Kiedy kobieta mówi „nie”

Byłam jeszcze dzieciakiem, gdy modny stał się termin „asertywność. Uczono nas w szkołach, że polega ona na mówieniu „nie” a my braliśmy to uogólnienie dość dosłownie, bo po prostu mówiliśmy ciągle „nie”. „Nie będę cicho”, „nie zrobię tego”, „nie przyjdę na następną lekcję”. Dziś wyrośliśmy z podstawówki i wiemu, że asertywność polega na wyrażaniu własnej opinii. Odważnie, wprost, nie owijając jej w bawełnę i nie ulegając presji społecznej czy kulturowej.

Czy jesteś asertywny? Tak? Jesteś pewien?

To kiedy ostatnio powiedziałeś przyjacielowi, że ma sobie iść, bo Cię nudzi i masz ochotę teraz pooglądać telewizję? Kiedy powiedziałeś komuś, kto próbuje Cię poderwać, że nie ma u Ciebie szans? Kiedy odmówiłeś podania dłoni komuś, czyjej ręki się po prostu brzydzisz, bo jest spocona i brudna?Asertywność może być wzięta za nieuprzejmość i dlatego posługujemy się kodem społecznym zwanym „konwenansami”.

Nikt nie chce uchodzić za osobę źle wychowaną, dlatego gdy spytasz kobietę, czy ma teraz ochotę na kawę, odpowie Ci, że nie ma teraz czasu. Nie powie „spadaj”, nie powie „zapomnij”. Odpowie zwykłym kłamstwem, że nie ma czasu. A jeśli faktycznie nie ma teraz czasu, ale wciąż ma ochotę umówić się z Tobą na kawę, doda od razu „…ale jutro jestem wolna!” Jeśli tego nie zrobi, możesz być pewien, że nie masz szans na kawę z tą panią. A przynajmniej nie z jej woli, bo znam takie, które w końcu ulegają „z grzeczności” wielbicielom i potem męczą się z nimi na wymuszonych randkach.

Wielu mężczyzn zdaje się zapominać o tym naszym cudnownie hipokrytycznym systemie konwenansów i robi z siebie idiotów. Wystarczy, że popełnią jeden z następujących błędów:

Idiota zadzwoni do kobiety drugi raz, podczas gdy w pierwszej rozmowi telefonicznej ustalili, że „to ona się odezwie”. Tak. „Zadzwonię”, „nie mam teraz czasu, nie wiem, kiedy będę miała, odezwę się” to kod na „nie mam ochoty na spotkanie z tobą”. Jeśli kobieta jednak ma ochotę, uwierzcie mi – zadzwoni. Jeśli nie dzwoni – nie chce mieć z Tobą nic wspólnego.

Idiota będzie sugerował kolejne terminy spotkania, jeśli pierwszy termin kobiecie nie pasował. „Dziś nie mogę…”, po którym nie następuje „…ale za to (…)” jest czystym sygnałem spławiającym. Tak, po tych trzech kropkach pauzy rozpoznasz bezbłędnie, czy masz u kobiety szansę. Nie sugeruj wtorku, środy czy weekendu. Bo nagle się okaże, że dziewczyna wyjeżdża na rok do Barcelony.

Idiota wierzy, że gdy siedzi u kobiety trzy godziny i napieprza o niczym a ona siedzi i grzecznie się uśmiecha, to znaczy, że się dobrze bawi. Ten sam idiota wierzy też, że gdy zada pytanie „nie siedzę tu za długo?” a ona odpowie „nie no co ty…”, to znaczy, że się dobrze bawi. Nie bawi się. Spławiłaby Cię najchętniej albo wyszła, ale nie może, bo jest u siebie w domu i gdy zadaje pytanie „jeszcze herbatki?” modli sie w duchu, że odpowiesz „nie, dzięki, będę już leciał”.

Nie zawojujemy świata i nie sprawimy, że ludzie nagle staną się asertywni. Nie wiem zresztą, czy jesteśmy gotowi na taką prawdziwą asertywność. Dlatego błagam, panowie, nauczcie się języka konwenansów i nie skazujcie mnie na bycie suką. Bo ostatnio coraz częściej muszę być suką, by pozbyć się upierdliwego samca.