Krótka historia mojej tajemniczej choroby

Tydzień temu wstałam sobie normalnie rano, około ósmej, ale czułam się osłabiona i zmęczona. Nie jakoś specjalnie, ale jednak bardziej niż zwykle. Dziwne, bo położyłam się spać o normalnej porze (jakoś przed północą), a odkąd mam Conana, zawsze wstaję o ósmej i wszystko jest ok. No nic, pomyślałam. Taki dzień, pewnie ciśnienie jakieś dziwne albo coś mnie bierze. Zrobiłam sobie mocną kawę, która postawiła mnie na nogi. Zignorowałam lekkie palenie w przełyku. Uznałam, że to jakaś zgaga po poprzednim dniu, po kawie albo że znowu w ciąży jestem. Nieeee, dżołk. :) Potem poszłam pod prysznic i, myjąc się, zauważyłam na lewym boku swędzącą, czerwoną wysypkę w postaci sporych, czerwonych plamek. Niestety od tamtej pory swędzenie nie minęło. A wczoraj zaczęłam czuć lekki ból stawów podczas wstawania rano. Dziś to samo. Ból stawów odczuwam już właściwie od kilku miesięcy i sądzę, że to ma związek z karmieniem piersią. Ciągle zapominam o regularnym przyjmowaniu suplementu w postaci wapnia. W końcu genetycznie jestem obciążona ryzykiem chorób stawów i kości. Matka Rodzicielka ma RZS (reumatoidalne zapalenie stawów), babcia miała reumatyzm i osteoporozę. Ale ten ból stawów z wczoraj był jakby silniejszy niż zwykle. A może trochę inny… Trudno określić. Czy tydzień to długo jak na wysypkę? A może te symptomy nie mają ze sobą nic wspólnego? Tak czy inaczej, warto to sprawdzić. Nie będę przecież z taką pierdołą chodzić po lekarzach. Od czego jest internet. :)

Co mi jest?

Ponieważ najbardziej doskwiera mi wysypka, to ją pierwszą sprawdzę w sieci. Zmęczenie, ból stawów, lekka zgaga… to wszystko przecież pojawia się nam z mniejszą lub większą regularnością przez całe życie i ma związek z milionem innych czynników. Co prawda ja zgagę miałam tylko w trzecim trymestrze ciąży (serio! nigdy wcześniej mnie suka nie dopadła), ale różni ludzie wokół często się na nią skarżą. Dobra, ad rem, wysypka.

Wpisuję w Gugla: „wysypka na żebrach po lewej stronie”, ale, nie wiedzieć czemu, wyskakują mi głównie wyniki z bólem a nie wysypką. Głupi Gugiel.

wysypka 1

W końcu trafiam na półpaśca.

Pamiętam tę chorobę ze szkoły. Uczyłam się o niej, więc wiem, że powoduje ją ten sam wirus, który odpowiada za ospę wietrzną. Ja chorowałam na ospę w dzieciństwie, więc nie grozi mi ta najbardziej niebezpieczna forma półpaścia. Zgodnie z nazwą, półpasiec atakuje połowę ciała. Albo w symetrii pionowej, albo w poziomej. Czyli wysypka pojawia się np. tylko po lewej stronie, tylko po prawej, tylko od pasa w górę lub tylko od pasa w dół. Tak pamiętam, ale sprawdzę jeszcze w sieci.

aktywuje się, gdy układ odpornościowy jest osłabiony – check. Jestem po ciąży, karmię piersią, wszystko, co najlepsze, dostaje Conan z mlekiem, więc pewnie jestem osłabiona.
wiek powyżej 50 lat – nie.
przebyta ospa wietrzna – check.
osoby narażone na stres – w sumie nie, ale jak mi debile w internecie piszą, że uchodźców trzeba zabijać, to mnie trochę ponosi…

Objawy: ból ze swędzeniem na połowie ciała (no nie do końca, bo swędzi, ale nie boli), dreszcze (brak), ból głowy (brak), brak gorączki (check), rozstrój żołądka (niby nie, ale może ta zgaga to było to..?).

