Zagraj ze mną w szachy a powiem Ci, kim jesteś

Grałam wczoraj w klasyczne, barowe szachy z nieznajomym przy whisky. I facet mnie zaskoczył. Nie tylko tym, że grał całkiem dobrze (bo to w sumie nie rzadkość), ale też tym, że po przegranej partii uścisnął mi dłoń, uśmiechnął się i poszedł. Tak po prostu. 

Myślicie, że nie ma w tym nic zaskakującego? Pozwólcie, że opowiem Wam, jak mężczyźni reagują na przegraną w szachy. Wszystkie przykłady będą prawdziwe i celowo mówię o mężczyznach – bo kobiety radzą sobie z przegraną dużo lepiej. 

Jeśli jesteście ciekawi, skąd w ogóle temat szachów, zerknijcie na ten wpis. Nie jestem żadnym profesjonalistą, nie poradziłabym sobie na żadnym turnieju, ale jak na amatorkę radzę sobie całkiem nieźle i wygrywam 8 na 10 partii granych z nieznajomymi na mieście. A chętnych nie brakuje. Właściwie za każdym razem, gdy wyjmuję szachownicę (którą przeważnie mam w torebce), by zagrać z kumplem, zgłasza się jakiś gość, że chce być następny. Grałam w ten sposób z kilkudziesięcioma przeciwnikami: w różnych miastach, o różnych porach, w różnym stanie upojenia alkoholowego. Moimi rywalami byli naukowcy, biznesmeni, politycy i żule. Sporo się dzięki tym grom nauczyłam – nie tylko w materii samej gry – ale też w kwestii oceniania ludzi.

1. DOBRY GRACZ UMIE POŚWIĘCAĆ. Jeśli ktoś proponuje Ci grę na pieniądze i sugeruje, że będzie grał bez jednej wieży – wiedz, że coś się dzieje. To prawdopodobnie dobry zawodnik, który rozwali Cię w pierwszej lub drugiej fazie gry, kiedy wieże nie mają jeszcze wielkiego znaczenia. Podstawia Ci hetmana „za darmo”? Zastanów się, czy za trzy ruchy nie dostaniesz mata. W szachach chodzi o to, żeby zmatować przeciwnika a nie o to, żeby prowadzić w ilości figur.

2. DOBRY GRACZ SIĘ NIE PRZECHWALA. Jeśli ktoś opowiada, jaki to jest dobry w szachy, że był w kółku szachowym i gra od dziecka, to jest duża szansa, że to Ty go rozwalisz. Dobrzy szachiści przeważnie mówią mi na wstępie, że kiedyś tam grali i pamiętają, jak się ruszają bierki ;)

3. KOMENTATORZY NIE UMIEJĄ GRAĆ. Praktycznie za każdym razem, gdy gram na mieście, znajdzie się jakiś pacan, który komentuje partię z boku i podpowiada ruchy albo palmfejsuje na moje posunięcia. Nie słuchaj go, bo to NA PEWNO są złe podpowiedzi. Dobry gracz nie podpowiada i nie przeszkadza w grze innym.

4. IM GORSZA POZYCJA TYM WIĘCEJ WYMÓWEK. Och, to już standard. Wraz z moją przewagą na szachownicy rośnie częstotliwość tekstów w stylu „strasznie jestem pijany”, „to moje szóste piwo!”, „za trzeźwa jesteś”. Bardzo szybko okazuje się, że faceci przegrywają tylko dlatego, że są pijani, zmęczeni i w ogóle mają mnóstwo roboty i dlatego się spieszą, bo właściwie to muszą już iść i nie myślą o ruchach. Tia. To ci sami, którym się na początku wydawało, że rozwalą blondynkę matem szkolnym i właściwie na tym się kończą ich pomysły na mata.

5. PRZEGRYWAJĄCY CHĘTNIE POZBĘDZIE SIĘ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA PORAŻKĘ. Gracze robią to bardzo sprytnie, bo w momencie, gdy już widzą, że nie mają szans, zaczynają robić ruchy z dupy, podkreślając, jak to wcale a wcale nie zależy im na grze, bo się gdzieś spieszą. To ma mi dać sygnał, że moje zwycięstwo jest nic nie warte, bo przeciwnik się nie starał. ;) Albo zaczynają mnie podrywać lub walić kumplom teksty w stylu „dałem jej wygrać”.

