Kładzenie dziecka na brzuchu, sadzanie i nauka chodzenia – najczęstszy błąd

Jest taki błąd, który popełnia zdecydowana większość rodziców przy pierwszym dziecku. Nie tylko przy pierwszym, ale zwłaszcza przy nim. Nie chodzi o to, że wybierają nieodpowiednie zabawki; nie o to, że pielęgnują dziecko w ten a nie inny sposób; nie o to, że żywią je nieodpowiednim jedzeniem. Główny błąd, który obserwuję u prawie każdego dzieciatego znajomego, wynika paradoksalnie z wielkiej miłości do dziecka i z chęci, by wyrosło na mądrego, utalentowanego i sprawnego fizycznie człowieka. Tym błędem jest niecierpliwość i nieumiejętność …czekania.

Chcemy, by dziecko było mądre, więc wcześnie uczymy je mówić, pisać, liczyć i władać obcymi językami. Dobrze, jeśli ta nauka wypada naturalnie i zgodnie z zainteresowaniami dziecka. Na przykład jeśli opiekunka lub jedno z rodziców od początku po prostu mówi do dziecka w obcym języku i w ten sposób naturalnie uzbraja je w przydatną umiejętność na przyszłość – gorzej, jeśli na siłę pchamy trzylatka na nielubiane lekcje. Dobrze, jeśli wysyłamy dziecko na kurs tańca lub grania na pianinie, bo samo tego chce i samo o to zabiega – gorzej, jeśli wysyłamy dziecko na ten kurs zanim pojawi się u dziecka taka potrzeba. Dobrze, jeśli słuchamy dziecka i wspieramy jego naturalną ciekawość po tym, jak zada pytanie lub poprosi o pomoc. Gorzej, jeśli interweniujemy pierwsi, wyręczając dziecko lub rozwiązując za nie problem po to, „by mu pokazać, jak to się robi”.

Taka nadgorliwość naprawdę źle działa na rozwój emocjonalny i intelektualny dziecka. Problem jest dość szeroki i niedługo opiszę go w oddzielnym tekście. Ale ten sam mechanizm dotyczy nie tylko wychowania dziecka, ale też jego rozwoju fizycznego.

„A moje dziecko już…”

Kojarzycie „wyścig niemowląt”? To takie zjawisko, które dotyczy większości rodziców. Prześcigają się oni w tym, co ich dziecko już umie zrobić. Za punkt honoru obierają sobie, by ich maleństwo jak najwcześniej zaczęło samo spać, przewracać na brzuch, siadać i chodzić. Wydaje im się, że im wcześniej dziecko opanuje jakąś umiejętność, tym potem będzie… no właśnie nie wiem… lepsze w sporcie? Zdrowsze? Sprawniejsze? To oczywiście wszystko nieprawda. Dzieci w różnym wieku uczą się tych umiejętności i w żaden sposób nie jest to powiązane z ich przyszłą sprawnością. Niezależnie od tego, kiedy Twoje dziecko nauczy się chodzić, w wieku pięciu lat będzie biegało i skakało tak samo jak inne dzieci – albo nawet „lepiej” niż dzieci, które wcześniej zaczęły chodzić. Moment, w którym dziecko zaczyna siadać, nie ma też żadnego wpływu na jego rozwój, o ile oczywiście dziecko nie siada za wcześnie. Właśnie. Więcej problemów można zafundować dziecku, sztucznie przyspieszając jego rozwój, niż pozwalając mu levelować w swoim tempie. :)

Kładzenie na brzuchu

Na pewno niejednokrotnie o tym słyszeliście od znajomych, a nawet od niektórych lekarzy. Że „trzeba często kłaść dziecko na brzuchu”. Wiecie co? Nie kupuję tego. To znaczy oczywiście nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby kłaść na brzuchu dziecko, które to lubi i które nie protestuje przeciwko tej pozycji. Ja byłam od początku chowana na brzuchu, łącznie ze spaniem na brzuchu i najwyraźniej była to dla mnie fajna pozycja. Problem jednak polega na tym, że nie wszystkie noworodki lubią leżeć na brzuchu. Nie ma w tym nic dziwnego. Pomyślcie sobie, że ktoś Wam wstrzyknął jakiś paraliżujący lek i prawie nie możecie ruszać swoim ciałem. Możecie tylko trochę rękami ruszać, a głupie odwracanie głowy sprawia ogromne trudności. Tak właśnie czuje się noworodek. W pozycji na plecach wszystko widzi, może przetaczać głowę i operować w powietrzu rękami i nogami. W pozycji na brzuchu zaś… nic nie może. Jest unieruchomione, tyłem do świata, bez możliwości ruszania nogami i rękami. Co najgorsze – nie może samo się odwrócić z powrotem na plecy. Nic dziwnego, że płacze.

