Jak poradzić sobie z kłopotliwą teściową?

Wiecie, skąd wynikają problemy z teściowymi? Wcale nie z nich samych. To my i nasze podejście do nich jest główną przyczyną problemów. Próbujemy chodzić wokół nich na paluszkach, nie dajemy sobie prawa do szczerości, złości i ogólnie do krytyki. Staramy się za wszelką cenę przyzwyczaić się do niewygodnego układu albo wyrzucamy sobie, że próbowaliśmy go zmienić kosztem samopoczucia teściowej. Zapominamy o szacunku do samego siebie i o tym, że nasze szczęście w naszej rodzinie jest ważniejsze od tego, co sobie pomyśli matka partnera lub partnerki. Błąd popełniają też synowie i córki tych teściowych – czyli nasi partnerzy – jeśli nie biorą sprawy we własne ręce i nie próbują działać jako pierwsi, gdy między nami a ich matkami pojawia się konflikt.

Do tego wpisu zainspirował mnie list od czytelniczki. To tylko przykład złej relacji z teściową, bo znam podobnych więcej, na wielu różnych płaszczyznach. :

Opisze problem najkrócej jak potrafię. Mam cudownego, dobrego, kochanego męża – jedynaka i mam teściową. Mój problem polega na tym, że teściowa zamęcza mnie swoją osobą. Przychodzi niemal codziennie (ma blisko). Siada i gada a ja nie mam czasu i ochoty na takie codzienne pogaduszki. Jesli nie przyjdzie, to telefonuje do mnie, czasami i dwa razy dziennie. Naprawdę jestem dobrą osobą, ale po 15-tu latach mam dość. Dla jasności: teściowa nigdy mi za wiele nie pomagała np. przy dzieciach, bo nie było takiej potrzeby i jest skupiona raczej na sobie. Nie jest stara ani schorowana, raczej typ damy i podczas tych monologów (bo ja to się juz mało odzywam, opowiada o sobie, dokładnie co jadła, piła, o której wstała, jaka bluzkę widziała, kupiła, chce kupić, czy pasuje do tych spodni, czy może do tamtych bardziej a może ze spódniczka spróbować?, a cerę jakoś tak ostatnio suchszą ma czy nie wiem co z tym zrobić… ple, ple ple…
Nie potrafię jej tak wprost powiedzieć, żeby przestała przychodzić, albo tylko raz na miesiąc. kiedyś raz coś zasugerowałam i skończyło się awanturą, płaczem, świętą obrazą i rzekoma palpitacją serca. Więcej tak wprost nie próbowałam, bo i za mało odważna jestem i awantur nie lubię.

Próbowałam już:
1. Rozmawiać z mężem, ale on nie widzi problemu w tym, że jego mama ciągle u nas siedzi, zresztą ona łazi po domu i ogrodzie za mną nie za nim, więc jemu to nie przeszkadza.
2. Mówić, że jutro nas nie ma, ale przychodziła i to jeszcze wcześniej niż zwykle i od progu krzyczała „o jak dobrze, że jeszcze was zastałam!”
3. Gdy męża nie było to nie otwierać drzwi, ale wtedy tak waliła, że wstyd było przed sąsiadami i tyle razy telefonowała aż w końcu odebrałam a ona krzyczy, że gdzie my jesteśmy, bo ona się wystraszyła, że coś się stało. W tym czasie zdążyła już zasiać panikę w całej rodzinie, bo dzwoniła do wszystkich po kolei z płaczem, czy nie wiedzą co z nami się stało.
4. Czasami mówię, że chcielibyśmy posiedzieć sami, albo, że wychodzimy, ale ona spoko, ok, przyjdę jutro……

Jeśli znajdziesz skuteczną radę, ale nie typu „powiedz jej wprost” lub „powiedz mężowi by jej powiedział” to jesteś wielka.

Droga czytelniczko, zatytułowałaś swojego maila „Jak odciąć pępowinę od teściowej?”, co sugeruje, że pępowina jest między nią a jej synem. Ale z treści listu wynika, że to Ty jesteś w tę pępowinę wpięta.

Obawiam się, że to, co mogę radzić, oscyluje niestety między powiedzeniem jej wprost a poproszeniem o to męża. Sęk w tym, żeby zrobić to w odpowiedniej kolejności i z odpowiednią stanowczością.

Nie masz żadnych zobowiązań wobec teściowej.

