Jak wychodzić sobie kobietę

 

Pamiętam doskonale babski wieczór, gdy jedna z moich przyjaciółek opowiedziała historię swoich rodziców. Ona go nie chciała, był brzydkim  nieudacznikiem, na którego nigdy nie zwróciłaby uwagi, ale chodził za nią rok, przynosił kwiaty, wystawał pod drzwiami, kupował bilety na koncerty, organizował różne wydarzenia, na które miała ochotę i wytrwale, konsekwentnie starał się o nią na przeróżne, sprawiające jej radość sposoby. W końcu się mu poddała, pokochała go i do dziś są szczęśliwym, udanym małżeństwem. Wychodził ją sobie. Moja koleżanka opowiedziała tę historię w 10 minut i potem zapanowała cisza. Po chwili posypały się westchnienia i głosy „ja też tak chcę!”.

Przypomniała mi tę historię Moja Trawa, która w ubiegłym roku opublikowała u siebie na blogu tekst… Swoją drogą warto na bloga Trawy zaglądać, bo fajnie pisze i porusza naprawdę ważne tematy. Ale wracając do naszego…

Nie wiem, czy aż „coś się stało z facetami”, bo może to tylko jakaś chwilowa choroba środowiskowa. Daleka jestem więc od wieszczenia jakiegoś kryzysu męskości całej płci brzydkiej. Jestem przekonana, że są wciąż mężczyźni, którzy sobie coś postanawiają i autentycznie o to walczą. Po prostu widzę wokół siebie taką masę tych, którzy tego nie robią, że mam ochotę każdym z nich potrząsnąć i powiedzieć „stary, to nie ona Cię odrzuciła – tylko Ty przestałeś się starać”. I ten sam błąd popełniają kobiety, ale im się to jakoś łatwiej wybacza, bo głęboko w nas tkwi przekonanie, że to mężczyzna zdobywa a nie odwrotnie. No i coś w tym jest, że to kobiecie zależy bardziej na stałości partnera (której dowodem ma być to cierpliwe, konsekwentne staranie się o wybrankę), bo to ona będzie potem chodzić bezbronna w ciąży i z dzieckiem u cyca. Fajnie by było, gdyby nie uciekł w międzyczasie. A jedną z przesłanek, która nas o tym informuje, jest właśnie konsekwencja mężczyzny w dążeniu do celu.

Poza tym sama pewność siebie w takim „wychodzeniu kobiety” jest seksowna. To nie jest zwykłe „chcę się ożenić z tą kobietą” ale „to będzie moja żona”. To nie „chciałbym, żeby była matką moich dzieci” ale „będzie matką moich dzieci”. I choćby cel był odległy i trudny do osiągnięcia, to pewny siebie mężczyzna zawsze będzie go widział jako cel osiągalny. Najwyżej wymagający trochę więcej starań, ale co to dla niego. Będzie cierpliwy, konsekwentny, poświęcony, ale dopnie swego, bo tak sobie postanowił. A jeśli coś sobie postanawia, to tak się dzieje. Przyznajcie – jest coś seksownego w takim podejściu. To Rhett Butler starający się o Scarlett O’Harę pomimo kolejnych jej odtrąceń i humorów, pomimo małżeństw, które zawierała po drodze. Myślę, że sukces Przeminęło z Wiatrem leży w dużej mierze właśnie w postaci Rhetta – bo albo chcesz mieć takiego adoratora, albo chcesz być takim adoratorem, który postanawia, walczy i zdobywa.

Pytanie, czy chcesz… Bo może te przypadki, gdy się poddajesz i odchodzisz z podkulonym ogonem za każdym razem, gdy słyszysz „nie, dziękuję”, to są po prostu kobiety, o które nie warto walczyć? Może to są potencjalne przyjaciółki, kochanki, koleżanki. Samo narzuca się też inne pytanie: czy w ogóle można kogoś „wychodzić”? Czy możliwe jest rozkochać w sobie kobietę, która nie kocha Cię od początku? Ja myślę, że można. Bo z czasem coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wystarczy kogoś uszczęśliwić, żeby go w sobie rozkochać. Ale głowy sobie za to obciąć nie dam. Każdy jest inny, nie możemy uogólniać, bla bla bla.

Jest wiele powodów, by tego nie robić: duma, kultura, umiejętność przegrywania z klasą, racjonalne podejście… Masz więc wszelkie (i to naprawdę dobre!) powody, by nie walczyć o kobietę, która dała Ci kosza. I nikt Cię nie będzie za to winił lub osądzał. Ale nie będziesz mógł się przyznać sam przed sobą, że zrobiłeś wszystko, co mogłeś, by ją zdobyć. Bo nie zrobiłeś. A myślę, że przynajmniej raz w życiu warto zrobić wszystko.

PS. Przypominam tylko panom, że „zdobyć serce kobiety” i „zdobyć jej rękę” to metafory. Nie chodzi o to, by taką kobietę prześladować, zmuszać do czegoś, stalkować i porywać. Nie wierzę, że to piszę… No ale to w końcu internety i tyle tu dziwnych ludzi, że warto o tym wspomnieć. :)

Komentarze do wpisu: 68 Napisz komentarz

  1. Szymi napisał(a):

    „organizował różne wydarzenia, na które miała ochotę i wytrwale, konsekwentnie starał się o nią na przeróżne, sprawiające jej radość sposoby.”

