Ta-daaam! Pierwszy odcinek vloga już na youtubie

Stało się. Nagrałam i opublikowałam mojego pierwszego vloga* i czekam teraz cała podekscytowana na pierwsze komentarze.

Oczywiście widać niskobudżetową produkcję w braku muzyki, w słabym dźwięku, nierównym oświetleniu i kompletnym braku przygowania prowadzącej, ale oj tam, to dopiero początki. Jeśli wytrwam w postanowieniu, to za tydzień, no… miesiąc… nooooo…. najpóźniej za 5 lat pojawi się drugi odcinek. :)

I ten, kto nigdy nie gadał przed kamerą do kamery (bo to wbrew pozorom ma znaczenie, czy mówisz do jakiegoś człowieka z mikrofonem, czy do kamery), nie będzie wiedział, jakie to jest cholernie trudne. Stresujące. Tak dziwnie się człowiek czuje, jakaś trema włazi na aparat artykulacyjny, coś każe nagle sobie zdać sprawę, że masz ręce i że nie masz zielonego pojęcia, co z nimi zrobić. Gadasz czasem głupoty, tak ot, bo metr taśmy filmowej nie kosztuje już milijonów dolarów ani nie jest mierzony w metrach. Ale mimo wszystko jest dziwnie. Dlatego każdemu, kto kiedykolwiek chciał skrytykować jakiegoś youtubera – za zły głos, dykcję, dziwną składnię, ruchy itp – radzę najpierw samemu się nagrać do youtuba. To bardzo ładnie zmienia perspektywę. :)

*wiem, że zgodnie z zasadą powinna tu być odmiana „pierwszy vlog”, ale zrobiłam prostą analogię do przyjętej już uzusem odmiany bloga (sic!).

Komentarze do wpisu: 28 Napisz komentarz

  1. Ewa Grabowska napisał(a):

    Paznokcie <3 Pierścionek <3 Fajnie Cię słyszeć, masz przyjemny głos, ciepły taki :) Ciekawe tematy, ciekawie przedstawione. Mów dalej!

  2. 6:15 – najpiękniejszy prawie-uśmiech ever!
    Bardzo przyjemnie się Ciebie słucha, naprawdę. Miła odmiana od tych wszystkich rozkrzyczanych, przekoloryzowanych, megaekstatycznych i niesamowicie ekspresyjnych ludzi na YT. Dla tych, którzy mówią spokojniej, też jest tam miejsce.

  3. Hania Szymczak napisał(a):

    Nieogolone łydy! Yay!
    I wreszcie rozwiałaś moje wątpliwości co do Herego. Byłam przekonana, że czyta się właśnie [here], ale wszechobecny angielski podpowiadał inaczej.
    WIĘCEJ! :D

  4. Lidia nas napisał(a):

    Brawa za odwagę! Ja uwielbiam twoje blogi i jak dla mnie blogami mogą pozostać, bo uwielbiam czytać, ale rozumiem, że trzeba iść z duchem czasów, rozwijać i docierać do szerszej publiczności.
    Dla mnie filmik z Tobą to nie nowość, bo bloga znam od czasów Pary(r)za, więc na youtubie też już Cię widziałam i zawsze mi się podobało, pomimo słyszalnej tremki, która troszkę dusi Ci gardło, ale być może to kwestia czasu i trzeba nagrać powiedzmy 50 filmików, by wreszcie poczuć się swobodnie.

    Co do staników to nie byłabym taka pewna a tym bardziej nie mam żadnej pewności co do naukowców i ich „odkryć”. Wymyśl tezę a zaraz znajdą się naukowcy, którzy „udowodnią”, że jest inaczej.

    Pierścionki zaręczynowe z topazami są ostatnio bardzo modne nie dlatego, że brylant to węgiel (bo czemu to ma być coś złego?) a raczej dlatego, że każda kobieta chce być wyjątkowa a bezbarwny brylant w pierścionku zaręczynowym już niczym wyjątkowym nie jest. Moja córka np. też chciała być wyjątkowa i ma pierścionek zaręczynowy z błękitnym tanzanitem.

