Karmienie piersią – oczekiwania kontra rzeczywistość

Czuję w mleku, że to będzie jeden z najbardziej komentowanych tekstów tego roku i że zostanę zjedzona żywcem zarówno przez laktomaniaczki (nie ma czegoś takiego jak „kryzys laktacyjny!!”) jak i zwolenniczki mleka modyfikowanego (boshe, zamierzasz karmić do 2 roku życia?! Srsly?). Karmienie piersią to jest chyba najmodniejszy temat ostatnich lat w blogosferze parentingowej i grzechem by było nie opisać własnych wrażeń na ten temat. Właśnie: własnych. Ostrzegam, że na tym blogu matki są dla siebie miłe i pozwalają innym matkom na WŁASNE macierzyństwo według WŁASNYCH zasad. Zawzięcie walczyć będziemy tylko z biciem dzieci oraz ich nieszczepieniem. Co do karmienia, niech każda karmi tak, jak lubi i ile lubi.

No to zaczynamy:

„BĘDZIESZ MIAŁA PROBLEMY Z KARMIENIEM”

Straszono mnie tym bardzo. Jak się okazuje, niesłusznie. W moich oczekiwaniach karmienie dziecka polegało na daniu mu cyca, w którym jest mleko. I tak dokładnie było. Tuż po porodzie Conan przyssał się do cycka, w którym było mleko. Koniec historii.

Byłabym jednak nie fair wobec Was, gdybym nie wspomniała, że problemy z karmieniem jednak się zdarzają – czego dowodem są dwie kobiety, które poznałam w szpitalu. Jedna miała problem z mlekiem, którego było po prostu za mało. Druga miała problem z dzieckiem, które nie chciało ssać. Wciąż jednak myślę, że nie ma co się martwić na zapas – i po prostu zgłosić się do doradcy laktacyjnego dopiero wtedy, gdy pojawia się problem. Jedyne, co przydało mi się na początku, to wiedza, żeby głęboko przystawiać dziecko (tak, żeby w jego buzi zniknęła cała lub prawie cała otoczka wokół brodawki sutkowej) oraz że przystawia się dziecko do cyca – a nie cyca do dziecka.

Nie będę miała żadnych ran na piersiach, kaman!

Tak myślałam, ale się przeliczyłam. Problemy pojawiły się razem z nawałem (czyli w kilka dni po porodzie, gdy piersi zdają się pękać od nadmiaru mleka). Każde karmienie było bolesne, pojawiły się ranki, ból był nie do zniesienia. Położne ze szpitala, mama i wszelkie ciocie mówiły, że tak musi być, ale że to przejdzie. Że trwa góra tydzień, a potem skóra się przyzwyczaja. Zadzwoniłam wtedy po koleżankę, która jest promotorką karmienia piersią (ma na imię Luca, polecam ją każdej młodej mamie, która ma problemy z karmieniem) i ta wizyta bardzo mi pomogła. Przede wszystkim mnie uspokoiła, uzmysłowiła, że karmienie wcale boleć nie musi, że są metody na bolesność piersi i że oboje z małym szybko się nauczymy, jak uczynić z karmienia piersią nie tylko bezbolesny, ale wręcz przyjemny rytuał. Luca pokazała mi różne pozycje do karmienia, podpowiedziała, jak radzić sobie z nawałem, jak ściągać pokarm i uzmysłowiła, jak ważna jest atmosfera, w której karmię.

Po kilku dniach ból minął, brodawki sutkowe się zagoiły, teraz wszystko jest mega.

Karmienie piersią będzie …dziwne. No bo weź. Cycek służy do wyglądania kobieco, do pieszczot seksualnych ewentualnie, ale żeby dziecko? Że mleko? Kripi.

Tak myślałam, ale okazuje się, że karmienie piersią stało się dla mnie najnaturalniejszą czynnością pod słońcem. Ba, wręcz przyjemną! Bo to jest przyjemne. Noworodek jeszcze nie umie cię przytulić i picie mleka z piersi jest takim odpowiednikiem przytulenia do mamy, gdy czujesz, że się uspokaja, że mu dobrze, że jest szczęśliwy. No i samo poczucie, że pełna mleka pierś powoli się opróżnia, też jest fajne. A do tego jaka wygoda! Zamiast przygotowywać mieszanki, czyścić butelki i grzać sztuczne mleko, masz po prostu cycek, w którym wszystko jest już gotowe – i to w najlepszej dla dziecka jakości.

1921165_10152663670902652_1904780373673372122_o

Będę karmić na żądanie.

Ha ha. Tak miało być.

MR opowiadała mi, jak to moją siostrę karmiła – zgodnie z wytycznymi lekarskimi – co 3 godziny z przerwą nocną. W efekcie moja biedna siostra ciągle płakała, bo albo była głodna, a nie dostawała jeść – albo nie była głodna, a mama ją budziła na karmienie, „bo pora”. Mnie już MR chowała intuicyjnie, karmiąc mnie dokładnie wtedy, gdy tego chciałam. Podobno uczyniło to ze mnie bezproblemowe, szczęśliwe dziecko i dawałam się mamie wysypiać.

Miałam zamiar robić dokładnie tak samo, ale okazało się, że Conan najchętniej to by jadł co godzinę. Czasem co 45 minut (a czas liczę od początku do początku karmienia). Fakt, raz lub dwa razy dziennie robił sobie dłuższą drzemkę 2 – 3 godzinną, ale nigdy nie wiedziałam, kiedy, więc nie dane mi było się wyspać. 20 karmień dziennie wykraczało nawet poza różne normy poradnikowe laktomaniaczek.

Postanowiłam więc zmodyfikować zwykłe „na żądanie” na „na żądanie, ale nie częściej niż raz na 2 godziny”. Przez jeden dzień się docieraliśmy, ale kolejny już był o niebo lepszy. Conan przyzwyczaił się do dłuższych przerw, lepiej spał i wreszcie jadł z zaangażowaniem a nie przysypiając po kilku łykach. Fakt, czasem zdarza mi się karmić częściej, jeśli wyjątkowo się tego domaga, ale zapisywane w telefonie godziny karmienia bardzo ułatwiają mi ocenę, czy w danym momencie trzeba małego nakarmić, czy może wystarczy pójść z nim na spacer lub poprzytulać, by się uspokoił.

Takie zapisywanie godzin jest bardzo przydatne na początku, gdy mama jeszcze nie umie rozpoznawać różnych rodzajów płaczu u noworodka.

Polecam, Żanetka Leta.

UPDATE: trzy dni później przyszedł kryzys laktacyjny i mój cudowny plan wziął w łeb. W kryzysie karmiłam non-stop, bo miałam wrażenie, że Conan się nie najada a w piersiach miałam mało pokarmu. Na szczęście kryzys trwał dwa dni i minął. Teraz znowu kraina mlekiem płynąca,

Karmienie piersią do 5 roku życia dziecka to zboczenie!

No może tak źle o tym nie myślałam, ale owszem, śmiałam się z kobiet, które tak robią. Uważałam to za dziwne. Dziś już nie oceniam ich negatywnie.

Sama będę pewnie karmić rok, w porywach dwa. Ale to dlatego, że jestem urodzonym bejem i już pierwszego dnia ciąży zatęskniłam za alkoholem. Chcę się móc normalnie napić drinka z przyjaciółką, a raz na jakiś czas wypić ich trochę więcej i śpiewać nocą Beatę Kozidrak na ulicy z flaszką w dłoni. Dlatego pewnie gdzieś za rok zacznę Conana przestawiać na normalne jedzenie a potem zupełnie odstawię mleko. Zrobię to dla własnej wygody – a możliwe też, że samo dziecko w którymś momencie uzna, że jedzenie jest lepsze od mleka.

Ale… szacun dla kobiet, które chcą karmić piersią dłużej, bo dziś wiem, że mleko matki jest najlepszym pokarmem, jakie może dostać dziecko (klik). I szczerze mówiąc z ogromnym niesmakiem patrzę na komentarze osób, które wyśmiewają długo karmiące piersią matki. Róbcie sobie co chcecie – sami. I dajcie innym robić, co chcą. Zwłaszcza, że w takim długim karmieniu piersią nie ma nic złego i naprawdę nie można „przedobrzyć”. Natura tak nas już stworzyła, że dziecko samo się odstawia od piersi gdzieś między 3 a 5 rokiem życia, więc niemożliwym jest karmienie piersią 30-latka. ;) Spokojnie.

Karmienie piersią w miejscach publicznych jest spoko.

Tak myślałam zawsze. Wydawało mi się naturalne, że skoro to zupełnie naturalny proces w macierzyństwie, a matki z dziećmi nie siedzą zamknięte w domach – to czasem taka musi nakarmić w parku, w urzędzie lub na uczelni. Nie widziałam w tym nic złego, nic obrzydliwego (od kiedy cycki są obrzydliwe?!), a na dodatek tak rzadko widuję karmiące publicznie matki, że problem wydawał mi się nieistniejący.