    Ale tacy faceci są, którzy „wychodzą” to co chcą.
    Tylko dzisiejsze kobiety częściej niż wcześniej dają do zrozumienia, że sensu nie ma i czasem pokażą to zbyt dosadnie i bezwzględnie ;-)

  2. Harrold napisał(a):

    „Jestem przekonana, że są wciąż mężczyźni, którzy sobie coś postanawiają i autentycznie o to walczą.”. Tak, są. Ale od kilku lat mężczyźni sie opamiętali i wolą walczyć o siebie, swoją wolność, spokój i godność. A nie o kobietę. I tego niestety panie często nie są w stanie pojąć. Smutne

    1. bo są do tego przyzwyczajone. Wbrew pozorom nasze myślenie o płci dalej jest konserwatywne. Facet musi kobietę zdobyć, a potem troszczyć się o nią (też: utrzymać). Ma być zastępcą ojca. A w efekcie kobiety mogą zawsze pozostać dziewczynkami: nie muszą nigdy dorastać, brać odpowiedzialności (bo to ON powinien) ani próbować samodzielności.

      1. To dość zabawne, bo moi dwaj przyjaciele ciągle się ze mną droczą, w różny sposób wytykając mi moją „emancypację” i przeświadczenie, że obie płci są sobie równe. W tym środowisku uchodzę za …no właściwie za feministkę :) A tu artykuł spotyka się z głosami, że jest zbyt tradycyjny w patrzeniu na płci.
        Cos w tym jest. Nie jestem ani za stawianiem znaku równości pomiędzy kobietą a mężczyzną – ani oczywiście za czynieniu z nas sierot, którymi mężczyźni winni się opiekować.
        Nie, absolutnie nie zgadzam się, że kobiety w tym ujęciu nie muszą nigdy dorastać. Właśnie muszą, bo staną się matkami. To mężczyzna nie musi dorosnąć do bycia ojcem. Może. Powinien. Ale nie musi. Natura mu tego nie nakazuje. Stąd właśnie kobiety na wiele sposobów próbują kandydata prześwietlić zanim do założenia rodziny dojdzie.

  3. Asia napisał(a):

    Zgadzam się, bo kobiety lubią być zdobywane, lubią też jak mężczyźni na każdym kroku im przypominają, że im zależy. To działa również w drugą stronę, kobiety też czasem powinny się wysilić! :)

    1. Harrold napisał(a):

      pamiętaj jednak że mężczyzn którzy mają własną godność niespecjalnie interesuje, że mają robić coś tylko dlatego że kobiety to lubią. Bez przesady…

  4. Może tak to działa u trzydziestek, ale z dwudziestkami jest trochę inaczej. U mnie na wydziale jest koleś, który wciąż kręci się koło naprawdę ładną dziewczyną. Gdy ją widzisz, prawdopodobnie będzie za nią szedł i trzymał jej torbę. Z czasem zrozumiała, że ma z niego jakąś korzyść i wysysa z niego całą energię, aż nagle ogłosi, że znalazła sobie Wymarzonego i się zakochała od pierwszego wejrzenia. Trochę jak w 500 Days of Summer: dziewczyna trzymała faceta na dystans i nie dawała mu szans, a on uparcie dążył do ich związku. Zupełnie nagle ogłosiła, że znalazła kogoś nowego i bierze ślub. Z gościem poznanym w jakiejś kawiarni. Zupełnie nagle. Zatem lepiej polegać na czymś spontanicznym, a nie wybierać sobie kobiety, które mają cię w dupie.

      1. Aleksandra L napisał(a):

        Ja mysle, ze wszystko wyzej zalezy od kobiety :) Badz co badz, mnie najlatwiej od zawsze bylo zdobyc poczuciem humoru, tym, ze facet potrafil mnie rozbawic. Z moim wesolkiem jestem juz prawie rok, pamietam ze musial sie troche starac, zeby mnie do siebie przekonac. I nie bylo tak, ze zauroczylam sie na wstepie. Swoimi zachowaniami i staraniami coraz czesciej sprawial, ze bylam radosna i szczesliwa. I w koncu i mnie trafilo. Wiec jednak zgadzam sie w sporej czesci z Seg :)

    1. sheepy napisał(a):

      odnoszę wrażenie że ludzie nie rozumieją, że 500 days of summer nie opowiada o kobiecie, która wykorzystała sobie faceta do własnych celów – ale o facecie, który dostał kompletnej obsesji na punkcie dziewczyny i postanowił zdobyć ją za wszelką cenę i wszelkimi sposobami, a kiedy ona powiedziała mu ‚pas’, natychmiast znalazł kolejny obiekt swojej obsesji…

  5. Hmmm… Historia ładnie opowiedziana. Ale zastanowiłbym się czy nie było przypadkiem tak – w końcu zegar biologiczny natykał się tyle, że trzeba było coś z tym zrobić. Na horyzoncie nie było nikogo, kto spełniałby wymagania ale za to był ktoś. Ktoś, ktokolwiek. Zegar nadal tyka, czasu coraz mniej. No to heja. Bierzemy to co jest, bo zaraz nie będzie nic. Ta sama historia. Ten sam koniec. A jednak zupełnie inna. A, żeby nie było później głupio to powstała opowiastka o „wychodzeniu” :)

