Kraje, których nigdy nie odwiedzę.

Trzy kraje i trzy, zupełnie różne powody, dla których wykluczam je z moich podróży i nie chcę – nawet tranzytowo – stawiać stopy na ich terytoriach. Nie, nigdzie nie jestem ścigana przez prawo, ani nie dostałam zakazu wjazdu. Po prostu moje osobiste przekonania i lęki mi nie pozwalają tam jechać.

1. USA
Ten kraj nigdy nie pociągał mnie kulturowo i zupełnie nie jestem zainteresowana takimi ludzkimi skupiskami jak Nowy Jork, ale chciałabym odwiedzić Stany ze względu na ich przyrodę i krajobrazy. Na przykład taka Niagara, Wielki Kanion, park narodowy Yosemite… Eh, piękne są te miejsca, ale pogodziłam się już z tym, że nie zobaczę ich poza internetem. Dlaczego? Ano dlatego, że mam za dużo szacunku do samej siebie, by umawiać się z jakimś konsulem, który mnie na jakiś termin wpisze, jechać do niego, składać wnioski, odpowiadać na intymne pytania i jeszcze płacić mu setki dolarów za to, że on łaskawie pozwoli mi wydawać w jego kraju moje pieniądze. Albo nie pozwoli. No kaman. Nie będę jechać do kraju, któremu muszę najpierw udowodnić, że nie jestem złodziejem, przestępcą czy innym „ubogim krewnym”. W dupę niech sobie wsadzą swoje wizy, Świat jest wielki, piękny i USA bez łzy w oku odpuszczam. Nie mają mi nic do zaoferowania, co byłoby warte ceny godności osobistej.

2. Zjednoczone Emiraty Arabskie
Niech Was nie zwiodą bogactwa, piękne wieżowce i nowoczesność designu. To kraj tak zacofany, że Radom przy Dubaju to prawdziwe miasto. Jeśli nie wiecie, co to jest prawo szariatu, pozwólcie, że wytłumaczę Wam, na czym polegają przepisy dotyczące gwałtu. Otóż w Dubaju gwałt na kobiecie jest karany śmiercią, ale tylko pod warunkiem, że… gwałciciel się przyzna – albo jest tego gwałtu czterech świadków, z których każdy jest muzułmaninem oraz dorosłym mężczyzną. W każdym innym przypadku za taki gwałt odpowiada zgwałcona kobieta, która idzie do więzienia za cudzołóstwo (jak np. w tym głośnym przypadku pewnej Norweżki, którą zgwałcono w Dubaju). Tak to jest, drogie dzieci, gdy religia decyduje o prawie. Tak to jest, gdy krajem rządzi brakujące ogniwo w ewolucji. Nie głosuję na Korwina, nie latam do Dubaju. Amen.

3. Demokratyczna Republika Kongo.
Opowiem Wam mały epizod z mojego życia sprzed kilku lat. Otóż pojawiła się wtedy taka możliwość, że na kilka lat polecielibyśmy z Mścisławem do Kongo, żeby poprowadzić hotel w miejscowości Kolwezi. Kongo pamiętałam z geografii w szkole i kojarzyło mi się z bujną roślinnością, klimatem równikowym, małpami i całą naturalną cudownością Afryki. Ale Kongo to nie to samo co Demokratyczna Rebublika Kongo. A DRK to nie tylko gorący klimat i bujna roślinność. To przede wszystkim kopalnie koltanu, niewolnictwo, karabiny w rękach małych chłopców, łapówki, terror i parę bogatych enklaw postkolonialnych, w których mieszkają grubi, bogaci europejczycy w białych rękawiczkach przykładający się do całego tego cierpienia. I jak sobie pomyślałam, że mam mieszkać w luksusowym hotelu, obok pola golfowego, popijać drinki i dbać o grubych gości – wiedząc, że kilometr dalej palą właśnie jakiś dom i zabijają ludzi, to mnie ciarki przeszły. Jeśli nie boicie się takich tematów, to zachęcam do zapoznania się z tym, co się w DRK dzieje. Ja swój risercz przedwyjazdowy zakończyłam na nocnym oglądaniu wideo na youtubie. W jednym z nich wysłuchałam wywiadu z kobietą, która cały czas trzymała na rękach małe dziecko. Była ślepa. Opowiedziała, jak to na jej oczach spalili jej dom, zabili męża i dzieci (wcześniej gwałcąc jej kilkuletnią córeczkę), potem ją oślepili i zgwałcili. Teraz właśnie opiekuje się dzieckiem z tego gwałtu. Kongo nie odwiedzę, bo nie mam odwagi. I nie zrobiłabym tego MR.

