Jak człowiek zniszczył psa

Pies zaczyna się od kolana. Ludzkiego kolana. Jamniki, jorki czy inne chihuahuy to dla mnie przerośnięte szczury. Tak, wiem, teraz trochę trolluję wszystkich miłośników małych ras, nad którymi (rasami, nie miłośnikami) przecież też się rozczulam, gdy widzę jakiegoś słodziaka na spacerze. Ale mimo wszystko, gdy myślę „pies”, widzę zwierzę wielkości owczarka niemieckiego, czterołape, ze stojącymi uszami, długim pyskiem i proporcjonalną budową ciała. To zwierzę nie ma spłaszczonego nosa, pofałdowanej skóry ani spadzistego zadu. Jest zdrowe i mogłoby samo przetrwać w dzikich warunkach, wydajnie polując, jak jego przodek – wilk. I jednocześnie, w przeciwieństwie do wilka, ma łatwość współpracy z człowiekiem i czuje się dobrze jako jego partner.

Ale dziś to już nie jest pies. Bo ras psów jest tak wiele i tak bardzo się od siebie różnią, że czasem aż dziw bierze, że to jeden gatunek. Najmniejszym psem świata jest chihuahua o wzroście niewiele ponad 9 cm. Ogłaszający ten rekord guinessa dziennikarz powiedział, że pies „uroczo wystawia język do zdjęć”, gdy w rzeczywistości ten język po prostu nie mieści mu się w pysku, prawdopodobnie z powodu wady zgryzu i zbyt zredukowanej długości kufy. Największym psem świata jest był zaś Dog niemiecki o wzroście 111 cm. Niestety zdechł w wieku 4 lat.

http://advocacy.britannica.com/blog/advocacy/
http://advocacy.britannica.com/blog/advocacy/

Psy są pierwszym udomowionym przez człowieka zwierzęciem. Nastąpiło to kilkadziesiąt tysięcy lat temu a przodkiem zarówno dzisiejszej chihuahuy jak i doga niemieckiego był eurazjatycki wilk szary. Jeśli jakimś cudem „nie wierzysz” w darwinowską ewolucję i nie rozumiesz procesu selekcji, właśnie istnienie tylu różnych ras psów powinno Ci ten proces wyjaśnić. Tyle że nie powstawały one w wyniku naturalnej ewolucji, ale sztucznej. Czyli to my, ludzie, wybieraliśmy do hodowli konkretne osobniki, by w przebiegu wielu pokoleń stworzyć zwierzę, które będzie dla nas najbardziej przydatne.

Jest to zabawa w boga, a jednak nie było w niej nic złego, dopóki najważniejszym dla hodowców kryterium była właśnie użyteczność ras. Tworzyliśmy więc psy, których celem było pasienie bydła, pomoc w polowaniach lub obrona mienia. W zależności od tego, do czego pies był dla nas potrzebny, stawialiśmy na inne cechy. Owczarki musiały mieć wysoką inteligencję, chęć do współpracy z człowiekiem i silny instynkt pasterski. Gończe musiały mieć dużą potrzebę łowiecką i budowę pozwalającą na rozwijanie dużych prędkości (lub znakomity węch pozwalający na skuteczne tropienie) a psy obronne – instynkt terytorialny i ogromną siłę do walki. Wszystkie musiały być zdrowe. Jeśli pies z powodu choroby nie dawał sobie rady w pracy, stawał się bezużyteczny i nie był rozmnażany.

Wszystko zmieniło się, gdy do głosu doszła ludzka ambicja estetyczna oraz potrzeba wyróżnienia, czysto eksterierowego wyróżnienia „swojej” rasy od innych. Dziś większość hodowców psów rasowych nie potrzebuje już psów użytkowych, bo mało kto już używa owczarków do pasienia bydła a psów obronnych do strzeżenia mienia. Hodowane są one tylko dla przyjemności, czasem dla zysku. To drugie, jeśli jesteśmy prawdziwymi miłośnikami psów, nie ma właściwie racji bytu, bo dobra, odpowiedzialna hodowla jest tak czasochłonna i tak kosztowna, że nie da się z niej wyżyć bez straty dla zwierzęcia. Koszty prób pracy, lekarzy, badań, socjalizacji, krycia, dobrej karmy, szczepień itd. jest po prostu wyższy niż cena sprzedanych szczeniąt.