To chyba nie to. Ale nawet jeśli to półpasiec, to wszędzie piszą, że nie ma na to lekarstwa, tylko środki łagodzące objawy, a ja twarda jestem, nie potrzebuję łagodzenia objawów. Samo przejdzie.

Szukam dalej i cholera mnie bierze. Mam wrażenie, że wyniki wyszukiwania są zmanipulowane.

Czasem na przykład wynik z Gugla ma tytuł sugerujący, że znalazłam artykuł, który mnie interesuje (np. „Wysypka po lewej stronie”), ale gdy w niego kliknę, pojawia się strona z mnóstwem kolejnych linków i tytułów. Ten, który wyświetlał się w wynikach, nie jest wśród nich. A jeśli nawet jest, to pod nim jest jakiś odsyłacz do innej strony. Bez sensu.

W wynikach wychodzą mi głównie zapytania matek o wysypki u dzieci, artykuły o bólu pod żebrami oraz półpasiec. Czas zmienić parametry. Wpiszę po prostu wysypkę i może znajdę artykuł ogólny o wysypkach i ich rodzajach. Jest. Znalazłam.

To może być pokrzywka, liszaj, świerzb, uczulenie, no masa różnych chorób, ale za każdym razem nie pasuje któryś z czynników no i wysypka nie wygląda jak ta opisana w przypadku tych schorzeń. Najbardziej prawdopodobna wydaje się jakaś grzybica wynikająca z osłabienia organizmu.

Idę więc do apteki, kupuję najbardziej uniwersalną maść przeciwgrzybiczną, staram się regularnie przyjmować wapń.

Dobrze?

OK, przyznam się już:

Tak naprawdę nie jestem chora.

Wszystkie te symptomy dostałam od Scanmedu jako zagadkę do rozwiązania. Miałam na ich podstawie sama się zdiagnozować, korzystając jedynie z posiadanej już wiedzy i internetu. Razem ze mną wyzwanie podjęło kilku innych blogerów. Jestem ciekawa, czy doszli do tych samych wniosków i czy Wy, na moim miejscu, też doszlibyście do tych samych wniosków. Czy może ktoś wszedł na fora internetowe (ja się tego wystrzegam, ale gdyby moja choroba była bardziej doskwierająca, pewnie bym i tam szukała odpowiedzi)? Jedno jest pewne – ktoś po takim poszukiwaniu na pewno dotarł do raka mózgu. Zawsze się w końcu dociera do raka mózgu. ;)

9 na 10 Polaków szuka w internecie informacji na temat zdrowia

…i nie ma w tym nic złego ani dziwnego. Jestem wielką fanką wiedzy, poszukiwania informacji, a internet jest fantastycznym źródłem tej wiedzy. Spoko. Dopóki szukamy w internecie informacji dodatkowych przed lub po wizycie u lekarza; dopóki szukamy tam ogólnych informacji na temat danej choroby lub kontaktu z osobami już na nią chorującymi; dopóki szukamy metod na radzenie sobie ze znanymi i niegroźnymi dolegliwościami (takimi jak przeziębienie na przykład) i wiemy, że te metody nie mogą być groźne (bo na przykład polegają na jedzeniu większej ilości czosnku lub na wietrzeniu pomieszczeń, w których się przebywa) – to spoko.

Gorzej, jeśli dzieje się z nami coś naprawdę niepokojącego, a my, zamiast po prostu pójść z tymi objawami do lekarza, leczymy się samodzielnie, w domu, na podstawie tego, co ktoś napisał w internecie. A 35% internautów szuka informacji na temat zdrowia na ogólnych forach tematycznych, czyli w miejscu, gdzie się komentuje najnowszą sukienkę Kasi Cichopek. Aż 50% internautów deklaruje, że zdarzyło im się leczyć siebie lub bliskich metodami znalezionymi w sieci bez odbycia konsultacji medycznej. Nie dziwię się już, że lekarze tak alergicznie reagują na słowa „w internecie wyczytałam, że…”. Oni po prostu bardzo często muszą naprawiać błędy popełnione przez pacjentów, którzy leczyli się wg wskazań pani Iksińskiej z forum urodowego. 

