Jurassic Park

jurassic park

Para archeologów zostaje zaproszona na wyjątkową wyspę, gdzie dzięki naukowemu postępowi udało się przywrócić do życia wiele gatunków dinozaurów. Pomysłodawca tego projektu stworzył tam ogromny park rozrywki, w którym ludzie będą mogli na żywo podziwiać dawno wymarłe gatunki zwierząt. Nasi bohaterowie biorą udział w testowej przejażdżce po Parku Jurajskim, ale w pewnym momencie systemy zabezpieczeń zawodzą a naukowa rozrywka przeradza się w walkę o życie.

jurassic park plecak
Plecaki, piórniki i naklejki z dinozaurami to był odpowiednik dzisiejszych Ray Banów. Byłeś nikim, jeśli nie miałeś tyranozaura przy sobie.

Ten wyjątkowy film Stevena Spielberga miał swoją premierę w 1993 roku a więc jeszcze w czasach, gdy komputerowe efekty specjalne były absolutną nowością i hitem. Pamiętam podniecenie, jakie towarzyszyło wycieczce do kina i ten szał na wszelkie dino-gadżety, kubki, figurki i bluzki, który zapanował potem. Miałam wtedy 11 lat i wszystkie dzieciaki wokół musiały mieć coś z dinozaurem. Jest to o tyle ciekawe, że w samej fabule filmu oprawa marketingowa Jurassic Park była już dość wyraźnie pokazana – przykuwająca uwagę zwłaszcza w scenach, w których bohaterowie uciekają przez dinozaurami pomiędzy półkami z wystawionymi na sprzedaż pamiątkami z parku.

Odświeżyłam sobie ten film wczoraj z dwóch powodów, ale o tym powiem na końcu wpisu. Grunt, że siadając z popcornem przed telewizorem spodziewałam się pewnego rozczarowania hitem z dzieciństwa. Bo technika tak dalece poszła na przód, że nietrudno zawieść się poziomem efektów specjalnych, które robione były w latach 90′. Okazuje się jednak, że stało się wręcz odwrotnie. Te efekty mnie po raz kolejny zachwyciły. One naprawdę były doskonale zrobione – w dużej mierze dzięki sprytowi reżysera i operatora, którzy maskowali ewentualną sztuczność dinozaurów emocjami bohaterów, oświetleniem, odpowiednią pracą kamery (dobre kadry, ruch, tempo montażu) i muzyką. A muzyka z Parku Jurajskiego to kolejny majstersztyk zrobiony z typowo hollywoodzkim rozmachem i fantazją. Nic dziwnego, skoro skomponował ją John Williams, czyli gość od… a właściwie czego on nie zrobił?

 

Jeff Goldblum (swoją drogą niezła dupa. Od razu mi wpadł w oko, jak miałam 11 lat) i wielka kupa.
Jeff Goldblum (swoją drogą niezła dupa. Od razu mi wpadł w oko, jak miałam 11 lat) i wielka kupa.

Dlatego dużo bardziej niż stare efekty specjalne przeszkadzały mi w odbiorze detale, których ja filmowcom jednak nie wybaczam, bo wymagam od każdego filmu logiki i sprytu (m.in. dlatego nie znoszę Lincha). Okazuje się na przykład, że kupa triceratopsa była wielkości samego triceratopsa. Rozumiem, że twórcom chodziło o pokazanie wielkiego gówna (bo to robi wrażenie), ale wyszła im z tego …wielka kupa końskiego łajna. W innej scenie troje bohaterów chce się przedostać na drugą stronę wysokiej, drucianej siatki i zamiast przejść przez jej ogromne oka (dorosły by się nawet przecisnął), wspinają się po niej. Chwilę później mały chłopiec zostaje poczęstowany 10000 voltami z tegoż ogrodzenia i …udaje mu się przeżyć.

To są jednak detale a film ma tak wiele świetnych scen, że można o tych detalach zapomnieć:

Pamiętacie moment, w którym bohaterowie uciekają dżipem przed tyranozaurem rexem, kierowca zerka w lusterko i widzi w nim wielkiego, doganiającego ich gada, który kłapie paszczą tuż za ich plecami? Chyba każdy zauważył wtedy napis na lusterku „objects in mirror are closer than they appear”.

Albo scena, w której mężczyzna przymierza się do strzału w dinozaura ukrywającego się przed nim w krzakach i nagle widzi, jak z lewej flanki podchodzi do niego drugi, który najwyraźniej planował taką sprytną pułapkę. Uwielbiam ten nieskrywany podziw, jaki słychać w ostatnich słowach mężczyzny. „Clever girl”, mówi. Sekundę później już nie żyje.

