Zarys fochologii

Wystarczy choć trochę mnie znać, by wiedzieć, że jestem wielką fanką fochów. Fascynują mnie. Może to dlatego, że sama nigdy fochów nie miewam. Pamiętam, że w podstawówce raz się na przyjaciółkę obraziłam, trochę na zasadzie „zobaczymy, czy to faktycznie działa”. Cóż… Męczyłam się z tym moim dziewiczym fochem parę godzin, jakoś tak głupio mi było. W końcu nie wytrzymałam i poszłam do niej pogadać. Okazało się, że wcale nie zauważyła, że się na nią byłam obraziła. Uznałam, że chyba foch, aby podziałać, musi trwać dłużej – a to by było ponad moje siły, więc pogodziłam się z faktem, że nie mam do tego talentu i zmuszona jestem używać innych metod perswazji. I tak zostało do dziś. Ludzie wokół mnie jednak dośc często traktują mnie fochem, co niezmiennie spotyka się z rozbawionym zachwytem z mojej strony.

W moich studiach nad fochem doszłam do pewnych fascynujących wniosków. Otóż okazuje się, że ludzie wyciągają focha z rękawa w momencie, gdy okazuje im sie szacunek, wierzy się im lub po prostu jest się z nimi szczerymi.

Foś się we mnie zadużył, niestety bez wzajemności. Długo mnie męczył, żebym podała przyczynę takiego stanu rzeczy. W końcu się poddałam.
FOŚ: Ale dlaczego?
SEG: Bo jesteś niemęski.
FOŚ: [foch]

FOSIA: Jestem taka gruba…
SEG: Jesteś
FOSIA: [foch]

Foś ma skwaszoną minę.
SEG: Coś się stało?
FOŚ: Nic.
SEG: OK.
FOŚ: [foch]

W tym ostatnim przypadku doszło do tak zwanego focha wtórnego, który zbliża nas ku zwycięstwu. W leczeniu syndromu fochowatości chodzi bowiem o to, by ignorować przeciwnika, aż sam się pokona. To moja ulubiona technika i opiera się na antyterrorystycznej zasadzie wykluczenia negocjacji. Kluczem do sukcesu jest kompletne ignorowanie focha, dzięki czemu, odbijając się od naszej tarczy obojętności trafia w samego emitującego i zatruwa go. Większość ludzi w końcu pojmuje, że to bez sensu i zaczyna używać języka do rozwiązywania swoich problemów.

Komentarze do wpisu: 17 Napisz komentarz

  1. Uff.. co za ulga, że nie tylko ja nie należe do kobiet które się nie fochują bo uważają to za głupotę. W skórcie. Irracjonalne fochy doprowadzają mnie do szału. Nie rozumiem jak można się ot, tak obrażać tylko dlatego, że komus się coś ubzdurało w głowie. I mimo, ze wkurza mnie to to staram się udawać, że tego nie widzę. Jak komuś nie przechodzi to polecam mu przedszkole. Tam są akcje z gatunku „jak tego nie zrobisz to przestane Cie lubić”. Juz wolę byc nielubiana niż odbijać się od dziecinnych fochów..

  2. Też się nie focham. Nie potrafię! Zresztą jak można się fochać na ludzi, z którymi uwielbiam przebywać? Nie ofocham się przecież na kogoś, z kim nie jestem blisko, bo nie żywię do tej osoby zbyt wielu uczuć – to nierealne, żeby mogła mnie urazić tak, żeby uraza kwalifikowała się do focha.

  3. co do reakcji ludzi na szczerość i szacunek, faktycznie nie często to wytrzymują , nie wiem dlaczego tak się dzieje ale tak jest. czasami wydaje mi sie że lepiej czujemy się okłamując samych siebie (w kwesti siebie samych), że łatwiej jest funkcjonować z jakimś wobrażeniem na swój temat bez patrzenia prawdzie w oczy- stąd takie reakcje.

    ale nie jestem o tym całkowicie przekonany. człowiek jest tak wielowarstwową istotą i tak bardzo wielowymiarową że nie sosób drugiego człowieka do końca pojąć . może o to właśnie chodzi?

  4. Ja focha strzelam, ale nie z tak trywialnych powodów, jak podane tutaj x;D

    Chociaż, może to nie foch? Czasem milkne, i patrzę tak ciężko… żeby się nie odezwać. Bo jak odezwę, to trzeba zatkać dzieciom oczy x;) No i jak się oddalę na 5 minut, to po powrocie jestem znów sobą, nie trzeba skakać koło mnie i przepraszać x;)

  5. Jestem choleryczką i też nigdy nie rozumiałam fochów. Ja nie umiem się obrażać- umiem tylko się denerwować i wygarniać ludziom całą prawdę prosto w twarz (co z resztą przeważnie skutkuje fochem drugiej strony). Nie mam pojęcia skąd to się wzięło i dlaczego ludzie kochają zachowywać się tak niedojrzale. To chyba jakaś oznaka słabości psychicznej.