Kanadyjscy naukowcy porównali dzieci często kładzione na brzuszku (przed kampanią „back to sleep”, która promowała układanie dzieci do snu na pleckach w ramach zapobiegania śmierci łóżczeczkowej) oraz te kładzione na plecach. Wyniki pokazały, że nie ma żadnych różnic w rozwoju motorycznym obu tych grup. Ten rozwój następuje tak czy owak. Po co więc fundować dziecku dodatkowy stres w jego i tak już pełnym nowości i wyzwań życiu? Tu macie jeszcze artykuł Lisy Sunbury, specjalisty od rozwoju dziecka, jeśli chcecie głębiej wgryźć się w temat.

Jest taki moment w życiu dziecka, że samo przetacza się na boki, a potem na brzuch. Obiecuję, że to się wydarzy. I będzie to ten najwłaściwszy moment, by dziecko leżało na brzuchu – moment, w którym samo się tak położy oraz moment, gdy będzie umiało już samo wrócić do pozycji na plecach. Nie wcześniej. Nie przyspieszaj tego procesu na siłę, nie dręcz noworodka tą pozycją, jeśli jej nie lubi.

Sadzanie dziecka

Tu, w przeciwieństwie do poprzedniego zagadnienia, nie chodzi już tylko o komfort emocjonalny dziecka. Niemowlęta „sadzane”, podpierane poduszkami i wcześnie uczone siedzenia mogą mieć z tego powodu problemy rozwojowe.

Dziecko opanowuje umiejętność siedzenia gdzieś pomiędzy 7 a 10 miesiącem życia. Jeśli Twoje dziecko ma 9 – 10 miesięcy i jeszcze nie siedzi, możesz skonsultować się z lekarzem, ale nie masz żadnych powodów do zmartwień, jeśli dziecko nie siada jako półroczniak. Ba, to nawet lepiej. Siadanie to umiejętność, która wymaga pewnej dojrzałości mięśni i układu kostnego. Jeśli dziecko nie jest gotowe, sadzanie go na siłę zbyt wcześnie, częste układanie na przykład 4-miesięcznego niemowlęcia w leżaczku lub podpieranie go poduszkami może źle wpłynąć na jego kręgosłup.

Pozwól dziecku rozwijać się naturalnie i swobodnie poruszać po podłodze. Niech leży, obraca się, w końcu pełza i podciąga się do pozycji „na czworaka”. To z tej pozycji najczęściej niemowlęta uczą się same siadać. Są wtedy na to fizycznie gotowe – oraz, co stanowi dodatkowy plus – mają okazję poczuć się dumne z własnego sukcesu. :)

Następnym razem, gdy jakaś upierdliwa sąsiadka spojrzy na Twoje półroczne dziecko i powie, że „jej synek już w tym wieku siedział”, powiedz jej, żeby się wypchała sprawdziła, czy jej się buraki nie przypalają.

Tu macie fajny tekst o siadaniu niemowląt

Nauka chodzenia

W grze „Sims” jednym z zadań gracza jest nauczenie dziecka chodzenia. Jeśli jednak nie wykonamy tego zadania, w kolejnej fazie życia dziecko i tak chodzi. Mało to naukowy przykład, ale doskonale prezentuje to, co przez cały czas próbuję Wam przekazać: dziecka nie trzeba uczyć siadania lub chodzenia – ono samo prędzej czy później się tego nauczy. :) Co więcej, zbyt wczesna nauka chodzenia powoduje wady postawy, więc zdecydowanie lepiej będzie, jeśli poczekasz na naturalny rozwój tej umiejętności.

Większość dzieci zaczyna chodzić dopiero pomiędzy 11 a 16 miesiącem życia. Tak się dzieje, jeśli w żaden sposób nie przyspieszamy tego rozwoju i do tego Was gorąco zachęcam. Oczywiście dziecko nauczy się chodzić wcześniej, jeśli często będziemy je stawiać w podparciu pod pachami i zachęcać do stawiania kroczków. Ale są to zabiegi zbędne i ryzykowne dla układu kostnego niemowlęcia.

