Social cooking

Znajoma blogerka rzuciła ostatnio hasło na fejsbuku.
„A gdyby tak przestać gotować? W ogóle? Na zawsze?”

Oczami wyobraźni zobaczyłam ją w dość standardowej, dobrze znanej sytuacji. Stoi Luca przed otwartą lodówką, za godzinę musi postawić ukochanemu mężowi obiad na stole albo znów będzie musiała tłumaczyć się ludziom, że te siniaki to przez upadek z roweru. Ale co tu zrobić? Schabowy? Nie, znowu będzie narzekał, że go świnią karmi. Pierogi? Nie, były w zeszłym tygodniu. Coś zupełnie nowego? A jak nie posmakuje… Poza tym łańcuch za krótki, do sklepu nie dojdzie…

I wtedy na ratunek przyszedł znajomy Luki i napisał:
„powiem tak, nie ma nic lepszego jak ugotować obiad dla bliskiej osoby w domu, albo zaserwować Jej / Jemu śniadanie do łóżka. żadna restauracja czy ryba w ryżu z dowozem tego nie zapewni :) „

Błyskawicznie rozwinęła się dyskusja i jeszcze tego samego dnia byliśmy umówieni na sześcioosobowy obiad wśród nieznajomych. Znajomy Luki obiecał gotować, ja udostępniam kuchnię z tarasem, zrzucamy się na żarcie a Luca zmywa (magistra z tego ma).

To będzie dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, bo polska tradycja wychowała mnie w kulturze obiadów rodzinnych – a nie koleżeńskich. Okazuje się jednak, że social cooking podbija serca Polaków.

Michał Piasecki pracuje w IT, ale jego pasją jest gotowanie i poznawanie nowych ludzi. Wraz z trzema kumplami założyli zupełnie darmowy serwis OpenFiesta.com, dzięki któremu każdy z nas może umówić się na wspólne gotowanie z ciekawymi ludźmi, poznać potrawy z całego świata i podzielić się własnymi hitami kulinarnymi.

SEGRITTA: Co to jest OpenFiesta.com?
MICHAŁ PIASECKI: To serwis przeznaczony dla amatorów dobrego, domowego jedzenia z całego świata. To miejsce dla wszystkich, którzy pragną poznawać nowych ludzi, wspólnie przyrządzając i jedząc niesamowite potrawy.
Wszyscy lubimy gotować, pracujemy w IT i lubimy miło spędzać wolny czas. Początkowo stworzyliśmy prostszy serwis dla nas i dla naszych znajomych, żebyśmy mogli częściej się spotykać. Potem stwierdziliśmy, że dlaczego mamy ograniczać się tylko do własnego grona, może innym ludziom też się nasz serwis przyda, a przy okazji poszerzymy grono znajomych. Tak to się zaczęło.

SEG: I jaki jest odzew na Waszą ofertę?
MP: Ludzie lubią social cooking. Podoba im się forma i taki sposób spędzania wolnego czasu. Zauważyliśmy, że podchodzą do tego neutralnie, aż sami nie znajdą się na jakiejś fieście jako „gospodarz” lub jako „gość”. Wtedy na maksa chcą się w to angażować i z tego korzystać. Bo wtedy na własnej skórze przekonują się, że to jest fajne :)

SEG: Dlaczego akurat wspólne gotowanie a nie na przykład wspólne granie w Scrabble albo spacery?
MP: Wszyscy założyciele Openfiesta mimo tego, że są facetami – wbrew steorotypowi – lubią gotować. Szczególnie jakieś fajne, nowe potrawy, a nie klepać schabowe. Podchodzimy do tego trochę jak do wyzwania :) Poza tym przyjemniej gotuje się dla większej grupy ludzi.

SEG: No i każdy lubi jeść – a nie każdy grać w Scrabble. Jak wyglądają takie spotkania?OpenFiesta
MP: Ostatnio uczestniczyłem w „pikniku nadwarciańskim” – piękne malownicze miejsce położone nad Wartą, zjawiło się chyba ze 40 osób, każdy przyniósł przysmak przygotowany przez siebie w domu, była piękna pogoda, do tego gry i zabawy. Ludzie szybko się zintegrowali. Bardzo duża część użytkowników Openfiesty to podróżnicy, ludzie, którzy korzstają z couchsurfingu. Cześć z nich zwiedziła naprawdę kawał świata i mają o czym opowiadać.

SEG: A jak sprawdzacie gości? Przecież nie każdy ma odwagę zaprosić do siebie zupełnie obcą osobę.
MP: W serwisie mamy system rekomedacji i odznak. Po fiescie każdy uczestnik może wystawić opinię gospodarzowi i gościom. Poza tym aktywni użytkownicy dostają różnego rodzaju odznaki, które dają innym użytkownikom wskazówki i informacje. Zachęcamy ludzi, żeby dawali również linka do swojego konta na Facebook, w ten sposób inni mogą sprawdzić, jaką osobę zapraszają i zaorientować się na przykład w gronie jej przyjaciół.

