Rzucam fajki!

papieros krakow

Mój związek z fajkami dobiega końca. Rozstaniemy się w przyjaźni, bez żadnych poważnych rozmów, obrażania się i nieodzywania do siebie. Nie będę też o nich źle mówić, gdy już będą moimi byłymi. Nie wykluczam też, że czasem spotkamy się na ploty przy jakichś szczególnych okazjach. I nie będę zazdrosna.

Palę od ponad 10 lat. Paczkę dziennie. I zawsze bardzo to lubiłam. Zaczęłam w dość standardowy sposób, bo jeszcze w liceum, gdy po prostu wszyscy najfajniejsi ludzie palili – a więc i ja zaczęłam. Pali większość moich przyjaciół. W moim ulubionym klubie można palić. Każdy z moich ex palił. MR też pali. I paliła moja babcia, a także prababcia. Po prostu wychowałam się i żyłam zawsze wśród ludzi palących, więc było to dla mnie zupełnie naturalne. Co więcej – zawsze podobało mi się palenie i uważam, że palący ludzie są szalenie seksowni – o ile oczywiście nie palą z wyrzutem sumienia i nie jest to dla nich jakiś niewygodny nałóg, z którego nie umieją się wyrwać – tylko po prostu lubią.

Przyszła jednak ta chwila, gdy zdałam sobie sprawę, jak fatalnie palenie wpływa na moje zdrowie. Głównie objawia się to tym, że każde, nawet najmniejsze przeziębienie kończy się u mnie kilkutygodniowym kaszlem starego gruźlika. I to już nie jest seksi. Okazuje się też, że nie jest seksi całowanie się z kobietą palącą, jeśli jest się niepalącym facetem – ale to tylko pretekst, by podjąć właściwą decyzję dla własnego zdrowia. Postanowiłam więc, że rzucam. Po raz pierwszy i ostatni, bo nie lubię się powtarzać. :)

Nie rzucam z dnia na dzień. I możecie sobie mówić, co chcecie, ale ja po prostu nie ufam takiemu rzucaniu z dnia na dzień. Intuicja podpowiada mi, że jeżeli przez 10 lat dostarczałam mojemu organizmowi taką ilość trucizny codziennie – to nie powinnam z niej rezygnować na raz, więc chcę to zrobić stopniowo. Wszystkim, którzy nazywają to „oszukiwaniem się” mam do powiedzenia tylko jedno: bitch please. Oszukiwaniem siebie byłoby palenie na sępa i mówienie, że się nie pali. Albo mówienie, że się rzuciło – i palenie po kryjomu. Ja nikogo oszukiwać nie będę. Po prostu zamierzam zacząć od ograniczenia liczby papierosów dziennie i stopniowo schodzić aż do zera.

Wierzę, że nieudana próba bardzo osłabia wolę, więc nie chcę dawać sobie zbyt wymagających celów – tylko takie, które wiem (jestem pewna!), że zrealizuję. Dlatego plan jest taki, że od dziś – przez najbliższe dwa tygodnie palę pół paczki dziennie. Po tych dwóch tygodniach, w zależności od tego, jak się będę czuła, zejdę do pięciu lub jednego papierosa dziennie. A w końcu (ale nie później niż do końca roku) zejdę do zera. W 2014 roku palić już nie będę.

Bardzo chciałabym osiągnąć taki stan, w którym nie będę palić na co dzień, ale będę mogła sobie zapalić na imprezie lub spotkaniu z przyjaciółką. Ma tak mój wujek i paru moich znajomych. Obawiam się jednak, że u mnie będzie to działało podobnie jak kieliszek wódki dla alkoholika – czyli zniszczy mi cały proces odwyku. No nic, zobaczę w praniu, jak to wyjdzie.

Do pomocy w moim ambitnym planie mam książkę Allena Carra „Łatwy sposób na rzucenie palenia” oraz pomysł, na jaki wpadłam wczoraj: lizaki! Bo uzależnienie od papierosów ma u mnie wymiar nie tylko nikotynowy, ale też (jeśli nie głównie) opiera się na jakimś przyzwyczajeniu do trzymania czegoś w ustach. Tak tak, wiem, co mi zaraz podpowiecie, ale nie jestem w stanie robić 20 lodów dziennie. ;) Papierosy zawsze towarzyszyły mi w dwóch czynnościach i sięgam po nie wtedy odruchowo: przy pisaniu tekstu na komputerze oraz przy prowadzeniu samochodu. Postanowiłam więc, że na biurku i w samochodzie zawsze będę miała zapas lizaków. Mam nadzieję, że to pomoże.

