Różnica pomiędzy hejtem a krytyką

Czasem mam wrażenie, że ludzie się nigdy tego nie nauczą, i że muszę pogodzić się z oskarżeniami o „nieumiejętność radzenia sobie z krytyką” za każdym razem, gdy skasuję hejterski komentarz. To jest niestety coś, co dotyka każdego blogera na pewnym etapie popularności. Nie da się uniknąć hejtu. Jeśli czyta cię i obserwuje więcej niż garstka znajomych, w pewnym momencie pojawia się hejter. Hejterów mają blogerzy, dzienikarze, aktorzy, modelki, a nawet biznesmeni i naukowcy. Wystarczy, że twoje nazwisko staje się rozpoznawalne, a na pewno zaraz pojawi się człowiek, który będzie chciał ci zrobić przykrość. Bo to jest dla mnie właśnie istotą hejtu – chęć sprawienia komuś przykrości.

Różne są metody na hejt.

Można na przykład rozmawiać z hejterami. Natalia Tur z bloga Nishka tak robi i całkiem fajnie jej to wychodzi, bo czasem nawet doprowadza hejtera do momentu, w którym jest mu głupio, przeprasza i już nie hejtuje. Ta metoda wymaga czasu, cierpliwości i dużego spokoju. Trzeba umieć zdystansować się do problemu, obudzić w sobie Matkę Teresę (taką symboliczną, bo ta prawdziwa akurat zbyt dobra nie była) i w odpowiedzi na atak uśmiechnąć się do agresora i spytać „skąd ten zły humor?”. Potem trzeba się na nim skupić, rozgryźć jego motywację, być miłym, współczującym, starać się go zrozumieć… Mi się nie chce.

Można też go ignorować zupełnie i sama stosowałam tę technikę przez wiele lat blogowania. Nie wiedzieć czemu, założyłam sobie, że kasowanie hejtu byłoby niekulturalne. He he. Czaicie ten paradoks? Ktoś wchodzi na mojego bloga, pisze mi coś przykrego, a ja boję się go skasować, bo to by było niekulturalne. Z czasem jednak urosły mi jaja i postanowiłam się nie patyczkować. Ktoś, kto do mnie wchodzi i chce pisać komentarze, musi być miły. Kropka. Nie musi się ze mną zgadzać, ale musi mieć na tyle kultury osobistej, żeby swoje zdanie wyrazić w sposób grzeczny.

I tu dochodzimy do sedna.

Tak, dopuszczam na blogu krytykę. „Dopuszczam” to złe słowo. Ja nie mam nic, ale to absolutnie nic, nada, nothing, rien do krytyki. Nie przeszkadza mi ona, ba, nawet ją lubię. Krytyka to jest coś, co pcha ten świat do przodu, co każe rewidować swoje poglądy, co łączy ludzi i prowokuje do dyskusji. A choć ja mam faceta gadułę, czasem pół dnia spędzam na dyskutowaniu i mam tego dość, to generalnie dyskutować lubię.

Problem polega na tym, że ludzie nie odróżniają krytyki od hejtu. Albo bardzo mocno udają, że nie odróżniają. Dlatego pozwólcie, że Wam wytłumaczę różnicę. :)

Konstruktywna krytyka

Zacznijmy od takiego śmiesznego podziału na krytykę i krytykę konstruktywną, w który to podział nie wierzę i wydaje mi się od zbędny. Krytyka to krytyka. Może być kulturalna lub niekulturalna, może być mądra lub głupia, uzasadniona lub na siłę. Ale to wszystko jest krytyka. To, czy będzie konstruktywna (czyli wpłynie na krytykowanego człowieka w sposób pozytywny i wskaże mu drogę ku zajebistości) zależy już tylko od jej odbiorcy i jego chęci. Nawet najgłupszą krytykę można bowiem przekuć na coś dobrego – i nawet najlepszą zignorować, uznać za czepialstwo i zamknąć się w sobie.

Co ma na celu Krytyka?

Celem krytyki jest próba wpłynięcia na opinię osoby krytykowanej lub osób stanowiących publiczność danej dyskusji.

  • Nie zgadzam się z kimś, więc mu o tym mówię, przywołując argumenty i dążąc do tego, by zmienił zdanie.
  • Uważam, że czyjeś opinie mają zły wpływ na jego publiczność, więc przedstawiam swoje zdanie, licząc na to, że moje argumenty okażą się dla publiczności bardziej przekonywające niż argumenty autora krytykowanej wypowiedzi.

Krytyka chce zmieniać i czynić świat lepszym, choć oczywiście nikt nie lubi być krytykowanym, więc większość ludzi może poczuć się źle po wysłuchaniu negatywnej opinii na swój temat. Jeśli jednak ktoś się po krytyce poczuje urażony, to jest to efektem ubocznym krytyki – a nie jej celem. To bardzo ważny element: INTENCJA.

Czy krytyka musi boleć?

Z tego właśnie powodu jestem orędowniczką …bycia miłym w krytyce. Bo można. Bo się da. Naprawdę. :) Można tak sformułować swoje myśli, by – pomimo bycia krytyką – nie raniły odbiorcy. Wystarczy być kulturalnym i wykazać się empatią. Wyobraź sobie, że twoja przyjaciółka nie szczepi swojego dziecka. Osobiście uważasz (tak jak ja :)), że bezwzględnie trzeba szczepić dzieci a wszelkie ruchy antyszczepionkowe są nie tylko głupie, ale przede wszystkim szkodliwe dla ludzkości. Dlatego każdego antyszczepionkowca masz trochę za oszołoma. I spoko, możesz sobie o tym pisać artykuły, możesz takie opinie wyrażać wśród znajomych o podobnych poglądach, ale…

…jeśli idziesz do swojej antyszczepionkowej koleżanki do domu, siadasz u niej w kuchni, pijesz jej herbatę i słuchasz jej autentycznych obaw i lęków wobec szczepień jej dziecka, to na Bug, nie mów jej, że jest kretynką! Wytłumacz jej, dlaczego twoim zdaniem się myli, przytocz jej naukowe argumenty, podaj fakty, a jeśli to wszystko nie podziała, to po prostu zmień temat lub się grzecznie pożegnaj i wyjdź. Nie obrażaj jej.

Dokładnie te same zasady obowiązują, gdy z kimś bezpośrednio rozmawiasz na forum dyskusyjnym lub w komentarzach, gdy wchodzisz do kogoś na bloga, na profil fejsowy lub instagramowy. Generalnie jeśli jesteś u kogoś, to bądź grzeczny. Jeśli z kimś rozmawiasz, to bądź dla niego miły. A nawet jeśli z kimś bezpośrednio nie rozmawiasz, tylko piszesz posta u siebie na blogu, to staraj się nie obrażać jego osobiście – tylko jego przekonania lub zachowania. Ale to już wyższa szkoła jazdy. Nie każdy umie.

Dam wam teraz przykład niemiłej i miłej krytyki mojego tekstu o kładzeniu niemowląt na brzuchu. Piszę tam o tym, że moim zdaniem (i zdaniem naukowców, których badania przytaczam w tekście) nie powinno się na siłę kłaść dziecka na brzuchu, jeśli ono tego nie lubi. Bo samo prędzej czy później się tego nauczy i to w zupełności wystarczy, by rozwinęło swoją motorykę. Wiele osób się z takim podejściem nie zgadza.

Niemiła krytyka: 

To nieprawda. Mój lekarz mówi, że absolutnie trzeba kłaść dzieci na brzuchu, bo tylko wtedy ćwiczą mięśnie grzbietu. To samo powiedziała fizjoterapeutka mojej siostry. Dziecko, które nie ćwiczy mięśni grzbietu, może mieć poważne problemy rozwojowe. 

Miła krytyka: 

Rozumiem Twoje podejście, ale moim zdaniem ryzyko jest zbyt duże, jeśli dziecko nie rozwija się prawidłowo – a wtedy bardzo ważne jest, żeby ćwiczyło mięśnie grzbietu. Dlatego wolę zaufać mojemu pediatrze i fizjoterapeutce mojej siostry, którzy dotąd mnie nie zawiedli. Myślę, że mają rację. 

[Widzicie? To samo właściwie powiedziała, ale w ogóle nie było to niegrzeczne czy niemiłe]

Hejt:

Dziś to wystarczy zajść w ciążę, żeby nagle być ekspertką od macierzyństwa. Sory, ale chyba lekarze wiedzą więcej o rozwoju dziecka, niż jakaś blogerka. A „badania naukowców” to można znaleźć pod każdą tezę, jaką się wymyśli z nudów chyba. 

[Czaicie różnicę? :)]

Co jest celem hejtu?

Hejt, w odróżnieniu od krytyki, nie ma na celu zmieniania czyjejś opinii ani czynienia świata lepszym. Hejt ma na celu wywoływanie negatywnych emocji a adresacie lub w publiczności.

  • Chcę zranić człowieka, którego nie lubię, więc napiszę coś, co sprawi, że mu będzie przykro.
  • Chcę sprawić, by inni ludzie nie lubili człowieka, którego nie lubię, więc napiszę coś, co sprawi, że będą mieli o nim złe zdanie. Może oni go teraz będą ranić.