Komentarze do wpisu: 103 Napisz komentarz

      1. Sara Kudowicz napisał(a):

        rozmowa trwa kilkanaście sekund. zadnych intymnych pytań. nie masz pojęcia jakie są Stany więc sie nie wypowiadaj. To jest kraj o którym sie potem marzy.

        1. „nie masz pojęcia jakie są Stany więc sie nie wypowiadaj”
          Idź sobie, Saro, pomarzyć o Stanach gdzie indziej. Tutaj takie komentarze i uwagi nie są mile widziane.

        2. Z relacji mojej przyjaciółki która tam mieszka, rodziny która tam jest od lat mogę powiedzieć”
          hahahahahahah, świetny dowcip.

        3. A jakie ty masz pojęcie o czym ludzie marzą? Ja np. marze o kolejnym wyjeździe na Ukrainę, ale nie upieram się, że inni też mają o tym marzyć. Zapachniało prowincjonalizmem i mokrymi majtkami na widok Nowego Jorku.

      1. Marta Szatańska napisał(a):

        polecam bardzo! i inne National Parki – Bryce, Zion – mało kto je zna, jeśli się tym nie interesuje, a to jest coś pięknego, czego w Europie nie ma.

        1. A tam jeszcze nie byłam. Czekam aż rubel jeszcze trochę spadnie :) Chwilowo poluję na jakąś niedrogą daczę na Krymie

    1. Według mnie po prostu chodzi o proszenie się kogoś o coś. Za bardzo cenię sobie swoją wolność i niezależność, żeby potem defacto właśnie prosić się o możliwość odwiedzenia jakiegoś kraju.
      Nie to nie i spadówka :D Jest wiele innych.

      1. „Prosi się” tak samo, jak o wydanie polskiego paszportu. Wniosek, odciski palców, zdjęcia, kasa. I tyle. Cała reszta to tragizowanie i przesadna polska duma.

        1. Marta Szatańska napisał(a):

          ale ja się zgadzam, moja rozmowa trwała 3 minuty i dotyczyła tego z kim jadę i gdzie, co będę robić.

        2. Mju napisał(a):

          Konsul to też człowiek, więc kretyńskie pytania o rozwód to jego wymysł/wścibskość, a nie wymóg. Moja mama też jest rozwódką, byłyśmy razem po wizy i takich pytań nikt jej nie zadał.

        3. Oblicza Windykacji napisał(a):

          no właśnie. powinno ich obchodzić jedynie to, czy nie jestem terrorystą, ale to
          sprawdzają na lotniskach. ja też nie odwiedzę Stanów. Nie korzystałam tez nigdy
          z oferty klubów, gdzie była selekcja.

      1. No to do listy dodaj jeszcze Izrael. jakiekolwiek pytania „amerykańskie” są niczym przy pytaniach, przeszukaniach itp. przy wyjeździe z Izraela.

  1. bazyllia napisał(a):

    szacun. za postawę. poza stanami, podobnych, umęczonych miejsc jest na ziemi niestety więcej. korea pn, kuba, rosja, chiny, 3/4 afryki, połowa bliskiego i dalekiego wschodu. jak to mówią, końca nie widać.

  2. Patrycja Lewczuk napisał(a):

    Jesli pytania typu „na ile jedziesz do USA”, „co chcesz tam zobaczyć”, „jaki jest numer alarmowy w Stanach” w cywilizowanym konsulacie to dla Ciebie utrata godnosci, to zastanawiam się jak okreslilabys przejscia graniczne np. w Ameryce Srodkowej czy Azji, gdzie celnicy patrzą na Ciebie jak na przemytnika, przejscia są bez powodu zamykane, a to czy zostaniesz wpuszczona do kraju może być zależne od humoru celnika lub od Twojej gotowosci do podsunięcia mu łapówki. Z takim mysleniem pół swiata należałoby wykreslić z listy miejsc do odwiedzenia.

    1. Nie, miałam na myśli pytania, jakie zadano np. mojej mamie, gdy kilka lat temu się o wizę ubiegała. Np. kiedy się rozwiodła ze swoim mężem oraz dlaczego. Stosując Twoją retorykę, mogłabym założyć że dla Ciebie takie pytania poniżające nie są, ale każdemu jego poczucie godności. Oraz – dla mnie poniżający jest sam fakt, że muszę im udowodnić, że nie jestem złodziejem i zapłacić im za to, że na mnie potem u siebie zarobią.

