Chuda, normalna i gruba – czyli jaka?

Ach, wrócę jeszcze do tematu piękna i brzydoty ciała, bo czuję, że nad tego ciała postrzeganiem w dzisiejszym społeczeństwie trzeba pracować – a ja mam oczywiście głębokie poczucie misji w blogowaniu ;)

Jest coś takiego jak norma. I normalne ciało. Normę przeważnie kształtuje po prostu większość, więc można powiedzieć, że normalna kobieta to taka uśredniona ze wszystkich kobiet. Normę ustala też biologia / medycyna, więc nie powinno spotykać się z żadnym sprzeciwem twierdzenie, że kobieta o BMI 18,5–24,99 jest po prostu normalnie zbudowaną, zdrową kobietą. Teoretycznie też właśnie takie idealne, zdrowe BMI powinno uchodzić za najpiękniejsze, bo natura każe nam uznawać za piękne to, co jest zdrowe. Nie jest tak do końca, bo na nasze poczucie estetyki wpływa też kultura i zmieniająca się w różnych czasach i społecznościach moda. Nie zamierzam z tą modą walczyć, bo się po prostu nie da. Moda ma wpływ również na mnie – niezależnie od tego, jak bardzo chciałabym być obiektywna i „ponad trendami”.

Ale…

Tak jak nie mam nic przeciwko temu, co się komu podoba – tak stanowczo sprzeciwiam się przesuwaniu granicy normalności zgodnie z aktualnymi trendami. Bo czym innym jest mówienie „podobają mi się chude kobiety” lub „podobają mi się grube kobiety” a czym innym jest nazywanie chudej kobiety normalną, normalnej kobiety – grubą lub pójście w zupełnie drugą stronę i nazywanie normalnej kobiety chudą a grubej – normalną. Bo to jest kucie definicji na nowo, zupełnie niepotrzebnie zresztą, bo niezgodnie zarówno z wyglądem przeciętnej kobiety jak i z jej definicją medyczną.

Spójrzcie na poniższy rysunek. Macie tu graficzną reprezentację kobiety z różnymi BMI. To, że projektanci mody lansują dziś model chudy, wręcz anorektyczny, nie oznacza, że jest to kobieta o normalnej budowie. To, że grube kobiety nazywają szczupłe kobiety wieszakami też nie oznacza, że szczupłość wypadła nagle z normy.

http://www.scientificpsychic.com/fitness/diet.html
http://www.scientificpsychic.com/fitness/diet.html

Jestem za postawieniem równości między „normalny” a „piękny”. To dość standardowe podejście, którego się pewnie po mnie spodziewaliście, ale nie oznacza ono, że będę z automatu nazywać brzydkimi wszystkie ciała chude lub grube. Bo piękno nie leży tylko w BMI i czasem gruba lub chuda kobieta może mieć takie proporcje, które uczynią ją w moich oczach piękną. Tym, co uważam za brzydkie, jest otyłość lub sylwetka anorektycznie chuda. Podchodząc do BMI od strony języka i przymiotników, skala wyglądałaby następująco: wychodzony -> chudy -> (szczupły) -> normalny -> (pulchny) -> gruby -> otyły. I naprawdę uważam, że wszystkie te sylwetki – poza skrajnymi – mogą i powinny mieścić się w granicach dopuszczalnych norm i nie ma nic złego w nazywaniu ich po imieniu. Brzydkie, obrzydliwe, okropne – jest dla mnie tylko to, co niezdrowe. Nazywając kobietę chudą lub grubą, nie umniejszam jej wartości. Po prostu operuję w granicach moich definicji tych terminów, w pełni uznając ich sylwetki za potencjalnie atrakcyjne, w zależności od gustu oceniającego.

Takie jest moje postrzeganie piękna kobiecego ciała i norm. Jestem jednak ciekawa, czy Wasze oczy wydają tę samą ocenę. Przetestujmy to. Dla mnie:

To jest kobieta chuda.
To jest kobieta normalna.
To jest kobieta gruba.