Powodem nie lubienia adresata hejtu jest najczęściej

  • zazdrość (dlatego hejt pojawia się razem z popularnością, urodą albo z sukcesem danej osoby) – „ja też chcę być taka piękna” / „ja też chcę miec tyle kasy” / „ja też chcę być popularny”
  • własne kompleksy. „Nie lubię w sobie egocentryzmu, więc będę go piętnował u innych”, „nie podoba mi się mój mały biust, więc będę krytykować inne małe biusty”.
  • niedojrzałość emocjonalna uniemożliwiająca stosowanie krytyki. Ten przypadek jest typowo dziecięcy: „uderzyłem go, bo nie chciał podzielić się ze mną zabawką / śmiał się ze mnie”. Dziecko nie potrafi jeszcze kontrolować swoich emocji, więc gdy czyjeś zachowanie mu się nie podoba, sięga po agresję. Nie wie, że może rozmawiać, że może wyrażać swoje uczucia, że może manipulować odbiorcą lub po prostu go olać. Umie tylko zaatakować.

Niezależnie jednak, co jest przyczyną hejtu, wyróżnia go zawsze INTENCJA. I jest nia chęć sprawienia przykrości. Hejter ma nadzieję, że Autorowi będzie przykro. Ma nadzieję, że jego obraźliwy komentarz dostanie dużo lajków i przez to Autorowi będzie jeszcze bardziej przykro. Ma nadzieję, że inni ludzie polubią jego – a nie Autora. I że to już tego autora zupełnie pogrąży. Zgniecie go. I wtedy on, hejter, cały na biało, dostanie trochę tej estymy, popularności i szacunku, którego tak pragnął. A nawet jeśli jej nie dostanie – to ktoś inny ja straci, więc w porównaniu nie wypadnie już tak źle.

Różnica pomiędzy krytyką a hejtem leży właśnie w intencji.

W dużym uproszczeniu, reasumując poprzednie punkty, krytyka ma na celu zmianę czyjegoś zdania – a hejt ma na celu zrobienie przykrości. Jasne? No to teraz weźmy się za zajęcia praktyczne i spróbujmy trafnie zidentyfikować hejt oraz krytykę. Na przykładzie.

Zła Matka to fanpage promujący dość liberalne, naturalne podejście do macierzyństwa. Przykłady opisywane na tej stronie mogą być uznane za kontrowersyjne w niektórych środowiskach parentingowych i nierzadko posty Złej Matki spotykają się z negatywnym odzewem. A teraz spójrzcie na przykład dwóch negatywnych komentarzy pod pewnym statusem i zgadnijcie, który jest hejtem – a który krytyką.

zla matka hejt

Proste, prawda?

  1. Pierwszy komentarz wskazuje na to, że jego autorka ma inne zdanie niż Zła Matka. Olga szczerze mówi o własnych uczuciach („przerażają mnie niektóre wyznania”) oraz wskazuje na to, że jej zdanie jest inne („moim zdaniem to skrajnie nieodpowiedzialne”). Mam inne zdanie niż Olga, ale szanuję jej opinię, zwłaszcza, że wyraziła je w sposób nikogo nieobrażający, kulturalny, skierowany na argumenty a nie chęć zrobienia komuś kuku.
  2. Drugi komentarz to typowy hejt. W wypowiedzi Hanny nie pojawia się żaden argument. Po prostu informuje ona Złą Matkę, że odlajkowuje jej fanpage oraz że uważa całe to doświadczenie za nieprzyjemne. Zauważcie, że Hanna nie używa wulgaryzmów, a więc nie jest „niekulturalna” sensu stricto, ale mimo wszystko jej intencja jest oczywista – sprawić komuś przykrość. Gdyby po prostu przestały jej się podobać posty Złej Matki… cóż… zwyczajnie odlajkowałaby fanpage. Gdyby myślała, że może coś zmienić w poglądach Złej Matki, napisałaby jej konkretnie, co jej się nie podoba. Ale Hanna chciała Złą Matkę poinformować, że już jej nie lubi, a właściwie to jej nigdy nie lubiła. Jak dziewczynka w drugiej klasie podstawówki, gdy chce odegrać się na koleżance, która ma lepsze oceny albo bardziej wypasiony samochód elektryczny.

Hejt to nie tylko wulgaryzmy i bezpośrednie obrażanie. Hejt to każda wypowiedź, której celem jest sprawienie komuś przykrości.

Dlatego, choć to wcale nie takie oczywiste na pierwszy rzut oka, do przykładów hejtu należą też:

  1. Posty informujące o odejściu z jakiegoś bloga, fanpage’a lub kanału youtube. Człowieku, kaman, jak ci się coś już nie podoba, to tego nie oglądaj. Po cholerę informujesz o tym cały świat w komentarzu, jakbyś był, nie wiem, jednym z czterech widzów i twoje odejście miało duże znaczenie dla autora. Nie ma. Nie zaszantażujesz w ten sposób nikogo, nie skłonisz do refleksji, nie wskażesz na błędy i spadającą jakość. O niczym nie informujesz. Robisz to tylko po to, żeby autorowi było przykro, królowo dramatów. Nikogo nie obchodzi, że odchodzisz. Krzyżyk na drogę.
  2. Komentarze wytykające błędy ortograficzne. Tak. Serio. Jeśli zależy ci, żeby ktoś poprawił błąd ortograficzny w swoim tekście, piszesz mu to na priw, on poprawia, dziękuje, ty mówisz, że nie ma za co i cel osiągnięty. Pisząc o błędzie w komentarzu – chcesz się pochwalić swoją wiedzą i ośmieszyć autora w oczach innych. Ergo, chcesz komuś zrobić przykrość. Nie rób tego.

To nie jeste pierwszy tekst, który piszę o hejcie. Jeśli chcecie poznać pozostałe trzy, kliknijcie tu:

Psychologia hejtera – czyli o tym, dlaczego ludzie hejtują i dlaczego z tego się często wyrasta.

Jak nie być hejterem – czyli poradnik dla hejterów. Bo zdziwiłbyś się, ilu ludzi nawet nie wie, że hejtuje.

Walczysz w słusznej sprawie? Nie bądź bucem. – a to już tekst o tym, jak najskuteczniej dyskutować w internecie.

Komentarze do wpisu: 53 Napisz komentarz

  1. Komentarze wytykające błędy ortograficzne zawsze mnie śmieszyły. Co innego kiedy ktoś robi błąd za błędem, ale zwykle jest to jeden wyraz w ścianie tekstu.
    Idea hejtu w internecie jest dla mnie w ogóle niezrozumiała. Przynajmniej kilka razy dziennie, na głupich grupach miejskich na fejsie, pod totalnie zwykłymi pytaniami jest ściana hejtu. Po co ludzie? Po co?

    1. Konrad Norowski napisał(a):

      Duże nieprofilowane grupy facebookowe to w ogóle wylęgarnia hejtu i raka. Może tam być każdy a że głupota zwykle jest głośna to i nieszczęście gotowe.

    2. Nihiru napisał(a):

      [IMG]https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/e6/60/b1/e660b143d8f0317d3aa4525f91c5e786.jpg[/IMG]
      :D
      Literówki mi nie przeszkadzają, ale błędy ortograficzne mnie bardzo rażą. Jak (jeśli) zwracam autorowi na to uwagę, to oczekuję, że błąd poprawi, komentarz usunie i zapomnimy o sprawie. Nie widzę powodu do robienia gównoburzy;)

  2. Zawsze irytują mnie komentarze w stylu „ha! Może i napisałeś ciekawy, merytoryczny tekst, który jest wartościowy dla wielu osób, ale w piętnastej linijce od góry napisałeś ż zamiast rz! (albo brakowało przecinka!)”. No wstrząsające, naprawdę. ;) Mi też czasem zdarza się wyłapać literówkę i albo to olewam, albo piszę na pw.

    Myślę, że poruszyłaś bardzo ważny temat tym wpisem. Zakładając nowego bloga zastanawiałam się, jacy będą odbiorcy i czy hejtu będzie dużo. Planowałam go kasować oczywiście, ale trochę się obawiałam, że takie komentarze będą psuły mi humor. Na szczęście jest ich niewiele i jak trafi się taki „rodzynek” to jest aż śmieszne.

  3. Moim zdaniem świetnie do tematu hejtu podeszły dziewczyny z vlogów Red Lipstic Monster, Mówiąc Inaczej, Szparagi i Lisie Piekło, które nagrały świetny kawałek kpiący z hejterów. A sposób Natali Nishki powinien być sprzedawany w kapsułkach z hasłem „Spraw by i Twój hejter Cię przeprosił” :)

    1. Morrrigan napisał(a):

      Ja akurat uważam, że to jest słabe. Piosenka jako taka mi się niespecjalnie podoba, ale rozpatrzmy sam pomysł. Pomyślmy, w jaki sposób walczymy z hejterami? Za pomocą hejtu? Chcemy, aby z nas nie kpiono, więc wykpimy tych którzy z nas kpią? Myślę, że to jest jakaś metoda odreagowania, uodpornienia, zastosowałabym coś takiego, ponieważ uważam że każdy powinien się uodpornić na krytykę na własną rękę, bo złośliwi ludzie czekający na jakiekolwiek potknięcie nigdy nie znikną. Natomiast jeśli ma to być metoda na powstrzymanie hejtu jako takiego w ogóle, to gwarantuję – nie zadziała. Same dziewczyny powiedziały, że hejt nasilił się po publikacji tego filmiku.

