają nadzieję na niezły seks). Nie zmieni się wyglądu fizjonomii, ale można zacząć dbać o sylwetkę, ubiór, nauczyć się tańczyć, nie bekać po wypiciu piwa itp. Jednak nie sposób zwiększyć IQ, co znacznie bardziej ogranicza…
    Wniosek – piękna, mądra i seksowna kobieta powinna poszukać sobie inteligentnego faceta z ładną buźką i sprawić, aby resztę cech i zachowań nabył zgodnie z jej preferencjami.
    Ulepić sobie z gliny własnego Golema… Potem wystarczy dbać o stały poziom pożądanych cech.
    Proste… prawda?

  37. Segritta, nie wierze że nie poznałaś już takich facetów. Co się stało, że nie jesteś z nimi ? Musiałaś się słabo starać. Ja znam takich, którzy by te Twoje punkty spełnili. Tylko tego 19 nie jestem w stanie Ci obiecać ;) bo tego nie zamierzam sprawdzać. A może w tym tkwi sekret.

    Mnie jednak obiektywnie patrząc troche braknie punkcików. Trzeba jeszcze troche nad sobą popracować.

    Wogóle tą liste bym skurczył. Np punkt 18 to chyba jest niepotrzebny, jeżeli ktoś spełnia pozostałe 19. Ale to nie moja lista.

    Fajna notka.

  38. dymostenes, ja się nie znam, ale mnie zmęczyło już samo czytanie twojego komentarza. przecież to by była jakaś orka, a nie lekkość bytu w związku :)

  39. ml76 – lekkość bytu w związku… dobre :)
    Łatwo się męczysz. IMHO każda kobieta* jest trochę sadystką, więc taka orka to niemal orgazmowa przyjemność. Zacięcie artystyczno-rzeźbiarskie, tworzenie wiekopomnego dzieła, zachwyty gawiedzi… Te klimaty.

    * – mam tu na myśli kobiety z tzw. „klasą”, nikomu nie ubliżając oczywiście.

  40. Dymostenes,
    lubię formułkę „nikomu nie ubliżając”, bo zwykle sąsiaduje z jakimś ubliżeniem. ;)

    A co do lepienia golema – fakt, że sporo cech można zmienic. Głównie stosunek do kobiety – w zależności od tego, na co kobieta facetowi pozwala. Mi się udało paru facetów dobrych manier nauczyć po prostu dlatego, że od początku ich wymagałam. Ale ulepienie sobie faceta automatycznie odbiera mu męskość. Dlatego zwykle, jak już ulepię, to oddaje innej. ;) I sama tez bym chciała takiego już ulepionego.
    Co to za artysta, który tworzy do szuflady?

  41. dymostenes, no cóż, najwidoczniej nie mam klasy wg twojej definicji. mi by się nie chciało ciosać i rzeźbić i tworzyć dzieła w taki sposób. wolę żyć mając u faceta autorytet, gdy wystarczy znacząco spojrzeć, albo gdy facet na tyle liczy się z moim zdaniem, że mnie o nie po prostu pyta. zachowanie, bon ton itp są tak oczywiste, że nawet mi to nie przeszło przez głowę. nadal nie wyobrażam sobie, żeby miało się to wiązać dla mnie z jakąś ciężką pracą. nawet twórczą. nie identyfikuję się ze „szkołami” traktowania faceta jak kogoś, kto jest nieociosanym kołkiem wymagającym rzeźbienia. żarty żartami, ale jak trafiałam na kogoś kto był daleki od mojego widzimisię, to nawet nie pozwalałam na zmianę relacji w okołozwiązkowe. szkoda mojego czasu. sama wolałam poczekać, aż trafie na takiego, co już jest ociosany i uformowany i nie będzie się zachowywał w moich rękach jak plastelina. graniczące z cudem, ale nie niemożliwe. nie jestem typem opiekuńczo ratującym świat i zmieniającym facetów na lepsze. widocznie jedyna nadzieja takich facetów, w takich kobietach jak ty ;), no albo seg, co ich ukształtuje i puści dalej :) (kurna, kobiety, ale o co chodzi? to jest jakieś poczucie misji z tym zmienianiem kogoś, czy co?)

  42. Segritta – z pierwszego Twojego zdania: LOL, ale ja nic takiego… :D

    Poza tym ulepienie faceta nie musi odbierać mu męskości, możesz nawet ulepić takiego z nadmiarem, jeśli lubisz :) Poza tym kwestia wyselekcjonowania „materiału wyjściowego” – idziesz na jakąś siłownię w Wołominie i wybierasz najgrubszy kark. To gwarancja, że nawet po obróbce jego męskość będzie znacznie powyżej średniej… no, może troszkę przesadzam, ale idea chyba jest jasna.
    Tworzenie do szuflady… hm… może powiem tak: najbardziej udane dzieło zostaw dla siebie, reszta niech idzie między kobiety. :)

    ml76 – nie wiem czy masz klasę czy nie, nie znam Cię. Twoje lenistwo jeszcze o niczym nie świadczy, a nawet możliwe, że kobieta z klasą powinna być troszkę leniwa? :)

