Jak to jest z tym przyzwyczajaniem dziecka do noszenia lub spania z rodzicami w łóżku?

Usłyszałam to już kilkakrotnie, odkąd zostałam mamą, a nie minęły jeszcze trzy miesiące. „Nie bierz go tak często na ręce, bo go rozpieścisz”, „on cię tylko tak tym płaczem szantażuje”, „a nie boisz się spać z dzieckiem? Potem trudno go będzie odzwyczaić!”.

Są matki, które nie czują potrzeby spania z dzieckiem, częstego noszenia go na rękach i kołysania. Nie mają problemu z tym, żeby do dziecka w nocy wstawać na każde karmienie albo po prostu ich dziecko śpi „jak niemowlę” i wstawać do niego nie muszą. Ja nie jestem jedną z tych matek. Ja mam obłęd w oczach, gdy widzę moje dziecko takie piękne i malutkie. :) Mam ochotę ciągle je tulić, kołysać i spać z nim na brzuchu. Ale to ja. I ponieważ życie mnie nauczyło, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami – a mózg podpowiada, że nie zawsze moja droga jest tą jedyną właściwą drogą – w ogóle nie czuję potrzeby przekonywania tych pierwszych matek, że powinny robić inaczej. Wcale nie powinny. Jeśli nie chcą spać z dzieckiem, niech nie śpią. Ja też raz na jakiś czas bym chętnie dziecko komuś podrzuciła, żeby się wyspać, ale no cóż…

Piszę o tym wszystkim na wstępie po to, żeby nie było żadnych wątpliwości: to Twoja sprawa i Twój wybór, jak blisko siebie chcesz mieć swoje dziecko. Nie jesteś gorszą ani lepszą matką tylko dlatego, że śpisz lub nie śpisz z dzieckiem albo tylko dlatego, że masz dość kołysania i noszenia na rękach. Ten artykuł nie jest po to, żeby kogoś krytykować.

Ten artykuł jest po to, żeby zburzyć jeden, ale cholernie kłamliwy i niszczycielski mit, jaki panuje w kwestii spania z dzieckiem i noszenia go na rękach. I niezależnie od tego, jak sobie postanowisz, warto, żebyś najpierw wiedziała, o co chodzi z tym „nie przyzwyczajaniem dziecka do spania z mamą” oraz z „nie rozpieszczaniem dziecka noszeniem na rękach”, zanim postąpisz wbrew swojemu instynktowi albo skrytykujesz inną matkę.

Otóż jest jeden sposób na przyzwyczajenie dziecka do noszenia: trzeba poczekać, aż dziecko będzie miało 20 lat i nie będzie chciało, żeby mama nosiła go na uczelnię. Wtedy różnymi metodami można je jednak do tego noszenia przyzwyczajać. 

Noworodka nie można przyzwyczaić do noszenia, bo to by było jak wyłowić z morza rybę i przyzwyczajać ją do wody. Noworodek jedyne co zna, to noszenie, kołysanie i spanie z mamą. On już jest do tego przyzwyczajony, bo nigdy nie miał inaczej. I nie dość, że życie płodowe go tego nauczyło, to jeszcze ma to zapisane w genach, bo jest z gatunku homo sapiens – a więc należy do noszeniaków – zwierząt, które przez początkową fazę życia, gdy są jeszcze niezdolne do samodzielnego poruszania się, odżywiania i wypróżniania, są noszone przez dorosłych członków stada. Jak mówi dr biologii Evelin Kirkilionis w świetnym wywiadzie dla Polityki:

Niemowlę przychodzi na świat z programem stworzonym dla swojego gatunku więcej niż 4 czy 5 mln lat temu – bo tyle czasu upłynęło, odkąd przestaliśmy być koczownikami i zmieniliśmy tryb życia. Kilka milionów lat to jednak za mało, aby w naszych zapisach genetycznych mogły się dokonać jakieś większe zmiany. Genetycznie wciąż jesteśmy tamtymi koczownikami, a pozostawione w osobnym miejscu dziecko musi zawalczyć krzykiem, by ktoś zabrał je ze sobą, tak jakby walczyło o życie.

Gdy spojrzeć na to w ten sposób, łatwo zrozumieć, że bez tej fizycznej bliskości, bez objęcia, ciepła ludzkiego ciała, dźwięku głosu, bicia serca i kojarzonego z przemieszczaniem się kołysania dziecko po prostu odczuwa lęk, którego samo nie rozumie, ale który jest. Tak samo, jak my boimy się często panicznie pająków, wysokości lub ciasnych przestrzeni. Nie umiemy nad tym lękiem zapanować – i dziecko też zapanować nad swoim nie umie.

Cały proces wychowywania dziecka jest właśnie ODUCZANIEM noszenia, kołysania i spania z rodzicem. Ten proces w efekcie ma doprowadzić do samodzielności, więc musi nastąpić, ale pamiętajmy, że punktem zerowym nie jest dziecko do tego nieprzyzwyczajone, ale wręcz przeciwnie – potrzebujące tego tak samo, jak potrzebuję jedzenia lub snu. Tak musimy w końcu doprowadzić do tego, by dziecko spało samo i nie płakało za każdym razem, gdy od niego odchodzimy, ale to nie nastąpi z dnia na dzień i trudno wymagać od noworodka, żeby przebył tę drogę w kilka dni lub nawet miesięcy.

