Syndrom męczennicy czyli jak nie zrobić z faceta melepety

To tekst dla każdej kobiety, niezależnie od tego, czy ma syna, czy faceta, czy jedno i drugie. Singielkom też się przyda, na wypadek znalezienia sobie partnera, bo to właśnie samotne kobiety najczęściej umiejąc sobie ze wszystkim same poradzić i potem, w związku, dalej wszystko robią same. A cały sekret polega na tym, że w rodzinie jak w dobrej firmie – trzeba umieć cedować obowiązki i nie robić wszystkiego samemu. Tylko najpierw trzeba umieć NIE ROBIĆ, co jest dla wielu kobiet paradoksalnie trudniejsze niż robienie.

Kto lepiej zajmuje się domem: kobieta czy mężczyzna?

Od wczoraj na fejsie dyskutujemy o tym, czy warto zatrudniać młode kobiety, które przecież zaraz zajdą w ciążę, potem wezmą urlop macierzyński, wychowawczy i wreszcie zwolnienia na chorobę dziecka. W pewnym momencie zasugerowałam, że co prawda ciąży z facetem dzielić nie można, ale już takie zwolnienia z powodu choroby dziecka może brać też tatuś, niekoniecznie tylko mamusia. W odpowiedzi jedna z czytelniczek napisała, że owszem, facet może zostać w domu, ale co z tego, skoro sam się dobrze tym dzieckiem nie zajmie, bo nie będzie umiał i z każdą pierdołą będzie dzwonił do partnerki.

Niestety, taka jest prawda. Wielu mężczyzn nie ma pojęcia o opiece nad dzieckiem, bo ciągle robią to partnerki. Nie ma też pojęcia o opiece nad domem, bo… ciągle robią to ich partnerki. Tak, to jest jedyny powód. Co chwila widzę jakieś reklamy o piorących, sprzątających kobietach oraz teksty o podziale domowych obowiązków i męskie pod nimi głosy. Głosy, które szczycą się tym, że „kto jak kto, ale ja pomagam żonie w domu!”. POMAGAM. Pomagać to może 3-letnie dziecko, gdy się uczy nieporadnego odkurzania albo zmywania naczyń. Pomagać, to może pies, gdy się go nauczy „podaj pilot od telewizora”, albo gość, który kurtuazyjnie wymyje kubek do swojej herbacie, gdy będzie od nas wychodził. A partner, nasz mężczyzna, w końcu jak by nie patrzeć „pan domu” powinien na równi z kobietą tym domem się zajmować a nie komuś „pomagać”. Jeśli dalej nie rozumiecie, czemu ja tak się dziwię, spróbujcie odwrócić sytuację. Wyobraźcie sobie forum, na którym kobiety się chwalą, że pomagają swoim mężczyznom w sprzątaniu domu. Już  jasne?

Znajomy mojej przyjaciółki kiedyś oznajmił nam na jednej z prywatek, że on nie umie sprzątać, bo jest mężczyzną, a mężczyźni nie są genetycznie przystosowani do zauważania bałaganu lub kurzu. Otóż, drogie panie, to nie jest prawda. Mężczyzna tak samo jak kobieta widzi bałagan i kurz, ma tak samo jak kobieta – dwie ręce, wszelkie potrzebne siły i zmysły, by sprzątać, gotować, prać, wyrzucać śmieci, zmywać i robić posiłki. Jedne z tych rzeczy może lubić bardziej, inne mniej, podobnie jak kobieta. Oczywiście idealnie się złoży, jeśli się  partnerką uzupełnią i np. ona będzie lubić gotować a on zmywać, ale nie oszukujmy się, takie idealne uzupełnienia w kwestii wszystkich domowych obowiązków się nie zdarzają i trzeba się podzielić także tym, czego się nie lubi. I co się wtedy robi? Co robi przeciętna, polska kobieta, gdy żaden z domowników nie pali się do np. zmywania naczyń?

Robi to sama.

Może nawet próbuje czasem zmusić do zmywania syna lub męża (z córkami jakoś im to łatwiej przychodzi, pewnie dlatego, że ciągle sprzątająca matka jest dla córki wzorem, co powinna robić kobieta, więc łatwiej taką dziewczynkę namówić do naśladownictwa dorosłej mamy), ale widząc tego marne efekty, w końcu się poddaje. Bo ile można tłumaczyć, że szklanka niedomyta, że dno garnka trzeba doszorować, zlew po zmywaniu oczyścić, kubki ze stołu poznosić… Przecież sama to zrobi szybciej, lepiej i bez nerwów, no i nie będzie musiała o tym przypominać pół dnia, patrząc, jak się górka naczyń w zlewie powiększa. A potem spotka się z koleżankami, sapnie i ponarzeka, jaka to jest spracowana, przemęczona i jak to jej mąż nie pomaga w domu, mimo że oboje przecież pracują. Robi z siebie męczennicę, która zapierdala za wszystkich, bo sama robi to najlepiej.

Bicz plis. Nie robisz tego najlepiej bez przyczyny. Nie trzeba magisterium ze zmywania bronić, żeby robić to dobrze. Wystarczy potrenować. Gdybyś NIE ZMYWAŁA, tylko zostawiła to mężowi, to on byłby w zmywaniu lepszy. Wiem, że to może być zaskakujące, ale naprawdę nie jesteś lepsza w obowiązkach domowych tylko dlatego, że masz parę cycków.

„Ale ja lubię po nich sprzątać!”

Jest jeszcze jeden typ kobiety robiącej wszystko za wszystkich – i nie jest to męczennica. To jej przeciwieństwo. Mam na myśli kobietę, która uwielbia zmywać, sprzątać, czyścić, gotować i prasować. Ona po prostu to lubi. Robi to z uśmiechem na ustach, ogarnia cały dom, karmi wszystkich domowników i sprawia jej to przyjemność. Wszystko byłoby super, gdyby taka kobieta mieszkała sobie tylko z partnerem. Sama bym temu partnerowi zazdrościła. Wszystko ma ogarnięte, pod nos podane i jeszcze mamy do czynienia z sytuacją win – win, bo przecież jej to wszystko sprawia przyjemność. Super.

Gorzej, jeśli taka kobieta ma dzieci, bo te dzieci niczego się przy mamie nie nauczą. Jakże mogą nauczyć się gotować, skoro ona ciągle gotuje dla nich? Jak mają się nauczyć zachowania wokół siebie czystości, skoro jej sprawia przyjemność sprzątanie po nich? Jak wreszcie mają się nauczyć życia w rodzinie, jeśli czasem nie będą zmuszeni do sprzątnięcia wspólnej przestrzeni albo pozmywania naczyń po wszystkich? Ja wiem, że czasem najtrudniej jest nic nie robić, ale wierzę też, że nauczenie dzieci takich podstawowych obowiązków jest niezmierne ważne dla ich samodzielności. Może planujesz dla nich bogatą, szczęśliwą przyszłość w domu ze służbą, ale co jeśli jednak sami będą musieli sobie coś ugotować, sami będą musieli sobie posprzątać a jeśli masz synów – wcale nie trafi im się uwielbiająca zmywanie i prasowanie żona z mnóstwem czasu na nieodpłatną pracę domową? Do luksusu łatwo przywyknąć i naprawdę łatwiej jest się dzielić domowymi obowiązkami osobie, która od dzieciństwa miała swoje obowiązki – niż komuś, kogo tylko życiowa sytuacja zmusiła do ubrudzenia rączek.