    1. Tianzi napisał(a):

      Czytając niektóre komentarze, widzę tu bardzo nieprzyjazne uczucia. Oto bohaterka opowieści miała czelność odrzucić zaloty mężczyzny (!), a do tego wystawić absztyfikantowi opinię (!!), nieprzychylną (!!!). A najgorsze w tej historii, że nie została wcale ukarana za swoją pychę, ba, doczekała się szczęśliwego zakończenia – należy więc złagodzić tę gorszącą konkluzję, rzucając parę uwag o zegarze biologicznym, jej materializmie czy domniemanej brzydocie ;) (Mickiewicz po prostu umieściłby ją jako bohaterkę w balladzie ‚To lubię’ ;) )

      1. Nie ma nieprzyjaznych uczuć. Jest doświadczenie życiowe :) O ile materializm i brzydota to jednak dosyć płaskie potraktowanie tematu… O tyle scenariusz narysowany przeze mnie już taki nieprawdopodobny nie jest. Znam niejedno szczęśliwe (ba! nawet bardzo) małżeństwo, które powstało właśnie w takich okolicznościach. To nie jest złe. Mój komentarz również nie miał pejoratywnego wydźwięku. Po prostu – chemia albo jest albo jej nie ma. Ale to temat na bardzo długą opowiastkę.

  6. Zenek napisał(a):

    Przynosil najwiecej kamykow do gniazda to go wziela. Materialistka. Typowe zwierzece odruchy. Musialabyc tez wyjatkowo nieurodziwa skoro nie bylo innych opcji :)

  7. krampfunga napisał(a):

    jak najbardziej można sobie kobietę „wychodzić” – kiedyś byłam przekonana, że nie byłabym w stanie być z kimś, kto nie wywołuje u mnie ochów i achów samym tylko swoim istnieniem, ale potem ktoś na tyle wytrwale uchylał mi nieba, że z każdym kolejnym biletem do teatru, kawą podaną do łóżka czy innym gestem świadczącym o tym, że myśli o mnie, zna mnie i stara się, coraz rzadziej myślałam, że przecież wcale nie chcę, aż w końcu z trudem przypominałam sobie, jak to było, kiedy mi się jeszcze nie podobał.

    1. Jowita napisał(a):

      Myślę, że to zależy od kobiety. Ja z każdym takim gestem miałam ochotę uciekać jak najdalej. Nie potrafiłabym być z kimś, kto pomimo tego, że tysiąc razy mu odmawiam dalej za mną biega. Dla mnie to takie niehonorowe:) Ale ja może dziwna jestem.
      Najlepszy sposób to wybrać sobie wymarzonego faceta i pozwolić mu się zdobyć:)

      1. sheepy napisał(a):

        nie tylko niehonorowe – to też okazywanie ci braku szacunku. jeśli ktoś nie umie uszanować twojej woli kiedy nie ma do ciebie i twojego życia żadnego prawa, jaką masz gwarancję że będzie cię szanował, kiedy dostanie to, czego chce?

  8. Ulla napisał(a):

    Moja mama zawsze mówi o tacie: „jeszcze sznurówek nie zawiązał, a już biegł za mną!” Dlatego chcę być jak mama – wybiegana, no dobra – wystarczy wychodzona ;)

  9. Tak jak nie warto zajmować się facetami, którzy rezygnują po pierwszym „nie”, tak samo nie warto zajmować się kobietami, których nie trzeba zdobywać. Mężczyzna powinien wiedzieć, że łatwe zwycięstwo, to żadne zwycięstwo.

  10. Agnieszka napisał(a):

    Mysle ze mezczyzni nie uganiaja sie juz tak za kobietami jak kiedys, poniewaz najzwyczajniej na swiecie szkoda im na to czasu. Dzisiaj zyjemy w swiecie gdzie wszystko musi byc zaraz, podane w ekspresowym tempie. Ja sie nie dziwie, ze jakis facet woli probowac tak dlugo, az znajdzie cos co bedzie go chcialo i bedzie spelniac jego oczekiwania, niz chodzic za jedna laska, ktora go nie chce i uwaza ze jest „brzydkim nieudacznikiem”. Ja osobiscie nigdy bym sie z takim facetem nie zwiazala, jesli nie podoba mi sie teraz to na pewno nie bedzie mi sie podobal gdy bedzie mial lat 60 i pewnie wtedy bedzie jeszcze brzydszy. Dzis tez znajdzie sie takich chlopcow ktorzy uganiaja sie za jedna laska, choc nie raz uslyszeli „zostanmy przyjaciolmi”. Ja nie widze w tym nic szlachetnego, ale to moze dlatego ze mi podobaja sie mezczyzni ktorzy sa choc troche niedostepni, ktorzy nie wykladaja wszystkich kart od razu na stole, tylko odkrywaja siebie po trochu. Moze jestem jak Scarlet, ktora chciala byc z Rhettem dopiero wtedy gdy on od niej odszedl.