  4. Lidia nas napisał(a):

    Ok wobec tego napiszę najgrzeczniej i najkonstruktywniej jak potrafię. Jest jedna rzecz o której już dawno chcę Ci napisać, co mnie drażni,
    ale nie chcę być źle zrozumianą. Kiedyś jednak pisałaś, że należysz do
    osób, które się nie obrażają, więc napiszę. Chodzi mi o Twoje teksty na
    temat wychowywania dzieci a raczej o pewną niekonsekwencję. Gdy piszesz o
    maluszkach takich jak Twój synek to ochy i achy i WSZYSTKO DLA DOBRA
    DZIECKA, ROZPIESZCZANIE, POZWALANIE NA WSZYSTKO, spanie z dzieckiem, nie lubi na brzuszku to nie będzie, każdy maluszek ma prawo rozwijać się w swoim tempie i nic nikomu do tego czy już chce siedzieć czy nie, karmienie w miejscach publicznych – of course! To tylko kilka przykładów z Twoich tekstów czyli
    MIŁOŚĆ, ROZPIESZCZANIE, ROZPIESZCZANIE, ROZPIESZCZANIE … I ok, takie jest Twoje zdanie, jesteś w swym synu zakochana i masz
    prawo wychowywać tak jak chcesz. Niestety

    1. Lidia nas napisał(a):

      Niestety wszystko się drastycznie zmienia, gdy piszesz o dzieciach w
      wieku swoich pasierbów. Tu nagle stajesz bardzo surowa, wymagająca i roszczeniowa. Gdy piszesz o dziciach starszych od Twego synka, to opisujesz co powinni umieć i jakie znasz sposoby by tego od nich wymagać a i oczywiście bawić powinni się sami, sami organizować sobie czas, nie dotykać kompa, sprzątać po sobie, przygotowywać posiłki itp. itd… I jakby tego było mało nawet przygotowałaś specjalną ankietę gdzie rodzice mieli sie chwalić co ich pociechy już potrafia robic w danym wieku… czemu nie było takiej ankiety o półrocznych dzieciach? A sorka zapomniałam, bo maja prawo rozwijać się w swoim tempie.

      1. Lidia nas napisał(a):

        Wierzę, że jesteś miłą, ciepłą osobą, ale bardzo proszę poczekaj aż Twój syn skończy 7 lat i wtedy opisz jakie masz wobec niego wymagania i jaka jesteś wobec NIEGO konsekwentna, bo jak świat długi i szeroki ludzie lubią się mądrzyć i pouczać innych a życie te mądrości szybko weryfikuje gdy musimy tego wymagać od swoich własnych ukochanych dzieci.

        1. Lidia nas napisał(a):

          Czy to co napisałam to był hejt czy konstruktywna krytyka, która ma na celu zwrócić Twoją uwagę na coś z czego być może nie zdawałaś sobie sprawy. Myślę, że starałam się wyjaśnić wszystko grzecznie i bardzo rzeczowo co w Twoich tekstach mnie boli i sprawia mi przykrość .

        2. (choć gdybyś chciała się podszkolić w byciu miłą, to powinnaś wykreślić „mądrzenie się i pouczanie” oraz zamienić „proszę poczekaj” na „poczekam”) :)

        3. Pionierka napisał(a):

          Moim zdaniem nie trzeba mieć własnego dziecka, żeby wiedzieć, że czego innego wymaga się od niemowlęcia, czegoś innego od przedszkolaka, inne wymagania są wobec 10-latka, a inne – wobec 15-latka. Tak samo, jak inny jest zakres wolności. Nie trzeba doczekać się własnych dzieci, żeby wiedzieć, że 5-latek raczej nie pojedzie sam na weekend z kolegami, ale 16-latek i owszem. A przyjęcie, że dzieci rozwijają się w różnym tempie (norma zakłada, że dany etap osiągają np. między 9 a 12 miesiące życia) to nie jest rozpieszczanie. Nie jest też rozpieszczaniem niezmuszanie dziecka do leżenia na brzuchu, jeśli tego nie lubi.

        4. Morrrigan napisał(a):

          To jest fakt że rodzic uczy się rodzicielstwa właściwie całe życie ;) Na pewno w wielu kwestiach zmieni się zdanie, wiele nowych rzeczy się odkryje, jednej recepty na dobre wychowanie nie ma. Uważam, że to też jest rozwojowe, pisać swoje przemyślenia, a potem patrzeć, jak kolejne doświadczenia się z nimi konfrontują. Dlatego nie sądzę aby Segritta koniecznie musiała czekać.

        5. Madix napisał(a):

          Matką nie jestem i jeszcze daleko mi do tego, ale wydaje mi się, że część matek zapomina, że dzieci potrafią mieć kompletnie różny temperament…
          i potem np. ojciec/matka np. dwójki spokojnych, spolegliwych dzieci, uważają się za dostatecznie kompetentnych do udzielania rad innym rodzicom, bo przecież oni sami mają dzieci, są one grzeczne, słuchają się i mają świetne relacje, więc są dumni ze swojego wychowania i chcieliby się podzielić swoimi złotymi receptami ze światem… ale nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że ich recepty nie są wcale takie uniwersalne, a krnąbrność dzieci nie musi wynikać z nieudolności rodziców, lecz z temperamentu dziecka…

          Mówię to w oparciu o komentarze rodziców, które znalazłam w sieci, opisujące sytuacje, że np. wychowanie pierwszego dziecka było sielanką w porównaniu z wychowaniem drugiego, które jest istnym diabłem wcielonym i na którego żadne metody, zastosowane z powodzeniem na pierwszym dziecku, jakoś działać nie chcą ;)

          Jasne, wychowanie również ma wpływ na zachowanie dziecka, i to niebagatelny, ale IMO w procesie wychowywania dopóki dziecka nie odchowamy to tak na 100% nie wiemy, co było dla niego najlepsze, poza rzeczami mającymi wpływ na jego rozwój fizyczny, który możemy oszacować medycznymi badaniami ;)

      2. A może jest tak dlatego, że kilkumiesięczne dzieci przejawiają dopiero podstawowe funkcje życiowe? Trochę słabo byłoby wymagać od niemowlaka, żeby zmywał po sobie naczynia, kiedy nie jest on jeszcze w stanie chodzić, ale w sumie nie mam dzieci to mogę się nie znać.
        „Niestety wszystko się drastycznie zmienia, gdy piszesz o dzieciach w wieku swoich pasierbów” – hm, bo de facto wszystko się zmienia, kiedy niemowlak staje się kilkuletnim dzieckiem i to trochę nieadekwatne porównywać wychowywanie niemowlęcia (o ile można to nazwać wychowywaniem) do kilkulatka.
        Ankieta nie miała polegać na chwaleniu się, tylko na poglądowym porównaniu umiejętności.

      3. OK, już tłumaczę :)
        Otóż fakt, od małego dziecka, noworodka, nie wymagam absolutnie nic. Od siedmiolatka – trochę więcej. A najwięcej – od dorosłego. Po prostu taką drogę przechodzi człowiek, że z czasem staje się coraz bardziej świadomy i zdolny do różnych rzeczy, których jego rodzic powinien od niego wymagać. Moim zdaniem :)
        Żeby jakoś udowodnić Ci, że z czasem wymagam coraz więcej, dam Ci przykład Kociopełka, którego już w pewien sposób „karzę” za pewne zachowania. Kara to mocne słowo i w sumie nie robię niczego, co pod jego popularną definicję podchodzi, ale jednak wysnuwam konsekwencję z pewnych jego zachowań.
        Otóż reaguję na uderzenia lub ugryzienia (ma już czym!). Noworodek lub kilkumiesięczne dziecko czasem uderzy przypadkiem i oczywiście nie ma co robić z tego afery. Ale mój 10-miesięczny syn czasem uderza rączkami o różne rzeczy i czasem też uderza we mnie. Wiem, że nie robi tego złośliwie, ale uważam też, że muszę mu dać znać, że mnie to boli (więc krzyknę wtedy z bólu „auuuu!”) oraz że tego nie lubię (więc robię złą/smutną minę i odsuwam go od siebie – albo siebie od niego, nie zważając na jego protesty). Wiele mam tego nie robi. A ja robię. Bo to jest pierwszy etap wymagania czegoś od dziecka. Wymagam, żeby mnie nie biło i nie gryzło.
        Za chwilę będę wymagać, żeby prosiło o różne zabawki lub jedzenie (zamiast ich żądać lub wyrywać mi z ręki). Potem będę wymagać, żeby pomagało przy składaniu ubrań lub sprzątaniu zabawek. Potem – żeby pomagało w kuchni. I tak powoli, powoli będę wymagać od niego tyle, ile wymagam od moich pasierbów.
        Ot cała filozofia. :)