A jednak. Myliłam się.

Okazuje się, że mnóstwo ludzi ma z tym jakiś problem. Uznają to za „epatowanie nagością”, za zachowanie ekshibicjonistyczne, wulgarne, niesmaczne.

Nie wiem, skąd się ci ludzie biorą. Z dupy chyba. Bo wystarczy trochę pomyśleć, poczytać, wykazać się odrobiną empatii, żeby wiedzieć, że karmienie w miejscach publicznych jest dla kobiety koniecznością. Że ona wcale nie traktuje swoich piersi seksualnie. Że ona, do cholery, KARMI swoje dziecko. To czynność nierzadko upierdliwa, codzienna, męcząca, wiążąca się z różnymi niedogodnościami typu ciężki biust, bolące brodawki sutkowe, plamienie mlekiem bluzek, bolące ręce od trzymania dziecka przy piersi. Uwierzcie mi – ostatnie, o czym myśli kobieta w takiej chwili, to podniecanie jakiegoś faceta swoim cyckiem. Ona skupia się na dziecku i zapewnieniu mu posiłku.

 Dziecko po prostu ssie a mleko po prostu wypływa

To niesamowite, jak moje ciało reaguje na bodźce wzrokowe i słuchowe. Odciąganie pokarmu (w ramach robienia zapasów na imprezy alkoholowe :)) było u mnie praktycznie niemożliwe, jeśli Conan nie ssał drugiej piersi. Po prostu mleka wtedy …nie było. Musiałam widzieć moje dziecko pijące mleko, żeby to mleko się pojawiło. Teraz odciąganie idzie mi dużo łatwiej, ale wciąż zadziwia mnie, jak istotny jest aspekt psychologiczny. Niektóre matki zaczynają plamić bluzki mlekiem na sam widok dziecka lub na dźwięk dziecięcego płaczu.

Druga kwestia – byłam przekonana, że dziecko po prostu ssie sutek, a ono robi tam dużo innych rzeczy! Najpierw ssie, pijąc pierwsze, wodniste mleko (bo pierwsza faza mleka to taki napój – dopiero po kilku minutach pojawia się gęste, odżywcze mleko. Dlatego podczas upalnych dni dzieci piją częściej i krócej. Po prostu są spragnione!). Potem robi przerwy, żeby mleko zdążyło się nagromadzić. Ssąc, przez cały czas pracuje od spodu językiem, jakby wyciskając pokarm z brodawki.  Czasem zmienia rytm, lekko przygryza sutek, odsuwa się i przybliża, zmienia kąt ssania, „odblokowując” tym inne kanaliki mlekowe. A raz na jakiś czas jego język (a może to cała szczęka?) wchodzi w takie dziwne drgania, które mają pobudzić laktację i które trochę łaskoczą. To niesamowite jaki zestaw tricków ma zaprogramowany taki mały dzieciak, który nawet jeszcze nie umie skupić wzroku na niczym konkretnym. :)

Karmienie piersią, karmienie mlekiem modyfikowanym… każdemu, co lubi!

Czy to naprawdę takie trudne, zrozumieć, że nie każdy musi opiekować się swoim dzieckiem tak samo jak ty? Tak samo jak wkurzają mnie ataki na kobiety karmiące piersią publicznie lub karmiące piersią czterolatki – tak wkurzają mnie laktoterrorystki, które atakują matki karmiące sztucznie.

Ludzie, wyłączcie sobie tej jad, zawiść i patent na jedyne słuszne macierzyństwo.

Tak, karmienie piersią jest zdrowsze dla dziecka, ale po pierwsze nie każda kobieta może to robić a po drugie – nie każda chce. Bo niektóre się boją, nie lubią, z jakiegoś względu nie chcą i mają prawo nie chcieć, do cholery jasnej! Matka ma być szczęśliwa i spokojna – a wtedy i dziecko będzie szczęśliwe i spokojne. A karmienie MM nie należy do zachowań niezgodnych z prawem, nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i życia dziecka, nie odciśnie się piętnem na jego psychice i jeśli chcecie zbawiać świat, to zacznijcie przeciwdziałać przemocy w rodzinie albo pomagać dzieciom w sierocińcach, a nie walczyć z kobietami, które nie chcą karmić piersią.

O, albo po prostu postarajmy się, żeby położne w szpitalach wiedziały coś więcej o karmieniu piersią, bo niestety dobrze z tą wiedzą nie jest – a to położna najczęściej decyduje, czy kobieta będzie chciała karmić naturalnie czy nie. Wystarczy, że nie nauczy jej prawidłowo przystawiać dziecka do piersi i już może mamę zrazić do całej zabawy.

Dla mnie karmienie piersią jest fantastyczne, przyjemne , no i przede wszystkim megawygodne. Nie trzeba nic mieszać, przygotowywać, podgrzewać, przelewać, sterylizować butelek. Po prostu mam pokarm dla Conana zawsze przy sobie, zawsze gotowy, ciepły i zdrowy. Dlatego nie zamienię karmienia piersią na MM, ale każdej kobiecie daję prawo do własnego wyboru.

 Tips & tricks

Na koniec kilka maleńkich porad, które mogą Wam pomóc w karmieniu, a o których ja się dowiadywałam z czasem, dzięki przyjaciółkom, znajomym blogerkom, czytelniczkom i doświadczeniu. BTW, dziękuję Wam wszystkim, drogie baby, za masę maili i wiadomości z poradami, gratulacjami i ogólnie z miłym słowem. Fajnie, że otaczają mnie takie zajebiste kobiety! :)

  • W karmieniu ważne jest, by wykorzystywać obie piersi w miarę symetrycznie. A więc albo karmić naprzemiennie lewą i prawą, albo karmić obiema piersiami przy każdym karmieniu. W obu wersjach jednak zawsze warto pamiętać, która pierś była ssana ostatnio (albo od której się zaczynało karmienie). Aby sobie to zaznaczyć, przekładaj z ręki na rękę gumkę do włosów. :)
  • Jeśli, tak jak ja, masz problem ze ściąganiem mleka laktatorem i mleko po prostu słabo wtedy płynie, nagraj sobie telefonem kilkuminutowe wideo z Twojego ssącego pierś dziecka – a potem odtwarzaj sobie taki filmik (koniecznie z dźwiękiem!) przy ściąganiu pokarmu. Zobaczysz, jak pięknie podziała.
  • Na bolące przy nawale piersi sprawdzają się okłady z liści kapusty oraz ciepłe okłady (lub kąpiel).
  • Jeśli karmisz piersią w łóżku, w pozycji na boku (dla mnie to idealna nocna pozycja, bo po prostu oboje w niej zasypiamy :)), nie musisz za każdym razem przekładać dziecka z lewej na prawą stronę, żeby zamieniać pierś, z której karmisz. Wystarczy, że położysz dziecko na długiej poduszce i już możesz karmić z „wyższego” cycka.
  • Pewnie już wszyscy to wiedzą, ale zawsze najpierw przewijanie, potem karmienie. Nie odwrotnie. Dzięki temu dziecko się rozbudzi przed karmieniem i zmniejsza się ryzyko, że zaśnie zanim się naje. No i po karmieniu łatwiej mu się zasypia.
  • Odbijanie po karmieniu jest jednak ważne. Choć wszędzie się mówi, że dzieci karmione piersią nie muszą być odbijane, Conan ewidentnie tego potrzebuje i dużo lepiej mu się potem zasypia.