  6. Moja córka ma koleżankę, która ma problemy z nadwagą. Mądrą, doświadczoną przez życie dziewczynę. Tak, JUŻ DOŚWIADCZONĄ-rozwód rodziców, nowotwór ojca, śmierć babci, niemodne ciuchy po siostrach, cienkie włosy, pryszcze na czole, niskowzrost i wielka, odziedziczona po przodkach dupa. Nie wiem co ją bardziej gnębi-ciuchy czy rak, ale nie chciałabym mieć ani jednego z tych zmartwień (sama przeszłam chodzenie w liceum w dwóch swetrach na zmianę, bo na więcej mamy nie było stać przy czwórce dzieci). Często powtarza, że ona też umrze na raka, bo wszyscy w jej rodzinie ze strony taty umierają. Fochnęła się na moją córkę pewnego razu, bo ta, na jej wspomnienie o problemach z trądzikiem umówiła się z nią w kawiarni i przy herbacie i ciachu wyciągnęła tonik ogórkowy i płatki do demakijażu.

    -przemywaj tym codziennie twarz, ale wcześniej weź prysznic, no i myj się tak w ogóle codziennie, bo sam tonik to nie wszystko.

    Foch ją zdziwił nieziemsko, zdumienie z jej twarzy nie spływało nawet podczas moich tłumaczeń, no bo jak można najpierw o swoich problemach się „”wyzewnętrzniać”, a potem fochać na dobre rady prosto z serca i z doświadczenia płynące. Można, na to składa się wiele czynników, nie zawsze zależnych od nas. Nie prosiła się na pewno dziewucha o rozwód, nowotwory, bycie najmłodszą siostrą w ubogiej rodzinie.

    Marcela jest jeszcze dzieckiem i uczy się, lekcja zapadła jej w pamięć.

    Zanim kogoś zranimy, zanim uzmysłowimy mu tą naszą szczerością i bezkompromisowością, że jest JESZCZE BARDZIEJ do dupy kolesiem/laską niż mu się wydaje i spieprzymy mu następny kawałek życia, warto zastanowić się czy przypadkiem nie robimy tego dlatego, że MY czujemy się w danej sytuacji bardzo komfortowo, bo MY nie mamy tego problemu.
    Nie wyobrażam sobie, żebym mojej największej przyjaciółce, która walczy od lat z nadwagą (ze 120 zeszła do 60 drakońską dietą, czyli niejedzeniem niczego, piciem wody, łykaniem tabletek przeciwbólowych, odchudzających, wzmacniających i nasercowych, ale to i tak na nic, bo w rodzinie wszyscy mają biodra zasłaniające domowy kominek, wzrost powyżej 180 i łapy wielkości bochna ) odpowiedziała na jej „gruba jestem” twierdząco. Nie jest gruba, jest piękna, mądra i ma takie poczucie humoru, że nic, tylko sikać na dywan. Nigdy nie zauważałam u niej tej jej wagi, bo ma jedno oko brązowe a drugie zielone i to przykuwa:) Nie mogę słuchać, kiedy mówi o tym co zjadła, a w zasadzie czego nie zjadła i nie mogę patrzyć na to, jak się katuje. Jak mnie kiedyś spyta, czy jest gruba, to zaprzeczę, bo chcę ją widzieć może według niej za grubą, ale zdrową.

    Foch fochowi nierówny. Czasem trzeba strzelić focha, bo komunikacja zawodzi, ponieważ jakakolwiekjej środki nie są absolutnie przez fochowywoływacza brane pod uwagę. To się nazywa reakcją gwałtfochową na foch focha:)