6. IDIOTA RACJONALIZUJE PORAŻKĘ. Czyli np. gdy przegra w wyniku roszady, to próbuje mi wmówić, że on nigdy nie grał na „taką roszadę” i nie wiedział, że można ją zrobić, bo przecież gdyby wiedział, to by nie zrobił tego ruchu pionkiem wcześniej bla bla bla.

7. NIEPEWNY GRACZ NIE POZWALA COFAĆ RUCHÓW. I nie chodzi tu o nagłe cofnięcie się o kilka ruchów wstecz, tylko o zwykłe postawienie pionka na jednym polu, ale po sekundzie cofnięcie go i wykonanie innego ruchu – zanim jeszcze przeciwnik zdąży odpowiedzieć. Nie mam nic do gry ze stalową zasadą nie cofania. Zauważyłam po prostu, ze dobrzy szachiści nie mają nic przeciwko temu, by rywal poprawił ruch w zwykłej, luźnej grze towarzyskiej. Bo ich zwycięstwo nigdy nie bazuje na jakimś głupim, pojedynczym błędzie przeciwnika. Sama rzadko cofam ruchy. Właściwie robię to tylko w grach z przyjaciółmi. Ale zawsze pozwalam innym na cofanie, bo nie jest dla mnie satysfakcją wygrana w wyniku jednej pomyłki.

8. FACECI MAJĄ FOCHA PO PRZEGRANEJ. No prawie wszyscy. Serio. Wcześniej mogli być radośni, uroczy, wygadani, ale jak tylko dostają mata, zamykają się w sobie i unikają Twojego wzroku – albo domagają się rewanżu. Teraz. Zaraz. Koniecznie. Co mnie obchodzi, że to była piąta porażka a Ty jesteś zmęczona i chcesz już iść. Graj, suko!

9. BO TY JESTEŚ MISTRZYNIĄ. I na pewno kłamałaś, że grasz od 4 lat. Tak naprawdę na pewno grasz od dziecka i startujesz w turniejach a ja już dawno nie grałem i nigdy mnie nikt nie uczył bla bla. Tym sposobem przegrany próbuje uzasadnić swoją porażkę, wynosząc Cię na piedestał. No niestety. Przegrałabym z byle nerdem z kółka szachowego. Jestem słabą szachistką. Ty jesteś po prostu jeszcze słabszy ode mnie.

10. SŁABY GRACZ NIE PODDAJE SIĘ. W grze z przyzwoitym przeciwnikiem (i wcale nie jest trudno to ocenić) często dochodzi do takiego momentu, gdy mat jest nieunikniony. Jeśli ktoś ma nad Tobą miażdżącą przewagę figur lub pozycji, najlepszym wyjściem jest po prostu przewrócenie króla. Bo po co ganiać się pół godziny po szachownicy, walcząc o pata, którego i tak się nie dostanie, jeśli rywal wie, o co chodzi w grze? No niestety wielu graczy tego nie kuma i gra do usranego końca. Końca, który jest przeraźliwie nudny, bo Ty robisz ruch w sekundę – a on myśli nad każdym swoim piętnaście minut. W tym czasie pogadałbyś ze znajomymi, poszedł coś zjeść albo zagrał kolejną partię – ale nie możesz, bo ten syn nadziei, z którym grasz, wciąż wierzy, że wygra swoim gońcem z Twoimi wieżami. Bycz pliz.

 Na deser kilka moich ulubionych szachowych zdjęć. Bo to bardzo fotogeniczna gra i kiedyś wpadłam na pomysł, by zrobić jej sesję z latarką i dymem papierosowym. :) 

Komentarze do wpisu: 15 Napisz komentarz

  1. Zgadzam się ze wszystkimi punktami, oprócz ostatniego.
    Zawsze gram do końca. I to czy ktoś jest lepszym czy gorszym graczem nie ma nic do tego.
    Natomiast z kolei nie cierpię jak ktoś po przeciwnej stronie się poddaje!

