Nie daj się nabrać na homeopatię i biorezonans

Czasem zastanawiam się, jak to możliwe, że żyjemy w czasach komputerów, komórek i telewizji, mamy dostęp do wiedzy, Internet i całkiem nieźle rozwinięte mózgi – a wciąż dajemy się nabierać na kosmodyski, wróżbitów i homeopatię. Ale już w osłupienie mnie wprawia, jakim cudem ludzie wykształceni – i to medycznie wykształceni – wierzą w takie rzeczy.

Ale ok, niech wierzą. Każdy ma prawo wierzyć w co chce. Tylko czemu ci ludzie sprzedają swoje zabobony w opakowaniu naukowości? I żeby było jasne – całkiem drogiej naukowości. „Leki” homeopatyczne są sprzedawane w aptekach, przepisują je lekarze, tacy wiecie, po szkołach medycznych i z uprawnieniami. Nie znachorzy z sąsiedniej wioski.

Mój pies LOL miał jakieś uczulenie. Objawia się ono łzawieniem oczu i zaczerwienieniem powiek w okresie wczesno-jesiennym. Miał tak przez kilka lat. No i pewnego dnia Matka Rodzicielka została przez weta skierowana do warszawskiej kliniki weterynaryjnej na nowoczesne odczulanie nowoczesną metodą, wyjątkowo skuteczną no i oczywiście jak najbardziej naukową. Zanim wybrała się na pierwszy zabieg, byłam absolutnie przekonana, że chodzi o jakąś modyfikację klasycznego odczulania, które jest niezwykle upierdliwe i długotrwałe. Bo tym razem zabiegów miało być tylko kilka. OK. Mama pojechała, wróciła zadowolona. Pani weterynarz ponoć przemiła, zabieg bezbolesny, coś że jakaś różdżka, którą się trzyma w powietrzu przy psie i która odchyla się, jeśli zwierzę jest uczulone na alergen w słoiczku postawionym na mosiężnej szalce, jakieś buteleczki z trawą, kulki przytykane do skóry psich i ponoć LOL jest odczulony na razie na 3 alergeny (bo za jednym razem więcej nie powinno się robić), więc trzeba przyjechać jeszcze raz.

Właściwie już przy różdżce mój bzdurometr się uaktywnił i postanowiłam, że na tę kolejną wizytę pojadę razem z mamą. I pojechałam.

Pani weterynarz rzeczywiście przemiła. Przyjęła nas w przytulnym gabinecie z tajemniczą maszyną pod oknem. Maszyna miała kabelki i guziczki a obok niej stała kolekcja słoiczków z różnymi trawami i kłakami w środku. Oho. Zaczyna się ciekawie. Już od dawna wszelcy szarlatani używali skomplikowanych urządzeń, które samym wyglądem miały sugerować efektywne, naukowe działanie, które przecież jest nie do pojęcia przez zwykłego człowieczka, który umie włączyć żarówkę, ale nie rozumie, jakim cudem ona działa. Ta maszyna też była skomplikowana i zdecydowanie onieśmielająca. Taka właśnie miała być.

LOL, niczego nieświadomy, stał sobie przy mamie a pani weterynarz rozpoczęła odczulanie psa na kolejne 3 lub 4 alergeny. Polegało to na tym, że na mosiężnej szalce postawiła buteleczkę z jedną z traw (na które LOL jest niby uczulony). Od tej szalki odchodziły dwa przewody, na których końcu były metalowe kule. Pani weterynarz przyłożyła kule do psich pachwin, po czym włączyła maszynę, która zaczęła burczeć. Po minucie lub dwóch proces odczulania na dany alergen się skończył.

– Już?
– Już.
– I on jest już odczulony na tę trawę?
– Tak.

Mhm. No i posypały się pytania. Pierwsze, podstawowe:

– jak to działa?

Niestety pani weterynarz, jak sama się przyznała, nie zna się dobrze na fizyce, więc nie wie dokładnie, na czym polega działanie bioreznonansu, ale przecież to jest fakt, że fale elektromagnetyczne są nośnikiem informacji o zdrowiu pacjenta. I że trzeba wyeliminować te złe, zastępując je dobrymi. Tak? Tak. Oczywiście. To też zupełnie logiczne, że jak się pojawi alergen w słoiczku na metalowej szalce a psu przytknie do skóry kule, które przewodem są połączone z tą szalką i i trochę się maszyną pobuczy, to właśnie na tym polega zastępowanie złych fal dobrymi falami. Tak. Mhm.

– I to jest metoda naukowa?

– No tak, oczywiście! Mogę panią zapewnić, że działa (już w tym momencie pani zaczęła się trochę denerwować).

– Czyli są badania naukowe potwierdzające jej skuteczność?

Teraz pani była już wyraźnie zdenerwowana. Zaczęła się zachowywać jak polityk, któremu Monika Olejnik zadaje niewygodne pytanie. Okazuje się, że…

– Tak… Ale co pani ma na myśli, mówiąc „badania”? Dla mnie badania to moi pacjenci i moje doświadczenie. Chce pani dowodów? Proszę spytać właścicieli psów, które odczulałam.

– Nie nie… pani mnie źle zrozumiała. – przerwałam jej spokojnie. – ja nie pytam o pani zdanie na ten temat ani o pani doświadczenia. Ja pytam o badania naukowe. Wie pani… takie gdzie bada się wiele osób lub zwierząt, używa się placebo, bierze pod uwagę różne czynniki…

– No ale efekt placebo nie działa przecież na zwierzęta!

