8 damskich spraw, które musi załatwić każda matka, by wychować córkę na kretynkę.

Najpierw myślałam, że to żart. Że autorka wyśmiewa się ze stereotypów albo z jakiegoś szowinistycznego tekstu, który napisał inny bloger. Potem jednak dotarłam do takiej części artykułu, która ewidentnie prześmiewcza nie jest. I wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że ten artykuł napisany jest najzupełniej na poważnie. Tak serio serio. Bez kpiny i krzywego zwierciadła.

Mowa o “18 damskich spraw, które musi załatwić matka każdej dziewczynki” Małgorzaty Ohme. To tekst, który jest odpowiedzią na artykuł z tej samej platformy blogowej: “16 męskich spraw, które musi załatwić ojciec każdego chłopca” Dawida Bartosika. Ten “męski” tekst jest generalnie bardzo dobrym poradnikiem – pod warunkiem, że odniesiemy go ogólnie do relacji rodzić – dziecko. Nie widzę bowiem powodu, dla którego dziewczynka nie miałaby nauczyć się silnego uścisku dłoni, odkręcania śrub, sportu, mycia zębów, bezpiecznej jazdy samochodem, dotrzymywania słowa, unikania cwaniactwa, gotowania, angielskiego, czytania, posiadania własnego zdania, wyrażania miłości, rozpalania ogniska – a nawet tych stopni policyjnych (lub wojskowych) czy rąbania drewna, choć bez tych dwóch ostatnich, wydaje mi się, da się żyć. Nie widzę też powodu, dla którego tych samych rzeczy nie mogłaby uczyć matka. Tak więc tekst Dawida Bartosika jest po prostu dość wąsko stargetowany, być może dla uzyskania lepszego odbioru (internety lubią, gdy jakiś artykuł lub film celuje w dość konkretną grupę odbiorców, nawet jeśli zawarte w nim treści są dość uniwersalne), ale poza tym jest całkiem sensownym tekstem. Na tym by stanęło, gdyby Małgorzata Ohme nie postanowiła napisać swojej, “damskiej” wersji listy. I tu właśnie zaczyna się jazda… Czego, zdaniem autorki, każda dziewczynka powinna się nauczyć od mamy?

1. Robić rosół. Nie ogółem gotować, bo nie każda ma do tego: talent, chęć, czas, ale ugotować porządny rosół na wołowym z kością- koniecznie! Po co? Bo to niezbędne, by wytrzymać z chorującym chłopem.

Bo jedynym powodem, dla którego warto gotować, to karmienie mężczyzny (który przecież gotować nie umie, bo nie jest dziewczynką, która mogłaby się tego nauczyć od mamy).

2. Przyszyć guzik. (…) dlatego, że a) przeciętny mężczyzna tego nie zrobi (nie było tego nawet na liście Bartosika), b) dziecko też nie (a może je zechcieć mieć), c) same nosimy koszule, a łatwiej przyszyć niż kupić nową.

Mężczyźni nie umieją przyszywać guzików nie tylko dlatego, że nie było tego na liście Bartosika, ale też dlatego, że są do tego fizycznie niezdolni. Po prostu nie mają palców. Właśnie dlatego do przyszywania guzików i innych robótek ręcznych służą im kobiety.

3. Pleść warkocza. Kobieca, wygodna fryzura, ale im mniej precyzji, tym lepiej (warkocz francuski ok, ale niekoniecznie baranek przeplatanka czy kłos w koszyczku). Podobno ponad 80% mężczyzn uważa warkocze za słodkie i atrakcyjne (nie wiem, czy córka będzie chciała być słodka, ale gdyby…). Uwaga: Robić warkocza nie równa się robić warkocze. Warto wyedukować, że po 50-tce warkocze odbierane są ŹLE.

To bardzo ważne, żeby nauczać małą dziewczynkę od samego początku jej pięknego życia, że głównym celem jej istnienia jest podobanie się mężczyznom. Ma być urocza, słodka, atrakcyjna, ale tylko do pewnego wieku. Potem już nie może, bo to się mężczyznom nie podoba.