    Co do rzeźbienia – powinnaś wiedzieć, że z granitu wielkości piłki nożnej nie wyrzeźbisz Prezydenta na koniu, nawet jeśli to będzie nasz aktualny Prezydent. Chyba musisz pogadać z Segrittą, aby dała Ci namiary na jakieś obrobione egzemplarze…

    :)

  43. Znalezienie kogos kto spelnia 20 punktow to raczej nie bedzie trudne zadanie. Mi od razu przychodzi do glowy Boromir, William Wallace z Bravehaerta, snajper z „Szeregowca Rayana” … Jest takich osob multum. :P

  44. Segritta, ja nie mam definicji ideału faceta, bo sam jestem facet. Mam natomiast kilka wymagań co do idealnej kobiety, ale to chyba nie ten temat… :)

  45. Witam, jestem nowa, czytam Twój blog Seg od 2-3 m-cy.
    Poza tym, że jest fenomenalny o czy pewnie wiesz, utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem ciężkim przypadkiem selekcjonowania facetów w każdy możliwy sposób, co sprawia, że nadal jestem sama, BO każdy kolejny poznany facet okazuję się po 1-4 spotkaniach tanią podróbką z fabryki na Tajwanie..
    Przeczytałam Twoją notkę i na 20 mam 18, co znaczy, że mam jakieś 10% szans na pozanie właściwej osoby, nie brzmi to dobrze..

    Ostatnio podjęłam krucjatę i testuję facetów pod kątem tego czy to z nimi jest coś nie tak czy może to moja wina, że większość potencjalnych kandydatów odsyłam tam skąd przywędrowali. Na pięciu, z którymi ostatnio się spotkałam stwierdzam – jestem bardzo wymagająca, z wiekiem kształtuje nam się gust i klarują oczekiwania i niestety jest coraz trudniej..

    Zastanawiałam się czemu kiedyś tak często zawierałam nowe damsko-męskie znajomości i związki.. Fakt jest nie zaprzeczalny byłam mniej wymagająca, pewne aspekty nie miały znaczenia, dziś jest inaczej..

    Ostatni utwierdził mnie w przekonaniu, że mężczyźni czują się zbędni przy kobiecie samodzielnej, mają coraz mniej możliwośći zaimponowania jej co w ogólnym rozrachunku sprawia, że pole działania dla niego zawęża się i zaczyna być pułapką dla niej.

  46. Nie zauważyłam wskazania na pierwszy i ostatni, więc powtórzyłam i ..

    Pierwszy miał ‚aż’ 9 punktów, rzuciałm go po 3 miesiącach, mając świadomość, że jestem dla niego świetną partią i będzie się trzymał mojej spódnicy tak długo, dopóki nie powiem STOP!

    Ostatni o zgrozo, był moim niedoszłym przyszłym mężem.. i miał 17 punktów – ideał!?

    Nikt nikogo nie rzucił, nasze oczekiwania w tamtym czasie, kiedy trzeba było podjąć pewne decyzje poprostu nie miały szansy realizacji, żadne z nas nie potrafiło pójść na kompromis i zrezygnować z szansy realizacji zawodowych aspiracji jaką dało życie..

  47. obowiązkowo:

    1,2,6,9 musi mi się podobać fizycznie ale zbytnio inteligentny (bardziej ode mnie) to być nie musi.kiedyś myślalam inaczej ale doszłam do tego że zbyt inteligentni faceci są cipowaci.Oczywiście nie może być całkiem glupią lalką-musi mieć coś co ja określam bystrością,refleksem i poczuciem humoru.Stricte naukowa wiedza do tego niepotrzebna ani przesadna inteligencja też.

    7-wysokie zarobki przydaloby się ale niekoniecznie.natomiast na pewno nie bezrobotny.Starczy 3000 zl na miesiąc tak żeby się dołożył do zycia itp..

  48. pierwszy partner:

    1,2,4,11,12,14,18,19,16

    ostatni partner:

    2,4,5,6,7,8,10,12,13,14,15,17

    cięzko powiedzieć jesli chodzi o tego ostatniego to wychodzi na to ze się staczam;(

  49. Nie tak dawno pewna przepiękna dziewczyna dokonała b. podobnej wyliczanki, uznając, że spełniam właśnie wszystkie jej wymagania. Ostrzegam Was dziewczyny, nie róbcie tego :) ponad godzinę dalszej rozmowy weryfikowałem czy nie ma jakichś problemów emocjonalnych.

    Jakiś czas później przyznałem sie jej do ówczesnych wątpliwości. Żachnęła się: ja go tu uwodzę, a ten się zastanawia czy jestem normalna, no ładnie.

    Moja lista, skoro już się otworzyłem ;)

    1. Ładna, zgrabna

    2. Niezależna i rozwijająca się

    3. Skłonna czasem do nonkoformizmu…

    Albo rezygnuję z listy, najpierw ona-jednostka, a potem lista jej cech, dla których zniosę jej wady.

    Ach, żeby zadbać o problem gołosłowia, dla lepszej autoidentyfikacji: jestem ciekaw oferty zwrotnej autorki. Nie, nie jestem, boję się odpowiedzi nie szczerej, tylko buńczucznej :)

  50. Gość: , bxm66.internetdsl.tpnet.pl napisał(a):

    no to znam ideał.

    tylko może 17 punkt średnio spełnia.

    szkoda,że narzeczoną ma ;)

Dodaj komentarz