Ja noszę, kołyszę, tulę i śpię z dzieckiem. Oprócz tego oboje z Sebą chustujemy Conana, bo to najwygodniejszy i najzdrowszy sposób na noszenie dziecka. Obie ręce wolne, mały błyskawicznie zasypia, można spacerować do woli. Gdy będzie za ciężki i zbyt ruchliwy na chustę, to powoli ją odłożymy.

Rodzice, którzy twierdzą, że twardo nie pozwalali niemowlakowi spać ze sobą i „wystarczyło przetrzymać miesiąc problemów, żeby się nauczyło” w istocie przeprowadzili mu szybki kurs dorastania. Bo dziecko samo w końcu przestaje spać z rodzicem i samo przestanie chcieć się przytulać. Nawet nie musimy do tego dążyć. To nastąpi naturalnie. Spotkaliście kiedyś nastolatka, który by jeszcze potrzebował kołysania i spania z mamą? I nie mówię o sporadycznej chęci przytulenia się, bo się boi koszmarów. Tak to nawet ja mam czasem :)

Rozumiem, że nie każdy chce czekać do na przykład szóstego roku życia, ale nie ma też co się spieszyć i odzwyczajać dziecko w pierwszym roku. A jeśli już – to powoli, stopniowo, w miarę jak naturalna ciekawość świata i budowana właśnie pewność siebie niemowlaka ułatwi nam tę drogę. Każda nauka na zasadzie „twardo nie pozwalamy” musi być okupiona morzem łez, krzykiem i stresem zarówno dziecka jak i rodzica.

Są inne rzeczy, do których warto „nie przyzwyczajać” dziecka. Jest tego sporo: od totalnej ciszy do zasypiania, przez słodzone napoje aż do braku obowiązków domowych. Ale noszenie na rękach nie jest jedną z nich. Tego można tylko odzwyczaić. Od Was zależy, jak szybko. :)

Komentarze do wpisu: 50 Napisz komentarz

  1. Pięknie napisałaś. Esencja rodzicielstwa- cieszmy się tym co jest teraz. Dzieci tak szybko rosną i bedziemy o tym marzyć mając 15-letnie dziecko. A tak pozostaną nam piękne wspomnienia.
    To mój pierwszy komentarz u Ciebie, ale od jakiegos czasu zaglądam. Segritta- świadoma mama:)

  2. dziabarata napisał(a):

    W punkt :-) ja ma początku tlumaczylam dlaczego noszę, tulę i śpię z moim dzieckiem. Teraz mi się juz nie chce tłumaczyć. Syn ma prawie 11 miesięcy i nie spieszy mi się by go oduczac. Za bardzo to lubię :-)

  3. Joanna napisał(a):

    Moja córeczka urodziła się dokładnie trzy miesiące temu. Zanim to nastąpiło nasłuchałam się miliona „dobrych rad” od wielu doświadczonych matek. Jedne radziły: nosić! inne: nie nosić. Jedne: przytulać jak najwięcej, inne: nie przytulać bo rozpuścisz jak dziadowski bicz. Jedyny wniosek jaki wyciągnęłam z tych życiowych porad to taki, że każda matka powinna sama wiedzieć co dla jej dziecka jest najlepsze. To jest instynkt. Te porady nie są ani dobre ani złe po prostu każda jest wzięta z innego doświadczenia. Można wysłuchać, jeśli ktoś ma na tyle cierpliwości, ale w stosunku do swojego dziecka trzeba zachować się tak jak podpowiada wewnętrzny głos. i dzieciak będzie nam za to wdzięczny.

  4. Agnes IamAgnes napisał(a):

    Zanim urodził się mój synek mówiłam sobie, że nie będę nosić i ogólnie rozpieszczac, żadnych dzieci w łóżku itp. Wystarczyło pierwsze spojrzenie na niego, gdy wyjeli go ze mnie i już wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby ta kruszynka nigdy nie płakała dłużej niż to konieczne, że bede go nosić i tulić tak długo jak będzie tego potrzebował. I będę karmić piersią choćbym miała stanąć na rzęsach i pomachać uszami. Póki co syn ma 6 tygodni, w drodze do nas jest chusta i doradca chustowy, bo moje plecy wysiadają przy atakach kolki, śpi we własnym łóżeczku , ale jest ono tuż obok naszego łóżka, bo oboje z mężem mamy twardy sen i tak ze względu bezpieczeństwa :) w pełni zgadzam się z Twoimi przekonaniami, tylko boli mnie, gdy znajomi za plecami mówią, że zwariowałam. Chociaż w sumie to prawda – zwariowałam na punkcie mojego dziecka, czy to coś złego?