– Tak, ale działa na właścicieli. Nietrudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której alergia przechodzi samoistnie a właściciel przypisuje jej zniknięcie genialnemu działaniu biorezonansu. Albo właściciel oczarowany działaniem tej maszyny nagle dochodzi do wniosku, że objawy alergii zmniejszyły się – bo przecież pies „jakoś mniej zaczerwienione ma te oczy”. Do tego dochodzą inne środki ostrożności, bo zatroskani właściciele alergicznych psów często razem z biorezonansem zmieniają też psu dietę a alergie często mają podstawy żywieniowe. Nie wspomnę już o przypadkach, w których rozczarowani właściciele psów po prostu nie wracają do pani i nie mają ambicji informowania pani, ze terapia nie powiodła się. Przykro mi, ale pani prywatne doświadczenia nie są dla mnie żadnym dowodem na skuteczność biorezonansu.

– To co, wolałaby pani poddać psa bolesnej i długotrwałej terapii klasycznej? – zaatakowała pani weterynarz. – biorezonans jest dużo tańszy i bezbolesny dla psa.

– Ale nieskuteczny. A przynajmniej niepotwierdzony. To tak, jakby onkolog polecił pacjentowi modlitwę zamiast chemioterapii. Uważa pani, ze to etyczne?

No i oczywiście byłam już spalona. Z potoku słów pani weterynarz niewiele pamiętam. Nie uzyskałam też odpowiedzi na żadne z podstawowych pytań. Ale przecież nie trzeba geniusza, żeby wyczuć oszustwo. Nie wiem, czy pani weterynarz robi to świadomie – czy sama dała się nabrać i wierzy w działanie maszyny, którego to działania …sama nie rozumie. Wiem, że robi to oficjalnie w klinice weterynaryjnej, do której ludzie z definicji mają zaufanie. WIem też, że pobiera za to niemałe pieniądze. Za trzy wizyty i eliminację 12 alergenów wzięła ok. 700zł. Wiem też, że przez cały wrzesień LOL znów jechał na Maxitrolu, bo oczywiście alergia mu nie minęła. W kolejnym roku jednak objawy osłabły i dziś, po latach, nie ma już tej alergii. Dla zwolenników biorezonansu to oczywiście dowód, że metoda działa. Tak jak dowodem na prawdziwość horoskopów jest to, że pani Halince rzeczywiście sierpień upłynął na kłótni z mężem, a w czasopiśmie mówili, że koziorożce będą miały spory z najbliższymi.

Oczywiście po wizycie u pani weterynarz zostałyśmy uprzedzone, że terapia może się nie udać. Nie dlatego, ze nie działa, tylko dlatego, że alergenów jest bardzo dużo i może nie wykryliśmy ich wszystkich. W takim wypadku zabiegi powinno się oczywiście powtórzyć. Oczywiście za kolejne setki złotych.

Pani weterynarz nie wie też jednej rzeczy (a może wie…?). Były badania naukowe dotyczące biorezonansu. Takie profesjonalne. I dały bardzo proste rezultaty. Okazuje się bowiem, że (surprise surprise!) biorezonans nie ma wyższej skuteczności niż efekt placebo. Czyli de facto nie ma skuteczności żadnej a to całe skomplikowane urządzenie to zwykła atrapa mająca pacjenta onieśmielić i omamić. To zwykłe oszustwo. Oszustwo, na które ludzie nabierają się na całym świecie, próbując wyleczyć się z alergii lub nałogów, wydając na to ciężkie pieniądze. Oszustwo, na które nabrało się też sporo lekarzy i weterynarzy, którzy z definicji powinni leczyć pacjentów tylko sprawdzonymi metodami, bo ich pacjenci mają zaufanie do białego kitla i należy im się za to minimum profesjonalizmu. Opisana w artykule pani weterynarz powinna jasno informować klientów lecznicy, że stosuje metodę pseudonaukową, której skuteczności przeczą badania naukowe. A najlepiej by było, gdyby otworzyła sobie mały, prywatny gabinecik ezoteryczny i w ramach wsparcia kładła psu tarota. Na jego działanie też znajdzie się mnóstwo świadków.

Co do alergii – to taka przypadłość, która bardzo często samoistnie przechodzi albo zmienia swoje nasilenie. Podobnie z homeopatią: schorzenia, na które jest stosowana (np. przeziębienie, osłabiona odporność), mijają same z siebie, wystarczy trochę odpocząć, poleżeć, poczekać.

Kasia Gandor fajnie podsumowała homeopatię w tym wideo:

Komentarze do wpisu: 64 Napisz komentarz

  1. Kudos Seg – na tyle lasek bawiących się w horoskopy, astrologie, numerologie i inne oczywiście bzdurne sprawy (dla każdego kto ma choć ćwierć funta szarych komórek) taki zdrowy racjonalizm u ciebie jest godny uznania.

  2. Studiuję weterynarię i w wakacje chodziłam do kliniki na praktyki. Była tam pani mająca kota z dużym, rozwalającym się już guzem, jednak nie chciała go uśpić, bo wg niej po sesjach (machaniu jakąś pałeczką) u bioenergoterapeuty mu się polepsza. Nawet jak bioenergoterapeuta robił sesje dla jej znajomych to kot „powstawał”, cokolwiek to znaczy. Szkoda w tym wszystkim tylko kota, który cierpi. A i o efekcie placebo „dla ludzi” podczas badań nad leczeniem zwierząt informują już na pierwszym roku;)

  3. Ja tam poszedłem ponad 4 miesiące temu na to – w sumie z ciekawości bardziej niż z wiarą, że zadziała. Siedziałem podłączony do tej maszyny z 4 innymi osobami, niektóre z nich były już 3 czy 4 raz. I ta maszyneria… Cholera, to z części, które mam w piwnicy złożyłbym coś wyglądającego bardziej pro (za łebka bawiłem się w elektronika). Nie miało to prawa działać. I jeszcze gość mnie rozwalił sprawdzając na koniec jakąś różdżką czy wystarczy. Nie wiem czy placebo, czy szkoda tych 80 zeta, ale spodowowało zmniejszenie fizycznych dolegliwości związanych z odstawieniem nikotyny. Nie palę. Obżeram się pestkami dyni:)