Przede wszystkim musisz zdać sobie sprawę, że teściowa nie jest ani Twoją rodziną ani nawet bliską ci osobą. Serio. Nie jest. Ona jest matką Twojego męża i babcią Twoich dzieci, ale dla Ciebie jest zupełnie obcym człowiekiem, którego możesz polubić – ale którego absolutnie nie musisz polubić. Wychodząc za mąż za swojego męża, nie wychodzisz za jego rodzinę. Nie ma znaczenia, czy lubisz jego matką, czy jej nie znosisz. To z nim decydujesz się spędzić życie. Jego relacja z rodzicami jest tylko i wyłącznie jego relacją. Jeśli on, jego rodzice i Ty wykonacie jednocześnie wysiłek w stronę zbliżenia się i polubienia, to może z tego powstać fajna, rodzinna relacja, ale WSZYSCY powinni się o nią postarać, a nie tylko Ty. Jeśli to się nie uda, mąż może odwiedzać swoją matkę sam, a potem razem z dziećmi, dla których teściowa jest i zawsze będzie babcią.

Co byś zrobiła, gdyby tak zachowała się obca osoba?

Gdyby jakiś obcy człowiek zaczął Cię nachodzić, męczyć sobą, wydzwaniać i wpadać codziennie do domu, pozwoliłabyś mu na to? Załóżmy nawet, że to przyjaciel twojego męża. Ba, niech to nawet będzie jego najlepszy przyjaciel. Byłabyś ok z tym, że do Ciebie dwa razy dziennie dzwoni? Ja bym nie była. Przez wzgląd na męża najpierw poprosiłabym jego, żeby, znając swojego przyjaciela, wytłumaczył mu, że zachowuje się niestosownie i że sobie takiej natarczywoście nie życzę. A gdyby mój mąż uznał, że „nie ma problemu” albo po prostu gdyby jego starania nie odniosły rezultatu, to sama bym jego przyjacielowi oznajmiła, że nie jestem jego przyjaciółką i żeby do mnie nie dzwonił. Mąż potem mógłby mieć do mnie pretensje, ale skoro „sam nie widział problemu”, to w sumie dobrze, że go wreszcie zauważył.

Jeśli mąż nie widzi problemu, to postaw mu ten problem tuż przed oczami.

Uważam, że dokładnie to samo, co z przyjacielem męża, powinnaś zrobić ze swoją teściową. To nie przez wzgląd na nią, chcesz być dla niej wyjątkowo miła. To JEGO, Twojego męża uczucia są dla Ciebie ważne. Nie chcesz JEGO ranić, będąc niemiłą dla jego matki. A więc niech to on, znając ją i wiedząc, jak do niej dotrzeć, pogada z nią i rozwiąże problem. Powiedz mu wprost, że źle się czujesz w obecnym układzie i że przez wzgląd na to, że to jego matka, chcesz najpierw dać jemu szansę na załatwienie sprawy. Dajesz mu na to tydzień, miesiąc lub rok (ile sama uznasz za właściwe), ale potem zamierzasz wprost jej powiedzieć, że nie będziesz już z nią gadać przez telefon ani spotykać się bez ważnej przyczyny. Nie będziesz dla niej miła, bo przecież próbowałaś już jej grzecznie sugerować, że przesadza – ale ona nie rozumie grzecznych sugestii.

Obrazi się? Dostanie nagle „palpitacji”? Pójdzie się poskarżyć synowi? To już nie Twój problem. Ty zrobiłaś wszystko, co mogłaś zrobić, żeby Wasza relacja była dobra. Powiedziałaś jej o swoich granicach, znosiłaś ich przekraczanie, sugerowałaś grzecznie, prosiłaś męża o interwencję, w końcu wygarnęłaś kawa na ławę.
A mogłaś zabić.

Nie no, serio. Jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości, to weź się, kobieto, zastanów, jaka jest alternatywa. Ja ci powiem: żyjesz sobie jeszcze przez najbliższe, załóżmy, 30 lat z niechcianą przyjaciółką na karku, która męczy ci dupę dwa razy dziennie (to jest dwadzieścia jeden tysięcy dziewięćset dwanaście telefonów)i codziennie przychodzi do TWOJEGO domu niezapraszana. Uwierz mi, lepiej Ci będzie przetrwać już tego tygodniowego, albo nawet półrocznego focha, jakiego ci teściowa zaserwuje, gdy będziesz z nią szczera.

To jest Twoje życie, Twoje małżeństwo i Twoje dzieci.

Nie brałaś ślubu z teściową, nie pisałaś się na nową przyjaciółkę i mieszkanie z matką Twojego męża. Nie jest ona gospodynią w Twoim domu ani nie decyduje ona o wychowywaniu Twoich dzieci. Wiesz, znam takich teściowych, którym zależy na dobrych relacjach z dziećmi i ich nowymi partnerami. Można.
Ale nie trzeba.