Innym poważnym błędem, który popełniają rodzice, jest wkładanie dziecka w chodzik. Chodziki są naprawdę szkodliwe dla kręgosłupa, stawów biodrowych i w żaden sposób nie pomagają dziecku w nauce chodzenia. Dziecko musi swoje wyleżeć, wysiedzieć na płasko i wyraczkować, by rozwinąć mięśnie, które później będą brać udział w nauce chodzenia. Warto wspomnieć, że Kanada już zakazała sprzedaży chodzików, bo lekarze są w tej kwestii jednogłośni. To szkodliwe.

To nie ty prowadzisz dziecko w jego rozwoju motorycznym. To ono prowadzi się samo. Uszanuj to. Czekaj.

Pamiętajcie, proszę, że każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Pamiętajcie ponadto, że poza nauką chodzenia, dziecko uczy się jednocześnie mnóstwa innych umiejętności i często jest tak, że później uczy się chodzić, bo skupia się raczej na rozwoju mowy lub operowaniu rękami i dłońmi. W rozwoju fizycznym, emocjonalnym i intelektualnym postęp nie musi przebiegać jednocześnie i rzadko tak się dzieje. Ale o ile siadanie i chodzenie mieści się w przypadku waszych dzieci w ramach czasowych podawanych przez specjalistów od rozwoju, absolutnie nie macie się czym martwić. Zdarza się, że dzieci uczą się siadać jednocześnie z nauką chodzenia. Zdarza się też, że zupełnie zdrowe dziecko chodzi dopiero w wieku 18 miesięcy. Badania dowiodły, że nie ma to żadnego wpływu na późniejszą sprawność dziecka.

Więc głowa do góry i keep on parenting, you’re doing it right. :)

Komentarze do wpisu: 38 Napisz komentarz

  1. magda napisał(a):

    Wreszcie to ktoś napisał! hihi Ja jestem przeciwniczką wszystkich tych wynalazków – chodzików, karuzeli, leżaczków, bujaczków i kocham wszystkie dobre maty piankowe. Uważam, że dzieci powinno się chować na podłodze, gdzie jest bezpiecznie i gdzie mogą do woli się bawić, turlać przekręcać :) Niestety wśród znajomych jestem w mniejszości i nawet mam takich znajomych, którzy uważają, że raczkowanie to proces, który przeszkadza w nauce chodzenia bo dziecku nie chce się chodzić! Pozdrawiam serdecznie :)

    1. karjola napisał(a):

      Oj, ale to już chyba idziemy w drugą stronę, również niebezpieczną. Że wszystko jest złe i wróćmy do jaskiń. Czemu,że bujaczek jest zły? Podłoga podłogą, jasne. Ale to,że można dziecko posadzić, ono sie buja i zajmuje sobą a my mamy chwilę,żeby coś zrobić to niedobrze? Przesada w każdą stronę jest zła :)

      1. magda napisał(a):

        Nie mam nic przeciwko używaniu bujaczków czy leżaczków jeśli są to właśnie chwile ale wiem, że wiele dzieci spędza w nich bardzo dużo takich chwil a mogły by się trochę więcej poturlikać się podłodze :) Ja jestem jak najdalej od krytykowania innych co robią z własnymi dziećmi, wyrażam tylko swoją opinię na temat tego jak wychowuje własne – bez takich akcesoriów i nie uważam, że w związku z tym wróciłam do jaskini.

        1. karjola napisał(a):

          Ok, bardzo przepraszam nie chciałam Cię urazić:)
          Ja się poczułam trochę osobiście zaatakowana (może niepotrzebnie).
          Pozdrawiam:)

  2. Potwierdzam, że nie ma powodów do obaw, jeśli dziecko czegoś nie robi wcześniej. Ja późno zaczęłam chodzić, dopiero na dzień przed rozpoczęciem 17. miesiąca życia, czyli idealnie zmieściłam się w przedziale 11-16. I nie uważam, by jakoś to wpłynęło na mój późniejszy rozwój. ;)

  3. Agata Radkiewicz napisał(a):

    Prawda, prawda… Mój półroczny Żuk ma dziwne napięcie mięśni. Sztywny jest potwornie, płacze przy leżeniu, do karmienia nie chce siedzieć tylko łapie mnie za ramiona, ubrania i nieudolnie staje, potem fika szczęśliwy (lub mniej gdy ma bliski kontakt z przeszkodą- życie)… Na początku go powstrzymywałam ale teraz z tym nie walczę i czekam na wizytę u ortopedy. Oczywiście o raczkowaniu mamo zapomnij, chcę stać i tyle. Jeden lekarz drze paszczę, że to niedopuszczalne a inny uspokaja i mówi, że tak już ma i wypisuje skierowanie na kontrolę u ortopedy (tak dla uspokojenia moich trosk) :) Czytałam też, że czasem bywa tak, że maluchy zaczynają swoje podboje od wstawania a potem dopiero raczkują, pełzają :)

