Dlaczego matka powinna być egoistką

Odkąd pojawiło się na świecie Twoje dziecko, wszyscy tłumaczą ci, że to ono jest najważniejsze. Zaczyna już personel medyczny w szpitalu, który nierzadko traktuje kobietę jak żywy pojemnik na człowieka, jak statystę przy porodzie i kompletnie się tą mamą nie interesuje. W prezentach od najbliższych dostajesz już tylko zabawki i ubranka dla dziecka. Nawet na Twoje urodziny dostajesz coś de facto nie dla Ciebie, tylko dla niego. Internet, poradniki, sąsiedzi, oni też skupiają się na dziecku, wywierając na Tobie presję, byś cały czas zajmowała się dzieckiem. I Ty tej presji ulegasz, bo jest ona dla Ciebie czymś naturalnym. Kochasz, czujesz potrzebę opiekowania się potomstwem, rezygnujesz z samej siebie dla dobra dziecka. Nie kończysz toksycznego związku, bo dziecko potrzebuje tatusia. Nie pozwalasz ojcu zająć się chorym dzieckiem, bo sama zrobisz to lepiej. Nie jedziesz na upragnione wakacje, nie podejmujesz znowu pracy, nie wychodzisz na imprezy, bo chcesz każdą chwilę dać dziecku. Wszędzie czytasz, że powinnaś się z nim bawić, spać z nim, czytać mu, wozić na zajęcia. Stajesz się jego opiekunką, sprzątaczką, kucharką, kierowcą, managerem, psychologiem i sponsorem. W pewnym momencie zaczynasz zbierać pieniądze już nie na swoje marzenia – ale na marzenia dziecka. Wybaczasz mu wszystko, odejmujesz sobie od ust, płaczesz nad jego porażkami i cieszysz się z jego sukcesów. Jego życie staje się Twoim projektem a Ty jesteś osobą odpowiedzialną za jego sukces lub porażkę, więc obwiniasz się za wszelkie niepowodzenia i pilnujesz na każdym kroku, by nie popełniać żadnych błędów.

A potem dziecko dorasta, idzie na studia, do pracy, kupuje sobie mieszkanie, zakłada rodzinę i żyje własnym życiem, a Ty siadasz sama przy kubku herbaty i nagle okazuje się, że masz 50 lat, żadnych oszczędności, brak sił i właściwie już nie pamiętasz, że jako dwudziestolatka marzyłaś o podróży do Australii, zdobyciu Pulitzera i sportowym samochodzie. Teraz marzysz już tylko o tym, żeby Twoje dziecko czasem do Ciebie przyjechało i zjadło wspólny obiad. Ale to trudne, bo Twoje dziecko ma już swoje dzieci i w związku z tym kompletnie nie ma czasu dla Ciebie, bo jego całym światem są te dzieci i ich szczęście.

Jest też inny scenariusz. Pani Marzena ma 36 letniego syna Stanisława, który mieszka z nią i jej mężem. Syn pani Marzeny ma dwójkę dzieci z poprzedniego związku, nową żonę i nowe dziecko z tą żoną. We trójkę mieszkają u pani Marzeny. Na dom zarabia ona i jej mąż. Staszek pracuje. Czasem. Tak przez miesiąc, póki go nie zwolnią. To, co przez ten miesiąc zarobi, wydaje na swoje przyjemności. Żona Stasia nie pracuje, bo skoro on nie pracuje, to ona też nie będzie, a co! Od pani Marzeny, która zapieprza 12 godzin dziennie w pracy, ciągnie kasę na życie, na paliwo, na leki dla dziecka. Jeżdżą jej samochodem. Nie chcą się wyprowadzić, bo nie stać ich na własne mieszkanie. A, byłabym zapomniała. Tę dwójkę dzieci z poprzedniego związku też utrzymuje pani Marzena, bo jego nie stać na alimenty. Staś w domu nie pomaga, bo nie umie. Mama nigdy nie nauczyła go gotować lub sprzątać. Historia prawdziwa.