Miej jajniki, babo, i daj sobie prawo do decydowania o sobie we własnym życiu.

Alternatywny sposób dla tych, którzy mają więcej czasu

Możesz oczywiście pozbyć się teściowej z domu w bardziej wyrafinowany sposób. Np.:

– Przychodź do niej często, domagaj się obiadów, noclegu, oglądania Twoich ulubionych seriali. Dzwoń, napraszaj się i generalnie doprowadź do momentu, gdy sama będzie miała Cię dość.

Ale moim ulubionym sposobem jest ten, który zwali problem na barki męża:

– Poproś swoją mamę, żeby codziennie dzwoniła do Twojego męża i przychodziła do Was do domu najczęściej jak się da. Myślę, że jest szansa, że mąż w końcu zrozumie, o co Ci chodziło :)

Komentarze do wpisu: 45 Napisz komentarz

  1. Basia P. napisał(a):

    To ja z moją teściową mam raj. Od czasu do czasu przywiezie coś smacznego, odwiedziny ze dwa razy w miesiącu. Szczerze to lepiej trafić nie mogłam, bo z moją teściową mam bardzo dobry kontakt. ;)
    Ale podoba mi się ostatnia metoda „- Poproś swoją mamę, żeby codziennie dzwoniła do Twojego męża i przychodziła do Was do domu najczęściej jak się da. Myślę, że jest szansa, że mąż w końcu zrozumie, o co Ci chodziło :)”

  2. Iza napisał(a):

    A mi się wydaje, ze problem jest bardziej złożony i jednak cos sie wydarzyło/zmieniło, o czym autorka listu nie pisze, że nagle po 15tu latach teściowa zaczęła przeszkadzać a wczesniej nie przeszkadzała lub przeszkadzała a dało sie to znieść dla celów wyższych. I wyczuwam w tresci listu jakas złość, zazdrość, niechęć do niej jako osoby. Nie tylko do tego, ze przychodzi za czesto.
    a jedyna słuszna rada to szczera rozmowa. Zakończy sie awantura, trudno. Nie wiem dlaczego niektórym tak bardzo zalezy na udawanych dobrych relacjach z innymi? Cos na zasadzie, nie lubie cie, nie chce miec z tobą kontaktu ale ty mnie lub. Masakra.

  3. Przecież jest jedno, niezawodne i banalne rozwiązanie tego problemu – znaleźć teściowej koleżankę, która tak samo jak ona ma problem ze zorganizowaniem wolnego czasu. Zapisać ją do koła gospodyń wiejskich albo innego skupiska ludzi jej pokroju. Znajdzie psiapsiółki to oleje synową.

  4. M. napisał(a):

    Ja będę miała taki problem . Wyjdę za mąż za człowieka ,który jest dla mnie ideałem,ale niestety będziemy mieszkali nad moimi teściami (przynajmniej przez najbliższe lata,wszystko na niego przepisane ),którzy skończyli zaledwie podstawówkę , całe życie na wsi,ich podroże ograniczały sie ze wsi na inna wieś , ale mają zdanie i „wiedzę” na każdy temat od wychowywania dzieci po budowę domu i co się u kogo dzieje, a tłumaczenie, ze cos nie wypada,nie pasuję ,tak sie nie robi kończy sie obraza majestatu,placzem a potem i tak znou robia to samo … koszmar.

    1. Po części rozumiem, po części mam ochotę napisać „jak śmiesz się wywyższać”. Moja Babcia też skończyła tylko podstawówkę (co lepsze, to matka ojczyma mojego, ale brak więzów krwi dla nikogo nic nie zmienia), ale co z tego? Jest mądra życiowa, świetnie piecze i gotuje i zawsze ma dla mnie dobre słowo. Jak startujesz z takim podejściem, że są niewykształceni (co nie równa się byciu głupim!!!), nie podróżowali, a ich światem jest tylko bliskie otoczenie, to źle świadczy, ale o Tobie M. Zmień podejście na dzień dobry. Są prości, rozumiem, nie pogadasz o filozofii, o podróży do Tokio, sztuce Michała Anioła, czy o paryskim tygodniu mody. Ale zaakceptuj to i przyjmij, a nie zadzieraj nosa. Ty nie potrafisz za to 75% rzeczy, które potrafi Twoja przyszła teściowa, i 95% rzeczy, które potrafi Twój przyszły teść. Nie pogadają z Tobą o wykopach, czy rodzaju robaków, przed którymi trzeba chronić plony, bo to Ty jesteś pod tym względem głupia. Dla nich też to jest koszmar.
      A poza tym co to za tłumaczenie, że coś nie wypada, albo nie pasuje? Niech sobie robią, co im się podoba. Trochę więcej dystansu. Nikt nie ma prawa wyskakiwać do Ciebie z pretensjami, że „Twoi teściowie się źle zachowali/ubrali”. Bo na coś takiego się odpowiada „Tak? To twój problem, idź się im poskarż”. Bo to, że Ty się za nich wstydzisz, to problem w Twojej głowie, na które 75% innych ludzi, nie zwróci uwagi, a pozostałe 25% nie jest godne przejmowania się nimi.
      A jeśli prezentujesz całą sobą takie stanowisko, jak opisałaś, to zmień coś, bo to Ty wchodzisz do ich domu. Zmądrzej. Wysłuchaj, zgódź się i zrób po swojemu.