Nie o „pseudohodowlach” chciałam jednak dziś Wam opowiedzieć, ale o hodowli samej w sobie. A konkretnie: o hodowli ras, które bez stałej opieki weterynaryjnej i stałego nadzoru człowieka nie miałyby szans przetrwania. O rasach, które właściwie same z siebie, z powodu wzorca jaki reprezentują, są chore i cierpią. I dla mnie właśnie taka hodowla jest większym okrucieństwem niż niejedna chwilowa krzywda wyrządzona zwierzęciu. Jeśli bowiem tworzymy psa, który już rodząc się, jest skazany na problemy z kręgosłupem, dysplazję stawów i zapalenie kości – tylko dlatego, że we wzorcu owczarka niemieckiego podoba nam sie jego opadający zad – to jesteśmy potworami.

Podoba się Wam słodki szczeniak shar-pei lub basseta, który ma tak uroczą, pofałdowaną skórę? Ta skóra jest właśnie powodem jego cierpienia, bo ulega częstym zakażeniom. Bassecie oczy będą ropieć z powodu odpadającej dolnej powieki a zbyt długie, wiszące uszy będą narażone na urazy. Rozczulacie się nad ślicznym, małym buldożkiem francuskim z wielkimi oczami i spłaszczoną kufą? Ten pies będzie miał całe życie problemy z oddychaniem, wypadającym językiem, oczami (tak, bo są zbyt płytko osadzone i mogą po prostu wypadać) i regulacją temperatury. Te urocze dźwięki, które wydaje, gdy jest podekscytowany i to chrapanie w nocy to też nie cecha osobnicza. To cecha rasy, której człowiek celowo popsuł układ oddechowy. Przerośnięte, coraz większe dogi umierają bardzo młodo z powodu problemów z sercem, stawami lub skrętów żołądka. Bo chcieliśmy, żeby były wielkie. Bo takie się nam podobają.

Owczarek niemiecki 100 lat temu i dziś.  źródło: http://dogbehaviorscience.wordpress.com/
Owczarek niemiecki 100 lat temu i dziś.
źródło: http://dogbehaviorscience.wordpress.com/

Wiem, że nie myślimy o tym, kupując psa. Wiem, że nie chcemy, żeby cierpiał. Ale to nas wcale nie usprawiedliwia, bo nasza inteligencja i fakt, że stworzyliśmy psa jako gatunek, zobowiązują nas do opieki nad nim i myślenia o konsekwencjach naszych wyborów. Na fanpejdżu Crazy nauka znalazłam ostatnio link do bloga, którego autor porównał wygląd ras sprzed stu lat i dziś. Tamte psy dużo mniej się od siebie różniły, ale były też dużo zdrowsze. I prawdopodobnie też można było lepiej przewidzieć charakter zwierzęcia w obrębie danej rasy, bo właśnie cechy charakteru oraz instynkt były dla hodowców dużo ważniejsze niż jego wygląd. Dziś nigdy nie wiesz, czy nie trafisz na agresywnego labradora lub psa gończego, który nie będzie czuł instynktu myśliwskiego. Bo w którymś momencie użytkowość tych psów przestała mieć tak duże znaczenie.

bulterier 100 lat temu i dziś źródło: http://dogbehaviorscience.wordpress.com/
bulterier 100 lat temu i dziś
źródło: http://dogbehaviorscience.wordpress.com/

Gdy wzięłam Hermesa, był jednym z pierwszych owczarków australijskich w Polsce. Wraz z innymi właścicielami życzyliśmy sobie wtedy, by rasa nie stała sie popularna. Bo popularność jest najgorszą rzeczą, jaka się może rasie przydarzyć. Prowadzi do nadmiernej, taśmowej wręcz hodowli, zniszczenia charakteru i zdrowia zwierząt. Tak się stało z owczarkami niemieckimi, które były kiedyś jednymi z najlepszych, najinteligentniejszych i najzdrowszych ras. Tak się dzieje wciąż z każdą rasą, która staje się „modna”. Tak się dzieje na wystawach, gdzie sędziowie nie oceniają nic poza wyglądem psa – i to kierując się nie wzorcem, ale własnym gustem.

Cytując autora zalinkowanego wcześniej blogaNikt nigdy nie ulepszył rasy psów kapryśną decyzją, że krótsze/dłuższe/bardziej płaskie/większe/mniejsze/bardziej zakręcone jest lepsze. Skazywanie psa na cierpienie przez całe życie tylko na potrzebę wyglądu nie jest ulepszeniem. Jest torturą. 

