Hotel Mercure Wrocław Centrum

Ostatni weekend spędziłam we Wrocławiu, łażąc z Dorotą po knajpach i zakochując się w mieście. Bo Wrocław jest fajny. I miałam się okazję o tym przekonać dzięki zaproszeniu od hotelu Mercure, który poprosił mnie też o szczerą recenzję swoich usług. No to będzie szczerze.

Trudno jest oceniać hotele sieciowe, bo wszystkie spełniają swoje gwiazdkowe standardy i pod wieloma względami są po prostu identyczne. Gadając sobie z barmanem w Mercure Wrocław Centrum, dowiedziałam się, że nawet menu od kilku miesięcy jest to samo we wszystkich hotelach tej sieci. Tak postanowili, więc jeśli polubiłeś pierogi w jednym Mercure, to te same zjesz w innym. Może ma to swoje plusy, ale mimo wszystko sugeruję wprowadzenie do menu „specjalności szefa kuchni”, chociaż w postaci kilku potraw.

To, co odróżnia dany hotel od innego to ludzie i lokalizacja. Co do tego pierwszego: ludzie są dla mnie absolutnie najważniejsi i to oni potrafią sprawić, że się dobrze gdzieś czuję – albo wręcz przeciwnie – że już tam nigdy nie przyjadę. Doskonale pamiętam dwie ponure baby w jakimś hotelu w Bratysławie. Pal licho fatalny wygląd hotelu, ale te baby… wciąż mnie straszą po nocach.

W MWC (dawniej Mercure Panorama) pani w recepcji się normalnie uśmiecha, z barmanem można pogadać o dupie maryni a pan ochroniarz liczy Ci czas potrzebny do przejścia na mrozie do sąsiedniej galerii handlowej ;) Może to kwestia Wrocławia, ale wszyscy napotkani w hotelu pracownicy mieli poczucie humoru i uśmiech na twarzy. Tak powinno być w każdym hotelu, ale wspominam o tym dlatego, że niestety nie zawsze tak jest.

Lokalizacja jest po prostu idealna. Dwudniowy wrocławski knajping nie wymagał od nas wydawania kasy na taksówki, bo hotel jest w ścisłym centrum i wszędzie od niego blisko. Poza tym sąsiaduje z Galerią Dominikańską a jeśli zameldujesz się na 4 piętrze (tak jak ja), to możesz zaparkować samochód tuż obok swojego pokoju – bo monitorowany parking dla gości korzysta z przestrzeni parkingu centrum handlowego. No i masz na swoim piętrze, za drzwiami, sklepy. Nie żeby to była główna atrakcja Wrocławia, ale nigdy nie wiadomo, kiedy Ci czegoś zabraknie.

Reszta to detale. Czasem dość istotne detale, bo – no właśnie – potrafią wyróżnić dany hotel z masy innych o tych samych standardach. Wszędzie przecież masz wygodne łóżka, codzienne sprzątanie, barek, telewizor i śniadanie. A jednak są takie elementy, które potrafią w hotelach irytować.

Mam swoją listę upierdliwości hotelowych. Sprawdźmy, jak poradził sobie z nimi Mercure. 

„Proszę nie przeszkadzać” – w definicji, jeśli wywiesisz taki znacznik na klamce, nikt nie ma prawa wchodzić do Twojego pokoju. Niestety wielokrotnie mi się zdarzyło rano budzić się na widok pani pokojowej, która sobie weszła na sprzątanie pomimo wywieszonej kartki. Mercure zdał test. Spałam do południa, nikt nawet nie pukał.

Darmowy Internet – Mówcie co chcecie, ale w hotelu ma być jak w domu, tylko lepiej. Internet być musi. Dobry i darmowy. Niestety wiele hoteli każe sobie za niego dopłacać. Błąd. Mercure ma darmowy, dość szybki net.