  11. Agnieszka napisał(a):

    A mi ten tekst przypomnial pewna historie moich znajomych. Mamy wsrod znajomych Krzysia ktory zakochal sie w Agatce. Chodzil za nia, zabieral do kina, na lody, razu jednego pojechal 10 km przez las w deszczu na rowerze po jej ulubiony jogurt na sniadanie, staral sie jak mogl. Krzys mial tez bardzo bliskiego przyjaciela Piotrka, ktory wyjechal na jakas roczna wymiane zagraniczna, po dwoch tygodniach po jego powrocie Agatka i Piotrek przyszli na jedna z imprez razem jako para. Od tamtej pory Krzys przestal probowac „wychodzic” sobie dziewczyne.

    1. MagdaLena napisał(a):

      Jest różnica w „wychodzeniu” sobie dziewczyny a w daniu wmanewrować się w friendzone. Można powiedzieć, że mnie mój obecny chłopak też „wychodził”. Przez 2 miesiące odprowadzał mnie po imprezach do domu, zagadywał i w ogóle. Co prawda po 2 miesiącach się wkurzył i wziął pocałował, bo stwierdził że albo dostanie w pysk i da sobie spokój albo się uda. To mi się w nim głównie spodobało, że miał odwagę spróbować i nie odpuścił sobie z miejsca zdobywania. Brakuje takich facetów. Teraz nie oznajmia, że chce żebym była jego żoną tylko, że będę i że jestem przyszłą matką jego dzieci.

        1. MagdaLena napisał(a):

          Wcześniej to ja miałam czas na zgodzenie się na randkę tylko się wahałam ;). Patrząc na dzisiejszych facetów i to jak zabierają się za poderwanie dziewczyny (nie mówię tu o cwaniaczkach na imprezie tylko o zwykłych miłych facetach), to rzeczywiście odważny czyn był :P

  12. JJ napisał(a):

    Przepraszam, ale brzmi to dla mnie bardzo starożytnie. Jak na takich jednostronnych, przedłużonych podchodach zbudować potem normalny, partnerski związek? Bo jak mi dziewczyna sto razy mówi „nie”, a ja nadal ją dręczę, to dla mnie sytuacja zaczyna mieć znamiona gwałtu ;)

    1. sheepy napisał(a):

      stalkingu, stalkingu. przepis inny, ale zakaz zbliżania się jaki można uzyskać w wyniku procesu karnego taki sam ;-)

  13. Pio tek napisał(a):

    Też znam kilka takich historii, które kończyły się trwałym związkiem. Trudno się dziwić, on w tę „zdobycz” zainwestował baaardzo wiele, ona przetestowała jaki on jest zaangażowany, wytrwały i czy klasą radzi sobie z niepowodzeniami.

    A jednak mnie jako facetowi takie podejście jakoś intuicyjnie nie odpowiada. Pewnie dlatego, że ci którzy „wychodzili” zawsze byli facetami drugiej kategorii. Wybranka ich serca wolała być z innymi facetami, oni ją kręcili, z nimi flirtowała, poznawała, bawiła się, ich pragnęła. A ten „wychdzający” grzał ławkę rezerwowych.

    Nie potrafiłbym bym tak. Jasne, kobietę trzeba zdobywać, dawać z siebie wszystko. Jasne, to wcale nie musi być proste i szybkie zadanie. Ale jeśli po drugiej stronie nie ma śladu zainteresowania, błysku w oku, zapowiedzi ognia, to i we mnie ogień przygasa.

    Czy o miłość życia warto walczyć wszystkimi metodami? Warto! Ale czy kobieta która ma dla ciebie – jak dla wiernego kundla – tylko miejsce na wycieraczce, faktycznie może być miłością życia? Póki co, moja intuicja zawsze odpowiadała: nie!

    1. Dziękuję, że to napisałeś.Oszczędziłeś mi trochę czasu. Generalnie kilka razy próbowałem praktycznie wszystkiego, robiłem takie rzeczy, których nie powstydziłby się nawet dobry scenariusz filmowy, a i tak nic z tego nie wyszło. Jeżeli nie ma tego błysku w oku, śladu zainteresowania od początku to lepiej odpuścić. Bo jak to jest, że ja jako mężczyzna mogę zaryzykować dla kobiety wszystko, a ona nie da od siebie praktycznie nic. Takie kobiety po prostu przestały mnie już interesować. Klasę ma ten, kto zna swoją wartość i tego się trzymajmy!

      1. Niekoniecznie na wycieraczce. Wiadomo, że nikt nie chce być pomiatany, ale czasem wystarczy uświadomić kobiecie, jak bardzo nam zależy, okazać przede wszystkim walkę i wytrwałość. Dużo wtedy kobiet się przełamuje, albo zaczyna odczuwać tego brak, gdy to przemija. Gdy sadza mężczyznę na wycieraczce, mężczyzna powinien zaprotestować w sposób inteligentny. To też może pomóc. Żadna nie chce psa, większość pragnie adoratora.

  14. Idę o zakład, że więszkość współczesnych kobiet po trafieniu na takiego , nazwijmy go roboczo „upierdliwca” , po tym jak po raz któryś daje mu do zrozumienia żeby spadał, w końcu stosuje wobec niego art. 190a Kodeksu Karnego. ;)

    1. Tianzi napisał(a):

      No dokładnie. Konsekwentnie niechciany wielbiciel jednak na ogół jest niechciany z jakiegoś powodu i tym powodem raczej nie bywa nadmierne podobieństwo do Rhetta Butlera.