  4. Całym sercem się zgadzam, że to nie działa, że taka bzdura nie ma prawa działać, że to czysta magia i fajerwerki. Mój jedyny problem polega na tym, że kilkanaście lat temu dziecięciem będąc zostałam na taki biorezonans zaprowadzona z powodu kilku mało dokuczających alergii, których za żadne skarby nie chciałam leczyć tradycyjną dość nieprzyjemną metodą. Niestety mimo powątpiewań moich ówczesnych a także mojej szacownej rodzicielki ów przeklęty biorezonans na mnie podziałał i przeszło mi jak sen złoty. Istnieje możliwość, że to efekt placebo, myślenia życzeniowego albo zmiany pory roku. Nie mniej do dziś to wydarzenie poważnie zakłóca mój racjonalny światopogląd. Ale nadal przyznaję ci rację.

    1. Paweł Ga napisał(a):

      jest wiele możliwości, powodów minięcia objawów – od placebo po naturalną nabytą odporność wraz z wiekiem. jest też zwykłe odczulanie polegające na stopniowym przyjmowaniu alergenu.

      Bez dokładnych badań klinicznych z poprawną metodologią – osobiste doświadczenia z metodą leczniczą można wrzucić między bajki i reklamę.

  5. Abstrahując od bio-metod, znam osobiście panią doktor medycyny, a jednocześnie lekarza homeopatii. I po kilku rozmowach z nią nie dziwię się, że wykształceni medycznie ludzie wierzą w tą metodę. Po prostu mają dostęp do badań i tyle. Nie jest to de facto kwestia wiary, tylko leczenie naukowo potwierdzone. Dobrze na nią reagują dzieci i zwierzęta, co m.in. wyklucza efekt samoleczenia. http://www.homeopathy-soh.org/research/

    W Polsce natomiast homeopatia jest metodą traktowaną na równi z gusłami z tego względu, iż jest to na rękę to Izbie Lekarskiej. Jak nie wiadomo o co chodzi, to… wiadomo o co chodzi ;)

    Nie piszę tego ideologicznie, nie jestem jakoś specjalnie przywiązana do tej metody, uważam ją za jedną z wielu – do niektórych rzeczy dobra, do innych nie. Piszę to, bo myślę, że warto mieć taką wiedzę :)

    1. Kari, a masz jakieś źródła pochodzące z wiarygodnego miejsca? Periodyki naukowe, medyczne? Opracowania wyników badań… Nie z homeopathy-soh.org? Każdy może założyć stronę i tam zbierać własne materiały mówiące o swojej racji. Btw., tak – ‚lekarz homeopatii’ brzmi równie dumnie co ‚wiejska guślarka’, a nawet mniej, bo tam jest chyba mniej magii, a więcej ziół.

      1. Nie mam. Nie jestem pasjonatką tego tematu. Jak Ci bardzo zależy i faktycznie chcesz zgłębić tą wiedzę, to mogę skontaktować się z rzeczoną panią doktor, ona pewnie ma. Ale jak Ci bardzo nie zależy, to mi się nie bardzo chce ;))

        Jak już mówiłam – nie próbuję nikogo przekonać do alternatywnych metod leczenia, albo zmiany poglądów, tylko dzielę się tym, co wiem.

    2. Kari, zajrzałem sobie na tę stronkę, na dział zawierający badania kliniczne – z punktu widzenia badań klinicznych opisane tam badania są bezwartościowe – oparte głównie na opinii pacjentów. więcej powiedzieć się nie da, bo nie podają dokładnych danych, a tylko jednozdaniowe streszczenia

        1. Ale ja w żadnym miejscu nie powiedziałam, że wiem :> Ani, że wierzę, jeśli już o to chodzi. Powiedziałam tylko, że nie dziwię się, dlaczego lekarze medycyny wierzą. Tylko tyle.

          I przy okazji przypomniałam sobie, dlaczego nie komentuję, nie biorę udziału w dyskusjach na forach, itp. Nie da się nie być postawioną po którejś ze stron barykady. Jeśli chce się być Szwajcarią, to trzeba siedzieć cicho. Zabrzmiało poważnie :D Ale tak naprawdę w tym stwierdzeniu nie ma jakiś specjanych emocji ;)

          A propos dowodów w postaci badań naukowych… to dla mnie też wiara. Za dużo czasu spędziłam z nauką, żeby przyjmować je za pewnik. Ale uważam też, że każdy może i powinien wierzyć w to, co mu się podoba. Byle wierzył w cokolwiek, ot choć by w naukę :>

  6. Jeżeli komuś biorezonans czy inne takie pomagają (wszystko jedno czy to po prostu efekt placebo, czy ziarnko prawdy), to nie będę go uświadamiać, że to tylko gusła i nie ma sensu kasy wywalać. Jeśli ktoś po dotknięciu metalowej płytki przestaje palić to mało mnie interesuje, że tak naprawdę to tylko samooszukiwanie się i przechytrzenie psychiki. Grunt, że działa.

  7. a mnie co innego w tym wpisie zainteresowało – że PANI weterynarz zaczęła krzyczeć poddana pytaniom. Z doświadczenia mogę Wam powiedzieć, że każda kobieta tak reaguje na większość pytań demaskujących ich kłamstwa i inne niecne uczynki. I oczywiście odpowiedzi na własne pytania również nie uzyskujemy.
    I nie kompromitujcie się zaprzeczając :)

    1. dron67 napisał(a):

      że każda kobieta tak reaguje na większość pytań demaskujących ich kłamstwa i inne niecne uczynki.”

