Zatracenie siebie w związku

Jeśli robisz imprezę, upewnij się, że na liście gości nie ma par. Takie pary potrafią popsuć najlepszą zabawę. Wystarczy, że  zaczną się obściskiwać, mowić o wspólnych przygodach, patrzeć sobie słodko w oczka i zadawać Tobie pytania w stylu "masz już jakiegoś kawalera?", jakby to był Twój jedyny słuszny cel życiowy. 

Niepotrzebnie robią tłok, wypiajają wódkę i żrą kanapki. Ciągle pozostają w kontakcie fizycznym. Kobiety są nieumalowane. Faceci rozwalają się na kanapach i drapią się po jajkach. Po godzinie goście uznają, że najlepiej przenieść się do klubu. 

Jeszcze gorzej jest z małżeństwami. Pytasz się takiej Anki, jaki ma numer gg, a ona na to, że ma wspólny z Tomkiem. I potem nie wiesz, z kim rozmawiasz. Na wszelką sugestię, żeby zalożyła sobie prywatny, słyszysz: "Ale my nie mamy przed sobą tajemnic!" 

Ale może ja mam przed nim tajemnice? 

"Ale my jesteśmy jak jedna osoba. I tak mu wszystko mówię…"

To jeszcze pół biedy. Gorzej, gdy przyjaźnisz się z kimś latami, chodzicie razem na zabawy, jesteście sobie wingmenami, powiernikami i obiecujecie sobie, że "przyjaźń zawsze na pierwszym miejscu". A potem on się żeni i jakby się pod ziemię zapadł. Nie ma go. Tylko słyszysz czasem od obcej osoby, że drugie dziecko im się rodzi. A na święta dostajesz sesa "Wszystkiego najlepszego z okazji gwiazdki życzą A i T". 

Nie wchodźcie łagodnie do tej dobrej nocy…

Komentarze do wpisu: 13 Napisz komentarz

  1. Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy.

    Znowu masz racje. Ale w pewnym momencie robi się co raz mniej znajomych, którzy nie są w jakiejś parze. A jak nie będzie miał kto wypiajać Twojej wódki to dopiero będzie lipa.

  2. na szczęście wciąż istnieją pary, które nie są jednością. Są związkiem dwóch odrębnych, wolnych osób, które po prostu sie kochają. I z takimi można się świetnie bawić. :)

  3. No właśnie, jak z żoną idziemy na imprezę to nawet nie siedzimy koło siebie.

    Często nowi znajomi pytają ze zdziwieniem „to wy jesteście małżeństwem ?!?”

    Ale czy to trzeba wisieć na sobie całą imprezę i udowadniać wszystkim jak bardzo się kocha nie pozwalając żonie nawet zatańczyć z kolegą?

  4. Ah, klasyczna nieparzystość. Straszna sprawa, jak się nagle wszyscy sobą zajmą… a to co ty mówisz to jeszcze gorszy przypadek, że sobie para robi z drugiej połowy jedyne hobby. Plus moment w którym zaczynają razem mieszkać „a wiesz kupiliśmy sobie taką świetną lampę ostatnio do domu, taka [opis], po prostu słodka”. W tym momencie się człowiek modli się, żeby trajkotka nie dodała do swojego chłopa jeszcze „Tomek, opowiedz”.

    pozdrawiam, współposiadacz problemu

  5. Znam też taką parę ( już po ślubie). Życzenia wysyłają razem, chodzą wszędzie razem. Parę takich par przed ślubem ( ich nie moim) też się zdarzyło poznać i w każdym przypadku to kobieta właśnie wprowadza taką jedność i wspólnotę. Nie znam żądnego faceta który domagałby się czegoś takiego. Kobiety co jest z wami ?

  6. witam, jestem tutaj pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni. na razie nadrabiam zaległości.. Podoba mi się to Twoje ego ;).z merytorycznie wypowiem się może innym razem, pozdrawiam.

  7. Seg, pisałaś wcześniej o tym (w kontekscie długości smyczy), to jest inna strona tego samego zjawiska. A te pary co tak się obłapiają na oczach wszystkich, to klasyczny syndrom dominacji (pokazania innym w stadzie, że dana osoba należy do partnera).

    pzdr, i pisz dalej swojego bloga, zajebisty jest

  8. Dobrze, że trafiłam na ten tekst. Mam dokładnie takie samo podejście do tego jak Ty. Moja pseudo przyjaciółka…tak, takie tam, przyjaźń na śmierć i życie do 15 lat itd, odkąd jest ze swoim chłopakiem, a teraz już mężem świata poza nim nie widzi. Gorzej, nie ma swojego zdania, o wszystko sie go pyta jakby nie miała wlasnego mózgu, odkąd z nim jest ani razu nie rozmawiałysmy na osobności szczerze. A o tym ze jest w 7 miesiącu ciąży dowiedziałam sie od koleżanki kolegi itd. To sie nazywa zatracanie siebie i jeszcze ostatnio mi wyrzuciła, że : Ty po prostu nie możesz zaakceptować tego że się zmieniłam, na lepsze. taa…I też uważa się za nieoddzielna od swego męza, bo na tym wg niej polega małzenstwo że wszystko sie robi razmew. On idzie siku, a ona”: gdzie idziesz? Na szczęscie on ma troche inne zdanie, ale tez juz powoli nie wyrabia. :P pozdrawiam i zapraszam do siebie http://www.photoblog.pl/kasiochimka. Bede Cię częściej czytać, bo czasem mam wrażenie że to co piszesz wyszło spod moich palców. :)

  9. Hmmm dziwne, że pary z mojego otoczenia tak się nie zachowują? Może obracasz się wśród jakiś maniakalnych drapaczy jajek i głupich laleczek nie posiadających własnego życia poza „życiem związkowym”. hmmm a Cały tekst nie jest przypadkiem jednym wielkim wyrzutem „Do cholery! Czemu ja jestem samotna?”?

    … Masz rację, też nie lubię par na imprezach, tylko mnie wkurza ich cholerne szczęście.

  10. kapparho,
    Znam mnóstwo szczęśliwych par ze zdrowym podejściem do życia i ludzi. Ich obecność w moim otoczeniu jest dla mnie prawdziwą przyjemnościa.
    I w ten sposob obie Twoje tezy padły. :)

  11. Oł, ja na imprezach to rzadko ze swoim chłopem siedzę nawet, a gdzie tam do klejenia się. W parze jestem, a publiczne klejenie mnie niesmaczy. GG też mam osobne i wszystko lubię mieć osobne.

Dodaj komentarz