4. Malować się (ładnie), prowadząc (dobrze) auto. Czyli trzy w jednym: po pierwsze zrobić makijaż, po drugie być dobrym kierowcą, po trzecie umieć to łączyć w tym samym czasie (jednocześnie prowadząc absorbującą rozmowę telefoniczną, ale na słuchawkach!).

Przy okazji warto, żeby się nauczyła pisać sms-y, przewijać lalkę i malować sobie paznokcie u stóp podczas prowadzenia auta. Ta umiejętność przyda jej się w dorosłym życiu, gdy będzie musiała być jednocześnie businesswoman, pełnoetatową matką i wykwalifikowaną kochanką. Jeśli podczas takiego malowania się w aucie doprowadzi do wypadku (i nie zginie), to patrz punkt 6.

5. Zmieniać oponę bez ubrudzenia rąk. Jednym słowem: albo zakupić dobre rękawiczki i zaopatrzyć się w mokre chusteczki (ale po co?), albo nauczyć się machać z gracją (nieubrudzoną) ręką, licząc na pomoc życzliwego kierowcy.

Kobieta broń borze nie może umieć zmieniać koła (bo chyba o to chodziło autorce. Opony to Ci na drodze nawet przypadkowo jadący obok MacGyver nie zmieni), bo to fizyka kwantowa jest, a więc zajęcie zbyt trudne dla małego mózgu i białych rączek niewiasty. Ale jeśli już ma się za to zabrać, to nie powinna dotykać niczego gołymi rękami, bo smar jest taki niekobiecy.

6. Rozmawiać z policjantami. Prawdopodobieństwo złapania mandatu za:
a) rozmawianie przez telefon,
b) wyprzedzanie na ciągłej lub
c) jazdę pod prąd jest nieco (ale tylko odrobinkę)
wyższe niż w przypadku panów. Warto więc nauczyć córkę (najlepiej własnym przykładem) skutecznej rozmowy, tak by przekonać miłych panów policjantów, że to było „niechcący“, „ostatni raz“, „serio tu był znak?“, „dzieci w domu płaczą, bo są głodne“, „wie Pan, jak to z tym facetami, mój wraca późno w nocy, wszystko na mojej głowie“, „auto nie moje, pensja licha, mandat???“. Uwaga: Nie przesadzać z egzaltacją, bo łatwo o efekt odwrotny.

Oczywiście, że prawdopodobieństwo zatrzymania przez policję jest wyższe w przypadku kobiet, bo to one głównie rozmawiają przez telefon, gdy prowadzą auto i generalnie łamią więcej przepisów niż mężczyźni. Wynika to oczywiście z głupoty. Warto więc nauczyć dziewczynkę, że jeśli nie umie prowadzić auta i stanowi niebezpieczeństwo na drodze, powinna użyć kobiecych wdzięków i robić z siebie jeszcze większą idiotkę, w celu obłaskawienia stróżów prawa.


7. Podnosić jedną brew czyli znać podstawy flirtu.
Jeśli chodzi o podnoszenie brwi, sama przetestowałam: można nauczyć się przez trzy tygodnie regularnych ćwiczeń. Do tego: mrużenie oczu, przygryzanie dolnej wargi, rozszerzanie źrenic. Efekt doskonały, bo uderzamy w podświadomość.

Do listy dodajmy jeszcze oblizywanie warg, noszenie za krótkich spódniczek i dekoltów do pępka oraz mówienie „o, jaki wielki!” na wszystko, co jest dłuższe niż 5 cm.

8. Nie jeść do ostatniego okruszka. Im prędzej to zrozumie, tym lepiej. Prawdopodobnie będzie na diecie przez większość swojego życia (jeśli nie przez całe), więc jedzenie z umiarem to umiejętność bazowa dla fit przyszłości. Pomaga dialog sokratejski czyli monolog wewnętrzny: „Czy na pewno mam ochotę na tego ziemniaczka?“, „Czy na pewno?!“, „Czy?!!!“.