    1. A inne w ogóle nie raczkują :) Ze mną podobno tak było, zupełnie pominęłam etap raczkowania i od razu zaczęłam wstawać i chodzić. Nie mam problemów z kręgosłupem, stawami, postawą ani w zasadzie z niczym, więc nie martwiłabym się na zapas :)

    2. BARG7 napisał(a):

      Z tego, co wiem od rehabilitanta-najlepiej jest, jeśli dziecko nie pomija żadnego z etapów, zdarza się jednak, że nieraz pomija raczkowanie i to powinno wzbudzić nasze zainteresowanie czy jakiś tam niepokój (nie panikę!), bo być może coś nie do końca jest ok, coś czego nawet nie dostrzegamy.Ja przez moją nadgorliwość wylądowałam z drugą córką u rehabilitanta, miała właśnie problem z napięciem mięśniowym, pewne rzeczy wykonywała później niż powinna, a niektóre używając nie tych mięśni, które powinna do danej czynności. Byłam u neurologa dziecięcego, która to pani doktor coś tam wychwyciła, a jej słowa brzmiały, że też pani to zauważyła. Mała była rehabilitowana od 5 miesiąca życia do ukończenia roku, ćwiczył z nią rehabilitant, ćwiczyliśmy my wypuścił ją dopiero jak zaczęła prawidłowo stawiać pierwsze kroki. Przez kolejne lata i tak miała ciągle jakiś problem z nogami, był systematycznie ortopeda dziecięcy, zajęcia korekcyjne, ćwiczenia w domu i mam nadzieję, że dzięki temu jest dziś chyba ok, a ma teraz 14 lat. Jestem jak najbardziej za tym, by konsultować swoje obawy z lekarzem, słuchać, co do nas mówi, iść na rehabilitację-wielu rzeczy można się dowiedzieć, np. jak nie „pomagać” dziecku przewracać się, chodzić, czy chodzić po schodach… Starszej nie poganiałam, zaczęła chodzić jakieś 2 tyg. przed ukończeniem roku, przyznam, że słuchając innych matek, nie raz sobie pomyślałam, a moja jeszcze nie… ale się nie dałam, czekałam. I na zdrowie nam to wyszło :) Proszę rozwiać swoje wątpliwości u lekarza i wierzyć w siebie, mama widzi najwięcej. Aneta

  4. Magda napisał(a):

    Dokładnie tak. Moja zaprzyjaźniona terapeutka mocno nad tym ubolewa. Rodzice zmuszają dziecko za wcześnie do siadania i chodzenia z czego wynikają później problemy z postawą. Zresztą obserwując dzieciaczki, które za wcześnie chodzą to naprawdę da się zauwazyc ze stopy, kolana i kręgosłup zupełnie nie sa na to przygotowane. Co do brzuszka to uważam że Zdowego dziecka nie ma co na sile układać jednakże trzeba pokazać mu ze istnieje też taka ewentualność. Dzieci po porodach naturalnych często rodzą się z podniesionym napięciem mięśniowym. A po cesarkich cięciach z obniżonym. Wiec warto układać na brzuchu raz na jakiś czas żeby dać szansę mięśniom dobrze się rozwijać. Moim zdaniem kluczem jest nie zmuszanie do niczego co ewidentnie nie odpowiada. Co do śmierci łóżeczkej, wbrew pozorom przyczyną nie jest układanie na brzuchu, bo wtedy mięśnie klatki piersiowej równie dobrze pracują co na plecach. Problemem jest bezdech nocny, który jest wywołany nie rozwinietym w pełni układem nerwowym. Wiec pozycja kompletnie nie ma znaczenia. No i oczywiście duży problem to tendencja do zasypywania dzieciaków pluszakami, matami ochronnymi i innymi dziwnymi rzeczami.