  7. leniwade, właśnie z takim myśleniem walczy ta notka. Z tą „przyjacielską” obłudą. Wydaje Ci się, że szczerość „pieprzy komuś życie”, podczas kiedy to życie najwyraźniej już jest spieprzone. Koleżanka Twojej córki nie obraziła się na nią dlatego, że Marcela „uświadomiła jej, że jest jeszcze bardziej do dupy, niz jej się wydawało”. Obraziła się dlatego, że usłyszała dokładnie to, z czego doskonale zdaje sobie sprawę – i o co sama prosiła, narzekając na swój trądzik. Obraziła się, bo woli narzekać, niż walczyć ze swoim problemem. Woli (jak każdy!) żyć złudzeniami i nie wychodzić ze swojej strefy komfortu, co oczywiście uniemożliwia rozwój. I o ile zależałoby mi na tej dziewczynie, postąpiłabym dokładnie tak samo jak Marcela.
    A Twoja przyjaciółka z nadwagą – skąd ma wiedzieć, że jest w Twoich oczach piękną, mądrą i zabawną kobietą, skoro okłamujesz ją w tak prostej kwestii jak jej waga? Myślisz, że ona nie zdaje sobie z tego sprawy? Tak, jest gruba. I co z tego, skoro uwielbiasz ją za cechy, które liczą się dla Ciebie bardziej niż obwód w pasie? Właśnie o tym nam piszesz. Właśnie to powiedziałaś. Czemu więc miałabyś problem z podzieleniem się taką informacją z przyjaciółką?
    Do dupy taka przyjaźń. Nie chciałabym takiej. Odpowiadam moim przyjaciołom szczerze na ich pytania – i chcę, żeby odwdzięczali się tym samym, bo dzięki temu wiem, że to, co we mnie komplementują, również jest szczere. I że mogę liczyć na ich osąd, na pomoc, i na zburzenie mojej chmurki złudzeń, jeśli się pojawi.

  8. segritta

    Po jakiego moje dziecko poproszone o spotkanie koleżeńskie ostentacyjnie w miejscu publicznym wyciąga tonik i płatki pouczając przy okazji o zasadach higieny? Dla mnie to nie szczerość a chamstwo i brak delikatności, dlatego też natychmiast została przeze mnie przywołana do porządku. Koleżanka od dawna używa toniku i innych specyfików, potrzebowała kogoś, kto przy okazji narzekania na pryszcze posłucha o tych problemach „cięższego kalibru”, bo jak się jest dzieckiem, to nie tak łatwo samemu walczyć ze wszystkimi problemami i przy okazji rozwijać się. Mogła sobie moja mądrala naprawdę darować ten tonik. Uwierz mi, że wspomniana koleżanka to bardzo rozsądna dziewczyna, która na miarę swoich możliwości bierze się z życiem za bary i nie jeden raz usłyszałam z jej ust dojrzałe wypowiedzi. Stąd foch i córce na szczęście było głupio.

    Gdyby ktoś mi się wypłakiwał, że ” o jej, jakie ja mam pryszcze na czole, no powiedz tak, czy nie?” a przy okazji nic z tym nie robił, to nie zawahałabym się odpowiedzieć twierdząco, ale nie widzę nic dobrego w tym, żeby ludziom otwierać na siłę oczy na coś, co oni sami widzą i z czym walczą. Tak samo ma się sytuacja z moją grubą/chudą koleżanką. Wie, że potępiam to jej chore odchudzanie, wie, za co ją podziwiam i co w niej uwielbiam. Wiem, że jej źle z tymi biodrami, udami, brzuszkiem, bo ROZMAWIAMY o tym bez jakiegoś owijania w bawełnę. Widzisz, walczy z tym, co jej przeszkadza, ale przegrywa, bo wszyscy w jej rodzinie wyglądają jak dąb Bartek, więc na jej naprawdę rzadkie „ale jestem gruba” nie odpowiadam twierdząco, bo ona smarka mi w rękaw nie po to, żebym jej potwierdziła rzecz dla nas dwóch oczywistą, a dlatego, że potrzebuje komuś się wypłakać i znaleźć pocieszenie w chwili załamki. Obydwie natomiast zirytowane wyrwałyśmy piątego rogala z czekoladą koleżance, która z pełna gębą narzekała na swoja tuszę, zajmowała przy okazji swymi gabarytami 2/3 naszej kanapy i snuła opowieści o swoich nocnych wędzeniach kiełbasek nad ogniem pieca gazowego. Fochnęła się rzecz jasna.