        1. Sylwia | taomama.pl napisał(a):

          Ja mam 14-miesięczniaczkę i muszę powiedzieć, że to odsuwanie i zła mina naprawdę dobrze działają! Tylko co parę tygodni trzeba robić powtórkę, bo maluch zapomina, że nie może (albo udaje ;). Nie wiem jeszcze, co można zrobić z rzucaniem ze złością przedmiotami – to przychodzi tak około roczku. Słyszałam, że to po prostu taki etap i trzeba przetrzymać, a już dwulatek, jak się opamięta, to przeprasza i całuje zrzucone autka i klocki. No i nie wiem, może coś jest ze mną nie tak, ale dla mnie to rzucanie przedmiotami jest nawet śmieszne :)

        2. Ja bym robiła to samo, czyli pokazywałabym, że boli. A jeśli rzucenie jest ewidentnie celowe (czyli nie że przypadkiem się dostało rzucanym gdzieś w przestrzeń przedmiotem), to bym też robiła smutną minę i szła gdzieś sobie na chwilę dalej. Ewentualnie przechwyciłabym taką zabawkę i zarekwirowała na jakiś czas z wytłumaczeniem „to boli, gdy tak nią we mnie rzucasz. Nie chcę, żeby bolało, więc zabieram zabawkę. Oddam, jeśli powiesz, że już nie będziesz nią we mnie rzucać”.
          Dodam do mojego poprzedniego postu, że podobnie reaguję na to, jeśli Kociołek uderzy psa. Bo on czasem tak reaguje na psią głowę koło mnie, że zaczyna ją uderzać rączką. Wiem, że nie robi tego ze złym zamiarem, ale moim obowiązkiem jest chronić psa przed taką przemocą, więc zatrzymuję rączki dziecka, mówię, że nie wolno tak krzywdzić psa i robię srogą minę. Puszczam, jeśli się uspokoi. Jeśli się nie uspokoi, zabieram go daleko od psa.

        3. Sylwia | taomama.pl napisał(a):

          No właśnie to jest takie rzucanie w przestrzeń ze złości, że coś nie idzie po jej myśli. We mnie nie celuje albo jeszcze nie umie ;) Swoją drogą ciekawe, kiedy człowiek uczy się kontrolować takie emocje, bo skoro wiele dzieci tak robi, to widać są dla nas naturalne.
          Ja znowu odwrotnie, muszę ratować dziecko przed kotem. Mały Ninja go uwielbia, goni go, przytula się. Nauczyłam ją nawet go głaskać, a nie wyrywać sierść. Kot nawet to lubi, ale kiedy już dzieciak chce dawać mu cześć i śmieje się przy tym do rozpuku, to sierściuch potrafi ostrzegawczo przywalić łapą.

  5. Szymi napisał(a):

    Słownik Języka Polskiego mawia:

    hejt «obraźliwy lub agresywny komentarz zamieszczony w Internecie»

    Także trochę chyba można zaostrzyć te Twoje kryteria Seg ;-)

  6. Przeczytałam jakiś czas temu artykuł w Focusie odnośnie hejtu i zapamiętałam sobie taki jeden bardzo trafny cytat: „Mowa nienawiści nie jest zjawiskiem ani nowym, ani niezwykłym. Jednak dopiero internet dał hejterom możliwość robienia tego, co sprawia przyjemność ich niedojrzałym mózgom.”

  7. Sądzę, że hejt jest wyrazem niedojrzałości czy też własnych kompleksów z którymi jego autor sobie nie radzi. Jak sama piszesz, można się z kimś nie zgadzać i napisać o tym kulturalnie, tym bardziej, że taka dyskusja często prowadzi do zaskakujących rezultatów. Ale trzeba umieć rozmawiać. Niektórzy nie potrafią wyrażać swoich myśli czy emocji w inny niż skrajnie negatywny sposób. Tak albo zostali wychowani, albo takie zachowanie widzą naokoło. Ponadto myślę, że internet dający niektórym poczucie anonimowości nasila te zjawiska. Jak ktoś ma się pod hejtem podpisać własnym nazwiskiem to dwa razy przemyśli to, co chce napisać. Najwięcej hejterów to komentatorzy anonimowi. A skoro nie maja odwagi podpisać się swoim nazwiskiem pod własną wypowiedzią, to nie zasługują ani na szacunek, ani nawet na chwilę refleksji nad tym, co napisali. Pozdrawiam.

  8. Ostatecznym celem hejterskiego komentarza też w umyśle autora może być reforma, a sprawienie przykrości jedynie środkiem: ‚jak napiszę, że odchodzę, to na pewno się zastanowi nad sobą i zmieni swoje poglądy!’ ;)

    ‚Ma nadzieję, że jego obraźliwy komentarz dostanie dużo lajków i przez to Autorowi będzie jeszcze bardziej przykro.’
    Klasyka: chamski komentarz, pod nim kilkanaście lajków, wszystkie od gości.

  9. Zgadzam się ze wszystkim całkowicie a temat bezlitośnie wraca co chwilę. Co do komentarzy o ortografię to ostatnio zaobserwowałam skrajność w drugą stronę: gdy osoba skomentuje coś zwracając uwagę na błąd ortograficzny (nie ważne czy uprzejmie czy nie) bloger wpada w jakiś szał, ochrzaniając tą osobę bez opamiętania…

  10. Morrrigan napisał(a):

    Ale trzeba przyznać Seg, że Twoja definicja hejtu jest dość nieostra.
    Niektórych bowiem nie rusza kompletnie nic, a drudzy będąc zwyczajnie
    skrytykowani mają łzy w oczach. I ci drudzy potem usuwają połowę
    komentarzy wcale nie hejterskich, gdyż poczuli się zranieni. Z drugiej
    strony sam hejter, biorąc pod uwagę Twoją definicję hejtu, mógłby się
    tłumaczyć, że przecież nikt tak naprawdę nie wie, jaka jest jego
    intencja. Może on chciał dobrze i niechcący obraził?
    Jeszcze dwie
    rzeczy mi się nasuwają, jeśli chodzi o sprawę hejterstwa, mowy
    nienawiści i tak dalej. Po pierwsze na wszelakich fan pejdżach, np. u
    Ewy Chodakowskiej (to tylko przykład!) jest takie zjawisko, że jeśli
    ktoś przyjmie kontrę, jest dosłownie masakrowany przez pozostałą część
    społeczności. Opisywałaś to w jednym ze swoich tekstów, więc wiesz o
    czym mówię i na szczęście u Ciebie tego nie ma! Ale ogólnie jest przyzwolenie na hejt, który jest odpowiedzią na inny
    hejt, albo nawet poprawną krytykę. Traktujemy hejt bardzo jednostronnie –
    hejt jest tylko wtedy, kiedy ktoś nam robi przykrość, ale jeśli ktoś z
    nas robi przykrość, to już tylko obrona, tudzież nauczka dla tamtego hejtera. Po drugie
    nadużywamy definicji hejtu. Moim zdaniem można komuś napisać
    niekoniecznie miłą rzecz (krytyka raczej nigdy nie jest miła tak do końca…), jednak z
    klasą, czasem i przyda się odrobina złośliwości czy sarkazmu, a często
    nazywa się to hejtem. Różne kontrowersyjne stwierdzenia, które nie mają
    na celu obrażania nikogo, ale są po prostu bzdurami, są nazywane hejtem.
    Na przykład stwierdzenie „Uważam, że można wyleczyć się z
    homoseksualizmu” – oczywiście nie jest mądre, jest fałszywe, ale czy to
    jest hejt? Nie wiem, ale trochę się w tym gubię, nauczcie mnie żyć w internecie.

  11. Iza napisał(a):

    Fajnie by było, gdyby wszyscy blogerzy mieli tak jasne kryteria usuwania komentarzy. Jestem za usuwaniem hejterskich postów, czasami tylko zastanawiam się dlaczego hejt wobec blogera jest be, a jak dotyka to czytelnika to bloger umywa nagle ręce?
    I raz miałam sytuacje, ze blogerka usunęła moj komentarz i w sumie do tej pory nie wiem dlaczego? To była chyba fash i z tego co pamiętam pisała o fistaszkach pewnej marki (wpis był sponsorowany). Zrobiła to w kontekście, ze warto po nie sięgać dla zdrowia , ze świetne zródło tłuszczu i takie tam. No i nie mogłam sie oprzeć i napisałam, ze orzeszki ziemne sa najgorszym z orzechowych wyborów i ze lepiej sięgać po włoskie, laskowe itp.No i wpis sie nie pojawił. Do tej pory zastanawiam się, co było w tym komentarzu złego?

  12. Maciej Marcinkowski napisał(a):

    Świetnie, ale wciąż mam problem ze zrozumieniem „intencji”. Mam problem z empatią, w myślach też nie umiem czytać. W końcu sama napisałaś, że jak ktoś jest wrażliwy to nawet konstruktywny komentarz potraktuje jako czepianie się. Po zobaczeniu przykładów jakie dajesz tłumaczę sobie to tak: rozumiem hejtera jako osobę nie umiejącą czytać między wierszami, nie rozumiejącą prawdziwego kontekstu i wypowiadającą się w komentarzach zupełnie nie na temat. Ktoś kto przeczytał, ale przywiązuje uwagę do zupełnie innych rzeczy. Nie raz spotykam się z takim niezrozumieniem ze strony… rodziny.