Księżniczka na ziarnku grochu

Kiedyś bajka o tej księżniczce wydawała mi się historią rozpuszczonej pannicy i, nauczona innymi tradycyjnymi bajkami, szukałam w niej jakiegoś moralizatorskiego wniosku wychowawczego. Bez skutku. Dziś wiem, że to wcale nie była bajka z morałem, tylko próba pokazania prostego mechanizmu przyzwyczajenia. Przywyknąć można do luksusu albo do biedy. Do czystości albo do brudu. Do obowiązków lub ich braku. W zależności od tego, jak dziecko wychowamy – tak w naturalny dla siebie sposób będzie żyło w dorosłym życiu.

Jeśli więc będziemy dbać o czystość domu i od początku, konsekwentnie dawać Jasiowi do zrozumienia, że trzeba w tym domu sprzątać, to dorosły Jan będzie sam z siebie, bez biadolenia, marudzenia i potrzeby przypominania łapał za odkurzacz i sprzątał wokół siebie w domu, bo nawet mały bałagan będzie dla niego jak ziarnko grochu – będzie go uwierał, męczył i uniemożliwiał oddanie się lenistwu lub pracy. Sama mam coś takiego, że lubię zasiąść do mojego ulubionego serialu z popcornem lub lodami, dopiero wtedy, gdy wszystkie obowiązki zostały wypełnione a wokół siebie mam porządek. Co więcej – Jan będzie też wiedział, że jak się je popcorn na kanapie, to nie warto brać w łapę całej garści i kruszyć wokół siebie, bo potem SAM będzie to musiał sprzątać. Jaś sprzatający wyrasta na Jana nie tylko sprzątającego, ale też nierobiącego tak wielkiego bałaganu jak Jaś niesprzątający. :)

Jeśli zaś Jaś nigdy w domu nic nie będzie sprzątał, to potem dorosły Jan będzie tym typem faceta, który na każde „a może byś pozmywał” będzie reagował jęczeniem i wymigiwaniem się. Do tego wcale mu nie będzie przeszkadzało zaleganie na kanapie w okruszkach i bałaganie wokół siebie. Taki Jan będzie przekleństwem dla swojej partnerki.

Droga partnerko Jana, jest dla Ciebie jedna nadzieja.

Nawet jeśli trafiłaś na niewychowanego mężczyznę, a wciąż jesteście na początku związku, masz jeszcze szansę na resocjalizację Jana. ;)

Moja prababcia zwykła mawiać:

Co od mężczyzny wyciągniesz na początku, to twoje.

Babcia nie miała na myśli pieniędzy, biżuterii i koni wyścigowych. Miała na myśli pewne prawa i przywileje, granice, których nie wolno przekroczyć i oczywistości, bez których nie wyobrażasz sobie związku z danym mężczyzną. Jeśli od początku wyraźnie zaznaczysz, że nie tolerujesz wulgaryzmów, nigdy nie przeklinasz oraz nie życzysz sobie, by twój partner przy tobie przeklinał – to najprawdopodobniej mężczyzna na to przystanie i powalony ogromem twoich zalet oraz siłą własnej do ciebie miłości – przeklinać przestanie. Jeśli zaś pożyjecie sobie razem parę lat z wulgaryzmami i nagle, po tych paru latach mu powiesz, że jego „kurwy” i „chuje” ci przeszkadzają i że może by przestał przeklinać, to cię wyśmieje. To samo tyczy się różnych domowych obowiązków. Jeśli zawsze będziesz mu robić posiłki i napoje, to trudno go będzie po latach nauczyć, że teraz to byś chciała rewanżu i żeby raz na jakiś czas to on tobie herbatę przyniósł do łóżka.

Dlatego, droga kobieto, od początku wymagaj od Jana współuczestniczenia w prowadzeniu domu i wychowywaniu dziecka. Nie odkładaj tego na później. Nie mów „teraz ja to zrobię, ale w końcu poproszę go o pomoc”. Nie wpadaj też w pułapkę myślenia „on w końcu zauważy to, jak się dla niego poświęcam i doceni to!”. Od pierwszej randki, od pierwszego dnia wspólnego mieszkania, od pierwszych dni waszego potomka, WYMAGAJ pewnych podstaw partnerskiego życia. Jeśli to będą jasne, sprawiedliwe wymagania i będą działały od początku, to nawet jeśli mama Jasia go niezbyt dobrze wychowała, ty masz jeszcze szansę to naprawić.

Komentarze do wpisu: 83 Napisz komentarz

  1. Zawsze mnie zaskakuje, jak słyszę, że facet pomaga żonie w domowych obowiązkach. Moi rodzice się po prostu tymi obowiązkami dzielą, podział zależy od tego, kto ma więcej wolnego czasu (moja mama ma nienormowany czas pracy) i siły, dla żadnego nie jest to problemem. To dla mnie najbardziej naturalna sytuacja i za każdym razem mnie zaskakuje wyznanie kogoś ze znajomych, że u nich tylko jedna osoba w domu sprząta. A pozostałe to są tam na wakacjach, że posprząta za nich obsługa hotelu?

  2. Kobietą nie jestem, ale to fakt – tak, jak od początku zajmowałem się dziećmi, tak już pozostało i w tej chwili to ja się martwię o to, czy MałaŻonka zostając z moimi dwoma chłopakami da sobie radę. I za ile zadzwoni, żebym wreszcie przyjechał i ich ogarnął :)

  3. Ludmiła Szpila-Szemraj napisał(a):

    Amen! Popieram, podpisuje się wszystkimi kończynami i wieszczę dalej! Jestem tez żywym dowodem na to, że można mieć faceta partnera, a nie sracza pomagacza ;) Pozdro!

  4. Z narzeczonym mamy taki układ, ze ja gotuję, on zmywa. Mieszkamy w kawalerce, co skutkuje małą ilością naczyń, zatem – nie pozmywane? To nie ma obiadu.
    Niestety to jest problem poprzedniego pokolenia, że kobiety „sprzątają lepiej, gotują lepiej…” etc.

  5. Veronika Pine napisał(a):

    Nie da się zrobić nic innego, jak z Tobą zgodzić.
    W moim domu akurat był podział na obowiązki bardziej tradycyjny, ale też było to za zgodą obydwu stron – Tata bardzo docenia pyszny obiad od Mamy, a Mama cieszy się, że nie musi 2 miesiące prosić o naprawienie czegoś w domu. Za to my – dzieci mieliśmy obowiązek i gotować i naprawiać – i nie było już podziału na płcie.
    Dzięki temu widzę, jak dobrze jesteśmy w sobie teraz poradzić, kiedy żyjemy już samodzielnie. Czego nie mogę powiedzieć o wielu moich znajomych czy nawet moim Ex :/ I pomimo postawionych na samym początku zasad współpracy, wyszło na to, że nie każdy potrafi przestać być „Księżniczką na grochu”.

  6. U mnie w domu rodzinnym też panował podział i nikomu to nie przeszkadzało. Tata gotował, zmywał, odkurzał, a w czyszczeniu łazienki stał się mistrzem, bo lubił szorować prysznic jakimiś specjalnymi płynami ;) Natomiast kiedy jeździliśmy do dziadków (podkarpacie) to zawsze byłam zdumiona. Tam model rodziny w którym mężczyzna nie przekracza progu kuchni (nawet po kanapkę) jest normalny, naturalny i na porządku dziennym. Kwastia mentalności i zasad wpajanych od dziecka ;)
    Dużo bardziej wolę moje domowe wzorce, chociaż nie ukrywam, że dbanie o dom sprawia mi dużo przyjemności!