Moim zdaniem nie ma wśród nich ani anorektyczki – ani kobiety otyłej. I wszystkie są w swojej kategorii piękne. Zgadzacie się?

Komentarze do wpisu: 56 Napisz komentarz

  1. Bardzo fajnie to wyjaśniłaś. Ja mam BMI 19 po pierwszej części tekstu stwierdziłam więc, że jestem ‚normalna’ choć po obejrzeniu zdjęć troszkę zastąpiłam bo ta normalna-choć faktycznie normalna dużo większa ode mnie jest. Ale myślę, że mieszczę się w granicach piękna wyznaczonych przez ciebie. :)

  2. Nie widzę różnicy między pierwszą a drugą. I nie ufam BMI. Według BMI powinienem ważyć 15 kilo mniej. Bardzo nie chciałbym ważyć 15 kilo mniej.
    Podobają mi się proporcjonalne kobiety.

  3. Eliza Gawin napisał(a):

    No to sie wypowiem, a co. Mam 1,65 wzrostu i waze jakies 53 w porywach do 54 kg. Blyskawicznie obliczone BMI to 20, wiec miedzy lowest a middle Normal, wedlug tej tabelki. Ale to tylko tabelka, ktora mnie nie widzi. Nie wie na przyklad, ze mam male cycki. I 2 waleczki/oponki/czy jak to teraz sie pieszczotliwie nazywa tluszcz. I nie wygladam, jakbym miala normalne BMI. Z tego wysnuwam takiz wniosek, ze BMI nie jest definicja figury idealnej. Pewnie jest milion dziewczyn z podobymi parametrami jak moje, a wygladaja inaczej – gorzej, lepiej – tia. Jak dla mnie to ludzkie cialo ma tyle czynnikow, ktore definiuje jego wyglad… choroby, genetyka, srodowisko, odzywianie, nalogi… nie sposob jest wcisnac kogos w jakas ramke. A jesli sie chce na sile to zrobic, to wcisnie sie kogos nieprawidlowo. Tak jak mnie, osobe z optyczna nadwaga do kategorii osob z waga normalna. Dziekuje i dobranoc.

    1. Zgadzam się, BMI nie zawsze działa. Ja mam 155cm wzrostu, mam też duży biust. Gdybym schudła tyle, żeby mieć BMI 18 (czyli najmniejsze z normalnych), wyglądałabym jak anorektyczka.

      1. Marta Szatańska napisał(a):

        ehem, tak samo ze sportowcami, u nich BMI się nie sprawdzi – a to sprowadza się właściwie do tego, że samo obok BMI potrzebny jest jeszcze skład ciała danej osoby.

    2. Ania Rose napisał(a):

      Masz rację proporcje budowy, też trzeba uwzględnić ale przypuszczam, że te dwa wałeczki przy BMI 20 to tylko taka mała ryska na wyglądzie a i tak jesteś postrzegana jako osoba szczupła. Ja niedawno miałam BMI w górnej granicy (24,9) i zaraz zaczęłam słyszeć od rodziny, że za dużo przytyłam, że się powinnam wziąć za siebie a gdy schudłam do BMI 22.2 to słyszę same pochwały. A przecież w żadnym momencie nie miałam nadwagi Rodzina wiedziała, że mam nową pracę, która wymagała ode mnie czasami 16 godzin siedzenia, jednak presja była tak wielka że musiałam z tej pracy zrezygnować. Te wszystkie przycinki typu:
      „Przepraszam muszę Ci to powiedzieć ale masz wielka pupę” – to teściowa. (jakbym nie miała lustra w domu)
      „Nie wiem czy słyszałaś o tej diecie…” – to mama (oczywiście o tej diecie słyszałam i o innej również ale jak się siedzi 16 godzin i się musi być przytomnym to same warzywa niestety nie pomogą)
      Czy wyglądałam aż tak źle? to była kwestia 6 kg ale nie ma społecznego przyzwolenia na BMI powyżej 23.
      Dodam, że ja dla odmiany mam bardzo duży biust

  4. Justyna Kasprzyk napisał(a):

    To chyba działa tak – jakbym zobaczyła panią numer 3 na ulicy, to nie użyłabym określenia „gruba”, ale gdybym sama zaczęła tak wyglądać, to pewnie każdą noc spędziłabym na płakaniu nad swoją tęgością.