To tyle na dziś. Oczywiście z największą przyjemnością poczytam teraz o Waszych doświadczeniach. :)

A, i pamiętajcie:

co to jest sutek

Komentarze do wpisu: 88 Napisz komentarz

  1. Świetny tekst, w którym rozwijasz wiele wątpliwości dotyczących karmienia piersią. :) Sama czytam z zainteresowaniem, bo mam nadzieję, że niedługo będzie temat dotyczył także i mnie. Ciekawe czy zmienię swoje podejście do matek karmiących 4-5 latki, bo na razie uważam to za dziwne i nienormalne. :)

  2. Hnacia napisał(a):

    Mam 20 lat, nawet nie myślę o dzieciach i macierzyństwie, ale Twoje wpisy o ciąży, porodzie, połogu i własnie karmieniu piersią czytam jednym tchem ;D Jak widzisz nie tylko matki lubią nowy dział Segritty ;)

  3. Co do karmienia w miejscach publicznych – masz rację, karmienie to coś naturalnego i ja wcale nie uważam tego za niesmaczne. Jednak sporo ludzi ma z tym problem i wydaje mi się, że czasami mamy same ściągają na siebie nieprzychylne komentarze, nawet nie siląc się na odrobinę dyskrecji. A przecież wystarczy podejść w jakieś bardziej ustronne miejsce, lub gdy nie ma takiej możliwości – świetnie sprawdzi się nawet chusta, którą można delikatnie zakryć i dziecko i biust. Tylko tyle i aż tyle ;)

  4. Dodałbym jeszcze, że rozmasowywanie takich nabitych mlekiem piersi to podobno niesamowita ulga dla takiej nabitej mlekiem kobiety (chyba, że mnie MałaŻonka wkręcała). A jaka frajda dla faceta :)

      1. Ja byłem on demand, stopień nabicia poznawałem w trakcie :)
        I wcale, naprawdę wcale nie był to jakiś początek do części dalszej. Ale i tak frajda :)

  5. Kasia Cîlcic napisał(a):

    Karmienie piersią wspominam jako najgorsze co mogło mi się przytrafić w macierzyństwie. Męczyłam się tylko lub aż 2 miesiące i dałam za wygraną. Od samego początku mały był dokarmiany mm i z czasem całkowicie na nie przeszliśmy. Na samą myśl o tym, że muszę nakarmić dziecko chciało mi się płakać i pewnie dlatego, że było to dla mnie nieprzyjemne, nie potrafiłam walczyć o to, żeby się udało. Chociaż zupełnie nie żałuję tej decyzji, bo wychodzę z założenia, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. Z perspektywy czasu jednak wiem, że mogłam się bardziej postarać. Tylko jako niedoświadczona młoda matka, byłam zdana sama na siebie (Męża nie liczę, bo pomimo, że pomagał to jednak to nie to samo co ktoś znający się na rzeczy), nikt nie potrafił powiedzieć co robię źle, a ogólne rady typu: „przystawiaj więcej”, „źle to robisz”, „masz słabe mleko” były o dupę potłuc. Najbardziej denerwował fakt, że pomimo braku pomocy, każdy później potrafił skomentować moją decyzję. Ile razy usłyszałam „Biedne dziecko” to nie zliczę. Najgorsze, że musieliśmy się tłumaczyć dlaczego podjęliśmy taką decyzję. I prawie zawsze byliśmy krytykowani, bo w imię naszej wygody, zabraliśmy dziecku to co najlepsze. A ja wcale tak nie uważam, bo zamiast litrów mleka, dostał morze miłości szczęśliwej i uśmiechniętej a przede wszystkim spokojnej matki :) Nigdy nie zrozumiem jak można krytykować inne matki za decyzje które podejmują. To tak jakby droga przez nas wybrana była najlepsza dla wszystkich. A tak nie jest. I smutne, że w większej części to matka matce wilkiem.

  6. Być może zmienię swoje podejście, gdy zostanę mamą – nie wiem, ale moim zdaniem z karmieniem piersią „przy ludziach” są dwa problemy.
    Pierwszy jaki już się pojawił w komentarzu poniżej, że niektóre matki nie próbują być w tym dyskretne. Mam nawet dwa przykłady – jedna koleżanka siedząc z nami na „imprezce” wyciągała pierś niemalże przy stole na oczach wszystkich, druga potrafi wyjść do drugiego pokoju. Kurcze, chociaż się odwrócić…
    Drugi taki, że wiele osób zachowuje się jakby karmienie było widokiem koniecznym do obejrzenia. Jak przychodzę do młodej mamy i np wchodzę do sali, gdy ona akurat karmi to pytam czy wyjść (mimo że jestem kobietą i mamy „to samo”) albo po protu nie wpatruje się w pierś jakby nic innego dookoła nie było. A niektórzy nie potrafią tego uszanować i znam sytuacje, gdy ktoś wchodzi specjalnie do pokoju, w którym trwa karmienie, żeby sobie „popatrzeć”. Może nie każda mama ma na to ochotę?
    Tekst bardzo ciekawy i myślę, że przydatny (obym pamiętała do niego wrócić, gdy urodzę potomstwo:)).

    1. RysiaSnajper napisał(a):

      Kiedyś też mnie trochę ruszało takie wyciąganie cyca do karmienia, ale rok temu pojechałam na wakacje do Iranu. Wiadomo, kobiety w chustkach lub czadorach, zasłonięte niemal całkowicie – wolno pokazywać tylko twarze i dłonie. Jednak mimo tego wiele razy spotkałam się z matkami karmiącymi w miejscach publicznych – w parkach, taksówkach (dzielonych z obcymi pasażerami). I o dziwo nikt się nie oburzał, a mówimy o kraju gdzie biust nie pojawia się wszędzie, od teledysku po reklamę dachówki. I jakoś po tym doświadczeniu zaczęłam traktować publiczne karmienie piersią trochę bardziej wyrozumiale. No ale może rzeczywiście to kwestia odpowiedniego dozowania nachalności widoku :D

    2. Nat napisał(a):

      Zrozumiałam pewne rzeczy dopiero gdy sama zostałam mama. Nie każdy chce całą imprezę prześledzić w odosobnieniu bo co chwile karmi małe dziecko (większe juz mi się szybciej najadalo, ale jak był mały to miałam wrażenie ze karmie non-stop). Często impreza rozchodzi się po różnych pokojach, jak siedziały za mną osoby zainteresowane ogólnie pojętą tematyka dziecka to nie krepowalam się przesadnie i karmiłam. W końcu wyszłam do ludzi z domu! :)

  7. otoKika napisał(a):

    Jak najbardziej tekst dla mnie przydatny, bo we wrześniu pojawi się mój osobisty ssak ;)
    Pomimo tego, że planuję, bo chcę karmić piersią, to jakoś ciężko mi sobie wyobrazić karmienie w towarzystwie innych osób, niby to coś naturalnego, ale jakoś nie, no ale może mi się odmieni we wrześniu.
    Niby jako, że jestem kobietą i przyszła matką to nie powinien mnie „zaskakiwać” widok karmiącej przy mnie kobiety, ale o dziwo czuję się w takich sytuacjach lekko skrępowana, w przeciwieństwie do matki karmiącej

    1. Dominika Skorupa napisał(a):

      ja planuję – dla własnego komfortu psychicznego – w miejscach publicznych karmić w chuście. Ze swoją instruktorką chustową przeprowadziłam wywiad, pokazała mi jak uwiązać żeby było Nam wygodnie i dyskretnie. Ciekawa jestem, jak to wyjdzie za te trochę ponad 2miesiące:)

  8. Magda M. napisał(a):

    hehe u mnie nie było mowy o schemacie najpierw przewijanie potem karmienie :) Robiłam tak na początku i Maja płakała jak szalona, bo była głodna i musiałam kolejność zamienić i wszystko się unormowało :)

  9. Widziałam na twoim instagramie narzekanie, że jest za dużo wpisów parentingowych, ale wychodzę z założenia, że najlepsze wpisy są na tematy nad którymi swirujemy, A jak tu nie oszalec na punkcie własnego dziecka? :) mi do dzieci jeszcze daleko, ale z przyjemnością chłone wszystkie informacje które podajesz, bo niezależnie od tematu piszesz świetnie; )

  10. Edyta Ppp napisał(a):

    Dzięki Seg, bardzo fajny i przydatny tekst! Rady zastosuję jak już się moja małą postanowi wykluć, mam nadzieję, że w ciągu 2 tygodni ;) zdrówka dla Ciebie i Conana.

  11. Ha ha, mnie też karmienie wydawało się trochę kripi. Teraz jest najbardziej naturalną czynnością świata. Gratuluję, że tak szybko przeszłaś od etapu „rany jak to boli” do „to całkiem przyjemne”. U mnie trwało to trochę dłużej, ale dało radę.

  12. Misato napisał(a):

    A mnie publiczne karmienie piersią trochę nie pasuje. Nie brzydzi mnie ani nic z tych rzeczy, tylko po prostu dziwi ten mechanizm – nie wolno odkrywać piersi? No nie. A tu nagle – wolno. Dlaczego? Bo karmisz dziecko. Aha.
    A ja chcę odkryć – bo mi gorąco. Bo chcę je opalić tak jak ramiona. Bo tak lubię. I co, nie wolno? No nie. Aha… No nie czaję tego.

  13. Paulina napisał(a):

    super wpis, oby wszystkie mamy mogły cieszyć się z karmienia piersią. Zgadzam się w kwestii karmienia publicznego czy długiego kp.. ale przepraszam musze to napisać i nie chodzi o żadną krytykę, po prostu stwierdzenie, że karmienie sztuczne „nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i życia dziecka” niestety nie jest zgodne z prawdą. oczywiście jak nie ma innego wyjścia, dziecko coś jeść musi, ale dlaczego warto walczyć? Za Amercian Academy of Pediatrics: przy karmieniu mieszanym lub wyłącznie sztucznym występuje: zwiększenie zachorowalności na bakteryjne zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, biegunki, infekcyjne zapalenia dróg oddechowych, martwicze zapalenie jelit, zapalenia ucha środkowego, zakażenia układu moczowego, późną posocznicę u wcześniaków, wyższe ryzyko bakteriemii, wyższe ryzyko zespołu nagłego zgonu niemowląt (SIDS). Ah no i oczywiście kwestia otyłości.