Możemy też profilaktycznie kazać jej wyrzucać bez żalu pieczywo do śmietnika albo nakładać sobie porcję lodów, po czym siedzieć i patrzeć, jak zjada je pies. Albo jak się rozpuszczają. Powoli. To nauczy dziewczynkę silnej woli niezbędnej do odmawiania sobie przyjemności w życiu. Bo przecież w życiu nie chodzi o to, żeby być szczęśliwym – tylko o to, żeby być szczupłym i atrakcyjnym dla mężczyzn!

9. Badać piersi. Regularnie. Po prostu. I nie bać się iść do lekarza, gdy wyczuje zgrubienie. Rozumieć słowo „PROFILAKTYKA“.

Dziwny ten punkt. Aż nie wiem, jak skomentować (tak, to był właśnie moment, gdy zaczęłam wątpić w prześmiewczy charakter tekstu). Kolejne punkty są też zastanawiająco mądre i prawdziwe. Zarzuciłabym im tylko to, że – poza fragmentem o stanikach ofkorz – powinny dotyczyć każdego dziecka a ich nauczycielem wcale nie musi być jeno matka.

Dziwię się, że ten artykuł wyszedł spod pióra psychologa. A może to kolejny trolling platformy Mamadu, która ostatnio daje czadu w mediach społecznościowych i budzi kontrowersje dziwnymi, szowinistycznymi tekstami…? Ma to jedną niezaprzeczalną zaletę – dość łatwo się pisze polemikę z takimi artykułami, no i nieźle się przy tym można pośmiać :)

Komentarze do wpisu: 58 Napisz komentarz

  1. Biorąc pod uwagę, że napisała to kobieta, która za wyczyn uważa samodzielne zasypianie 10-latka we własnym pokoju i umiejętność samodzielnego ubrania się do szkoły bez wsparcia mamusi to możliwe, że ona wszystko pisze z myślą o dzieciach intelektualnie niewydolnych. A wtedy plecenie warkocza może być rzeczywiście szczytem osiągnięć.

  2. Serio? nie wierzę w to co czytam. Skoro to nie był tekst prześmiewczy to to jest jakiś kiepski żart. Ale dzisiaj Dzień Kobiet a nie Prima Aprilis.

  3. Jedne z punktów są pisane śmiertelnie poważnym językiem a pozostałe są z dupy i nie wiadomo co miała na myśli. śmiać się czy płakać? ;) Czytałam te wpisy już wcześniej i są one odpowiedzią na posty z amerykańskich blogów. Nie łudźcie się, że autorzy wpadli na ten temat sami ;)

  4. Naprawdę z całego serca nie chcę wierzyć, że ten tekst jest na serio. Jest skrajnie szowinistyczny, pomijając nawet to, że napisany przez psychologa rodzinnego. Aż się robi ciemno przed oczami!

  5. Olga napisał(a):

    Mnie zastanawia jak w takim razie interpretować ostatni punkt tekstu M. Ohme „18. I kochać. Na początek SIEBIE.Bardzo bym chciała, aby moja córka to potrafiła. Oddam 17 pozostałych punktów za ten jeden.”? Czy pozostałe punkty to nie jest wyśmiewanie stereotypów, do których psycholog się później odnosi, mówiąc co według niej jest ważne? Punkty 1-17 są straszne, ale czy można je brać tak na poważnie?

  6. a_fatum napisał(a):

    No nie, moja mama nie nauczyła mnie flirtu, tym bardziej z policjantami ;/ Na szczęście nie jest aż tak wyrodna, żeby uczyć mnie zmiany koła bez specjalnej pomocy! Tego nauczył mnie tata, mówiąc jak zakładać lewarek, odkręcać koło i zakładać zapasówkę. Żadne jednak nie kazało mi odmawiać sobie jedzenia, chyba że zbędnych słodyczy. W zamian sugerowali, żeby się ruszać, no i – co za nieszczęście! – skończyło się to wegetarianizmem (czyli nie ugotuję rosołu na wołowinie, ale wow, nie czuję się przez to gorszą osobą) i rozmiarem S…
    Chyba jednak to lipa, nie artykuł i mam nadzieję, że nikt większości tych rad sobie do serca nie weźmie.