  5. Daria_Wiktoria napisał(a):

    Z tej strony 17,3, czyli wychudzenie. Na szczęście moje 46 kilogramów ulokowało się na tyle dobrze na ile mogło i mam całkiem fajną figurę. Podobam się sobie i innym i wcale po mnie nie widać, że tak mało ważę. Aczkolwiek nie narzekałabym, gdyby mi przybyło tu i ówdzie :) Jak ktoś już tu napisał, najważniejsza jest figura, a dopiero potem waga.

  6. Aggie S napisał(a):

    BMI to nie jest dobry wyznacznik. Według niego powinnam zrzucić 10 kg czyli mam nadwagę ale czy nosząc rozmiar 40 można mówić o nadwadze? No sorry

    1. gola_pionierka napisał(a):

      Można. Ja mam 160 cm wzrostu i noszę rozmiar 34. Gdybym przerzuciła się na 40 oznaczałoby to u mnie nadwagę. Albo zaawansowaną ciążę.

      1. Aggie S napisał(a):

        Ok pochwaliłaś się że nosisz 34 fajnie. Mam zazdrościć? Tylko nie wzięłaś pod uwagę tego ile ja mam wzrostu a do tak niskich jak ty nie należę.

        1. gola_pionierka napisał(a):

          Pochwalić to się mogę osiągnięciami. A mój wzrost, waga, czy kolor skóry do nich nie należą. Odniosłam się tylko do Twojego stwierdzenia, że przy rozmiarze 40 nie można mówić o nadwadze. I podałam przykład, że w niektórych sytuacjach można.

        2. Aggie S napisał(a):

          rozgryzłaś mnie jestem gruba i sfrustrowana, marzę o tym by nosić rozmiar 34 ;) teraz lepiej ?
          a o tym co mi przeszkadza wolę się nie wypowiadać zaś ty na pewno tego nie wiesz więc dajmy spokój takim filozoficznym dyskusjom

        3. gola_pionierka napisał(a):

          Po prostu zachowałaś się bardzo standardowo. Zakladasz, że napisanie publicznie, że nosi się rozmiar 40 jest w porządku. Ale już napisanie, że nosi się 34 – fatalnie, wstyd, weź się schowaj. Klasyka.

        4. Aggie, z góry założyłaś, że komentarz golej_pionierki był jakimś manifestem jej zajebistości… bo nosi 34. Nie, nie chodzi o to, że masz jej zazdrościć. Chodzi o to, że „można” nosić 40 i być w normalnej wadze – jak i nosić 34 i być w normalnej wadze. Zupełnie niepotrzebnie poczułaś się zaatakowana / onieśmielona. Nie ma czegoś takiego jak idealny rozmiar. Jest coś takiego jak idealne proporcje (choć to też zależy od czasów i mody).

        5. Tami Tea napisał(a):

          Polecam vlog Andrzeja Tucholskiego o ładnej sylwetce / proporcjach.

      2. Anonim napisał(a):

        i co chwalisz sie czy zalisz? osoby z wyrobionymi miesniami tez nosza np 40 rozmiar i co to czyni z nich osoby „puszyste” ? Az zal sluchac takich ludzi jak Ty :) uwazaj zeby wiatr cie nie porwal szkieleciku :D:D

  7. gola_pionierka napisał(a):

    Ja jeszcze stanowczo protestuję przeciwko używaniu określenia „prawdziwa kobieta”. W tej chwili ważę najwięcej w swoim życu i mam BMMI 19. I jak słyszę, że „prawdziwa kobieta” musi mieć krągłości, albo coś w tym stylu to mam ochotę pogryźć, przeżuć i wypluć wygłaszających takie opinie.