  5. Zbysia88 napisał(a):

    My śpimy w nocy oddzielnie, jako że zwykle idziemy spać później niż Mała. Poza tym ma już 9mcy i jest już zbyt ruchliwa, aby ją zostawić na naszym łóżku samą. Za to jak budzi się na mleczko o 5-6 rano, to usypia po mleku już z nami i bardzo te 2-3 godzinki dziennie z mężem lubimy :)

  6. Justyna napisał(a):

    Wiesz co, świetnie ujęłaś – nie ma lepszej czy gorszej matki – bo nosi czy nie nosi dziecka – są inne. Są też różne podejścia do tej kwestii. Moje jest takie, że ja nie spałam z dziećmi właściwie od urodzenia. Po pierwsze – cesarka – od razu mi je zabrano i 1,5 mca pobytu w szpitalu. Po powrocie do domu obydwoje z mężem uznaliśmy, że żadne z nas się swobodnie nie wyśpi mając któreś dziewczę obok siebie. (A uwierzcie trzeba się było chwile zregenerować w samotności przy 2 :)) No bo takie małe, kruche, a poza tym druga tam sama w łóżeczku, no niesprawiedliwe. Nawet nie będę wspominać o spaniu z obiema :) Ewentualnie nad ranem żeby się poprzytulać. Aleee w ciągu dnia, były non stop tulone, noszone, całowane, kołysane etc. i chyba nie czuły, że czegoś im brakuje w nocy. Każda z nas ma instynkt, którego czasem warto posłuchać i postępować w zgodzie ze sobą, a nie jakąś tam mamuśką co to kilogramy książek przeczytała i wie lepiej od ciebie.

    1. Oczywiście że tak!
      Jeśli tak czułaś, tego potrzebowałaś, to zrobiłaś tak, jak powinnaś była zrobić.
      Ale są matki, które chcą spać z dzieckiem i przytulać je często, ale ktoś im powiedział, że tak je „przyzwyczają”, i że to błąd, więc przestały. To do nich – i do tych radzących jest tekst.

  7. Jestem uczulona na wszystkie tzw „dobre rady”. Dlatego szybko przestałam zaglądać na portale parentingowe, bo miałam dosyć tego wszechobecnego szantażu. Moje dziecko ma już 20 miesięcy i w ciągu tego czasu bywały najprzeróżniejsze noce. I spaliśmy razem i osobno, ale za każdym razem budziliśmy się szcześliwi, nie zastanawiając się nad tzw. konsekwencjami. Nauczyłam się słuchać tylko i wyłącznie własnej intuicji i to jest mój „złoty środek” :)

  8. Zgadzam się, tak bardzo! Nie ma czegoś takiego jak przyzwyczajenie do przytulania czy bujania niemowlaka. Do czego można przyzwyczaić? Do miłości, bliskości, tego, że mama jest w pobliżu?
    Mieszkam w Londynie, miałam cichą nadzieję, że położne tutaj walczą ze sterotypem ‚bo przywyczaisz’, ale mojej przyjaciółce położna powiedziała, że gdyby każdy tak bujał malucha, to wszyscy mielibyśmy po jednym dziecku, nie byłoby czasu zajmować się kolejnymi.
    Ostatnio bujając dziecko przyjaciółki próbowałam mu wmówić, że dotarliśmy do nowej osady, by spał spokojnie sam w kołysce. Posłuchał, nie płakał.:)

  9. Marta M napisał(a):

    Mi sie wydaje ze to troche dziala w dwie strony bo czasami moze i dziecko male nawet dwu czy 3 miesieczne jest gotowe na samotne spanie bo jest mu wygodniej chlodniej (szczegolnie w lato) i nikt mu nie chrapie nad uchem! Ale czasami to sama mama nie jest gotowa i to tez jest zrozumiale i naturalne w koncu tez sie przyzwyczaila do tego ze przed 9 miesiecy byla z tym dzidziusiem. Moje dziecko zawsze samo spalo i nauczyl sie zasypiac sam jak mial 8 tygodni, w wieku 3 miesiecy spal juz w swoim pokoju. Nie mowie ze nad ranem go nie przynosze do lozka na drzemke albo jak jest chory i ma goraczke to spi ze mna zeby miec na niego oko ale uwazam ze rodzice powinni miec chociaz te 2 godziny wieczoru razem sami zeby ogarnac zabawki, pomyc butelki zjesc cos porozmawiac chwile i usnac SAMI! Tak dla zdrowia zwiazku! A co do noszenia to tez zalezy! Ja uwielbiam nosic moje dziecko ale niestety nie nalezy do drobnych a kregoslup tez nie wytrzymuje a chcialabym jeszcze go czasami podniesc w przyszlosci wiec jezeli nie potrzeba to nie nosze ale na podlodze co chwila przylulam!