    Kojarzy mi się taka anegdota: był jakiś kiepski student fizyki kwantowej, który poprosił profesora o referencje, a profesor napisał mu „Karol ma naprawdę ładny charakter pisma”. Niby pochwalił, ale nie do końca. :)

    1. (przepraszam za brak polskich czcionek)
      Ja mam podobnie. Mam problem z INTENCJA.
      Jest takie przyslowie, „dobrymi checiami pieklo jest wybrukowane”.
      Tak mnie uczyla mama i ja tak ucze mojego syna. Ze nie licza sie intencje a konsekwencje i rezultaty naszych dzialan. Nie interesuje mnie „co autor mial na mysli”. Nie siedze w jego glowie.
      Za to fajnie zdefiniowany hejt przytoczyl ponizej Szymi (jako obrazliwy lub agresywny komentarz).
      Taka definicja w duzej mierze redukuje czynnik subiektywny oceny komentarza, czyli prewrazliwienie na wlasnym punkcie na przyklad.
      I tutaj pojawia sie przytoczony przez Seg komentrz uznany za hejt:
      „Dobra czas sie pozegnac. Szkoda, ze nie moge napisac, ze bylo milo.”
      Jak bym sie nie starala nie moge sie w nim hejtu dopatrzec. I zadnej biernej agresji. I niczego zlego. A samo jego umieszczenie uwazam za sensowne.
      Dla mnie zawiera on komunikat, i nie jest on ani obrazliwy, ani agresywny. Widze w nim subiektywna ocene z punktu widenia wartosci etycznych czy pedagogicznych, czy jakich tam chcemy. A na tym wlasnie zasadza sie chyba krytyka, na naszym subiektywnym postrzeganiu swiata.
      Owszem, brak w tej wypowiedzi analizy podpartej argumentacja, ale dlaczego by nie miec prawa do wyrazenia oceny?

    2. Madix napisał(a):

      W przypadku wielu komentarzy w Internecie po treści widać intencje…
      …ale nie we wszystkich. Hejt (rozumiany jako chęć zranienia autora, dosrania komuś) może się kryć pod udawaną troską („A nie lepiej byłoby, gdybyś w Twoim wieku miała już dzieci?” lub „A nie lepiej byłoby studiować kierunek inżynierski? Słyszałam, że po filologii nie ma pracy… ja się tylko martwię!”).

      Ogólnie podział zaproponowany przez Segrittę jest bardzo fajny, ale niestety – nie zawsze prosty do zastosowania. A nawet powiedziałabym, że IMO w większości przypadków nie będzie szczególnie skuteczny, ponieważ najskuteczniejszy będzie w najbardziej drastycznych przypadkach, które i bez znajomości takiego podziału łatwo ocenimy jako hejt / konstruktywną krytykę, ponieważ intencje autora będą widoczne jak na dłoni (a zazwyczaj nie są one tak wyraziste).

      Nie trzeba szukać daleko – dla mnie ten drugi przykład podany przez Segrittę nie jest adekwatny, ponieważ ja wyczuwam w pierwszym komentarzu chęć wywyższenia się i ośmieszenia poglądów autorki posta, a tym samym – dla mnie jest to hejt (chociaż może faktycznie jeden z bardziej kulturalnych, bo nie ma wulgaryzmów, ale nadal – hejt).

      Sporo hejtu ukrytego pod płaszczykiem konstruktywnej krytyki można znaleźć też na forum Wizaż – są tam nawet całe wątki poświęcone „wbijaniu sobie szpil w białych rękawiczkach” i jest w tym IMO sporo prawdy ;) Komentujące tam oczywiście uważają, że „one tylko doradzają, a to, że ktoś nie umie przyjąć na klatę bolesnej prawdy, to już jego wina”, wypowiadają się bez wulgaryzmów i bezpośrednich ataków personalnych (bo regulamin tego zabrania), a i tak wiele osób szukających tam pomocy czuje się ostatecznie zgnojone i obrażone, urażone… co mówi IMO samo za siebie.
      Oczywiście jak to na forum – są tam różne osoby i różny poziom wypowiedzi, można też uzyskać faktyczną pomoc, ale wystarczy jedna żmijka na 10 pomocnych osób, by zepsuć atmosferę.

      „Po zobaczeniu przykładów jakie dajesz tłumaczę sobie to tak: rozumiem hejtera jako osobę […], nie rozumiejącą prawdziwego kontekstu i wypowiadającą się w komentarzach zupełnie nie na temat. Ktoś kto przeczytał, ale przywiązuje uwagę do zupełnie innych rzeczy. Nie raz spotykam się z takim niezrozumieniem ze strony… rodziny.”
      Tak bardzo Cię rozumiem :D
      Ja się z takim podejściem spotkałam na Wizażu właśnie, w realu… nie pamiętam, ale nie wykluczam. Aby zobrazować: piszę post z hipotezą A, a aby zobrazować moją tezę, podaję przykład B, po czym stadko żmijek zamiast dyskutować ze mną na temat hipotezy A, „czepia się”, że jak ja śmiem mieć poglądy z przykładu B, które de facto nie są moimi poglądami, a były jedynie wymyślonym na potrzeby dyskusji przykładem ;) Oczywiście nie sposób przetłumaczyć wszystkim naraz, że pierwotny post dotyczył zupełnie czego innego, kiedy na 1 Twój post przypada 10 różnych odpowiedzi, do których wypadałoby się ustosunkować ;)
      Na początku uważałam, że powinnam zmienić retorykę, ponieważ dobry orator dopasowuje poziom swojej wypowiedzi do poziomu słuchacza, ale na forum nie za bardzo da się to zrobić.
      W realu radzę sobie z takimi osobami za pomocą niewerbalnego przekazu i grania na emocjach – to najbardziej na takie nieracjonalne osoby działa.
      W Internecie z kolei obecnie zamiast naprawiać świat po prostu ubolewam nad ludźmi, którym chęć dosrania komuś przysłania umiejętność m.in. czytania ze zrozumieniem. Zauważ, że to bardzo smutne, kiedy ktoś chce komuś dowalić tak bardzo, że nie przejmuje się w ogóle tym, iż sam przy okazji skompromituje się swoim wtórnym analfabetyzmem…

        1. „I co jeszcze robiła źle?” – Na przykład tylko 5% pieniędzy z przekazanych jej datków dawała na chorych i potrzebujących. Resztę dostawały siostry na budowę swoich domów i Watykan.

          „Dlaczego w swoich tekstach tak najeżdżasz na religię?” – nie nazwałabym tego, co piszę, najeżdżaniem na religię. Jest wiele fajnych religii. Chrześcijaństwo samo w sobie też jest spoko, choć ja osobiście nie wierzę w żadnego boga. Często natomiast krytykuję hipokryzję, egoizm, chciwość i zwykłą głupotę. A tak się składa, że te wszystkie cechy dość licznie występują w kościele katolickim.

        2. Wczoraj trafiłam na artykuł z fragmentami wychodzącej niedługo książki na temat zakonnic w polskich klasztorach i przeczytałam wypowiedź byłej zakonnicy, która mówiła o tym, że gdy na przykład ktoś rozwali sobie głowę przed bramą, to nie można mu pomóc, gdy jest „czas na modlitwę w kaplicy”. Czas na modlitwę to nie czas na pomaganie człowiekowi z rozwaloną głową, bo tak każe siostra przełożona. Nie rozumiem dlaczego takie osoby są utożsamiane z „niosącymi pomoc wysłannikami boga”.

          A Mother Teresa jak zachorowała to chyba sama się leczyła w jakiejś super wypasionej amerykańskiej klinice, no nie?

        3. Dessy Lyn napisał(a):

          ” Na przykład tylko 5% pieniędzy z przekazanych jej datków dawała na
          chorych i potrzebujących. Resztę dostawały siostry na budowę swoich
          domów i Watykan.” Masz może źródło tej informacji?

  13. „Jesteś gruba i masz brzydkiego chłopaka” <3
    Mój ulubieniec, który pojawił się (pszypadegniesondze) po rozstrzygnięciu konkursu dla czytelników. Mnie zabolało, ale mój P. dostał takiego ataku śmiechu, że aż zaczęłam Mu zazdrościć tego dystansu. Od tamtej pory się go uczę ;) Dawaj swój ulubiony hejt :D

  14. Muka napisał(a):

    Z tymi błędami ortograficznymi to faktycznie ciężka sprawa.
    Jeśli chodzi o jeden wyraz i ewidentną pomyłkę, to mogę napisać komuś priv, ale jeśli to błąd ortograficzny co trzecie zdanie i notoryczny brak przecinków, to raczej nie tylko ja to widzę, ale też większość czytelników, więc nikogo nie oświecę, mówiąc o tym. A pisanie do kogoś wiadomości z jego tekstem całym podkreślonym na czerwono to dużo wysiłku, więc wolę napisać mu szybko w komentarzu: „musisz ogarnąć ortografię i interpunkcję, bo ciężko się to teraz czyta”. Nie sądzę, żeby mógł się obrazić, skoro z pełną świadomością olał słowniki i podręczniki poprawnej polszczyzny.
    Po prostu moje zdanie jest takie, że jeśli ktoś publikuje w sieci teksty mające aspirować do czegoś na kształt dziennikarstwa (bo tym jest, moim zdaniem, blog docierający do tysięcy osób), to powinien robić to porządnie, gdyż jego słowo pisane utrwala zasady pisowni czytelnikom. I utrwali takie, jakie on zaprezentuje. Każdy wie, jaki ma mniej więcej poziom ortografii i wie też, że można skorzystać ze słownika. Jeśli tego nie robi, to trochę pachnie lenistwem. Czy się mylę?