      Zgadzam się, z tzw. życia

      ”„Ja zostałem wezwany na dywanik i od pani doktor, do której chodziłem od dziecka, zawsze grzeczna, miła i w ogóle, pierwszy raz w życiu usłyszałem bluzgi. Pół godziny u niej siedziałem (to już było rok temu ponad) i wysłuchiwałem, jaki to jestem nieodpowiedzialny wraz z żoną, że nie będziemy szczepić… Już nie pamiętam, co dokładnie mówiła, ale było tego dużo i niegrzecznie. W każdym razie zaproponowała mi wiele (płatnych) szczepionek, a ja w następnym tygodniu zaniosłem jej listę szczepionek wycofanych przez sanepid. Wśród nich były 2, które mi tak gorąco polecała… Po miesiącu znów mnie zaprosiła i odmówiła przyjęcia naszego dziecka, bo (cytat) „Nie będę potrafiła wziąć odpowiedzialności za nieszczepione dziecko”.

      ”„Ponieważ w mieście, w którym mieszkam, szczepienia nieobowiązkowe są refundowane i nigdy nie miałam w zamyśle szczepić nimi swojego dziecka, więc pani pediatra z podniesionym mocno głosem obwieściła mi, że «TYLKO GŁUPI RODZICE NIE SZCZEPIĄ SWOICH DZIECI PRZECIWKO PNEUMOKOKOM I MENINGOKOKOM». Później straszenie, że moje dziecko niezaszczepione może umrzeć, jak zachoruje. Koszmar”.

      ”Wizyta nr 2 i 3 – komentarze piguły typu „Wariaci, debile eko, kolejni poprarańcy, kretyni, banda oszołomów” – byliśmy przygotowani. Dyktafon nastawiony, daliśmy się pani wygadać, za każdym razem pytając na koniec grzecznie o jej godność. Lekarka nadal milczy, ale wręcza mi skierowanie do poradni na pranie mózgu odnośnie szczepień (nie skorzystałam).
      Efekt taki, że piguła wyleciała z hukiem z przychodni. Jaka jest kolejna, nie wiem, bo na wizycie nr 4 (ostatniej) u kitlarza wyszła przed naszą kolejką”.

      „Kiedy wylądowaliśmy z synkiem w szpitalu, gdzie stwierdzono u niego wadę genetyczną, przychodziła pani ordynator ze studentami na salę. Totalnie mnie ignorowała, a do studentów rzucała teksty typu „Widzicie? Marnie wygląda, nie wiem, czy coś z niego będzie, zobaczcie – zero odruchów, skóra marmurowa, stan określam jako bardzo ciężki”. Na moje dopytywania, czy już coś wiedzą, co się dzieje z moim dzieckiem, odburkiwała chamsko, że nie jestem lekarzem i nic mi to nie powie. Kiedy chcieliśmy wypisać dziecko ze szpitala na żądanie, stwierdziła, że jak chcemy małego uśmiercić, to droga wolna… W końcu się ogarnęła po niemałej awanturze i zaczęła z nami rozmawiać. Po zdiagnozowaniu dziecka powiedziałam, że mam obawy co do szczepienia go – w końcu jest chory… (synek miał wtedy 6 tygodni i był zaszczepiony tylko po urodzeniu). Na co ona że «dawno nie spotkała tak nieodpowiedzialnych rodziców i chyba naprawdę chcemy, żeby nam dziecko umarło»… Skandal. Dość, że byłam w szpitalu z synkiem, nikt nie wiedział, co mu jest, to jeszcze tak skutecznie mi umilała pobyt”.

      To jest dopiero chamstw, buta i bezczelność!

  8. a ja mam potwierdzenie bo działa na moich dzieciakach :-)))

    W tym roku odczulałam syna 2 letniego na ukąszenia komarów, puchł strasznie …. po 3 seansach na bicomie po ukąszeniach ma normalne ślady bez wielkiej opuchlizny. Sama przy leczeniu stawu skokowego (uraz skokowy) gdzie ortopedzi i chirurdzy faszerowali mnie różnymi świństwami – bicom uratował mi nogę i znów moge chodzić na obcasach :-))
    nie potrzebuje wielkich dowodów medycznych …

    przekonałam się na sobie że to działa … a wole takie leczenie niż antybiotyki ….
    Leczę się u Starszej Pani doktor odpowiada na każde moje pytania a potrafię być upierdliwa ;-) w końcu chodzi też o moje dzieci :-))

    I wiecie co ?? na przestrzeni lat zauważyłam , że coraz więcej lekarzy zaczyna się przekonywać do tej medycyny niekonwencjonalnej :-)

  9. VictoriA napisał(a):

    Nie stawiam sie ani po jednej ani po drugiej stronie mimo ,że własnie wróciłam z badań metodą Eav i volla . Myślę , że nawet jeśli były badania nad biorezonansem to raczej nie wmyśl firmom farmaceutycznym i lekarzom byłoby gdyby okazał sie skuteczny i wyniki tych badań mogłby być zatajone(ew. sfałszowane). Czy tak jest? tego nie wiem i raczej się nie dowiem. Ale koszt terapi miesci sie w granicach 100-120 zł. Czy nie warto spróbować za takie pieniadze? Niech każdy odpowie sobie sam.

  10. kamil napisał(a):

    a ja się pozbyłem alergii homeopatią. Od jakiś 4 lat normalnie funkcjonuje w maju i czerwcu co wcześniej było ciężkie mimo drogich „naukowych” farmaceutyków które lekarze kazali żreć mi już od lutego (wygodne, tyle kasy…).
    Teraz w maju-czerwcu najwyżej delikatny katar, nic więcej.
    Także: działa.
    W ogóle nie bierzesz pod uwagę, że wiele rzeczy jest jeszcze niewyjaśnionych, nieudowodnionych i to wcale nie oznacza, że nie istnieją lub nie działają. Inny przykład: marihuana, dla wielu naukowców wciąż wielka niewiadoma (a np. wielu chorych na padaczkę palaczy zgłosiło poprawę objawów a nawet wyleczenie z choroby, naukowcy nie są wstanie powiedzieć jak i dlaczego – czy to czyni z tego bzdurę?).