  10. Agnès Więckowska napisał(a):

    Proszę, napisz jakiś poradnik o tym jak wychowywać dziecko. Żebym mogła go mieć pod ręką jak już mi się takie dziecko przydaży. :)

  11. Wpadłam w tę pułapkę. Od zawsze w rozmowach około wychowawczych znajome matki (w tym moja własna i matka matki) przestrzegały przez zgubnym wpływem warunkowania klasycznego w kwestii noszenia. Że już nigdy nie zasnę, że całe dzieciństwo jak krew w piach, że po co na rękach. I nie nosiłam, konsekwentnie (trochę właśnie przez ten wyprany mózg, a trochę dlatego, że była niemowlęciem upalnego lata). Dzisiaj ma dwa lata i naprawdę nie powiem gdzie ma moje przytulaniowe zapędy. Czasami razem śpimy (wg mnie to czasami ja śpię a ona skacze mi po twarzy), trochę się poprzytulamy, a ja już wiem, że przy drugim dziecku zrobię inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że chciałabym cofnąć czas i wykołysać, wynosić, pokarmić, pochustować moją córeczkę jeszcze raz. Od nowa. Co tam drugie, ja chcę jeszcze raz z tym pierwszym naprawić! Chciałam nosić, ale coś mi się zablokowało w mózgu i mówiłam sobie – nie nie, bo się przyzwyczai. No a potem mnie olśniło – do osiemnastki ze mną spać nie będzie, kiedyś przytuli się ostatni raz i już więcej nie będzie chciała. Poza tym większość życia i tak śpi się z kimś innym niż matka. Warto dzieciom ukraść te chwile i naprzytulać się na zapas, bo potem się tylko tęskni. Ja tęsknię.

  12. syliQ napisał(a):

    Różne są „szkoły”, ale chyba dobrze poznać też sposób na to, jak bezboleśnie nauczyć dziecko zasypiania w łóżeczku. Ja po dwóch miesiącach wspólnego spania stwierdziłam, że koniec tego dobrego. Wbrew częstej opinii, nigdy nie pozwoliłam dziecku „wypłakać się” w łóżeczku. Zasada była taka: leży tam tylko wtedy, jeżeli jest rozluźniona i zadowolona. Pierwszy ryk i mama bierze ją z powrotem na rączki. Efekt jest taki, że 6-miesięczna córka zasypia co prawda przytulona do mnie albo do taty, ale potem zostaje odłożona do łóżeczka i leży tam jak hrabina. A my mamy wolne wieczory. Polecam ten skuteczny i bezbolesny sposób wszystkim złym matkom, którym w pewnym momencie znudzi się spanie z dzieckiem, bo mały cwaniaczek rozpycha się na pół łóżka.

    1. Ewelina napisał(a):

      Ja nigdy nie miałam z tym problemu. Córka była noszona,zasypiała na rękach i odkładałam ją do kosza Mojżesza. Z czasem zaczynałam ją usypiać w koszu,głaszcząc ją. Potem zaczęła zasypiać sama, kosz stał koło naszego łóżka. Jak skończyła 5 miesięcy została przeniesiona do normalnego łóżeczka w swoim pokoju. I dzisiaj nie mam problemów z godzinnym ryczeniem,że nie chce iść spać ;) a przytulamy się dużo w dzień, chociaż córcia nie zawsze ma na to ochotę (ma 16 miesięcy)

  13. Ja przy pierwszym dziecku, jeszcze w szpitalu od lekarki usłyszałam, żebym nie nosiła i nie lulała dziecka, bo mu krzywdę w ten sposób robię…, ale i tak go lulałam, nie spałam z nim bo się bałam że go zgniotę bo strasznie malutki był, czasem mi się zdarzyło zasnąć podczas karmienia, to jak się budziłam sprawdzałam czy wszystko jest z nim ok :) A córeczkę nosiłam, lulałam i spałam z nią praktycznie cały czas jak karmiłam, a odkąd zaczęła raczkować, to już nie chce być brana na ręce, bo wie że sama sobie może wszędzie iść, i spać też zaczęła sama jak ją przestałam karmić, bez krzyku, bez płaczu, po prostu wkładam ją do łóżeczka, włączam pozytywkę, a ona idzie spać :) A czas kiedy ma się dziecko na rękach jest bezcenny, kiedy się tuli do Ciebie i tak spokojnie śpi w twoich ramionach, trzeba korzystać z tych chwil, bo one bardzo szybko mijają:)

  14. Zawsze jak mnie rodzice pytają, co jeśli przyzwyczają dziecko do noszenia, odpowiadam, że już za późno, bo przez 9 miesięcy dziecko było tulone i noszone, było mu ciepło i bezpiecznie. Ale nigdy nie kwestionuję decyzji rodziców. Z rodzicami najlepiej jak z dziećmi, nie negocjować :)