Gdy pytam pani Marzeny o marzenia, mówi, że chciałaby uciec. Ale jakoś od lat nie umie tego zrobić. Bo oni sobie bez niej nie poradzą.

Droga matko, chciałabym Ci coś powiedzieć. To Ty jesteś najważniejsza.

Tak. Ty. Nie Twoje dziecko, nie dziecka Twojego dziecka, nie Twój mąż. Ty jesteś dla siebie samej najważniejsza, niezależnie od tego, co świat próbuje Ci wcisnąć.  Masz pod opieką człowieka, którego szczęście zależy tylko od Ciebie i to jesteś Ty sama.

Ty jesteś odpowiedzialna za siebie samą i masz obowiązek o siebie zadbać, bo nikt inny tego nie zrobi. Co więcej: jeśli chcesz wychować swoje dziecko na samodzielnego człowieka, który umie o siebie zadbać, to możesz to zrobić tylko w jeden sposób – pokazać mu dobry wzorzec na własnym przykładzie. Musisz mu pokazać, że mama dba o siebie, realizuje się, spełnia swoje marzenia i że jej opieka nad dzieckiem nie odbywa się kosztem jej samej. Poświęcając się dla dziecka, robisz krzywdę nie tylko sobie – ale też samemu dziecku. Więc obudź w sobie egoizm, przypomnij sobie o własnych marzeniach i potrzebach, a potem zacznij je realizować.

Masz cholerne szczęście, że urodziłaś się w cywilizowanym kraju, nie musisz walczyć z głodem i brakiem dachu nad głową. Więc naprawdę nie musisz się poświęcać.

Jak to zrobić?

  • Jeśli masz małe dziecko, umów się z partnerem, żeby dwie godziny dziennie zajmował się dzieckiem. W tym czasie nie sprzątaj, nie pierz, nie gotuj. Weź kąpiel, umów się na manicure, poczytaj książkę lub spotkaj się w kawiarni z przyjaciółką.
  • Od samego początku, gdy tylko dziecko będzie w stanie wam pomagać w domu, dziel się z nim obowiązkami. Naucz je, żeby samo odkładało rzeczy do prania, ubierało się, robiło sobie jedzenie, zmywało po sobie, zamiatało podłogę lub czyściło łazienkę. Na początku będzie mu to wszystko wychodziło topornie i może się okazać, że tylko dołoży Wam pracy, zamiast jej odjąć. Ale to jest naturalny proces uczenia się i gwarantuję, że jeśli się nie poddasz, w końcu będzie wykonywało 10% domowych obowiązków – a potem wręcz jedną trzecią, czyli tyle, ile powinien wynosić wkład domownika trzyosobowej rodziny w utrzymanie porządku w domu. Nastolatek jest fizycznie i psychicznie w stanie to robić. Wymagaj tego od niego. Nie ucz go życia w domu ze służbą i nie czyń z faceta kaleki, który nie umie zamieść podłogi i zrobić sobie obiadu. Umie.
  • Nie bierz na siebie obowiązków dziecka. Niech samo odrabia pracę domową, niech samo pilnuje swoich treningów sportowych, niech samo się ubiera, niech samo dba o porządek w swoim pokoju i niech samo wyprowadza psa, który jest jego psem i o którego obiecał dbać, gdy się wreszcie zgodziłaś na zwierzę w domu.
  • Raz w roku zostaw dziecko na tydzień lub dwa z dziadkami i pojedź na wymarzone wakacje. Jeśli dziecko jest starsze, wyślij je w tym czasie na obóz sportowy i nie trać tych dwóch tygodni na generalne porządki. Jedź na wakacje do jasnej cholery. Albo i dalej.
  • Jeśli nie pracujesz, tylko „siedzisz w domu z dzieckiem”, to wiedz, że to też jest praca. Praca sprzątaczki, niani i kucharki, od której też należy ci się wolne i urlop. Twój mąż wraca z pracy o 16 i chce mieć święty spokój? Powiedz mu, że ty też o 16 chcesz już mieć święty spokój. Podzielcie pozostałe w dniu godziny na pół i podczas gdy trwa jego połowa, Ty zajmij się sobą.
  • Za każdym razem, gdy kupujesz nową zabawkę lub ciuch dziecku, kup też coś sobie. Robiąc zakupy spożywcze, nie kupuj tylko ulubionych produktów męża i dzieci. Kup też swoje ulubione oliwki, których nikt inny w domu nie lubi lub Colę, której dziecko nie może pić. Ty możesz i lubisz. Nie odmawiaj sobie czegoś tylko dlatego, że dziecko jest na diecie lub tego nie lubi. Jesteś dorosłym człowiekiem, na litość Buzka, i możesz sobie już kupować to, co chcesz. Nie czekaj z tym do emerytury.