  15. ania napisał(a):

    hehe… Ja gdy po raz pierwszy zobaczyłam mojego narzeczonego (pracował w moim ulubionym pubie :) ) pomyślałam sobie „to będzie ojciec moich dzieci”. Powiedziałam to całkowicie w żartach, byłam wtedy z innym, ale… teraz po 6 latach od tamtej chwili tylko 4 miesiące dzielą nas od ślubu ;)

  16. „Czy możliwe jest rozkochać w sobie kobietę, która nie kocha Cię od początku?” jasne, że to jest możliwe. A nawet pożądane. Najlepiej, kiedy kobieta zakochuje się w mężczyźnie którego już dobrze zna, a nie w takim, którego dopiero poznaje. Mniejsze szanse, że ten „ideał”, super partia okaże się cieniasem, a kobieta się zawiedzie. Do tego jeszcze dochodzi odkrywanie w sobie głębszego uczucia <3

  17. Leszek napisał(a):

    A co kiedy już po tych wszystkich staraniach kobieta jest już moja, jest fajnie ale jej ciągle jest mało bo jest przyzwyczajona do „zalotów” które z czasem bycia razem po prostu zanikają.. Nie da się cały czas prowadzić takiej „gry” szczególnie jak ktoś jest osobą która potrzebuje pewności z drugiej strony a nie ciągłego „nie wiem czy uda mi się ją utrzymać” ? Często kobiety w tedy mówią,że faceci przestają się starać ale to nie prawda..

  18. Anna napisał(a):

    Spotkałam na swojej drodze faceta, który właśnie chciał mnie sobie „wychodzić”. Był na 100 % przekonany, że jeśli tylko będzie się wystarczająco starał to w końcu ulegnę i z nim będę. Ale pewnej rzeczy nie da się przeskoczyć, ja od początku wiedziałam, że z tego nic nie będzie i tyle. Szanuję jego opór, ale w pewnym momencie takie starania stają się po prostu żałosne.
    Zresztą nawet gdybym w pewnym momencie uległa-z braku lepszej opcji, czy z tego byłby szczęśliwy związek? Pewnie, jest jakaś szansa, że tak, ale bardziej prawdopodobne jest, że oboje byśmy tylko na tym stracili.

  19. Ewa napisał(a):

    Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o „wychodzenie sobie kobiety”. Chyba każdej dziewczynie marzy się taka sytuacja (mi na pewno), koleś na tyle zakochany, że jest w stanie zrobić naprawdę wiele dla tej jedynej, ale wydaje mi się, że jest to możliwe tylko wtedy, gdy między potencjalną parą jest jakaś tam chemia, choć nie w sensie fizycznym – jeśli nie ma porozumienia, rozmowy są średnie, nic ich nie łączy, a facet tego nie widzi – nie wypali to za cholere. Sama niejedokrotnie uważałam danego osobnika za kompletnie nieatrakcyjnego, po czym poznawałam go lepiej i BUM, tęcza, jednorożce, dzikie węże. Jeszcze jedna sprawa – facet musi być naprawdę pewny siebie, mieć dużo uroku i wyczucia, aby nie przeciągnąc struny i z fajnego, wiedzącego, czego chce mężczyzny, nie stać się jęczącą, nachalną pipą :D

  20. Ja jestem więcej jak pewny że są mężczyźni którzy coś sobą
    przedstawiają. Ba! Nawet bronią tych wartości. Niestety w dzisiejszych
    czasach coraz rzadziej, i coraz mniej. Przykrywani są poprzez medialną
    papkę erotomanii.

  21. Joanna napisał(a):

    Wychadzanie ma sens, jeśli istnieje jakakolwiek nić porozumienia. Z doświadczenia mogę tylko napisać, że przy braku tejże nici można poczuć się jak osaczana zwierzyna.

  22. Ziemowita napisał(a):

    Hm… przeczytałam tekst i wpisy, mam nieodparte poczucie nie do końca dobrze postawionego problemu. Czy aby na pewno chodzi o to by „wychodzić sobie kobietę”? Myślę, że nie wzbudzają w nas specjalnie zainteresowania mężczyźni plątający się za nami jak…, chcący nosić torebki, kupować kwiatki i wystawać pod oknem. Interesują nas mężczyźni silni, pewni siebie, wiedzący czego chcą, świadomi celu, umiejący znaleźć do niego drogę. To przecież takie proste, antropologiczne, każda kobieta bez względu na pozycję, stanowisko, poczucie pewności siebie potrzebuje kogoś kto… w razie czego chwyci za bary, będzie zapleczem i strażnikiem. To jak facet się o nas stara, w jaki sposób zabiega pokazuje jaki ma charakter i czego możemy się po nim spodziewać.

    Gdyby się tak zastanowić, która z Was odpowie na siedemdziesiątą czwartą propozycje w stylu „może pójdziemy jutro do kina?”, a która oparłaby się pokusie zainteresowania mężczyzną który napisze maila „wybrałem film, zrobiłem rezerwację (jestem przekonany że trafiłem w Twój gust), widzimy się w piątek o 19 w kinie xxx, do zobaczenia. To bardzo prostacki przykład ale wydaje mi się, że pokazuje problem.
    Z czasem kobiety stają się coraz bardziej silne i pewne siebie, powtarza się nam: musisz liczyć na siebie, nie poddawaj się, pokaż im, bądź najlepsza i takie jesteśmy… w pracy. Nie oszukamy swojej natury, wcale nie chcemy być takie w relacji partnerskiej.