  15. U mnie to noszenie się sprawdzało. Miałam problem z kręgosłupem po pierwszej ciąży, dlatego gdy trzymałam córkę na rękach chociaż dlatego ze miała potrzebę przytulania, albo ja miałam, tm robiłam to na siedząco. Zawsze na siedząco. Wystarczyło wd któraś babcia przyjechała i chodziła z Młoda na rękach od okna do okna, tm potem ja miałam dzień grozy, bo przytulanie na siedząco córce się nie podobało. Wolała być noszona i spacerować taj po domu. Chciałam czy nie, musiałam być twarda i akurat tego jej odmówić.
    Dlatego teraz z perspektywy czasu jak słyszę że przecież dziecko taj małe się nie przyzwyczai, tm się tylko śmieje. Wiadomo każde dziecko inne, ale moje akurat miało pociąg do przyzwyczajenia się i bym miała problem.
    Syn zaś nie lubił być noszony, lubił właśnie być na rękach ale bez noszenia, tyle że córka nie pozwalają długi czas babciom wnuka brać na ręce, bo to jej dzidziuś nie babci, wiec problem nam odpadł.
    Moje doświadczenia są takie. Dzieci spały od zawsze całe noce, były na piersi, ale nigdy nie chciały jeść w nocy, dlatego nie spały z nami, z tego względu nie wiem czy by mogły się do tego przyzwyczaić, czy nie. Wiadomo teoria tm jedno, a stan faktyczny u każdego inny.
    Pozdrawiam serdecznie!

  16. Przy pierwszym dziecku mieliśmy ten sam problem. Czytaliśmy sporo książek i teorii na ten temat i mieliśmy prawdziwy dylemat. W końcu zwyciężyła naturalność (bo tak zdecydowaliśmy) i zmęczenie – bo nie mieliśmy siły by wstawać kilka razy w nocy, przystawiać go do piersi, czekać aż się naje, by za 5-10 min odnieść go z powrotem.
    Gdy drugi syn przyszedł na świat, pierwszy miał już 3,5 roku i nadal chciał spać z nami. Niestety łóżko było za małe, by pomieścić całą, szczęśliwą rodzinę i musieliśmy w sposób pół-siłowy odseparować starszaka do jego własnego pokoju. Próbowaliśmy się do tego tematu zabrać przez kilka ostatnich miesięcy ciąży, ale nam po prostu nie wyszło.
    Dlatego dzisiaj nauczony tymi doświadczeniami, jeśli w Wasza rodzina będzie się powiększać o kolejne dziecko, warto ten temat sfinalizować zanim na świecie pojawi się kolejny potomek, bo późniejsze próby są przez starsze dziecko odbierane jako dzielenie rodziny na tę część gorszą (która śpi we własnym pokoju) i lepszą (która śpi z rodzicami). I nie róbcie tego z dnia na dzień.

  17. Sedno sprawy. Jestem mamą trójki dzieci (4, 8 i 15 lat), a każde jest inne, wszystkie mają silną osobowość i zawsze wiedzą czego chcą – jako niemowlęta również (łatwo nie było). Bo niemowlę wie czego chce i sygnalizuje wszystkie swoje potrzeby, dlaczego więc mamy mu odbierać np. potrzebę przytulania się, usypiania w ramionach rodzica, spania w poczuciu bezpieczeństwa blisko niego? To tak jakby dorosłemu odmówić jedzenia czy załatwienia podstawowych potrzeb fizjologicznych. Nie wytłumaczysz maluchowi, że nie, bo nie. Bzdura. Trzeba umieć dostosować się do małego dziecka, a nie wkładać je w ramki i liczne teorie superniań i co gorsza wszystkowiedzących matek obstających przy swoich wersjach, jak powinno wychowywać się dziecko. Próbowałam różnych metod usypiania, spania we własnym łóżeczku, ale zawsze dostosowywałam je do chęci, temperamentu (!) i formy dziecka danego dnia. Nie miałam problemu z tym, że śpią razem z nami czy przyłażą w nocy do łóżka. I wiesz co? Wszystkie są niezwykle samodzielne, pewne tego czego chcą i świadome swojej wartości, Jestem zwolenniczką teorii bliskości, bo widzę po trójce swoich dzieci, że daje ona dobry efekt; nie uzależnia przesadnie od rodzica, a daje poczucie, że można wiele w życiu osiągnąć dzięki sobie samemu, nie tłamsi dziecka, a otwiera je na świat, dodaje pewności siebie i daje poczucie, że nie jesteś sam na tym świecie.
    I jeszcze jedno, Mój przytulany, usypiany na brzuchu, będący w każdej mojej wolnej chwili blisko mnie, dziś 15-letni syn nie przychodzi do łóżka od wielu, wielu lat :-p A młodsze córki śpią samodzielnie razem w jednym pokoju w swoich łóżkach. Jeśli przyśni im się coś gorszego lub mają słabszy dzień lub po prostu większą potrzebę bycia z nami, wiedzą, że zawsze mogą do nas wpaść w nocy się przytulić. Nie wykorzystują tego i nie nadużywają, ale wiedzą, że mogą na nas jako rodziców liczyć.