      1. Gosia napisał(a):

        A ja myślę Marto, że nie taki był przekaz wypowiedzi koleżanki. Ja tam żadnego wywyższania się nie doszukałam. Trochę na nią naskoczyłaś niepotrzebnie. Jakaś taka straszna złość bije z Twojej wypowiedzi.

        1. A mnie bije po oczach. Bo „zaledwie” podstawówka. Bo całe ich życie i podróże „ograniczone”. Bo mają „wiedzę”. Bo w jej mniemaniu się zachowują jak nie wypada i nie pasuje. Zero, ogromne zero szacunku. Za to choćby, że wychowali idealnego jej narzeczonego.
          I pewnie, że straszna złość. Bo trzeba zacząć z szacunkiem! Może wyjść, że nie zasługują na niego, ale minimum starania na wstępie. A M. podkreśla ubogie życie teściów za to, brak wykształcenia i ograniczenie. Ale ja wychowana byłam totalnie inaczej. Do starszych zawsze z szacunkiem, choćby za to co przeżyli i poświęcili. A jak gadają głupoty? Kiwnij głową, uśmiechnij się, nie dyskutuj, bo po co? Nie nawrócisz.

        2. Marta napisał(a):

          A ja dokładnie rozumiem M. i już szczerze jej współczuje przyszłych teściów. Sama jestem w podobnym układzie, jedyna różnica jest taka, że mam samą teściową, co chyba jest jeszcze gorsze od teścia i teściowej razem wziętych. Ona wie wszystko najlepiej, gdy coś próbuję się odezwać to przypomina mi gdzie jest moje miejsce i że ja się na tym wszystkim nie znam. Ciągle pyta mojego męża czy nie jest głodny, przynosi jedzenie (mimo, że mamy swoją kuchnię), itp. Pępowina nie odcięta, mój mąż próbuje to zrobić, ale dla niego to też nie jest łatwa sytuacja – w końcu to jego mama. Jedyne co mnie jeszcze trzyma w tym domu to myśl, że nie będziemy mieszkać tu wiecznie. W przyszłym roku zaczynamy budowę naszego własnego gniazdka.

        3. Marta napisał(a):

          Ale w ogóle nie zrozumiałaś o co mi najbardziej chodzi. Chodzi mi o wywyższanie się M., bo jest taka „yntelygentna” a teściowie to takie buraki nieobyte. Tak w skrócie.
          A co do Twojej, to czemu jedzenie nie wywalisz na jej oczach do kosza? Za drastyczne? Może trzeba drastycznie? Wszyscy tacy mądrzy, ale zdecydowanych działań nie podejmuje nikt. Dajesz się gasić, to teściowa sobie wjeżdża. Dlatego albo machasz ręką i się na to godzisz, albo bierzesz swoje życie w swoje ręce i Ty dajesz czadu i gasisz teściową. Albo znajdź jej przyjaciółkę, żeby sobie razem mogły na Ciebie narzekać :P

  5. Pacz, a mnie zawsze chowano, że jednak hajtasz się też z rodziną. Przynajmniej trochę i w granicach wzajemnego szacunku oraz zrozumienia.
    I tak na ten przykład moja mama ma z moim mężem kontakt miły, ciepły i serdeczny a do mnie teściowa nie odzywa się trzeci rok po tym jak obraziła się, że „za rzadko z nią rozmawiam”. Czyli sytuacja dokładnie odwrotna niż w powyższej sytuacji. Zaznacze, że rzadko w tym wypadku oznacza nie odpowiadanie na wiadomości od razu (bo jestem w pracy), albo nawet nie po dwóch dniach (bo pracuje w terenie), oraz nie rozpoczynanie rozmów (zawsze, a nie tylko sporadycznie), nie telefonowanie i brak sporadycznych wypadów na kawę.
    W okresie kiedy moja rodzona mama widywała mnie na przykład raz w miesiącu. Mieszkając 8 km od siebie.
    Także no..