    1. magda napisał(a):

      Chyba już się powoli odchodzi od tej medialnej mody na „prawdziwe kobiety” właśnie ze względu na protesty chudych. No i dobrze. Kilka lat temu sklepy obniżyły swoje rozmiarówki, chyba właśnie po to żeby pokazać, że tłuszczyk jest normalny. Niestety nie pomyślano o osobach chudych. W liceum nosiłam rozmiar S, 36. Przez ostatnie 6 lat nie przytyłam ani nie schudłam, a obecne XS, 34 jest na mnie często za duże, a tylko nieliczne sklepy oferują rozmiary XXS, 32. Tyle się mówi o presji społecznej na chudość, o „wieszakach” i photoshopowanych supermodelkach, ale w sklepach nadal rządzi rozmiar przeciętny/ duży. Dziwne.

  8. kasztan napisał(a):

    Sama piszesz, że najważniejsze są proporcje, a ze wszystkich możliwych wskaźników wybrałaś najgorszy, bo właśnie nie biorący tych proporcji pod uwagę.

    Zdaje się, że najbardziej obiektywnym wyznacznikiem tego, czy mamy do czynienia z nadwagą, niedowagą etc. jest proporcja zawrtości tłuszczu do mięśni w organizmie. . Przykładowo facet mający 190cm wzrostu i ważacy 95kg będzie miał wg standardu BMI nadwagę, a tak naprawdę ma pięknie zbudowane, zarysowane mięśnie. I tak samo ważąca niewiele kobieta może być tzw. ‚skinny fat’ czyli wagowo wszystko się zgadza, a i tak jest brzydkim flakiem.
    Zgadzam się mniej więcej z ideą tego wpisu, ale kompletnie nietrafiony wybór wskaźnika.

      1. kasztan napisał(a):

        nie wiem czy przeczytałeś mój komentarz uważnie, bo mój argument jest właśnie taki, że wzrost i waga nic nie mówią, Ważny jest STOSUNEK TŁUSZCZU DO MIĘŚNI.

        1. Odniosłem się do tego:
          „Przykładowo facet mający 190cm wzrostu i ważacy 95kg będzie miał wg standardu BMI nadwagę, a tak naprawdę ma pięknie zbudowane, zarysowane mięśnie”
          Wydaje mi się, że twierdziłeś tutaj, że ktoś kto ma 190cm wzrostu i waży 95kg, mimo nadwagi wg. BMI, będzie dobrze zbudowany. A przecież wcale nie musi tak być.

        2. kasztan napisał(a):

          ‚Przykładowo .. ‚ Podałam tylko dwa przykłady na udowodnienie tezy, że BMI to żaden wskaźnik :)
          Oczywiste jest, że różni ludzie z taką samą wagą mogą inaczej wyglądać. Pozdrawiam

  9. Internetowy licznik BMI powiedział mi, że mam niedowagę. Nie wiem jak to odbierać, bo moim zdaniem wyglądam całkowicie normalnie. Szczupło, ale normalnie. Może po prostu własne ciało widzę inaczej niż innych. Panie ze zdjęcia drugiego i trzeciego wyglądają według mnie całkiem w porządku, są ładne. Ale gdybym sama miała tak wyglądać pojawiłby się problem.
    Całkiem niedawno Venila Kostis napisała świetny tekst o tym jak odbierane są dziewczyny chude. Chudej można powiedzieć, że wygląda jak kościotrup, ale o grubej „pączusiu” już nie wypada. Słowa „chuda” i „gruba” mają negatywny wydźwięk. Kiedy słyszę o sobie „jejku, jaka ty jesteś chuda!” zastanawiam się co by było, gdybym komuś innemu powiedziała „ojejku, jaka ty jesteś gruba!”.

