Gagaga.

Kumpel napisał mi dziś w nocy sesa:

„Chcesz zobaczyć mojego małego? :)))”

Oczywiście dyplomatycznie go zignorowałam. Lubię chłopaka. Dziewczynę jego znam. Nawalił się i gada głupoty. Może rano nie będzie pamiętał, że to wysłał… 

Dziś rano jednak zobaczyłam na Fejsbuku nową galerię zdjęć na jego profilu. Urodził mu się taki mały Yoda. Takie mały, różowy, pomarszczony z wbudowanym mechanizmem krzycząco-srającym. Instynkt mamy silny. Zwłaszcza mamy, ale tatowie też dają radę. Nic więc dziwnego, że szczęśliwi rodzice obfotografywują swojego potomka i chwalą się tymi zdjęciami na lewo i na prawo. Kochają ponad życie tego małego człowieka. Może nawet bardziej niż ja kocham swojego psa. I dla nich jest mały Yoda najpiękniejszy, najmądrzejszy a jego kupka pachnie jak ogród różany. Tak już natura rodziców stworzyła, że mają klapki na oczach w ocenie własnego dziecka i ja to rozumiem, pomimo że dla mnie to dziecko jest brzydkie, głupie i grozi poplamieniem odzieży. Ale przede wszystkim to dziecko oznacza utratę przyjaciela.

Każdy ginie dla świata po porodzie. Każdy. Nagle zawszywają się w domach. Zaczynają kupować dziwną literaturę. Rzucają palenie. Upijać też się już nie lubią. Jak już się uda z takim na winko umówić, to będzie gadał wyłącznie o kupach, nieprzespanych nocach, kupach, porodówce, przedszkolach, kupach, pierwszych słowach, uśmiechach, kupach i kupach. 

Myślisz, że będziesz inny? A bo to jeden mi obiecywał, że po ślubie i dziecku się nic nie zmieni? Każdy tak obiecuje. I zawsze się kończy tak samo. Jedyną nadzieją na zachowanie przyjaciela jest zrobienie sobie dziecka w podobnym czasie – albo nastawienie budzika na za-pięć-lat, bo wtedy się starzy kumple nagle budzą z letargu i przypominają o istnieniu świata. 

Ale nie o tym chciałam napisać. Chciałam o cudzie mojego pokolenia. Otóż każde dziecko, które się moim znajomym rodzi, jest cudne. A przynajmniej tak zgodnie twierdzą wszyscy komentatorzy na fejsbuku i naszej-klasie. „Ale piękne!”, „jaka śliczna”, „Przeprzystojny ten synek Twój”. I to pod takimi maszkaronami sypią się te komentarze, że szczena opada.

Drodzy czytelnicy Segritty, czas sobie uświadomić, że małe dzieci z difoltu są BRZYDKIE. Tak. 99% noworodków mogłoby śmiało konkurować z Lady Gagą w konkursie na najbrzydszy eksterier. Dziecko robi się słodkie (albo i nie) dopiero po trzech latkach, a niektórzy czekają na tę zmianę jeszcze dłużej (albo i wcale jej nie doczekują). Ładny noworodek to rzadkość. Śliczny – superrzadkość a pięknych się po prostu nie spotyka. Nawet matka Clive’a Owena wypluła z siebie Yodę. 

Tym optymistycznym akcentem kończę moje rozrodcze wynurzenia i życzę smacznego. (Tak, ml, znów nie będzie pointy ;))

 

 

Komentarze do wpisu: 22 Napisz komentarz

  1. Borze, kamień z serca. A myślałam, że tylko ja jestem wredną babą, która nie zachwyca się dziećmi. Każdy patrzy na mnie jak na dziwadło, kiedy wszyscy podniecają się dziećmi znajomych, a ja stoję jak kołek i nie potrafię wydusić z siebie choćby jednego „jejku, jaki słodki”. Nie umiem. Nie lubię dzieci, nie mam jeszcze żadnego głupiego instynktu i ogólnie czuję się wynaturzona.
    Cieszę się, że nie jestem sama.

  2. Mi to się marzy taka rzecz, żeby ludzie pisali prawdę w komentarzach, szczególnie na naszej klasie. Chętnie bym zobaczył pod zdjęciami teksty w stylu: „O, ale wyłysiałeś”, albo „oj, przytyło się z 15 kilo, co nie?”, ew. „oj, ale brzydkie to wasze dziecko, ale w sumie czego można się było po was spodziewać?”. Przynajmniej szczerością by powiało.