  7. Anna Zet napisał(a):

    „Do listy dodajmy jeszcze oblizywanie warg, noszenie za krótkich spódniczek i dekoltów do pępka oraz mówienie „o, jaki wielki!” na wszystko, co jest dłuższe niż 5 cm.”
    Dodam to do wachlarza moich kobiecych zdolności <3

  8. Artykuł rzeczywiście dziwny bo jak słusznie zauważyłaś od pewnego momentu robi się sensowny i byłby niezły gdyby autorka postanowiła napisać o 10 rzeczach których matka powinna nauczyć córkę (mam wrażenie, że autorka chciała koniecznie mieć więcej niż 16 spraw wymienionych.)

    W Twojej wyliczance mam tylko zastrzeżenie do pierwszego punktu. Autorka wszakże pisze: „Robić rosół. Nie ogółem gotować, bo nie każda ma do tego: talent, chęć, czas (…)” więc chodzi nie tyle o karmienie mężczyzny („Bo jedynym powodem, dla którego warto gotować, to karmienie mężczyzny”) co o jego leczenie („Bo to niezbędne, by wytrzymać z chorującym chłopem.”)

    1. Madix napisał(a):

      Swoją drogą – kurde, mój facet nawet jak jest chory i leży w szpitalu to udaje, że nic mu nie jest i czuje się dobrze, by mnie nie martwić… Nie wiem, czy to on jest jakiś ewenement czy to gadanie o facetach umierających od grypy to jest urban legend… raczej obstawiam to drugie.

  9. Klaudia napisał(a):

    Dziękuję mojej mamie, że nie nauczyła mnie głupawego chichotu i całej reszty tych bzdur. Trochę wyziera też hipokryzja ze strony pani Ohme: raz sugeruje, iż każda dziewczynka całe życie będzie na diecie i stawia na pierwszym miejscu umiejętność udawania głupszej niż jest, a raz mówi, żeby kochała siebie. Inna sprawa: mam nadzieję, że teksty krytykujące wpisy innych blogerów nie staną się tu regułą, bo jest masa ciekawszych tematów :)

  10. Tianzi napisał(a):

    Blah. To jest ten efekt, kiedy sensowne sprzedaje się pod etykietką ‚męskie’, a potem trzeba coś wymyślić na hasło ‚kobiece’. Jedyna nadzieja w tym, że rezolutne dziecko uzna, że matka jest upośledzona i zostanie córeczką tatusia.

  11. Veronika Pine napisał(a):

    Ja się przyznaję. Mnie Mama nauczyła gotować rosół. I moją Siostrę też. Bracia tak samo nie zostali zwolnieni z obowiązku. I od ok 10 roku życia każde z nas samo miało wszystko sobie szyć i dodatkowo dostaliśmy zakaz udawania głupich :( A Tata nauczył nas wbijać gwoździe i zawsze dojadać jedzenie do końca. Chyba „nie wiedzieli”, jak powinno wyglądać prawdziwe przygotowanie dzieci do życia w XXI w.

    Przez nich czuję się taka ogarnięta. Zepsuli mi życie.

    PS. I pomimo 27 lat na karku nadal nie umiem warkocza :(

  12. To wszystko brzmi tak niepoważnie, że aż nie chce się wierzyć, że to artykuł na serio. „Powinna nauczyć córkę bawić się modą tj. ubrać się na egzamin i rozmowę kwalifikacyjną tak, żeby brak wiedzy został niezauważony” Dziwaczne te punkty, to może rzeczywiście jakaś polityka budowania publiczności na kontrowersji, w końcu rozmawiamy o tym, prawda? Niech źle gadają, byle gadali czy co? Ale aż wstyd się pod czymś takim podpisać, psychologowi zwłaszcza.

  13. Gosia Rutkowska napisał(a):

    Artykuł Ohme z czapy zupełnie. Dobrze, że przyszło mi dorastać w czasach, zanim jeszcze wynaleziono mamadu. Moja matka wychowała mnie używając mózgu i oszczędziła mi lekcji makijażu za kierownicą i flirtu z policjantem. Autorka chciała być zabawna i merytoryczna jednocześnie, a chyba jedno z dwóch powinna sobie darować, bo wyszedł jej tak pretensjonalny tekst, że cały autorytet psychologa podważa się sam.