 Dlatego razem ze Scanmedem, Magdą Stępień, Kasią Babis, Michałem Góreckim, Jankiem Favrem i Tomaszem Saweczko apelujemy do Was, internautów: nie leczcie się u pseudodoktora z forum internetowego. Nie ufajcie zabobonom, zasłyszanym historiom, trollom, znudzonym panienkom, którym się wydaje, że znają się na tabletkach. Jeśli coś w Waszym zdrowiu Was niepokoi, zgłoście się do lekarza, który obejrzy Was osobiście i da diagnozę w oparciu o solidną wiedzę i doświadczenie. A potem możecie wrócić do sieci i czytać dalej :)

 Koniecznie zajrzyjcie na tę stronę (klik) i zobaczcie wyczesany filmik z Jankiem Favre :)) .

Komentarze do wpisu: 38 Napisz komentarz

    1. Morrrigan napisał(a):

      Ale przecież w ciągu tych 8 sezonów chyba żaden pacjent tak naprawdę nie chorował na toczeń ;) Ani na sarkoidozę

  1. A ja apeluję do lekarzy – traktujcie nas jak ludzi, wysluchajcie naszych obaw, poświęćcie nam trochę czasu i odpowiadajcie na nasze pytania. Wtedy zrezygnujemy z usług doktora Google… :)

    1. qulqa napisał(a):

      A ja proszę w imieniu lekarzy (sama nim nie jestem, ale dokładnie wiem jak pracują): wpłyńcie pacjenci na NFZ, żeby z 10 – 15 min, przeznaczonych na 1 pacjenta, zrobiło się 30 min i żeby nie trzeba było 75% tego czasu przeznaczać na pisanie w komputerze, sprawdzanie refundacji leków i CHPL-i (charakterystyka produktu leczniczego). Wpłyńcie na to, żeby w placówkach zatrudnianych było więcej lekarzy. Wpłyńcie na udostępnienie możliwości specjalizowania się, żeby lekarze po studiach nie musieli wyjeżdżać za granicę i żeby Polska wciąż nie miała najmniej lekarzuy w Europie w przeliczeniu na 1000 mieszkańców.
      Wtedy będzie czas na rozmowy i słuchanie.

      1. Słuchanie to też kwestia podejścia lekarza, a nie okrutnego NFZ, który utrudnia lekarzowi pracę. Jeżeli wyraża minimum chęci to zapyta czy dopyta, nie oleje i nie siądzie przed komputerem z zegarkiem w ręku. Owszem, wina jest po wszystkich stronach – i podejściu lekarzy, i podejściu pacjentów, i NFZ czy ogólnej polityki placówek medycznych. Wszyscy tak samo godzimy się na bylejakość jaka panuje.

        1. iffa4 napisał(a):

          Wiesz, nawet gdybym na miejscu mojego kardiologa bardzo chciała spokojnie i dokładnie posłuchać, co mówią pacjenci, jest to zupełnie nierealne. 15 min na wizytę, w tym echo serca, opis wizyty w systemie z wydrukiem i wypisanie w systemie recept z wydrukiem. Część z ‚mojego’ czasu zjadła starsza pani przede mną, która dwa razy wracała się zza drzwi z pytaniami (jako odpowiedzi padały słowa ‚ma pani napisane na kartce’). A i tak się cieszę, że mogę się u niego leczyć.

    2. Joanna, dodałaby jeszcze do Twojej prośby: Drodzy interniści, kierujcie nas do specjalistów, nie bawcie się w dermatologów, kardiologów, urologów czy neurologów. Jak nie jesteście czegoś pewni skierujcie nas na specjalistyczne badania. Leczenie na czuja nie pomaga.