      1. Patrycja Lewczuk napisał(a):

        Dwa razy ubiegałam się o wizę, dwa razy z pozytywnym skutkiem, aktualnie ubiegam się też o kolejną. Rozmowy trwały dosłownie kilka minut. Faktem jest, że wczesniej trzeba wypełnić formularz, który ma dziwne pytania, ale za każdym razem raczej się z nich śmieję, zamiast wypinać na cały świat i strzelać focha zabierając sobie tym samym szansę na nowe doświadczenia. Swoje poczucie godnosci nadal posiadam, a do tego świetne wspomnienia, doświadczenie podróżnicze, nowych zagranicznych znajomych itd. Może miałam szczęscie trafiając na odpowiedniego konsula, a może faktycznie ubieganie się o wizę nie wygląda już tak jak kilka lat temu i jest teraz o wiele prostsze. Szanuję to, że masz własne zdanie na ten temat i dwa pozostałe przytoczone przez Ciebie we wpisie przykłady rozumiem. Jednak co do USA… Tak jak wspominałam istnieją trudniejsze do przeskoczenia, skorumpowane przejscia graniczne, więc może nie warto zabierać sobie szansy na spełnienie jakichs tam marzeń o zobaczeniu Wielkiego Kanonu czy innych niesamowitych parków narodowych ; )

    2. Ta straszna, okropna, groźna i niedemokratyczna Rosja daje mi wizę bez zadawania głupich pytań. No ludzie, serio im coś to da, jak powiem, ze chcę Kreml wysadzić? To znaczy zobaczyć… Na ile jadę też nie muszą pytać, bo piszę to we wniosku wizowym. A znajomość numeru alarmowego to mój problem i tyle. Nie odpytują też ze schematu metra i nie sprawdzają, czy znasz cyrylicę. A mogliby… Więc niech USA się nie wygłupia to może kiedyś do nich pojadę.

        1. Rozważałam kiedyś taką ucieczkę :) Po prostu nie wierzę, że taka rozmowa w konsulacie coś daje, bo nikt nie powie, że planuje nielegalnie zostać. I co ma do tego rozwód? Muszą człowiekowi z buciorami do łóżka wleźć, żeby zapobiec nielegalnej imigracji? Powariowali i tyle, ja nie zamierzam przez takie procedury przechodzić. I jestem za tym, żeby Polska wprowadziła wizy dla Amerykanów.

    3. maur napisał(a):

      Dokładnie, mnie straszyli i straszyli tymi pytaniami, biurokracją itd, a gdy stanąłem przed konsulem 2 lata temu to po 3 minutach było po sprawie. Cel wizyty, czy pracuje w Polsce i od jakiego czasu. Koniec.

    4. Aga napisał(a):

      Bez przesady, zjechalam Ameryke Poludniowa i Srodkowa, wlacznie z przeprawa droga wodno/ladowa z Kolumbii do Panamy, przerozne dziwne historie sie trafialy w Hondurasie, Gwatemali, Nikaragui, ale nigdy, przenigdy nie czulam sie tam jak przemytnik, badz potencjalny dawca lapowek. Latynosi to bodajze najbardziej sympatyczni ludzie, jakich spotkalam podczas moich podrozy.

  3. Mju napisał(a):

    Może kiedyś trzeba było odpowiadać na jakieś dziwne pytania w ambasadzie, ale od co najmniej 7 lat taka rozmowa jest tylko formalnością (oczywiście dotyczy to osób samodzielnych finansowo/uczących się, a nie takich, których członkowie rodziny przebywają w USA nielegalnie, co – bodajże od 2003 – jest rejestrowane). Od tylu lat mam swoją wizę 10letnią, którą dostałam bez mrugnięcia okiem.
    To nie jest poniżanie się. To konsekwencje, jakie ponosimy z powodu innych Polaków, którzy postanowili zostać tam nielegalnie. Gdyby nie oni, już dawno znieśliby wizy. Kraj pełen nielegalnych imigrantów musi się jakoś zabezpieczać (zabawna sprawa, biorąc pod uwagę jak bardzo NIE jest to ich kraj), a amerykańscy kongresmeni ciągle myślą, że wraz ze zniesieniem wiz do Stanów przybędą tysiące Polaków do pracy. Chyba nie wiedzą, że jesteśmy w Unii…
    Godności jednak nikt nie straci, za to zyskać może wspaniałe wspomnienia, bo w USA każdy stan jest wart zobaczenia, każdy ma do zaproponowania coś innego, ciekawego, bo USA to nie tylko 3 duże miasta i prerie. I ten Nowy Jork… Nie wiem co w sobie ma, ale nawet mnie zachwyca, a ja miast składających się z samych drapaczy chmur nie znoszę. W sumie to chciałam tam zamieszkać, ale chyba skończę w Londynie. Jestem zbyt europejska na USA ;)