  15. Świetny tekst. Błędy ortograficzne bardzo mnie rażą, a u niektórych blogerów to nagminny problem niestety. Sama nie zwracam ludziom na to uwagi, robią to za to inni chętni. Nigdy do nikogo nie weszłam aby pohejtować, to niedojrzałe, niekulturalne i nie na miejscu. Skoro zazdrościsz, lejesz jad na prawo i lewo zachowując się przy tym jak 11sto latka to lepiej weź się do pracy nad sobą. Mamy to na co zapracujemy i nikt nie dostaje od życia wszystkiego za darmo.

  16. Zgadzam się w całej rozciągłości. Tylko w jednym miejscu widzę to inaczej. Już nie cytując całości : Większość ludzi może poczuć się źle po wysłuchaniu negatywnej opinii na swój temat.
    Wszyscy, bo opinie nie powinny być na temat ludzia tylko na temat jego opinii. :)

  17. Bardzo fajny wpis, który jednocześnie nasunął mi na myśl, że zarówn hejt, jak i krytyka mogą mieć swoje pozytywne strony. Mianowicie, jasno pokazują intencje autora, czy to krytyki, czy hejtu. Jasne, w tym drugim przypadku jest to mało sympatyczna chęć sprawienia komuś przykrości, ale przynajmniej hejter wykłada kawę na ławę, że tak powiem.
    Tak się składa, że blogaskuję sobie w środowisku, w którym krytyki właściwie nie dopuszcza się, każda opinia niezgodna z przyjętą oficjalnie linią poglądów jest uznawana za hejt i natychmiast usuwana. To tworzy strasznie niezdrową atmosferę dyskusji, bo z jednej strony wszyscy głaszczą się po główkach, z drugiej natomiast obsmarowują się wzajemnie w kuluarach. A ja, jak ktoś już mnie nie lubi, bo mam głupie psy i jestem brzydka, wolałabym jednak, żeby ktoś powiedział mi to w twarz. ;)

  18. „Doprowadza hejtera do momentu, w którym jest mu głupio i przeprasza.”

    Kilka razy udało mi się do tego doprowadzić :) Ale niestety kilka razy tak zabrnąłem w bezcelową dyskusję z hejterem/trollem, że musiałem ją całą skasować. Prowadziła donikąd oraz niepotrzebnie nakręcała agresję.

    Brakło w Twoim tekście jednego, magicznego słowa. Uwielbianego i czczonego przez hejterów. To słowo to cenzura. Uwielbiam patrzeć, gdy w momencie w którym grożę palcem, że wątek pójdzie do kosza, bo idzie w niebezpiecznym kierunku, rozpoczyna się skowyt i płacz, że cenzura, że PRL, że komunistyczne metody.

    Raz jeden milusiński sam się ocenzurował, gdy zapytałem go, czy to co napisał (obraził jedną z czytelniczek), powiedziałby swojej mamie. Po godzinie sam skasował ten komentarz.

  19. Zgadzam się jak najbardziej. Ludziom wydaje się, że są anonimowi. Nie wiedzieć czemu, chamstwo stało się modne a komentatorzy prześcigają się w tym, kto komu bardziej „dosra” (za przeproszeniem.

    Rozwala mnie w ogóle sytuacja gdy ktoś napisze mądry tekst. Nie jest istotne, czy się z nim zgadzam. Ktoś się rozwodzi, przytacza argumenty, widać że wykonał solidną pracę (choćby umysłową) a jeden z drugim skomentują „jaki półmózg, napisał morzna”.

  20. anon661 napisał(a):

    „HEJT TO KAŻDA WYPOWIEDŹ, KTÓREJ CELEM JEST SPRAWIENIE KOMUŚ PRZYKROŚCI.”
    Czyli wedlug tej pani kazda satyra jest „hejtem”, bo może obrazić daną grupę społeczną, która została wyolbrzymiona w danym utworze satyrycznyn?
    Czy jeżeli ktoś zareaguje jak Hanna Rajewska w podanym przykładzie na post, gdzie ktoś przyznaje się do jedzenia fekalii, to będzie „hejt”?

  21. ajajaj napisał(a):