  18. Jowita Szymańska napisał(a):

    Ja swoje dziecko (15 m.) ostatnio na nowo przyzwyczaiłam do usypiania na rękach:). Był moment, że chciała już zasypiać sama, ale:
    po pierwsze: sama usypiała przez godzinę, a jak jest noszona zajmuje jej to 10 minut (tak, wolę ten czas poświęcić na obejrzenie serialu, poczytanie albo siedzenie w oknie z papierosem)
    po drugie: od zawsze, usypiając ją, robię sobie przysiady, inaczej nie mogę się zmobilizować (efekty są na tyle widoczne, że zamierzam ją tak usypiać jeszcze co najmniej 10 lat)
    ;)

    1. Jowita Szymańska napisał(a):

      Aha, zapomniałam dodać, że Blanka budzi się zawsze ok 4 rano, wtedy już nie mam najmniejszej ochoty na ćwiczenia, więc przez jakieś 5 minut jest awantura (machanie rączkami, tupanie, próby podniesienia mnie z łóżka- serio wydaje jej się, że da radę mnie pociągnąć za koszulkę do góry albo, ciągnąc za rękę, zmusić do wstania z łóżka) a potem grzecznie wskakuje na łóżko i wtulona zasypia.

  19. 100% racji :) My co prawda naszego małego ssaka nie bierzemy do łóżka na całą noc, ale wynika to przede wszystkim ze strachu przed zgnieceniem go (nie ufam sobie tak do końca, mam bardzo twardy sen). Ale często zabieramy go do łóżka żeby usnął, a jak biedak płacze, to idzie na ręce i jest tulony. Kurcze, jak ja płaczę to też chcę żeby mnie ktoś przytulił ;)

  20. Kornelia w tym miesiącu skończy 3 latka a ja celebruję każdy wspólny dzień ciesząc sie, że jeszcze chce się przytulać, jeszcze chce dawać buziaczki i jeszcze chce z Nami spać <3
    Karmię też jeszcze piersią i uważam, że jest to najwspanialsza rzecz jaką matka może dać dziecku, poza miłością oczywiście !

    Piękny post !
    Podpisuje się pod nim w 100% i mam też ogromną nadzieję, że te nasze dzieci wychowane w takiej "bliskości" wyrosną na cudownych i wrażliwych ludzi <3

    1. Karola napisał(a):

      Karmisz piersią dziecko, które ma 3 lata … ? W „takiej” bliskości to może wyrosnąć na osobę, która sama sobie w życiu poradzić nie potrafi. Wszystko dobrze, ale nie do przesady.

  21. Moja Lena jest dzieckiem noszonym do ok. 2 roku życia. Między 1,5-2- sporadycznie, ze względu na mój chory, już przed porodem kręgosłup. Ale jakbym mogła nosiłabym ją do dzisiaj (3,5 roku). Spała z nami do ok.3 lat. Nadal zabieramy ja do siebie jak się obudzi w nocy czy nad ranem. Przy piersi też była do…3 lat około. Właściwie czasami nadal tak zasypia. Nie jestem zboczoną matką. Po prostu kocham moje dziecko. I mnie i jej to odpowiadało. Owszem, czasami miewałam dość. Ale takie momenty miewają też matki, które karmiły miesiąc, czy już od pierwszej nocy odkładały dziecko do łóżeczka.
    Minusy…? Nie widzę żadnych. Pewnie gdybym widziała, przerwałabym to już wcześniej.
    Plusy? Moja córka jako 2,5 latka poszła do przedszkola, od pierwszego dnia, dzielna, bez jednej łezki. Sama powiedziała, któregoś dnia:” mamciuś, ja chcę spać w moim pokoju”. Sama też „oddaliła” się ode mnie. Bez traumy, bez łez, bez presji. Mam spokojne, samodzielne dziecko. Jak widać wszystkie te nasze formy bliskości, nie upośledziły jej. Do wszystkiego dojrzała sama. A tych lat, więzi i bliskości nikt mi nie zabierze. Jeśli będę miała drugie dziecko zrobię to samo. Tylko jeszcze bardziej oleję presję otoczenia…Noście się jak najdłużej. Ten czas nie wróci…nie będzie Wam dany drugi raz :)

  22. Mam dokładnie takie samo zdanie. Też słyszałam „nie noś, nie bujaj, nie przytulaj, nie bierz do łóżka, bo przyzwyczaisz”. Nie słuchałam. ;) Córka ma 2,5 roku i nadal dostaje od nas kupę czułości. Nic tego nie zmieni. Kiedyś nadejdzie taki dzień, że moja córka już więcej nie będzie chciała się przytulać, nie będzie chciała się z nami położyć – dlaczego więc mam tego unikać, skoro kiedyś i tak się to skończy? Dlaczego mam się tym nie rozkoszować na zapas? W końcu kocham moje dziecko i chcę jej o tym ciągle przypominać. <3 Mój mąż jest taki sam, całe szczęście. :) Chcemy, żeby nasza córka czuła się kochana i zadbana. Uważam, że takie podejście ma ogromny wpływ na rozwój psychiki i emocji dziecka. <3 A córcia, mimo że ją "przyzwyczaiłam", śpi sama w swoim łóżeczku (czasem do nas przyjdzie, nie wyganiam jej, no bo jak można?!), najbardziej lubi chodzić sama na nogach itp itd – nic "złego" się z nią nie stało. Wkurza mnie to, że wiele matek wychowuje swoje dzieci na zimno, bez uczuć, bez okazywanej miłości.