Komentarze do wpisu: 46 Napisz komentarz

  1. raulek napisał(a):

    Dzięki Seg za odnośnik do bloga.
    Informację faktycznie porażają.

    Ja mam West Terriera, więc zabieram się za wyszukanie różnic na przestrzeni 100 lat.

  2. b. dobry tekst. Odnośnie popularności danych ras, to pamiętam, jak kupiliśmy Beagla, nim jeszcze nie stał się popularny. Potem istna masakra. Zaczęło się od pogodoodpornych reklam z Zubilewiczem i końca nie było widać. Potem na osiedli roiło się szczeniaczków ciągniętych przez małe dzieci. Dla nich to najlepsza „zabawka”. Niestety (dla ludzi) te psy są bardzo mądre i nie dadzą się tak łatwo tarmosić. Szkoda tylko, że jest to bardzo łagodna rasa, bo (widzę to na przykładzie swojego Beagla) w ogóle nie chcą gryźć. A przydałoby się…

    ps. O hodowlach niedawno pisała Fashionelka, więc w tym jest. Nie każdy nadaje się na właściciela hodowli. Zwłaszcza ludzie, którzy nie robią tego z pasji a czystego zysku.

  3. temat niesamowicie często poruszany wśród psiarzy… hodowcy i fanatycy ras nie widzą problemu … niestety krzyżowanie zwierząt by osiągnąć konkretne cechy często wiąże się nie tylko z „upiększaniem” (krótkie pyski, za krótkie łapki, zbyt pofałdowana skóra), ale także z większa ilością wad wrodzionych… kundle są najzdrowsze, bo matka natura „próbuje” wykluczyć coś co może powodować dysfunkcje, a człowiek często tego nie zauważa. Osobnym tematem jest w ogóle tworzenie ras …

  4. NIGDY o tym nie myślałam w ten sposób. I to też jest przerażające. Że dopóki ktoś palcem nie pokaże „patrz człowieku co odwaliłeś”, tego nie zauważamy.
    Dobry, potrzebny post. Dzięki.

    1. Też nigdy nie myślałam o tym w ten sposób, a jednak dużo racji w tym jest.
      Jednak jakoś dotknął mnie ten fragment z małymi psiakami (mimo, że ja mam psa powyżej kolana ;)) Pies to pies, a to, że maluchy traktuje się jako torebkowce to już wina dziwnych właścicieli.

  5. Ewelina napisał(a):

    Czyli kolejny tekst pod tytułem „dlaczego jestem lepsza od was”. Matylda nawet psa ma lepszego, bo ktoś kto ma yorka czy mopsa to idiota.

    1. Ewelino, czy gdybym miała jorka, nie napisałabyś, że jestem hipokrytką? Bo przyczepić się można do wszystkiego, ale nie chciałabym, żeby umknął Ci prawdziwy przekaz tego artykułu. Ja też popełniałam błędy. Też kiedyś sobie z tego nie zdawałam sprawy. Ale w momencie, gdy sobie zdałam sprawę, zmieniłam tez swoje podejście. Jeśli to jest, Twoim zdaniem, rodzaj przechwałki, to ok, niech i tak będzie. A teraz spróbuj mimo wszystko skupić się na prawdziwym problemie.

  6. Artur Świątek napisał(a):

    Pies zaczyna się od kolana… powiem ci, że pięknie ubrałaś w słowa moje życiowe przekonania;]

    1. Jeżeli takim tekstem „wyleczyłaś się” to dziękuję Seg za jego opublikowanie. Lepiej dla psa. Mopsy to psy o długiej historii i odpowiednio prowadzone są zdrowe. Rzucenie kilku stereotypów wystarczy, aby zmienić Twoje zdanie? Super. Nie kupuj mopsa, ani żadnego innego psa. Wydaje mi się, że przesłanie autorki było zupełnie inne. Może tak POZWÓLMY PSU BYĆ PSEM. Szanujmy naturalne uwarunkowania, nie robiąc nic na siłę.

  7. Tak, to jest tortura. Ludzi, których to nie obchodzi, nie brakuje. To tylko przecież zwierzak, a ja sobie pogrzebie tak, żeby było fajnie i ładnie. Jakby taki jeden z drugim wpadł w moje ręce, też bym mu urządziła niezłe tortury. Nie liczyłabym na odpowiednie władze, bo one i tak by całe gie zrobiły.