  5. Karola f napisał(a):

    Niecierpliwość to mój największy problem i ta presja innych matek, „moje dziecko to, tamto i siamto”. Czasami można od tego zgłupieć i faktycznie zacząć się zastanawiać, czy z moim dzieckiem jest wszystko w porządku.
    Na każdym kroku spotykałam się z zaleceniem, żeby jak najczęściej kłaść dziecko na brzuszku. Po pierwsze z powodu kolek, potem z powodu nauki podnoszenia główki, aż w końcu ze względu na bioderka i rozchodzenie się nóżek w tzw. żabkę. Niestety moja córa bardzo tego nie lubiła, co skutkowało tym, że przy każdej próbie płakałyśmy obie.

  6. Wydaje mi się, że bardzo widoczny jest w tej chwili swoisty wyścig między dziećmi, a raczej rodzicami tych dzieci. Jeśli dziecko koleżanki z pracy zaczęło chodzić mając 14 miesięcy, to nasze musi zacząć chodzić mając 12 czy 10. Nie zastanawiamy sie nad tym jak wielką krzywdę możemy wyrządzić naszym dzieciom, a może (a nawet na pewno) warto o tym pomyśleć i troche przystopować. Świat tak pędzi, że i nasze dzieci od najmłodszych lat muszą pędzić razem z nim i innymi, by się dostosować. Tylko po co? Jak wspomniałaś dziecko nauczy sie tych wszystkich rzeczy we własnym tempie, a wywierany przez nas nacisk od najmłodszych lat sprawia, że wymagamy coraz więcej, co może sprawić, że dziecko nie będzie w stanie podołać tym wymaganiom.
    Jednak z moich znajomych ma 10-letnią córkę. Gdy córka ta przynosi ze szkoły czwórkę, czyli ocenę dobrą, mama jest niezadowolona, bo „stać ją na więcej”. Może tak, może nie, jednak wymaganie od dziecka samych piątek nie jest chyba drogą do sukcesu?
    Inną sprawą jest przerost ambicji rodziców. Mam inną znajomą, której 5-letnia córka chodzi na basen, keyboard, taniec i nie wiadomo gdzie jeszcze. Po przedszkolu niemal codziennie ma zajęcia dodatkowe, choć np. pływania kompletnie nie lubi. Nie wiem po co ciagać 6-letnie dziecko na cały zestaw zajęć dodatkowych. W tym wieku powinno się bawić, cieszyć dzieciństwem, robić to, na co ma ochotę. Na obowiązki szkolne i inne przyjdzie jeszcze czas.

    A może to ja nie mam racji? Może z ambicji rodziców wyrasta ambicja dziecka i w dorosłym życiu będzie mu łatwiej osiągnąć sukces, jakkolwiek kto go rozumie?

    1. Madix napisał(a):

      „Jednak z moich znajomych ma 10-letnią córkę. Gdy córka ta przynosi ze szkoły czwórkę, czyli ocenę dobrą, mama jest niezadowolona, bo „stać ją na więcej”. Może tak, może nie, jednak wymaganie od dziecka samych piątek nie jest chyba drogą do sukcesu?”
      Moim zdaniem nie jest. Moja mama zawsze się cieszyła z moich dobrych ocen i gratulowała mi ich. Zawsze powtarzała mi też, że uczę się dla siebie, nie dla niej, i że dzięki nauce będzie mi lżej w życiu, bo chociażby u niej w pracy ludzie z wyższym wykształceniem otrzymują wyższe pensje, a także mają większe możliwości awansu dzięki temu wykształceniu. Mówiła też, że warto, abym starała się o oceny w podstawówce, abym dostała się do dobrego gimnazjum, w gimnazjum, abym dostała się do dobrego liceum, w liceum, abym dostała się na dobre studia, ale na studiach mogę mieć już wywalone :D

      Jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Mimo, że nie miałam presji na oceny, miałam je świetne, bo lubiłam widzieć, jak mama się z nich cieszy (mimo wszystko, za dzieciaka ciężko się uczyć tylko dla siebie ;)). Uczyłam się też dlatego, że nauka bez tej presji, „dla siebie”, sprawiała mi przyjemność, więc sporo uczyłam się z własnej woli dodatkowo (to, czego się uczyłam, interesowało mnie), dzięki czemu wygrywałam furę konkursów i na koniec podstawówki dostałam nawet tytuł Absolwenta Roku xD Więc jak widać można bez terroryzowania dziecka zmotywować go do nauki, i to bardzo efektywnie.

