Aktorki, które „coś w sobie mają”, choć nie są piękne

Pamiętacie początek „Przeminęło z wiatrem”? Pierwsze słowa powieści brzmią:

Scarlett O’Hara nie była piękna, ale mężczyźni zadurzeni w niej, tak jak młodzi Tarletonowie, rzadko zdawali sobie z tego sprawę.

Są takie kobiety, które swoim urokiem, pewnością siebie, radością bijącą z oczu i temperamentem przyćmiewają najpiękniejszą konkurencję i budzą jednocześnie zachwyt mężczyzn oraz niepohamowaną zazdrość innych kobiet. To jest właśnie „to coś” i składa się na nie wiele różnych, głównie pozaestetycznych cech (związanych z temperamentem, intelektem, otwartością na ludzi), ale dziś chciałabym się skupić na tych związanych z wyglądem.

Ustaliliśmy już, że wygląd sam w sobie – jako zespół fizycznych cech, którymi zostałyśmy obdarowane oraz ich zbieżność z aktualnie obowiązującym kanonem urody – nie ma największego znaczenia. Owszem, jest ważna pewna symetria, dowody zdrowego organizmu i właściwe proporcje, ale wbrew pozorom nie w perfekcji tkwi sedno magnetyzmu takiej kobiety. Przeciwnie. To jakaś skaza, pieprzyk, rysa na tym szlachetnym klejnocie sprawia, że staje się on niepowtarzalny, a przez to też tak kuszący i trudny do wyrzucenia z pamięci.

Drugą, wciąż związaną z wyglądem cechą, która decyduje o „tym czymś” jest to, co kobieta z podarowanym przez geny ciałem robi. A więc mimika, gesty, sposób poruszania się i to, czy przy uśmiechu robią jej się dołeczki w policzkach. A może po prostu uśmiech odmienia jej całą twarz i nadaje promiennego wyglądu? Tak, na pewno plastyczność twarzy i sylwetki jest urokliwa, dlatego na dzisiejszej liście znajdą się głównie aktorki, które potrafią wcielić się w wiele różnych ról i pokazać sobą wiele różnych emocji.

Wybór jest oczywiście subiektywny i z chęcią poczytam o waszych typach, ale na mojej liście aktorek, które „mają to coś” znajdują się:

Natalie Dormer

źródło: http://www.fanpop.com/
źródło: http://www.fanpop.com/

Oczarowała mnie już jako Anne Boleyn w serialu „The Tudors”, gdzie zagrała królewską kochankę, której udaje się w końcu zająć miejsce królowej. Zagrała tę postać z takim drapieżnym wdziękiem, że widza zupełnie nie zdziwiło miłosne szaleństwo Henryka. Teraz Natalie jest głównie rozpoznawana jako Margaery Tyrell – również nietuzinkowa postać, bo pod płaszczykiem delikatnej kobiecości skrywająca błyskotliwą inteligencję i umiejętność manipulacji (tak na marginesie – znów manipulacji królem, a właściwie królami). I po raz kolejny uważam tę decyzję obsadową za strzał w dziesiątkę, bo choć Natalie do piękności nie należy, zdecydowanie ma w sobie „to coś”.

Scarlett Johansson

źródło: http://www.iradio.ie/
źródło: http://www.iradio.ie/

Oj, jak ja jej nie lubiłam po Zaklinaczu Koni. Denerwowała mnie grana przez nią postać. Coś wyjątkowo irytującego było w tej nastolatce i jej fochu na świat. Potem zobaczyłam Scarlett w Między Słowami i wzbudziła moją ciekawość. Pojawienie się u Woodyego Allena rozwiało wszelkie wątpliwości – Scarlett jest kobietą, którą chce się być, choć daleko jej do hollywoodzkich piękności, takich jak Charlize Theron.

Keira kNightley

źródło: http://news.nster.com/
źródło: http://news.nster.com/

Muszę zaznaczyć, że mam na myśli młodą Keirę, jeszcze przed operacją ust, która upodobniła ją do wszystkich innych bladych gwiazdek kina. Te jej wąskie usta były przecież wspomnianym we wstępie pieprzykiem na urodzie aktorki i nadawały jej niepowtarzalności. Między innymi dzięki nim zapadała w pamięć. Teraz już mnie tak nie zachwyca.

Audrey Hepburn

źródło: http://funmozar.com/
źródło: http://funmozar.com/

Dziewczyna o chłopięcej figurze i chłopięcej urodzie, z oczami jak węgielki i bez krzty tej uwodzicielskiej kobiecości, którą włada Natalie Dormer. Dziecko. I to dziecko stało się ikoną stylu, gwiazdą kina i wzorem dla tysięcy kobiet na całym świecie. Dzięki czemu? Ni cholery nie wiem, ale sama daję się Audrey oczarować za każdym razem, gdy oglądam filmy z nią w roli głównej. Tak swoją drogą – czy widzieliście ją kiedyś w roli drugo – albo nawet trzecioplanowej?

Jennifer Lawrence

źródło: http://hellogiggles.com/
źródło: http://hellogiggles.com/

Po raz pierwszy zobaczyłam ją w Poradniku Pozytywnego Myślenia i trzeba przyznać, że raczej słabemu filmowi nadała wartość. Była prawdziwa, wiarygodna, temperamentna. Obserwując ją, kupowało się jej postać w całości, jakby była jedną z naszych koleżanek lub członków rodziny. I chyba na tym polega największa zaleta Jennifer, nie tylko w filmach – ale także w różnych wywiadach, których dość często udziela – jest szczera, naturalna i w tak uroczy, pozytywny sposób… dziecinna. Nie da się jej nie pokochać.

Julia Roberts

źródło: http://www.fansshare.com/
źródło: http://www.fansshare.com/

Żyła przez środek bardzo niskiego czoła, perkaty nos, spuchnięte usta, żylasta figura i krzaczaste brwi… a jednak Julia potrafi swoim urokiem osobistym i promiennym uśmiechem oczarować i rozkochać w sobie widza. Udowodniła to rolą w Pretty Woman. Ciekawostką jest, że do roli Vivian w tym filmie brano tez pod uwagę Michelle Pfeiffer, Sandrę Bullock oraz Meg Ryan, ale wszystkie odrzuciły propozycję. I może dobrze, bo coś czuję, że nie dałyby rady zagrać tej roli z wdziękiem Julii i nadać prostytutce wdzięk i urok debiutantki.