  8. Tianzi napisał(a):

    Żeby było śmieszniej, jamnik, który jest jednym z najbardziej nieproporcjonalnych psów, został stworzony w ściśle użytkowych celach i jest jedną z dłużej żyjących ras psów :)

    Dobry tekst, ale nie przesadzalabym z tą odpowiedzialnością kupujących psy. Zwracasz uwagę na ten temat, bo akurat na tym się znasz, ale podobne myślenie da się pewnie zastosować w wielu dziedzinach życia (‚nie używaj tych kosmetyków, czy nie wiesz, jak wygląda proces testowania…’, ‚nie kupuj tego a tego, nakręcasz wojnę/wyzysk w…’); wielokrotnie napędzamy jakiś niehumanitarny proceder, nawet się nad tym nie zastanawiając.

    1. gubis napisał(a):

      to, że nie chce ci się poszukać informacji nie oznacza, że nie powinieneś być odpowiedzialny za swoją decyzje. piszę ‚powinieneś’ bo ludzie bardzo łatwo potrafią wyzbyć się odpowiedzialności gdy nie jest ona im na rękę.
      zawsze zastanawia mnie i trochę też… bawi, że kupując tv/samochód/smartfona itp szukamy w necie opinii, sprawdzamy informacje, oglądamy porównania, a chcąc psa mówimy ‚chce haski bo majo niebieskie oczy’ i włala! bierzemy husky. jak coś pójdzie nie tak, zawsze można pozbyć się go w ten czy inny sposób, bo skąd niby Kowalski miał wiedzieć, ze zapierdzielający w zaprzęgach pies północy będzie lubił zycie na własna łapę i potrzebował dużo ruchu…? o telefonie trzeba wiedzieć wszystko, przecież będzie z nami rok czy dwa, ale na temat psa? po co komu wiedza…

      1. serce! napisał(a):

        Szczerze? Nigdy nie spotkałam się z człowiekiem, który nie szukał przed zakupem informacji o rasie, która mu się
        spodobała. Charakter, usposobienie itp są decydujące… choć nie
        ukrywam, że wygląd też jest ważny, ja mam słabość do płaskich mordek :-)

        Ale może miałam szczęście. Pewnie rzeczywiście tacy ludzie istnieją.

  9. Isinlor napisał(a):

    Psy nie zdają sobie sprawy z tego, że są w pewien sposób upośledzone. Nie potrafią tego zauważyć nawet jeśli urodzą się bez nóg itd. Nie potrafią porównać swojego ciała do ciała innego psa i stwierdzić tak jak człowiek „jestem niepełnosprawny, w jakiś sposób inny”. Nie chcę bronić ludzi którzy hodują upośledzone psy, ale twierdzenie, że wszystkim „pięknym” rasom dzieje się im wielka krzywda też nie jest do końca prawdziwe. Ponadto to co piszesz o doborze naturalnym i zdrowiu odnosi się również do cierpienia zwierząt i ludzi. Natura faworyzuje zwierzęta które cierpią, to ona stworzyła cierpienie w pierwszej kolejności, a nie ludzie.

  10. pepperandcoco.com napisał(a):

    ja jestem szczęśliwą posiadaczką bernardynki, już drugiej i nie wyobrażam sobie psa, któremu nie mogłabym rzucić nawet piłki z obawy przed zabiciem.. Też uważam, że małe psy, to większe gryzonie – nic nie mam do ich właścicieli, bo w końcu dużo jest też fanów chomików i świnek morskich, ale dla mnie pies musi być duży, bo wtedy odbieram go jako istotę myślącą, ze swoim charakterkiem itp..

  11. Zawsze miałem duże psy. Na tyle duży, że jak byłem mały (nawet wtedy byłem dosyć duży), to ciągnęły moje sanki, a jak urosłem to wyrywały mi rękę z barku. I też nigdy nie wyobrażałem sobie posiadania małego psa. Dopóki nie poznałem Shiba Inu. Jak w końcu jakiegoś przygarnę, to dostanie imę Thor.
    Bo w sumie małe psy też hodowano użytkowo w pierwszej kolejności. Ktoś te małe ssaki łowne musi po norach ganiać.