  7. taka babka napisał(a):

    No fakt, mojemu kurz nie przeszkadza…..ale za to zmywa gary aż piana furkocze, a taki podział mi pasuje;]

    Za to brat to klasyczny przykład dostosowywania się do męczeństwa (lub nie) babek naokoło: gdy zamieszkał z dala od domu rodzinnego (ze mną i drugą siostrą) i zamiast obiadków podtykano mu pod nos odkurzacz, cudownie okazało się – potrafi! Teraz znów mieszka z mamą (i babcią) i nie wie jak obsłużyć pralkę, zmywa tylko swój kubeczek, a gdy nie ma co zjeść zalewa zupkę chińską. I weź wytłumacz – nie, nie jemu, tylko kobietom, że synek/wnuczek ma jednak ręce.

    I tu poruszę jeszcze jedną kwestię – mama wchodząc w związek małżeński zamieszkała razem z
    teściami. W jej rodzinnym domu pełnym ludzi zawsze było partnerstwo we wszystkich sprawach. Trafiła za to do domu, gdzie mężczyzna to pan i władca, któremu trzeba ugotować (i podać), posprzątać, poprać, urodzić i wychować dzieci, a przy tym pracować równie ciężko a nawet ciężej
    (wieś). I dziękuję nie będzie, za to będzie mnóstwo wyrzutów, bo wciąż jest za mało. No i trochę jednak szok, bo mężowi bardzo wygodnie w trybikach tej maszyny. Oto opowieść jak teściowie i bierność faceta, którego się wybrało, może stłamsić fajną babkę, która chyba jest za dobra? za pokorna? za kochająca i ufna? żeby się rozwieść i tak, może nie z własnej woli ale staje się taką męczennicą.

    Jako dzieciak nie zdawałam sobie sprawy jak to wygląda. A teraz widzę, że znalezienie przez moją mamę pracy i zarabianie własnych pieniędzy było i jest ucieczką i jakimś uniezależnieniem się. Widzę, jaką niewypowiedzianą ulgę mama poczuła gdy zmarł dziadek – dla mnie kochany, dla niej z
    wieczną pretensją i wygórowanymi wymaganiami. I widzę jak teraz mając 50 lat wychodzą z niej te frustracje, gdy babcia a jej teściowa poucza ją jak ma zrobić mielone. I smutne to takie.

  8. Tianzi napisał(a):

    Przypomniał mi się odcinek Ally McBeal, w którym sprawa dotyczyła kobiety odsuniętej od awansu z powodu czasu uciętego z pracy na opiekę nad dzieckiem. Wybuchła debata, czy dyskryminacja, czy sprawiedliwe podejście wobec pracowników, ktorzy poświęcają swoją full energię na pracę i stanęło na wzniosłym i ‚feministycznym’ (!!!) stwierdzeniu, że ‚nie można wymagać od kobiety wboru między karierą o posiadaniem dzieci’. Możliwości, aby ten czas na opiekę nad dziećmi poświęcał ich ojciec, nikt nawet nie wymienił, nawet jako opcji do storpedowania. To były lata ’90 i dzisiaj w Ameryce pewnie nikt by czegoś takiego nie nakręcił, ale w PL…

  9. To wszytko wynika z poczucia winy u kobiet, bo czują, że to mężczyzna się nimi opiekuje. Bez względu na to ile zarabiają i kto więcej. A za opiekę trzeba się w jakiś sposób odwdzięczyć, nie wiem tylko, czemu większość np. moich koleżanek uważa za doskonałą zapłatę zadbany dom i obiad na stole. Druga sprawa jest taka, że już wiążąc się z facetem kobieta „gniazduje”, gotuje te romantyczne kolacje i układa mu w pokoju porozrzucane ciuchy, żeby „było milej”. Po ślubie robi to dalej, aż w końcu ma pretensje do niego, że „on nic nie robi w domu”, więc mężczyzna zaczyna „pomagać” a głupim babom tak samo ciężko, bo faceci specjalnie sa w tych domowych obowiązkach beznadziejni, żeby ich wygoniła np z kuchni. Mój facet nas utrzymuje, ale to nie zwalnia go z mycia garów i wyrzucania śmieci za zmianę ze mną.

    1. llamagdallena napisał(a):

      ” Mój facet nas utrzymuje, ale to nie zwalnia go z mycia garów i wyrzucania śmieci za zmianę ze mną” – facet Was utrzymuje, a co Ty robisz?

      Seg, tekst świetny. Wydrukuję go i dam matce mojej, może przekaże kanapowemu tatusiowi…

  10. ola napisał(a):

    prawda. tylko co wtedy, kiedy przeklinanie i brak pomocy przy obowiązkach domowych zaczyna nam przeszkadzać po 5 latach związku i 2 latach mieszkania razem? Bo ja już nie mam pomysłów jak go „ulepszyć”. Mea culpa, ale co dalej?

    1. Zastosuj terapię wstrzasową. Przestań robić te wszystkie obowiązki domowe.Powiedz mu, zs teraz najbliższe 3 miesiade on sie tym zajmuje.Gwarantuje Ci,ze po miesiacu balagan bedzie tak mu przeszkadzał, ze sam wszystko zacznie robić . Jak nie bedzie mial upranych rzeczy, w koncu sam bedzie musiał je wyprać. To na pewno pomoże.

      Inna rzecz,ze mezczyzna nie lubi POMAGAĆ, przydziel mu zakres obowiazkow,nie mow zeby Ci pomogl w sprzataniu np.,ale przydziel mu,ze trzymanie porzadku np. w pokoju i sylialni nalezy do niego. Wtedy poczuje sie jak samiec i bedzie w stanie ruszyc tylek :)

  11. Lili napisał(a):

    Mało nie zrobiłam z faceta melepety :D Wprawdzie on od początku angażował się w domowe obowiązki, ale to ja miałam wiecznie dość poprawiania, chodzenia, napominania. Bo jednak u mnie w rodzinie panował pod względem porządków perfekcjonizm (nie było mowy o najmniejszym kłaczku kurzu poniewierającym się po podłodze), a u niego w domu – gdzie wszyscy wracali późno, bo mieszkali z dala od miasta – robiło się tyle, żeby nadążyć. I ta różnica w podejściu zaowocowała tym, że już nawet bez pytania zaczęłam wyprzedzać go w robieniu wszystkiego, zanim nawet zdążył pomyśleć, to ja zmywałam, wycierałam itd. Kłóciliśmy się bardzo długo, bo on oczywiście od razu zauważył, że izoluję go od obowiązków i że ciągle mi się coś nie podoba, on w moich oczach był niezdarą, a ja w jego – wiecznie niezadowoloną zołzą, która to nawet wprost nie powie, a stosuje jakieś techniki pasywno-agresywne. Później on przestał już robić w ogóle, bo czuł się urażony, a ja hodowałam poczucie krzywdy, że wyłącznie ja zajmuję się domem i mam leniwego faceta. Na szczęście, pewnego razu rozpoczął mi się ciężki okres na studiach i uznałam, że wolę zrezygnować z tej wydumanej „perfekcji”, niż mieć zupełny brud w mieszkaniu. Ale żeby móc powrócić do punktu wyjścia, musiałam nauczyć się traktować mojego ukochanego jako równouprawnionego w kwestii domu – a to nie było łatwe, bo moje poczucie doskonałej wszechwiedzy często wygrywało.
    Warto dać drugiej osobie poczucie, że też może być „panem domu” i nie rezerwować sobie tej sfery na wyłączność. I powstrzymać się od ciągłego narzekania, bo to tylko odstrasza i wcale nie motywuje do zmiany.