    Nie zgadzam się z Tobą w pełni, uważam,że trochę mieszasz pojęcia. Ale o tym potem. Najpierw chcę zaznaczyć, ze Twoja teroria to miecz obosieczny i sama ujawniasz jedynie to co Cię boli, ocierasz się o jakieś prawdy i wielu miejscach się zgodzę ale chcialabym to jakoś uporządkować po swojemu. Po 1: nie znasz intencji 2 człowieka a zakładasz,ze chcial Cie zranic, jezeli nie obraza Cię wprost tylko Twoją teorię nie mozesz tego zakladac. 2 Obrazanie kogos to zwykłe hamstwo za pomocą wulgaryzmów nie krytyka i nie bój się nazwac tego po imieniu, rzeczy trzeba nazywac po imieniu nie nazywamy gwałtu jednostronna przyjemnoscia z pominięciem partnerki, bo zostawalo by zbyt duze pole do manewru i obrony. Przemoc to przemoc. Agresja to agresja. Nie myl proszę agresji slownej, umyslnej i ukierunkowanej-nie wazne czy w afekcie czy nie, dla mnie nie jest to okolicznosc łagodząca, bo albo się panuje nad emocjami albo nie, nikt nie jest doskonaly,jednak sa pewne granice i one sa bardzo wyrazne i nie nalezy ich upłynniać. Chcesz sie wypowiadac poprawnie politycznie i dawac przykład, więc moim zdaniem nie powinnas pomijac tak waznych kwestii jak agresja. Rownie dobrze moze Cie to przerazac i nie chcesz przyznac sama przed sobą,ze jestes atakowana i agresja istnieje,bo moze wolisz wierzyc w dobro ludzi ale to Cię nie obroni przed atakiem, tak samo „olewanie” jak to nazwalas,a moze chowanie glowy w piasek,bo jednak wzburza Cię to poniewaz piszesz o tym ze sporym ładunkiem emocjonalnym? (2 ostatnie zdania to akurat moje domysly, nie zakladam,ze tak myslisz, bo nie wiem co dokladnie myslisz, potraktuj to jako cwiczenie myslowe). Po 3: wydaje mi się,ze mylisz nowomodne techniki negocjacji handlowych z konstruktywną krytyką. One są dobre i warto je wykorzystywać ale ze świadomością,ze jest to soft manipulacja, bo chcesz udowodnic komus grzecznie,ze się myli. A skąd Ty to mozesz wiedzieć? Moze Ty się mylisz? Ludzie często popełniają błąd zakładając, ze skoro coś tam uslyszeli lub przeczytali lub powiedzial im to autorytet nie wiadomo w jakiej wierze (moze to byl ukryty cynizm?), lub ogloszono wszem i wobec,ze potwierdzaja to badania to jest to prawdą i to taką, którą mozna przyjąć dla ogółu. A czy ktos w ogole widzial te badania? Nauka staje sie w dzisiejszych czasach wspolczesna religią i nowym opium i nową platformą do sprzeczek i udowadniania kto jest górą. Zmysł krytyczny i krytyka to postrzeganie swiata nie w sposob linearny, to negowanie wszystkiego w co wierzą inni ale i tego w co wierzysz i ty i nie dlatego ze ktoś się myli, tylko dlatego,ze wszyscy się mylą ty tez i moze nie istnieje nawet cos takiego jak prawda obiektywna lub istnieje jako pojęcie a moze dla kazdego oznacza troche cos innego lub istnieje w iluś tam procentach, a moze to wszystko prawda, a moze i nieprawda-znajdz 3 argumenty ;) trzeba to zaakceptowac i zwrocic uwagę na istotne rzeczy,ze nie intencja powinna być wazna w dyskusji lecz wymiana informacji i poglądów po to aby zdobywac informacje i uczyc się od siebie nawzajem co nie znaczy,ze musimy sie ze soba zgadzac zeby współzyć. Uczyc od siebie w moim rozumieniu: ja ci cos przedstawiam, ty sie z tym nie zgadzasz, w pelni lub w czesciach ale ta informacja zero jedynkowo dotarla do ciebie ty juz ja przyjelas,bo jej wysluchalas,a co z nia zrobisz i jak zrozumiesz jej czesci przez swoj pryzmat i gdzie je powpinasz w „choinkę” swojego swiatopogladu to twoja sprawa ale trzeba na to ludziom pozwolic,zaakceptowac roznice. Nie oceniac intencji bo sa nieznane jezeli chcesz skupic sie na krytyce. Ktos moze wybuchac na ciebie a byc zly na kogos innego z innego powodu i skojarzyc te 2 sytuacje ale one wcale nie musza miec ze soba zwiazku. Do czego zmierzam nie mozna komus narzucac co ma myslec i jak ma zyc to jego wybór ale krytykujac nie mozna owijac w bawelne, nie ma tu miejsca na poprawnosc polityczna i nie urazanie nikogo,to idealny swiat,zawsze kogos mozesz urazic byle czym nawet jak nie mialas takiej intencji. Zakladanie ze jest to mozliwe dzieki jakims technikom jest skazane na nieporozumienie zawsze wtedy jezeli nie masz radosci z rozmowy i odkrywania swiata a jedynie chcesz udowadniac jakies racje. A jezeli odkrywasz swiat i chcesz poznawac go naprawde w sposob krytyczny musisz zakladac jako prawdziwe poglady ktore nie wpasowuja sie w twoj swiatopoglad. Nie bylo cie tam na miejscu eksperymentu i nikt nie moze przeprowadzic eksperymentu na wszystkich ludziach zachowujac powtarzalne warunki to jest niemozliwe. Im wiecej wiem tym bardziej wiem ze nic nie wiem i tym mniej sie do tego przywiazuje-do swoich racji. Są pewne ogólniki, schematy,czyms sie trzeba kierowac zeby nie zwariowac ale trzeba byc tego swiadomym, mozna w ten sposob zbudowac scaloną tozsamosc a jednoczesnie i dynamiczna i elastyczną. Dawaj rowne szanse rozmowcom i uzyj wysilku intelektualnego aby znalezc dowody za i przeciw w miare rownym stopniu dla kazdego z nich. Pusc emocje i poglady bocznym torem i zauwazysz wtedy ze takie rozmowy zarowno maja sens i jak sa go pozbawione. Po co komplikowac lepiej byc szczesliwym. Najlepsze jest to co najprostsze np zyj i daj zyc innym. Ludzie lubia zakladac ze maja prawo wnioskowac ze srzepow informacji i na podstawie stereotypow jakie udalo im sie poznac w zyciu i na podstawie wyobrazenia na temat wlasnego ladunku emocjonalnego oraz rozmowcy podczas osoby. Nikt chyba nie jest do komca pewien czy inni rozumieja go tak jak on siebie i czy inni postrzegaja go tak jak on siebie i czy on postrzega swoje zachowanie adekwatnie do regul i norm jakie sobie zalozyl bo kazdy rozumie cos zawsze troche na swoj sposob. Wiedzac to i naprawde rozumiejac stajesz sie obserwatorem nie manipulatorem i ciezko bedzie ci powiedziec komus ze sie myli bo nigdy nie bedziesz w 100% pewna kto ma racje. Ta niepewnosc wielu przeraza i łapią sie schematow i nawet nie sprawdzonych informacji, uzywa sie ich jako kodu do odnalezienia swojej grupy spolecznej blizszej naszym rozterkom, w ktorej latwiej nawiazemy kontakty ale nie nalezy wierzyc ze wszystkie nasze wyobrazenia na temat innych i swiata sa prawdziwe. Filozofowie wciaz prowadzą o to spory, czy swiat jest taki jakim go postrzegamy, czy moze jednak realizacja naszych wyobrazen. A moze i to i to? Czym wiec jest krytyka? Logicznym dyskursem? Checią nawiązania konsensusu lub moze niechęcią, manifestacją tożsamości czy moze stanu lub stosunku emocjonalnego? Jest i nie jest wszystkim tym a moze nawet czyms więcej. Wiesz dlaczego? Jest dokladnie tym czym chcesz zeby byla w momencie kiedy krytykujesz lub jestes krytykowana i tylko wtedy „tu i teraz”, bo potem zaczynaja sie usprawiedliwienia i pretensje a pamięć jest zawodna. Jest dokladnie tym czym chcesz aby byla w danej chwili i znowu mozna by tu rozwazac powody dla których..ale to dłuuugi temat…Pomyslisz byc moze, ale bzdura przeciez jest takie ogolne pojęcie i występuje nawet w slowniku u ma swoja wlasna ogólna definicje i wszyscy znają to słowo! A powiedz mi ile osob zna tę ogólną definicję na pamięć? Czy w kazdym slowniku ta definicja jest identyczna? Czy w kazdym języku bedzie brzmiala ona tak samo? Dlaczego szybciej uczymy sie jezykow bedac na miejscu niz w szkole? Bo słowa to są kody kulturowe, kody klucze, ktorym kazdy nadaje swoje znaczenie zaleznie od doswiadczen i metod ich segregacji w glowie, ale ludzie zapominają o tym i zapominają jakie to piękne poznawać kogoś. Nie maja czasu na rozmowy, wolą zakladac, ze są ogolne definicje prawdziwe dla kazdego-zupelnie nie zwracajac uwagi na to ze historycznie i terytorialnie chocby nawet, spolecznosciowo itd one sa dynamiczne,wez pod uwage np kanony piękna jak zmienialy sie na przestrzeni wieków-i sprzeczaja sie czesto o to kto lepiej zapamietal definicje lub ja zrozumiał. Podaja jako przyklady ksiazki,ktore ktos napisal-autorytet w danym czasie dla pewnej grupy lub nie- ale nikt nie jest pewien czy autor lub autorzy definicji nie mieli wtedy niezlej bani lub za 5 lat np nie uwazali juz nieco inaczej. Nauka daje nam falszywe przekonanie,ze cos jest sprawdzalne bo funkcjonuje w jakichs tam warunkach powtarzalnie ale nikt jeszcze perpetum mobile nie wymyslił, ani nie wymyslil religii,czy teorii powstania i działania świata, ktorą przyjąłby kazdy człowiek na świecie bez wątpliwości. Nikt z ludzi, ktorych pasją jest chodzenie do pracy, wydawanie i zbieranie pieniedzy oraz imponowanie innym nie zanegowal bajeczki pt wielka teoria strun albo kwarków a dlaczego? Bo nic o tym nie wie i wie o tym i boi sie,ze jest za glupi na to aby negowac a wystarczy np zalozyc,ze to wymysł socjopatycznego naukowca ze schizofremią, ktory dnie i noce spędzał w ciasnym labolatorium bez okien gapiąc się w gwiazdy i wdychajac chemikalia,ktore powodowaly niedotlenienie jego mozgu, tworzac dziwne instrumenty, maszyny, mikstury, obliczenia czy teorie ktore wysnuł z obserwacji prze 30 lat swojego zycia i zawalajac często przez to zycie rodzinne jednej małej kropki na niebie przez urządzenia ktore na litosc boską sam stworzył lub z ludzmi, ktorzy mieli podobne urojenia? Jak to teraz brzmii? Jak absurd? Teorie i język powinny miim zdaniem byc wykorzystywane ku temu aby się wzajemnie móc