    Tak więc wydaje mi się, że nie rzecz w tym by „wychodzić sobie kobietę” ale by jej pokazać że ma się plan, cel, jest się zdeterminowanym i nie ma się problemu z podejmowaniem działań. Nie ma to nic wspólnego z upokarzaniem się facetów, noszeniem torebki czy przynoszeniem kwiatów pogardliwie spoglądającej wybrance.
    Kobiety stają się coraz bardziej niezależne i w obliczu tego zjawiska mężczyźni tracą poczucie panowania nad sytuacją co odbiera im pewność siebie.

    Męska decyzja to taka podjęta z przekonaniem, nie obarczona żadnymi wątpliwościami, poparta działaniem i świadomością konsekwencji, to decyzja odpowiedzialna i świadoma. To właśnie tej męskości brakuje…

    1. Magdalena Gonerska napisał(a):

      Masz rację, ale też chodzi trochę o to, żeby sprawdzić czy mężczyzna jest wytrwały. Bo np. jeśli my z początku odmówimy (nie zawsze dlatego, ze nas facet odrzuca. Czasem nie jesteśmy przekonane, a czasem to po prostu nie ten moment) i on od razu stwierdzi „nie to nie, znajdę taką co od razu padnie na kolana z wrażenia” to daje nam wyraźny sygnał, że ta osoba nie ma ochoty się starać i ciężko mogą jej przychodzić rozwiązania kompromisowe. A jak nie ma ochoty się starać na początku, to co będzie za pół roku, rok, 5 lat? :/

  23. Pamiętam takiego gościa. To było kilka ładnych lat temu, nawet spotkaliśmy się pare razy, ale problemem były znaczące różnice światopoglądowe. On mówił, że będą matką jego dzieci, ale ja nie chciałam w ogóle być matką, nie odpuszczał i twierdził, że jakoś to rowiążemy. Wiadomo, że takich kwestii nie da się pogodzić, później wyprowadziłam się z miasta i każdy poszedł w swoją stronę.

  24. Jan Ban napisał(a):

    Z tym wychodzeniem kobiety jest tak: Albo się uda, albo się nie uda. Jak się uda i parze się ułoży wspólne życie(dom, dzieci, wspólna starość), to będzie z tego piękna historia do opowiadania wukom. A jak nie wyjdzie, to pozostanie po tym tylko wspomnenie o żałosnym adoratorze.

  25. z jednej strony podziwiam upór, siłę, etc. Ale wiem też, że wiele takich historii nie kończy się wcale happy endem. Może mnie dżęder opętał, ale zakładam, że w związku od samego początku musi być partnerstwo. Jeśli zaczynacie od opcji „ja jestem twierdzą do zdobycia, a on wojownikiem”, to na jakich zasadach będzie się rozgrywać reszta Waszej relacji? Czy na serio chcesz być z facetem, który przez pierwszy rok Ci się nie podobał? Miłość jak z Przeminęło z wiatrem jest przereklamowana :)

  26. Jestem neiwypowiedzianie dumna z Was pod tym wpisem. Część się zgadza z tekstem, część się nie zgadza, rodzi się dyskusja, strzelają argumenty i …nie ma ani jednego hejtera, który by obrażał drugą stronę! Pięknie! :)

  27. Wendy napisał(a):

    Nareszcie. Czytam Cię od niemal roku a teraz dopiero dołączyłam do diskusa. Więc nie odnoszę się do tematu a jedynie przedstawiam.

  28. Ewa Studzinska napisał(a):

    Facet ktory za kobieta lazi i nie odpuszcza ma dla mnie znamiona psychopaty. W najlepszym razie – upierdliwca. Nie lubie tez gierek typu – bede udawala niezainteresowana i niech sie wykaze. A sformulowanie „wychodzenie sobie kobiety” jest bardzo nietrafione i kojarzy mi sie z wyprowadzaniem psa.

  29. Lolo napisał(a):

    Coś bardzo złego stało się z facetami, jeśli dadzą sobie wmówić, że chodzenie za kobietą jest męskie i seksowne. Nie jest. Gentleman przyjmuje odmowę tylko raz, bo tylko raz prosi. Dalsze nalegania są nieeleganckie. To taktyka w sam raz dla brzydkich nieudaczników, ale w końcu, co to dla kobiety za frajda mieć brzydkiego nieudacznika? To oznacza, że przyjęła co było, a nie że wzięła, co chciała. Zostanie żoną brzydkiego nieudacznika i z brzydkim nieudacznikiem spłodzi córkę, która jako córka brzydkiego nieudacznika w naiwności swojej uzna historię matki i ojca, brzydkiego nieudacznika- za wzruszajacą. W gruncie rzeczy jest to smutne, bo bycie z brzydkim nieudacznikiem, lub z brzydką nieudacznicą to ,,się lubi, co się ma”, a nie ,,ma się, co się lubi”. Wartościowy facet nie musi tysiąc razy wydeptywać tego samego trawnika, żeby zyskać przychylność kobiety. To raczej dowód braku…. ikry, z czego wniosek, że ani to seksowne, ani romantyczne.