Żadne dziecko nie powinno być obarczone ciężarem odpowiedzialności za szczęście swojego rodzica.

Nie powinno nigdy poczuć, że to przez nie mama nie zrobiła kariery, nie spełniła marzeń i przestała o siebie dbać. Nie powinno nigdy poczuć, że jej szczęście lub nieszczęście zależy tylko od niego i od tego, czy ono jest grzeczne / czy dobrze się uczy / czy osiąga sukcesy. To naprawdę ogromna presja, która sprawia, że dziecko zaczyna uczyć się oraz osiągać sukcesy dla mamy – a nie dla siebie. To właśnie pierwszy etap nauki, jak nie myśleć o sobie. Nie ucz tego.

Jest różnica pomiędzy empatią a niezdrowym uzależnieniem.

Empatia sprawia, że jest Ci przykro, gdy dziecko dostanie jedynkę w szkole, że przytulisz je, wskażesz drogę ku poprawie ocen – niezdrowe uzależnienie jest wtedy, gdy nagle koncentrujesz całą swoją uwagę na niepowodzeniu dziecka, chodzisz struta, rozczarowana i nieszczęśliwa z powodu tej jedynki. Empatia ułatwia dziecku samodzielne rozwiązanie problemu. Niezdrowe uzależnienie emocjonalne sprawia, że dziecko chce tylko, byś poczuła się lepiej i zdobywa oceny dla Ciebie lub zataja złe oceny, żebyś tylko nie czuła się źle.

To samo dotyczy „grzecznego zachowania”, którego dziecko uczy się nie po to, by Cię uszczęśliwić, tylko po to, żeby mieć dobre relacje z przyjaciółmi, przyszłym partnerem i współpracownikami. Nie psuj sobie humoru tym, że dziecko coś rozlało, zepsuło, zgubiło. Niech sprzątnie. Niech naprawi. Niech dołoży się z kieszonkowego, by coś sobie odkupić.

Dziecko nie uczy się, słuchając Twoich rad i wytycznych. Dziecko uczy się, obserwując i naśladując Ciebie.

Nieważne, ile będziesz mu powtarzać, że trzeba się uczyć, czytać i kształcić. Ono nie będzie tego robić, jeśli nie będzie widziało, że Ty się uczysz, czytasz i kształcisz. Nie nauczy się odwagi, nie widząc jej u Ciebie. Nie nauczy się kultury i uprzejmości, nie obserwując ich u Ciebie. Nie nauczy się realizować marzeń, jeśli nie zobaczy, że Ty realizujesz swoje marzenia. Nie nauczy się walczyć, jeśli nie zobaczy, że Ty walczysz o swoje cele. Dziecko nauczy się, jak być szczęśliwym, jeśli nie zobaczy, jak Ty się uszczęśliwiasz.

Odnajdź równowagę pomiędzy pomaganiem swoim najbliższym a dbaniem o samą siebie.

Jada Pinkett Smith, amerykańska aktorka i wokalistka, żona Willa Smitha i mama dwójki dzieci, opowiada o tym, co jest najtrudniejsze w byciu matką. Obejrzyjcie sobie to wideo.