    1. Paweł Ga napisał(a):

      1) czy wiesz na czym polega konstruowanie leków homeopatycznych?
      2) Na czym polegało leczenie wspomnianą homeopatią?

  11. guślarz napisał(a):

    Homeopatia i Zappery działają! np. w takim zacofanym kraju jak Niemcy apteki homeopatyczne są na każdym rogu ulicy a jeszcze bardziej zacofana Królowa angielska ma osobistego lekarza doktora homeopatii! natomiast w Polsce jest to guślarstwo! ciekawe dlaczego? podążajcie za pieniądzem a zobaczycie jak głęboko sięga nora królika…

  12. Małgorzata Filipowska napisał(a):

    Lekarz u którego wyleczyłam syna z atopowego zapalenia skóry leczył łącząc biorezonans z dietą i homeopatią. Syn był leczony 3 miesiące i od 4 lat jest zupełnie zdrowy. Zanim trafiłam na to leczenie dziecku pomagały tylko silne masci ze sterydami, jednak po odstawieniu maści atopia wracała. Syn miał zmiany skórne w zgięciach łokci, pod kolanami oraz na czole i w okolicach oczu. Ponieważ często drapał się miał rany. Rodzicie dzieci z AZS mogą potwierdzić jak okropna jest to choroba i jak bardzo dziecko cierpi. Leczyłam syna wiele lat u alergologa w przychodni i leki działały tylko doraźnie. Do lekarza od biorezonansu trafiłam z polecenia. Nam ta metoda pomogła, stosowaliśmy się ściśle do przepisanej diety oraz ściśle w/g zaleceń lekarza stosowaliśmy leki homeopatyczne. Terapia pomogła całkowicie. Syn może jeść wszystko, uczulenie nie powróciło (4 lata od leczenia) a jeśli powróci biegnę z powrotem do tego lekarza.
    Nikt mi nie wciśnie ze biorezonans czy homeopatia to czary mary i gusła. Być może nie każdemu jest w stanie pomóc, ale nie można z góry zakładać, że to ściema i nabijanie ludzi w butelkę. Nie ma się też co dziwić że ludzie szukają alternatywnych metod gdy medycyna konwencjonalna zawodzi. Szczególnie kiedy nasze dziecko bardzo cierpi to zrobi się wszystko żeby mu pomóc. Mnie się udało i mój syn już dawno zapomniał o koszmarze AZS.

    1. Iza napisał(a):

      Witam,mam rowniez synka z azs i roznymi alergiami.Antyhistaminy powoduja u niego zaburzenia w rozwoju,dlatego szukam innych metod leczenia.Czy pamieta Pani moze nazwisko i adres lekarza,ktory Panstwu pomogl?

      1. Małgorzata Filipowska napisał(a):

        Iza własnie dostałam na e-maila twoją prośbę :) My mieszkamy na Śląsku i jeździliśmy do Bielsko- Białej. Lekarz nazywa się Kopiasz albo Kapiasz, a przychodnia Bicom w Bielsku Białej. Mam nadzieję że jeszcze działają i ich znajdziesz w internecie. Moja przyjaciółka z Warszawy chodziła z synkiem w Warszawie róg Bema i Kasprzaka, tam leczą bez homeopatii ale też pomogli dziecku w astmie oskrzelowej. Innych miejsc nie znam niestety. Pozdrawiam

    2. Potwierdzam, AZS wyleczone całkowicie. 3 rok spokoju. A był stan dość ostry.Drugi znany mi przypadek to ostra astma i katar sienny- w tym przypadku objawy znacząco złagodniały i nie wymagają stosowania sterydów wziewnych, które u dzieci moga powodować zaburzenia, m.innymi wzrostu ( informację o możliwych skutkach ubocznych wzięłam z ulotki dołączonej do sterydu wziewnego, zresztą lekarz ostrzegał, by nie stosować leku dłużej niż przez miesiąc).Po terapii biorezonansem jest spokój. Cóż, apteki na na nas nie zarobią….Bo kupujemy w nich tylko magnez.I w ogóle widoczna znacząca poprawa odporności organizmu. A wcześniej odporność była znacznie obniżona

  13. MrJUVE napisał(a):

    Śmieszy mnie tylko, że większość z Was odmienia słowo WIARA przez wszystkie przypadki… W kwestiach wiary powinniśmy się udać do świątyni jeśli tego potrzebujemy. W temacie Biorezonansu liczą się efekty. Kiedyś w jednej z TV był o tym program. Zaprosili pięciu lekarzy – 2-óch alergologów i 3-ech pediatrów. Jeden z alergologów zajmował się biorezonansem, drugi nie miał o nim pojęcia. To samo w przypadku pediatrów – jeden stosował metodę, a dwóch nie znało. Wszyscy dostali dwa tygodnie by się zapoznać, poczytać, obejrzeć, zobaczyć efekty. Po tym czasie trójka, która nie znała wcześniej metody stwierdziła jednomyślnie, że nie może to być placebo, bo są tak szybkie i widoczne gołym okiem efekty u dzieci. A na dzieci nie jest w stanie zadziałać żadna sugestia.

    @Segritta Rozumiem Twoje rozczarowanie, ale po tym co piszesz niestety ta kobieta nie miała pojęcia o tym co robi. To jest dramat naszych czasów, czasów Allegro i eBay’a. Każdy alergen czy grupę alergenów odczula się trzy razy i wtedy jest efekt. O tym wspomniała poniżej Karlita CałyŚwiatKarli. Wiem, sprawdziłem nie tylko na sobie, znam też ludzi, którzy odczulali się kilkanaście lat temu i do dziś jest ok.