    Czasem człowiek nawet jakby się starał to nie ma wpływu na to jak podziała na drugą osobę. Szczególnie gdy owa potrzebuje dużo uwagi a Tobie nie starcza mocy przerobowych.
    W opisanej sytuacji, na bank; ale to na bank teściowa się obrazi, teściowej będzie przyro i teściowa również będzie podburzała syna przeciw żonie. Na bank.
    Im szybciej sie człowiek osowi z tym jak czarno może być tym łatwiej pewnym rzeczom powiedzieć stop. Tylko trzeba wiedzieć ile to kosztuje..

  6. Najcenniejsza myśl i najlepsza rada jest na samym początku tego tekstu. „To my i nasze podejście do nich jest główną przyczyną problemów.”
    Zależy nam na dobrych stosunkach z teściami. W końcu to jest najbliższa rodzina naszego partnera i przy okazji też nasza dość bliska rodzina. Więc staramy się być dla teściów mili, kochani i w ogóle być synową/zięciem na medal. No i, tak jak napisała Seg – zapominamy o sobie. A skoro My sami siebie nie szanujemy, to po co nagle teściowa ma nas zacząć szanować?
    Poza tym, do utrzymania pozytywnej relacji potrzebne są chęci i starania obydwu stron. Zawsze. Jeśli jedna osoba nie dba o to, by było fajnie, to nawet nie ma najmniejszego sensu, żeby ta druga się w jakikolwiek sposób wysilała. I tak nie będzie fajnie.

    Zawsze, zawsze, ale to ZAWSZE warto rozmawiać o problemie. Albo przynajmniej próbować rozmawiać. Nawet, jeśli taka rozmowa zapowiada się na trudną, nawet jeśli miałoby to zakończyć się to awanturą. Po każdej awanturze zawsze można wyciągnąć przecież rękę na zgodę.
    Są jednak osoby, które nie chcą, bądź nie potrafią rozmawiać o problemach. Mówimy o czymś raz, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty… i nic się nie zmienia. Wtedy, no trudno, trzeba taką osobę zapakować w duży karton, nakleić znaczek pocztowy i wysłać na antypody. Albo najlepiej do rakiety i w kosmos.

    Czy po 15 latach też można powiedzieć teściowej (tudzież poprosić męża, żeby jej powiedział) o tym, że jest po prostu… upierdliwa? Tak, można. A nawet trzeba! Po 15 latach i po 20, i po 50… Zawsze! Ale im później, tym trudniej i tym bardziej boli. Więc jednak może lepiej powiedzieć coś po 15 latach, niż po 30, co nie? ;-)

  7. Jebaki Leśne napisał(a):

    Do autorki listu:
    niechże mąż siedzi ze swoją matką, a nie ty.

    Sprawa się rozwiąże już przy drugiej wizycie :)

  8. Dagmara Górzkowska napisał(a):

    My po prostu postanowiliśmy przeprowadzić się dalej, wszystkie problemy rozwiązane! :D
    Mój TŻ również ma dom przepisany na siebie – i co z tego, skoro mieszka tam jego mama (przecież jej nie wygoni…), na górze jego brat z żoną i dziećmi, a na przeciwko siostra. Dzięki wielkie.

  9. Ja mam z teściową spokój – mieszka dwa tysiące kilometrów od nas, poza tym od paru miesięcy jest obrażona na amen i kompletnie przestała się odzywać. Raj!

  10. Paulina Kujawa www.papisiowo.p napisał(a):

    mój problem z teściowa wygląda nie co inaczej . Ona twierdzi , że nie podważa mojego zdania przy córce , ale za każdym razem kiedy zwracam Julce uwagę , czy odmawiam jej czegoś , lub po prostu podniosę na nią głos , babcia wtrąca się i wymyśla mi milion wymówek , że ona nie chciała nic zbroić , albo kup jej tą zabawę przecież stać cię . Najgorsze jest to , że robi to przy Julce , co powoduję że ja przy własnym dziecku wychodzę na jędze a babcia jest kochana , tylko ,że ona po paru godzinach idzie do domu a ja zostaje z Julką i ja muszę radzić sobie z tym czego ją babcia uczy . Tragedia . Mówienie wprost nie pomaga , mówienie męża też nie pomaga . Jedyne co nam pozostało to chyba wyprowadzić się jak najdalej :)

    1. Agnieszka Opiekun napisał(a):

      Jakbym o swojej czytała… Tylko ja sie nie pitole i wale prosto z mostu, żeby sie nie wtracala bo nie ma do tego żadnego prawa.