  12. awa napisał(a):

    Nie ma to jak koloryzować, nie? Nie zauważasz, że wraz ze zimną statusu psa (czyli już nie zwierze użytkowe, ale towarzyszące) zmieniło się też psie środowisko. Pies nie biega kilometrów po lesie, nie siedzi na mrozie i nawet nie będę porównywać jakości karmy kiedyś i dziś. Ba, weterynaria kiedyś i dziś! Nie przesadzajmy, wspomniane dogi francuskie czy bassety trafiają się chore, ale to nie jest cecha rasy. Nie każdy basset dostaje zapalenia skóry albo gronkowca, nie każdemu buldogowi wypadają oczy. Wspomniana dysplazja stawu biodrowego jest cechą wykluczającą przyszłość w hodowli (w Stanach praktycznie, w Polsce wciąż jest to teoria, bo akceptują dysplazje do któregoś tam pokolenia, co jest wg. mnie nonsensem, ale nie o tym chciałam). Mówisz o tym, że kiedyś psy hodowano bardziej w celach użytkowych niż ozdobnych (i masz rację), tyle że wspomniany basset też jest rasą użytkową, stworzoną do polowań setki lat temu. I obecnie nie różni się aż tak bardzo od pierwotnego wzorca. Nie róbmy tragedii, problemem nie są rasy same w sobie, problemem są ludzie hodujący psy, a dokłdniej sposób w jaki to robią. Jeżeli ktoś chce mieć psa rasowego to powinien mieć dostatecznie dużo oleju we łbie, żeby się zapoznać z tematem hodowców i wybrać kogoś, kto rzeczywiście ma hodowlę, a nie fabrykę.

    1. bea napisał(a):

      akurat jak wejdziesz na stronę podaną przez Seg, zobaczysz, że wygląd basseta przed 100 lat jest jednak inny niż ten dzisiejszy.

  13. Jakub napisał(a):

    A propos małych psów. Jest taka rasa, którą też hodowano kiedyś użytkowo (nie wiem jak to jest dzisiaj) – do jedzenia. Grzywacz chiński. Mały tłusty i łysy. Wyobraźcie sobie co taki pies bez sierści może przechodzić zimą (fot. by dog.happy.art)

  14. Kiedy człowiek bawi się w Boga, nigdy, nic dobrego z tego nie wychodzi. Psy 100 lat temu, wyglądały zdecydowanie lepiej, bo i zdrowiej, niż teraz. Cel nie uświęca środków. Kurczę, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że hodowla sztucznie wytworzonych ras jest na taką skalę.

  15. Karolina napisał(a):

    Jest sposób ab nie napędzać taśmowej hodowli psów. Brać ze schroniska! Wszystkie brzydale bezpańskie też zasługują na dom i miłość. ja bym psa nie kupiła. Każdego miałam z przypadku. Pierwszego dostałam od sąsiadów ciotki a drugi to znajda z ulicy- i tak, z rodziny yorków bo to australian silky terier – podobno. Kaleka, bo skopany kiedyś przez jakiegoś idiotę, kasy na weterynarza idzie w ciągu pół roku tyle że używane auto bym kupiła,ale nie żałuję ani jednej złotówki i wydam każde pieniądze świata by jak najlepiej mu się żyło. Znaleziony, niepełnosprawny, kochany i wierny, 5,80kg miłości :)

  16. Tomasz Zagórski napisał(a):

    Szczerze to bardziej mnie przeraża fakt, że 90% ludzi nie ma bladego pojęcia jak wychowywać swojego psa, niż to że poprzez hodowle zostały zmienione psy często na niekorzyść (wady genetyczne). I błędy w wychowaniu też wpływają na jakość psiego życia. Często je rujnując dokumentnie. A to juz nie wina hodowli tylko nieodpowiedzialnych właścicieli (nawet nie świadomych tego że robią krzywdę swoim podopiecznym).

  17. Renata Tokarska napisał(a):

    Niezwykłe uczucie w jeden wieczór przeczytać dwa tak różne, z tak różnych półek artykuły jednej Autorki. Jak bardzo zgadzam się z tym, że czym bardziej „modny” piesek tym bardziej chorowity, zdyszany i, szczerze mówiąc, brzydki. Zwykły kundel jest o niebo ładniejszym, nie mówiąc już, że zdrowszym psem, niż niektóre te nowoczesne psopodobne wynalazki.