    1. Mamy wizy bo USA robi nas w balona od lat. A nie dlatego, że jest tam tyyyylu Polaków. Tam pojechało faktycznie sporo Polaków wiele lat temu w czasach zmian ustrojowych, kiedy scigało ich NKWD. W obecych mało kto chce mieszać w kraju w którym są podatki wyższe niż w Polsce (true story) do którego są drogie bilety, nie ma pewnej pracy i na dodatek w zasadzie cie tam nie chcą. Mamy wiele krajów w które można spokojnie wyemigorwać bliżej, zarobki są lepsze, bilety tańsze, możliwości większe i bliżej do chaty na swięta.
      To ściema, żeby można było sobie ugrywać jakieś polityczne zagrywki na „zniesienie wiz”.

        1. Ale komu oni odmawiają? Jak ktoś jest niepewny to wcale się nie dziwię, że nie chcą wpuścić. Wszyscy moi znajomi, którzy polecieli do USA nie mieli żadnych problemów z dostaniem wizy, więc serio się zastanawiam, kim trzeba być, żeby dostać odmowę.

        2. Nie wiem kim trzeba być, ale tak czy inaczej jest tyle pięknych miejsc na świecie do zobaczenia, że nie zamierzam wybierać się do kraju, który oczekuje ode mnie relacji z życia seksualnego i odpowiedzi na inne idiotyczne pytania.

      1. Mju napisał(a):

        Wszystko co napisałaś jest prawdą. Problem jest w tym, że amerykańscy kongresmeni naprawdę tego nie rozumieją. Oni myślą, że my pragniemy u nich być… Ewentualnie, może boją się, że wiele nielegalnie pracujących Polaków ucieknie ze Stanów po zniesieniu wiz? W końcu amerykańscy obywatele nie będą pracować jako sprzątaczki czy budowlańcy. Jeszcze podatki mieliby za to odprowadzać? Jakiś żart. W sumie to nie taka głupia teoria. Poznałam wielu Amerykanów, widziałam jak i gdzie pracują polskie sprzątaczki. Bez nas to rodziny by im się rozpadły :D
        Wizy zostaną zniesione jak poziom odmów będzie niższy, a będzie niższy jak konsulowie nie będą wiz odmawiać, a nie będę odmawiać jak im ich państwo pozwoli. Wiadomo, że to wszystko to tylko marna polityka.

  4. Nad Niagarę to polecam pojechać od strony kanadyjskiej, bo od strony USA wygląda okropnie (zresztą, kanadyjska strona też nie powala, ale jest lepiej). Jedno z moich największych, turystycznych rozczarowań.

  5. Zwierz napisał(a):

    W tym roku wypełniałam podanie o wizę do US dla profesora (matki mej) zaproszonej na ich konferencję naukową przez ich uniwersytet. Liczba poniżających pytań w formularzu doprowadziła mnie do szału.

      1. zpopk napisał(a):

        Moje ukochane pytanie (poza tym czy chcę się zajmowac handlem ludźmi) brzmi czy kiedykolwiek brałam udział w spisku przeciw rządom w moim kraju. No i właśnie uświadomiłam sobie że np. taki nasz Prezydent to niestety wizy raczej dostać nie powinien. Bo jako żywo system obalał jak wielu naszych polityków i opozycjonistów.

        1. Mju napisał(a):

          Pytania są przegenialne! Dla mnie to raczej poniżają naród amerykański, niż osoby wypełniające wniosek wizowy. Dla tych drugich to najczęściej kupa śmiechu i zdziwienia, a dla pierwszych – „sposób na wykrycie” terrorystów. Stwierdzenie czy ktoś jest potencjalnym terrorystą na podstawie odpowiedzi na kilkadziesiąt pytań na kartce papieru, na które każdy może odpowiedzieć jak chce to intrygująca metoda zabezpieczania się przed terroryzmem, owszem. A jaka skuteczna! ;-)

        1. A, no tak. Chociaż odsetek odmów wynosi z tego co gdzieś przeczytałam 6%.
          Jeśli ktoś chce się udać naprawdę jako turysta albo z wizytą biznesową, to nie wiem co by trzeba było, zrobić żeby jej nie dostać.