Zwróćcie uwagę, jak ona pięknie mówi, z jaką klasą, bo przecież mówi o swoim egoizmie, a jednocześnie cały czas upewnia swoją córkę, jak bardzo ją kocha i jak bardzo jej na niej zależy. W tym filmie spostrzegłam też inną rzecz – z jaką uwagą i zrozumieniem słucha jej córka. Przywykłam do innego widoku na spacerach i imprezach, na których obserwuję mamy z dziećmi. Cholernie trudno im skupić uwagę dziecka na tym, co się do niego mówi. Dzieci, mówiąc kolokwialnie, mają to w dupie. Chcą już wrócić do zabawy, dostać to, czego chcą lub po prostu nie interesuje ich trajkotanie mam. Jednym z powodów może być sposób mówienia i poruszany temat, bo sami doskonale pamiętamy z własnego dzieciństwa, że dorośli często mędzą o tym samym, bywają nudni i upierdliwi – albo po prostu nie umieją się wysławiać równie ładnie co Jada. Ale myślę też, że wiele zależy od zwykłego szacunku dziecka do dorosłego. Szacunku, który wypracowuje się latami i do którego kluczem jest właśnie …szacunek do samej siebie.

Nie zmuszaj dziecka do słuchania Twoich rad.

Jeśli dziecko obserwuje cały czas matkę, która biega wokół dziecka, usługuje mu i nie daje sobie prawa do własnych potrzeb, to nic dziwnego, że taką matkę się zlewa. Wiem, że to brzmi okrutnie, ale to jest, wbrew pozorom, bardzo naturalny mechanizm. Dzieci lekceważą ludzi, których inni dorośli lekceważą i którzy sami się nie szanują. Czy słuchałbyś z uwagą upierdliwej sąsiadki, która co chwilę daje Ci dobre rady, chce ingerować w Twoje życie i mówić ci, co robić a czego nie robić? I czy sam wymagałbyś uwagi od kogoś, kto po prostu nie chce Cię słuchać? A może po prostu olałbyś człowieka, który nie słucha Cię uważnie i ewidentnie jest zainteresowany czymś innym? Tak? To dlaczego  zmuszasz do tego własne dziecko? Zostaw je. Olej. Nie chce Cię słuchać, niech nie słucha. Udowodnij mu, że szanujesz się na tyle, by nie rzucać grochem o ścianę. Nie chce rady, niech się sparzy. Niech za to przyjdzie do Ciebie i spyta o radę, kiedy będzie gotowe jej wysłuchać. Niech wie, że z Twoich ust płyną ważne słowa, że Twoje doświadczenia są dla niego cenne, że może się z nich uczyć i korzystać.

I, przede wszystkim, szanuj się.

Nie pozwól na siebie krzyczeć, nie rozmawiaj z dzieckiem, które Cię obraża. Nie znoś z pokorą jego wybuchów. Odejdź od dziecka, które Cię uderzyło. Nie zmuszaj się do zabaw, na które nie masz ochoty. Nie odmawiaj sobie przyjemności. Nie biczuj się za błędy – przepraszaj za nie. W ten sposób nauczysz dziecko przepraszać. Też jesteś czyimś dzieckiem, jesteś dorosłym człowiekiem, masz swoje prawa, masz swoje słabości, nie ma nic złego w robieniu czegoś tylko dla siebie i w odnajdowaniu szczęścia poza byciem matką. Dziel się obowiązkami z dziećmi. Dziel się dziećmi z partnerem. Ustal granice, których nikt nie może przekroczyć. Kochaj dzieci, ale kochaj też męża i kochaj samą siebie. Spraw, że Twoja córka będzie umiała zostać szczęśliwą żoną i matką. Spraw, że Twój syn wybierze sobie za partnerkę szczęśliwą żonę i matkę. Bądź egoistką. Bo dopiero – gdy Ty będziesz szczęśliwa – będziesz umiała zadbać o szczęście Twoich dzieci.