    Wiem, że to statystyki, ale skądś się biorą, prawda?
    I nie chodzi mi o biczowanie mam, które karmią mm nawet z własnego wyboru, oczywiście MOGĄ, bo prawo nie zabrania, bo dziecko jest ich, ale chciałabym żeby kobieta zanim lekkomyślnie (a znam takie sytuacje) zarzuci karmienie piersią, zajrzała chociaż do internetu. znalezienie takiej informacji zajmuje 10 sekund, nie jest to wiedza tajemna na szczęscie :)

    pozdrawiam:)

    1. AnnnJa napisał(a):

      Szczerze? Ja nie wiem skąd się takie statystyki biorą. Chyba stąd co wszystkie „statystyki” czyli z najgłębszej głębi dupy.
      Słyszeliście o statystycznych Polakach? Albo innych statystycznych? Taki człowiek nie istnieje, a te statystyki to sobie wymyślają jacyś idioci, żeby mieć co publikować i czym straszyć.
      Jestem otyła, a jadłam mleko z piersi. Mój Mąż ciągle chorował jak był Mały, a ja w ogóle i mam tak do tej pory. Oboje na cyckach. Już psujemy statsy. Dziecko znajomej wiecznie chore na cycku, mój zdrowy jak ryba na mieszanym. Każde dziecko jest inne, a niestety lub na szczęście na odporność składa się ogrom różnych czynników, a rodzaj karmienia to tylko jeden z Nich.
      Mimo to oczywiście ZGADZAM SIĘ, że pokarm Matki jest najlepszy i zgadzam się, że więcej Matek karmiłoby gdyby w szpitalach pracował wykwalifikowany personel.Wiecie kto mnie „uczył” karmić? Studentka, która akurat miała praktyki w tym szpitalu. Cool story bro. Jedyne czego się dowiedziałam to „musi Pani przystawić”. To koniec.

    2. Sherlock Sherlockista napisał(a):

      Ależ oczywiście, ze chodzi ci o biczowanie. Statystycznie śladowo zwiększa się śladowe ryzyko, w większości takich badań nie eliminuje się w wystarczającym stopniu innych czynników, bo się nie bardzo da. Wyraźniejsze są różnice tylko w przypadku wcześniaków. Ale powtarza się naturalnie i straszy. Niech więcej matek, którym karmienie nie przychodzi łatwo popada w obłęd i jeździ ze zmasakrowanymi piersiami po konsultantkach laktacyjnych, w przekonaniu, ze życie ich dziecka od tego zależy. A realnie zależy może jeden katarek więcej w pierwszym roku życia.

      1. Paulina napisał(a):

        Ah to przepraszam jak Pani lepiej wie o co mi chodzi :) nikt nikogo nie straszy i tak może właśnie WIĘCEJ matek powinno jeździć po konsultantkach a nie biec do supermarketu po mieszankę. W to wszystko wkracza jeszcze delikatna kwestia wsparcia ze strony rodziny (a zazwyczaj braku tego wsparcia) i fakt, że na prawdę każda sytuacja jest inna. Stąd wzmianka o niebiczowaniu.
        Nie każdej mamie musi się udać to jasne.

        1. Sherlock Sherlockista napisał(a):

          Twierdzenie, że mleko modyfikowane to zagrożenie dla zdrowia to jest a) nieprawda, b) biczowanie niezależnie od tego, jakie miały być intencje.
          Inna sprawa, że naprawdę fascynuje mnie w promocji karmienia piersią powtarzanie, zarazem, jakie to wygodne i naturalne i tanie, i nikt na tym nie zarabia w odróżnieniu od wstrętnych firm produkujących mm, ale matki potrzebują mnóstwo wsparcia, bo pierwsze miesiące strasznie ciężkie, i mają jeździć po płatnych konsultantkach :D
          Dla wielu kobiet to pewnie nic trudnego; ale kiedy trudności występują, to jedną z motywacji do wyczerpującej walki za wszelką cenę jest właśnie strach podsycany przez bzdury na temat szkodliwości mleka modyfikowanego. Może mogłyby podejmować bardziej świadome decyzje w tym zakresie, i bardziej realnie oceniać, co tu jest czego warte. Dopóki, jak u Segritty, wystarczy ta konsultantka i idzie gładko – super. Ale znam mnóstwo nieco mniej pogodnych historii.

        2. Mju napisał(a):

          Sama matką nie jestem, ale mam siostrę, która rok po roku urodziła dwie córeczki. Pierwsza prawie od razu karmiona była mlekiem modyfikowanym, a przy drugiej swojego mleka miała bardzo dużo i karmiła ponad rok (wprowadzając oczywiście też inne pokarmy, aż córka wybrała te inne :) ). Obydwie chorują tak samo często, żadnych różnic wagowych wśród nich nie ma (ba, ta pierwsza jest nawet chudsza), ani innych objawów. Moja bratanica też była karmiona mm, bratanice mojego chłopaka też… To coś kiepskie te statystyki, bo to już daje 6 dzieci na mm, a nic się nie zgadza.

    3. Martyna Skorłutowska napisał(a):

      owszem, zaprzestanie karmienia piersią niesie ze sobą takie ryzyko (zakażenia bakeryjne, stany zapalne), ale w rejonach, gdzie woda nie jest bezpieczna i gdzie dzieci 25 razy częściej umierają z powodu biegunki. trochę oderwane od naszej rzeczywistości.

  14. Matka Córek napisał(a):

    Też znam Lucę! Nie osobiście, ale wysyłam do niej koleżanki ze stolicy potrzebujące pomocy. Haj fajf, 15 mcy cycujemy. A że śpi do 12h w nocy to nie odmawiam sobie wieczornego browara;)

  15. KBG napisał(a):

    Wróciły wspomnienia i lekkie wyrzuty sumienia. Trochę mi teraz tego etapu brakuje, chociaż bez problemów się nie obyło.
    Z córką walczyłam, stawałm na rzęsach i walczyłam. Mała jadła 24h/dobę, właściwie przerwy od cycka miała jak szłam do toalety albo na spacerze. Od początku się przyssała i wiedziała jak ssać, mleka było dużo a jednak spadała z wagi. W szpitalu zarzucili mi najpierw, że ją głodzę, potem, że nie umiem karmić, potem że nie mam mleka. Rodzinka też nie pomagała zaglądając mi co 5 sekund w cycki, żeby zobaczyć jak dziecko je. Wypróbowałam wszystkie cuda techniki łącznie ze specjalnymi rureczkami medeli i pojemnikiem ze ściągniętym mlekiem, wylałam morze łez, odwiedziłam kilka poradni laktacyjnych, mała jadła i chudła… aż trafiłam na cudownego pediatrę: „ależ proszę pani, ona po prostu nie toleruje laktozy- wszystko przez nią przelatuje, ja wiem, że teraz jest nagonka na karmienie piersią, ale co dla jednych jest błogoslawieństwem dla innych jest trucizną… Proszę już przestać męczyć przede wszystkim siebie” i tak przeszłyśmy na super pięknie pachnący ścierą preparat MM bezlaktozowy- w 2 tygodnie mała przytyła 1,5kg.
    Z chłopcami poddałam się szybciej. Schemat ten sam, mleko jest, dzieci jeść potrafią. Jako wcześniaki oprócz cycka dostają jeszcze „tucznik” z butelki. Tylko jest ich 2. Głodni są co 2,5 godziny, karmienie jednego cyckiem trwa 25 minut (razem jeść nie chcą, bo obaj pokochali lewy cycek, prawym plują) + dokarmianie z butli, potem odbekiwanie kolejne 10 minut, a jeszcze wcześniej zmiana pieluchy też x2, kiedyś trzeba spać… Najpierw mąż przejął jedno poranne karmienie, żebym nie chodziła jak zombie, a właściwie żebym w ogóle jakoś funkcjonowała a potem chłopcy stwierdzili, że butla jest dużo fajniejsza od cycka i tak już zostało. Czasem myślę, że dużo straciłam i że mogłam się bardziej postarać, ale zaraz potem patrzę na moją szczęśliwą, zdrową 3 łobuzów i mi przechodzi:)

  16. AnnnJa napisał(a):

    Z tym karmieniem w miejscach publicznych to mnie się zdaje, że Ci ludzie co tak mówiO to zboczone są ;p Dla Nas, kobiet to normalne że wyciągam cycka, bo dziecko głodne, płacze mi ciężko w cyckach no i ogólnie to normalka jak obieranie ziemniaków na obiad. Bo jeść coś trzeba. Ale dla takiego zwykłego przechodnia to już taka normalka nie jest. Tym bardziej dla Typa który np. w zyciu cycków na oczy nie widział albo jakiegoś niezaspokojonego. On widzi cyca i tylko cyca. Dziecka nie widzi. Jedzenia nie widzi. Nic nie widzi tylko CYCA. No i wiecie co się dalej dzieje w mózgu takiego jegomościa. Chodzi biedny z namiotem przez pół marketu i myśli i biegnie do domu do kompa i zapomina masła kupić głodny jest wchodzi na internety i pisze NIE KARMIĆ BO TO OBRZYDLIWE JEST. Taka historyja.