    3. maur napisał(a):

      O to, to.
      Znalazłem kiedyś w internecie diagnozę pasującą do moich objawów – szukałem, bo lekarze zbywali mnie. Jedna placówka w Warszawie zajmuje się tym, a w niej jedna pani doktor publikowała ulotki informacyjne, ogólnie rzecz mówiąc udzielała się w temacie w stopniu przekraczającym zwykłe badanie i przepisywanie leków. Na stronie informacja, że najbliższe terminy za rok. Oraz podany mail. Napisałem przepraszając za zawracanie głowy i za diagnozowanie się w internecie ;) – ale to, to i to pokrywa mi się i czy może mogłaby skierować mnie gdzieś gdzie dostanę szybciej badanie.
      Szok – dostaję w odpowiedzi 10-15 pytań. Po odpisaniu kolejna odpowiedź – propozycja terminu (za miesiąc) od razu konkretnego badania, bo konsultacja już niepotrzebna.
      Do tej pory jestem pod wielkim wrażeniem.

  2. Podoba mi się ta kampania. Oby było takich więcej, np. wśród środowisk prawniczych, które też wypiera powoli Mecenas Google.

  3. Normalnie funkcjonujący człowiek (np. pracujący na pełen etat) nie ma szans zapisać się do lekarza, bo musiałby zawiesić życie na kołku i spędzić milion godzin w kolejce. O ile w ogóle byłby w stanie zarejestrować się do lekarza w ciągu najbliższych 5 lat. Mam szczęście, że w ramach pracy mam zapewnioną opiekę medyczną, inaczej dalej olewałabym swoje zdrowie z braku czasu i pieniędzy.

    Natomiast moje doświadczenia z internetem i informacjami medycznymi są zupełnie inne.Lekarzowi często się nie chce kombinować bądź po prostu o czymś nie wie. Gdyby nie dociekliwość i drążenie tematu właśnie z pomocą internetu, z jedną z bardzo bliskich mi osób byłoby bardzo źle. O ile by w ogóle jeszcze ze mną była. Ostatnio będąc u lekarza zostałam nawet zapytana, czy wygooglowałam jedną z informacji, ponieważ doświadczona pani doktor nie wie o co chodzi. Nie widzę więc nic dziwnego ani karygodnego w szukaniu informacji medycznych w internecie.

    Więc może zamiast akcji sponsorowanej przez prywatne przychodnie (na które nie każdego stać) lepiej czasem pomyśleć nad przyczyną takiej sytuacji, a nie jedynie wytykać głupotę.

    1. Morrrigan napisał(a):

      Popieram, że chamstwo niektórych lekarzy i długie kolejki do nich są przyczyną tego, że boimy się i nie chcemy odwiedzać przychodni. Ja również bardzo nie lubię lekarzy. Jeśli umie się dobrze szukać internet może być wiarygodnym źródłem informacji, niestety większość ludzi zamiast czytać portale medyczne, artykuły autorstwa lekarzy, karmi się mądrościami z onetu albo co gorsza z for plotkarskich. Poza tym przychodzi taki moment, że trzeba iść do lekarza jeśli coś się dzieje, i na wiarygodnych portalach zawsze takie sytuacje są opisane i wyraźnie przykazana jest wizyta u specjalisty. Jednak scanmed chyba akurat nie jest przychodnią prywatną, można się tam leczyć na nfz.

      1. Pewnie da się tam leczyć na NFZ jak w większości prywatnych przychodni, ale wracamy tu do problemu dostania się do lekarza „państwowego”. Czyli suma summarum i tak trzeba zapłacić żeby zobaczyć lekarza.