    Fochy są głupie, oczywiście, ale ta sławetna szczerość w przyjaźni czy innych związkach..bywają takie sytuacje, kiedy nie jest ona nikomu do szczęścia potrzebna. Wstyd, tyle miejsca zajęłam a można pewnie było w dwóch zdaniach, ale ja niestety nie umiem krócej psze Pani, ponieważ mam problemy z ubieraniem w slowa i gładkim wyrażaniem swoich opinii i nie strzelę absolutnie focha, kiedy autor tekstu i czytacze głośno to potwierdzą:)

  9. Opowieść leniwade przypomniała mi moje walki z trądzikiem kiedy to koleżanka stwierdziła że powinnam coś ze sobą zrobić bo to moja wina że tak wyglądam i że mam tak zaniedbaną twarz. Szczerość szczerością tylko ze ja wtedy po dermatologach co tydzień biegałam i miałam mnóstwo specyfików więc uwaga trochę nie na miejscu. Czasem może lepiej się dowiedzieć jak wygląda sytuacja a nie bawić się w „walkę z obłudą”

  10. Ja tak trochę nie w temacie. ;-)
    Walka z trądzikiem poprzez latanie po dermatologach na niewiele się zda. Bratki, bratki i jeszcze raz bratki, czyli viola tricolor pite codziennie na czczo działają cuda. Kuracja jest długotrwała, ale skuteczna.

    Zaś co do wyciągania toniku w miejscu publicznym, to… boszzzze, czego ja już nie wyciągałam w miejscu publicznym i… jakoś żyję.:-) Koleżanka mogłaby strzelić focha, gdyby ktoś jej ni z gruszki, ni z pietruszki zaczął udzielać rad, kiedy ona ich w ogóle nie chce, bo nie widzi problemu, albo widzieć nie chce. W sytuacji, kiedy zaczyna o nim mówić, daje sygnał, że oczekuje wsparcia, więc jej foch był zupełnie nie na miejscu, że tak się eufemistyczne wyrażę.

  11. Trudno mi się nie zgodzić z rurzaną (a to siurpryza ;)). Nie w sprawie bratków, na których się nie znam, ale w sprawie miejsc publicznych i reagowania na czyjeś narzekanie.
    Każdy miał w zyciu problemy, każdy miał a to problemy z cerą, a to z nadwagą, a to z budową nosa, a to z innymi wadami estetycznymi, które potrafiły skutecznie zniechęcić człowieka do kontaktów męsko-damskich i nabawić kompleksów. No własnie. Kazdy ma jakieś kompleksy. Ale też każdy ma mózg i powinien go używać. Narzekam na swój trądzik – koleżanka przynosi mi tonik w kawiarni. Jeśli nie pasuje mi ta kawiarnia (jakby kogoś w otoczeniu obchodziło, co za kosmetyk dostaję przy kawie i ciastku…), to mówię „Anka, głupio się poczułam, jak mi to dałaś tak przy ludziach…”. Anka mówi „przepraszam” i po sprawie. Jeśli stosowalam już toniki, chodziłam po dermatologach i jakoś mi nic nie pomaga, mówię „dzięki za dobre chęci, ale używałam już takich kosmetyków, a nawet z lekarzami rozmawiam o tym i to zwyczajnie nie pomaga”. Anka mowi „Ojej, to szkoda. Ale jakbyś chciała ten tonik to weź, najwyżej na prezent dla mamy będzie”. I po sprawie.
    To, że ta panna odstawiła focha nie świadczy zbyt dobrze o podkreslanej przez leniwade „dojrzałości” i „rozsądku”. Świadczy o jej glupocie. Może z czasem się nauczy (o ile Marcela się mamy nie posłucha i pozostanie z nią szczera ;)), jak zaakceptować swoje niedoskonałości lub po prostu jak informować ludzi, czego się od nich oczekuje, np. mówiąc „chcę się wygadać, w sumie nie potrzeba mi żadnych rad, ale chciałabym, żebyś mnie wysłuchała” – jesli faktycznie lubi narzekać dla samego „oczyszczenia duszy”.

  12. Dawno, dawno temu przechadzając się z dziewczyną (teraz już była) zauważyłem, ze kupiła sobie nową arafatkę (różowo-czarna – w sumie dużo osób taką miało), więc mówię do niej

    – nowa arafatka? ładna

    – dzięki

    – teraz to wszyscy sobie takie kupują

    – „foch”

  13. Super temat… niekoniecznie metoda Twoja musi się sprawdzić…, aaa tak mini żartem, Foch w żargonie informatyków, no może nie wszystkich, znaczy fachowe obciąganie „cholerka” -uciekło mi- ;) wiec miedzy sobą focha nie „stosują” lub inaczej go nazywają… :)

  14. Pofochować też jest przyjemnie:) można z tego osiągać niemal taką sama satysfakcje jak z narzekania lub marudzenia. Najważniejsze, żeby wiedzieć, kiedy można sobie na to pozwolić i kontrolować dojście do momentu krytycznego – kiedy foch może stać się przyczyną poważniejszej wymiany niepotrzebnych zdań.

Dodaj komentarz