Komentarze do wpisu: 30 Napisz komentarz

  1. Pionierka napisał(a):

    Czekam na wpis o tym, dlaczego macocha powinna być egoistką. A do tego tekstu wrócę, jak przyjdzie pora na mnie :)

  2. Znam taką jedną parę. Ona – samodzielna, pracowita, elegancka, z dobrą pracą, lubiąca różnego rodzaju rozrywki. Jej partner – facet, który ma samych braci przy których matka skakała przez całe życie. Prała ich gacie, zmywała i gotowała.
    Nie muszę chyba mówić, że ich związek był w porządku, dopóki ze sobą nie zamieszkali. Matka chłopaka była właśnie takim niewolnikiem synów, a gdy ten się wyprowadził, zaczęło takiego „niewolnika” brakować, bo dziewczyna była zupełnie innym typem kobiety niż matka. Bardzo toksyczny związek.

    Jestem bardzo wdzięczna mojej mamie, że gdy ja miałam niecałe dwa lata, a moja siostra kilka miesięcy, wynajęła nam opiekunkę i wróciła do pracy ;)

  3. Podpisuję się obiema rękami pod tym tekstem! Również jestem w domu egoistką na równi z moim mężem i głośno o tym mówię.
    W Szwajcarii służba zdrowia dba również o matkę i na każdej wizycie z dzieckiem u lekarza, ten dopytuje się o jej stan psychiczny. Kultura tu jest również inna i nie uświadczysz tu „matki polki” Szwajcarki.

  4. Mamy syna, który ma 2 lata i 8 miechów. Już od jakiegoś czasu intensywnie angażuję go w pomoc w domu. Rozleje sok? Przynoszę mu ścierkę, a on wyciera. Chce się napić soku? Niech przyniesie swój kubek. Pieczemy ciasto? Wrzuca do miski przygotowane przeze mnie składniki i trzyma ze mną mikser. Sprzątamy? Bierze odkurzacz i jeździ po dywanie. Robimy kolację? Układa warzywa na kanapkach. Nie ma, że się obija :) Mieszkamy razem, syfimy razem, sprzątamy razem. Wiadomo, że czasami zagryzam zęby, bo czasami więcej z tego kłopotu niż pomocy, ale, jak to mówią „jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”.

  5. Jesteś matką od ilu? Ośmiu, dziewięciu miesięcy (tak wynika z moich obliczeń;))? Macochą trochę dłużej, ale mimo wszystko wydaje mi się, że masz ogólnie dość krótki staż w macierzyństwie. A piszesz jedne z najmądrzejszych tekstów parentingowych w blogosferze. <3
    Bardzo lubię je czytać, mimo że sama nieprędko, o ile w ogóle, zamierzam mieć własne dzieci.

  6. Edzia napisał(a):

    Moja ciocia codziennie robi śniadanie (pierwsze i drugie) swoim dzieciom w wieku 18 (!), 16 i 12. Do tego budzi ich codziennie do szkoły, bo przecież budzik ich może nie obudzić. A to nawet, jak mogłaby wstać trzy godziny później. Chyba podeślę jej ten tekst :)

  7. syliQ napisał(a):

    Moja mama była właśnie taką osobą. Dbała o rodzinę, ale nie kosztem swoich potrzeb. Robiła karierę, kupowała ciuchy, chodziła do kina. Przy tym i ze mną, i z siostrą siedziała 3 lata na wychowawczym – bo sama chciała i mogła. Dzięki temu zawsze chciałam mieć dzieci, bo w moich oczach rodzicielstwo było dopełnieniem życia, a nie jakąś karą i dopustem bożym.
    Jeżeli chodzi o ostatni punkt, to stosuję go już w przypadku mojej rocznej córki. Kiedy ma zły humor, rzuca przedmiotami i pokrzykuje, to robię obrażoną minę i mówię, że z takim niegrzecznym dzieckiem nie będę się bawić (pewnie więcej odczytuje z moich emocji niż z samej wypowiedzi, choć już dość sporo kuma). Siadam gdzieś obok. Mały cwaniak doskonale wie, o co chodzi. Przez parę minut udaje, że niby nic się nie stało i sama się bawi… A potem przychodzi się przytulić i już jest wesoła i miła.
    Kiedy czytam teksty, że niesforne dziecko należy przytulić i powiedzieć coś w stylu „co ci dolega?”, bo ono nie robi tego specjalnie, to szlag mnie trafia. Małe dzieci rozumieją o wiele więcej, niż nam się wydaje. Dziecko powinno wiedzieć, jakie reakcje wywołuje w drugim człowieku. Jeżeli nie zrozumie tego w domu, to boleśnie przekona się o tym w przedszkolu/szkole.