  3. Ja też nigdy specjalnie nie zachwycałam się dziećmi, nie miałam żadnego instynktu i w ogóle nie widziałam czy kiedykolwiek będę chciała owego potomka posiadać. Ale los płata nam często spore figle i tak oto, teraz będę musiała pogodzić się z tym, że w moim życiu pojawi się nowy człowiek. Mama pociesza mnie, że instynkt przyjdzie wraz z urodzeniem, miejmy nadzieję, bo jak już mam być tą mamą to wolałabym być fajną niż głupią! :)

    Co do gadania o kupkach, kaszkach, słowach, ząbkach i innych pierdołach- w pełni się zgadzam. Ostatnio część moich znajomych również urodziła i praktycznie wszystkie potrafią mówić tylko o dziecku i sobie, od czasu do czasu. Nawet nie zapyta taka co u ciebie słychać, kiedy miesiąc cię nie widziała. Niektóre już w ciąży nie mówią o niczym innym. Boję się, że będę taka sama, że stracę najbliższe koleżanki, które nie są mamami, a, o zgrozo, nawet nie mają stałego faceta. Powiedziałam, że jeśli będę ciągle nawijać o bachorku to mają mnie lać po głowie. Teraz już staram się interesować ich sprawami i zachowywać tak jak dawniej i nawet mi to wychodzi, na razie jest tak samo, bo zapominam o tym, że mam mały groszek w brzuchu. Ale z czasem podejrzewam, że dzieje się tak, ponieważ nasze życie przewraca się do góry nogami i wszystkie dawne rozterki i problemy wydają się trywialne i nieważne, pewnie dlatego nie przejmują nas problemy znajomych. Mimo wszystko – mam nadzieję, że ja swoich nie stracę i jakoś wszystko pogodzę:)

  4. Jedna dobra rzecz w przypadku kompleksu niedoroslej a bezdzietnej osoby plci dowolnej – ten larwalny etap zwykle konczy sie z chwila zaposiadania potomstwa.

    Oczywiscie, u pewnej czesci populacji zaleganie zawisci, podobnie jak lewactwo i moczenie nocne, wystepuje jeszcze dlugo po osiagnieciu wieku emerytalnego.

    Zazwyczaj towarzyszy temu natrectwo opluwania bliznich, zwlaszcza takich malych, co ani odszczeknac nie umieja, ani palnac z liscia.

  5. Och Segritto, piszesz tak bo nie widziałaś mojego 4 miesięcznego syna który jest po prostu piękny, uwodzi czarującym spojrzeniem wielkich oczu spod zalotnie wywiniętych gęstych rzęs.

    Co do reszty hmmmm. Zależy od podejścia i nastawienia, dzieci są jak bąki – akceptuje się tylko własne, o czym warto pamiętać.

  6. Niestety jest to prawda i jest to bardzo smutne. Niby sami zainteresowani są szczęśliwi i powinno im się samemu tego szczęścia gratulować, ale małżeństwo i/lub/dziecko to jest istny Armageddon dla życia towarzyskiego. Mój najlepszy przyjaciel ożenił się około pół roku temu i wszystko się zmieniło. Notoryczny brak czasu, bo jest druga osoba, która prawie nieustannie z niego korzysta. Piątkowe wypady na browarka do lasu, jeb – koniec. Jakiekolwiek spontany zginęły i zostały zmyte deszczem do ścieku, teraz na spotkanie trzeba się uprzednio umówić. O chodzeniu wszędzie razem to już w ogóle nie wspominam, jakby byli kajdanami skuci „I przyrzekam śledzić cię aż do śmierci” horror. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że czuć jak te dwa światy się odpychają, nowożeńców i ich przyjaciół. Zakochani zgodnie chórkiem odpowiadają, że nic się nie zmieni i nie ma w ogóle takiej opcji, ale jak jest, to już wszyscy wiedzą sami.

    Co do zachwytu nad dziećmi, to co innego rodzice mają powiedzieć ? Właśnie sprawili sobie przyspieszacz mentalnej starości, wyrok ograniczenia własnego rozwoju z warunkowym zwolnieniem dopiero po okresie około 7 lat, oraz konsumenta w wersji turbo, który jeszcze zanim się urodził, prawdopodobnie wyssał z nich oszczędności. To jeszcze mają powiedzieć, że jest brzydki? :) To już byłaby przesada.