    Poza tym umieszczając ten wpis, w jakimś stopniu pod wpływem frustracji powinnaś się lepiej przygotować jeśli chodzi o „dowody” czy „badania” ;-). Gdybyś trochę więcej pogrzebała w cudownym internecie znalazła byś więcej o badaniach i o tym dlaczego zostały przerwane. To czym się podparłaś pisząc, że biorezonans nie daje nic poza efektem placebo, to tylko marny świstek papieru, który jest niczym nie podparty. Polecam zacząć od podstaw i poczytać o interferencji, dyferencji, albo po prostu o koncernach farmaceutycznych hehe.

    Pozdrawiam

    MrJUVE

  14. MrJUVE napisał(a):

    Śmieszy mnie tylko, że większość z Was odmienia słowo WIARA przez wszystkie przypadki… W kwestiach wiary powinniśmy się udać do świątyni jeśli tego potrzebujemy. W temacie Biorezonansu liczą się efekty. Kiedyś w jednej z TV był o tym program. Zaprosili pięciu lekarzy – 2-óch alergologów i 3-ech pediatrów. Jeden z alergologów zajmował się biorezonansem, drugi nie miał o nim pojęcia. To samo w przypadku pediatrów – jeden stosował metodę, a dwóch nie znało. Wszyscy dostali dwa tygodnie by się zapoznać, poczytać, obejrzeć, zobaczyć efekty. Po tym czasie trójka, która nie znała wcześniej metody stwierdziła jednomyślnie, że nie może to być placebo, bo są tak szybkie i widoczne gołym okiem efekty u dzieci. A na dzieci nie jest w stanie zadziałać żadna sugestia.
    @Segritta
    Rozumiem Twoje rozczarowanie, ale po tym co piszesz niestety ta kobieta nie miała pojęcia o tym co robi. To jest dramat naszych czasów, czasów Allegro i eBay’a. Każdy alergen czy grupę alergenów odczula się trzy razy i wtedy jest efekt. O tym wspomniała poniżej Karlita CałyŚwiatKarli. Wiem, sprawdziłem nie tylko na sobie, znam też ludzi, którzy odczulali się kilkanaście lat temu i do dziś jest ok.

    Poza tym umieszczając ten wpis, w jakimś stopniu pod wpływem frustracji powinnaś się lepiej przygotować jeśli chodzi o „dowody” czy „badania”
    ;-). Gdybyś trochę więcej pogrzebała w cudownym internecie znalazła byś więcej o badaniach i o tym dlaczego zostały przerwane. To czym się podparłaś pisząc, że biorezonans nie daje nic poza efektem placebo, to tylko marny świstek papieru, który jest niczym nie podparty. Polecam zacząć od podstaw i poczytać o interferencji, dyferencji, albo po prostu o koncernach farmaceutycznych hehe.

    Pozdrawiam

    MrJUVE

  15. Krzysztof napisał(a):

    Szkoda ,że tak łatwo jest wystawić ocenę i być ekspertem nie mając zielonego pojęcia w niemczech ta metoda jest stosowana prawie w każdym gabinecie do diagnostyki i jest refundowana z kasy chorych ,ktoś tam pisze badania oparte na opiniach pacjentów nic nie warte -śmiech na sali a fimy farmaceutyczne robią badania na lekarzach? :-) i od nich zbierają opinie?jeśli u minimum 20% pacjentów wystąpił efekt terapeutyczny badanego preparatu można go rejestrować jako lek poczytajcie co to jest biorezonans do nauki a dopiero później wygłaszać herezje .Pozdrawiam

  16. Arek napisał(a):

    Organizm ludzki to fabryka chemiczna sterowana nie tylko biologicznymi procesami, mozg wytwarza impulsy elektryczne i na takowe reaguje. Kazdy człowiek wytwarza napięcie elektryczne w wartościach liczonych w mV oczywiście napięcie posiada częstotliwość. Kazdy organizm reaguje na sile pola magnetyczne itp. Przy odrobinie wiedzy chemicznej fizycznej i z zakresu biologii nie mozna wykluczyć mozliwosci leczenia impulsami elektrycznymi i magnetycznymi! Chodźby prosta elektroliza w organizmie przy użyciu modulowanych impulsów elektrycznych występuje. A efekty mogą byc od leczniczych po zabójcze zależy od metody i wiedzy. Elektrowstrząsy były i są skuteczną metodą „przełączenia” w mózgu styków aby ten zechciał pracowac w miarę poprawnie ale tez mozna komuś wykasować wspomnienia a nawet cała osobowość tą metodą! Nauka bada zagadnienia w elektrofarmacji i to jest głęboko utajone bo chodzi o prawa patentowe i intelektualne. Do tego potrzeba ze 20 lat badań klinicznych. Takze spodziewam sie około 2020 roku pierwszych rzetelnych i publicznych opracowań. Technika umożliwia szerzej badania i zastosowanie dopiero od ok 10 lat. Wczesniej tylko wielkie instytuty z wielkimi pieniędzmi mogly prowadzić badania. Dla mnie to jasne ze nikt nie bedzie piał na lewo i prawo zachwalając te metody z kilku powodów: 1 bigfarmy widzą w tym ogromny biznes nie konkurencje! Sami chcą uczknąc na tym kolejne miliony ale jest jeden problem techniki są na tyle proste ze w dzisiejszym swiecie samouk elektronik z żyłką chemika sam moze konstruować i opracowywać metody! Takze spodziewam sie w najbliższych latach zmiany w tej tematyce. 2 swiat naukowy jest podzielony 50%za 50 przeciw. 200 lat temu tez wyśmiali chemików z pierwszymi tabletkami! Bo przecież duchy bylybodpowiedzialne za choroby dopiero gdy wymyślono mikroskop naukowcy wpadli w konsternacje bo nie duchy lecz jakies małe cos powoduje choroby! Tak i tu trzeba jeszcze czasu aby elektrofarmacja była szeroko uznana. Ja z własnych badań doświadczeń a takze kopania w necie wiem ze to jest przyszłość medycyny ale swiat musi dojrzeć do tego.