    1. Gejsza napisał(a):

      U mnie zaś było na odwrót. Moja matka całe życie narzekała jak to musiała się wszystkiego wyrzekać, żeby dzieci wyżywić, ubrać i wykształcić. Wiecznie opierdalała mnie, że w domu palcem nie kiwnę jednocześnie nie angażując mnie w żadne obowiązki domowe. Zawsze po całej rodzinie zmywała, sprzątała, przygotowywała posiłki itp itd… potem zaś wszystkim domownikom wypominała jaka jest zmęczona, bo w domu nikt nic nie robi (sama to robiła zanim ktoś by o tym pomyślał). To we mnie w pewnym sensie ukształtowało negatywną postawę wobec instytucji małżeństwa oraz roli rodzica, gdyż traktowałam to jako karę, a nie naturalny etap w życiu. Los jednak bywa złośliwy, więc w wieku 20lat zostałam mamą mimo, że całe nastoletnie życie zarzekałam się, że nigdy dzieci mieć nie będę (i gdyby nie wpadka to chyba bym nie miała). I cóż, staram się uczyć moje dziecko samodzielności, jednak fakt, że mieszkam z rodzicami znacznie mi to utrudnia, gdyż cały czas wywierają na mnie presję bym całkowicie poświęcała się mojemu dziecku i wyręczała je w najprostszych czynnościach, co moja 5-letnia cwaniara zaczyna wykorzystywać przeciwko mnie :).
      Co do drugiego akapitu twojego komentarza – zgadzam się w 100%. :)

  8. Dobrze jeszcze pamiętam to wpychanie mnie wyłącznie do roli matki, którą oczywiście byłam, ale byłam też młodą, pragnącą normalnie żyć i rozwijać się dalej kobietą z własnymi planami i marzeniami. Niestety w niektórych rodzinach trudno się czasem wybić na niezależność. I na zdrowy egoizm.
    Matki próbują swoją męczenniczą misję przekazywać córkom.
    A jeszcze gorsi w umacnianiu matek w przekonaniu, że od teraz nie są ważne, są tylko opiekunką do dziecka i mleczarnią, są często teściowie – najczęściej obecni tylko czasem do rozpieszczania i psucia zdrowych zasad wychowywania i karmienia dziecka. Piszesz z pozycji dojrzałej kobiety, ale wiele jest kobiet matek znacznie młodszych, które ciąża może zaskoczyła i które często jedyne oparcie mają we własnej matce, a ta właśnie nie wyobraża sobie życia inaczej, niż tylko jako sprzątaczka i usługująca dzieciom.
    Chciałabym, żeby to się zmieniło, żeby kobiety nauczyły się wychowywać tak synów, córki, żeby ten schemat wreszcie został zastąpiony zdrowszym, sprawiającym, że dzieci wyrastają na szczęśliwych ludzi. :)
    Pisz takich tekstów więcej!
    Pozdrowienia

  9. Nie jestem matką. Zapewne nie będę matką. Ale czytam, czytam z ciekawością i kiwam głową. W szczególności akapit o tym, że za to skakanie i tak nikt nie będzie jej wdzięczny, a już z pewnością nie dzieciak, dla którego ta sytuacja jest zastana i oczywista, tak bardzo prawdziwy. Paradoksalnie po latach myślę cieplej o tym, że moja mama potrafiła wyjechać na 2 miesiące na stypendium do Niemiec, zostawiając mnie kilkuletnią – w latach dziewięćdziesiątych – samą z (gasp!) ojcem niż o podtykanych na pewnym etapie życia pod nos obiadkach.