SEG: Czy jest jakaś sprawdzona formuła spotkań social cooking? O czym warto pamiętać?
MP: Wszystko zależy od tego, jak to sobie gospodarz zaplanuje. Może ustalić, że wszyscy przynoszą jakieś składniki i gotujemy wspólnie. Może powiedzieć, że on przygotowuje sam potrawę i tylko zaprasza gości. Jeżeli potrawa jest droga, a gości dużo – może napisać, że impreza jest składkowa (np. po 10 zł). Składką może być też np. butelka wina. Osobiście zauważyłem, że większość fiest kończy się jednak na wpólnym gotowaniu. To bardzo integruje grupę. Liczba osób zależy oczywiście od gospodarza i wielkości lokalu. Średnia to około 10 osób, ale są i takie na 40 osób i takie na 4. Wszystko zależy od gospodarza. Warto też poinrofmować o kluczowych rzeczach dotyczących fiesty takie jak: czy będą potrawy wegetariańskie, czy będzie można palić, czy w lokalu są zwierzęta, czy zaprasza z dziećmi itd.

SEG: Która z potraw fiestowych smakowała Ci najbardziej? Masz też jakąś swoją specjalność?
MP: Chicken Tikka Masala. Palce lizać! Zrobił ją Cyprian, jeden z założycieli OpenFiesty. Znał tę potrawę ponieważ ponad pół roku siedział w Indiach, tam pracował w jakiejś restauracji i tak się jej nauczył.
Moją specjalnością jest zaś orientalna sałatka z kurczaka w curry. Moja siora bardzo lubi gotować i eksperymentować w kuchni. Przepis na tę sałatkę z kuraka mam od niej.

 

SEG: A jak dołączyć do OpenFiesty?

MP: Wystarczy wziąć udział w którymś z istniejących przyjęć. Serwis daje użytkownikom dwie możliwości uczestnictwa w spotkaniach – jako gość oraz jako organizator spotkania. Udział w spotkaniach nie zawsze jest bezpłatny. Czasem organizatorzy proszą uczestników o wniesienie wkładu w postaci drobnej opłaty czy składnika niezbędnego do przygotowania uczty. Same spotkania nie ograniczają się tylko do jedzenia już przygotowanego posiłku. Często ucztę poprzedza wspólne gotowanie, które jest doskonałą okazją do wymiany kulinarnych doświadczeń. Generalnie mieliśmy pomysł, żeby wszystko było za free i faktycznie większość fiest jest darmowych, ale rozumiemy, że dla niektórych koszt może wydawać się za duży, w szczególności gdy przychodzi dużo gości lub potrawa jest droga. Wtedy faktycznie gospodarz może poprosić o jakąś składkę. Ale tak jak już wcześniej pisałem, podoba nam się model: gospodarz gotuję główną potrawę wieczoru, goście przynoszą przystawki (sałatki, łakocie czy wino). Ten model, zauważyliśmy, najlepiej się sprawdza.

No i zaczęłam się zastanawiać, która z moich potraw zasługuje na podzielenie się nią z innymi ludźmi, ale przychodzi mi do głowy tylko jajecznica. Dlatego marne szanse, że zorganizuję takie spotkanie jako kucharz…

 

Do wywiadu z Michałem i samego tematu social cooking natchnęła mnie najnowsza kampania Żywiec Zdrój, promująca obiady ze Smako-Łykiem. Stąd też kilka fajnych majowych konkursów dla blogerek kulinarnych, fotografów i internautów ze smykałką dekoracyjną. Zostało mało czasu, więc radzę się pospieszyć! 

Jeśli prowadzicie bloga, zachęcam do sesji fotograficznej ze Smako-Łykiem. Nagrodą główną jest publikacja zdjęcia w Gali. Jeśli bloga nie macie – zawsze możecie pobawić się w kulinarnego stylistę z tą aplikacją i wygrać 1000zł do wydania w sklepie DUKA.

 

A w bonusie przepis na orientalną sałatkę z kurczaka w curry autorstwa siostry Michała.
Składniki:
– piersi z kurczaka
– ryż brązowy
– curry + przyprawa ziołowa
– kurkuma
– ananasy
– brzoskwinie
– rodzynki
– kefir
– majonez

1. Gotujemy brązowy ryż. Po zagotowaniu mieszamy go z kurkumą, żeby nabrał wyrazistości i koloru.
2. Kroimy piersi kurczaka w kosteczkę. Następnie obtaczamy w curry i wrzucamy na patelnię lub do rondelka (wygodniej jest w rondelku, bo łatwiej się przewraca).
3. Kroimy ananasy i brzoskwinie, namaczamy rodzynki.
4. Mieszamy wszystko razem.
5. Robimy sosik (kefir + trochę majonezu) i wlewamy do reszty.
6. Na koniec najważniejsze ;) posypujemy koperkiem. No i jemy!


Komentarze do wpisu: 2 Napisz komentarz

  1. Jako ofiara patriarchatu na krótkim łańcuchu chciałam tylko powiedzieć, że chętnie wygram 1000 zł na zakupy w Duce. Jak mnie mąż puści ;P

    Na wspólne gotowanie z przyjaciółmi umawiałam się już dobre 10 lat temu. Mój przyjaciel, fascynujący się kuchnią, robił proszone obiady, na które zrzucaliśmy się wszyscy i z niecierpliwością czekaliśmy, co przygotuje. Z kolei kiedy mieszkałam sama, niechętnie gotowałam dla siebie, ale lubiłam zaprosić kogoś i albo ja robiłam obiad, albo gość, albo wspólnie. Fajna rzecz!

    Więc tak, nie znoszę gotować, chyba że akurat lubię ;P blog.lluca.pl/2011/05/nienawidze-gotowac/

Dodaj komentarz