  17. Ależ przecież nawet w szpitalu wykonuje się badanie rezonansem magnetycznym…
    A znajoma była na całej serii zabiegów opartych na działaniu pola elektromagnetycznego podczas rehabilitacji ręki po urazie.
    A na jakiej zasadzie leczy się urazy w kriokomorze? Leczenie zarówno zimnem, jak i biorezonansem oraz np światłem spolaryzowanym to metody bardzo niewygodne dla sektora farmaceutycznego, który jest zainteresowany sprzedażą jak największej ilości tabletek.Jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o kasę, niestety. Włącz telewizję i policz ilość emitowanych reklam.Kto ma najwięcej kasy na kampanie reklamowe?Koncerny farmaceutyczne.
    Jeszcze jedno: Kolega zrobił ostatnio badanie metodą Voila ( testujący kondycję organizmu). kilka tygodni później poddał się badaniu PET z choliną w Instytucie Medycyny Nuklearnej w Kielcach, gdzie jego organizm nafaszerowano radioaktywnym świństwem i zeskanowano od czubka głowy po mały paznokieć u nogi. I wiesz, że wynik badania był identyczny? Wykazał TEN SAM PROBLEM. Różnica? Test metodą Voila kosztował 150 pln, a za tomograf z choliną NFZ zapłaciło zakładowi medycyny nuklearnej jedynie…6500 pln.( za jednorazowe badanie).

        1. S. napisał(a):

          Bzdura.
          https://pl.wikipedia.org/wiki/Biorezonans
          https://pl.wikipedia.org/wiki/Obrazowanie_metod%C4%85_rezonansu_magnetycznego

          Jak sama nazwa wskazuje „rezonans magnetyczny” nie elektromagnetyczny.
          Co do biorezonansu to jak na razie nikt jeszcze do końca nie wyjaśnił jak to działa więc nie wiadomo do czego to przykleić.

          Jak twierdzisz, że rezonans magnetyczny, biorezonans i fizjoterapia to to samo to gratuluję :)

          PS. Pole elektromagnetyczne to określenie umowne bo tak naprawdę to nie ma czegoś takiego jak pole elektromagnetyczne. Istnieje pole elektryczne i pole magnetyczne. One mogą występować w tych samych miejscach i wzajemnie się przenikać. To jest relacja dwóch pól.

        2. dron67 napisał(a):

          Co do biorezonansu to jak na razie nikt jeszcze do końca nie wyjaśnił jak to działa więc nie wiadomo do czego to przykleić.”

          To, że nauka ma za krótkie narzędzia do wyjaśnienia czegoś nie znaczy że czegoś takiego nie ma!
          Mojej córce BRT zlikwidowało wirusowe zapalenie mózgu.
          Drgawki, utraty przytomności, wizyty w szpitalach, EEG i tomograf wykazał, ze dziecko
          zdrowe!
          3 zabiegi BRT i było po objawach.
          Co mnie obchodzi czy ta skorumpowana nauka coś potrafi wyjaśnić?

          Dlaczego kosmonautów amerykańskich bada się biorezonansowym skanem SCIO?
          Proszę nie brnąć w ”naukowe” uzasadnienia, bo to jest żenujące.
          I brednie o placebo.

        3. dron67 napisał(a):

          Nie kompromituj się wikipedią :)

          To jest opanowane przez farmację do cna, moderowane, zatwierdzane,
          nic niezgodnego z przemysłem nie pojawia się tam.
          Otwórz oczy, warto.

        4. Ola napisał(a):

          Boże, przecież rezonans magnetyczny to badanie diagnostyczne majace na celu zobrazowac wnetrze ciala czlowieka. Rezonans magnetyczny nie wykorzystuje pola elektromag. do LECZENIA.
          Zasada dzialania jest KOMPLETNIE inna.
          Aż ciezko uwierzyc, jestescie ułomni czy udajecie?

        5. EWarrior napisał(a):

          Ola
          Dron67 pisał bardziej o samej zasadzie działania urządzeń. Skąd tyle w Tobie złości ? A co do zasady działania … Nie jestem oczytany w tych tematach, ale z tego co wiem, jedno jak i drugie urządzenie wykorzystuje cząsteczki w ciele ludzkim. Jak wiadomo wszystko drga… Miłego dnia

      1. Tu nie chodziło o wykrycie czegokolwiek tylko o sprawdzenie aktualnego stanu organizmu, obudwa badania pokazały ten sam wynik, z tym, ze jedno kosztowało 100zl,a za drugie NFZ zapłacił specjalistycznej przychodni kilkadziesiat tys. Zł

  18. To, że dziś nie ma na temat jakiegoś zjawiska powtarzalnych dowodów to nie znaczy, że zjawisko nie występuje. Nauka nie jest czymś skończonym, wręcz przeciwnie ciągle się rozwija. Umysł jest jak spadochron, lepiej działa jak jest otwarty. Dobry naukowiec nigdy nie jest czegoś pewien w 100%.

    Odnośnie homeopatii i pamięci wody nie udało się przeprowadzić powtarzalnych eksperymentów więc oficjalnie homeopatia nie została uznana za wiarygodną metodę leczenia. Z tym, że w fizyce kwantowej też nie uzyskuje się takich samych wyników badań mimo zachowania identycznych warunków. Przez co początkowo fizykę kwantową uznawano za herezję, nawet sam Einstein podważał prawdziwość mechaniki kwantowej.