  10. Ja myślę, że to też wiele zależy od wieku dziecka, bo pamiętam takie tygodnie, kiedy moje życie było totalnie podporządkowane młodym i upajałam się tym czasem, to było głównie jak się urodzili i potrzebowali mnie non stop (vide: cycek, tutaj tatuś nie pomógł), ale teraz czasami też jak są chorzy to jestem w 100% dla nich i wszystkie moje potrzeby są nieważne. Natomiast takiego zdrowego egoizmu mi nie brakuje, potrafię iść na zakupy i wydać 2x więcej na siebie niż na nich, gdy akurat JA chwilowo więcej potrzebuję. Potrafię zamknąć się w sypialni z książką i udawać, że mnie nie ma, wyjść do teatru, na piwo ze znajomymi. Ale np wakacji bez dzieci sobie nie wyobrażam, chyba by mi serce pękło, bo ja tak uwielbiam pokazywać dzieciakom świat… może jak urosną i zaczną jeździć beze mnie na obozy czy kolonie… Pozdrawiam Segritta, bardzo potrzebny tekst! Skłania do przemyśleń!

  11. Nie mam dzieci i możliwe, że nie będę ich mieć, ale zapiszę sobie Twoje teksty o macierzyństwie i kiedy przyjdzie ta chwila powieszę je sobie nad łóżkiem i będę klepać na pamieć. Bo są bardzo mądre.

  12. Moja znajoma ma 2 dzieci i naprawdę robi mi się przykro kiedy słucham o tym, że kupuje im ubrania i zabawki, a sama chodzi w ciuchach, które otrzymała od koleżanek. To nie jest kwestia finansów tylko źle dobranych priorytetów. Owszem, dzieci są ważne, ale nie wyobrażam sobie, by odmówić sobie przyjemności lub (jak w tym przypadku) podstawowej potrzeby tylko dlatego, że wolę kupić kolejną zabawkę dla dziecka. Za szczęśliwym dzieckiem stoi zawsze szczęśliwa matka. ;)

  13. Bardzo mądry artykuł. Podrzuciłam go przyjaciółce, która się kompletnie zaniedbała odkąd została mamą, wiecznie nie ma na nic czasu i całkowicie przygniotły ją obowiązki służbowe, domowe i rodzicielskie. Mam szczerą nadzieję, że to przeczyta i przetrawi, bo bardzo się o nią martwię, a ja nie umiem tego tak ładnie ubrać w słowa jak Ty, bo nie mam dzieci i nie wiem, jakiego języka używać :(((

  14. Rozmawiałem kiedyś z kobitką pracującą w ośrodku leczącym wszelakie rodzaje nerwic i depresji, tym co najczęściej łączyło jej pacjentów, była nadopiekunczość rodziców, przez którą nie potrafią poradzić sobie w wymagającym dziś świecie

  15. Moja mama. Kompletnie poświęciła się dla mnie i mojego brata. Jako dzieciak tego nie widziałam, teraz wiem, że wszystko było robione „pod nas”. Wiem, że mam najbardziej kochającą mamę na świecie (tatę też, ale tata w tym wszystkim umiał realizować swoje plany i marzenia) i kocham ją równie mocno, dlatego ogromnie mnie cieszy, że w końcu odżyła i umie zawalczyć o siebie, o to, czego ona pragnie, że pójdzie bez wyrzutów sumienia na zakupy DLA SIEBIE i wyjedzie na weekend na turnur rehablitacyjny czy na tydzień nad morze. Szkoda, że dopiero teraz, ale cieszy mnie ogromnie, że wypełniła sobie ten „syndrom pustego gniazda” własnymi przyjemnościami, a nie czekaniem aż ja czy mój brat przyjedziemy do domu. Choć oczywiście zawsze czeka na nas najlepszy obiad na świecie, a wtedy gdy jestem w domu robię wszystko, by spędzić z mamą jak najlepiej czas, zabrać ją do kina czy do ulubionej kawiarni, podziękować jej za to, jak bardzo o mnie dbała i dba nadal, pokazać, jak bardzo ją kocham.