Jeśli macie jakieś pomysły, jak sobie pomóc w rzucaniu palenia, bardzo chętnie ich wysłucham. No i oczywiście liczę na Wasze wsparcie psychiczne. Pomożecie? :)

PS. Nie, nie będę teraz prowadziła krucjaty przeciwko palaczom.
PS2. Nie, nie jestem w ciąży.

Komentarze do wpisu: 82 Napisz komentarz

        1. Lucrecja napisał(a):

          A ja lubię się całować z palącą osobą. IMO niemiły smak nie bierze się bezpośrednio z palenia, tylko z braku dbałości o higienę. Ale zdarzało mi się w życiu popalać z rzadka, może więc jestem oswojona.

        2. 30i3 napisał(a):

          aby od palacza nie było czuć „zapachu” papierosów, to w ramach dbania o higienę, po każdym papierosie musiałby myć zęby, płukać gardło, kąpać się i przebierać. Niepalący zawsze wyczuje „woń”. Moja żona kręci nosem gdy wracam z pracy, gdzie z palaczami spędzam czasem tylko kilka minut na papierosie, nawet na zewnątrz.

  1. Ja nie paliłam nigdy (serio serio), więc nie mam pojęcia co będziesz przeżywać a i radą nie wspomogę.
    Ale wspieram, trzymam jednego kciuka, bo drugą ręką muszę pisać, i wierzę, że plan zrealizujesz :)

  2. Okil Khamidow napisał(a):

    Ja rzuciłem palenie z dnia na dzień, z podobnych powodów co Ty. Nie czytałem żadnych śmiesznych książek, ani nie wmawiałem sobie, że to jakieś osiągnięcie. Nie liczyłem dni. Po prostu, już nie palę i chuj. To może być takie łatwe, jeżeli ktoś chce, żeby było.

    1. Guest napisał(a):

      Też udało mi się rzucić ot tak, z dnia na dzień. Od czasu do czasu na imprezie sobie zapalę papieroska, do piwka i jest fajnie :)

  3. Ania Korzeniewska napisał(a):

    A wiesz, że odkąd pracuję na drugim piętrze bez windy to palę max 3 dziennie… To ograniczanie faktycznie działa, mnie paczka teraz wystarcza na 3 dni.

  4. rzucałem kilka razy, potrafię (nadal!) rzucić z dnia na dzień i zapewniam, że to w pełni możliwe. I jedynie skuteczne, IMO :) Jedynie, czego potrzebowałem, to zapas gum nikotynowych na 2, 3 tygodnie. I potem spokój. Polecam

  5. Monika Perszowska napisał(a):

    Na podobny pomysł wpadłam przeszło 3 lata temu, tylko że ja nie potrafiłabym ograniczyć palenia ( i tak jechałoby z paszczy, i tak kaszlałabym jak staruszka przez miesiąc lub dłużej ;)) ), więc po prostu skorzystałam z biorezonansu magnetycznego. W lipcu 2010 roku po 20 minutach odwyku wyszłam z gabinetu i nie palę do dzisiaj. Dzisiaj, gdy mija mnie palacz tuż po fajce albo w trakcie, to nie mogę uwierzyć w to, że ja tak śmierdziałam! Wśród moich znajomych jest tylko jedna paląca osoba. Powodzenia na nowej, pachnącej drodze życia. :)

  6. Kamila Lena Wojciechovska napisał(a):

    Też udało mi się rzucić ot tak, z dnia na dzień. Od czasu do czasu na imprezie sobie zapalę papieroska, do piwka i jest fajnie :) Powodzenia życzę w Twoich zmaganiach z rzucaniem :)