  17. eh! przypomniałaś mi ten fantastyczny czas kiedy karmiłam moją najmłodszą córkę… Z pierwszą nie poszło mi tak dobrze ale w cyklu mieszanym dotrwałyśmy do roku. Z młodszą za to, jako doświadczona już mama poszło mi dużo sprawniej. Tylko pierś do 7-go miesiąca, potem niestety pobyt w szpitalu i jak już wróciłam… i skończyły się zmagazynowane w zamrażalniku zapasy a malutka nie chciała przystawić się do pustej piersi… serce prawie mi pękło ale wiem, że przez te 7 miesięcy dałam jej to co najlepsze! Ma nieprawdopodobną odporność i umiejętność radzenia sobie z wszelkimi infekcjami. Za dwa miesiące skończy 3 lata, chodzi do przedszkola i jeszcze nigdy nie musiałam jej podać antybiotyku! Zazdroszczę Ci trochę tego pięknego okresu w jakim teraz się znajdujecie :-) i cieszę się, że masz takie zdroworozsądkowe podejście. Samych najlepszych chwil Wam życzę :-)

  18. Sara napisał(a):

    Przeczytałam post i komentarze i tak się zastanawiam, czy ja jakąś kosmitką jestem. Tym bardziej z większą fascynacją zapoznałam się z Twoim postem. Zauważyłam może jeden-dwa posty w których kobiety potwierdzały, że szczerze nie cierpiały karmienia. Sama jestem mamą już prawie nastolatka. Karmienie piersią było najgorszą i najkoszmarniejszą rzeczą, jaka mi się przydarzyła.

    Do dnia dzisiejszego mam delikatne piersi i hiperwrażliwe brodawki. Obojętne jaki kontakt fizyczny z piersiami jest dla mnie bardzo nieprzyjemny i bardzo szybko sprawia mi ból. Niestety cierpi na tym partner, bo moje cycki są dosłownie ozdobą, a on może co najwyżej je trochę pomasować.

    Nie miałam wystarczająco dużo pokarmu, dziecko traciło na masie, ja zamiast cieszyć się dzieckiem płakałam z bólu piersi i stresu związanego z karmieniem. Wszechobecna była nagonka i krytyka niekarmiących matek, no i pseudoporady – wszystko to sprawiło, że w wieku niespełna 3 miesięcy dziecko przeszło na MM i wszystkie problemy zniknęły jak ręką odjął. Nawet mi nie przeszkadzało nocne wstawanie do zrobienia butli.

    Syn nigdy nie chorował poważniej niż na jakiś katar, zero powikłań czy alergii, a inteligencja również ponadprzeciętna. Jest normalnej budowy ciała, rośnie cały czas jak na drożdżach. Nie czułam się gorszą matką, ale traktowanie kobiet, które po prostu NIE MOGĄ i NIE CHCĄ karmić woła o pomstę do nieba. Szczęśliwa matka = szczęśliwe dziecko. I kropka.

    Bardzo Ci dziękuję za tak obiektywne i szerokie podejście do tematu. To bardzo ważne, żeby edukować kobiety na temat karmienia, ale też coś musi się zmienić w podejściu społeczeństwa do kobiet, które nie karmią z różnych powodów.

    1. Ja mam bardzo podobne doświadczenia z karmieniem do Segritty i również podzielam jej podejscie do matek karmiących mm. Czułam presję, ale byla ona wywierana przez starsze pokolenie: ciotek czy rodziców (swoją drogą pokolenie, które jak jeden mąż karmiło dzieci mm, ja np. byłam wykarmiona mm – taka była moda i przekonanie, że mm
      jest lepsze dla dziecka). Nigdy nie spotkałam się żeby jakaś znajoma czy koleżanka (matka czy niematka) w jakikolwiek sposób krytykowały moje karmienie cyckiem czy karmienie mm przez inne osoby. Tak jak mówisz – rozumiem to, że nie każda kobieta musi „czuć” kp, nie każda ma predyspozycje (np kształt brodawek), nie dla każdej to będzie mile uczucie, a niektóre kobiety takie „uwiązanie” do dziecka wpędza w depresję. Mama szczęśliwa jest lepszą mamą niż zaplakana, obolała i
      sfrustrowana. Pozdrawiam :)

    2. devi napisał(a):

      To już nie można wyrazić własnej opinii na temat matek karmiących mm? Jest zasadnicza różnica między tą, która wybiera mm z musu (bo np. ma za mało wartościowy pokarm albo nie ma go wcale), a tą która może karmić, ale mimo to nie chce albo z lenistwa albo z obawy, że cycki jej opadną (choć okres ciąży w największym stopniu wpływa na wygląd piersi, karmienie już nie wiele zmieni). Dla mnie ta druga postawa to egoizm i mam prawo do własnego zdania.

    3. Ja tez czułam presję ze strony starszego pokolenia. Mleko dostałam późno bo po czterech dniach od „porodu, w szpitalu pielęgniarki szczypalt po brodawkach co bylo dla mnie bardzo upokarzające. Gdy kolejny raz poszłam po mleko do mojego glodnego dzieci usłyszałam ze nie chce mi się karmić i mleka nie dostałam. Karmić sie wstydziłam nawet przy mamie. Wstydzilam sie do tego stopnia ze gdy trafiłam z corka do szpitala gdy miała dwa miesiące mleko nie płynęło a piesi byly sine i obolale. Karmie mm i jest mi tak wygodniej i nie mam juz problemów ze sobą i ze swoimi emocjami. Teraz wiem ze nie mogłabym zyc taka uwiazana w domu z dzieckiem przy cycku bo karmienie gdziekolwiek poza nim nie wchodzilo w grę. ?

  19. Misako - matka po japońsku napisał(a):

    Uwielbiałam kp to była droga mlekiem płynąca, ale po 13 mcu już było mi dziwnie karmiąc. Mała była juz hmm taki dzieckiem. Sama się odsyssła, przyjmowała różne dziwne pozy, a ja z nią, gadała w trakcie, gestykulowała. Teraz się cieszę, że podjęła ona wtedy decyzję, że to już koniec.

  20. Katarzyna Moś napisał(a):

    Jak urodziłam młodego to mleczko nie chciało wypływać z moich piersi,bo jak się okazało miałam zatkane kanaliki. Przyszła do mnie położna = powiedziała -pokaż te cycki i ……..zgniotła mi je!!! Tak znienacka jakby mi ktoś nagle je do imadła włożył! W tej pierwszej piersi kanaliki się odetkały i tam mleko płynęło szerokim strumieniem a w drugiej już nie. Nie dałam sobie już ich tak odetkać- naturalna reakcja ucieczki przed bólem mi na to nie pozwalała. Dla mnie okres karmienia był trudny, tak jak cały okres niemowlęctwa mojego dziecka. Nie mogę dźwigać – nawet swojego dziecka. Po sześciu miesiącach musiałam już niestety przestać. Ale bardzo chciałam mieć dziecko mimo swoich ograniczeń. Więc karmienie było najpiękniejszą formą bliskości dla mnie i mojego młodego.

  21. Isa napisał(a):

    Seg napisz proszę posta o tym jak dbać o piersi w trakcie karmienia by po tym etapie piersi kobiety zachowały dobrą formę i nadal wyglądały dobrze dla oka. Moja przyjaciółka ma z tym spory problem. Piersi podaczas ciąży i karmienia przybrały kilka rozmiarów i teraz boryka się z ich wersją „po” zaklinając rzeczywistość i planując operację plastyczną.

    1. Lucrecja napisał(a):

      Wiem, że pyytanie nie do mnie, ale się wtrącę :) Nosić dobry, dobrany stanik! Reszta – zabiegi, kosmetyki – nie jest wskazana w czasie laktacji.