  16. huskyrescue napisał(a):

    Jeden z najlepszych tekstów tutaj. Pojawił się akurat, jak pojawiły się moje wątpliwości, czy aby nie za szybko wracam do pracy. I ulżyło mi.
    Jest to tak inne od obrazu „matki polki” wpajanej nam w tym kraju. Dziękuję za ten tekst. Wydrukuję i obwieszę tym dom. Żyjemy dla siebie!

  17. Ten tekst powinna przeczytać każda matka. Przesadne skoncentrowanie na dziecku i totalnie ignorowanie swoich własnych potrzeb nigdy się dobrze nie kończy – ani dla matki ani dla dziecka. Moja teściowa jest niestety właśnie takim typem człowieka – zero własnych marzeń, hobby, ambicji, zero własnych potrzeb. Aż boję się pomyśleć co z nią będzie, gdy wszystkie jej dzieci kiedyś wyprowadzą się i zaczną własne życie, założą swoje rodziny. A ona będzie musiała wreszcie zmierzyć się z samą sobą.
    Pozdrawiam serdecznie!

  18. Ja właśnie staram się nie zapominać o sobie w tym całym macierzyństwie. Już w ciąży ustaliłam z mężem „godzinę” dla mnie, kiedy to on zajmuje się córką. W praktyce ta godzina wyszła nieco płynnie – jednego dnia jej nie mam, a innego wychodzę na dwie godziny na siłownię, zakupy lub spacer z siostrą. To, że mam kilkumiesięczne dziecko, nie przeszkadza mi w uczestniczeniu we wszystkich zajęciach na studiach podyplomowych i odbyciu praktyk.

    Zawsze powtarzałam, że tylko szczęśliwa, spełniona mama może wychować szczęśliwe dzieci.

  19. Jeden z najmądrzejszych tekstów jakie przeczytałam o macierzyństwie. Kocham moje dzieci, ale denerwuje mnie, gdy ludzie nie pytają, co u mnie słychać, tylko jak się mają dzieci. Denerwuje mnie, że kiedy mówię, że chciałabym podróżować (nawet z dziećmi) to się mi zarzuca, że nie dbam o ich dobro. Bo przecież jak pojadę tylko z mężem, to „porzucę” dzieci, a jak je zabierzemy ze sobą, to „tylko się namęczą”. Ludzie, dajcie rodzicom żyć!

  20. Boomer napisał(a):

    Nie jestem matką, ale czuję, że to naprawdę ważny tekst. Brawo, Seg!

    A historia pani Marzeny i chęć ucieczki… czuć to mocno już z samego opisu…

  21. Genialny tekst jakich mało w sieci! Zgadzam się z każdym zdaniem w 100%. Nikt nie przeżyje za nas naszego życia i musimy walczyć o nasze szczęście. Kocham swoje dziecko i jest dla mnie najważniejsze, ale ja też jestem ważna. I tak jak mówisz staram się wygospodarować codziennie trochę czasu dla siebie.

  22. Olin napisał(a):

    Dziękuję Ci Matyldo za ten tekst. Z całego serca. Moja rodzicielka poszła niestety tą drogą, teraz ja odczuwam tego konsekwencje choć słowo ‚odczuwam’ jest dość niefortunne w kontekście mojego stanu psychicznego.
    Jeszcze raz dziękuję.

  23. Dzieńdoberek, świetny tekst. Moim skromnym zdaniem, to wszystkie mamy robią błąd pt. „Bo ja to zrobię lepiej i szybciej”. Dlatego wyręczają swoje dzieci w pracach, poza tym są też destrukcyjne babcie. Babcia zrobi za wnuki wszystko, podrzuci pod nos, zrobi górę kanapek i da pieniążka po cichu. Za każdym razem, gdy proszę Młodego o przygotowanie sobie kanapek jestem miażdżona nagannym wzrokiem babci.. nie jest łatwo.

    Miesiąc temu urodziłam dziewczynkę. Bardzo się cieszę, że trafiłam na ten blog. Dziękuję bardzo, właśnie zamierzałam coś zmienić w swoim macierzyństwie… no to do dzieła! :D

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz