Jest tylko jedna odpowiedź na pytanie o przekłuwanie uszu małym dzieciom.

Na fejsie odżyła debata na temat przekłuwania małym cieciom uszu i zadziwiły mnie odpowiedzi. W pytaniu chodziło o dwuletnie lub młodsze dzieci, więc nie ma wątpliwości, że chodzi np. o sześcioletnią dziewczynkę, która może już wiedzieć, że chce nosić kolczyki i świadomie zdecydować się na ból. Otóż jest naprawdę sporo ludzi, którzy są zwolennikami takiego przekłuwania uszu rocznemu dziecku (albo nie ma nic przeciwko, aby robili to inni rodzice).

Nie rozumiem. Naprawdę nie jestem w stanie pojąć, jak można świadomie, celowo zadawać małemu dziecku ból tylko dla własnej przyjemności estetycznej. Bo przecież roczne dziecko jeszcze nie wie i nie ma prawa wiedzieć, czy chce mieć kiedyś przekłute uszy i nosić kolczyki.

Pojawia się argument, że „mniej boli roczne dziecko niż 6-letnią dziewczynkę”, co jest bzdurą. To, że roczne dziecko tego nie pamięta (choć jest ryzyko, że będzie pamiętać), nie znaczy, że go to nie bolało. Ból jest ten sam. Tak samo okropny, nieprzyjemny i – niestety, w przypadku rocznego dziecka, zupełnie nieuzasadniony. Wyobraź sobie, że nagle podchodzi do Ciebie ktoś bliski i bez znanego Ci powodu wbija Ci igłę w ramię – to porównywalne uczucie do tego, co może przeżywać roczne dziecko, zaprowadzone przez rodziców do kosmetyczki w celu przebicia wrażliwej skóry na uchu.

Drodzy rodzice, wbijcie sobie do głowy, że kolczyki nie są standardem w naszej kulturze. Nie są obowiązkowe. Nie każdy lubi je nosić. Nie każdemu się podobają. Jeśli Wasze dziecko będzie je chciało nosić, niech zdecyduje o tym samodzielnie. Ból, jaki poczuje świadomie, w efekcie własnej decyzji, nie odbierze już jako krzywdę. A być może w ogóle nie będzie chciało go doświadczać – i ma do tego prawo.

Zadawanie dziecku bólu jest uzasadnione tylko w przypadku ochrony jego zdrowia i życia, np. podczas szczepień ochronnych. W przypadku nieodwracalnych, bolesnych zabiegów, których jedynym celem jest poprawienie wyglądu, każdy może decydować tylko o sobie.

I jestem za tym, żeby powstało prawo, które będzie tego pilnować.

Komentarze do wpisu: 97 Napisz komentarz

  1. Pytlik napisał(a):

    Totalnie się zgadzam!!! Mogę powiedzieć za siebie, że rodzice przekłuli mi uszy jak miałam 6 lat (tzn u kosmetyczki) i totalnie tego nie chciałam ale mnie przekupili pójściem na super wow deser lodowy po (mały łakomczuch). Potem miałam straszne problemy, że mi te dziurki ropiały, nie lubiłam nosić kolczyków i teraz chyba od 8 lat nie wkładałam. Mam trochę żal do rodziców, że mam takie kiepskie dziury teraz, nawet jak moja mama zaczęła ten temat i ją zapytałam po co mi przekłuwali na siłę, odpowiedziała „no bo na komunię dostałaś takie ładne kolczyki złote od dziadków i to by bylo niegrzeczne, gdybyśmy Ci nie przekłuli i byś nie nosiła”. Musiałam zastosować technikę „wdech wydech” w tamtym momencie:D
    Przekłuwanie uszu jeszcze młodszym dzieciom wydaje mi się totalnie absurdalne. Dobrze, że są takie teksty(:

  2. Dorota Kalicińska napisał(a):

    Moja mama nie przekluwala uszu ani mi, ani mojej siostrze. Obie zdecydowalysmy sie na ten krok samodzielnie w wieku 13-14 lat. I wcale nie czulam sie spolecznie gorsza bedac malym dzieckiem przez to, ze nie mialam przeklutych uszu. Rowniez jestem przeciwna kaleczeniu niemowlakow ze wzgledu na wlasne widzi-mi-sie.

  3. Tianzi napisał(a):

    Przekłuwanie uszu małym dzieciom to jest napiętnowanie – widzisz kolczyki w uszach niemowlęcia i już masz pojęcie o rozumie jego rodziców.

  4. Marta napisał(a):

    Zgadzam się w 100%, ale już nie raz i nie dwa wdawałam się w dyskusję na ten temat. I słyszałam, że „taka tradycja u mnie w rodzinie”. Wypowiadała się nawet kosmetyczka, że woli przekłuwać takim małym dzieciom, niż rozwrzeszczanym sześciolatkom. Nie pomagały argumenty, że gdyby moja sześcioletnia córka zaczęła wrzeszczeć, to na pewno nie dostałaby takiego prezentu, jak przekłucie uszu, że to ból etc. Za to padały takie, że odbieramy możliwość wyróżnienia się na tle innych dwulatków na przykład. I rzekomo dziecko CZUJE, że jest fajniejsze, że jest inne, że mama bardziej zadbała, że ma lepszy start (tak, padły takie słowa, serio). Skwitowałam to krótko, że rozmówczyni jest wyjątkowo tępa, a fajniejsza, to bezpodstawnie może się czuć ona, a nie dziecko.
    Ja pamiętam moje przekłuwanie, bo bardzo o tym marzyłam. Tym bardziej, że wiedziałam, że zbliża się ślub moich Rodziców (Mamy i Ojczyma). Byłam pod koniec zerówki, czyli jakieś sześć i pół miałam. To było pierwsze „kobiece” doświadczenie, wzięła mnie Mama, do dziś pamiętam nawet w jakim budynku to było. Wybrałam kolor, który mi się najbardziej podobał i pistoletem pyk i pyk i były. A potem i owszem w przedszkolu zauważyli. Ale nie dla lansu chciałam. Dlatego, że Mama i Prababcia mają i ja też bym chciała.

  5. Marta napisał(a):

    Jeszcze jedno mnie denerwuje w dyskusjach z mamuśkami-zwolenniczkami. 90% „przekuła” uszy swojej córce. To dla mnie też już o czymś świadczy… ;]
    Ale co do przekuwania uszu, to pewnie u kowala, miechem i młotem! Tradycja ponad wszystko :D

  6. Ja miałam przekłute uszy, miałam wtedy gdzieś koło 6 lat, bo pamiętam, że była też ze mną tam moja 4 lata młodsza siostra. Miałyśmy robione dziurki „pistoletem” (nie mam pojęcia jak to fachowo się nazywa). No cóż. Obecnie nie noszę kolczyków, ale odświętnie jak najbardziej, moja siostra nosi je na co dzień i ma przekłutych kilka miejsc na uszach. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym tematem jako „przekłute” dziecko.
    Nie oceniam. Każdego sprawa. Martwi mnie tylko jedno- teksty mamusiek na forach: „mojej córce nie przekułam uszu dopóki sama nie poprosiła, ale była już wtedy W PEŁNI ŚWIADOMA, miała 5 lat.”
    Ostatnio widziałam gdzieś filmik z robieniem tatuażu dziecku, pewnie większość z Was go widziała na fejsie. Tego się nie da opisać…

  7. Zgadzam się z Tobą! Ja też nie widzę sensu przekłuwać uszu 2letniej dziewczynce! Sama miałam przekłute uszy w wieku około 10 lat i to dlatego, że sama chciałam i byłam świadoma, że zaboli :)

  8. Katarzyna Mazur napisał(a):

    Zgadzam się z tym, że przekłuwanie uszu małym dzieciom nie ma sensu. Dodałabym jeszcze, że nie powinno się przekłuwać niczego (w sensie żadnej części ciała) pistoletem, niezależnie od wieku. I o tym też powinno się mówić.

    1. A z ciekawości, dlaczego nie pistoletem? Ja miałam przekłuwane właśnie w ten sposób (w gimnazjum, z własnej woli), i byłam zadowolona że to tylko jedno ukłucie, i już. Więc jeśli nie pistolet, to jaka metoda najlepsza?

      1. Lemo napisał(a):

        Igłą, u piercera. Pistolet to może i jedno uklucie i juz, ale 1) większe ryzyko infekcji, i 2) w przeciwieństwie do igły, gdzie skóra jest przebijana, podczas zabiegu pistoletem jest zwyczajnie rozrywana, co może spowodować uszkodzenia. Dodatkowo kosmetyczki rzadko kiedy mają rozbudowane pojęcie o higienie świeżo przebitych dziurek, i zalecają najczęściej spirytus bądź perfumy, które wysuszaja ranki i spowalniaja proces gojenia.

        1. Na samą myśl o przekłuwaniu igłą robiło i robi mi się słabo. Więc mimo wszystko – cieszę się, że w tamtych czasach (kilkanaście lat temu) pistolet rządził :)

        2. Katarzyna Mazur napisał(a):

          „Pacjent” i tak nie widzi czynności (jeśli mowa o uchu), więc z tego punktu widzenia – co za różnica? A higiena i bezpieczeństwo chyba mają większe znaczenie.

        3. Taka różnica, że 1) sama świadomość igły 2) więcej grzebania przy uchu :)

          Pewnie teraz, z nową wiedzą zdecydowałabym inaczej, ale wtedy (gimnazjum, kilkanaście lat temu) pistolet królował i nikt dookoła nawet nie brał pod uwagę innej opcji.

          W ogóle mam wrażenie, że im człowiek starszy, tym więcej bolesnych ukłuć pamięta i bardziej się stresujemy tym potencjalnym bólem niż to warte :) (powyższe absolutnie nie oznacza akceptacji dla przekłuwania uszu dzieciom)

        4. Katarzyna Mazur napisał(a):

          Skoro nie wiesz dokładnie, jak wygląda przekłuwanie igłą, skąd wniosek, że grzebania jest więcej?

        5. Morrrigan napisał(a):

          Pooglądaj sobie filmy Red Lipstick Monster jak ona wykonuje piercingi. Pistolet nie może być wysterylizowany, psikanie alkoholem nic nie daje – istnieje ryzyko infekcji! Sterylna igła jednorazowa jest całkowicie bezpieczna, doświadczony piercer na pewno zrobi to tak, że ryzyko babrania się dziurki będzie minimalne.

        6. Ok, trochę nam zboczył wątek, więc powtórzę dla jasności co napisałam powyżej:
          Pewnie teraz, z nową wiedzą zdecydowałabym inaczej.

          Lata temu, przekłuwając uszy nie miałam bladego pojęcia o wadach pistoletu, i podejrzewam że (WTEDY!) i tak żadne rozsądne argumenty nie przekonałyby mnie do igły.
          To nie tak, że bronię pistoletu – choć owszem, po cichu cieszę się, że z niego skorzystałam w pełnej nieświadomości, w dodatku bez powikłań.
          O wadach tej metody dowiedziałam się dopiero teraz i cieszę się, że ktokolwiek o tym wspomniał, bo żyłabym w błogiej nieświadomości jeszcze długo.

          I nie, nie ma mowy żebym oglądała jakiekolwiek filmy w których są igły :)

        7. Katarzyna Mazur napisał(a):

          Ona tam w sumie głównie nawija o rodzaju danego przekłucia oraz, co ważniejsze: o zasadach higieny i sterylności podczas zabiegu i pielęgnacji już po. Igła pojawia się przez moment.

      2. Xoth napisał(a):

        Bo pistoletu i kolczyków nie wysterylizujesz, bo pistolet rozrywa kolczykiem ucho i to się trudno goi (a igła ładnie rozcina), bo pistoletem ciężko wycelować równe dziurki (szczególnie, jeśli wystraszony przekłuwaniem pierwszego ucha klient będzie ruszać głową), te zamknięcia kolczyków u kosmetyczki mogą wrastać w ucho, kolczyki mogą się babrać, nawet te złote (ponoć najlepsze materiały na kolczyk, to nierdzewka 316l albo PTFE), Bo kolczyki „lecznicze” NIE ISTNIEJĄ.

        Albo po prostu obejrzyj to, kobitka zna temat. https://www.youtube.com/watch?v=uDK49SrctTU

  9. Ja i moja siostra nie miałyśmy przekłutych uszu jako małe dzieci, nawet I Komunia i złote kolczyki od chrzestnych nie były pretekstem, aby to robić. Moja siostra niedawno zdecydowała się na wizytę u kosmetyczki i sobie te kolczyki zrobiła, to był jej wybór, nie mamy albo babci. Ja do teraz się na to nie zdecydowałam i nie wiem, czy kiedykolwiek to nastąpi – żyję na tym świecie już trochę czasu i nie przeszkadza mi brak świecidełek w moich uszach. Bardziej męczące jest to, że ludzie, których spotykam pytają mnie, a raczej informują „Ty nie masz dziurek w uszach.” – no tak, cóż to za rewelacja, jakbym sama nie wiedziała. Ogólnie rzecz biorąc, sama swoim dzieciom tego nie zrobię – dam im wolną rękę, jeśli w którymś momencie życia, czy to w wieku 5 lat, czy 15, powiedzą „Mamo, chcę mieć kolczyki” to je zrobimy. :)

    1. Nie mam przekłutych uszu (nigdy w życiu nie chciałam sobie nic przekłuć), moja mama i ciocia też nie mają, i NIGDY w życiu nikt mi na to nie zwrócił uwagi…

      1. Ja co prawda mam dziurki w uszach, ale ostatni raz założyłam kolczyki na studniówkę. To i tak było okazjonalnie, bo regularnie nosiłam je może do czasów gimnazjum. Uszy przekłułam w wieku ośmiu lat, ale do tej pory pamiętam uwagi cioć oraz koleżanek w pierwszej klasie podstawówki „ale jak to nie masz dziurek?!”. Było takich kilka.

  10. Zasiek napisał(a):

    Ja znów się nie zgadzam, chcę jednak powiedzieć tylko o sobie.
    Byłam zła, że moja mama nie przekuła mi uszu, gdy byłam jeszcze nieświadomym pacholęciem. Później panicznie się bałam tego zabiegu i dość późno postanowiłam wreszcie te uszy przekłuć. Nie wspominam tego dobrze i wolałabym nie pamiętać. Nie sądzę, by małe dziecko doznawało traumy po czymś takim, w młodym wieku zdarza nam się wiele okaleczeń, które idą później w niepamięć.
    Ale, tak jak mówię, to tylko ja. Ja byłam zła, gdy musiałam przez to przechodzić świadomie.

    1. Muka napisał(a):

      Nie musiałaś, ale chciałaś przecież :) A co by było, gdyby mama przekłuła ci te uszy, a z powodu infekcji lub mechanicznego urazu taki kolczyk zniszczyłby ci zdrowie czy oszpecił? Myślę, że dobrze zrobiła, pozostawiając Ci decyzję. Tatuaże też są bolesne, a jednak ludzie decydują się na nie. I chyba nikt nie powiedziałby „żałuję, że rodzice nie zrobili mi tatuażu, jak byłem dzieckiem, nie pamiętałbym bólu”. I tu i tu chodzi przecież o możliwość wyboru tego, co robimy z własnym ciałem.

      1. Zasiek napisał(a):

        Dla mnie zrobienie dwóch dziurek w uszach nie jest porównywalne z tatuażem. Tak, można powiedzieć, że to przez wychowanie, życie w takiej, a nie innej kulturze. Powód dla mnie nie ma znaczenia, ale jednak jest to różnica. I nie sądzę, by w sprawdzonym miejscu przekłucie uszu zakończyło się infekcją. Nigdy nie trafiłam na taką sytuację, by przy robieniu dziur w uszach w sterylnych warunkach doszło do zakażenia.
        I wiem, że byłam BARDZO niezadowolona, gdy tej jednej decyzji matka nie podjęła za mnie, zanim jeszcze ja to mogłam zrobić ; )

      1. Zasiek napisał(a):

        No tak, oczywiście najważniejsze, to czepiać się słówek. Bo przecież internet by bez tego zginął.
        Nie, nie musiałam, ale bardzo chciałam, bo kolczyki zawsze mi się podobały. I miałam żal o to, że nie miałam zrobionych dziurek, gdy, chociaż czułam ból, nie pamiętałabym o nim.
        Teraz lepiej?

        1. Tianzi napisał(a):

          To słówko dobrze oddawało kierunek całej Twojej wypowiedzi. Widywałam (i, nie będę oszukiwać, także formułowałam) bardzo dużo dziwnych zażaleń do rodziców, ale z takim, że nie przewidzieli kaprysów swojej pociechy za kilkanaście (?) lat, spotykam się po raz pierwszy. :) I po prostu nie widzę podstaw do narzekania na to, że podjęło się decyzję i poniosło odpowiedzialność robienia sobie dziur w ciele jako świadomy człowiek, nawet jeśli w Twoim konkretnym przypadku ten proces był trudny.

        2. Zasiek napisał(a):

          Na pewno nie spotykasz się z tym po raz pierwszy, bo wiele dzieci ma żal do swoich rodziców o pierdoły.
          Z wiekiem się z tego wyrasta, bo właśnie są to pierdoły. Pewnie teraz miałabym to gdzieś, wtedy, jako dziecko, byłam zła. Po prostu.

      1. Zasiek napisał(a):

        Uwielbiam spazmy obrońców ludzkości, naprawdę.
        Szczerze zaczyna mnie to trochę irytować. Nie powiedziałam, że byłabym skłonna zrobić to swojemu dziecku, na razie nie planuję, bo nie dorosłam do takiej decyzji. Wypowiadam się o tym, jak się czułam, gdy bardzo czegoś chciałam, a wiedziałam, że zaboli. Jako małe dziecko. Teraz podejście z pewnością miałabym inne, wtedy byłam niezadowolona.
        Tak, logika.

  11. Zgadzam się w pełni. Za każdym razem kiedy trafiam na podobny wątek, ciśnienie podskakuje mi razy milion… Już pomijając to że wygląda to okropnie, dziecku zadaje się ból i ingeruje pernamentnie w jego wygląd bez jego zgody, to jest to bardzo niebezpieczne. Przecież takie niemowlę co rusz ciągnie się za uszy, może też taki kolczyl połknąć. Też byłabym za prawną regulacją w tej kwesti.

    1. Jeszcze apropos argumentu na temat tego. że obcy uważają dziecko za chłopca. Sama mam 11 miesięczną córeczkę, ktorą 3/4 ludzi bierze za chłopca. Cóż, Mała nieznosi gdy coś jej wchodzi na uszy więc znosi jedynie czapeczki z daszkiem, a róż stanowi jedynie 10, a nie 100% jej szafy. Ale błagam, co za różnica czy obcy człowiek w sklepie wie czy nie wie, że jest dziewczynką?

  12. Dominika Bołdak napisał(a):

    Polać jej! Uważam przekłuwanie uszu u małych dzieci-które przecież same nie wyraziły chęci, za totalną ignorancję wolności własnego dziecka i skrajną głupotę. Mamo dziękuje, że jesteś inteligenta.

  13. Ja bym tego swojej córce nie zrobiła, nie dlatego, że to boli (bo wiem, że nie boli – przynajmniej mnie nie bolało, a mialam lat 6 i pamiętam ten zabieg), ale dlatego, że to jest zwyczajnie niebezpieczne. Widziałam naderwane uszko u półrocznej dziewczynki, bo mama ubierając ją zahaczyła wystającą nitką o kolczyk – DRAMAT. W mojej klasie w podstawówce przy zabawie typu berek, koleżanka również została zahaczona czymś o kolczyk i tez naderwała sobie ucho i to tak porządnie, krew się lała, chyba nawet szycie było. Poza tym mi się to w ogole nie podoba – dla mnie małe dziecko najpiękniejsze jest samo w sobie bez ozdobników, bez kolczyków. Nawet opasek i cudacznych ubranek córce nie zakładałam jak była niemowlęciem (dzisiaj jako dwulatka sama żąda, żeby jej włożyć najbardziej kiczowatą sukienkę, ale to już inna historia :P), bo najważniejsza dla mnie była jej wygoda, a piękna dla mnie jest w nawet tylko zwykłym bodziaku :)

  14. Beata Panasz napisał(a):

    przekłuwanie uszu nie boli. Nie mówię, że powinno się przekłuwac uszy, ale nie rozumiem argumentu „jak można sprawiać ból”… ból to sprawa subiektywna, ja pracowałam jako osoba, która przekłuwa uszyi wiwidziałam, że większość dzieci w ogóle nie reagowała na moment przekłucia- gorzej było ze starszymi dziewczynkami, bo takie nastawiają się, że będzie bolało.

  15. Temat można rozwinąć o chłopców i ich obrzezanie (ok. 73% w USA) też bez ich wiedzy, choć z tym da się sensowni żyć, nie mówiąc już o obrzezaniu dziewczynek w Afryce i zaszywaniu im pochwy, co jest już dużo brutalniejsze i z tym trudno kobietom żyć. To jest dopiero temat na wpis – przy tym ucho to lajcik ;)

    1. W dodatku chłopców potrafią w USA obrzezać bez pytania o to rodziców. Kiedy koleżance mieszkającej w USA urodził się syn, został obrzezany w szpitalu bez pytania jej o zgodę!

  16. Kasia Kowalewska napisał(a):

    Zgadzam się w 100 procentach. Dobrze by było jeszcze wprowadzić prawo, które nie pozwoli robić ludziom krzywdy pistoletem. Nie wiem jak można pozwalać na przenoszenie tylu wirusów poprzez stosowanie tej metody, już o innych skutkach nie wspominając.

  17. Muka napisał(a):

    Ja bym jeszcze dodała jedną rzecz: kolczyki nosimy głównie w celu podkreślenia własnej urody i uwodzenia. Małe dziewczynki z kolczykami wyglądają tak samo niesmacznie jak ich koleżanki modelki lub małe miss w pełnym makijażu – to niepotrzebne nadawanie dziecku atrybutu kobiecości. Dajmy maluchom dorosnąć w ich tempie. Mają jeszcze czas na strojenie się i odkrywanie swojej płci. Im prędzej dziecko zacznie obrastać dekoracjami i przesadnie dbać o wygląd, tym większe ryzyko, że będzie miało problemy z akceptacją siebie, a także wyrośnie w przekonaniu, że uroda i powodzenie u płci przeciwnej (albo i własnej, to bez znaczenia) to wartości nadrzędne. Szkoda dzieciństwa.
    Osobiście przekłułam uszy dopiero w wieku 22 lat. Bolało. Nie życzę żadnemu dziecku.

  18. Małe dziecko z przekłutymi uszami wygląda jak zakolczykowana krowa. To nie jest estetyczne.
    Poza tym jest niebezpieczne. No i dodatkowo roczne dziecko mówi gorzej niż 6-letnie, więc ma ograniczone możliwości zasygnalizowania, że z uchem dzieje się coś nie tak.

  19. Miałam przekuwane jak miałam 8 lat. Sama chciałam, powiedziałam mamie, że chce bo mi się podoba a mama mnie uprzedziła, że to nie będzie przyjemne i może być bolesne.
    I ja pamiętam ten ból do dzisiaj bo to jeszvze były czasy wielkiej popularności pistoletów. Masakra.
    Nie wyobrażam sobie robić tego młodszemu dziecku, które nie wie i nie ma wyjaśnione na tyle by to pojęło po co to mu jest.

  20. Temat ten poruszyłam i ja na swoim blogu w zeszłym tygodniu. Rozgorzała niebywała dyskusja na ten temat. Jeśli chodzi o mnie to nie przekułam uszu swojemu dziecku. Chciałam, żeby Natalka miała w przyszłości możliwość wyboru czy chciałaby kolczyki w uszach czy nie. Na to pojawił się kontrargument na moim fanpage cytat „nie rozumie czegoś takiego jak własny wybór małego dziecka odpowiedzi tego typu że sama zdecyduje jak dorośnie czy mieć kolczyki czy nie to tak jakby np: nie chrzciła dziecka bo jak dorośnie to samo zdecyduje w jakiej wierze ma się wychowywać i żyć! a przecież jak dorośnie to może sobie wybrać następne kolczyki i następne jakie będzie tylko chciała póki co my odpowiadamy za własne dzieci”. Kolejne i podzielone opinie mam możesz sobie zobaczyć tutaj: https://www.facebook.com/PamietnikMamyPL/posts/1145573575469461

  21. Nemesis Nave napisał(a):

    Miałam przekute uszy w wieku 14 lat, nic nie bolało. Co nie zmienia faktu, że dla mnie również przekuwanie małemu dziecku jest totalną bzdurą. Dla mnie jest to trochę uprzedmiotowienie dziecka – dziecko nie jest własnością, by decydować o przebijaniu jego uszu.

  22. Tutaj w Hiszpanii uszy dziewczynkom przebija się bardzo często zaraz po urodzeniu, przed wyjściem ze szpitala. Pytałam o to wiele osób, po co, dlaczego i czy to nie jest niebezpieczne… Jedyna odpowiedź jaką uzyskałam to „taką tradycja”. Ileż dyskusji kończy się tym jednym durnym argumentem!!

  23. Słusznie prawisz. To jakaś głupota i kaprys rodziców. W takich momentach zawsze odwracam sytuację i zadaje pytanie: bardzo jestem ciekawa jak czuliby się ci sami rodzice, gdyby ktoś zabrał ich nagle w obce im miejsce i jakiś obcy człowiek zaczął ich nakluwac w miejscach, których by sobie nie życzyli. Naprawdę, trochę empatii w stosunku do własnych dzieci. Kosmetyczki, do których ja chodzę maja zasadę, że nie przekluwaja uszu małym dzieciom. Byłam kiedyś świadkiem sytuacji kiedy mamuska przyszla ze swoją małą córeczką na przeklucie uszu. Mała była przestraszona. Kosmetyczka mówi, że nie przekluwa uszu dzieciom do lat 7, a baba uparcie obstawala przy sobie. Myślałam, że wyjde ze skóry.

  24. Klimat Domu napisał(a):

    Moja 7letnia córka od roku wierci mi dziurę w brzuchu żebym jej uszy przekuła. Ja z kolei pozostaję niewzruszona i się nie zgadzam, ponieważ przeciwna jestem robieniu małych lolitek z tak małych dziewczynek. Kolorowe paznokietki w sandałkach rozmiaru 30, nieśmiałe kolczyki w kształcie biedronki, a potem co jeszcze….miniówka w panterkę?
    Zgadzam się z Tobą i uważam, że przekuwanie małym dzieciątkom tych delikatnych uszek to blaga!
    Niech decydują o tym jako nastolatki….wcześniej nie!

  25. Miałam przekłute uszy w wieku ok 10 lat, sama zdecydowałam, że tego chcę. W wieku 16 lat naszła mnie głupota, zachciało mi się mieć więcej dziurek w uchu. Mimo, że za dziurkowanie zabrała się doświadczona kosmetyczka, w sterylnych warunkach, to zakończyło się to spuchniętym, ropiejącym uchem i gorączką. Jeszcze przez rok moje biedne, umęczone ucho reagowało opuchlizną np. na zmiany temperatury… i coś takiego miałabym fundować nieświadomemu dziecku? Nigdy. Będzie chciało, niech wie na co się decyduje.

    1. Goszik napisał(a):

      Może dlatego opuchło bo robiłą je KOSMETYCZKA prawdopodobnie pistoletem, czyż nie? Kolczyki robi się tylko w dobrych salonach piercingu i tatuażu a nie u kosmetyczki która w 99% przypadków guzik wie o piercingu. Tak tylko mówię, na przyszłość :)

      1. Być może była to wina kosmetyczki ;) w każdym razie, wyleczyło mnie to skutecznie z przekłuwania czegokolwiek, obojętnie czy miałoby to być robione profesjonalnie w salonie piercingu, czy znów u kosmetyczki. I dziecku na pewno tego nie zafunduję – chyba, że będzie na tyle duże że samo świadomie powie że tego chce.

        1. Goszik napisał(a):

          Nie no z przekłuwaniem dzieci się w 100% zgadzam. Sama pamiętam mało z mojego wczesnego dzieciństwa, jednak moment przekłuwania pamiętam doskonale mimo że miałam 2, może 3 latka i było to bardzo stresujące przeżycie, nie wiem z jakim sensem. Po prostu już z odruchu wszystkich przestrzegam przed kosmetyczkami i pistoletami, można się nabawić naprawdę nieciekawych zakażeń :)

  26. SexiChic napisał(a):

    Zupełnie nie rozumiem przekłuwania uszu niemowlakom. Na co i po co to komu potrzebne? Często widzę maleńkie dziewczynki, które ledwo siedzą a już mają kolczyki. Chyba tylko po to, żeby mogły nimi zawadzić o pościel i sobie naderwać ucho… Ja miałam szczęście i podjęłam tę decyzję świadomie, a całego zabiegu dokonała pielęgniarka w przychodni. Bez bólu bo zamroziła mi ucho więc nie wspominam tego źle.

  27. Małe dzieci boli bardziej, bo to mniejszy organizm, delikatniejszy.
    No i oczywiście unikać kosmetyczek i pistoletów do przekłuwania, bo to zbrodnia na higienie i sterylności, która rozrywa tkanki. Najlepiej iść do brzydkiego Pana/Pani z salonu z tatuażami i kolczykami, to wtedy jest pewność, że mają o tym jakieś pojęcie.

  28. Miałam z trzy lata, może trochę więcej, ale nie pamiętam już zbyt dokładnie. Były to bardzo delikatne kolczyki, które sama wybrałam. Potem zrobiłam kolejne kolczyki gdy byłam już podobno „starą babą”. Na studiach poznałam dziewczynę, która bardzo chciała mieć kolczyki w uszach, ale bała się swojej mamy, która wciąż jej tego zabraniała, a moja koleżanka grzecznie nosiła klipsy zamiast kolczyków i nigdy się nie przeciwstawiła, choć podobno od zawsze chciała mieć kolczyki.

  29. Gosia napisał(a):

    Mam 20 miesięczna córeczkę i widząc kej strach i cierpienie w oczkach pidczas szczepienia w żadnym wypadku nie poszlabym przekluc jej uszek. Stwierdzam ze dziecko samo wybierze czas w ktorym bedzie chcialo tego dokonac wtedy pojde z nia za reke ale to musi byc swiadomy wybor dziecka a nie moda na kolczyki u malych sziecu wsrod rodzicow. Nikogo nie potepiam kazdy wycjowuje na swoj sposob i kazdy jest chuba swiadomy tego jak wiele dziecku krzywdy moze tym wyrzadzic.

  30. Nie lubię widoku małych dzieci z kolczykami, myślę, że to raczej rodzicom chodzi o to by maleństwo było takie śliczne, ale ono jest śliczne same w sobie, myślę, że uszy można przebić dziecku szkolnemu, gdy tego chce. Sama przebiłam uszy sobie w wieku 25 lat, no i w sumie nie za bardzo używam tych dziurek, bo kolczyki mnie uczulają ….

  31. jestem niestety jednym z dzieci, którym kolczyki wciśnięto na siłę. wprawdzie miałam wtedy z pięć (?) lat (bo wtedy to jednak inne czasy były, to i dostęp do kosmetyczek mniejszy), ale dałam się za tabliczkę czekolady, takie miałam priorytety. i żałuję, bo nie lubię kolczyków; przez wszystkie lata dziecięce bałam się okrutnie wyjmowania-wkładania, a teraz bardziej mi przeszkadzają niż pomagają. nie nosiłabym, ale dziurki się ponoć już nie zrastają i durnie to wygląda.
    chociaż ja to jeszcze nic. mojej kuzynce matka przez sen w nocy przekłuwała i tylko się modliła, żeby jej się nie obudziła. więc może być gorzej.
    niemniej morał jest z tego jeden: dać dzieciakowi urosnąć na tyle, żeby rozumiał, to sam sobie przekłuje. tatuaży maluchom jakoś nie robimy, a to równie trwała zmiana na ciele.

    1. 100krotna napisał(a):

      Moje wieloletnie dziurki po trzech(!) dniach nienoszenia kolczyków są już bardzo malutkie, tak, że mogę w nie wsunąć tylko najcieńsze sztyfty. Przypuszczam, że po dwóch tygodniach, może do miesiąca, zarosłyby całkiem.
      Zresztą jeszcze w podstawówce tak właśnie się stało, wyciągnęłam kolczyki które spowodowały u mnie uczulenie i stan zapalny, a po około tygodniu, jak opuchlizna zeszła, kolczyków już nie dało się włożyć.Dziurki zarosły całkiem, był niewielki ślad, w kolorze skóry, ale widoczny tylko z bardzo, bardzo bliska.
      W liceum przebiłam uszy ponownie, chyba w tych samych miejscach, w których miałam stare dziurki.
      Pierwszy raz miałam uszy przebijane u kosmetyczki, pistoletem, drugi raz robiłam to sama w domu.

      1. chciałabym, żeby tak było ze mną :) miałam w tym roku przerwę w noszeniu kolczyków (zgubiłam ulubione i nie miałam jak się zebrać w sobie, żeby przerzucić się na jakieś inne), prawie sześć miesięcy, i dziurki nie zmniejszyły się nawet odrobinę.

  32. jola napisał(a):

    Miałam przekłute uszy w wieku kilku lat, dokładnie pamiętam jak bardzo bardzo płakałam bo chciałam mieć kolczyki. Wszystko zagoiło się bezproblemowo i nigdy nie miałam związanych z tym problemów. Osobiście podobają mi się małe dziewczynki z drobnymi kolczykami. Nie wiem czy sama przekułabym niemowlakowi uszy… raczej nie, panicznie bałabym się o to że ten kolczyk szarpnie, wyciągnie, albo zje…
    Za pół godziny mam wizytę u ginekologa, może dzisiaj dowiem się czy to będą dziewczynki czy chłopcy czy mix :D Proszę proszę o dziewczynki, a obiecuję nie przekłuwać im uszu :D

  33. tia, a powiedz to dziadkom, którzy mając kompletnie w dupie twoje przekonania obdarowują wnuczkę złotymi kolczykami.I te pytania , kiedy usze będą przebite.. wrrr

  34. qulqa napisał(a):

    Zatkało mnie.
    W życiu nie widziałam małego dziecka z przekutymi uszami. Nawet do głowy by mi nie przyszło, że ktoś może narażać malucha na takie cierpienie. I to własnego malucha!
    Może ja w innej Polsce żyję?

  35. Merenwen napisał(a):

    Dorzucę być może nietypowy głos. Brzydzę się metalu. Jak nie muszę, to go nie dotykam, a jak muszę, to idę po tym opłukać ręce. Gdyby rodzice przekłuli mi uszy, nie tylko nie nosiłabym w nich nic, ale wręcz czułabym się do pewnego stopnia okaleczona (miałabym brzydką dziurę niesłużącą do niczego na kawałku ładnej, zdrowej skóry).

        1. Magda Motrenko napisał(a):

          I są tak samo widoczne jak wtedy, gdy nosiłaś?
          Mi wystarczy kilka tygodni, bym miała problem z przełożeniem kolczyka. Ale może to też kwestia wieku i z czasem się coraz wolniej regenerują.

        2. Ja przekłułam w wieku 8 lat i tak mniej więcej do gimnazjum (15 lat) nosiłam bez przerwy, a potem przestałam. Po tym założyłam raz – na studniówkę. Weszły bez najmniejszego oporu. Wydaje mi się, że jeżeli nosi się kolczyki odpowiednio długo, a uszy na dobre się zagoją, to nawet po kilku latach nie zarosną. Dla porównania: moja siostra kilka miesięcy po przekłuciu przestała nosić i błyskawicznie jej zarosły. Po kilku latach musiała to zrobić znów.

        3. U mnie są tak samo widoczne jak wtedy, kiedy przekłuwałam. Ale też przekłuwałam sobie na wskutek własnej decyzji, w gimnazjum bodajże.

  36. Paulina napisał(a):

    Ja dorzucając swoje kilka groszy napomknę jeszcze, że jeżeli już wybieramy się z chęcią przekłucia to nie idźmy do kosmetyczki z pistoletem… Wbrew pozorom może tylko zaszkodzić, a samej maszynki nie da się w 100% wysterylizować po poprzednim kliencie.

  37. Wszystko to kwestia mentalności otoczenia. Ja swojej córci (14m) przekłuję dopiero, gdy sama się upomni, ale moja siostra przyrodnia chciała małej już na roczek kolczyki sprezentować – stanowczo stwierdziłam, że jeszcze przez długi czas będą zalegały na dnie szuflady…

  38. Paulina Sarnowska napisał(a):

    Podpisuje się pod tym rękoma i nogami. Ostatnio nawet miałam na ten temat rozmowę z mężem i moje stanowisko było identyczne. Jak nasza córka sama wyrazi wolę przekłuwania swojego ciała – proszę bardzo.

  39. W moim mieście wszystkie dziewczynki miały przekłute uszy w niemowlęctwie – taki był lokalny (barbarzyński wg mnie) zwyczaj. Odstawałam tylko ja i moja koleżanka, bo miałyśmy napływowych rodziców, którzy się wyłamali. Wymarzone kolczyki dostałam na komunię wraz z wizytą u kosmetyczki (do hejterów: salon piercingu w latach 90 w mieście 50 tys. mieszkańców – ha ha ha; alternatywą dla kosmetyczki z pistoletem i miejscowym znieczuleniem była gruba igła wielorazowego użytku „u sióstr”).

    Nie żałuję, do teraz kolczyki są moim ulubionym rodzajem biżuterii. Ale jeśli będę miała kiedyś córkę, pozwolę jej na to dopiero jak skończy podstawówkę.

    Aha, zazwyczaj głównym argumentem mamuś, które się decydują przekłuć córkom uszy, jest „żeby wyglądała jak dziewczynka”. Na szczęście obecnie można dziecku spódniczkę założyć albo body z brokatem, albo opaskę na łeb. To są bezbolesne metody.

      1. W przeciwieństwie do kolczyków, sądzę, że większość 3-letnich dziewczynek wręcz się posmarka ze szczęścia na widok body z brokatowym kucykiem XD

  40. Marta Skoczylas napisał(a):

    Ja się z tym postem nie zgadzam. Pierwszej córce przekuliśmy uszka jak miała niecałe 16m., drugiej kilka dni temu 14,5m. Płacz podczas zabiegu mniejszy niż podczas szczepionki, jak już było po wszystkim to tak jakby nic się nie stało, nie zwracały uwagi, że coś mają w uszkach. Starsza córka 3,5 roku cieszy się, że ma kolczyki i nie ma traumy z tego powodu. A my rodzice nie jesteśmy zwyrodnialcami, więc proszę nie oceniać nas z powodu decyzji o przekuciu (!!!) Tak jak my szanujemy decyzję innych – waszą o tym zabiegu, tak i wy uszanujcie naszą i nie doszukujcie się nie wiadomo czego. Pozdrawiam.

      1. Marta Skoczylas napisał(a):

        może po to, żeby w końcu wyglądała jak dziewczynka nie nakładając okropnych body z brokatem czy też sukienek (?!?) – ironiczny uśmiech.
        Tak jak napisałam: „..my szanujemy decyzję innych – waszą, tak i wy uszanujcie naszą i nie doszukujcie się nie wiadomo czego.”
        Pozdrawiam.

        1. A czy niemowlę ma jakiś cel w tym, żeby „wyglądać jak dziewczynka”, czy chodzi tylko o ego matki? Bo mnie się wydaje, że dziecku w tym wieku jest serdecznie wszystko jedno.

          To ten sam poziom, co uderzenie dziecka, tyle, że jeszcze gorzej. Przy klapsie można jeszcze usprawiedliwić się tym, że straciło się nerwy i emocje wzięły górę. A tutaj jest tylko próżność i wyrachowanie. Matki, nie dziecka. Można to upiększać jak się chce, sprawa jest prosta: matki zadają swoim maleńkim, bezbronnym córkom ból, bo chcą, żeby te ładnie wyglądały.

          Nie jestem w stanie szanować decyzji kogoś, kto zadaje ból dziecku dla swojej frajdy. Dziecko nie jest własnością rodzica i ten nie ma prawa podejmować w jego imieniu decyzji związanych z zadawaniem bólu w imię zabawy. Tu nie ma kwestii szacunku dla drugiej strony. Tak samo jak nie uznaję bicia dzieci, tak samo uważam, że matkom przebijającym uszy niemowlętom powinno stawiać się zarzuty o znęcanie się nad dzieckiem. Nie robi się tego tylko dlatego, że jest to uwarunkowane kulturowo. Tak samo jak innych kulturach było np. krępowanie stóp. Inna skala, to samo zjawisko.