  7. Paulina Marcinkowska napisał(a):

    Gratuluje
    decyzji, ja taką podjęłam 9 miesięcy temu (z dnia na dzień) i nie pale do dziś.
    I nic ostatnio nie urodziłam ;) Pierwszą przygodę z rzucaniem palenia
    rozpoczęłam 3 lata temu. Po pół roku znów zaczęłam palić, aby schudnąć.
    (przytyłam 18kg) tak wiem zaraz usłyszę że głupotą było wracać. Półtora roku
    musiałam walczyć z tą wagą. Udało się. Z dniem w którym znów zaczęłam palić
    postanowiłam też że do rzucenia palenia podejdę jeszcze raz. Jak będę
    psychicznie gotowa i jak pozbędę się myśli że niepalenie oznacza tycie. Pod
    koniec 2012 zachorowałam na zapalenie płuc – jak paliłam kaszel gruźlika to nic
    z tym jak ja kasłałam. Obudziłam się rano i stwierdziłam że to ten dzień. Dwa
    dni później zapisałam się na fitness i zaopatrzyłam się w skrzynkę jabłek. Za
    każdym razem jak pomyślałam o papierosach jadłam ćwiartkę jabłka. (uwielbiam
    jabłka) Zimą chodziłam na fitness od wiosny jeżdżę na rowerze. Zmieniłam nawyki
    żywieniowe i postrzeganie papierosów. Zakodowałam sobie w głowie że tylko
    biedni i nieodpowiedzialni ludzie palą. Przepraszam palacze, zrobiłam to z
    czysto egoistycznych pobudek. Nie palę 9 miesięcy, nie ciągnie mnie,
    przeszkadza mi smród – tak! strasznie śmierdzą mi dymiące się papierosy. Nie
    wiem czy już nigdy nie zapalę. Jestem z siebie dumna.

  8. niki napisał(a):

    rzucałam nie udało się, więc trzyma kciuki. Polecam również tabex dzięki niemu po 17 latach palenia udało mi się nie tknąć faja przez 4 miechy,ale nie byłam zdeterminowana wystarczająco żeby pozbyć się nałogu, więc jeżeli chcesz rzucić tabex pomoże Ci bez większego bólu serio!

  9. Na mnie najlepiej zadziałała rozmowa ze znajomym chirurgiem, który opowiedział krótką historyjkę:
    Miał swego czasu pacjenta, który dostał zapalenia żył (dostaje się go właśnie głównie od papierosów). Nie palił dużo – 4 fajki na dzień. Miał ograniczyć, a w zasadzie rzucić zupełnie, co średnio mu się udało, palił fajkę na dzień. Przez tą jedną fajkę dziennie finał był katastrofalny – ucięto mu rękę poniżej łokcia i obie nogi poniżej kolan.

    Jak to usłyszałem odechciało mi się zupełnie.

  10. Karolina Johansson napisał(a):

    Mnie się tak zapach wyostrzył po rzuceniu palenia że mogłabym w policji za psa robić;) I stwierdzam jedno – świat śmierdzi!!

  11. pancho napisał(a):

    tez rzucilem z dnia na dzien… wstalem rano powiedzialem sobie : po co w ogole pale… to siedzi w mojej glowie wiec moge to kontrolowac i nie potrzebuje tego i od tego czasu czyli jakies 3 lata nie pale… palilem 6 lat ;)

  12. Janusz Marcinkiewicz napisał(a):

    Gratuluje ci dobrej decyzji ! Tez przez to przechodzilem, najgorszy jest pierwszy rok, potem juz z gorki ;)
    Poza guma do zucia nic mi nie przychodzi do glowy, nie wiem czy robia lizaki bez cukru…

  13. Aleksandra A napisał(a):

    Trzymam kciuki :) Ja rzuciłam fajki z dnia na dzień, ale wspomagając się Desmoxanem. Paliłam dobre 15 lat. Papieros wyznaczał mi dzień – ranek zawsze zaczynał się od papieroska, potem w ciągu dnia wszystko tak sobie ustawiałam aby uwzględniało papieroska, papieroskiem kończyłam dzień. Zaczęło mnie to w…ć. Podejmowałam kilka prób rzucania, więc wiem, że nie jest to łatwe, gramy i kilogramy przybywają znikąd :( trzeba się nie dać, rozmawiać ze sobą i nie zarzekać) Nie palę już 6 m-c. Każdy dzień bez papierosa mnie cieszy. Mam też dni, w których w myślach trzymam papieroska i palę :p Na szczęście częściej mam dni, w których utwierdzam się w przekonaniu, że to była dobra decyzja.
    Fajne chłopaki z tych papierosków, ale szkoda dla nich życia ;)

  14. Marta napisał(a):

    Mnie z Twojego wpisu zainteresowała jedno, a mianowicie książka Allena Carra. Palić zaczęłam dopiero na studiach i w sumie nigdy jakoś bardzo się nie uzależniłam od tego. Czasami zdarza mi się lekko wciągnąć i palić przez miesiąc czy dwa, ale o kilku dniowym odwyku potrafię o papierosach zapomnieć na kilka miesięcy czasem. Ale nie ukrywam, że lubię palić i nie chcę z tego zrezygnować całkowicie. Kiedyś, kiedy dość długo paliłam postanowiłam sięgnąć przez wspomnianą przez Ciebie książkę. Udało mi się ją przeczytać do połowy mniej więcej. Ogólnie jestem dość sceptycznie nastawiona do wszelkiego rodzaju poradników. Ale ciekawi mnie cały czas czy to rzeczywiście działa. Daj znać jak to było w Twoim przypadku:)

  15. Kaśson napisał(a):

    Też ograniczam i mam dla Ciebie trochę lepszy sposób. Nie zabieraj sobie od razu pół paczki, bo dotkliwie odczujesz brak 10 papierosów dziennie. Zabieraj sobie co kilka dni jednego papierosa. Ja jestem już przy 4 i zauważyłam, że coraz rzadziej odczuwam potrzebę palenia, a 4 papierosy wystarczą. Niedługo schodzę do 3, ale tylko wtedy kiedy poczuję się pewnie. A zaczynałam od półtorej paczki dziennie, zejść z 30 do 4 to jest dopiero sukces :)
    Trzymam kciuki!

  16. karol wnukiewicz napisał(a):

    nie wiem, czy czytałaś Cialdiniego, ale tam jest opisany b. podobny przypadek do Twojego. siła rzucania fajek miała polegać na tym, że pani rzucająca oznajmiła to wszystkim publicznie, podając bliskim osobom na kartce zapisek, że ów palenie rzuca. motywator jest podobny jak Twój – publiczna informacja.

    jak nie znasz, musisz sie z tym zapoznać. powodzenia i trzymam kciuki!

  17. ajka napisał(a):

    mnie w rzuceniu pomogły mandarynki.

    rzuciłam zimą, z dnia na dzień. miałam dość wietrzenia mrozem i pizgawicą wiecznie zadymionego mieszkania. i siebie trochę miałam dość.

    tego, że nie czuję na sobie perfum, że włosy chwilę po umyciu zamiast pachnieć śmierdolą fajami, że śmierdzą dopiero co założone świeże ciuchy, że mam nieustającą potrzebę mycia zębów, etc.
    palenie jest jest fajne dopóki nie zaczyna gdzieś uwierać.

    ale fajniejsze było dla mnie dorośnięcie do decyzji o nie śmierdzeniu i nie osmradzaniu innych.

    trzymam kciuki!

  18. Aleksandra Wójcik napisał(a):

    Powodzenia. :-)

    Bardzo lubię zapach dymu papierosowego, wychowałam się w domu, w którym palili oboje rodzice (tato 4 lata temu rzucił z dnia na dzień, a palił dwie paczki dziennie), nie przeszkadza mi, gdy mój chłopak czasami zapali, wychodzę ze znajomymi na papierosa zawsze, zawsze, a nigdy nie wypaliłam papierosa, kilka razy pociągnęłam, po czym wyplułam płuca, zostałam więc nałogowym „wąchaczem”, a nie palaczem. :-)

  19. Agnieszka Domańska napisał(a):

    Rzucałam kilka razy. Książka Carra nie pomogła, lizaki też nie. Ani ograniczanie, ani rzucanie za jednym zamachem. Nijak mi nie szło, za bardzo lubiłam palić. Do momentu kiedy po raz pierwszy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym. Od tej chwili nie zapaliłam ani jednej sztuki. Ciągnęło oczywiście, pierwsze 6 miesięcy nawet bardzo, teraz czasem wciąż zdarza mi się chęć na papieroska (jestem w 9. miesiącu). Ale się trzymam. Wniosek jest jeden – grunt, to wystarczająco silna motywacja. Bez tego lipa.

  20. Patrycja Koczwara napisał(a):

    Papierosy jakoś mi do Ciebie pasują, pomimo że Cię nie znam, tylko czytam bloga.
    Seg plus fajki to tak samo naturalne fajki plus stara dobra Carrie Bradshaw.

    Ale trzymam kciuki.

  21. Paliłem 8 lat i rzuciłem od razu, z grubej rury – wychodząc na balkon wraz z przyjaciółmi, oznajmiając im, że to właśnie jest mój ostatni papieros w życiu, dokładnie tak jak radził Carr w książce. :) I rzeczywiście, to był mój ostatni papieros w życiu. Już chyba 3 albo 4 lata nie palę, straciłem rachubę.