      1. Agnieszka Śnioch napisał(a):

        Jakas dobra brafitterka w Krakowie, anyone? Mam 22 lata, dwoje mlekossaczy (jeden odstawiony) i biust w słabej kondycji. Biustonosz dobrany u specjalistki, ale chyba takiej nie do końca :(

  22. Agata napisał(a):

    Przed urodzeniem dziecka karmienie piersią było dla mnie kripi. Znajoma z pracy mówiła, że ona karmiła do 3 roku życia. Nie wierzyłam i uważałam, że jest szalona.
    Urodziłam i karmienie piersią stało się naturalne. Dziecko mi w tym pomogło. Bez problemu się przyssało, nie miało kolek ani innych grymaszeń przy jedzeniu. Z mlekiem nie miałam problemu a tzw. kryzysy laktacyjne jakoś przeszłam i dociągnęłam do 7 miesiąca. Zakładałam krócej karmienie, ale jak się dało dłużej to ok. Zrezygnowałam z powodu nieprzespanych nocy. Samotne wychowywanie dziecka jednak doprowadziło do tego, że 3 godziny snu nie wystarczały. Chodziłam jak zombie i jedyne na co miałam siłę to płacz.
    Teraz nadał karmienie piersią uważam za jakąś abstrakcję i dziwię się, że sama to robiłam.
    Co do karmienia publicznie, karmiłam w poczekalni w jednym urzędzie między babą śmierdzącą fajkami a gościem, który mydło to widział tylko w reklamie. Masakra, ale dziecko jeść musiało.
    Jakby było bardziej ustronne miejsce, to bym skorzystała. Niestety nie było.
    Z tym w ogóle jest problem wszędzie. Na stacjach benzynowych dziecko karmiłam w samochodzie. I w sławnej Ikei, gdzie pokój dla matki z dzieckiem jest, to myślałam, że zwymiotuję bo tak tam śmierdziało.
    Mrożenie mleka. Przed jakimkolwiek wyjściem rozmroź jeden pojemniczek i przetestuj czy dziecko zaakceptuje jego smak. Moje dziecko nawet nie chciało go tknąć. Albo źle zostało przechowane albo nie wiem co.

    Co do Twojego wstępu. Z chęcią poznam Twój pogląd na temat szczepień. Sama siebie szczepię i dziecko też zaszczepiłam. Jednak nie jestem przekonana, czy dokonałam dobrego wyboru a tylko mniejszego zła..

    1. Agnieszka Śnioch napisał(a):

      Polecam dokształcić sie w temacie szczepionek których zły wpływ na dzieci min. skutek uboczny jakim jest autyzm nie został NIGDY udowodniony. Wiedzę powinnismy czerpać ze źródeł i tak wyrabiać swoją opinie a nie szukać uzasadnienia swojego wyboru w opinii innych. Co do karmienia to podziwiam to spanie po 3h, ja jestem strasznym śpiochem i nawet przy dwójce bachorkow znajduje 7h dziennie. Wstyd sie przyznać ale jak wstają to przebieranie, karmienie i hulaj dusza- matka śpi ;D

      1. Agata napisał(a):

        Czy w mojej wypowiedzi jest napisane cokolwiek na temat autyzmu? Chcę poznać opinię na ostatnio kontrowersyjny temat. I tyle.
        Mogę Cię zapewnić, że wiedzę czerpię z rozmów z lekarzem, ulotek szczepionek i strony GIS czy PZH są mi znane. Jednak kij ma dwa końce, to także zaglądam na strony poświęcone niepożądanym odczynom poszczepiennym.
        W szczepieniach boję się tego, że jeśli zgodnie z odgórnymi zaleceniami oraz ulotkami u mojego dziecka wystąpił by nop, to chciałabym aby lekarz to zgłosił a nie powiedział, że to normalne. Wg mnie żadne pogorszenie stanu zdrowia (czy po szczepieniu, czy po podaniu alergizującego pokarmu) nie jest stanem normalnym.
        Dorzucę jeszcze fakt, że nie jesteśmy w pełni informowani o szczepionkach np. o tym, że niektóre zawierają żywe wirusy i zaszczepiony nie musi, ale może zarażać innych. Zwracajmy na to uwagę by chronić nas jak i innych, skoro szczepimy w imię dobra ogółu.
        Co do snu, sama siebie zaskoczyłam, że jednak potrafiłam jako tako funkcjonować.

        1. Agnieszka Śnioch napisał(a):

          Przepraszam, ale dla mnie osoby kształconej w tym kierunku to po prostu jakieś farmazony. Niestety tak jest ze jakis niewielki procent dzieci bedzie uczulonych na składnik szczepionki lub wystąpią powikłania ale jaki to jest procent? To tak jakby nie zgodzić sie na operacje wycięcia guza bo z każda sie wiążą jakieś powikłania. Nie chce tutaj Cie obrażać absolutnie, po prostu polecam artykuły medyczne na ten temat, a nie strony antyszczepionkowcow. A wybór oczywiście należy do każdego z nas o tego juz w żadnym wypadku potępiać nikt nie powinien- wolna wola :) pozdrawiam.

        2. Agata napisał(a):

          Mam wrażenie, że nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi. Z całej listy stron oraz źródeł mojej wiedzy, które przytoczyłam oczywiście przyczepiłaś się antyszczepionkowców.
          A przykłady są wzięte z mojego życia i moich własnych doświadczeń. Jak zwykle przez środowisko medyczne i kształconych w tym kierunku osób uznawane za farmazony.
          Tyle ode mnie, pozdrawiam.

  23. Agnieszka Mazur napisał(a):

    Ja o „odbijaniu” – z moich obserwacji dużo zależy od dziecka. U nas na trójkę odbijania wymagało jedno, przez pierwsze miesiące (za to bezwzględnie – nieważne czy karminie dzienne czy nocne – inaczej były ulewania). Pozostałej dwójce „zwisało” czy byli odbici czy nie.

  24. Karolina napisał(a):

    Kurde, nie ma pinteresta. Można prosić o zainstalowanie? Korzystam namiętnie i wszystko w nim zapisuję dot. czerwcowego pojawienia się ssaka. :) Bardzo ładnie proszę. Wpis genialny.

  25. Przepraszam, ale mnie osobiście karmienie piersią w miejscach publicznych po prostu odrzuca. Nie jestem facetem, jestem heteroseksualna, mam własny zestaw piersiowy do oglądania, i najmocniej przepraszam wszystkie matki, ale pierś w trakcie karmienia nie wygląda zbyt atrakcyjnie, więc prawdę mówiąc nie wiem skąd pomysł, że ktoś to może traktować erotycznie.

    Problem leży według mnie, tak jak poniżej to już padło kilka razy, w pewnej dozie ekshibicjonizmu. Jak mawia moja babcia „myśli, że ni mom, ani ona pierwsza ani ostatnia”. Czemu nie można się po prostu zakryć? Nie mam problemu z matką karmiącą, dopóki mnie taką zmaltretowaną macierzyństwem brodawką nie straszy.
    Poza tym, przyjęte są jednak jakieś reguły społeczne i kulturowo ukształtowało się pojęcie wstydu w kontekście nagości konkretnych partii ciała. Skoro nie mam mieć pretensji do matki karmiącej, to teoretycznie do uroczych panów w płaszczach i skarpetkach, co się wałęsają po parku też nie powinnam mieć pretensji? Bo akurat też potrzebują „zrzucić balast”? Mechanizm całkiem podobny.
    Rozumiem, że to działa inaczej, w momencie gdy ma się z dzieckiem więź, oksytocyna szaleje i generalnie człowiek jest skupiony na swojej nowej roli. Tylko, że ja jako osoba, która dzieci jeszcze długo nie planuje i generalnie nie specjalnie je lubię, nie mam ochoty uczestniczyć w tak intymnej sytuacji.

    1. Agata napisał(a):

      Nie, mechanizm nie jest podobny. Jeżeli porównujesz starego dziada świecącego jajami do kobiety która chce nakarmić płaczące dziecko to coś tu jest niehalo.
      Nie widziałam nigdy żadnej kobiety „świecącej maltretowanym macierzyństwem sutem”, raczej każda sie zakrywa, albo siada bokiem czy w bardziej ustronnym miejscu, bo mówimy tu o normalnych babkach chyba

      1. No ja już parę razy widziałam takie panie. Ostatni raz w zeszłym tygodniu pani się w pełnym ludzi autobusie praktycznie rozebrała od pasa w górę chcąc nakarmić dziecko tak, żeby wszyscy widzieli. I nie był to przyjemny widok. I jak cytujesz, rób to dokładnie – użyłam słowa „brodawką” nie „sutem”.

        1. Agnieszka Śnioch napisał(a):

          Jestem bardzo ciekawa ile było w twoim życiu takich przypadków. Jestem wręcz pewna ze 95% karmiących sie zakrywa i tego nawet nie widzisz. Szkoda ze jak ktoś juz zobaczy to gapi sie jak ciele, to naprawdę nic przyjemnego, nawet jeśli nie widać wiele. A swoją droga: bedziesz karmić, moze zrozumiesz o co chodzi :)

        2. No i brawa dla 95%. Pozostale przypadki dalej do poprawki. I nie wiem skad ta pewnosc, ze bede karmic, albo ze w ogole bede miala dzieci. Mi nic na ten temat nie wiadomo. Na uwage o gapieniu sie, tak jak na inne ponizej wszelkiego poziomu, nie zamierzam odpowiadac.

