Przestroga dla niegotujących

 

To może zabrzmi banalnie, ale jeśli coś lubimy robić, to nam to wychodzi. I jeśli coś nam wychodzi – to lubimy to robić. Proste, prawda? Przez całe moje życie nie gotowałam z dwóch powodów: nie lubiłam tego i nie wychodziło mi to. :)

Jeszcze rok temu umiałam zrobić właściwie tylko jajecznicę. No i raz w roku robiłam makowiec i sernik na święta. Fakt, wychodziły mi dobrze, ale to było absolutnie wszystko, co umiałam zrobić w kuchni. Wszystkie inne potrawy były średnio zjadliwe, najczęściej niezjadliwe zupełnie, więc postanowiłam nie męczyć ludzi i trzymać się od garów z daleka. Na imprezy żarcie przynosili znajomi, ja kupowałam tylko chipsy i alkohol.

A dziś zrobiłam rosół, mielone z puree i sałatką, na deser krem z bruli i jeszcze białka mi zostały, więc bezy robię. Ja. Moi. Matylda Kozakiewicz.

Co się stało?

Nie wiem.

Znajomi spekulują, że to przez mieszkanie samej, przez zajebistą kuchnię, w której aż się prosi o pichcenie albo przez to, że rzuciłam palenie i smak mi się wyostrzył. Naprawdę nie wiem, co się stało, ale moje drogie chujowe panie domu, jestem najlepszym dowodem, że i Wam może odbić kiedyś, więc uważajcie i lepiej nie zaczynajcie gotować. Bo jeszcze się to Wam spodoba. A jak się spodoba, to się zrobicie w tym dobre. Potem to już się samo nakręci spiralą nienawiści i czarnych szatańskich mocy. Będziecie siedzieć w kuchni całymi dniami i relaksować się w zapachach żarcia. A potem będziecie całe umazane mąką, sosami i Bug wie czym jeszcze patrzyły, jak się gościom uszy trzęsą przy jedzeniu i to będzie duma porównywalna z dumą po zajebiście wykonanym projekcie w korporacji. Szacun, premie i fanfary. Fejm, koks i dziwki.

Uważajcie.

Komentarze do wpisu: 31 Napisz komentarz

  1. Kiwdziu napisał(a):

    I trzeba uważać, bo jeszcze przez to zaczną was faceci kochać i o wasze względy przez to zabiegać…

    Uważajcie, panie!

  2. matylda.semadeni napisał(a):

    O, szaleństwo. :) Ja prawie nigdy za bezy się nie zabieram, bo to czasochłonne strasznie. Robię za to kakao z pianką.

      1. Morticia Jusz napisał(a):

        Według mnie beza to naprawdę szybkie ciasto, może długo się piecze ale przygotowanie jej to kilka minut i tylko jedna miska do mycia ;) Poza tym tarta z żółtek + pavlova i za jednym zamachem mamy część słodką na imprezę rodzinną gotową.

        1. Mju napisał(a):

          Suszenie, by bezy były bieluśkie (a nie kremowe jak na zdjęciu) potrafi zająć dużo więcej czasu (co najmniej 60minut, a czasami dochodzi nawet do 2 godzin), a wtedy to nawet mi, tej co w kuchni potrafi spędzić całe dnie, a przy piekarniku i noce, nie chce się ich robić. Dlatego w zamrażarce mam kilkanaście zamrożonych białek, które wykorzystam do bezy Pavlova jak wreszcie zechcę je zrobić ;)

        2. Morticia Jusz napisał(a):

          Ja tam nigdy tak długo nie suszę, bardzo biała beza kojarzy mi się z tymi super suchymi, sztucznymi bezami jakie można czasami kupić w niektórych piekarniach. Tak samo pierogi, jak wszystkie są idealne to od razu na myśl przychodzą mi kupne. Oczywiście, wiem że to tylko moje głupie przekonania i są osoby, które mają taki talent, że jak już gotują to ich jedzenie wygląda jak z żurnala. :) Według mnie po prostu domowe jedzenie powinno być trochę nieidealne w swojej idealności.

        3. Mju napisał(a):

          Ale biała beza nie równa się suchej. Biała beza jest z wierzchu chrupka, w środku ciągnąca. Domowe jedzenie może nie tylko smakować, ale i wyglądać lepiej niż z żurnala, jeżeli tylko komuś na tym zależy. Wierz mi, jak już wpadnie się w ciąg pieczenia (a od tego jestem uzależniona), to istotny jest każdy szczegół.