  11. W przypadku takiej egocentrycznej histeryczki nie można za bardzo działać racjonalnymi metodami typu rozmowa, tłumaczenie. Trzeba jej zabrać to czego pragnie najbardziej czyli uwagi skupionej na sobie. Kiedy przychodzi najlepiej poprosić, aby chwilę zajęła się wnukami, bo musisz iść do urzędu, banku, lekarza. Najlepiej na kilka godzin. Zacząć opowiadać więcej o sobie zamiast słuchać. Prosić o jak największą ilość drobnych, ale angażujących przysług. Przeprowadzką jest super opcją ale ma jeden poważny minus: może zacząć przyjeżdzać i zostawać na dłużej…

  12. starflowerpl napisał(a):

    A może tak: Jak już mama jest to niech pozmywa albo poprasuje albo okna
    umyje. Może tego typu zaangażowanie ją zniechęci do odwiedzin. Można też
    z nią nie siadać tylko zacząć robić swoje obowiązki i niech stoi obok
    albo się zaangażuje. Pewnie się kobietka cieszy z synowej skoro trafiła
    jej się trafiła taka co przez 15 lat wszystko sama ogarnia i jeszcze
    posiedzi i pogada, a nic nie powie że jaj to nie pasuje. Zawsze można
    powiedzieć półżartem i z sympatią a nie na poważnie i z wyganianiem.

  13. Marta napisał(a):

    Ja na szczęście trafiłam na dobrych teściów przynajmniej na razie noi mieszkamy dosyć daleko od jednych i drugich rodziców. Należałoby chyba też odwrócić sytuacje. Gdyby to nasza mama przychodziła, przesiadywała, dawała dobre rady czy krytykowała my byśmy nie zauważały problemu a nasz mąż tak. Czy wtedy też tak łatwo dałybyśmy naszej mamie powiedzieć won?

    1. Ja mieszkam z rodzicami i jak moja mama za często u nas bywa to mowie jej won. Oczywiście grzecznie. Z teściami problem mam odkąd urodzilam dziecko bo nachodzą mnie zbyt często i niezapowiedzianie. Ale przeczytawszy ten tekst przemyśle sobie sprawę jak z tym problemem mam sobie poradzić.

  14. Hm, a tak w ogóle to przyszła mi do głowy historia z jednej z dalszych części „Ani z Zielonego Wzgórza”, gdzie nielubiana i niechciana w domu ciotka męża Ani, Gilberta, postanowiła na stałe sprowadzić się do ich Złotego Brzegu. Ania w dobrej wierze wyprawiła ciotce huczne urodziny, podając przy tym do publicznej wiadomości wiek owej ciotki (chyba liczą kwiatów). Ciotka się śmiertelnie o to obraziła. Wniosek? Zrobić coś, co teściową obrazi, ale nikt nie będzie mógł zarzucić nam złej woli :P
    Pomysły z ostrym angażowaniem w domowe obowiązki, albo wyjście do koleżanki na parę godzin z tekstem „świetnie, że mama jest, to mama zostanie z wnukami, a ja muszę wstąpić w parę miejsc!” też wyborne.

  15. Blue Cat napisał(a):

    Nie zgodze się z tym, ze tesciowie to nie rodzina. Jest rodzina. To strasznie bliskie osoby mojego przyszłego męża. Jego rodzice. Więc są moją rodziną. Przykro mi by było jakby mnei teściwie nie uważali za rodzine.

      1. Pau Jag napisał(a):

        jak leżałam w szpitalu dwa tygodnie temu (jestem w ciąży) to wpadła moja tesciowa (spoko kobietka) i mój tesć. Coś tam zaczelam z tesciowa o dziecku mowic i ona wypalila do teścia: a Ty co nic o wnuku nie powiesz. Skwitował tylko: ja córki nie mam to i wnuka mieć nie będę. Także tego…

  16. Kalutka napisał(a):

    Rozbraja mnie, ze ta czytelniczka wie, co powinna zrobić i co jest najlepsza reakcja, ale boi sie tego zrobić. Jak mozna rezygnować ze swojego spokoju, czasu i życia, bo… Teściowa! No ludzie, czy mamy XIX wiek? Jak kogoś nieakceptujemy to nie spędzamy z nim czasu, a jeżeli to robimy to jesteśmy masochisci, a jezeli uwazamy ze tak powinnismy robić, to żyjemy dla innych.