  23. Seg, problem z tym nie ujawnia sie w 1, 3 czy 6 miesiącu. Tylko nieco pózniej.

    W ogóle cały trick w wychowaniu to odróżnienie potrzeb dziecka od jego zachcianek i od… potrzeb matki. To ostatnie jest najtrudniejsze.

    Tym bardziej, ze często matka ma potrzebę spania z dzieckiem przez 3 lata i potem nagle zauważa, ze z mężem coś nie halo. Bo przez ostatnie 3 lata w ich łożku stałe było dziecko. I na życie seksualne nie starczyło czasu. Ojej.

    Każdy oczywiście decyduje sam, ale tak, są matki które myła swoje potrzeby z potrzebami dziecka, są dzieci przyzwyczajone, ze po pierwszym ryku brane są na ręce, są czterolatki które musza spać u rodziców. To nie legendy niestety. Warto pamietać o obu końcach kija.

    1. Jestem tatą półrocznej Karolinki i nie wyobrażam sobie, aby Dzieciólka mogła spać osobno. Nie ma to nic wspólnego z zachciankami matki, bardziej z wymuszoną decyzją wynikającą z tego, że na łóżeczko w naszym pokoju nie było miejsca. Teraz z perspektywy tych sześciu miesięcy wiem, ile bym stracił, gdyby Karolcia spała osobno. Bo wiem, jakie to cudowne, gdy rano otwieram oczy i 5 cm od mojej twarzy widzę buzię uśmiechniętą od ucha do ucha z wyciągniętą rączką miziającą mnie po twarzy, żebym się już obudził (bo sam z siebie nie wstaję o 6 rano). A na seks jest wiele ciekawszych miejsc i pór dnia niż tylko łóżko w nocy.

    2. koneko napisał(a):

      Oczywiście zawsze pojawia się zarzut, że co jak matka obudzi się z 3-latkiem (a jeszcze lepiej z 5-latkiem) z przysłowiową ręka w nocniku, bo życia seksualnego nie ma, a dziecko nie chce się wynieść? Odpowiem tak: seks to można tylko w sypialni i tylko w nocy, poważnie? Drugie pytanie, które mi się nasuwa, to takie czy to rzeczywiście dziecko potrzebowało tak długo dorastać do samodzielności czy rodzice realizowali w ten sposób własne potrzeby
      spania z dzieckiem. Wszak spanie z dzieckiem jest ogromnie przyjemne :)
      Jestem mamą 3 chłopców ( 4; 2,5 i rok). Spałam z każdym z nich. Przez pierwsze 3 miesiące cała noc, Jak byli starsi to kładłam ich wieczorem do łóżeczka, ale po nocnym karmieniu „teleportowali” się do rodzicielskiego łóżka. Całkowicie samodzielnie każdy z nich zaczął spać jak, zaczął przesypiać cała noc bez karmienia. Z sypialni rodziców wyprowadzałam ich do własnych pokoi, jak już było widać, że my rodzice przeszkadzamy im w spokojnym śnie. Dzisiaj cała trójka zasypia samodzielnie w swoich łóżkach. Wiele się nasłuchałam tym jakie to złe jest spanie z dzieckiem, choć mi wydawało się bardzo naturalne. W jakimś artykule przeczytałam kiedyś, że człowiek to taki dziwny gatunek ssaka, który próbuje za wszelka cenę wyrzucić swoje potomstwo z wspólnego legowiska. W mojej opinii spanie z dzieckiem jest jak najbardziej naturalne. Dziecko któremu da się wystarczająco dużo poczucie bezpieczeństwa poprzez wspólne spanie, kangurowanie, kołysanie, noszenie ma szanse dorosnąć do samodzielności. I jak już dorośnie to trzeba mu na tą samodzielność pozwolić.

  24. Już pół roku śpimy z Tadkiem, dużo się nosimy, co prawda przeżyliśmy już bunt chusty po 3 miesiącu, ale teraz znowu mamy boom na Tulę :) Nie wyobrażam sobie inaczej. Też nasłuchałam się „bo go przyzwyczaisz”, ale z natury jestem asertywna i jednym uchem wpuszczam, drugim wypuszczam. Co bardziej zatwardziałym ciociom „dobra rada” cytuję znajomą instruktorkę chustonoszenia: „W pewnym wieku chęć i potrzeba poznawania świata staje się silniejsza i dziecko samo już nie chce być noszone na rękach”. I tego się trzymam.

  25. Mam trojaczki. Od początku śpią osobno. Do momentu jak zostały odpieluchowane i znalazły drogę do sypialni rodziców. Dobrze mi z tym spaniem z dziećmi, nie wyganiam, nie nakłaniam, wyszło tak samo. Są noce, kiedy nas potrzebują i takie, kiedy spokojnie śpią u siebie. Nie jestem wojskowym, a matką, tak jak pieluchy, czy smoczek, wierzę, że naturalnie będzie czas, kiedy to się skończy. Nie wierzę natomiast w robienie niczego na siłę i zabraniania dziecku czegoś tak naturalnego jak pocieszenie u mamy, kiedy rozbudzę się z koszmarnego snu.