        1. Morrrigan napisał(a):

          Tak jest w przypadku wielu specjalistów, natomiast jeśli chodzi o lekarza rodzinnego (który zawsze może przyspieszyć proces czekania na wizytę u specjalisty, choćby wypisując pilne skierowanie, poza tym może przynajmniej w ograniczonym stopniu skontrolować nasz stan, zlecić badania) to terminy są kwestią maks kilku dni. Jestem zdania że powinno być więcej programów oferujących darmowe badania kontrolne, zaś pacjenci mający pilne skierowania powinni być przyjmowani do specjalistów w ciągu miesiąca, to niestety jest nadal eldorado. Natomiast akcja w którą angażuje się Segritta nie jest tylko akcją informacyjną, bo w jej ramach można umówić się na darmowe badania kontrole i brać udział w prelekcjach. Jest to niestety zupełnie niewystarczające, ale zawsze COŚ! Może Segritta trochę źle naświetliła temat, bo to wygląda jakby się trochę nabijała z tego, podczas gdy ludzie czasem nie mają wyboru i szukają po necie bo się boją lekarza chama albo właśnie nie mogą się nawet do lekarza dostać. Też miałam sytuację, kiedy lekarze rozkładali ręce podczas gdy internet znał odpowiedź (poprawną, napisaną przez innego lekarza) na nurtujące pytanie. Jest małe zaufanie do lekarzy, lekarze rodzinni, których jest najwięcej i do których najłatwiej się dostać nic nie wiedzą, leczą tylko sraki i katary, nie mają żadnych sensownych uprawnień i ciągle kierują do poradni specjalistycznych. Większość winy za tę sytuację nie ponosi więc głupota ludzka, jak można byłoby wnioskować, tylko ułomność systemu i też trochę podejście lekarzy. Na szczęście akcja „Internet nie leczy” oferuje trochę więcej niż czczą gadaninę, może to i kropla w morzu, ale jest.

  4. agata napisał(a):

    Michał Michno, dokładnie chciałam to napisać :)

    Co do lekarzy…jak nie wiedzą, co pacjentowi jest, a wyniki jednoznacznie nie wskazują to zawsze jest ta sama śpiewka „nerwica kurwica”.

    1. Magdalena Jawor napisał(a):

      Żaden student medycyny nie posiada prawa do wykonywania zawodu. Prawo do zawodu, i to niepełne, ma dopiero stażysta, czyli osoba, która studia ukończyła – a teraz się i to zmienia, i od 2017 roku nawet stażysta prawa do wykonywania zawodu mieć nie będzie. Także ten, nie dziw się – równie dobrze mogłabyś mieć żal do swojej sąsiadki, która jest pasjonatką medycyny alternatywnej, że cię źle zdiagnozowała.

  5. Wszystko super, dopóki nie pójdzie się do okienka na początku stycznia i nie usłyszy, że do końca czerwca wolnych terminów już niet :)
    Wspomagające szukanie informacji w internecie jak najbardziej. Przed wizytą u specjalisty nawet warto coś takiego zrobić, czasem można skojarzyć objawy których w ogóle nie połączylibyśmy z naszymi dolegliwościami.

  6. Tianzi napisał(a):

    W świecie NFZ terminy do specjalistów często są na luty 2016 (tzn, tak było w czerwcu…). Oczywiście, gdyby działo się coś niepokojącego, poszłabym prywatnie. A tak błogosławię lekarzy przyjmujących także pacjentów niezapisanych (choć trzeba uwzględnić kilka h na lekturę w poczekalni).

  7. Ta statystyka jest bzdurna, 9/10 Polaków szuka nie wiedzy o zdrowiu, ale o chorobach i objawach, tylko to ich interesuje, jak coś zaboli, a kolejki do publicznej służby chorób przerażają. Na temat zdrowia rzadko kto szuka wiedzy.