  17. Jeśli kobieta wytrzymała z taką teściową AŻ 15 lat, to ja się zastanawiam jaką ona ma cierpliwość. 15 LAT! To połowa mojego życia i choć mam dobrą wyobraźnię, to akurat tego sobie wyobrazić nie mogę. 15 lat… Ja bym tygodnia nie wytrzymał.

  18. An napisał(a):

    Kurcze, tak sobie myślę – w sumie fajnie, że kobieta zabiega o względy synowej. Moja teściowa nie ma nawet mojego nr telefonu, mówi o mnie „ona”, a zaczęła się do mnie odzywać po ślubie dopiero… Nie interesuje się mną w ogóle (a złym człowiekiem nie jestem), dla niektórych to pewnie był by duży plus :) Mi jest jednak przykro w tej sytuacji, więc ja bym tak drastycznie, na miejscu autorki listu, teściowej z domu nie wygoniła, może znaleźć jej jakieś zajęcie lepiej w domu – niech ugotuje coś, albo dzieci ze szkoły czy przedszkola odbierze, może kobieta samotna się czuje po prostu i szuka towarzystwa?

  19. Ania napisał(a):

    Ja o swojej teściowej mogłabym wiele napisać, ale najgorszym problemem jest to, że jest fałszywa. Do mnie jest bardzo miła, a za plecami obrabia mi tyłek (w tym do mojego męża). Na szczęście mój mąż mnie o tym uprzedził i poradził pilować się z tym co przy niej mówię, czego teściowa nie może znieść, więc teraz jestem zła, bo się jej nie zwierzam. Na szczęscie mąż jest asertywny i potrafi prostu z mostu wygarnąć jej, żeby nie wtrącała się w nasze życie i zajęła się swoim. Jak to mawia moja koleżanka: „Najlepsza teściowa to taka, która mieszka nad morzem” (my mieszkamy na południu Polski :))

  20. Najbardziej podoba mi się ostatnia rada. :D Szkoda, że moja mama nie żyje.
    A tak na poważnie, bardzo podoba mi się Twój tekst. Życiowe. Myślę, że błędem, który często popełniamy, jest traktowanie rodziców naszych małżonków/partnerów tak, jakby byli naszymi własnymi. Owo: Mamo, Tato! A stwierdzenie, że teściowa/teść to w istocie obcy ludzie, z którymi dopiero można postarać się zbudować relację – jest dla mnie strzałem w dziesiątkę.
    Na temat teściowych tudzież teściów mam podobne zdanie co Ty. I choć to stanowisko ostro zweryfikowało mi życie, tak że do dziś „liżę rany” – poglądu nie zmieniam. Niedługo po ślubie, przeprowadziliśmy się z mężem do miejscowości, z której pochodzi i gdzie w dalszym ciągu mieszkają jego rodzice. Jak się okazało, dla niego – krainy wiecznego dzieciństwa ;-) (Czekaliśmy na mieszkanie, które budowali nam w mieście.) Od początku sprawę stawiałam jasno: Oczywiście, proszę wpaść, ale najpierw czekam na telefon, że Rodzice przyjdą, albo Mama przyjdzie. I byłam w tym nieugięta. Nie przychodzili. Trudno. Po rodzinie mojego męża zaczęły pewnie krążyć dziwne plotki. Trudno. (A w międzyczasie urodziła się moja córka – więc to taki foch nad fochy, bo oni rzeczywiście twardo siedzieli w domu, u siebie.) Spięcia były, bo jeśli coś mi się nie podobało bądź coś chciałam wyjaśnić, komunikowałam to wprost. Teściom, a przy okazji mojemu mężowi. A za rzeczy, których naprawdę nie myślę, które wymknęły mi się w złych emocjach – przepraszałam. (Niestety, z drugiej strony nie doczekałam się czegoś podobnego.) Tak jak w normalnej relacji, którą dopiero budujemy, z ludźmi świeżo poznanymi. Dla mnie było jasne, że nie można stać się sobie emocjonalnie bliskim z dnia na dzień, tylko dlatego, że ja i ich syn ślubowaliśmy sobie małżeństwo. Zresztą, to małżeństwo omal się nie rozpadło. Nie tak szybko wchodzi się w nową rodzinę. A czasami bliskiej relacji z rodziną męża czy żony nie można zbudować w ogóle, bo okazuje się, że pochodzimy z dwóch różnych światów. I to też trzeba sobie jasno powiedzieć.

