Trolling towarzyski

Ten cudowny sport wymyśliły w starożytności kobiety Wikingów, które dość szybko zauważyły, że ich koledzy nie kumają zupełnie zasad współżycia socjalnego i nie potrafią wykorzystywać słów do osiągania swoich celów. Ta językowa (głównie językowa, choć nie tylko) ignorancja szybko sprowokowała pierwszą kobietę do zabawy swoim mężem – przy czym mąż nie zorientował się, że jest obiektem drwin żony i jej koleżanek. Z czasem powstały koła trollingu towarzyskiego, potem tajne gildie a w końcu oficjalne zawody w trollingu, w których najlepsze trollice (a także trolle, bo mamy równouprawnienie) od wieków konkurują o złoty medal w TT.

Jeśli dopiero zaczynasz zabawę z TT, sugeruję, żebyś spróbowała bardzo prostego ćwiczenia, które bazuje na uroczym słowie „absolutnie”. Sama miałam ku temu dosknonałą okazję przy ostatnim podrywie „na taksówkarza”, którym próbował mnie podejść.. cóż.. taksówkarz odwożący mnie nad ranem do domu. W którymś momencie wypalił wprost:
– A lubi pani seks oralny?
Bez zastanowienia odparłam, lekko wzburzonym głosem:
– Ależ absolutnie….
[tu zrobiłam lekką pauzę, podczas której z przyjemnością uchwyciłam we wstecznym lusterku pełną poczucia winy minę kierowcy, po czym dokończyłam zdanie]
…tak!

Słowo „absolutnie”, które trollice wykorzystują od dawna, nasuwa większości ludzi skojarzenie negatywne. To znaczy, że odczytują to słowo jako negację samą w sobie – podczas gdy jego prawdziwe znaczenie można łatwo odkryć, uzupełniając je o proste „tak” lub „nie.

Drugim prostym chwytem TT jest umiejętne wykorzystanie pauzy – a właściwie takiej pokerowej twarzy, do której rozmówcy raczej nie przywykli. Przeważnie, gdy ktoś nam coś opowiada, dajemy mu jakiś feedback. Nie mówię tu o słowach, ale o prostym „mhm” co kilka sekund, kiwaniu głową, unoszeniu brwi, uśmiechaniu się, krzywieniu i całym garniturze gestów, które informują rozmówcę, czy idzie we właściwym kierunku – czyli czy się z nim zgadzamy czy nie. Dlatego cudownym narzędziem do TT staje się zwykła cisza i bezruch. Wyobraźcie sobie sytuację, której doświadczyłam całkiem niedawno.

Stoję sobie na ślubie znajomych pod kościołem i palę fajka. Nagle wychodzi jakiś koleś i pod pretekstem pożyczenia ognia zaczyna ze mną rozmawiać.
– Ależ ten ksiądz się rozgadał.
– [poker face. Stoję, patrzę na niego z tępym wyrazem twarzy, bez słowa]
– Księża powinni mówić o wierze a nie o polityce! To nie do pomyślenia…
– [poker face, a mój rozmówca zaczyna lekko panikować. Bo, mimo że nie jestem na mszy, może jestem wierząca?]
– …choć oczywiście kościół dużo dobrego uczynił w walce z komunizmem…
– [ja wciąż poker face, kolega już sam nie wie, co myśleć. Może katoliczka? Może ją uraziłem? Brnie więc w drugą stronę]
– …więc w sumie to niech mówi, skoro tak uważa. W końcu mamy wolność słowa. To zresztą nie takie głupie, co mówi. Dobrze, że jest zaangażowany w sprawy naszej ojczyzny…
– [poker face]
– A ty co o tym myślisz?
No i tu niestety kończy się nasza zabawa, bo na pytanie warto odpowiedzieć. Mówię więc:
– Straszne bzdury wygaduje. Niedobrze mi się od tego zrobiło, więc wyszłam.

Zaawansowany trolling towarzyski wymaga jednak większej odwagi i trzeba liczyć się z tym, że ktoś nas może znielubić, przez co będziemy płakać po nocach i słuchać Kombi. Albo i nie. Moją ulubioną zabawą z jednym z moich facetów było spotykanie jego byłych i zadawanie bardzo bezpośrednich pytań. Np. „A wyście ze sobą spali?” (+obowiązkowa, wyczekująca cisza, uprzejmy uśmiech, szczera ciekawość wymalowana na twarzy). Biorąc pod uwagę, że mój facet nigdy nie czuł potrzeby ukrywania przede mną swoich poprzednich kobiet (bo i po co?), dość często zdarzało się, że on i ona dawali mi odpowiedź jednocześnie. I brzmiała ona następująco:
ONA: nie.
ON: tak.

Och… te myśli, które przewijały się wtedy po twarzach kobiet. Zaskoczenie, zawstydzenie, odpowiedź, uświadomienie sobie, że on odparł inaczej, wahanie, lęk, podejrzenia, że jestem mściwą, zazdrosną babą… Wiem, to trochę okrutne, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, ze z każdą z w ten sposób strollowanych kobiet w końcu się zakumplowywałam i po godzinnych plotach wychodziłyśmy ze swoimi numerami telefonów i obietnicą spotkania na lunchu w kolejnym tygodniu. Cóż mogę powiedzieć. Moi mężczyźni mają dobry gust :)

Nie bójmy się trollować towarzysko. To wprowadza tyle zabawy do nudnych bankietów, sztampowych flirtów i sztywnych imprez rodzinnych. :>

Komentarze do wpisu: 5 Napisz komentarz

  1. Mialem kumpla, ktory najzupelniej powaznie opowiadal jakies straszne rzeczy, ze cos sie stalo okropnego, wywalili mnie ze studiow, zgubil jedyny egzemplarz notatek, ktory mu pozyczylem, zawalil jakis egzamin, czekal na reakcje, (po pierwszym takim numerze z mojej strony juz sie nigdy nie doczekal) a potem jak gdyby nigdy nic dodawal – no cos ty, zartowalem… musial miec niezly ubaw slyszac odglosy kamieni spadajacych z serca i westchnienia ulgi… tak mi sie skojarzylo… ze tez nikt mu nigdy nie przywalil, chyba tylko dlatego, ze ulga byla wieksza niz zlosc na niego.

Dodaj komentarz