  10. Tianzi napisał(a):

    Kurczę, jestem już jednak mentalnie sprana, bo najbardziej mi się podoba underweight (sama jestem middle normal). Jendak uznaję, że ludziom, tak jak w kolorach, jest często ‚do twarzy’ w różnych kategoriach wagowych, pomijając już takie truizmy jak różnice w budowie i poziom otłuszczenia, do ktorego ciało naturalnie dąży :)

  11. Karolina Wójtowicz napisał(a):

    Kanon piękna się zmienia. Pojęcie „zdrowo wyglądająca kobieta” także. Inaczej widział takową Rubens inaczej ludzie w czasach królowania Marilyn, inaczej teraz. Fakt nie można walczyć z modą. Moda jest na baaardzo szczupłe kobiety i niestety przez to wiele kobiet ma kompleksy i normalność nie wystarcza. Szkoda, bo piękno nie zależy od wagi, BMI czy nawet poziomu tkanki tłuszczowej w organizmie. Trzeba zachować zdrowy rozsądek i po prostu dbać o siebie.

  12. Joasia napisał(a):

    Coraz więcej młodych osób zapomina jak wygląda zdrowy, normalny człowiek.
    Większość moich koleżanki zachwycają się tym jaka to ja jestem szczupła, idealna i okazuje się, że każda chciałyby ważyć tyle, co ja. Za to od nikogo ze starszych osób (pokolenie moich rodziców i starsi) nie słyszałam podobnej opinii – wręcz przeciwnie! Co chwile się mnie pytają, czy ja coś w ogóle jem, czy może przypadkiem nie jestem na coś chora…
    Ile razy staję na wadze, to zawsze widzę cyfrę „4” z przodu. Przy wzroście 164 cm daje mi to BMI w okolicach 18. Może i nie jest to jakiś skrajnie niski wskaźnik, ale przy niemałym biuście, widać mi dokładnie każdą kość i spokojnie można policzyć wszystkie żebra. Wyglądam jeszcze w miarę okej, ale każdy stres czy zmęczenie kradnie mi 1-2 kg i wtedy po prostu przestaję rzucać cień, jak idę ulicą.
    Bardzo bym się ucieszyła, gdyby udało mi się przekroczyć magiczną dla mnie granicę 50 kg. Raz jeden jedyny w życiu, jakieś 8 lat temu, ważyłam 52kg i wtedy czułam się najlepiej – ubrania na mnie nie wisiały, nie miałam zapadniętych policzków i wyglądałam proporcjonalnie (a nie jak anorektyczka, która powiększyła sobie cycki ;-) ). A co na to moje koleżanki, kiedy wspominam, że chciałabym ważyć 52kg? „Nie, no co Ty! Teraz wyglądasz super! No, jak przytyjesz parę kilogramów, to też będziesz wyglądać dobrze, ale na pewno nie lepiej niż teraz! Zostań tak, jak jesteś teraz!”
    Moim zdaniem paranoja. 3-4 kg więcej potrafi zmienić kobietę z niedowagą(!) z super mega atrakcyjnej laski na dziewczynę zwykłą, przeciętną, okej i taką jakaś bez szału…

  13. Każdy ma inne poczucie piękna i estetyki, mnie strasznie śmieszy to, że ktoś zewsząd zalewa nas obrazami „idealnego piękna”, które tak naprawdę jest złudzeniem. Piękno dla mnie jest czymś ulotnym, może jestem idealistką, naiwną, ale gdy się nigdy nie wpasowywało w „kanony” prezentowane przez czasopisma, reklamy i filmy, zaczyna się inaczej postrzegać świat. I piękno jako takie. Ulotne, złudne. Potrzebowałam wielu lat, by zaakceptować siebie, by czuć się dobrze w swoim rozmiarze L. To chyba też kwestia tego jak siebie samego postrzegamy. Gdy siebie akceptujemy w pełni, częściej zauważamy piękno w innych (nie tylko to mijające, zewnętrzne)