  21. A wiecie, co mi podczas ostatniej kłótni powiedziała moja teściowa? Słuchał tego mój mąż. Dlaczego nazywam ją „jego mamą”, kiedy z nim rozmawiam? I to jaka była oburzona…! Przecież ona jest „Mamą”. „No tak do mnie mówisz!”. He, he… To tak a propos rozwiązywania problemu relacji z teściową i stawiania mężowi problemu tuż przed oczami. Przypomniało mi się to, gdy czytałam fragment, jak miałabym mu to wyłuszczyć: <>.

  22. Marlena Lipska napisał(a):

    Mam podobny problem, tyle ze nie tak „zaawansowany” bo nie mamy jeszcze dzieci i slubu, mam 26 lat, on 30, rowniez jest jedynakiem a jego mama nie ma partnera. Mieszkamy u niej. Zazwyczaj zale sie jemu bo nie potrafie jej zwrocic uwagi ale on uwaza ze przesadzam i jak to facet- nie widzi problemu. ona jest pania z biura, mowi tylko o sobie i swoich sprawach, jesli cos planuje to dla naszej trojki, meczy mnie ciagle abym z nia posiedziala a i tak tyllo ona mowi a mnie nawet nie slucha, twierdzi ze nie lubi ludzi i dobrze jej samej ale ode mnie jakos nie chce sie odczepic. Nawet szuka mieszkania dla naszej trojki, o wszystkim musi wiedziec, co robimy z kim i po co. A on jej wszystko mowi! Nawet po pracy siedzi z nia w kuchni i sobie gadaja. Gdy ona jest w domu nic nie moge zrobic, gotowac, sprzatac. Nie wiem jak sobie poradzic z ta sytuacja, przez nia popadam w depresje. Zamiast sie z nia poklocic albo zalic jemu moze powinnysmy porozmawiac z nia, zapytac jak ona by sie czula na naszym miejscu i czego by chciala, moze to cos da… Kocham go ale jak tak dalej bedzie to bede musiala sie z nim pozegnac bo juz nie wytrzymuje jej psychicznie. Najgorsze jest to ze on nawet nie chce sie wyprowadzic bo mama i on twierdza ze sobie nie poradzimy z utrzymaniem. Masakra…

  23. Monika napisał(a):

    Ostsnio rozmawialam z moja (niezamezna) siostra o klopotach jej koleznaki z pracy . Temat , tesciowa . Tesciowa wpycha im sie w zycie , a dopiero sa mieciac po slubie , rzadza zeby wybudowali sobie dom na dzilace obok niej itd . Tez sym jedynak , wiec dzwoni zeby syek przyszed i umyl okna w jej mieszkaniu . Grenralnie – monster in-law . Ja juz doswiadczona mezatka (16lat) mowie jej , ze jedyne co ta kolezanka powinna zrobic to wlasnie postawic bariere pomiedzy ich malzenstwem a rodzicami jej meza . Tutaj jeszcze nie ma dzieci , a oni kombinuja jak „sprzedac informacie „ze nie beda sie budowac na dzialce obok , zeby mamusia sie nie obrazila . Takie podejscie zmierza do tragedii . Moja niezamezna siostra sie podsmiechuje , a ja bardzo serio jej mowie ze koleznaka musi juz teraz zaczac dzialac bo pozniej bedzie klotna w rodzine na zycie i smierc . Moja siostra mowi ze to rodzina i ze nie mozna i terzeba trzymac kontakt . Tak , kontakt , ale nie tolerowanie zachcianek tesciowej , jak przyjda dzieci to bedzie tragedia . Ja za pozno sie ogarnelam , i dlatego u nas byla wielka klotnia , i od tego czasu tesciowa przychodzi odwiedzac dzieci jak mnie nie ma , a tesciu w ogole zrezygnowal z odwiedzania nas . Coz tak postanowili to zrobic . Widze moja jedyna wine w tym , ze za pozno im pokazalam ze jestem niezalezna osoba i nie potrzebuje jej pomocy , ktora tak na prawde nie byla pomoca . Oni tylko spelniali swoje zachcianki przy uzyciu naszych dzieci , w ogole nie szanujac naszych prosb jezli chodzi o opieke nad nimi . Szczytem bezczelnosci bylo , gdy moj tesciu przy okazji wizyty u nas , nadmienil ze juz zarezerwowali pole namitowe i jada z dzecmi na tydzien na wakacje …. ja oczywiscie oczy na wierzch ??? Dzieci juz podeksytowane , jak im teraz powiesz ze nie jada . Pojechaly , ale juz oststno raz , bo byla niezla klotnia , no bo jak to on ma sie „mnie ” pytac ?? a kim to ja jestem zeby sie mnie pytac ??? No i tak sie skonczylo . Takze , sama nie wiem , moze w moje sytuacji to nic by nie pomoglo .

Dodaj komentarz