    Moim zdaniem przy wyborze pierścionka zaręczynowego, nigdy nie powinniśmy kierować się modą a WYGODĄ. Przecież to nie ciuch, który za rok wymienimy na inny, bo nam się znudził, przestał być modny, lub nie jest wygodny. Dlatego moim zdaniem pierścionek zaręczynowy NIE powinien być:
    1. Za duży i ciężki (nie powinno się go czuć na placu).
    2. Raczej płaski (zbyt wystający kamień nie będzie wygodny a to metalowe coś co trzyma kamień może zaczepiać o ubranie i zaciągać np. rajstopy).
    Ja dzięki temu, że wybrałam taki właśnie delikatny zaręczynowy pierścionek, bez problemu i z przyjemnością nosze go na palcu codziennie już ponad ćwierć wieku :)
    Czego i Tobie z całego serca życzę!

    P.S.
    Seg, błagam, odstaw te krzesła od barierki! Natychmiast! Na stałe! A przynajmniej dopóki mały nie będzie duży ;)

  5. Pionierka napisał(a):

    Jestem szczęściarą, bo Here dał mi się kiedyś wygłaskać :) I zawesze wiedziałam, że on musi nazywać się Here, a nie żaden Hiir.

  6. „musisz tym handlować”
    Nie wiem skąd się to wzięło ale brzmi fatalnie i nie ma żadnego sensu. Strasznie to kłuje w uszy.

      1. Tak też myślałem. Z tym, że czasownik „to deal” ma kilka znaczeń. Akurat w tym kontekście to nie znaczy „handlować” tylko „radzić sobie”. Nie jestem anglistą i niech każdy mówi jak chce, tylko powtarzając takie nieprawidłowe zwroty zakorzeniamy je w języku rodzimym zaśmiecając go nielogicznymi wyrażeniami.

        PS. Video mi się podoba. Jestem za tym żebyś kontynuowała nagrywanie :)

        1. S. Ja wiem, co oznacza to określenie. Właśnie na tym polega cały zabieg. „That’s the joke”, znów odwołując się do języka angielskiego. :)
          To taki sam żart językowy jak (analogicznie) „thank you from the mountain”.

        2. No właśnie tylko to nie brzmi już jak żart. W momencie gdy używamy tego określenia regularnie to przestaje być żartem.
          Jakoś nie spotkałem lekarzy, którzy regularnie diagnozują u pacjentów „brain tyre fire”

  7. Nigdy nie wierzyłam w bajkę, że zaręczynowy musi być pierścionek z diamentem, ba..nigdy nie wierzyłam, że zaręczynowy musi być pierścionek. Tak się utarło tylko dlatego, że małe i można mieć stale przy sobie ale nikt nie powiedział, że musi być to element biżuteryjny. Dawniej zaręczynowe były zegarki, wisiorki, ciotka opowiadała nawet o zaręczynowym koniu (!) i ta moda znowu wraca. Ale mówię to jako osoba, która jak dostała pierścionek zaręczynowy to na drugi dzień go zdjęła i zapomniała gdzie odłożyła.

    1. aaaaanaaa napisał(a):

      „Nigdy nie wierzyłam w bajkę, że zaręczynowy musi być pierścionek z diamentem, ba..nigdy nie wierzyłam, że zaręczynowy musi być pierścionek”

      Mało nas, ale mam dokładnie tak samo jak Ty :)

      1. Czego nie robi się dla narzeczonej z drogim hobby… Z tego co wiem ten koń był jakimś championem. Sama bym nie pogardziła. Krowa może zostać jednak źle odebrana nie ryzykowałabym na twoim miejscu ;)

  8. Natalia Kaplita napisał(a):

    Gratuluję pierwszego filmu :)
    Możesz podać jakieś źródła badań dotyczących tego, że noszenie biustonosza nie wpływa na to, czy piersi są obwisłe, czy nie?

  9. Haha, my ze Śląska nosimy biżuterię z węgla z dumą! I to nie muszą być diamenty – lokalne marki tworzą biżuterię z tego (nie)zwykłego, czarnego węgla!

Dodaj komentarz