    Tak czy siak, powodzenia.

  22. Gratuluje decyzji!

    Polecam gorąco książkę – „Allen Carr – Łatwy sposób na rzucenie palenia” – dzięki niej rzucił papierosy mój chłopak, moja mama (1-2 paczki dziennie) i przyjaciel chłopaka (palił po 3 paczki dziennie).

  23. ja paliłam dla rytuału- porannej kawy, południowego spacerku, poobiedniej kawy, wieczorem do piwa czy coś. moj luby powiedział mi że tego nie lubi. a, że to był początek lovestory to stwierdziłam, że udowodnię, mu że nie jestem nałogowcem i rzucę. 4rok się trzymam. w moim przypadku zmiana rytuałów pomogła. zaczęłam pić kawę malując oczy, czy rozwiązując sudoku, na spacery chadzam innymi ścieżkami. od czasu do czasu wypalę na imprezie, ale wtedy to masakra- kac razy milion niezależnie od ilości procentów.
    trzymam kciuksy!

      1. Daniel Skoniecki napisał(a):

        cowieszNo?!

        Kiedyś rzuciłem palenie, całe 3 lata mi się udało wytrzymać, ale potem się przeprowadziłem ->impreza-> papieros -> kurde, przecie to takie dobre, po co ja to rzucałem tojanawetnie…

        >>Tu miały być argumenty jakie to jest dobre i w ogóle sexi, ale nałóg wzywa, idę zapalić.<<

  24. Kaja napisał(a):

    Ja po przeczytaniu tej książki rzuciłam palenie od razu (5 minut po jej odłożeniu – polecam przeczytać „na raz” – tylko 8 godzin, w trakcie paliłam jeden za drugim).
    Pierwszy miesiąc był najlepszy, było super :) duma mnie rozpierała… ale dp książki warto wracać…
    Bilans – nie paliłam 2,5 roku.
    I nie jest to żadna śmieszna książka jak to ktoś napisał :) ale fajne narzędzie psychologiczne, które można zastosować w wielu dziedzinach życia :)

  25. sylwia napisał(a):

    ważne, ze zadeklarowałaś to wszem i wobec. Teraz będzie to dla Ciebie silny motywator, gdy nie znajdziesz go w sobie. Dla mnie krótkie cięcie okazało się najlepsze, ale każdy powinien znaleźć swoją drogę w pożegnaniu.. to trochę tak jakby zostawiać cudownego kochanka, z którym jest cudownie w jednym wymiarze, ale wiemy, ze nie ma to racji bytu, że ta relacja jest destruktywna. Do tego kochanka nie można wrócić na chwilę, bo jak się lubi z nim obcować, to chce się nim znów zostać na dłużej. Trzymam kciuki za Twój świeży oddech, dymem niezmącone kupki smakowe, świetlistą cerę, błyszczące włosy, jasne paznokcie bez śladów zażółceń i czystą krew bez substancji smolistych ( badanie z żywej kropli krwi przetarło mi oczy, że nawet po 5 latach od zaprzestania palenia, krew nadal ma w sobie cień dymu).

      1. sylwia napisał(a):

        Grzegorz, „lektorat” czyli co konkretnie masz na myśli?

        Czepiasz się literówki, a sam używasz słów nieadekwatnych do tego co próbujesz wyrazić.
        Daj na luz! Każdy ma prawo do błędu, Ty również!
        ;)

  26. Eyuforia napisał(a):

    33 tyg bez fajek, tak jestem w ciaży :)
    Zaczęłam rzucać wcześniej i najbardzej pomogło mi chyba rozpowiedzenie wszystkim na świcie że nie palę. No nie miałm jak i gdzie zapalić nie robiąc z siebie głupka i tylko po kryjomu i na szybko mogłam, a że to żadna przyjemność to mi się nie chciało.
    Czasem marzę sobie, żeby zapalić, pewnie kiedyś to zrobię, ale nie oficjalnie i nie przyznam się nikomu.

  27. Mój facet uwielbia zdjęcia kobiet z papierosem, więc jakby zobaczył Twoja (jeszcze z takim dekoltem!)… tu ocenzuruję ;) Na szczęście nie znosi tak jak i ja smrodu fajek, więc jeden nałóg z głowy. Moja siostra rzuciła jak zaszła w ciążę, nie paliła 5 lat, pali znowu od 2. Wszystko zależy od tego jak silną wolę się ma, jak bardzo się chce.