      Zamiast takiego terroru polecam po prostu każdemu rodzicowi usiąść z dzieckiem i z nim popracować. Mama zaczęła mnie uczyć czytania w wieku 4 lat, z tego co pamiętam, bo jako 5 latek czytałam już świetnie i chłonęłam wszystkie książki w domu jak leci. Kiedy tylko mogła, pomagała mi też z pracami domowymi – nie na siłę, ale kiedy czegoś nie rozumiałam, mogłam do niej przyjść i poprosić o pomoc – na wczesnym etapie edukacji była moim najlepszym korepetytorem. Moim zdaniem to właśnie dzięki temu radziłam sobie tak dobrze – do szkoły poszłam dobrze przygotowana, a nauka w domu z mamą uświadomiła mi, że nawet jeśli ma się z czymś trudność, to trzeba po prostu popracować nad tym problemem i każde trudności można przezwyciężyć… a to, co przychodzi łatwo, tak nie cieszy jak to, na co zapracowaliśmy :D

    2. Madix napisał(a):

      „Może z ambicji rodziców wyrasta ambicja dziecka i w dorosłym życiu będzie mu łatwiej osiągnąć sukces, jakkolwiek kto go rozumie?”
      Myślę, że po części tak jest, tylko IMO dużo zależy od tego, czy rodzice sami są ambitni, czy może za młodu ambitni nie byli, na starość stwierdzili, że to był błąd, i teraz próbują wywrzeć siłą tą ambicję na dziecku… a dziecko przykład bierze z góry i jaki koń jest, dobrze widzi.

      Moi rodzice IMO byli ambitni, bo wyrwali się z nędzy i małej mieściny do wielkiego miasta, mimo tego, że kosztowało ich to masę wyrzeczeń, pracy i odwagi. Z kolei moi dziadkowie do dziś dzień załatwialiby się do wiadra, gdyby ich dzieci nie zrobiły im łazienki… Więc tak, chcę być jak moi rodzice, i na pewno bardzo mnie motywuje i ich przykład, i oni sami. To dzięki nim podjęłam w życiu pewne odważne, ambitne decyzje, których bym na pewno nie dokonała, gdybym nie miała świadomości, że skoro oni dali radę stawić czoła gorszym wyzwaniom, to i ja powinnam, bo przecież mam ich geny… xD Tak więc myślę, że tak, ambicja rodziców pomaga, ale jako przykład dla dzieci, a nie jako presja na nie wywierana. Nie ma IMO nic gorszego niż rodzic, który mówi dziecku: „ucz się, bo będziesz ulice zamiatał”, a sam zarabia 1200 zł, czyli gorzej niż sprzątaczka, i nic nie robi w kierunku poprawy swojego losu, czyli niby wymaga ambicji od dziecka, ale sam nie jest w ogóle amibtny.

  7. Anna Ma napisał(a):

    Mój tato w wieku 8 miesięcy wygramolił się z wersalki przez okno i wspiął się po bluszczu prawie na dach domu. Nie było tak długiej drabiny, by go zdjąć i wisiał dobrą chwilę dopóki czegoś nie wymyślono. Moja siostra była taka sama. Siadała wcześnie, chodziła jak miała 9-10 miesięcy. To było straszne, bo tak małe dziecko nie rozumie pojęć jak: stój, nie idź, powoli, ostrożnie, nie wolno, tylko leci tam gdzie jest ciekawie. Ze mną było całkiem inaczej. Zaczęłam chodzić mając półtora roku, a właściwie to od razu zaczęłam biegać. Nie wiem, czy można się w tym doszukiwać przyczyny, ale tato ma koszmarne problemy z kręgosłupem od 20 roku życia, siostra ma 17 lat,bardzo się garbi i nie ma prawidłowej postawy, a ze mną jest wszystko kręgosłupowo dobrze.

      1. Asia napisał(a):

        W jaki sposób? Leżąc płasko na plecach? Jeżeli leżenie na brzuszku nie przynosi korzyści dla malucha, to wychodzi na to, że mamy niedouczonych lekarzy. Pediatrzy, ortopedzi, położne i fizjoterapeuci to jacyś szarlatni?