    1. Ale że psycholog to od razu autorytet? Tam też są tróje na świadectwach i każdy bezmózgi dziobak z 5.0 na maturalnym może sobie psychologię skończyć. Autorytet to się wiedzą buduje, mądrością i doświadczeniem. Nie papierem z pieczątką. ;)

  14. Aleksandra Lipa napisał(a):

    Byłam na wykładzie tej pani w ramach opowieści o jej współpracy z jedną z marek spożywczych. Pani pierdoli farmazony, że aż miło, a wyżej wymienione triki ma opanowane do perfekcji i brew jej dyga koncertowo. Tęcza mi do gardła podchodziła i pod koniec wykładu lekko się ulewała. Ale to był wykład o zabawach rodziców z dziećmi, więc nie poruszała tak poważnych kwestii jak zabawa z dziewczynką w omotywanie stróżów prawa.

  15. Seg, chociaż Ty mogłabyś się nie śmiać z tego, że nie umiemy przyszywać guzików!

    Ja się już boję, że jak mi następny odpadnie, to będę musiał sobie znaleźć dziewczynę, która mi go przyszyje.
    #CiężkieŻycie

  16. Potem słodka, różowa kobietka będzie się dziwiła czemu ten zniewieściały chłopczyk też nie chce sobie ubrudzić rączek.

    P.S.
    Nigdy nie wymieniałem koła w samochodzie. Widziałem gdzie leży zapasowe, klucz i lewarek. Może bym ogarnął… ;)

  17. Karolina Krzeszewska napisał(a):

    Przeszłam do artykułu Ohme i śmiechłam już przy nastęnym, po omówionych przez Seg, punkcie – 11. Breastfiterka. Czyli kobieta, która dopasowuje piersi? Do czego? Do stanika? Wuczuwam tu dalekie echa tzw. sposobu sióstr Kopciuszka, które to były prekursorkami w dopasowywaniu stóp do butów.

  18. Genialne. Tak się składa, że mój partner potrafi zrobic rosół a nawet warkocz i przyszyć guzik podczas gdy mnie idzie to o wiele gorzej no i zastanawia się czy to matka nie przystosowała mnie do życia czy on jest jakims mutantem.

  19. Remigiusz Maciaszek napisał(a):

    Miałem dwie fazy podczas czytania tekstu. Najpierw czytałem wszystko, po siódmym punkcie tylko Twoje odpowiedzi. Cytaty mnie mocno osłabiły. Ja wiem, że to najpewniej troll, ale myśl o tym, że są ludzie (bo pewnie są), którzy tego typu zalecenia traktują poważnie trochę mnie martwi.

    1. Iwona Ruszczyk napisał(a):

      Ja muszę nadrobić zaległości, może jeszcze zdążę.
      Najważnieajsze jednak to rozudzanie smaku na poznawanie… Ktoś ma dobry przepis?

  20. Mama z prądem i pod prąd napisał(a):

    A ja uważam, że kobieta, jak chce oczywiście, powinna się nauczyć gotować – dla siebie. Bo kobiety do gotowania mają talent, większy niż faceci, bo jesteśmy bardziej kreatywne, bez obrazy. A rosół to pikuś, rosół dziecko zrobi. Mam szczęście do gotujacych facetów i oni sami się uczyli gotować, bo nie wszyscy są zawieszeni na mamusi, niektórzy są samodzielni. Tylko ci faceci to „obcy”, krajan nie znam co gotują…

    1. Remigiusz Maciaszek napisał(a):

      Przepraszam, ale pffff!
      Nie mam nic przeciwko zdrowej dyskusji i o kreatywność facetów będę walczył z dumnie wypiętą piersią!