    Lizaki to sam cukier, więc nie zjadaj 20 dziennie, bo Ci zęby wypadną! Czasami zastępuj je paluszkami albo marchewą. Marchewka do trzymania w ustach najlepsza, szczególnie te młode (cieniutkie jak palec i długie). Potrafię siedzieć z marchewką po 20 minut :D

  28. Jola Zumba Czarnecka napisał(a):

    Witaj Kochana!
    Po 13-latach palenia rzuciłam papierosy z dnia na dzień.
    Powód?(Wcale nie miałam takiego zamiaru, bo kochałam fajki…)
    Znajoma mnie namówiła na odwiedzenie z nią pobliskiej siłowni…
    -Tak chodź tylko zobaczymy…
    I od tego się zaczeło, a że mieszkam w Londynie, takie uczęszczanie na siłownie nie było tanie… Trzeba było podpisać kontrakt na rok i chcąc czy nie chcąc pieniązki z konta co miesiąc schodziły i to czy się chodziło na tą siłownię czy nie, nie miało żadnego znaczenia… i tak trzeba było płacić.
    Więc z momentem podpisania kontraktu postanowiłam „albo siłownia i w miarę zdrowy tryb życia albo fajki..”
    Nie palę już 3 lata i jestem teraz instruktorem Fitnessu…uwieżysz???
    Z całego serca życzę Ci wytrwałości w rzucaniu tego g…wna.
    Takie jednodniowe-imprezowe palenie nie pomaga, ale każdy ma inną siłę wytrwałości!
    Trzymam kciuki i będę śledzić postępy…
    Najpiękniejszą nagrodą bedzie dla ciebie twoje odbicie w lustrze.
    Satysfakcja że dajesz radę i jest ci z tym dobrze! Zamiast lizaków polecam witaminki w postaci mieszanki nasion…słonecznik,pestki z dyni, orzeszki, rodzynki lub suszona żurawina.
    Dobrze wpłynie to na twoją cerę.
    Lizaki to sam cukier…i jakieś dodatkowe gramy mogą pojawić się na wadze, czego chyba byś nie chciała…
    Trzymam kciuki Segritta i czekam na „new update”
    xxx

    1. Sylwia Anna Makulska napisał(a):

      Palenie nie implikuje raka, tak samo jak nie każdy chorujący na raka płuc jest/był palaczem. Mnóstwo osób dotkniętych tym nowotworem nigdy nie paliło.

  29. Bart napisał(a):

    O naiwna :) Choć uśmiechałem się szyderczo coraz szerzej przy każdym kolejnym zdaniu, to jednak życzę powodzenia i żeby poszło gładko.

  30. Mateusz Macha napisał(a):

    Zacznij od przeczytania książki Carra. Jest napisana bardzo podstępnie – dochodząc do jej końca wręcz nie możesz się doczekać, by po jej przeczytaniu podjąć świadomą decyzję o rzuceniu palenia. No i przy okazji obala kilka fałszywych przekonań, co do samego rzucania i życia „po”.

  31. Marcina napisał(a):

    ja polecam champix – dzięki niemu rzuciłem palenie po 12 latach i nie palę już 6, tylko ganja raz za 3-4 miesiące:)

  32. alicjaklara napisał(a):

    5 lat palenia i kilka prób rzucania, a pomogły dopiero tabletki z cystyną. Nie mam zbyt silnej woli ;) Zdarza mi się zapalić na imprezie, ale na co dzień nie palę. A jak mam ochotę na papierosa, to żuję gumę lub zjadam jabłko.

  33. Ja paliłem jakieś 11-12 lat i nigdy nawet nie myślałem o rzuceniu. Uwielbiałem palić. Kobieta moja namówiła mnie raz na spróbowanie elektronicznego. Zapaliłem raz i rzuciłem zwykłe papierosy na zawsze (już prawie dwa lata). Elektronicznego palę do dziś ale coraz mniej. Zaś co do książki Carra to przeczytałem i tylko bardziej zachciało mi się palić :) No ale wiadomo, tutaj to już potrzebna wola rzucenia, a tego nie miałem i nie mam. Paliłbym pewnie dalej gdyby nie to, że normalne fajki już mi nie smakują. Czasami aż mi trochę szkoda.