        3. Agnieszka Śnioch napisał(a):

          Wytłumacz mi jeszcze dlaczego jest to uwaga poniżej wszelkiego poziomu bo doprawdy jest to dla mnie problem, dosyć krępujący. Nigdzie tez nie napisałam ze jestem pewna o tym ze karmić bedziesz :) a jakbyś przypadkiem karmiła to zrozumiesz. Skoro takich kobiet jest załóżmy ze te 5% to jak widać zależy to od ekshibicjonistycznej osobowości, a ta na pewno objawia sie w innych o niebo gorszych zachowaniach. Problem wyolbrzymiony, ludzie robią tysiące paskudniejszych rzeczy.

    2. [Byliby tacy co by powiedzieli, że Ty też nie wyglądasz zbyt atrakcyjnie, że odsłaniając twarz i szyję uprawiasz ekshibicjonizm, że masz oczy zmaltretowane człowieczeństwem…. Kobieta karmiąca mlekiem z piersi nie zrzuca balastu tylko karmi dziecko – gdyby go nie nakarmiła dziecię by płakało (tu byłoby prawdopodobnie Twoje oburzenie, że dziecię się drze), a po dłuższym niekarmieniu umarło z głodu. To nie jest mechanizm podobny do zboczenia. Jeśli widzisz w tym analogię to świadczy o Twoim zboczeniu. Jak nie masz ochoty uczestniczyć w taki naturalnych sytuacjach jak ta w której ktoś je (bo przecież nie chodzi o pokazanie cycka, tylko nakarmienie dziecka) to proponuje Ci pozostanie w domu. Wszystkim będzie lżej.]

      Ja Ci tak nie powiem, bo Cię nie znam. Może tę wypowiedź umieściłaś „dla jaj” i podgrzania rozmowy. Mam taką nadzieję, bo wierzę, że ludzie są z natury dobrzy i empatyczni a ta wypowiedź brzmi całkiem przeciwnie.

      Chciałabym, żebyś się zastanowiła na czym to wszystko polega i nie oceniała od razu, że kobiety kochają publicznie się rozbierać i karmić. Kiedyś w życiu zrozumiesz, że po porodzie, mając odkrytą pierś i karmiąc dziecko nie masz ochoty, żeby ktoś na to patrzył, ale skupiasz się na pragnieniu dziecka. Być może kiedyś widziałaś kobiety, które czują się swobodnie w tej roli i dlatego się odkryły. Pamiętaj jednak, że tu zaglądają dziewczyny, które są w ciąży/mają małe dzieci i mogą tę Twoją niemiłą wypowiedź wziąć do siebie choć nigdy sutkami nie świeciły. Może być im najzwyczajniej w świecie przykro.

      Pozdrawiam

      1. * w naszej kulturze odsłanianie twarzy, szyi i oczu jest akceptowalne, biustu – nie.

        * owszem, do szału doprowadzają mnie matki nieumiejące zapanować nad dziećmi.

        * pokarm można odciągnąć na zaś/zasłonić się karmiąc, a nie rozbierać się od pasa w górę.

        * to nie ja naruszam zasady współżycia społecznego, więc może to matka, która nie umie się zachować powinna zostać w domu?

        * nie, moja wypowiedź nie jest „dla jaj”, ani dla „podgrzania rozmowy”. Jest jak najbardziej poważna i rzeczowa, z resztą nie jestem w swoich poglądach osamotniona, poczytaj sobie u Konrada z Moja dziewczyna czyta blogi.

        * jeżeli matka nie ma ochoty żeby się ktoś gapił jak karmi, to niby po co obnaża się publicznie?

        * wróć do mojej pierwszej wypowiedzi – była delikatna i rzeczowa. Niemiła zrobiłam się dopiero po atakach osób z „odpieluszkowym zapaleniem mózgu”.

        * mi jest przykro jak, czy chcę czy nie, jestem zmuszona uczestniczyć w czyjejś intymności.

        również pozdrawiam

        1. Iggy napisał(a):

          Zycze ci, zebys kiedys byla z wlasnym noworodkiem w miejscu publicznym, dajmy na to skonczyly sie pieluchy i musialas z nim wyjsc do supermarketu (to jedyna mozliwosc, bo jak rozumiem twoim zdaniem kobieta karmiaca ma siedziec w domu). I zeby twoje dziecko zaczelo plakac rzewnymi lzami, krztusic sie placzem, zeby zrobilo sie czerwone od placzu (a przeciez dopiero co je karmilas, jak to mozliwe). I zebys nie mogla ukoic jego placzu i go nakarmic, bo uwazasz, ze to pubilczne obnazanie sie. Odciaganie pokarmu nie zawsze dziala, a mleko odciagniete musi byc podgrzane. Nie zawsze sie da. Jestes albo wyjatkowo glupia, albo wyjatkowo pozbawiona empatii, nie wiem, co gorsze.

    3. Iggy napisał(a):

      Obys kiedys byla z wlasnym noworodkiem w miejscu publicznym, dajmy na to skonczyly sie pieluchy i musialas z nim wyjsc do supermarketu (to jedyna mozliwosc, bo jak rozumiem twoim zdaniem kobieta karmiaca ma siedziec w domu). I zeby twoje dziecko zaczelo plakac rzewnymi lzami, krztusic sie placzem, zeby zrobilo sie czerwone od placzu (a przeciez dopiero co je karmilas, jak to mozliwe). I zebys nie mogla ukoic jego placzu i go nakarmic, bo uwazasz, ze to pubilczne obnazanie sie. Odciaganie pokarmu nie zawsze dziala, a mleko odciagniete musi byc podgrzane. Nie zawsze sie da. Jestes albo wyjatkowo glupia, albo wyjatkowo pozbawiona empatii, nie wiem, co gorsze.

      1. Zamiast unosić się emocjami, proponuję na spokojnie przeczytać to, co piszę. Nie mam problemu z matkami karmiącymi tak długo, jak nie robią tego ostentacyjnie tak, żeby wszyscy widzieli. Nie życzę sobie tego i tyle.
        I źle rozumiesz. Zamiast wymyślać, przeczytaj uważnie. Nigdzie nie napisałam, że kobieta karmiąca ma siedzieć w domu. Natomiast uważam, że powinna umieć się zachować w miejscu publicznym. Bycie matką nie robi z niej nadczłowieka, któremu nagle wolno wszystko.
        Domagam się szacunku wobec swojej osoby. To, że prezentuję pogląd, który Ci się nie podoba nie znaczy, że masz prawo mnie obrażać.

        1. Iggy napisał(a):

          Chcesz brzmiec powaznie i byc traktowana powaznie, to zaproponuj, co w takiej sytuacji ma zrobic matka. Co twoim zdaniem jest karmieniem (piersia) „nie-ostentacyjnym”. Bo czuje, ze bijesz piane tylko po to, zeby pokazac swiatu, ze masz zdanie na temat, ktory cie notabene nie dotyczy.

        2. Kilkanaście razy w tej dyskusji pisałam już, że wystarczy, żeby kobieta był dyskretna, najlepiej skorzystała z jakiejś chusty i się zakryła, bądź znalazła ustronne miejsce. A przede wszystkim, żeby nie rozbierała się od pasa w górę, a takie sytuacje już widziałam. Podejrzewam, że większości karmiących matek, jak ktoś słusznie zauważył w którymś komentarzu poniżej, nie zauważam. Bo potrafią się zachować. Moje negatywne nastawienie dotyczy kobiet, które robią ze swojego macierzyństwa spektakl.
          A problem jak najbardziej mnie dotyczy! Jestem użytkownikiem przestrzeni publicznej. Niestety, przez większość swojego dnia pracy wędruję po mieście, przemieszczam się komunikacją miejską, zdarza mi się jadać na mieście. I (chyba szczególnie w ostatnim przypadku) tak jak już pisałam wielokrotnie w tej dyskusji: nie mam ochoty uczestniczyć w intymnej relacji matki karmiącej z dzieckiem.
          Jeżeli argumentowanie własnego zdania jest biciem piany to nie widzę sensu dalszej dyskusji. Zdania nie zmienię.