  12. Marcin napisał(a):

    Czytając twój artykuł wychodzi na to że znaczna część facetów to lenie nie potrafiące nic zrobić wokół własnej dupy nie potrafiąca zadbać o przestrzeń swoją ani swojej rodziny? A może źle odczytałem to, co napisałaś? Nie jestem pedantem, ale czystą osobą. Mężczyzną, młodym pomidorkiem dopiero co z krzaczka urwanym co prawda, ale jednak. Sprzątam, zmywam, myję w domu okna, lodówkę, kabinę prysznicową, lodówkę, wstawiam pranie, odkurzam, wstawiam zmywarkę… prasować nie lubię ale cóż, jak mus to mus ;). Wpis kończy się tym że partnerka musi wymusić od swojej połowy pewne zachowania, co za smutny obraz się z tego wyłania – facet leń, obibok z dwoma lewymi rękoma. Nie zgadzam się! Jestem tego chodzącym przykładem, ale może to efekt wychowania, za co dziękuje mojej mamie i dziadkowi, choć niekoniecznie… bo nie jestem jedynakiem, a podejście rzekomo pedantyczne mam tylko ja. Pozdrawiam ciepło :)

    1. magda K napisał(a):

      Marcin, jesteś jednym z niewielu facetów którzy to potrafią! Gratuluje ) i nie traktuj tego jako formę wymiana absolutnie nie.
      Sama mam trzech braci, moja mama juz od małego wymagała ode mnie tego żebym pomagała w kuchni sprzatala robiła zakupy, robiła pranie i pracowała rzeczy wszystkich domowników, a przede wszystkim moich braci. Problem jest tak na prawdę jeszcze większy bo na każdą moja prośbę o pomoc albo podział obowiązków i bracia i o zgrozo mama mówili że to obowiązki dziewczyny. To zakorzenilo się w mojej rodzinie ze względu na to ze do tego przyzwyczaiła nas nasza mama. Albo ona zajmowała się wszystkimi obowiązkami albo robiłam to ja..
      nie dało się nawet tego negocjować.
      Przykład z tego weekendu, od kilku lat nie mieszkam w domu jeden z moich braci wyprowadził się miesiąc temu ale co weekend przyjeżdża na obiady do rodziców, trzeba było pokroić ciasto i wyłożyć na talerzyki. Brat patrzy na mnie blagalnie żebym mu przyniosła, odpowiedziałam ze ja nie jem jak chce to niech sobie przyniesie. Oczywiście się nie ruszył. Za chwilę mama do mnie z wyrzutem czemu się nie rusza i nie przynosie jak on chce… żeby dla niego to był problem!
      Problem leży nie tylko po stronie facetów ale osób które je wychowują, żeby żyć w równowadze oraz aby nasze przyszłe dzieci nie bały się i nie uciekały przed pracami domowymi ;)

      1. Marcin napisał(a):

        Tak… jeżeli przyzwyczai się człowieka do wygody to później trudno go od niej odzwyczaić. Daj komuś palec, to zaraz zechce całej ręki. Uważam że każdy potrafi, tylko niewielu się zwyczajnie chce. Innym po prostu coś nie przeszkadza, z kolei jeszcze innym… zwyczajnie zwisa czy warstwa kurzu ma 5 czy 10 cm. Z tym obowiązkiem kobiet to jest tak jak z legendą o szkodliwości tamponów. Nie ma co się jednak spinać, ważne to żyć w harmonii, zgodzie ze swoim partnerem czy tam partnerką :)

    2. A dla mnie ten tekst jest bardziej o pewnym typie kobiet. U mnie też
      jest tak, że dzielimy się z mężem obowiązkami i nawet nie ustalaliśmy
      żadnych podziałów, z czasem wyszło, że on robi „grube” porządki lepiej, a
      ja zajmuję się „drobnicą”. Ale wiem, że jeżeli wskoczyłabym w jego
      „kompetencje” i nagle zaczęła myć okna i łazienkę, to tylko na własne
      życzenie, bo odkurzanie nadal musiałabym odwalać ja. To jest bardziej
      tekst dla walniętych „sama-se-dam-radę” babek, niż facetów, bo zauważ,
      że stoi tam, jak wół napisane, że potraficie sprzątać, tylko nikt Wam
      nie pozwala.

  13. Ówczesny chłopak bardzo się zdziwił, jak na pytanie o 2 w nocy czy zrobię mu kolację, wyśmiałam go i odwróciłam się na drugi bok. Mamusia by mu zrobiła. Dziś, już mąż, nie pyta. jak głodny robi sobie sam.

    1. Mojego przyjaciela mama zrobiła zaraz po ślubie pierogi jego tacie, na pytanie czy mu smakują, powiedział ze tak, ale mama robi lepsze. Wzięła wszystkie pierogi, otworzyła okno, wyrzucila z 4 piętra i kazała w takim razie wynosić sie do mamy. Przez ponad 30 lat małżeństwa ani razu nie skrytykował juz żadnego jej dania :)

  14. Magdalena napisał(a):

    Zupełna zgoda. Ja np. mam straszny żal do wychowującej mnie kiedyś babci. Nic nie mogłam robić, wszystko dostawałam… Skończyło się tak, że przeprowadzka na swoje (w wieku 17 lat) była straszną logistyczną tragedią. Do dziś właściwie nie potrafię się sensownie odżywiać, a nie ma już czasu na to, żeby uczyć się wszystkiego totalnie od podstaw.

  15. Mrs Pacman napisał(a):

    Ja to chyba mam nejlepszą teściową na świecie. Pomimo tego, że sama nie pracowała zarobkowo i zajmowała się domem, nauczyła obu synów sprzątać pos sobie, zmywać, prać i gotować podstawowe produkty. U mnie w domu, to raczej ja pomagam mężowi w porządkach niż on mi.

  16. ewq napisał(a):

    Ja mieszkam z facetem i psem. Wczesniej kiedy mniej pracowałam potrafiłam codziennie szmatkami podłogę w 140 metrowym mieszkaniu na kolanach przelatywać. Mój facet pracuje w domu i na moje nieszczęście ja też. Dodam, że jak trzeba było wbić przysłowiowy gwóźdź w scianę lub cokolwiek odsunąć to i tak brałam się za to sama. Codziennie jest sprzątane i codziennie jest to samo. Duży pies + brudzący facet.. Powiedziałam sobie dość. Teraz sprzątam z takim zaangażowaniem co on. A, że mu nie za bardzo to przeszkadza to mieszkamy w syfie.

    1. eStorm napisał(a):

      Mialem takiego kolege w akademiku i testowalem twoja metode i ani razu nie pomogla. Syf sie robil coraz wiekszy, ze az trzeci wspollokator pekal i sprzatal za wszystkich. Z nowym rokiem zmienilem pokoj na inny z kim innym. Pech chcial ze trafilem na ten sam tym faceta. Tu na szczescie bylo ciut lepiej bo tego odwiedzala dziewczyna raz na miesiac czy dwa i wtedy bylo sprzatanie generalne. Wiec wiesz… obawiam sie ze predzej jakies robaki ci sie zalegna niz twoj facet sie zmieni :)

    2. A nie lepiej z facetem pogadać zamiast bawić się w takie gierki? ;) Dziwię się, że dwie dorosłe osoby, które mieszkają wspólnie nie potrafią takich rzeczy sobie powiedzieć i ustalić wspólnego sprzątania.

  17. Chciałam kiedyś napisać o męskim pomaganiu w domu i w życiu, bo nic nie denerwuje mnie bardziej jak zwrot ‚mój mąż/chłopak pomaga’. Na szczęście jestem nieugięta, umowa jest jasna ja gotuję on zmywa, jak nie zmywa nie ma obiadu.