  34. Saurietta napisał(a):

    Życzę powodzenia, choć co prawda sama nie wiem co to znaczy, bo nigdy nie paliłam, ale domyślam się, że gdybym paliła – to paliłabym nadal. Mam bardzo słabą silną wolę.

  35. Ja rzuciłam palenie, kiedy zaczęłam intensywniej biegać. Samo się zrobiło. Po prostu dym papierosowy (sam jego zapach) zaczął mi przeszkadzać, wręcz wywoływał u mnie reakcje wymiotne. Być może dlatego, że wzmożona aktywność fizyczna wyostrza zmysły i podczas biegania o wiele intensywniej odczuwam różne zapachy. Za każdym razem, kiedy przebiegałam obok budki z chińczykiem, albo koło osoby palącej, robiło mi się niedobrze. No i tak się jakoś uwarunkowałam – nie jem chińskiego żarcia i nie palę ;) W okresie treningowego zluzowania zdarza mi się zapalić 2-3 fajki do wina czy piwa ze znajomymi, ale nigdy nie wróciłam do nałogu – czyli osiągnęłam punkt, w którym Ty chciałabyś się znaleźć.

    Jeśli nie lubisz biegania, spróbuj innej aktywności fizycznej – takiej, żeby się zmasakarować i wypocić. Nie znam ludzi, którym po takim wysiłku chciałoby się palić. A w sytuacjach nerwowych dobrze działa guma do żucia :]

  36. Ja momentalnie rzuciłem fajki, kupiłem paczkę wypaliłem dwa stwierdziłem że chcę skończyć z nałogiem rzuciłem paczkę na ziemie i ją zgniotłem :D Już prawie 11 miesięcy bez fajki :)

  37. Był zimny wieczór, a właściwie noc-około godziny 22:00. Piątek, psia mać!! Skończyły mi się fajki, a na
    CePeeN miałem (i mam) jakieś 300 metrów. Pomyślałem, że mi się nie chce nosa wystawiać i przeżyję. Potem jakoś w sobotę się nie mogłem zebrać po szlugi… I niedziela jakoś zleciała bez fajki. Poniedziałek przeżyłem (a kumple w robocie jarali, i jarają po dziś dzień- jak smoki) bez dymka…

    Żyję bez jednego ch0ciażby macha coś koło 6 lat. A w „najlepszych” czasach dobijałem do dwóch ramek dziennie… I jarałem lekko ponad 10 lat.

    Moja połówka paliła, pali i będzie palić. Pokusa leży na wyciągniecie ręki, ale za cholerę mnie nie ciągnie do jarania. Wszystko kwestia nastawienia. Jestem przekonany, że w moim przypadku „ograniczanie” nie zdałoby egzaminu, bo zapewne bym się usprawiedliwiał, że „dzisiaj co prawda mam przewidziane max. 5, ale jak zapalę 6 to nic złego się nie stanie”. Nie ma bata: wszystko albo nic. Ale życzę realizacji postanowienia, bez względu na metodę. Byleby okazała się skuteczną :)

  38. martina napisał(a):

    Paliłam pięć lat i nie wyobrażałam sobie rzucić… Skutki rzucenia: brak koncentracji, wzmożony apetyt, rozdraznienie bardzo mnie zniechecaly (robiłam kilka prób, aby rzucić fajki). Trafiłam kiedyś do lekarza, który przepisał mi tabletki, dzięki którym nie miałam żadnych skutków rzucenia palenia. Nie pale od roku. To nie reklama, a zachęta, że jeśli sobie nie poradzisz bez wspomagacza to wyprobuj tabsy, ponieważ warto rzucić to świństwo! Czuje sie świetnie ze świadomością, ze nie jestem niewolniczka papierosów i wyglądam lepiej. Tabletki to Zyban. Pozdro

  39. Dariusz Nowak napisał(a):

    Mam już czterdziestkę na karku i nie wypaliłem w życiu ani jednego papierosa.
    Osobiście uważam że to najohydniejszy nałóg – kiedy idę za kimś kto jara i czuję dym z jego mordy włącza mi się dżihad i mam ochotę mu przywalić.
    Palenie jest sexy ??? to jakieś kuriozalne stwierdzenie laska z papierochem w ustach to najohydniejszy widok. Osobiście znałem tylko jedną dziewczynę która z papierosem wyglądała ok ale ona trzymała fajkę jak Audrey Hepburn.

Dodaj komentarz