  14. to ze mną już chyba wogóle coś nie tak, bo ta co ma być chuda mi normalna jest, nie widzę tam jakiejś super chudości,aczkolwiek zgadzam się z resztą, że na drugim zdjęciu normalna – znaczy nie super sczupla tylko zaokraglona a na ostatnim grubsza

    1. Anna Freud napisał(a):

      Podobnie jak iwa na zdjęciach widzę – osobę normalną (szczupłą, proporcjonalną), osobę normalną ale z zapasem tłuszczyku (i sporym potencjałem na bycie grubą za kilka/naście lat) oraz osobę grubą.

      Niestety nie tylko tłuszcz powoduje, że kobieta wygląda grubo. Wystarczy, że ma grube kości i wtedy niewielka ilość tłuszczu niewiele pomoże – żeby wyglądać szczupło, musi naprawdę diametralnie schudnąć, tak, że osoba drobna wyglądałaby już jak kościotrup czy anorektyczka, a ta grubokoścista dopiero szczupło.

      Życie jest brutalne i trudno o ideały. Na szczęście niedoskonałości ciała nie są w życiu zbyt ważne. To charakter tworzy człowieka – i to jak jest postrzegany przez innych.Oczywiście fajnie mieć ciało modelki, ale to się liczy tylko przy pierwszym wrażeniu (poznając kogoś nowego), później obojętnieje.

  15. romana napisał(a):

    Nikt do tej pory nie napisał, że ta pierwsza ma sylwetkę wykończoną komputerowo. Ostatnia pewnie też, ale nie rzuca się to aż tak w oczy. Tylko ta druga wygląda w miarę naturalnie = zdrowo = jak to było, pięknie?

  16. Agnieszka Marta Zetowa napisał(a):

    dlaczego uzywasz okreslenia ” anorektyczka”, ” anorektycznie chuda sylwetka” ? czy wg Ciebie każda chuda ( nie szczupła, tylko chuda) kobieta to anorektyczka? anoreksja jest poważną chorobą psychiczną i uważam, ze nie należy określać osoby chudej mianem anorektyczki Nie każdy chudy ma anoraksję, co więcej- nie każda anorektyczka jest chuda

  17. dandyska napisał(a):

    Zawsze, gdy czytam teksty, w których porusza się temat wagi kobiety i ideału piękna, dochodzę do wniosku, że jest ze mną coś nie tak;) Powinnam zrzucić jakieś 5-8kg, bo mam lekką nadwagę, ale patrzę w lustro i, kurcze, nago według mnie wyglądam zajebiście. Ciekawe, czy to ja mam skrzywiony obraz samej siebie (coś jak anorektyczka, której się wydaje, że jest gruba, gdy patrzy w lustro – u mnie jest za to odwrotnie, to jest odejmuję sobie obwodów)…

    1. Paulina Angelika Kulik napisał(a):

      hehe, też tak mam z patrzeniem w lustro ;) Akurat ja jestem na granicy wg BMI, tak samo z procentem tłuszczu, więc wg. wielu osób jestem „tłusta”, „gruba” itd. Dobrze, że nie mam o sobie tak negatywnego zdania, jeszcze bym zasnąć nie mogła ;)

  18. Kamila napisał(a):

    http://we24.pl
    Lokalizator to aplikacja dzięki której możesz śledzić swoich znajomych! Wystarczy podać ich numer telefonu a program wskaże ich aktualne położenie na mapie satelitarnej!