  18. Waldek Wasia Dąbrowski napisał(a):

    Hehehe – mam tak jak Ty . prawdziwy pies to pies duży, taki
    którego gdy poklepię po barku to się nie przewróci. Oczywiście trochę żartuję,
    ale gdy po latach w czasie których w naszym domu były tylko duże Potwory – ON-y i labradory, trafiała do naszego stada cavalierka,
    zacząłem ją nazywać Pomyłką lub Oszukaństwem. Ale cóż, czasem z uśmiechem podnoszę
    oczy z drzemki w salonie, a na mej niewielkiej bądź co bądź klacie śpi ciepły
    mały trikolorek :)

    Zgadzam się, że niektóre rasy z powodu swych cech zagrożone
    są występowaniem specyficznych chorób dolegliwości. Dlatego przede wszystkim
    należy, jeżeli już świadomie zdecydujemy się na konkretną rasę, kupić psa w
    hodowli co do której jesteśmy pewni, że psy selekcjonowane są we właściwy
    sposób w celu eliminacji niewłaściwych cech lub chociaż zmniejszenia ryzyka ich
    wystąpienia. No i później należy o nowego członka rodzina dbać jak o
    pozostałych. Rzeczywiście popularność
    rasy prowadzi do jej zepsucia przez pseudohodowców nastawionych na zysk. Przypadłości związane z charakterystyczną
    budową nie dotyczą niestety tylko małych ras. Duże narażone są na skręty żołądka,
    dysplazję itp.

    Z drugiej strony nie chciałabyś chyba, by te wszystkie rasy o
    czasami kilkutysiącletniej historii rasy zniknęły. To swego rodzaju nasze
    dziedzictwo kulturowe.

    Pozdrawiam

    Waldek

  19. Zwierz napisał(a):

    Jako posiadaczka mopsa chciałabym tylko zauważyć, że mopsy nie są jakąś nową wykreowaną rasą ale rasą bardzo starą. Mam mopsy całe życie i wcale nie są chorowite wręcz przeciwnie – długowieczne i przynajmniej te w Polsce nie mają problemów z wypadającymi oczami a łapy wysiadają im jak wszystkim psom na starość a nie wcześnie. Natomiast mopsy mają cechę o której się tu nie wspomina. Mogą mieszkać bez trudu w mieszkaniu, nie przeszkadza im właściciel który ma dla nich nieco mniej czasu, mają jak najbardziej psie instynkty ale są niesamowicie łagodne. Oczywiście należy walczyć z przerasowieniem psów, należy walczyć z mieszankami robionymi wyłącznie dla uciechy. Ale posiadanie psa o pewnym bardzo konkretnym charakterze (bo nie wyglądzie) nie jest aż tak godne potępienia. Biorąc mopsa bardzo dobrze człowiek wie na co się decyduje. Na jakiego psa się decyduje. U mnie w rodzinie wiedzieliśmy, że nie możemy mieć psa agresywnego ani takiego, który potrzebuje bardzo dużo ruchu. Wzięliśmy mopsa. Nie wiem czy jest w tym coś nieodpowiedzialnego. Zbyt wiele uroczych kundelków widziałam, które po tym jak odezwała się w nich trauma z czasów zanim trafiły do domów były oddawane z powrotem do schroniska albo do innych domów. Tak więc, oczywiście, możemy się zastanowić nad wyborem psa, ale wybór psa rasowego nie jest zawsze przejawem pychy. Czasem jest całkiem rozsądny. Plus – nigdy nie wystawialiśmy psów wręcz przeciwnie moja mama kupiła pierwszego psa z przeceny bo był nie wystawowy. Kiedy powiedziano jej w związku kynologicznym, że takie powinno się usypiać po urodzeniu odparła, że takich ludzi jak oni powinno się usypiać po urodzeniu i to był koniec naszych związków z hodowcami psów.