  18. Wiolla napisał(a):

    Jeśli irytujące jest to, że facet tylko „pomaga” to jaką rację bytu ma stwierdzenie, że to MATKA źle wychowała dziecko? ;)

    1. Ewela napisał(a):

      w tekscie chodzilo o to ze MATKI daja zly przyklad dzieciom, jesli same wszystko robia w domu.
      Nie znaczy to, ze tylko one sa odpowiedzialne za wychowanie, ale w tej akurat kwestii duzo zalezy od postawy kobiety – bo zaden facet nie bedzie narzekal na to, ze zona wszystko za niego robi.

  19. Tami Tea napisał(a):

    Jejku, musze chyba co jakiś czas przeczytać ten tekst, bo mi się przyda ;-;

    Jako osoba, cóż, dość przywykła do bycia singielką, i robienia wszystkiego samej, później w związku mam straszny problem! A później słyszę ‚Ty za dobra jesteś dla niego’ albo ‚odwdzięczył się kiedyś? – nie, no co Ty. Czasem talerze odniesie do kuchni jak zje’. Ale w sumie to zawsze rozpieszczam facetów, i niezbyt daję im się odwdzięczyć, bo… no nie ma jak, jak zawsze ugotowane, posprzątane, jeszcze jednym wolnym palcem błędy w kodowaniu mu poprawię ^^”.
    Trochę też prawda, że w domu rodzinnym większość wymagań była do mnie, nie do brata. Bo ja dziewczyna, muszę przecież to umieć. Bo brat młodszy. „mamo, ma 16 lat, nie 3”.
    Więc po latach teraz, gdy słyszę od chłopaka „pomóc Ci coś?” niezbyt umiem przytaknąć, i dać pozmywać. Ba, nawet do stopnia, że ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy nie problem, że musi po picie iść do kuchni, może ja powinnam… :v

    Chyba muszę to mocno przemyśleć i się kurczę, w końcu ogarnąć ^^”.

  20. awa napisał(a):

    Niestety jako 6letni dzieciak straciłam matkę z powodu raka. Ojciec prowadził własny biznes, w domu bywał rano i wieczorem, więc siłą rzeczy usamodzielnić musiałam się „dużo za dużo” i dużo za wcześnie. Odkąd skończyłam 9 lat sama gotowałam obiady (na początku nie były to wielkie specjały, ale zjadliwe), zmywałam i robiłam pranie. I zawsze mnie łapał ból tyłka, jak odwiedzałam koleżanki i ich matki robiły im kanapki, sprzątały po nich itd. Bo ja musiałam sama. 10 lat później ten ból tyłka mi przeszedł, jak zostałam zaproszona przez jedną z tych koleżanek na obiad. Z garmażerki :)

  21. Wszystko to prawda, podpisuję się pod tekstem wszystkimi kończynami :) Z jednym się tylko nie zgodzę – mężczyźni (zapewne nie wszyscy, być może proporcja jest identyczna w przypadku kobiet, tylko my jesteśmy co do zasady nauczone sprzątania w domu) naprawdę gorzej sprzątają. Jestem w związku partnerskim i mój mąż jest zaangażowany w sprawy domowe, umie wszystko sam zrobić (moja cudowna teściowa go uczyła od najmłodszych lat), nie trzeba go do niczego zmuszać, generalnie trafiłam na super faceta. Ale… on sprząta gorzej niż ja – mniej dokładnie zmywa, mniej dokładnie odkurza. I to nie jest celowe, czy złośliwe. On po prostu nie widzi brudu ;)

    1. Agnieszka Kwiatkowska napisał(a):

      U mnie odwrotnie – mąż widzi wszystko. Ja odkurzam mieszkanie w 15 minut, on 30, bo zajrzy i pod, i za kanapy, a do dywanów zastosuje inną końcówkę. Ja machnę z grubsza i jest git ;) Ale też ja odkurzam co drugi dzień, bo syn ciągle coś kruszy, a on tylko w weekendy. Ja jednocześnie zajmuję się młodym, mąż sprząta bez 20-miesięczniaka kręcącego się pod nogami… a później jak syn znów kruszy, to mąż się denerwuje, że znów będzie bałagan. Ja już przywykłam, że choćbym gadała i gadała, to bałagan będzie się robił i po prostu trzeba sprzątać częściej. Ale w odkurzaniu i tak syn najlepszy – jak się dorwie to nie ma zmiłuj, odkurzacza mu się nie odbierze póki po całej podłodze mu dostępnej nie pojeździ :)))

    2. Agnieszka Hałas napisał(a):

      Zależy od mężczyzny. Mój mąż odwrotnie, przy odkurzaniu i zmywaniu naczyń jest hiperdokładny (a przez to mało efektywny). Natomiast jest faktem, że faceci często dostrzegają kurz i bałagan, ale mają większą skłonność do machnięcia ręką i odłożenia sprzątania na później. Bo to nie takie ważne, bo wolą sobie odpocząć. Mam wrażenie, że kobiety bardziej poczuwają się do sprzątania, bo mają wdrukowane, że bałagan w mieszkaniu przynosi wstyd pani domu, a nie obojgu małżonkom po równo.

  22. fajter napisał(a):

    Z komentarzy pod artykułem dowiedziałam się, że to szatan zmusił mnie do nieposłuszeństwa mężczyźnie i podjęcia pełnoetatowej pracy :D

  23. A ja się nie zgodzę ! Nie po całości, jednak się nie zgodzę. W domu przeważnie za ogarnianie całego majdanu odpowiadam teraz ja – żona jest w drugiej ciąży i jej ciężko. Fakt, dużo pracuję i mam mniej czasu dla córki, ale w weekend staram się to nadrabiać, ale przy okazji też piec, gotować i sprzątać. Ogarnięcie 36 mkw nie jest dla mnie problemem. Pranie zrobię, ale wolę już żonę podpytać. Podawać dziecku syropki jednak uczyłem się 3 dni i tu autorce przyznaję rację nad racjami :)

    Z nami nie jest aż tak źle, może trafiacie na złe egzemplarze :)

    1. Barbara Gajowiak-Adamczewska napisał(a):

      mój drogi jedna kobieta trafi na „melepete”, a inna sama sobie go stworzy. takie są realia, stereotypy utrzymują się nie bez powodu, są skutecznie pielęgnowane przez całe społeczeństwo. ja też mam ciężki egzemplarz, który ma zdecydowanie za dobrą mamę i choć nie jest idealnie to powoli pracujemy nad naszym partnerstwem

  24. Podoba mi się akapit „Ale ja lubię po nich sprzątać” takie inne podejście prezentuje :) Fajny post. Moja mama czasami stosuje takie zagrywki psychologiczne, prosi o zrobienie czegoś, a kiedy nikt nie robi tego w ciągu pięciu minut, z westchnieniem i miną cierpiennicy sama to robi ;)

    1. U mnie całe życie było to samo! A teraz ciężko mi utrzymać porządek, naczynia w zlewie leżą nawet i tydzień, łóżko ścielę od wielkiego dzwonu i takie tam. A najdziwniejsze jest to, że jak już czasem pomieszkuję z moim mężczyzną, to wtedy włącza mi się tryb mojej mamy i nagle bałagan przeszkadza, zaczynają się narzekania i „bo ja wszystko muszę robić sama!”

  25. Czyli jeżeli w domu to ja jestem od wszystkich tych „babskich” obowiązków – i to ja wiem jakie leki dziecku kiedy podać i żona mnie o to pyta. Oraz ja kąpię dziecko, rano o 6 wstaję zrobić jej mleko, ok 8-9 jestem na zakupach, od 10-11 robię obiad dla nas, odkurzam, wstawiam pranie, ogarniam całą kuchnię – to co zaszło? Szczerze – za każdym razem kiedy czytam takie teksty – jak ten, czy ten ostatni Ohme w mamadu (na który odpowiedziałem u nas na blogu), to żal mi was, Panie, że macie takie coś w domu. Żal mi. A jeszcze bardziej żal, że dajecie sobie jakieś recepty na wychowanie faceta. Zajmijcie się synami.