  26. To się nazywa rodzicielstwo bliskości. Wiele badań pokazuje, że nosząc dzieci, tuląc, śpiąc z nimi i reagując na momenty, kiedy są niezadowolone budujemy w nich zaufanie do ludzi, poczucie własnej wartości i więzi społeczne. Żadną wielką sztuką jest odłożyć dziecko do łóżeczka i nie reagować jak płacze. Płakać kiedyś przestanie (szybciej niż później), ale szkody wyrządzone takimi metodami „wychowania” zostaną w dziecko na całe życie. Choć oczywiście są dzieci, które od początku wolą spać osobno w łóżeczku i ich wolę też nalezy uszanować.

  27. Ewelina napisał(a):

    Dziękuję Ci za ten wpis. Moja córcia zaraz kończy 8 miesięcy i śpi nadal z nami w łóżku. Próbowałam 2 razy przełożyć ją do jej łóżeczka, ale wrzaski jakie z siebie wydawała przypominały mi sceny z Obcego czy z innych horrorów. Zrezygnowałam z tego. Lubię z nią spać, mamy szerokie łoże, mężowi też to nie przeszkadza, tylko wszyscy wokół robią wielkie oczy, jak to, śpicie z z nią w jednym łóżku? Przyzwyczai się i nie będzie chciała spać w swoim. Nie powiem, przejmowałam się i chyba nadal przejmuję takimi słowami, ale nie potrafię i nie chcę jej wyganiać z naszego łóżka. Ona jest taka cieplutka, kocham się do niej przytulać. W nocy budzi się na cycusia, tak koło 3 i potem śpimy do 6-7. Może powinnam się wstrzymać z jej wyprowadzką, aż sama będzie na to gotowa?

  28. Fiona napisał(a):

    A ja akurat znam jednego osobnika, który w wieku czternastu lat spał z mamą. Tak tylko mówię, bo sama uprawiam co-sleeping, a właściwie uprawiałam, bo tydzień temu postanowiliśmy z mężem, że jednak bycie kopanym przez 20-miesięczne dziecko nie należy do przyjemności ;)

  29. Em. napisał(a):

    Mój synek spał przez pierwszy miesiąc z nami, później że ja chodziłam jak zombie stwierdziłam że to nie ma już sensu. Teraz czasem zdarzy się że śpimy razem jeżeli on tego potrzebuje, bo źle się czuje czy coś albo ja tak jak było to po pierwszym szczepieniu miałam go obserwować przez 24 h czy nie ma jakieś złej reakcji i bałam się że jak będzie w łóżeczku to coś się stanie a ja go w nocy nie usłyszę. Poza tym nosimy się od czasu do czasu w nosidle i co rano spacerujemy po mieszkaniu na rączkach tuląc się do siebie co stało się pewnego rodzaju rytuałem

  30. Ewi Ck napisał(a):

    Przed porodem uszykowalam małej śliczny kącik do spania… przez myśl mi nie przeszło żeby spać z noworodkiem …
    Po powrocie do domu jakoś naturalnie wzięłam ja do łóżka na noc i tak już zostało :-) mala skończyła wczoraj pół roku …
    Karmię piersia …mam dużą corcie (teraz ma 9100 a urodziła się 4300) ,chory kręgosłup i katorga było by dla mnie wstawanie po xrazy do niej i jej podnoszenie …
    A tak to się wysypiam,mam wypoczety kręgosłup zeby ja od czasu do czasu ponosić w dzień a mala jest spokojnym dzieckiem które bardzo zadko płacze…może z powodu bliskości jaka jej dajemy albo ma taki charakter :-)
    Ale teraz z mężem budujemy łóżeczko -dostawke bo mloda zaczyna się kręcić .my zyskamy troche przestrzeni a corcia będzie nadal blisko nas :-)
    Ile rodziców tyle metod wychowania …niech każdy wychowuje swoje dzieci jak chce i nie krytykuję metod innych …. choć wiem że to niemożliwe :-p

  31. Justyna Biernacka napisał(a):

    Taaak! Mam dwoje dzieci i nigdy nie odmawiałam noszenia, tulenia, lulania i wspólnego spania – mieli ile chcieli, to były ich potrzeby… I masz rację, wyrastają z tego jakoś. Syn ma 25 lat i ani go nie noszę, ani do mnie w nocy nie przychodzi jak mu się coś złego przyśni… Córka ma 7 lat i jeszcze czasem prosi żeby ją polulać, a poranne przytulanki to codzienna konieczność… Zaspakajanie potrzeby bliskości i czułości to chyba najłatwiejsze co nas spotyka podczas „mania” dzieci. Nośmy i kołyszmy, tulmy i lulajmy. tak.

Dodaj komentarz