    Może zagramy kiedyś? Na żywo?
    Pozazdrościłam jak grałyście z D.K. we Wrocławiu, kto wygrał? :)

  2. Jestem więc bardzo dobrym szachistą, bo zawsze mówię „kiedyś tam grałem i pamiętam jak się ruszają pionki”… tylko, że u mnie to akurat prawda :) Pewnie przegrałbym z Tobą w rekordowo szybkim czasie, bo jedyne co robię gorzej od gry w szachy, to podrywam kobiety, ale i tak bardzo lubię tę grę. Na studiach, podczas wykładów zawsze wyciągałem szachownicę i urządzaliśmy turnieje z kolegami i koleżankami siedzącymi w ławkach obok… czyli jednak magisterka na coś się przydaje :)

  3. lol Napisze cos nie zwiazana z Tematem ..Polecam serial ” Zemsta ” Revenger” 1 ODCINEK LECIal w Tv sciagnalem z sieci extra film i aktorka ..przydalaby mi sie taka kumpela Segritta nawet nie mam dziewczyny , kolezanek :O( z tej strony Jarek z Katowic spirit74@wp.pl seg nie wpadniesz do Katowic czasem heh

  4. czekaj, niech no tylko nauczę się grać…wygram z tobą bez dwóch wież ( a co!) króla, hetmana i tych dwóch pizdryków, co śmigają po ukosie. i żeby nie było wątpliwości, gońcem nawet nie ruszę z miejsca.

  5. „Właściwie za każdym razem, gdy wyjmuję szachownicę (którą przeważnie mam w torebce)”
    Zaprawdę powiadam Ci, nie znam żadnej osoby która nosi szachy przy sobie. A tym bardziej kobiety. A szkoda, bo to fantastyczna gra i myślę że fajną przygodą jest zagranie z kimś zupełnie obcym w przypadkowym miejscu :)

    „8. FACECI MAJĄ FOCHA PO PRZEGRANEJ. No prawie wszyscy. „. To oczywiste. Faceci (przynajmniej ci z jajami, a nie te metroseksualne hybrydy) są stworzeni do walki i wygrywania. Mało który dopuszcza świadomość przegranej. A tym bardziej jej zaakceptowanie. Tak jak wy kobiety macie miliard swoich wad, tak i my faceci mamy swoje wady. Różnica polega na tym że kobieta nigdy nie skuma że facet ma jakieś cechy, które mogą się różnić od jej wyobrażenia.

    A co do focha. Naprawdę kobieta nie powinna czynić z focha facetowi zarzutu. W tej dyscyplinie żaden facet nie dorasta kobiecie do pięt. Pozdrawiam

  6. Szlaq a ja tylko w warcaby umiem :-/
    Obiecałam sobie, że nauczę się razem z dzieciakami, bo wstyd, żeby kilkulatek ogrywał matkę ;-)
    P.S. Ja w torebce noszę podróżną wersję chińczyka, coby maluchy czymś zająć jak gdzieś czekamy :-)

  7. fajne przemyślenia, ale nie za bardzo zgadzam się z ostatnim punktem…Twierdzisz, że jeżeli przeciwnik ma przeważającą ilość figur, zmierzając równocześnie do mata – to powinnam od razu ”przewrócić króla” czyli w zasadzie poddać , przyjmując zasadę ”no dobra i tak mnie zaraz zamatuje”…Okej – więc niech to zrobi. Skoro ma tyle dobrych figur, mat jest kwestią paru ruchów…a zatem nie będę się długo ganiać z nim po szachownicy. Natomiast jeśli się ganiam mimo przeważającej pozycji przeciwnika to może mój przeciwnik nie jest taki dobry, bo co prawda wybił mi połowę figur ale nie potrafi zrobić tego co jest celem szachów – mata, co sama podkreśliłaś w jednym z punktów. Wówczas w jasno określonych zasadach gry w szachy – jest okazja na remis , nie tylko w formie tzw. pata..dlaczego więc mam się poddawać ? :)

Dodaj komentarz