  26. buuba napisał(a):

    Seg też miałam na początku problemy z odciąganiem, po jakimś czasie to się unormowało, więc nie przestawaj tego robić!!! %)
    Spoglądam na Ciebie ukradkiem, rzadko komentuję, ale w dalszym ciągu nie wierzę, że już masz dziecko! ;)

  27. Aga z www.makeonewish.pl napisał(a):

    dla mnie karmienie było mega wspaniałym przeżyciem. zero nawałów mlecznych, zastojów, popękanych i krawiących brodawek. Maja od razu pięknie ssała, mnie nic nie bolało. Karmiłam jak chciała. Lubiłam to. Jadłam wszystko. Karmiłam przy innych. BAJKA. i nagle zachorowałam w 2 miesiacu po porodzie. musiałam przyjac silne antybiotyki i odstawić Maję. wystarczyły 2 dni i pokarm zanikł (odciagałam mleko laktatorem i wylewałam by podtrzymac laktację na czas brania leków) piłam herbatki laktacyjne, przystawiałam dziecko, NIC nie pomogło. pokarm zanikł z predkoscia swiatla. koniec karmienia. MM. Bardzo załuję ze tak krótko to trwało, bo widziałam w tym same plusy, jednocześnie mysle ze z wielu wzgledów i tak nie karmiłabym dłużej niż 1 rok.

  28. Synka karmiłam 9 miesięcy, po których sam się odstawił. Córeczka niebawem skończy rok, a wciąż jeszcze karmię ją piersią 3 razy na dobę. W obu przypadkach nie miałam większych problemów z karmieniem, z wyjątkiem kryzysu laktacyjnego w okolicach 3 miesiąca ich życia. To był ten moment, kiedy patrząc na ciągle głodne, szarpiące się przy piersi i zanoszące płaczem dziecko stwierdzałam że dłużej tak nie pociągniemy i podawałam butelkę. Po ok 10 dniach (!!!) kryzys mijał i mimo chwilowego dokarmiania butelką, piersi znów produkowały taką ilość mleka, która starczała na wszystkie posiłki. Powodzenia w dalszym karmieniu :) i całej reszcie!

  29. Karmię syna 4 miesiące i jestem zachwycona :) Ja jednak nie miałam większych problemów, no może poza nawałem i początkowym brakiem chęci korzystania z lewej piersi ;) Karmię na żądanie i z tymi odstępami czasowymi jest rzeczywiście różnie, ale jak jestem w domu, to jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza, a gdy wychodzę, zostawiam chłopakom zapasy w lodówce :) Co do karmienia poza domem – jeszcze nie spotkałam się z żadną negatywną reakcją, w torbie mam zawsze chustę do karmienia i przyznaję, że świetnie się sprawdza.

  30. Ja polecam poduszkę do karmienia. tzw. rogal…żałuję, że nie kupiłam sobie jej przy pierwszym dziecku.. Mega wygoda dla mnie, zdrowszy kręgosłup oraz łatwość odkładania dziecka gdy zasnęło podczas karmienia…jest jeden minus.. córka się uzależniła i do dzisiaj to jej ulubiona podusia…(oczywiście musiałam w między czasie kupić nową i częściej zmieniam poszewki)…pzdr

  31. Ewelina Orzeł napisał(a):

    „Zawzięcie walczyć będziemy tylko z biciem dzieci oraz ich nieszczepieniem.” Czytajac te slowa juz mialam wylaczac strone Twojego bloga. Osoba ktora mowi takie rzeczy raczej nie ma nic madrego do powiedzenia, w moim mniemaniu jest osoba jednostronna. Jak mozna ochrone zycia swojego dziecka( nieszczepienie) stawiac na rowni z krzywdzeniem go ( bicie) ?? I mowi to osoba ktora swojego synka nazwala Conan… Srsly? Nie, nie jestem zagorzala fanka ruchow antyszczepionkowych, jestem za mozliwoscia wyboru, szczepic czy nie. Tak jak Ty naglasniasz by nie tepic matek ktore dobrowolnie pchaja w swoje dzieci mleko modyfikowane tak ja daze do tego by swiat zaczal rozumiec rodzicow ktorzy nie chca szczepic swoich dzieci i im w tym nie przeszkadzal. Kazdy ma swoje zdanie, rozny poziom wiedzy i inne doswiadczenia.

  32. Dizzy Ivy napisał(a):

    Przysiegam, ze to pierwszy wpis o karmieniu piersia przy ktorym mnie szlag nie trafia! Nic dodac, nic ujac. Moze tylko to, ze sama karmilam metoda mieszana (cyc+butelka) pol roku, bo mimo tego, ze przewaznie zjadla na cycku tylko pare lykow to nie moglam przestac! :)

  33. „Okazuje się, że mnóstwo ludzi ma z tym jakiś problem. Uznają to za „epatowanie nagością”, za zachowanie ekshibicjonistyczne, wulgarne, niesmaczne.

    Nie wiem, skąd się ci ludzie biorą. Z dupy chyba.”

    Uwielbiam to.
    Kilka dni temu przeczytałam tekst o kolesia, ktory porownuje kobiete do krowy, a jej piersi do wymion blabla, a zaczelo sie od tego, ze zobaczyl matke, ktora karmi piersia w restauracji i wywija cycem w kosmos.

  34. Sylwia Palmowska napisał(a):

    a w jaki sposob przestawialas Conana zeby nie jadl co godzine tylko co dwie? przetrzymywalas go, czy cos mu dawalas? np wode? daj znac bo ja nei wiem co robic u siebie :(….

    1. Zajmowalam go czyms innym, nosilam, chustowalam, Ale teraz, z perspektywy czasu, uważam, że powinnam go byłam karmić nawet t 20 razy dziennie. Bo z czasem on jednak je coraz rzadziej. I chyba jednak potrzebował wtedy akurat tak często jesc.

  35. Anna Lapinska napisał(a):

    Moj synek wisial na cycu caly czas i to doslownie w nocy potrafilam 10 razy do niego wstawac… kilka razy zdarzyl mi sie kryzys laktacyjny ale jakos go przetrwalismy maly wisial na cycu i jakos szlo dalej i tak dotrwalam do roku i na tym nasza przygoda z karmieniem sie skonczyla chodz dodam ze jak mial ok roku to dalej potrafilam w nocy karmic 5 razy bo maly chcial. Teraz mam 2 dziecko malutka ma 2 tygodnie i niestety chyba nasza przygoda z karmieniem sie zakonczy malutka caly czas czegos szuka a jak jest przy piersi to ssie ale nie czuje zeby sie ten pokarm produkowal lub zeby malutka polykala. W dzien jest jeszcze ok ale najgorsze sa wieczory kiedy ona krzyczy i szuka piersi a jak przystawie to nic nie leci i ona sie denerwuje i ja a przeciez tez jest drugie dziecko ktorym musze sie zajac a nie mam jak bo mala placze lub wisi przy cycu zeby jeszcze jadla a to tylko napusto ciaga….

  36. Magda Trolińska napisał(a):

    należą się plusy za rysunek „budowa..” Ja to miałam bardzo szorstkie i pekające te miejsca i kupiłam specjalny do brodawek balsam z apteki Maternea

  37. Cześć Segritta, bardzo dziękuję za wspaniałe psoty-posty dotyczące karmienia, laktacji. Miesiąc temu zostałam po raz drugi matką. Mój pierworodny ma już 8 lat i karmiłam go naturalnie tylko 2,5 m-ca. Do tej pory uważałam, że poniosłam porażkę, dlatego postanowiłam wszystko zrobić, aby Młodą karmić naturalnie. Twój post i wypowiedzi czytelników uświadomiły mi, że źle podchodzę do tematu i za bardzo się staram, a przy tym spinam. Mam nadzieję,że od teraz będzie tylko lepiej.
    Jeśli chodzi o karmienie w miejscach publicznych, to nigdy mnie nie raził widok mamy karmiącej piersią. Dla mnie to było normalne. Teraz sama to robię, wczoraj byłam w galerii i mała zaczęła wyć jak opętana. Akurat siedziałam z rodzinką w kafejce i zajadałam zapiekankę, popijając sok owocowy. Osłoniłam się chustą i wciągnęłam sprzęt, Mała zadowolona usnęła. Nikt nie zwrócił mi uwagi, ze robię coś nie tak. Według mnie wszystko zależy od nastawiania mamy do otoczenia i na odwrót. Jaki komentarz wysyłasz,taki sygnał otrzymujesz.
    Czytałam też post o matkach-smoczkach hm… moja Mała jest bezsmokowa, szkoda mi jej zgryzu. Młody będzie musiał niestety nosić aparat. Dzięki tobie zastanawiam się czy przypadkiem nie przesadzam… z przystawianiem jej do piersi, czy przypadkiem faktycznie chce jej sie jeść czy nie… a może chce pobyć przy mamie?

    Mam nadzieję, ze napiszesz coś ciekawego o szczepieniach, już jestem zainteresowana.
    Będę cię odwiedzać i czytać.

    Pozdrawiam serdecznie
    Ania ;)
    Ps. Dzięki wielkie za rozsądek… ludziom ostatnio go niestety brakuje.

Dodaj komentarz