      1. Mama z prądem i pod prąd napisał(a):

        Ależ, jak najbardziej, do ostatniej kropli moich ukochanych perfum ;)
        A pieczeń z jagniecia to machniesz, taka coby mięso się rozplywalo w ustach, do tego pieczone pyry i buraczki na ciepło…??? Wtedy możemy pogadać o kreatywności, na pusty żołądek się nie dyskutuje… A jedzenie musi być dobre, to najważniejsze. Kropka. ☺

        1. Mama z prądem i pod prąd napisał(a):

          Ale byś wciągnęła, i to solidna porcję, założę się…. Ja w ciąży wciągalam, jak urodziłam to już jak smok. Miodzio…

        2. Remigiusz Maciaszek napisał(a):

          Pewnie że bym nie machnął (chociaż chętnie bym zjadł, zwłaszcza z buraczkami).
          Szczęśliwie machać nie muszę, bo zrobienie jagnięciny to nie kreatywność, kreatywność to wymyślenie jagnięciny :)

        3. Mama z prądem i pod prąd napisał(a):

          E, odwracasz kota ogonem. Kreatywnie trzeba zamarynowac i tyle. Reszta się sama robi w piecu. Kreatywność to gotować szybko i smacznie. Da się…

    2. Ja też uważam, że kobieta powinna nauczyć się gotować, przynajmniej jakieś podstawowe żarcie. W niczym się tu nie różni od faceta, który też powinien się nauczyć gotować. Bo wcale nie uważam, że kobieta mają większy talent do gotowania!

      1. Mama z prądem i pod prąd napisał(a):

        To się nie zgadzamy, dla nas kobiet to nic nowego. Wierzę, że jednak na barykady nie pójdziemy. Ty masz za duży brzucho ;) a ja właśnie pieczeń z jagniecia w piecu, wiec spoko…

  21. Dominika Skorupa napisał(a):

    przeczytałam to i padłam. Będę miała niezadługo syna i jeśli tylko będzie zainteresowany, nauczę Go gotować rosół. A co mu będę żałować, od Taty się nie nauczy bo mój Ukochany to jednaj tylko tosty umie;) ale za to koła, śrubki i nawet ubezpieczenia mojego auta nie muszę tykać – lubię podział obowiązków.

  22. Do dzisiaj na rosół wpadam do mamy. Mam dwójkę maluchów, w tym córkę i ostatnie czego ją nauczę, to gotować rosół. Prędzej pizzę pokręcimy, ale to inna bajka. Z całego „wychowywania” najlepiej lubię pojęcie „socjalizacja pierwotna” tzn. że dzieci naśladują dorosłych w tym, co wydaje sie im fascynujące. A potem idą swoją drogą. I tak, synu robi ze mną pizzę a chwilę później siedzi z tatą w warsztacie. Córka w jedne ręce trzyma misia a w drugiej młotek. Zwyczajne życie. Wystarczy zaszczepić głód pasji i ciekawości świata, reszty nauczą się same.

  23. Mateusz Rzońca napisał(a):

    No tak… warkocza. Robić warkocza. Poza pięknym byciem miło by było jeszcze pięknie mówić. A jak nie pięknie to chociaż poprawnie.
    Jakbym musiał prosić za każdym razem moją mamę/moją lubą o przyszycie guzika w płaszczu, to bym już dawno zrezygnował z guzików na rzecz zamków. Dobrze, że obostrzenia związane z płcią nie dotyczą nauki wiązania butów, bo bym ciągle pociskał w butach na rzepy :D

  24. Chcę to skomentować, ale nie bardzo wiem jak. Ja nie umiem robić rosołu na kościach wołowych bo wolę na kurze, zmieniać koła, malować się za kierownicą (bo nie mam prawka) i zawsze zjadam wszystko do końca bo lubię. Chyba mama mnie źle wychowała…

  25. Kayseri napisał(a):

    Wiele pięknych (strasznych) bzdurności w tym cytowanym artykule, ale najbardziej to się chyba uśmiałam z tego rozszerzania źrenic… bo przecież jak kobieta odpowiednio zdesperowana to się nauczy nawet kontrolować mięśnie niezależne od jej woli, żeby poderwać faceta, prawda? ;) Kiedy ktoś zaczyna wyjeżdżać z takimi bzdurami to jest właśnie ten moment w konwersacji, kiedy mam ochotę z wielkim uśmiechem na twarzy powiedzieć: „Pozwól mi sobie wyjaśnić, jak bardzo nie masz pojęcia o czym mówisz!” :D