  30. Paweł Daniel Kęcerski napisał(a):

    „Podczas deszczu gradu stój pod moim oknem
    Chce kwiatów, wiązanek i nowego Porsche
    W łóżku szpagatów, salt na koncie więcej zer”

    Ja swojej pierwszej kobiecie chciałem oddać wszystko, zrobiłem niesamowicie wiele romantycznych rzeczy, które opisane tutaj utworzyłyby mi kółko zakochanych i oddanych adoratorek. A jednak to było za mało i po tej, nazwijmy to wpadce, nauczyłem się że nie znaczy nie.

  31. Patrycja Majcher napisał(a):

    „Problemem” dzisiejszych facetów jest to że kobiety są silniejsze i że potrafią sobie świetne radzić bez nich, więc facet albo ma „jaja” albo „wydmuszki”
    Patrycja „już” singielka :)

  32. Interesujące spojrzenie. Krótkie spostrzeżenie brzydkiej płci. Był wychodzony jeden i drugi… trzeci też, a niektórzy uczynili z tego misję, żeby „wychadzać” sobie kobietę za każdym razem. Problem jest w tym, że w pewnym momencie każdy mężczyzna postawi sobie pytanie – czy warto poświęcać ten czas na „wychodzenie” i co on właściwie na tym zyska.

  33. Ja obserwowałam jak znajomy (a konkretniej mój były :P) próbował sobie wychodzić koleżankę, no ale… dla niej to nie to i nie ma zmiłuj. On kombinował na wszystkie możliwe sposoby, co najgorsze chciał się dla niej totalnie zmienić (kobieta ceniąca ludzi z charakterem, raczej nie doceniłaby takiego ‚poświęcenia’). Długo nie rozumiał, ‚dlaczego nie’ – trochę odpuścił, ale myślę że chyba gdzieś tam podświadomie dalej ma do niej stosunek na zasadzie ‚może kiedyś jednak…’.

    A ja osobiście zanim powyższy były stał się moim byłym aż tak długo nie kazałam mu za sobą biegać, chociaż jakoś specjalnie mi się nie podobał – po prostu dałam mu szansę, bo czemu nie… i myślę, że w 90% nie jesteśmy razem właśnie dlatego, że już na dzień dobry wiedziałam, że człowiek nie jest w moim typie – to co nie podobało mi się wtedy, nie podoba mi się dziś. Totalnie mnie nie przekonał. A mimo to szarpaliśmy się ze sobą ponad 3 lata (zdarzało się zrywać kilka razy nawet na 3 miesiące) bo jakaś więź się między nami pojawiła (nie, nie miłość) i może dlatego teraz się jakoś kumplujemy, a ja wiem że można na niego prawie zawsze liczyć.

    Obecnie ponad dwa lata jestem z kimś kto mi się spodobał od razu. Wciąż podoba mi się w nim to co wtedy i z każdym dniem czuję, że zakochuję się coraz mocniej (czasami czuję, że się porzygam od tych motylków)… mam jednak wrażenie, że w tym związku to ja trochę musiałam go sobie wychodzić, bo mimo że dość szybko się ze sobą związaliśmy to jednak jakaś tam przeszłość jego miała dość długo jeszcze znaczenie.

    Podsumowując: albo od razu iskrzy, albo raczej już nigdy :P

  34. Just napisał(a):

    Miałam przyjaciela, o którym wiedziałam, że mnie kocha. Wszyscy to wiedzieli. Ja go też bardzo lubiłam, świetnie się czułam w jego towarzystwie, byliśmy bardzo blisko ze sobą, robiliśmy te wszystkie rzeczy, które przyjaciele robią. Bywały takie momenty, kiedy miałam po dziurki w nosie jego uległości wobec mnie, tego wszechobecnego pragnienia, żeby mi pod każdym względem dogodzić. I czasem myślałam o nim właśnie jako o takim kundelku, który strasznie chce żebyś się z nim bawił i nie odstępuje cię na krok. W ciągu pięciu lat wchodziłam w relacje z kilkoma facetami (głównie typy frontmanów, bohaterów, pewnych siebie rozrabiaków) i za każdym razem byłam porzucana. W końcu przyszedł taki dzień, że tę jego miłość chciałam wziąć. Ona nie była już żałosna i przykra. Wiem, że on też wiele razy mówił o mnie „ona będzie moją żoną”, chociaż nie miał żadnych podstaw by tak myśleć. Ale jesteśmy razem prawie 3 lata. Poważam go i szanuję za jego wytrwałość i za to, że kochał mnie wtedy bardziej niż swoją dumę.
    Nie jesteśmy jedynym takim przypadkiem, w kręgu naszych znajomych mamy jeszcze jedną taką parę. Śmiejemy się, że nasi faceci nas „wybrali”, że działali swoimi najlepszymi cechami tak, żebyśmy mogły je zauważyć i w nich się zakochać. Nie wiem czy to jest męskie, niemęskie, może jestem złą osobą przez to, co myślałam o nim kiedyś (chociaż on o tym wszystkim wie), wydaje mi się, że w tym wszystkim nie ma żadnych zasad. Że albo się kocha, albo się nie kocha, albo się walczy, albo nie. Albo się zdobywa, albo się rezygnuje. Trzeba robić tak, jak się czuje.