    1. Mnie też to odrobinę zastanawia. Z jednej strony kobiety zdają się być takie silne i wyzwolone, a z drugiej nie potrafią zadbać o pewien podział obowiązków? Przecież nikt nikomu rąk nie związuje. I zgadzam sie, że to od matki głównie zależy jak będzie ogarniał rzeczywistośc jej syn, przyszły mąż i ojciec.

  26. Łukasz Kołton napisał(a):

    Nie zgadzam się z tekstem. Kierowanie się stereotypami uważam za niewłaściwe. Co do reklam to również w nich pełno jest stereotypów zatem jak można się dziwić, że przekaz dot. mężczyzn jest zafałszowany?

  27. Zdecydowanie zgadzam się z Twoją babcią :) A nauczenie sie przez niektóre kobiety „nie robienia” bywa bardzo trudne, bo teraz jest moda na kobiety niezależne, kobiety cyborgi, które ze wszystkim sobie świetnie radzą, a facet wariuje, bo nie wie już co ma robić ;)

  28. Sabina Gatti napisał(a):

    ..”, masz jeszcze szansę na resocjalizację Jana. ;) …. ” —– albo złożenie reklamacji do matki Jana i rządanie odszkodowania :)

  29. A gdyby tak jednocześnie walcząc o swoją kobiecą niezależność, o dobry podział obowiązków w partnerstwie, zadbać również o to, aby nie robić z siebie ofiary? I zająć się np.swoim synem, który za pewien czas będzie możliwie mężem i ojcem?

  30. Wioleta Kraska napisał(a):

    Do wszystkich facetów i nie tylko, którzy z tekstem się nie zgadzają! Super że wasze żony mają tak dobrze, że wy mężczyźni wiecie co to partnerstwo. Ale nie wszyscy tak mają, ja mam opornego męża na wszystko oprócz grania w gry i walczę i walczę i już nie mam siły na tę walkę. Więc ja się zgadzam z teksem i podpisuję się nim dwoma rękoma.

    1. eM 2:) napisał(a):

      Po co walczyć, tez graj w gry :) A oporzadzaj tylko siebie. Jak ktoś ma problem z samoobsługą, to należy podzielić wszystko i żyć jak współlokatorzy. Nikt o zdrowych zmysłach nie opiera, sprząta i nie gotuje całemu segmentowi w akademiku na studiach, taka sama zasada przy facecie :)

      1. Wioleta Kraska napisał(a):

        Może gdyby mnie gry kręciły to i owszem :) ale wolę siedzieć z nosem w książce :) i tylko noce mi na to zostają. A ponadto mamy dziecko, które wymaga zainteresowania (a siebie nie sklonuję by obrobić wszystko – praca – obiady – dom – dziecko) i w zasadzie chodzi mi o córkę właśnie, nie ma wzorców od od ojca, jedyny jaki nabrała to to, że ma profil w grze tej co ojciec gra i ona jest tym faktem zachwycona, dla mnie osobista porażka. a jeśli chodzi o samoobsługę w ogół siebie to nie do końca tak to dobrze wychodzi bo mimo to bałagan się w domu robi, a ja niestety z tych czyściochów. Ale nie ma co się użalać, trzeba poprawić koronę :) i zasuwać dalej :)

  31. Nie sądzę, by aktywny udział w wykonywaniu obowiązków domowych można było na partnerze/rce wymusić.
    Niemniej, życzę powodzenia temu, kto postawi na takie rozwiązanie.

  32. Anna Wolska napisał(a):

    Nie przypominam sobie żebym udzielała ci wywiadu, a czytam teks o mnie. Nawet trudno mi się zdecydować, który akapit lepiej mnie opisuje. Tak bardzo prawdziwe, że boli.

  33. eStorm napisał(a):

    W wiekszosc przypadkow jest tak ze facet jest taki jak go wychowano w domu. Jesli pol zycia za niego mamusia wszystko robila to nie oczekujmy ze sie nagle zmieni. Jesli zawsze mamusia mu podsuwala obiad pod nos a jego zadaniem bylo tylko zjesc, tak zostal nauczony i tak zostalo mu to wpojone przez lata, to nie oczekujmy ze nagle sam zacznie gotowac a po obiedzie pozbiera naczynia, umyje i zrobi wam deser. Skoro tak drogie panie wychowujecie swoich synow to czego oczekujecie od facetow?? Mnie mama tak wychowala, ze piore, gotuje, sprzatam, robie zakupy i zajmuje sie dzieckiem bez zadnych problemow. Za to mialem takich kolegow, ktorzy majac 20 lat w akademiku nie umieli zrobic sobie ani prania ani jajecznicy na sniadanie. Ale skoro w domu kolega mial za zadanie sie uczyc i przynosic same piatki, a reszte rzeczy robila kochajaca mama to skad mial sie chlopak zycia nauczyc?

    1. Kalutka napisał(a):

      Bo w życiu wlasnie chodzi o to, ze kobieta wychowuje faceta. Jeśli nie zrobiła tego jego mamusia, to musi zrobić to jego kobieta. I naprawdę sie napracować, bo zapamiętane nawyki zostają na prawie całe życie. No chyba, ze facet doświadczył prawdziwej szkoły życia, ale to bardzo rzadkie zjawisko i potrafi zając sie sobą sam. Kobieta szczęśliwa =mężczyzna wychowany ;)

  34. Justyna napisał(a):

    Droga Seg,

    A co w sytuacji gdy nasz partner otwarcie mówi o tym, że tak został wychowany i nie umie i ciężko mu się nauczyć :
    a. sprzątać
    b. gotować?
    A już zupełnie nic zrobić ‚domowego’ gdy zostaje sam z dzieckiem.
    A gdy zostaje sam (na noc) wtedy przyjeżdża mamusia i go wyręcza np. w opiece nad dzieckiem. Co zrobić?
    Kłócić się? Nie robić nic? A może ochrzanić mamusię?
    Tylko mi nie mów czegoś pt. Brały gały co chciały itp.
    Ogólnie jest zaradnym facetem, dużo umie, w sprawach zawodowych dobrze mu idzie. Chodzi o obowiązki domowe. Tak, jego mama całe życie wyręczała jego i jego braci. Teraz też to robi jak tylko może, jak wyjeżdżam (max 2 dni) tylko ja tak nie chcę! Chcę, żeby się nauczył,że nikt w domu dla nikogo nie jest służbą i jak Bozia dała rączki i kawałek mózgu to jesteśmy w stanie robić te same rzeczy. Nie jesteśmy razem jakoś strasznie długo, ale od początku staram się egzekwować pewne zachowania. W domu są dzieci, więc sterta nieumytych garów, czy brudna podłoga jest nie do przyjęcia. Ehh no i jak żyć? :)

    1. seba napisał(a):

      Miałem dokładnie tak samo – w domu rodzinnym byłem wyręczany z większości obowiązków „domowych”. To jest proces. Na pewno nie można pójść na noże.Powiedz w sposób pozytywny co czujesz. Że zależy ci na jego pomocy. Stopniowo go wprowadzaj w obowiązki . Powoli dokładając nowych, aż sytuacja się wyrówna.