  26. Mnie wychowal ojciec murarz i matka krawcowa. Szyc umiem ale nie lubię i guziki memu mężowi przyszywa
    . Sama wymieniam za to opony, olej i obsługuje MOJE auto. A teraz w ramach relaksu na macierzyńskim klade sobie plytki z tata w łazience… Dziwne te tekst… To chyba jakiś żart

  27. No naprawdę można się nieźle pośmiać – śmiechłam w głos :D Cudne! Mnie niestety mama nie nauczyła rozszerzania źrenic, a jedną brew jak unoszę to wyglądam jak Jaś Fasola, więc teraz mam problem żeby chłopa złapać bez takich podstaw flirtu. Moja fit przyszłość też leży w gruzach. Kuriozalny artykuł, ale Twoja polemika bezcenna:)

  28. O boze, punkt ósmy, ten o okruszkach, to chyba jedyny z przytoczonych, który stosowała moja matka. Do dzisiaj mam problemy z jedzenie., bardzo często nie dojadam i jem mniej, niż potrzebuje, mimo ze jestem bardzo świadoma i w kwestii zdrowego odżywiania, i kulturowych umocowan feminizmu, ale nadal siedzi mi to w głowie.

  29. Persephonis napisał(a):

    1. Nie umiem i nie lubię gotować, ale uwielbiam czasem zrobić cokolwiek w 15 minut dla męża (i siebie przy okazji), bo go zwyczajnie kocham i chcę mu sprawić przyjemność (np. pierś kurczaka z serem i suszonymi pomidorami – 5 min roboty, potem piecze się sama). Zwłaszcza, że w kulturze mojego męza miłość = karmienie (takie zaszłości historyczne – Wielki Głod itp.) Rosół wolę gotowy albo od mamy.
    2. Nie umiem szyć, ale guziki jakimś cudem przyszywam, choćby dlatego, że do płaszczy są wyjątkowo licho przyszyte i w zimę chodziłabym półnago.
    3. Warkocz umiem pleść od dziecka, bo mam włosy do pasa i czasem ciężko z nimi coś innego zrobić. A ponieważ w kraju mojego męza warkocze to niemal dobro narodowe, nauczyłam się też bardziej skomplikowanych (nie dla niego – on nie odróżnia – tylko z ciekawości i dlatego, że uwielbiam jego kraj).
    4. Nie dotyczy
    Doskonale za to umiem malować się w taksówce – pewnego razu jechałam na event z obecnością marki Dior, panie makijażystki miały stoisko, gdzie goście płci pięknej mogli się skonsultować, poprosić o makijaż itp. Dojechałam po 10 minutach w trzęsącej taksówce po kocich łbach po ciemku (zima, godzina 20).
    Pierwsza rzecz – proszę o poprawki. Panie spojrzały na siebie z konsternacją… „Ja się malowałam przez 10 minut, w trzęsącej taksówce” – postanowiłam przerwać niezręczną ciszę. „Yyy… aha… no… nie widać…” – skomentowała ich szefowa. Po chwili dla picu przejechała mi policzek kilka razy pędzlem.
    5. Nie dotyczy
    6. To akurat bardzo praktyczne, bo policjant może złapać wszędzie – na przechodzeniu na czerwonym świetle, przechadzce przy zwężeniu bez przejścia (typu roboty drogowe – nie iść tą stroną), dotyczy też kanara w autobusie. Nie zliczę, ile stówek oszczędziłam dzięki tym zdolnościom.
    7.Nie dotyczy – flirt jest mnie i mojej rodzinie bardziej odległy, niż kosmos i nauczyłam się go dopiero z własnym mężem (tak mogłaby brzmieć szahada jakiejś Arabki – co za niespodzianka, żadne z nas nie ma tamtejszych korzeni)…
    8. Nie dotyczy – chyba, że liczyć teksty mojej mamy pt. „nie możesz, to nie jedz – lepiej wyrzucić, niż gdybyś miała źle się czuć”. Gdybym przyszła na 15-daniowy obiad i oświadczyła, że niczego nie chcę, zareagowałaby tak samo.
    9. Dotyczy. Na szczęście.

Dodaj komentarz