  35. nomeansno napisał(a):

    pewnie, traktujmy kobiety jak bezmyślnego kawał mięcha, bo przecież po co jej własne zdanie, wystarczy żeby byle jaki palant starał się mocno i długo i kochał ją i wszystko będzie cacy, bo jak kobieta mówi ‚NIE’ to tak nasprawdę myśli ‚STARAJ SIĘ MOCNIEJ’.
    dobrze, że napisałaś to ps na końcu, inaczej można byłoby pomyśleć, że prześladowanie i nagabywanie kobiet i robienie im wody z mózgu jest ok tak długo, jak wszystko skończy się ślubem…

  36. Facet nie od razu musi być och i ach ideał. Ideałów nie ma. Źle jak łazi za Tobią ktoś koo nie chciałabyś za żadne pieniądze. A nie i wszelkie odpowiedzi, argumenty nie skutkują. Są ciąłe smsy, próby wyciągniecia na siłe na kawe, do kina itp. Różne światopoglądy i totalny brak jakiejkolwiek nici porozumienia. I tak przez powiedźmy 3, 4 miesiące. Kulturalna odmowa nie skutkuje, trzeba użyć drastycznych. Facet sie odczepia(i zostaje Twoim publicznym wrogiem), ale jak nadaży sie okazaja to i tak o Ciebie wypytuje Twoic znajomych, a w miedzy czasie tymi samymi ‚metodami’ startuje do kilku twoich ‚koleżanek’. Życie pisze najlepsze historie :D

  37. Mi się zdecydowanie nie marzy taka sytuacja, bo jak by nie patrzeć, jest to niechciany adorator. Moim zdaniem z boku to i może ładnie wygląda, ale nie ma żadnej przyjemności w byciu śledzoną przez jakiegoś kolesia, który nas totalnie nie interesuje – dla mnie byłaby to zbyt niezręczna sytuacja. Ja rozumiem być sobie w znajomości i po jakimś czasie stwierdzić, że to coś więcej, ale nie rozumiem noszenia torby za kimś, kto nie jest zainteresowany i być może nigdy nie będzie, bo niby dlaczego miałby? Nie ma przecież obowiązku zakochania się, więc całe staranie może zakończyć się fiaskiem. (Zdaję sobie sprawę, że słowa użyte do opisu absztyfikanta też mają znaczenie. Inaczej wygląda „staranie się i zabieganie”, a inaczej „podlizywanie i usługiwanie”. Tak jak jeden chłop po klęsce po prostu usunie się w cień, ;) a inny rozgłosi, że zła kobieta go odrzuciła, a tyle się przecież wykosztował).

    ALE. Z drugiej strony uznanie takich sukcesów za gorsze/mniej szczęśliwe związki oraz pisanie że „chłopak na tym stracił, bo został wybrany tylko dlatego, że nie było lepszych”, lub że „dziewczyna straciła, bo interesowali ją lepsi, a tu kiszka”, to błąd. Bo skoro się zakochali, to się zakochali i będą szczęśliwi. Win-win.

  38. Sebastyan007 napisał(a):

    Cześć. Musicie zauważyć, że faceci dzielą się na tych którzy są pożądani przez kobiety i tych, którzy niestety nie są. Ci pierwsi mogą sobie pozwolić na więcej, mogą się dowoli obrażać i zrywać, mogą udawać niedostępnych, nie muszą przejmować się odmową jednej bo na boku mają kilka innych zainteresowanych, mają swoje haremy. Ci drudzy niestety muszą chwytać się wszelkich brudnych sposobów, aby zdobyć dziewczynę, nie mogą się łatwo poddawać, muszą stalkować, sponsorować, atakować innych facetów, czasem nawet uprowadzać kobietę, torturować i liczyć na syndrom Sztokholmski. Inaczej zostaną sami, bez rodziny, nieszczęśliwi, odrzuceni, zepchnięci na boczny tor, pokonani. Feministki wolą nazywać takich facetów psycholami, ale w rzeczywistości to są ludzie z charakterem idący przez życie pod wiatr, wbrew przeciwnościom losu. Dobrze, że są jeszcze prawdziwe kobiety potrafiące docenić ten wysiłek.

  39. Zanm osobiście z bliska dwa takie przypadki, w pierwszym udało się facetowi i spodziewają się drugiego dziecka, inny znowu starał się bardzo, a kobieta traktowała go jak kumpla.. kiey ona w końcu się zdecydowała dać mu szansę on powiedział, że już za późno…..

  40. I bardzo słusznie…
    Sama zadbała o to, żeby go zniechęcić, więc (tutaj śmiech Gary’ego Oldmana z filmu „Bram Stoker’s Dracula”) dopięła swego. Sądzę, że „kolega” unika jej teraz jak diabeł wody święconej. Żaden szanujący się mężczyzna nie będzie zabiegał o kobietę w nieskończoność. Zresztą w podobnych przypadkach występuje przedziwna prawidłowość. Kobieta decyduje się dać takiemu mężczyźnie szansę akurat w chwili, kiedy ten już dawno porzucił swoje zamiary i machnął na nią ręką. Wychodzi z założenia (poniekąd słusznie), że miała dość czasu i gdyby naprawdę chciała dać mu szansę, zrobiłaby to wcześniej. Wszystkie jego wysiłki jawią mu się teraz jako marnowanie czasu

Dodaj komentarz