Moją ulubioną sceną jest jednak ta z velociraptorami, które polują na dwoje dzieci w ogromnej, metalowej kuchni. To dla mnie scena mistrzowska. Film przygotowywał do niej widza od samego początku, serwując mu informacje o tym wyjątkowym gatunku dinozaurów.  Dowiadywaliśmy się między innymi, że raptory są szybkie, drapieżne i wyjątkowo inteligentne. To sprawia, że mimo względnie małych rozmiarów były bardzo groźne. Poznajemy je tuż po tym, jak dorośli bohaterowie zebrani w centrum dowodzenia parkiem oznajmiają, że drzwi w budynku są pozamykane a gady przecież nie umieją sobie otworzyć drzwi. Chwilę później widzimy powoli naciskaną klamkę u drzwi, zza których wyłania się śliczna mordka velociraptora. Dinozaur wchodzi do środka, węszy ofiarę i woła koleżankę. Po chwili obie bestie polują na dwoje dzieci ukrywających się w kuchni. I tak jak prawie cały film był głośny i pełen akcji, tak podczas tej sceny panuje cisza. Lubię moment, gdy oszponiona łapa jednego z raptorów staje na ziemi i długi, zakrzywiony pazur stuka jakby w zniecierpliwieniu o posadzkę. Właśnie to stukanie, urwane oddechy dzieci, spadająca na kamień łyżka – te małe elementy sprawiają, że scenę ogląda się w wielkim skupieniu, trzymając kciuki za te dwa inteligentne stworzenia, które metodycznie przeszukują pomieszczenie w poszukiwaniu dwojga upierdliwych, hałaśliwych dzieciaków… ekhm… To znaczy za dzieciaki trzymamy kciuki. Za dzieciaki oczywiście.

Odświeżcie sobie pamięć:

Sięgnęłam po Park Jurajski dlatego, że niedawno australijscy naukowcy ogłosili, że zamierzają wskrzesić wymarły 30 lat temu gatunek żaby. Póki co udało im się dotrzeć do etapu embrionalnego, ale badania i współczesna technologia każe im przypuszczać, że eksperyment zakończy się sukcesem. To tylko kwestia czasu. Tak samo jak tylko kwestią czasu jest możliwość wskrzeszenia innych wymarłych gatunków. Czy dożyjemy prawdziwego Parku Jurajskiego? Wiele bym dała, żeby zobaczyć tyranozaura lub diplodoka na żywo.

Drugim powodem, dla którego akurat teraz recenzuję Wam Park Jurajski jest niedługo wchodząca do kin jego wersja 3D. Będzie można ją zobaczyć już 26 kwietnia i już nie mogę się doczekać tej poprawionej (jak się domyślam) wersji. Nie żeby film potrzebował wielu poprawek. To naprawdę doskonałe przygodowe kino familijne i dlatego daję mu wysoką ocenę w tej kategorii: 9/10

 

Komentarze do wpisu: 15 Napisz komentarz

  1. Misia napisał(a):

    Czytałam i oczami wyobraźni widziałam wszystkie te sceny, mimo że film oglądałam 150 lat temu, świetny był.

    Przy okazji: ciągle, ciągle łapię się na tym, że jak coś powstało w latach 90 to myślę, że ma ok 10-15 lat. Mimo że sama powstałam na początku lat 90, a lat mam już ponad 20 ;) Tak więc wizja, że Jurassic Park ma 20 lat jest dla mnie ciosem w sam żołądek, idę szukać zmarszczek i siwych włosów, bo chyba stoję nad grobem.

  2. Maciejwsky napisał(a):

    Żeby było weselej, akurat scena w kuchni jest wzbogacona o gady nie dzięki 3dsmaxowi, czy co tam hulało na dyskach wtdy, ale metodą na godzillę – gumowy strój oraz kilku gości, co to pieniędzmi nie szastają i/lub wylosowali krótsze zapałki.

  3. Lo30 napisał(a):

    Mój synek uwielbia dinozarury, a ja jestem zafascynowany tym, że mając 3 lata potrafi wymówić Brachiozaur i Tyranozaur, a nie potrafił powiedzieć ekspres, tylko mówił eskpres:) Niedawno odkrył, że „dinozaury już daaaawno nie żyją”. Jak go zabiorę na ten film, to namieszam mu w głowie… A co tam, sam nie pójdę, bo się bał będę.

  4. Pan Andrzej Szef Mafii napisał(a):

    Chyba jako jedyny tego filmu nie widziałem – ale przyczepić się muszę :). Otóż technika „na przód” to mogła potuptać samochodu, natomiast jeśli pójść – to naprzód.

    A te 10 000 v to akurat najzupełniej normalne.

  5. Pierwsza część była super. Z kolei dwójka była już głupia jak mój prawy klapek. Co dziwne, mimo tego, że powstała te kilka lat później, to efekty specjalne były GORSZE. Fuck logic.

  6. Już się bałem, że to kolejny wpis w stylu „film był dobry, ale X lat temu…”
    Co do efektów specjalnych w niektórych dzisiejszych filmach są gorszej jakości. Film poprostu epicki, co tu dużo mowić :)

Dodaj komentarz