  19. Podobno nawet w medycynie zmienił się trochę punkt widzenia na ciało kobiece – jeszcze 50 lat temu w podręcznikach ludzkiej anatomii dla studentów medycyny sylwetka kobiety była sporo „pulchniejsza” od tej, która jest przedstawiana we współczesnych książkach.

  20. malami napisał(a):

    Nie nazwałabym 3 kobiety grubą – dla mnie to kategoria „zaokrąglona” – taka robocza definicja. Gruba jest dla mnie kobieta, która już traci kształt na rzecz walków tłuszczu, a 3 pani ma więcej ciała, owszem, ale nadal ładne, kobiece kształty. Gruby człowiek te kształty traci, po prostu jest obły i cześć.

  21. Paulina Angelika Kulik napisał(a):

    Po komentarzach widać jak bardzo różni się postrzeganie normalnej sylwetki wśród ludzi. Zgadzam się tutaj z Seg, ale zgadzam się też z komentatorami, że BMI to jeden z najsłabszych wskaźników jaki mogłaś wybrać. Moja opinia jest taka, że zwykle za normalne uznamy coś, co jest blisko naszej sylwetki. Więc dla Pani ze zdjęcia nr 3 ja pewnie byłabym normalna, a dla mnie normalna jest Pani ze zdjęcia nr 1 (dla mnie to „chuda normalność”). Poza tym nie lubię określenia sylwetki jako normalnej. Normalna, czyli niewadliwa? Czyli i chuda i gruba to wadliwe? To samo z ‚prawdziwymi kobietami’. Skomplikowana sprawa z tymi określeniami.

  22. Tami Tea napisał(a):

    Ja mam trochę inny problem. Moje BMI: w porywach 17.5-18.00. Czyli za mało.
    Do tej pory mam w uszach jak chłopak który mi się podobał w liceum nazwał mnie szkapowatą.
    Przy czym nie wyglądam jak jakiś szkielet, po prostu jestem drobniutka. Chude rączki, małe cycki, drobna (choć na szczęście nie jakaś bardzo płaska) pupa.
    I bug wie ile razy słyszałam ‚utyj, będziesz ładniejsza’.
    A ja tak nie uważam. Lubię moją dietę. Lubię owoce, nie przepadam za mięsem. No nie będę się do schabowego zmuszać jak mam ochotę na ryż z warzywami. Nie odmawiam sobie też kawałka ciasta i bitej śmietany, oczywiście. Ale jem co chcę. To znaczy że dosyć chudo.
    Nie będę brała jakiś odżywek, koksów co mi też sugerowano. Nie pójdę na siłownię, wolę jogę (która dodatkowo wysmukla ciało).
    Może to nie jest zgodne ze stereotypem ‚ładnej’, ale nie sądzę też, by bycie chudym było ‚brzydkie’ póki nie jest niezdrowe (a pilnuję by nie ważyć mniej niż te 45kg).

    I tak jak nie ma społecznej akceptacji na bycie ‚krągłym’ wiele osób nie lubi mojej figury. „nie noś takich dekoltów, widać jak chuda jesteś” (a uwielbiam styl boho i luźne ubrania), „leginsy? z twoimi patyczkami zamiast nóg?” (ekhem, lubię swoje nogi. I są całkiem kształtne, moim skromnym zdaniem. I lubię leginsy, cholera jasna.)

    Ja patrzę na jedno: czy to ile osoba waży jest zdrowe? To jest najważniejsze. Brzydkim uważam jest doprowadzenie sie do otyłości takiej, że mamy problemy ze zdrowiem. Brzydkim jest doprowadzenie się do chudości takiej, że mamy problemy ze zdrowiem.

    Bycie zdrowym jest ładne. o!

  23. Maja Frankowska napisał(a):

    Ja bym chciała nie zgodzić się z pewnym aspektem -mianowicie graficzną reprezentacją kobiet z różnym bmi,moje bmi wynosi 14,7i nie uważam ,żebym miała anoreksję.

Dodaj komentarz