    Jeżeli komuś jakaś metoda leczenia pomaga mimo, że nie jest uznawana przez main stream to nie widzę przeciwskazań aby ją stosować. Nawet placebo jeśli działa to jest słusznym wyborem.

  19. M. napisał(a):

    Nie zgadzam się, jako dziecko w wieku 8 lat miałem liczne alergie. Z tego co pamiętam to polegało to na tym, że trzymało się jakieś kulki w ręku. Jeszcze miałem alergie na sierść kota i kazał przynieść sierść i nie wiem co tam dalej z tym robił. Jak głupie by to nie było – zadziałało. Od tego czasu nie miałem żadnych alergii. Myślę, że był to w 100% efekt placebo, tym bardziej, że dzieci są bardziej na to podatne. Polecam książkę Świadoma Autosugestia Emila Coue, jeśli się ją zrozumie, to zrozumie się, że alergie można wyleczyć bez niczego, samymi myślami, tak jak wiele innych rzeczy ktore sa pod kontrola podswiadomosci.

    1. dron67 napisał(a):

      Polecam książkę Świadoma Autosugestia Emila Coue, jeśli się ją zrozumie, to zrozumie się, że alergie można wyleczyć bez niczego, samymi myślami, tak jak wiele innych rzeczy ktore sa pod kontrola podswiadomosci.”

      A przyczyną alergii są problemy psychiczne dzieci? :)
      AS o pasożytach, wirusach i toksynach M. nie słyszał?
      Dzieci sa najmniej podatne na ”placebo”
      Bardziej babcie z wiadomego radyja.
      skoro to takie skuteczne to dlaczego kitle tym nie leczą?

  20. dron67 napisał(a):

    – Ale nieskuteczne. A przynajmniej niepotwierdzone. To tak, jakby onkolog polecił pacjentowi modlitwę zamiast chemioterapii. Uważa pani, ze to etyczne?”

    A oferowanie pacjentowi chemio-”terapii” jest etyczne? :)
    Dlaczego Rosjanie, Niemcy, Austriacy, ,Szwajcarzy diagnozują i leczą biorezonansem
    czyli polem elektromagnetycznym choroby łącznie z ciężkimi przypadkami boreliozy?

      1. dron67 napisał(a):

        w nurcie klasycznej medycyny? na ichniejszy nfz? ”

        A jakie to ma znaczenie?
        Jak na ”nfz” to dobre? ;)

        Liczy się efekt terapeutyczny czy refundacja z funduszu?

  21. dron67 napisał(a):

    Okazuje się bowiem, że (surprise surprise!) biorezonans nie ma wyższej skuteczności niż efekt placebo.”

    Które to badania?

  22. Radecki zet. napisał(a):

    Szkoda tylko ze autorka sama nie znalazla informacji na temat dzialania takich urzadzen jak bicom czy aparat mora… A jest tego pelno w sieci… Jednym slowem, dzialanie tego aparatu opiera sie poniekad o fizyke kwantowa… Chodzi tutaj o to ze kazdy atom ma swoje drgania oraz wytwarza mikro pole elektr.magnetyczne… Urzadzenie to wykrywa wpierw czestotliwosc drgania danego alergenu (stad ta trawa w tym pojemniku) a nastepnie po odnalezieniu danej czestotliwosci drgania dobiera czestotliwosc przy ktorej dany alergen rezonuje… Napewno wiecie ze kieliszek mozna zbic wysokimi tonami… Tak samo dzieje sie tutaj i teraz maszyna jesli znajdzie taka czestotliwosc przy ktorej wykryje drgania atomow czy czasteczek danego alergenu, to ta czestotliwosc podawana jest do organizmu poprzez delikatne napiecie o minimalnym pradzie. Sam korzystam z urzadzenia do biorezonansu, ktore potrafi mi okreslic caly organizm ludzki tj. Ilosc witamin czy mikroelementow w organizmie oraz stan wszystkich narzadow i to sie sprawdza. Niejednokrotnie potwierdzaly to badania laboratoryjne… Wiec nie polecam skreslac wszystkiego bo tak tylko sprobowac samemu sie dowiedziec na dany temat a nie skreslac od razu

  23. Kasia Sołtys napisał(a):

    Biorezonans wyleczył mi alergię, do tej pory na wiosnę ciągle kichałam i miałam zatkany nos. Odkąd leczę to biorezonansem alergia ustała.

    1. „Odkąd leczę to biorezonansem alergia ustała.” Tak.
      „Biorezonans wyleczył mi alergię”. Nie.
      Badania naukowe dowiodły, że działanie biorezonansu nei różni się niczym od działania magicznej różdżki, modlitwy czy przekręcenia pierścienia na palcu.
      Alergie mają to do siebie, że często przechodzą same z siebie. I to się czasem zbiega z wizytą u oszusta posługującego się biorezonansem.

      1. dron67 napisał(a):

        I to się czasem zbiega z wizytą u oszusta posługującego się biorezonansem.”

        Bardzo szanuję mojego ”oszusta”, polecam innym z pozytywnym skutkiem.

        Najwięcej szarlatanów i oszustów jest wśród lekarzy skorumpowanych.
        O tym ani słowem, ruki pa szwam, linki poniżej.

  24. Tomasu napisał(a):

    Nawet jeśli coś działa i ratuje życie, ale nie można tego naukowo wyjaśnić zostanie uznane za bzdurę – Tak działa Medycyna Naukowa. Wniosek po przeczytaniu kilku książek o Historii Medycyny. ;) Teraz coś ode mnie – To że nie potrafisz czegoś zbadać oznacza, że to coś nie istnieje ?

  25. rtmn napisał(a):

    Ja osobiście polecam biorezonans. Sama ze swoją alergią skorzystałam z tej metody. W internecie znalazłam firmę Jedyne Zdrowie w Krakowie i pozbyłam się alergii.

Dodaj komentarz