  7. Z prawdziwa przyjemnoscia zacytuje dawna przyjaciolke z Ozorkowa:

    -gdy czlowiek ma 5 lat: „tata wszystko wie”

    -gdy ma 15: „stary nie ma pojecia”

    -gdy ma 25: „brak slow na opisanie idiotyzmu tego zgreda”

    -gdy ma 35, nie moze sie nadziwic, jak przez te dziesiec lat staruszek zmadrzal.

    Serdecznie zycze dozycia do zycia.

  8. on1najgorszy

    trafnie ujęte.

    swoją drogą to że w pewnym wieku kończy się spontaniczne piwo w lesie nawet ja rozumiem, a raczej jestem sporo młodszy od Ciebie.

    ale dzieci to zdecydowanie nie moja bajka, nie po to dorastam i sam o sobie decyduje żeby ktoś odbierał mi to prawo.

  9. on1najgorszy, smutne jest to, że Twój najlepszy przyjaciel poprosił o rękę zaborczą wiedźmę. A może jemu się to jednak podoba, bo jak zabrania, to jej zależy? No bo chyba nie było tak, że przed ślubem róbta co chceta, a potem zaskoczenie i smycz?

    Nie zauważyłam, żeby po ślubie coś mi się w życiu towarzyskim zmieniło. Wychodzę albo z mężem albo bez, od czasu do czasu wracam na czworakach – tak jak wcześniej.

    A dziecko? Gdyby nic nie zmieniało, to byłaby patologia – jednak zakładam, że jeśli się dwoje ludzi świadomie na posiadanie dziecka decyduje to nie po to, żeby było tak jak bez dziecka. Bo dziecko to nie jest ani element wyposażenia wnętrza, ani gatunek zwierzęcia domowego. Natomiast rzeczywiście mnie irytuje zakładanie przez młodych rodziców, że wszyscy bez wyjątku są śmiertelnie zainteresowani każdym info i ich nowej pociesze, każdą minką, kupką i każdym zdjątkiem. A już szału dostaję jak mamusie świergoczą „aaaleee NAM się ulało”.

    Jednakowoż niecierpliwie czekam, aż będę sobie mogła na malucha pozwolić.

  10. Myslalam, że tylko ja mam napieprzone do głowy, seg uwielbiam cie. Małe dzieci SĄ brzydkie, wygladają jak robaki. Zreszta to si e wmojej rodzinie sprawdza – moja babcie powiedziala, że nie bedzie sie mna opiekowac dopoki nie skoncze 3 lat, czego bynajmniej nie mam jej za złe. Małe dzieci i czesto nie tylko małe sa takie cudne i nad wyraz wspaniałe tylko dla swoich rodzicow.

  11. Wydaje mi się, że dzieci ładnieją po ukończeniu 3 miesięcy:)
    A co do rozmów- to często wina innych ludzi, ponieważ sami zadają tylko pytania odnośnie dziecka z góry zakładając, że i tak o niczym innym nie pogadasz:)
    Jestem w 6 miesiącu ciąży i jeśli spotykam jakiegoś znajomego, to też pyta o dziecko, nie o mnie, a gdy ja próbuję zmienić temat, to ta osoba i tak wraca do mojego brzucha.
    Z drugiej strony, na studiach mówimy tylko o magisterce. Każda przerwa w bufecie, każdy wyskok na piwo i ta przeklęta praca znów na tapecie. Może tak już jest, że gadamy o tym, co nas bardzo absorbuje?

  12. Hm, ja sie dopiero teraz doczytałam, ale było warto. Dorzucę jeszcze swój kamyczek, Szanpaństwo. Otóż białe dzieci są brzydkie.Wszystkie, co do jednego. Nic nie poradzę, Mulatki są znacznie ładniejsze i wiele razy naraziłam się koleżankom, kiedy zaglądając do wózka nie mówiłam, że ich dziecko jest śliczne. No nie jest. Moje też było brzydkie, ale nie aż tak, jak bywają białe niemowlęta. Gdzieś do 3 roku życia, ale trudno, za drzwi nie wystawiłam;-) Teraz mam satysfakcję, bo wyrosła mi na piękną dziewczynę.

Dodaj komentarz