Niebieska sukienka, perły i warkocz francuski

Stało się. Umieszczam stylizację na blogu. Oborze. Dziś jestem szafiarą!

Ponieważ to mój pierwszy (niewykluczone że ostatni) wpis ze stylizacją, nie jestem dobrze przygotowana. Na fotkach uroczo prezentuje się też kompost ogrodowy, ja czułam się wyjątkowo głupio pozując, co niestety widać po minach – a na dodatek nie mam cen sukienki i pereł. No ale musicie mi wybaczyć. Wpis dedykuję Fash, z którą się dziś widzę na koncercie Madonny, na który pojedziemy desperackim busem. Nie. Nie w tej sukience. A, właśnie. Sukienka jest z ESPRITa. Perły dostałam na urodziny od przyjaciółki a warkocz zrobiłam sama. Lata praktyki singla.

Komentarze do wpisu: 15 Napisz komentarz

  1. Boszszsz, jak ja kocham ten kolor Seg, tylko buty wycięło:-)
    Da się je jakoś zobaczyć?
    A tak w ogóle to pozdrawiam Cię nieziemsko!

  2. Sory, ale nie kumam zupełnie tych tzw. stylizacji i nie mówię tu o tym wpisie, ale ogólnie o blogach typu „ubrałam się i wam pokażę”. Gdyby chociaż były to jakieś naprawdę dobre pomysły na tzw. coś z niczego, to miałoby to sens np. dla osób z mniejszym zasobem portfela. Niestety zazwyczaj wygląda to tak, że widzimy zdjęcia dziewczyn z podpisem co ma na sobie. Noszszszsz kurczaczki, każda dziewczyna, gdy wychodzi na ulicę to raczej jakiś ciuch na sobie ma. I tak jak w życiu tak na tych blogowych zdjęciach czasem jest to ładniejszy zestaw a czasem mniej trafiony a zazwyczaj całkiem zwyczajny tak jak twój: sukienka i koraliki… no i?

  3. Love dobierane. Też produkuję na potęgę, tylko u mnie zazwyczaj to wspomagacz do treningu, jak nie chcę po prostu związać włosów i robię sobie dobierańca-opaskę ;)

Dodaj komentarz