  6. qulqa napisał(a):

    W takim razie od razu dorzuć też np. Etiopię. 99% społeczeństwa wygląda jak ideał polskiej gimnazjalistki (czyli parę godzin przed śmiercią głodową). Przykład ? Pan grający somalijskiego porywacza w „Kapitanie Philipsie’ – tak wyglądają standardowi mężczyźni etiopscy. http://pl.wikipedia.org/wiki/Barkhad_Abdi.
    No i siedzisz w dziczy etiopskiej w ichnim luksusowym hotelu (czyli murowanym) bez światła i wody (nie wiadomo kiedy będzie), zajadasz się indżerą z pysznym sosem (bo jakąś kolację trzeba zjeść), pijesz boską etiopską kawę (bo boska), a obsługa hotelowa i przechodnie wyglądają, jakby za chwilę mieli paść z głodu. Oczywiście nie padają, ale czujesz się głupio.
    Ja ogólnie czuję się głupio tam, gdzie z racji koloru skóry od razu jestem stawiana na piedestale. Biała kobieta = lepszy człowiek. Ale tak samo głupio czułam się wiele lat temu w pięciogwiazdkowym hotelu w Egipcie, enklawie luksusu, gdy tymczasem w miasteczku obok ludzie żyli w potwornie prymitywnych warunkach.
    Są dwa wyjścia. Albo mieszkasz w luksusie, nie przejmujesz się warunkami życia ludzi obok i wiesz, że jakiś nędzny ułamek pieniędzy, które płacisz za luksus idzie dla tych biedaków. Albo porzucasz luksus, mieszkasz i jesz w warunkach średnich – tyle że wtedy nie dajesz za bardzo zarobić, a warunki higieniczne są dużym wyzwaniem, wielokrotnie kończącym się poważną chorobą.
    Albo siedzisz w Polsce i się nie ruszasz :)

  7. Eve napisał(a):

    Moi rodzice mieszkają w Dubaju od 7 lat iiiii…. jak tak dalej pójdzie, to wcale stamtąd nie wrócą:)
    Powodem wyjazdu była oferta pracy dla taty, którą początkowo miał odrzucić. Mama od razu powiedziała, że nigdy przenigdy, w żadnym wypadku nie wyjedzie. Bo inny kraj, inna kultura (o zgrozo, w dodatku muzułmanie!), wszystko trzeba zacząć od początku, zamachy, terroryzm i skupisko wszelakiego zła na świecie, w ogóle ciemno, głodno, zimno i do domu daleko.
    Koniec końców tata dał się namówić. Poleciał, zobaczył, postanowił, że jednak spróbuje. Potem przyjechała mama i dwóch moich braci. Dziś, na myśl o reakcji mamy przed wyjazdem wszyscy się tylko uśmiechają:)

    Oczywiście przytoczony przez Ciebie przykład ma swoją drugą, mało znaną historię. Nie wiem na ile nasze media sprawę nagłośniły (bo wiem, że te dubajskie jeszcze o tym długo pisały i mówiły), ale w późniejszych etapach tego procesu zaczęły wychodzić na światło nowe sprawy, takie jak wycofanie przez Norweżkę zarzutów i przyznanie się do tego, że o zarzucie gwałtu mówiła będąc pijana… Podczas śledztwa nie znaleziono również śladów fizycznych, które miałyby stanowić dowód gwałtu. Nie podano jej także żadnych środków uniemożliwiających jej samoobronę w tej sytuacji. Rzecz jasna możemy brnąć dalej: „a może ją ktoś przekupił? a może ją zmusił do odwołania zeznań?” itd.
    Na dzień dzisiejszy Norweżka została ułaskawiona, bo uznano, że w śledztwie jest zbyt dużo niejasności, jej zeznania nie trzymają się przysłowiowej kupy, a skazanie jej na wyrok zaproponowany przez sąd mogłoby być bardzo krzywdzące. Generalnie widać, że obie strony doszły do porozumienia, ale dalej krąży sławna historia o „Norweżce, która została zgwałcona i skazana”. Co ciekawe, sami dubajczycy byli zajściem oburzeni, bo twierdzą, że zarówno dla ich kultury jak i opinii na świecie to wstyd i hańba…

    Apeluję o podejmowanie samodzielnych prób poszukiwania dalszych informacji, nie tylko przez główne media w Polsce. Często z czegoś robi się halo, potem temat znika, a jak się bliżej przyjrzeć, to sprawa ma też swoje drugie dno.