  35. Dominik Kolęda napisał(a):

    O, bo wszyscy to musza być tacy równouprawnieni.
    A co w chwili, gdy układ jest jasny i klarowny? Facet ma przynosić do domu wypłatę, dbać o to, by samochody były sprawne, a komputery działały?
    Kobieta robi zakupy (co prawda, ciezkie rzeczy czekaja na wniesienie przez faceta), pierze, prasuje, sprzata.
    I wszyscy są szczesliwi. Co z takim modelem rodziny?
    Moze po prostu, dla takich facetow, są kobiety o innym charakterze?
    Może nie uszczęsliwiajmy wszystkich na siłę?

    1. W takich modelach rodziny robimy krzywdę ewentualnym synom. Uczymy ich, że bez kobiety mogą zdechnąć z głodu i zarosnąć brudem. Co jeżeli ich przyszłe żony będą inne niż matki i nie będą chciały robić za gospodynie? Jeżeli facet nie umie przyrządzić sobie posiłku albo wrzucić do pralki kilku ubrań i nacisnąć guzików to jest po prostu nieporadny życiowo.

      1. Dominik Kolęda napisał(a):

        Moze cos w tym jest. Z drugiej strony – powinni sobie dobrac partnerke podobna do matki (tak, wiem, jak to brzmi), czyli w zgodzie ze swoim wychowaniem. Albo szybko sie adaptowac do nowych warunkow :D

  36. Agnieszka Hałas napisał(a):

    Sprzątanie, zmywanie, pranie i gotowanie to nie są trudne czynności… Mnie tego nikt nie uczył w dzieciństwie – nie miałam w domu praktycznie żadnych stałych obowiązków (zawsze słyszałam „ty się masz przede wszystkim uczyć”). Na studiach trochę gotowałam rodzicom, coś tam sprzątałam, ale mało. Mimo to, kiedy po studiach wylądowałam za granicą, sama jedna w wynajętej kawalerce, to ani nie umarłam z głodu, ani kawalerka nie zarosła kurzem. Nie rozumiem, co to za filozofia umyć podłogę i nastawić pranie? Wydaje mi się natomiast, że dzieci wychowywane w czystym domu często mają później odruch sprzątania niezależnie od tego, czy były uczone sprzątania, czy nie – ma się wtedy wdrukowane „dopuszczalne granice bałaganu”, których człowiek nie przekracza.

    1. Filemona napisał(a):

      Ja również nigdy nie miałam wielu obowiązków w domu. Teraz jestem na pierwszym roku studiów i jakoś sobie radę – ba, jeśli mnie porównać z moją współlokatorką, to ja robię za „tą porządną”. ;) I zgadzam się, że potrzeba zachowania czystości wokół siebie wynika z wychowywania się w czystym domu. U mnie właśnie tak to działa – zawsze miałam czysto, więc teraz sprzątam całe mieszkanie/nastawiam pranie/gotuję, mimo że wcześniej tego nie robiłam.

    2. Ertix Poke napisał(a):

      A to niby co Twoim zdaniem trzeba jeszcze w domu robić? o.O
      To nie są trudne czynności? Na tym polega przecież opieka nad domem.

  37. Marta Maksylewicz napisał(a):

    Mój mąż był wychowany w domu, w którym wszystkie posiłki przygotowywała mama. Mężczyźni jedynie zajmowali się grillem, ale też nie w całości. Mimo to, od początku naszego wspólnego zamieszkania bardzo często gotował, był ciekawy nowych smaków, których nie wynisósł z domu. Ja też bardzo lubię gotować. Czasem jest tak, że jednego dnia on gotuje dla mnie, a ja dla niego :D

  38. Izzy napisał(a):

    Jeżu! Tyle mądrości w tym tekście jest, mądrości, którą ja znam, ale nie mogę wpoić! Uwielbiam mamę mojego F. jednak jest to kobieta, która trzy razy w tygodniu piecze ciasto, u której niedzielny obiad składa się z „nastu” dań, która robi wszystko za wszystkich. I do tego F jest przyzwyczajony, a ja mu tego dać ani nie mogę (bo w przeciwieństwie do jego mamy pracuję), ani nie chcę (bo nigdy nie lubiłam gotować i jeśli będę „MUSIAŁA” to robić to zawsze będzie to dla mnie karą, przyjemnością może się stać jeśli pojawi się współpraca).
    Chciałabym żeby ten tekst został leciutko przeredagowany i wydrukowany w męskim czasopiśmie, tak żeby żaden z facetów nie mógł zbyć go stwierdzeniem, że to tylko taki feministyczny szit jest i nie warto zwracać uwagi. Może wtedy moje „tupanie” przestałoby być traktowane jako bezzasadne chimery, bo „przecież ostrugał ziemniaki, więc czego jeszcze chcę”.

  39. Marta Borowska napisał(a):

    Ja bardzo lubię zajmować się domem. Gotować sprzątać itp. Mój facet miał dwa obowiązki – wyrzucać śmieci i robić zakupy. W momencie, kiedy ja również podjęłam pracę po prostu podzieliliśmy się domowymi obowiązkami. On kompletnie nie potrafił gotować, nie potrafił wstawić pralki, czy powiesić prania, ale powiedziałam wprost, że sama z domem i pracą po prostu nie dam sobie rady (denerwuje mnie choćby nieumyta łyżeczka w zlewie). I co? I nauczył się prać, wieszać pranie i gotować dwie potrawy, które przygotowuje w dni, kiedy on ma wolne (zwykle wystarcza na dwa dni, więc spokojnie możemy gotować na zmianę). Robi mi nawet kanapki do pracy. Co więcej okazało się, że włączenie się w domowe obowiązki sprawia mu wiele przyjemności, a wręcz podniosło jego samoocenę (jego mama wszystko za niego robiła, nawet sprzątała jego pokój). A jaki jest dumny z siebie, kiedy sam coś zrobi, wyraźnie widać, że go to cieszy. Myślę, że małymi kroczkami i wszystkiego się nauczy. Już teraz potrafi o wiele więcej, niż w momencie, kiedy zamieszkaliśmy razem. Uważam, że w takich sytuacjach dużo daje cierpliwość i odrobina zaufania. Początkowo zdarzało mu się np. opanierować tylko co drugiego kotleta, albo jakiegoś spalić, ale za drugim razem poszło mu lepiej, a trzecie były niemaltak dobre, jak moje. To samo z praniem. Raz źle powiesił, to nie poprawiałam, mrucząc pod nosem przekleństwa, tylko cierpliwie pokazałam mu raz, drugi, trzeci, jak trzeba to zrobić i załapał. Kiedy miał wyprać pościel, napisałam mu dokładną instrukcję na kartce (co ma włożyć do pralki, jaki płyn dodać, a nawet zrobiłam rysunek, jak co powiesić) i poszłam do pracy. Kiedy wróciłam, pranie, czyste i pachnące było już niemal suche. Da się.