        1. Ależ przynosi korzyści :) Tylko że w przypadku zdrowych dzieci, jak zacznie próbować wykonać coś na co ma ochotę, to sobie je wyćwiczy i wzmocni. Nie musisz go zmuszać wcześniej :)

  8. Na przykładzie mojej córki się wypowiem. Młoda bardzo nie lubiła leżenia na brzuchu, darła się okropnie. Muszę przyznać, że trochę odpuściłam- I TO BYŁ MÓJ NAJWIĘKSZY BŁĄD. Dziecko podczas leżenia na brzuchu ćwiczy mięśnie grzbietu i brzucha- co za tym idzie- kolejne etapy rozwoju mogą być opóźnione. Młoda miała problemy z siadaniem, zaczęła chodzić mając rok i 8 miesięcy po długotrwałej rehabilitacji. Jeśli dziecko nie lubi leżeć na brzuchu- znaczy to, że są jakieś problemy. Na szczęście szybko trafiliśmy do specjalisty i udało się to wszystko ogarnąć.
    Zgodzę się z tym, że nie powinno się niczego przyspieszać, ale olewać też nie ma co. Jedno dziecko rozwija się swoim tempem, drugie może mieć problemy…

  9. moja mama powtarzała, że dzieci, które leżą wyłącznie na plecach mają spłaszczony tył głowy, a że jej się taki kształt czaszki nie podobał, to kładła nas na brzuchu. ale zupełnie nie pamiętam czy protestowałam.

  10. Moje dzieciaki na brzuchu od początku spędzały dużo czasu bo lubiły. Nawet ku mojemu przerażeniu wcześnie zaczęły tak spać, bo inaczej było wycie przez pół nocy. Ale jakby nie lubiły to by leżały większość czasu na plecach.
    Ale denerwuje mnie jak ludzie oceniają nie swoje dzieci i ich umiejętności. Nasłuchałam się że moja córka bardzo długo nie chodziła, chociaż zaczęła jak miała 13 miesięcy więc w normie. Teraz słucham że jeszcze nie mówi a powinna. Nie wiem skąd ta chora troska obcych o moje dziecko.

  11. Agnès Więckowska napisał(a):

    Jakiś czas temu trafiłam na facebookowy profil pewnej idiotki… o pardon… świeżo upieczonej mamy, która chwaliła się, że jej 2-miesięczne dziecko rwie się do chodzenia. Z tej okazji kupiła mu chodzik, wrzuciła dziecko do chodzika, zrobiła zdjęcie, a następnie odpierała w mało kulturalny sposób krytykę. Miałam ochotę ukręcić jej łeb.

  12. Trochę zbaczając z tematu i odnosząc się do nauki języków, o której wspomniałaś:
    Kiedyś na lotnisku we Francji spotkałam parę polsko-francuską. Żona – Polka nie znała francuskiego, a mąż – Francuz nie znał polskiego. Między sobą rozmawiali po angielsku. Mieli też dwójkę kilkuletnich dzieci, które mówiły (jedno jeszcze się uczyło) we wszystkich tych językach. To naprawdę posunięcie genialne, bo niestety znam też inną polsko-francuską parę w której oboje mówią i po polsku i po francusku, a dziecko wyłącznie po francusku, bo mieszkają we Francji i na co dzień posługują się wyłącznie tym językiem. Najsmutniejsze jest to, że to dziecko nie potrafi się porozumieć ze swoją polską babcią, która nie zna francuskiego.

  13. Się zgadzam ze wszystkim, poza leżenie na brzuchu. Jak już ktoś napisał w komentarzach wcześniej: świetny sposób na gazy i najlepsze wzmacnianie mięśni. Nasz syn od początku nie miał nic przeciwko tej pozycji, nawet tak zasypia, ku mojej grozie ;) Teraz (ma prawie 8 miesięcy) liczy się wyłącznie brzuch :) Ale co do wyścigu niemowląt, to doświadczam tego koszmaru dość często. Najlepsze są lekarki w przychodni, które kiedy dowiedziały się, że syn jeszcze nie raczkuje, wysyłały

  14. We wszystkim trzeba zachować umiar i rozsądek. Są tacy rodzice, którzy, by ustrzec swoje maleństwo przed zbyt szybkim rozwojem, budują wokół noworodka mur z poduszek, żeby się nie uszkodził. Są przerażeni gdy ich dziecko w jakiś magiczny sposób nauczy odwracać się na brzuszek (uderzy się, spadnie, nabije guza!), więc umieszczają malucha w leżaczku, przypinają pasami i dają mu Fisher Price. I potem okazuje się, że półtoraroczne dziecko z nadwagą musi chodzić na rehabilitację, żeby zacząć wstawać, czy siadać z pomocą rodziców. To też jest niemałe obciążenie dla stawów i kości.
    Nie bez powodu w większości publikacji o dzieciach są tabelki ze schematem żywienia i rozwoju dziecka. Jeśli zdrowy maluch nie potrafi robić czegoś, co już dawno powinien umieć i nie zanosi się na to, że w najbliższym czasie zacznie, to wiedz, że coś się dzieje ;-)