Elastyczne godziny wymeldowania – Wkurza mnie, jeśli hotelowa doba trwa do 11 lub czasem nawet do 10. Bycz pliz. Dajcie się człowiekowi wyspać po zielonej nocy. Południe to minimum – a jeśli nie ma tego dnia jakiegoś specjalnego obłożenia, warto dać gościowi dodatkowy czas, jeśli o niego poprosi. Mercure znów zaskoczył pozytywnie. Wymeldowałam się w południe, ale na pytanie, czy byłby problem z godziną 14, pani w recepcji zapewniła, że nie.

Darmowy parking – To też taka podstawa dla mnie. No bo przeważnie do hotelu przyjeżdża się autem. Przed Mercure jest co prawda mała zatoczka z kilkoma miejscami parkingowymi – a ja dodatkowo miałam zapewniony parking monitorowany w centrum handlowym, ale to miejsce dla normalnego gościa byłoby płatne. Pierwszy minus.

Woda niegazowana w pokoju – niby szczegół, ale dla mnie bardzo ważny, bo nie cierpię wody gazowanej – a dość często w pokojach tylko taka jest dostępna. Nie wiem, czy ja źle myślę, ale chyba zdecydowana większość gości woli wodę bez gazu. W moim pokoju w Mercure była ta właściwa. Good. :)

Prawdziwa jajecznica na śniadanie – królowa śniadaniowych potraw, jajecznica, musi być… surprise surprise… z jajek! Niestety dość często hotele robią ją z PROSZKU. Łatwo ją rozpoznać, bo jest jednolitego, żółtawego koloru i pływa w wodzie. Mercure ma tę prawdziwą.

No, to tyle. Dowiedziałam się też, że MWC przyjmuje głównie gości biznesowych, więc weekendami łatwo o pokój. Cena za nocleg zaczyna się od 181 zł w górę, w zależności od pokoju i terminu. Poza tym płatnym parkingiem oraz faktem, że wystrój lobby krzywdzi oczy wyczulonych estetycznie klientów, hotel oceniam bardzo pozytywnie i polecam na weekend we Wrocławiu :)

Komentarze do wpisu: 6 Napisz komentarz

  1. Kochana…ja Cię za ten tekst wielbić będę już do końca. Jam z Wrocławia (mimo, iż teraz mieszkam w Sztokholmie) i kocham to miasto niesamowicie. LUDZIE właśnie są w tym mieście niesamowici. I atmosfera jaka tam panuje. Rynek i okolice….Knajpki tam rosną jak grzyby po deszczu, a każda kolejna lepsza od poprzedniej. Ehhh zresztą dużo by opowiadać…Może popełnisz kiedyś posta o samym mieście? Co ci się podobało, a co nie?
    Pozdrawiam :)

  2. jako rodowita Wrocławianka z Ojca Warszawiaka powiadam! Nie ma piękniejszego miasta niż on. Szczerze to dawaj znac wcześniej gdzy gdziesz jedziesz/lecisz to na bank my 9te wredoty oblegujące twój blog) pomożemy i doradzimy gdzie iśc co zjeść… Byłaś w Misiu koło UWr? jak nie to żałuj :)

    Zapraszam do Dublina. Nocleg się znajdzie, jak zrzucisz pierdoły z łóżka, trzeba uwżać na nisko latające pająki, patrzeć pod nogi na splesniałe kanapki oraz wziąść włąsne jedzenie bo lodówka jest ze studenckim echem. No i gry planszowe są w drodzę z Polski :)

    Pozdrawiam
    Karola

  3. Bywam w M w Poznaniu. Parking też płatny i to słono, bo z tego co pamiętam to jakoś 45-50 zł/doba. Jajecznica moim zdaniem z proszku ale przyznam, że tylko raz jadłam bo bufet śniadaniowy jest naprawdę bogaty więc po co jeść jajecznicę :) Począwszy od naleśników, przez śledziki, sałatki, kiełbaski, oliwki aż po ciepłe rogaliki i ciasto. W końcu liczą sobie za śniadanie 75 zł ;) Dla mnie największym plusem i zaskoczeniem Mercurego był czajnik + filiżanki + kilka rodzajów herbaty + kawa w saszetkach + śmietanka do kawy W POKOJU. Jak miło było po ciężkiej nocy wypić z rana przed śniadaniem mięte :)

Dodaj komentarz