dogadac,zainteresowac sobą, ludzmi i zafascynowac i tworzyc wspolnie nowe, ale po co sie interesowac czymkolwiek skoro wszystko juz jest pewne, powiedziane? To iluzja naszych czasów. Nic nie jest pewne. Nie wiesz ile bedziesz zyla, czy chlop cie nie zdradza, czy przyjaciolka nie obgaduje, czy masz choroby genetyczne, zaburzenia psychiczne i po co ktos wymyślił liczbę pi? Bo ktoś ją wymyslił po coś, ale przekazał tę wiadomość innym i rozeszla sie po swiecie na zasadzie zabawy w gluchy telefon,dzieki czemu ewoluowała i przetrwała, bo wpasowala sie wszędzie, stała się uniwersalna i nawet nie trzeba jej rozumieć czasem nawet, wystarczy miec koszulkę, albo czapkę ze znanym wzorem e=mc2 na poparcie kultu i społecznej spowiedzi wiem co to znaczy, tzn jestem inteligentny bo umiem powiedziec teoria wzglednosci a jak mnie zapytasz to odpowiem ze jak tobnie wiesz? Ale jestes głupi ze pytasz wszyscy to wiedzą haha o zgrozo, wyjasnien jest napisanych roznych cała masa, ktos podchwycił temat i się rozpisał niezaleznie czy chcial ja udowodnic czy obalić zatrzymał pamięć o niej ale w kazdych czasach rozumiemy pewne rzeczy inaczej ze względu na środowisko (wojna, pokój, lubimy kolorowych lub mordujemy, jezdzimy rowerami czy autami itd) i zasoby oraz sposoby ma pewne rzeczy (podobno nie tak dawno temu wierzono ze jak wydali arbuza domysl sie skad i jak sie tam znalazl to nie jest dziewicą, wierzono tez,ze są glupie na tyle,ze nie mogą chodzic na uczelnie,uczestniczyc w zyciu towarzyskim lub glosowac albo miec glos sprzeciwu w domu) dalej schematy, stereotypy, ludowe madrosci i powiedzenia(w kazdym jezyku odnoszace sie do nieco innych porownan moze nawet wartosci-nie wiadomo jakie mamy przeklamania w przekladach innych kultur i tłumaczeń książek-czy tlumacz był leniwym szwagrem księgarza i bratem drukarza i zawarl w tlumaczeniach swoje wyobrazenia zbudowane z zaslyszanych stereotypow na temat innych narodow a nigdy nawet tam nie byl, czy w miate mozliwosci gorliwie wykonal swoją robotę i mieszkal troche w 1 i 2 kraju rozmawiając z roznymi przedstawicielami klas spolecznych jak pojmują dane porzekadło), w roznych wiekach mamy takze rozne narzedzia, ktore wymuszaja na nas odmienny sposob myslenia- inaczej ludzie mysleli w erze kamienia łupanego inne mieli potrzeby obawy i inaczej postrzegali swiat i swoje w nim miejsce niz jak ludzie ery komputerow i smartfonów o ile historycy nie przecholowali w zalozeniach-poerwszego historyka juz nie mozemy o to zapytac, ale do czego zmierzam, ze teorie i kanony piękna ewoluują caly czas, nawet na naszych oczach, 20 lat temu wszystkie dziewczyny biegaly dumnie w lambadówce, wczwsniej zakladaly dzwony, dzis malo kto sie odwazy a slowniki są aktualizowane, nie mowimy juz staropolskim np. Więc kto to robi? Kto to kontroluje jak nie my sami? Panta rei, ying yang, komunizm kazdy rozumie to trochę na swój sposób, mamy wykształcenie po to abysmy mieli tematy do rozmowy i mieli szansę się poznawac wzajemnie i zmieniac wzajemnie, wplywac na siebie i na kulturę. Nie zmarnujmy tej szansy. Czy naprawdę chcemy zyc w kulturze nienawiści i podziałów czy tolerancji, wzajemnej fascynacji,szacunku i porozumienia. Kazdy z nas ma wpływ na to jakie będzie jutro, czy modna będzie wojna czy dialog. Rozmawiajac z kazdym napotkanym nie wazne czy glupszym czy madrzejszym czy szalonym mniej lub bardziej (kto tak ocenia juz tworzy podziały i niech nie stara sie oklamywac siebie i innych ze w ten sposob walczy z nietolerancją i żąda kultury i wzajemnego szacunku bo to się kupy nie trzyma), pamiętajmy o tym,ze to my tworzymy codziennie swiat jaki zostawimy naszym dzieciom i wnukom. Nie oceniajmy nie ma lepszych i gorszych a zeby umiec krytykowac innych trzeba umiec skrytykowac siebie i zeby umiec krytykowac trzeba rowniez i rownoczesnie umieć podziwiać i tolerowac inaczej jest to nienawiść i pretensja. Nie mowmy innym w jaki sposob mają sie do siebie lub do nas odzywac bo niedlugo moze kilku rzadzacych wpadnie na pomysł stworzenia listy dozwolonych zdan w ciagu dnia i nocy i bedziemy do siebie gadali regulkami i formułkami. Juz to po czesci robimy bez zrozumienia: e=mc2 aa einstein fizyka masa energia-tylko ubrane w zdanie-i koniec rozmowy, ktora moim zdaniem powinna sie zaczac id a co o tym sadzisz? Jak ty to rozumiesz? Jakie dostrzegasz w tym wady a jakie zalety? Hhmm ciekawe, ja bym tak nie pomyślała, na ten moment nie potrafię tego zaakceptowac ale przemyslę temat i spotkamy sie na pogawędki znowu, znasz jakies ciekawe lektury ktore przyblizają temat? To byl przyklad nie nakaz albo: uwazam,ze to jest glupie bo to i to. No wiesz ja tak nie uwazam bo to i to. Ciekawe rozwazania ja jednak pozostane przy swoim. Albo: wiesz co pierdolisz glupoty-conwyraza ten stan emocjonalny sluchacza. Odp. To twoja opinia. Ja tak nie uwazam. Co cie tak bardzo w tym poirytowało? Kazdy przybiera formę wypowiedzi w danej chwili na jaka ma ochotę i pozwolmy mu na to, jezeli piczulismy sie urazeni to najpierw zawsze powinnismy zapytac siebie dlaczego poczulismy sie urazeni a dopiero potem kogos. I nawet jezeli odpowie hamsko bo uwazam cie za debila co ciagle gada bez sensu. Ja bym zapytala a dlaczego tak uwazasz? W tym moemncie czesto sie ktoś zacina i czesto obserwuje ze sie zagalopowal lub odchodzi bo powiedzial to po to zeby odejsc… blabla wniosek: nikt nie jest w stanie nas skrzywdzic w potyczce słownej jezeli sami mu na to nie pozwolimy. Zalezy czego potrzebujemy i oczekujemy od rozmowy. Jezeli ktos cie obraza czemu nie zapytac wprost dlaczego chcesz sie ze mna poklocic, bo ja nie chce albo czy chce to zrobic? Nawet jak odpowie ze jestes jakims brzydkim slowem to po to rozstrząsać? On tak postrzega swiat, dowiedzialas sie czego o jego postrzeganiu swiata i co w tym zlego? Ty upubliczniasz swoje mysli na blogu wszem i wobec dlaczego ktos inny nie moze? Piszesz,ze jak nie chce to niech nie czyta. A ty jak nie chcesz byc atakowana to sie nie uzewnetrzniaj. Ludzie są rozni i roznie reaguja czasem nawet ci rozni ludzie. I co z tego? Czy cos to zmienia w twoim zyciu? Czy tobie bezposrednio zagraza? Podpala twoj dom bo nie lubią czytac Kanta jak ty? Bo uwazaja go za glupiego? Jezeli nie chcesz byc oceniana to nie oceniaj innych. Proste. Nie mow innym ze sie mylą i ze wiesz lepiej od nich co maja myslec na dany temat. Twoja prawda dla kogos nie bedzie wygodna. Pozwol im zyc po swojemu i zamiast wypisywac stosy porad zacznij zadawac pytania i sluchac i fascynowac sie innymi az do kazdej pojedynczej komorki, poznaj, zobaczymy czy wtedy tak latwo bedziesz umiala kogos ocenic lub jego poglądy. Nie sadze zebys byla lekarzem pediatra i miala misje ratowania dzieciecy kregoslupow bo wtedy moze zbieralabys raczej kase na bilbordy kampani pt chron kregoslup dziecka gdzie nie byloby twojego nazwiska a nie wyluszczala na necie komus ze sie myli bo po przeczytaniu kilku artykulow chcesz sie powymadrzac-zastanow sie jak ty mozesz byc odbierana i po co to robisz i zawsze krytykuj najpierw siebie. Niby brzydzisz sie krytyka ale uzywasz stwierdzen w stylu: w ten piekny sposob lepiej komus pokazac ze sie myli niz mowiac mu wprost co sie o nim mysli bo wtedy jest to bardziej ąę i nie ma fopa. Inni maja gdzies twoje fopa gdzie sie konczy a gdzie zaczyna jezeli przedstawiasz je w taki nietolerancyjny sposob. Jezeli cie atakuja ludzie to nie dlatego ze sa glupi tylko moze dlatego ze czuja sie atakowani i ich krytykujesz. Nie wystarczy wmowic sobie ze ty sie brzydzisz kompleksow. Zawsze jak oskarzasz o cos innych tak ogólem to niestety ale mowisz zazwyczaj tylko o sobie. A dzis powiedzialas nam nie o noworodkach jak ci sie moze zdaje i oczekujesz oklasku za powtorzona informacje po kimś a nie zbadana samodzielnie-powinnas zaczac od : weź kilka noworodków i przewracaj na brzuch a potem przez najblizsze 20 lat rob im rtg i komtroluj zycie i diete aby nie przeciazali kregoslupa, nie mieli wypadkow i zyli w identycznych warunkach np mieli dokladnie tule samo stresu i tak samo sie nim przejmowali i radzili sobie z nim bo stres obniza odpornosc organizmu przez co kosciec tez, zbadaj czy nie maja chorob koscca genetycznych jeszcze i ktora noga wstają-to jest niemozliwe a ogólniki to bzdury. Uwierz mi w medycynie praktyka a teoria to 2 nie spotykajace sie czesto nawet wpol drogi rzeczy. A wiec dzis nie powiedzialas nam nic o krytyce piszac ten wyklad tylko ale o sobie sporo; ze masz kompleksy i ze czujesz sie ciagle atakowana przez innych, ze uwazasz innych za glupszych bo sie myla a ty wiesz lepiej i masz sposoby jak im to przekazac zeby mysleli tak jak ty czyli jestes tez manipulantką. Dziwisz sie ze cie atakują? To byla krytyka konstruktywna, jasna logiczna, uargumentowana, wskazujaca bez ogrodek na twoje bledy (wg mnie) w mysleniu i argumentowaniu nie po to zeby cie atakowac tylko po to abys popatrzyla na siebie zamiast przejmowac sie innymi i zajela krytyką własną i dazyla ku samozrozumieniu i samorozwojowi wtedy opinia innych nie bedzie ci potrzebna bo bedziesz sama z siebie zadowolona i bedziesz tego absolutnie pewna i odpuscisz ten kaznodziejski ton a przybiezesz moze przyjacielski. Nie udawany oparty na checi zrozumienia i tolerancji.

Dodaj komentarz