  20. Bardzo dobry wpis! Poruszyłaś bardzo ciekawy temat. Niestety ludzie coraz częściej za wszelką cenę próbują przeciwstawić się naturze – a jak to się kończy w długim okresie to wszyscy wiemy. Najbardziej mnie śmieszy kiedy nieodpowiedzialni ludzie kupują psy i uczą je załatwiać się w domu bo nie chce się im wychodzić z nimi na spacer…

    To jak zmieniły się rasy przez ten czas to na pewno na to miała wpływ cała rzesza pseudohodowców (typu Stowarzyszenie Właścicieli Kotów i Psów Rasowych) – którzy po to żeby zarobić utworzyli jakieś swoje stowarzyszenia i dają swoje lipne rodowody zawierające różnego rodzaju mieszańce. Wczoraj np. spotkałam sąsiadke która mówiła że kupiła psa rasy labrador z hodowli, okazało się że ją oszukali i to była jakaś pseudohodowle – labrador wyglądał połowe mniejszy. W Polsce pseudohodowcy istnieją legalnie na ogromną skalę – jest to zjawisko na tyle powszechne że spotkałam się z informacją że międzynarodowi hodowcy nie chcą sprzedawać do polski psów / kotów w celach hodowlanych.

    Co do inteligencji owczarków (w tym niemieckich i austalijskich) to oba te psy należą nadal do pierwszej dziesiątki najbardziej inteligentych psów na świecie więc nie jest tak źle – masz wspaniałego psa :)
    http://en.wikipedia.org/wiki/The_Intelligence_of_Dogs#Brightest_Dogs

    Moja ulubiona rasa psów to Husky Syberyjski – może dlatego że jest to pierwotna rasa psów – wilkowata. Jednak będę chyba musiała kupić rolki żeby sobie takiego sprawić – one muszą bardzo dużo biegać :)

  21. Może nie jest to bulwersujący przykład, ale czechosłowacki wilczak to dla mnie sztandarowy fail w sztucznym krzyżowaniu psów. Wygląda świetnie, ale — że się tak wyrażę — słabuje psychicznie.

  22. Z rodzicami 8 lat temu kupiliśmy owczarka niemieckiego – teraz biedny ma problemy z tylnymi nogami, czasem nawet wskakiwanie do samochodu sprawiało mu ból. A wszystko dlatego bo owczarki muszą mieć opadły zad ;///

  23. kiedyś też miałam obrzyd do przerasowionych małych psów, aż któregoś dnia nie spotkałam buldożki francuskiej w stadninie koni nad morzem. był to najpiękniejszy widok ever – sprężyna, umięśniona, w doskonałej kondycji, nie zapasiona, wybitnie żywa i potrafiąca biec u boku koni godzinami. krótki pysk ale zero problemów z oddechem. dlaczego? bo nikt jej nie zapasł ani nie ograniczał ruchów do trzech człapiących spacerków dziennie. od tej pory zupełnie inaczej patrzę na te psy. yorki i chihuahuay to też trzeba pamiętac, że ich natura jest dzika – to pół dzikie psy, na tyle sprytne, by poradzić sobie ze szczurami. krzywda dzieje się im nie tyle w obrębie ich wyglądu, ile w odbieraniu możliwości pracy i niszczeniu ich charakteru nabytymi nerwicami.
    z piętnastej strony – ewolucja zrobi swoje i tak ;)

  24. softshell napisał(a):

    cześć. Seg co do psów myśliwskich to nie wszystkie mają za zadanie tropić. Są rasy tylko od nagonki, są te, które jedynie przynoszą ustrzeloną, no i dzielą się na te „od pióra” i te „od grubej zwierzyny”. Ale nie o tym miałem pisać. Co do buldożków francuskich i cziłał (tak – tak właśnie piszę bo nie mam litości dla tej pseudorasy stworzonej z głupoty i próżności ludzkiej) – zwierzęta te rodzą się poprzez cięcie bo ich główki nie mogą przejść przez kanał rodny matki, więc trzeba ciąć suczkę. Moda na labradory spowodowała, że na 1 ulicy w mieście był tuzin takich „słodkich biszkopcików” a w zasadzie są to przedstawiciele rasy agresywnej… Ludzie z próżności wybierają ładne pieski pasujące do nich i zmuszają je do życia wbrew ich naturze nie wiedząc jak zachowuje się pies obronny czy pasterski po czym wyrzucają te psy jak stare kapcie bo „coś z nimi jest nie tak”… TAk – to my stworzyliśmy psy i my je niszczymy począwszy od żywienia syfem tj. karmą w granulacie po chowanie ich w dziwnych warunkach. To nie burek na łańcuchu ma najgorzej ale pies karmiony czekoladą u pani z M3, który nie wie, że jest psem. Ludzie mają internet, dostęp do książek ale i tak w gruncie rzeczy ważniejsza jest próżność.

Dodaj komentarz