  8. iffa4 napisał(a):

    Przeczytałam dyskusję i trochę się dziwię.
    Pracuję dużo – ponad 240 godzin miesięcznie w miejscu pracy. A jednak bez problemu zapisuję się i leczę u lekarzy ‚na NFZ’. Termin długi? Mieszkam w Warszawie, więc najpierw dzwonię do NFZ i proszę o listę placówek, w których przyjmuje dany specjalista, a potem te placówki obdzwaniam. I okazuje się, że w sąsiedniej dzielnicy okulista za tydzień. Ostatnio zapisywałam siostrę do paru specjalistów (wszystko telefonicznie, znane nazwiska) – hepatolog, hematolog, kardiolog, endokrynolog – maksymalny termin 3 miesiące. A lekarza rodzinnego można zmienić bezpłatnie 2 razy do roku, jeśli aktualny jest niemiły lub nie błyszczy wiedzą. Tak że nie zdawajcie się na jedynego lekarza w najbliższej przychodni, tylko trochę poszukajcie.

    1. fuxiatka napisał(a):

      Może właśnie na tym polega różnica, na miejscu zamieszkania. Byłam zapisać się do okulisty – zapisy na nowy rok (!) wznawiają pod koniec listopada. Średni okres oczekiwania ok 4 miesiące od zapisu. I tak we wszystkich 2 przychodniach w moim mieście :D
      Kiedy mieszkałam w Warszawie rzeczywiście nie miałam takich problemów.

  9. Eliza Biedka napisał(a):

    Wirus ospy/półpaśca po reaktywacji daje wysypkę po prawej lub lewej stronie ciała, co wynika z mechanizmu reaktywacji: budzi się w zwoju nerwowym przy kręgosłupie i wędruje wzdłuż nerwu, najczęściej międzyżebrowego, a najbardziej niebezpieczna odmiana półpaśca to chyba półpasiec oczny, bo może skutkować bliznowaceniem rogówki i ślepotą. Czasem w przypadkach ekstremalnego obniżenia odporności (AIDS, rozsiany nowotwór) półpasiec może dawać wysypkę uogólnioną. Tak w ramach ciekawostki :)

    Dziwi mnie bojaźń jaką wielu ludzi odczuwa w gabinecie lekarskim – jeśli macie do czynienia z chamem, należy go w sposób kulturalny sprowadzić do właściwego poziomu „Szanowny panie, jest pan osobą wykształconą, skąd więc u pana tak niska kultura osobista?”

  10. Ze wszystkim teraz tak niestety jest, bo polak po polskiemu chce na wszystkim zaoszczędzić, nie tylko pieniążki, ale i czas. Tak więc najlepszym lekarzem jest Pan Mietek z forum gazeta.pl, najlepszym weterynarzem 14 letnia Asia z gryzonie.info, a jak trzeba ekran dotykowy wymienić w tablecie to na youtube.pl jest tysiące filmików jak to zrobić krok po kroku. Tak więc unikamy fachowców, bo tak szybciej i taniej, ale czy lepiej?

  11. maur napisał(a):

    Przesada w obie strony jest niewskazana.
    Internet potrafi pomóc, stosowany z rozsądkiem. :)
    Dobrym przykładem jest narkolepsja. Ilekroć komukolwiek powiesz o problemach ze snem, czy to znajomy czy lekarz większość reaguje podobnie: „takie czasy”, „ja też”, „polecam mocniejszą kawę”, „panie, a kto wypoczęty teraz jest”, „trzeba wcześniej chodzić spać”, „mniej imprezować” i tak dalej i tak dalej. Znam kilku chorych, którzy po natrafieniu w internecie na chorobę czasem wręcz walczyli o dostanie się na badania pod tym kątem – zdiagnozowali pozytywnie, dostali leki, zaczęli normalniej żyć.

    Gdy poszedłem do lekarza przed ważnym dla mniej wyjazdem chcąc wyzdrowieć z przeziębienia i sprawdzić coś – dostałem antybiotyk na przeziębienie, antybiotyk w tabletkach na zaczerwienienie, antybiotyk w kremie na wysypke.
    Też nie dziwię się, że lekarze alergicznie reagują na „a w internecie piszą (…)”, ale rozumiem jak najbardziej drugą stronę.