          Ludzie, którzy przekłuwają małym dzieciom uszy to ta sama kategoria, co ci obcinający uszy i ogony psom. W jednym i drugim przypadku próżność zwycięża nad empatią.

          Piercer tym się różni od kosmetyczki, że żaden piercer nie przekluje uszu niemowlęcia, tak samo jak nie zrobi m tatuażu. Tam jest jakaś etyka zawodowa i widzimisię matki nie ma znaczenia. A kosmetyczka… cóż przekłuwanie czegokolwiek u kosmetyczki jest niehigiecznie i dość głupie. Pół biedy, kiedy się ryzykuje własnym zdrowiem. Ale dziecka?

          Uszy przekłułam w wieku 14 lat. Wcześniej zwyczajnie uważałam, że kolczyki są strasznie wieśniackie i pasują tylko starym babom. I cieszę się, że moja matka miała do mnie na tyle szacunku, że nie zaspokoiła moim kosztem własnej potrzeby estetycznej.

        2. Marta Skoczylas napisał(a):

          jakie wypracowanie o.O, jak już odpisujesz to najpierw przeczytaj ze zrozumieniem. Nie przekłuliśmy niemowlęciu tylko ponad rocznemu dziecku. To co napisałaś, oczywiście przeczytałam piąte przez dziesiąte, bo inaczej się nie da tych wypocin. Ogarnij się dziewczyno (!!!) o jakim ty braku szacunku czy znęcaniu piszesz (?!?!), nie znasz matek, które podejmują decyzję o zrobieniu kolczyków dziecku to nie oceniaj. Tak jak przed chwilą innej dziewczynie, która jest anty, tak i tobie to samo napiszę.. radzę zająć się czytaniem bardziej sensownych i ważniejszych informacji/wiadomości, a nie tylko tvn czy kolorowe gazetki z durnymi tematami, które nic do życia nie wnoszą.. to tyle na ten temat.
          Już nic nie odpisuję, bo szkoda mi mojego cennego czasu na tłumaczenie komuś kto i tak nie rozumie co to znaczy szanować czyjeś zdanie czy decyzje. Pozdrawiam

        3. Magda, zgadzam się z każdym Twoim słowem. Nigdy nie rozumiałam tego barbarzyństwa. Już wtedy gdy byłam małą dziewczynką, a moja koleżanka chwaliła się tym, że jej to matka przekłuła uszy w niemowlęctwie, nie rozumiałam czym tu się chwalić. Nie rozumiem też tej obsesji, że ma wyglądać jak dziewczynka (więc kolczyki, więc różowy – chociaż w różowym nie ma nic złego, przynajmniej nie boli). Tudzież ma wyglądać jak chłopak.
          Nie raz i nie dwa słyszałam narzekania znajomych, że ktoś wziął ich
          córki za chłopców (lub na odwrót). Brzmiały tak, jakby ktoś im
          powiedział, że urodziły potwory. I te ich pytania, błagające o potwierdzenie: ale nie wygląda jak chłopak, prawda? I ja zwykle im mówię: wygląda jak dziecko, a jak ma wyglądać?
          Niemowlę to niemowlę, ono nie ma jeszcze świadomości swojej płci. Po co tworzyć kulturową otoczkę płci takim maluchom. Żeby przypadkiem ktoś nie pomyślał, że wychowujemy „gender”. Ta obsesja jest coraz większa, coraz bardziej chce się oddzielać męskie od kobiecego, dziewczyńskie od chłopięcego. Kiedyś była moda na unisex, dziś by już nie przeszło. Dziś role społeczne płci znów muszą być jasno określone, a co za tym idzie wygląd. Społeczeństwo nie dość, że jest niemiłe, to jeszcze coraz bardziej konserwatywne, co oznacza ni mniej ni więcej niż to, że w pewnym sensie cofamy się w rozwoju. Długo by gadać.
          p.s. ja miałam 28 lat :)

        4. Marta Skoczylas napisał(a):

          o właśnie na podryw (!!!) jak mogłam na to nie wpaść (?!) haha
          Radzę zająć się czytaniem bardziej sensownych i ważniejszych informacji, a nie tylko tvn czy kolorowe gazetki z durnymi tematami, które nic do życia nie wnoszą.. to tyle na ten temat.

  41. Wredny Rudzielec napisał(a):

    Przekułute uszy miałam w wieku 6 lat, chciałam tego bo inne dziewczynki miały, w ostatniej klasie podstawówki miałam już 3 kolczyki w płatku ucha bo mi się podobało (sama robiłam, totalna głupota ale noszę do teraz bo na szczęście wygoiło się tak jak powinno). Obecnie mam 10 kolczyków i planuje kolejny, ale jeśli będę miała dzieci to będą miały przekłute uszy dopiero jak będą tego chciały, bo doskonale wiem jaki to jest ból (nie tylko podczas samego przekłucia, ale także dyskomfort np. przy spaniu)

  42. Eve S napisał(a):

    Moja mądra mama nie dość, że nie przekuła mi uszu w wieku niemowlęcym (również nie ochrzciła ale to inny temat) to zawsze mi mówiła: „jak chcesz to pójdziemy przekuć, ale to musi być twoja decyzja”. Przekułam uszy w wieku lat 22… i żałuję :D cóż…

  43. Ania napisał(a):

    A mnie totalnie zaskoczyła treść posta. Mam 21 lat, miałam przekłuwane uszy, gdy miałam kilka miesięcy lub rok i zawsze cieszyłam się, że mam to za sobą i żadnego bólu ani problemów z tym związanych nie pamiętam. Właściwie to jestem wdzięczna mojej mamie, że podjęła taką decyzję, bo jako mała dziewczynka na pewno nalegałabym na przebicie uszu, byłam kolczykową maniaczką. Ale rozumiem ideę i teraz sama mam mieszane uczucia;p

Dodaj komentarz