Dzięki ci, Borze, za znaczki na samochodach.

Przecież gdyby nie to, że kiepscy kierowcy naklejają sobie rybki na klapie od bagażnika, nie wiedziałabym, żeby trzymać się od nich z daleka. A tak elegancko, kulturalnie jestem informowana o zagrożeniu i nawet kurwami się nie chce rzucać, gdy taki niedzielny kierowca jedzie 50 po lewym pasie albo nagle gwałtownie hamuje, bo kilometr przed nim coś zamigało światełkiem. Przecież był szczery, sumienny, oznaczył się. Dzięki za rybki!

Ale nie tylko za rybki. Świetne są też te naklejki „Motocykliści są wszędzie”. Zawsze, gdy taką czytam (a czytam, bo muszę. Tak już mózg mamy zrobiony, że gdy widzimy napis, to go czytamy), odrywam się na chwilę od prowadzenia i myślę o różnych innych rzeczach, np. o tym, że to będzie świetna wymówka, jak mnie kiedyś mąż nakryje z motocyklistą w łóżku. Wiesz, kochanie, motocykliści są wszędzie!

No i moje ulubione „baby on board”. To jest absolutny majstersztyk. Gdy widzę taką naklejkę, roztkliwiam się i rezygnuję z zupełnie dla mnie naturalnej potrzeby jebnięcia w samochód przede mną. Albo wyprzedzania go i spychania bokiem do rowu. Albo wyprzedzania i gwałtownego hamowania. No nie. Jeśli jest naklejka „baby on board”, nie jebnę.

Komentarze do wpisu: 21 Napisz komentarz

  1. No, rzeczywiście, ja też jak widzę, że dziecko prowadzi samochód, to nie walnę przecież, jeszcze mu kredki z piórnika powypadają i będzie siedział na środku drogi i płakał, to co tu z takim zrobić, do przyjazdu policji i dania mu misia pluszowego na pocieszenie?
    Może trochę nie na temat, ale uważam też, że niewidomi nie powinni prowadzić, bo ciągle stawiają te swoje samochody na miejscu dla inwalidy, a że biedak nie widzi, to i zapomni oznaczenia inwalidy pozostawić na samochodzie, a to stanie na dwóch miejscach na raz – utrapienie z tymi niewidomymi kierowcami…

    1. A nie można by jakoś inaczej tej wiary manifestować? Jakiś krzyż – celownik zamiast znaczka mercedesa alboco. Ja byłem przekonany, że to reklama producenta mocowań Fischer.
      A berecik z antenką, albo kapelusz kierowcy co oznacza? bo co czapeczka bejsbolówka znaczy to wiadomo – golf 2!

  2. rozdają te naklejki w kształcie ryby w kościołach – jeśli nie nakleisz, wstydzisz się Jezusa. To naklejają i paradują z pangami na zderzakach.

    1. i co te biedne ryby chrzescijanom zawinily, no co? Juz raczej mysle, ze to Fischer ma tajna umowe z kosciolami, zeby ich reklamowaly, a nawet troche a propos to jest, bo trzeba czyms bylo kogos do czegos przymocowac…

  3. Oj tam oj tam. Niektóre są fajne. Fakt na polskich drogach rzadko zdarzają się naklejki z jajem. Tak czy inaczej ja tam lubię stojąc w korku uśmiechnąć się gdy ktoś przede mną manifestuje naklejką jakąś mądrość życiową typu „Nie jesteś w moim typie. Nie wchodź mi w dupę”. Prawdopodobieństwo że nie jest burakiem rośnie. Oczywiście odwrotnie proporcjonalnie w stosunku do tych z „baby on board” czy rybką.

  4. Akurat „baby on board” rozumiem, bo sama jestem kierowcą z takim ładunkiem. I dla mnie oznacza to: „będę jechać wolniutko i omijać każdą dziurkę, bo ten potwór właśnie usnął, a jak się obudzi to znowu zacznie się drzeć”. Albo, jak to moja córka mawiała: „Mamusiu, pujuwutu, bo mi ziemby wybijes”. :)

  5. a ja myślałem, że „baby on board” znaczy „baby na pokładzie” :| (czyli że mam uważać, bo kieruje co prawda facet, ale baba siedzi z boku, a może nawet jeszcze jedna za kierowcą, więc nigdy nie wiadomo…).

  6. Segritta – niezła lasencja z Ciebie, ale spadaj matole do szkoły!!!!!!! Jak można napisać: Segritta w podrURZach ??????? Wyraz PODRÓŻ to już dzieci poznają w I klasie podstawówki.

Dodaj komentarz