        4. Morticia Jusz napisał(a):

          Wiem, wiem :) Chodziło mi bardziej o to, że takie mam skojarzenia patrząc na taką bezę, bo wiadomo od małego z domu się pamięta taką kremową i kojarzy się ją z domową, a te super białe kojarzy się z tymi ze sklepu. Teraz ludzie bardziej zwracają uwagę na to jak ich jedzenie jest podane, więc pewnie za 20 lat dzieci będą już kojarzyć tą białą bezę, jako domową. Wasze białe bezy na pewno smakują domowo (w końcu są robione w domu ;), ja po prostu mam jeszcze kilka swoich staromodnych przekonań w kuchni ;)

        5. matylda.semadeni napisał(a):

          Hahahaha. Dobra. Nie będę się już dalej pogrążać… Ja zawsze przynajmniej 2h suszyłam bezy.

  3. Martyna Kubicka napisał(a):

    jeszcze Zielak nie będzie miał co robić, uważaj kobieto, co czynisz. przestań, póki możesz! :D

  4. Morticia Jusz napisał(a):

    Po szarym dniu na uczelni jedyne co mnie trzyma na nogach to to, że będę mogła w domu zrobić i zjeść coś pysznego. Rzadko kiedy w ciągu roku mamy dwa razy te samo danie na stole. A dla tych, którym się zdaje, że nie potrafią gotować mały cycat ;)
    „- Wspaniałe!. (..) Coś ty robił w cywilu? Byłeś kucharzem? – Nie, studiowałem farmacje.
    – I tam was nauczyli gotować?
    – Nie, ale czytać recepty, a tutaj jest książka kucharska.”
    C.K. Dezerterzy

  5. Rilla napisał(a):

    Miałam podobnie, nigdy w życiu nie gotowałam i nie umiałam. A od jakiś dwóch lat pichcę i to z sukcesami, nawet bez przepisów. Taki cud ;)

  6. Karolina Koryś Kubiak napisał(a):

    Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kwestia wagi, jak już pokochacie gotować i jeśc to co gotujecie, żegnajcie szczupłe biodra i gładkie plecy…. no chyba, że na równi z gotowaniem będziecie kochać silownię.

  7. Dobra pora na wyznanie – kobiety gotujące są sexy. Po prostu.
    Poza tym to prawda że po rzuceniu fajek intensywniej odczuwa się smaki(tak samo jak po odstawieniu alkoholu).

  8. Słuszna przestroga. tak samo nie lubiłam gotowania, aż nagle (kilka lat temu) przekręciło mi się w głowie COŚ – i szaleję w kuchni do dzisiaj. Od jakiegoś czasu nawet z jadalnymi efektami. Więc serio, zgadzam się, uważajcie :)

  9. Paweł Daniel Kęcerski napisał(a):

    A ja mam pytanie do kobiet: co sądzą o mężczyznach którzy w kuchni odnajdują się lepiej niż przy tłokach silnikowych, dla których miękkość polędwiczek wieprzowych jest ważniejsza niż wczorajszy mecz, a kobiety częstują na początek winem a na koniec crème brulée? :D

    1. kin napisał(a):

      pod warunkiem, że poza gotowaniem umiesz wbić gwoździa to bardzo spoko! wg mnie święte trio to to dobry mecz, pyszna kolacja i świetny seks

  10. Czuję, że mnie może czekać to samo. Odkąd zmieniłam mieszkanie, wkręciłam się w jego remontowanie, co NIGDY wcześniej mnie nie pociągało. I jaram się tym umazana farbami. Kuchnia jeszcze w rozsypce, ale boję się tego gdy będzie nadawała się jako tako do użycia. Bo teraz pichcenie dla znajomych w zakrytej folią kuchni już mi daje przyjemność. Może to rzeczywiście mieszkanie tak działa. Powiśle. Nie wiem.

    a tak btw.: połącz to gotowanie z filmami na youtube w jakiejś ciekawej formie. widze Cię w tym! Może „nie kazdy wie” o gotowaniu:)

  11. Miałam tak samo. Nie gotowałam wcale, bo nie lubiłam i nie umiałam. A teraz gotuję codziennie, nawet to lubię i sama nie wiem, jak to się stało.

Dodaj komentarz