  15. Jeśli chodzi o ten wyścig, to aż strach pomyśleć, co będzie u nas. Synek urodził się w 35 tyg, a według lekarzy w przypadku wcześniaków właściwie nie ma reguły kiedy zaczną opanowywać wszystkie umiejętności… póki co jedne rzeczy uczył się robić miesiąc później niż średnio inne dzieci, inne rzeczy umiał duuużo za wcześnie. Ciężko porównywać, ale i tak znajdą się tacy, co będą to komentowali. Grunt, to jakoś się na to uodpornić ;)

  16. MyLittleAnt późno zaczęła raczkować, późno chodzi, bo… nie miała dokąd popełznąć i gdzie pójść, jak odkryła, że ma dokąd chodzić zaczęła od razu biegać. Nic na siłe… to moja dewiza :)

  17. Następnym razem gdy ktoś zapyta Cię „ile ma?” (oczywiście tylko po to, żeby włożyć je w swoje „widełki” postępów), odpowiedz po prostu:
    -A wiesz, że nawet nie wiem? :)
    /Bez żadnej sugestii stwierdzi, że chyba buraki się przypalają…

  18. Porównywanie maluszków, ich rozwoju i skrupulatne sprawdzanie w tabelce rozwoju, który etap maluch ma już opanowany to faktycznie częsta pułapka.

    Ale wydaje mi się, że rozsądni rodzice, którzy potrafią się zatrzymać i po prostu posłuchać swojego dziecka i je poobserwować czerpią o niebo większą satysfakcję i radość z bycia rodzicami, a i maluch nie czuje tego porównawczego stresu i rozwija się tak jak chce.

    Najgorsze jest chyba porównywanie rodzeństwa ze sobą, bo to nie dość, że zawsze jest ze stratą dla psychiki jednego, to jeszcze w ostatecznym rozrachunku szkodzi relacją między rodzeństwem w przyszłości.

  19. Ania napisał(a):

    A jak się ma umiejętność siedzenia do chust i nosiedeł? Jedne źródła podają, że można zacząć ich używać w wieku 6 miesięcy, inne – gdy dziecko samo siada, jeszcze inne – że wcześniej… Co do nauki chodzenia to podobno jeszcze szkodliwy jest powszechny zwyczaj pomagania dziecku i prowadzania go za wyciągnięte w górę rączki.

    1. Ania Driada napisał(a):

      Dziecko w chuście można nosić już od 1 dnia życia, bowiem dobrze
      zamotana chusta sprawia, że dziecko zwinięte jest w pozycji jak w
      brzuchu mamy, dzięki czemu nie obciąża ona kręgosłupa. Nosidła są
      zalecane dla dzieci samodzielnie siadających. Nosidła są tylko i
      wyłącznie przodem do mamy piersi, to nosidła w których dziecko siedzi w
      pozycji na żabkę. Wisiadła są złe, a są to szelki, na których dziecko
      wisi na kroczu, a już najgorsze są te przodem do świata, które powinny
      być całkowicie zabronione.
      Co do prowadzania dziecka, nie wolno
      prowadzać za rączki do góry, bo dziecko się prostuje, brzuszek wypina,
      co jest niezdrowe dla kręgosłupa, a dodatkowo zaburza poczucie równowagi
      bo opiekun mimowolnie podciąga je do góry, a ono musi łapać własny
      środek ciężkości i balnsowac aby utrzymac równowagę.

  20. Asia napisał(a):

    Jako przyszły lekarz i być może przy tym przyszły rodzic chciałam napisać, że popełniłaś bardzo potrzebny tekst i mam nadzieję, że pójdzie jak najszerzej w świat :) Przyszło mi do głowy określenie tego „raczkującym wyścigiem szczurów”, dlatego może opublikuj ten tekst jako jakieś ulotki dla ciężarnych i młodych mam :D Jako mimowolny uczestnik wyścigu szczurów (specyfika studiów i zawodu-oby nie!) zdecydowanie nie polecam dawać się wciągnąć i jeszcze przy tym wciągać niewinną małą osóbkę.

  21. huskyrescue napisał(a):

    Szukam poważnych źródeł(badania, EBM) które głoszą, żeby nie „sadzać” dzieci, tylko poczekać aż same usiądą. Ktoś, coś?

Dodaj komentarz