    1. Melisa napisał(a):

      Witam
      Od nie pamiętam już ilu lat żyję z ciągłym zmęczeniem,jestem ospała i otumaniona.Nie ma znaczenia,o której się położę,ani ile godzin prześpię.Najpierw szkoła i studia,a teraz praca to koszmar-wieczne „odpływanie”,nie mogę też prowadzić samochodu,bo „nie kontaktuję”.Włóczę się po lekarzach,kilka razy miałam badania w kierunku tarczycy,cukrzycy,anemii,alergii,a także EEG,rezonans głowy,angiorezonans mózgu.Oczywiście kawa,energetyki,witaminy,żeń-szeń i inne cuda też bez skutku wypróbowałam.Brałam psychotropy i leki nootropowe. Od różnych specjalistów usłyszałam diagnozy:depresja,nerwica,bezdech albo-no właśnie-narkolepsja.Możesz mnie więc poratować informacją,na jakie badania powinnam się udać i jakie leki są przy narkolepsji stosowane?Bo żyć mi się już naprawdę odechciało :(

      1. maur napisał(a):

        http://www.obudz-narkolepsje.pl – polskie forum
        http://www.sen-instytut.pl/poradnia.html w tym ośrodku przyjmuje Dr Wierzbicka – same superlatywy słyszałem o kobiecie, a i doświadczyłem.

        Kwestia leków jest ciut bardziej zawiła, wszędzie w europie jest lepszy lek refundowany, w PL w ogóle niedostępny – jest jakaś gorsza wersja, z którą trzeba ostrożnie, bo uzależnia. Ponownie – to szerszy temat, są jakieś dodatkowe możliwości, ale to zależy m.in. od wyników badania.
        Jest jeszcze jakiś drugi w innym mieście (Kraków?), ale nie pamiętam. Możesz poszukać/zapytać na forum. :)
        Powodzenia!
        Ps: wiem, że przynajmniej u dwóch osób pomogła znacząco yerba mate, to nic pewnego, ale może warto spróbować.

  12. Lidia nas napisał(a):

    Znana to prawda, że jeśli nam życie (psychiczne) miłe – nie szukać w necie objawów choroby swej ani dziecka swego. Ament.

    Poruszyłaś tu jednak przy okazji o wile ciekwaszy dla mnie problem z jakim czesto sie spotykam i nijak poradzić sobie nie mogę. A szlak mnie trafia celnie!

    Chodzi o guglanie jakiś konkretnych zagadnień.

    Wyskakuje nam lista tryliardona odpowiedzi i widzimy, że konterne zdanie jest, stoi jak byk na pastwisku i nawet jest specjalnie wytłuszczone i innym kolorem napisane a potem wchodzimy w dany artykuł i… nihuhu! Nie ma. Nie znajdziesz chocbyś czesał zdanie po zdaniu.

    Moje pytanie jest takie: czy zna ktos sposób, by po kliknięciu w podany link, gdy już się ów otworzy, te cudnie wytłuszczone słowa nadal pozostały wytłuszczone? Bym nie musiała czytać całej wypowiedzi autora bądź ustawy prawnej, gdy interesuje mnie tylko to własnie jedno, konkretne zdanie???

    1. maur napisał(a):

      W sumie na zmęczenie to jeszcze tarczyce sprawdź.
      No i – zgodnie z tematem posta – spróbuj odnaleźć sensownego lekarza. ;-)

  13. CeciliaLind napisał(a):

    Niestety, dzieje się tak też dlatego, że podczas wizyt u lekarza nierzadko spotykamy się z niekompetencją czy bardzo pobieżnym potraktowaniem naszej sprawy. Zdarzyło mi się już zresztą za pomocą internetu zdiagnozować swój problem lepiej niż zrobił to lekarz pierwszego kontaktu (na szczęście na ktorejś wizycie z kolei dał mi skierowanie do specjalisty, który potwierdził to, co sama stwierdziłam). Wielu lekarzom trzeba niestety patrzeć na ręce. A z internetu można się wiele dowiedzieć, jeśli tylko zastosujemy odpowiednie zdroworozsądkowe filtry.

Dodaj komentarz