  40. ANIA-M napisał(a):

    U mnie jest tak że od początku starałam się być idealną panią domu i gdy mężczyzna przychodził z pracy to zawsze miał obiad na stole a po obiedzie sprzątałam no bo przecież on był zmęczony… I jeszcze znajdowałam 5 min żeby zrobić jakiś deser…
    Z tym że o ile miałam na to czas to było w początku ale było dni kiedy na studiach siedziałam do wieczora albo całymi dniami miałam się uczyć i i tak musiałam wszystko robić w domu bo wiedziałam że jak wróce to nikt dla mnie obiad nie zrobi i wokoło będzie bałagan…

    Jeśli wam mężczyźni jest miło wracać do domu czystego, pachnącego obiadem, z wypranymi ciuchami i powieszonymi tak żebyście nie musieli się mordować przy prasowaniu to zapewniam że kobieta jest takim samym człowiekiem jak wy i jej też sprawiłoby to przyjemność.
    Tylko może właśnie w tym jest problem że nie zdajecie sobie sprawy ile pracy, zaangażowania potrzeba żeby utrzymać dom w porządku bo widzicie już efekt.. A kobiety dodatkowo godzą te obowiązki z pracą czy studiami…A o ile prostrze i mniej czasochłonne by to było gdyby się tym podzielić…
    Moja rada to róbcie dla kogoś to co chcielibyście żeby ten ktoś zrobił dla was.. Czasami nie potrzeba wiele.. Współpraca, zaangażowanie i poświęcenie jednej chwili swojej przyjemności i zamiany jej na coś przyjemnego dla swojej żony, dziewczyny… Choćby wstanie o te 5 min wcześniej i zaparzenie jej kawy.. Miłe? Też tak myśle.. ;)

  41. Ewa Dsn napisał(a):

    Hłe, hłe…. Będąc młodą matką usłyszałam jak Teściowa chwali się w szerszym gronie, jak to mój jeszcze naówczas małżonek pomaga mi przy dziecku. A ja na to, że on wcale mi nie pomaga; on po prostu zajmuje się i wychowuje własnego syna :)
    Starsze pokolenie było ciut skonsternowane….

  42. anja napisał(a):

    No tak tylko ,że ja jako facet potrafię prawie wszystko i robiłem obiadki,sprzątałem,prałem,wymieniałem pościele,naprawiałem sprzęt który się popsuł pralki inne duperele domowe,samochody,remontowałem mieszkanie w trakcie budując dom samemu robiłem wszystko a im więcej robiłem tym więcej miałem roboty.A ta moja kobieta jak ją się powinno nazywać nigdy nawet nie zrobiła mi herbaty.Rozumiał bym gdyby wniosła coś innego np:zarabiała kasę albo umiała załatwiać sprawy w urzędzie albo coś innego ale tu kompletnie nie wnosiła nic.
    Jeszcze miała grymasy ,że dom buduję,albo do pracy idę a ona by chciała na rowerku pojeździć!
    Wykorzystywała fakt,że zrobię wszystko była,gorsza od facetów i stale jej było źle.
    Więc już nic nie robię bo mi na małym gestapowcu przestało zależeć. Obrzydła mi jako kobieta,nawet jej nie lubię bo kobietą już przestała być jakiś czas temu i nawet nie jest świadoma, że to koniec związku bo z jej charakterem było by to nie po jej myśli.

    1. Toyad Mordovnick napisał(a):

      Aleee… Nie ma żadnego przymusu bycia w związku z osobą, która sama niczego do związku nie wnosi, nie docenia starań partnera, wiecznie go krytykuje, w dodatku nam OBRZYDŁA i nawet się jej NIE LUBI… Serio, co to ma być..? Masochizm?? Zamiast wylewać żale w internecie i się odgrażać, że już nigdy się nie będziesz starać, polecam się po prostu rozstać z taką „kulą u nogi”.

  43. justice napisał(a):

    U mnie układ był od początku jasny:podział partnerski, ale po 10 latach małżeństwa i dwójce dzieci życie wygląda zupełnie inaczej. Mąż pracuje całymi dniami a ja zajmuję się domem i dziećmi. Nigdy nie byłam typem osoby, która podaje mężowi obiadek pod nos i wszystko z uśmiechem na twarzy ogarnia w domu. ale lubię mieć porządek, więc staram się to robić jak najlepiej i angażuje też do pracy swoja rodzinę. Jedynym obowiązkiem mojego męża jest wyrzucanie śmieci i małe zakupy (duże robię ja). Niestety moja połówka nie widzi wysypujących się śmieci, nie czuje smrodku i często kończy się to tym,że albo sama je wynoszę albo zrzędzę. A jak zrzędzę to mój mąż się na mnie obraża, bo ja krzyczę, marudzę i zrzędzę………więc wychodzi na to, że nie powinnam mu zwracać uwagi. Oprócz tego nie odkłada swoich rzeczy na miejsce co jest u mnie punktem zapalnym. Zostawia po sobie kubki po kawie, obierki po pomarańczu i nóż na ławie w pokoju, śrubki, karteczki, torby po rozpakowanych zakupach, papierki, woreczki, brudne ubrania na podłodze(do kosza na brudy nie trafiają)-jednym słowem wszystko zostawia na wierzchu=przyjdzie zonka i wszystko posprząta.
    Po powrocie z pracy je obiad, kanapa, kąpanie i usypianie dzieci i je kolację i kanapa z tv. w Weekend śpi dłużej bo przecież wstaje codziennie o 5.00. kanapa, komputer, tvn24 i czasami wyjdzie na spacer z dziećmi(po moich prośbach,żebym mogła ogarnąć chatę). Wieczorkiem drineczek, a rano trzeba znów pospać, kanapa tvn24 i robi obiad(tylko w niedzielę)-zmywam ja.wycieczka bądż basen z synem, kanapa i szykowanie sie do pracy.
    Tyle już razy rozmawiałam z nim i prosiłam, żeby bardziej się angazował w dom i rodzinę, a on zawsze się na mnie obraża i mówi:przecież ja pracuję, jestem leniem i nic nie mogę na to poradzić.Nie mam już do niego siły, mam dość sprzątania po nim-próbowałam już chyba wszystkiego.
    Nie pamiętam kiedy ostatni raz zrobił mi kolację czy herbatę tak sam z siebie. Aha, wszelkie papiery, terminy, telefony,rachunki-robię ja. on nic.
    Najlepsze jest to,że twierdzi że on mi POMAGA w domu i zajmuje się dziećmi. Nie powiem-robi to ale ile ja sie nieraz muszę nagadać żeby pobawił sie trochę z nimi(ja też muszę się bawić)sam rzadko to robi.
    Jak pracowałam to nic się nie zmieniło, teraz idę do nowej pracy i obawiam się,że będzie tak samo, a ja będę miała tylko mniej czasu i jeszcze więcej roboty.

  44. Icek Szlangbaum napisał(a):

    A co Wy,drogie Panie na to żeby (w ramach podziału obowiązków) kobieta pomogła mi przy naprawie samochodu,przy rąbaniu drewna,przy rozrzuceniu kompostu pod warzywa, przy spawaniu zepsutego płotu (który sama uszkodziła)? Czy to też wchodzi w rachubę? Bo nie bardzo widzę,żeby się któraś do tego garnęła.

  45. Ja uważam że jest problem w drugą stronę. Kobiety często wymagają od faceta podziału obowiązków domowych, a ja uważam że w pewnych sytuacjach jest to brak szacunku do pracy jaką wkładają mężczyźni. To oni częściej i ciężej pracują po za domem i często sami wiążą koniec z końcem kiedy przychodzą maluchy na świat. To oni biorą ciężar unoszenia rodziny, to od nich wymaga się rozwiązywania ciężkich sytuacji materialnych. Na nich to wszystko spływa. Nie pozwolę sobei na równy podział obowiazków skoro to ja zarabiam np. ponad dwa razy więcej i wkładam znacznei więcej wysiłku w to by rodzinei niczego nie brakowało. Wymagam szacunku do swojej pracy i pomocy MI, w tym by jako głowa rodziny dał sobei ze wszystkim radę. Korona z głowy kobiecie nei spadnie jak zajmie się obowiązkami domowymi. Tak samo jak facetowi gdy jej w tym pomoże, ale nei można wymagać równouprawnienia w tym zakresie bo jets to po prostu niedorzeczne. KObieta lepiej pewne rzeczy umie robić i mężczyzna i nei wolno się wcinać z głupkowatymi radami.

Dodaj komentarz