Była sobie woda

…czyli skąd się bierze woda źródlana w butelkach.

 To proste. Każde dziecko wie. Woda w butelkach rośnie na drzewach wodnych. Gdy butelki dojrzeją, zrywają je małe elfy, wiewiórki i bobry. Niektóre butelki same spadają pod swoim ciężarem, ale wtedy ich zbierać nie wolno, bo tradycja każe oddawać te wody naturze.

 Jest też legenda, że woda jest czerpana z górskich źródeł i rozlewana do butelek w specjalnych maszynach. Dziewczyny z Żywiec Zdrój zaprosiły mnie więc w Beskid Żywiecki, by sprawdzić te plotki.

Pojechałyśmy niestety w pełnym żeńskim składzie, więc nie będzie żadnych skandalicznych fotek, romansów i rozwodówek. Za to nasz przewodnik Józek dostał +10 do lansu, gdy z siedmioma niewiastami chodził po górach. Oczywiście byłyśmy przygotowane na te wędrówki, co widać po profesjonalnym obuwiu do wspinaczki górskiej.

Nie zdążyliśmy już dojść do wszystkich ujęć wody (i to wcale nie przez te buty), ale byłyśmy przy jednej ze studni, z których pobierana jest woda i widziałyśmy teren, na którym znajduje się źródło naturalne, czyli takie, które nie wymaga żadnej pompy, bo woda wypływa z niego grawitacyjnie. To ostatnie jest ogrodzone, wstępu nie ma, a zamkniętej furtki strzeże troll beskidzki. Chodzi o to, by w żaden sposób nie zanieczyścić ujęcia ani otaczających go terenów.

Tak więc niestety nie udało mi się zaczerpnąć wody z samego źródła. Widzieliśmy za to proces formowania butelek, napełniania ich, zakręcania i oklejania.

Żeby w ogóle wejść do pomieszczenia z tymi wszystkimi maszynami, taśmami i automatami, trzeba się odpowiednio ubrać. Każda z nas dostała więc nowe buty, kombinezony, czepki, rękawiczki lateksowe i zatyczki do uszu – bo maszyny robią sporo hałasu.

O przepisach w fabryce przypomina bóbr, obecny w różnych miejscach obiektu.

Wszystko zaczyna się od małej butelki. To takie dziecko, które jeszcze nie urosło.

Mała butelka wody Żywiec Zdrój jedzie sobie do pieca, w którym za pomocą gorącego powietrza rozdmuchiwana jest w specjalnej formie w kształ charakterystycznej dużej butelki wody Żywiec Zdrój. Następnie puste butelki wędrują do wydzielonej części fabryki, gdzie się je płucze, napełnia wodą i zakręca. Potem są ubierane w etykietki, zgrzewane w sześciopaki i spinane przezroczystym uchwytem. Widziałyśmy akurat proces powstawania butelek ze Smako-Łykiem truskawkowym.

Na koniec wyżebrałyśmy po jednej młodej buteleczce, którą można normalnie zakręcić, napełnić wodą źródlaną i schować do kieszeni. Taki shot bezpieczeństwa, gdyby zaschło w ustach :)

A. Zapomniałam o najważniejszym: TAK, w fabryce pracują prawdziwi górale. :)

Żywcowy wyjazd obfitował w inne przygody związane z góralami, końmi i sarnami. O tym jednak w kolejnym wodnym wpisie.

Komentarze do wpisu: 10 Napisz komentarz

  1. pytałam. Dziewczyny obiecały popytać najstarszych górali ;)
    A „bezkidzki” nie po raz pierwszy mi się zdarza, a to wszystko przez jeden z moich ulubionych dowcipów o Suchej BeZkidzkiej. Znasz? :)

  2. Była sobie miejscowość Mokra, w której były trzy jeziora. W Mokrej mieszkał też smok Kicek, który był bardzo miłym smokiem i nie jadł dziewic, za to bardzo lubił się napić. Kiedyś tak się napił, że następnego dnia na kacu wypił jedno całe jezioro. No i poszedł do niego Sołtys ze skargą, że tak być nie może i żeby się smok pilnował na przyszłość. Niestety sytuacja powtórzyła się i Kicek znów zabalował. Następnego poranka tak go suszyło, że wypił drugie jezioro. Sołtys się wkurzył i powiedział, że jeśli to się powtórzy, to wywalą Kicka z wioski. Kicek bardzo się starał, ale znów była okazja, wesele, napił się i wypił ostatnie jezioro. I jak się nazywa teraz ta miejscowość? Sucha Bez Kicka.

Dodaj komentarz