    Ze swojej strony dodam tylko, że naprawdę zachęcam do odwiedzenia tego miasta. Spróbowania na własnej skórze, zetknięcia się z tymi ludźmi, z ich kulturą i próbie zrozumienia ich punktu widzenia. Dziś oni sami coraz częściej przyznają, że niektóre prawa i zwyczaje mają wręcz kuriozalne. Patrzą w kierunku Europy i mówią: „chcemy być tacy jak Wy”. Wbrew pozorom darzą nas wielkim szacunkiem i uznaniem, bo wiedzą, że głównie dzięki europejskim inżynierom mają dziś takie miasto, takie technologie.
    Pisząc to, miałam na myśli mieszkańców Dubaju z którymi zna się moja rodzina, z którymi styka się codziennie, w pracy, na zakupach, w szkołach…

    Proszę; patrzmy zawsze dalej, szerzej i uważniej niż inni:)

    1. Ewela napisał(a):

      co do Norwezki – z tego co podaly media w PL, bardziej jej sie oplacalo
      odwolac zeznania o gwalcie aby moc wyjechac z Dubaju. Niestety w Dubaju
      bledem bylo zglaszanie gwaltu, bo poszla za to do wiezienia (za ‚seks
      pozamalzenski’) i na nic innego nie moglaby liczyc (na np sprawiedliwosc
      w rozumieniu europejskim). Popraw mnie jesli jestem w bledzie.

      To oczywiscie nie znaczy ze caly Dubaj jest zly, wszedzie zdarzaja sie tragedie i jest wiele krajow, w ktorych rozne przestepstwa (np przemoc wobec kobiet) sa widziane inaczej niz w PL. Smutne, ale trudno z tym walczyc.

  8. Obawiam się, że takich krajów jest więcej. Na mojej osobistej liście są Indie, z powodu problemu gwałtów, a jakże. Za to do Stanów, schowawszy dumę do kieszeni, chętnie się wybiorę.

  9. Dominika napisał(a):

    Na mojej liscie na pierwszym miejscu są Indie, potem Chiny a za nimi Egipt.

    A Emiraty to akurat jeden z gorszych przykładów państwa gdzie obowiązuje szariat. Emiraty są mega nowoczesne, mam wielu znajomych żyjących w Dubaju, jedyne na co naprawdę narzekają to pogoda. I zgadzam sie w zupełności z opinia, ze polskie media często naglasniaja jakieś wydarzenia z krajów muzułmańskich na sile, robią wielkie afery, zwłaszcza przoduje w nich Onet, po czym ludzie pozostają z wybrakowanymi informacjami, które skupiają sie jedynie na pokazaniu islamu jako największego zła tego swiata….

  10. Wiesz co z tym Dubajem to też jest różnie. U mnie w szkole mam sporą grupkę osób z tamtych rejonów ( Abu Dhabi, Dubaj ) i wiadomo prawo to prawo i wygląda jak wygląda, ale gwałty nie są na porządku dziennym, poza tym większość też zazwyczaj dotyczy obcokrajowców. Wyglądają trochę inaczej to i większe zainteresowanie przyciągają. Samo miejsce jest bardzo ładne i nowoczesne i w porównaniu do Arabii Saudyjskiej jest z nim na prawdę dobrze .

  11. Moje marzenie do zwiedzić Afrykę, ale obecnie jest to po pierwsze zbyt niebezpieczne, a po drugie całkowicie poza moim zasięgiem. Kraje arabskie to całkowicie nie moja bajka. Kultura wykolejona i zradykalizowana przez ostatnie 40 lat. Wiem, Ja minąłbym też Rosję i północny Meksyk z przyczyn wysokiego ryzyka podobnego jak w DRK.

  12. Agnès Więckowska napisał(a):

    Zgodzę się jeśli chodzi o Emiraty i DRK. Do USA mogłabym pojechać tylko po to żeby zobaczyć ukochany musical na Broadway’u, bo „Cabaret” jest wart każdego dolara. Ale fakt faktem, że łatwiej dostać wizę do Chin niż do USA.

  13. Ryszard Skałba napisał(a):

    Wejdź na mój profil i obejrzyj zdjęcia z mojej tegorocznej wycieczki do USA. A potem jeszcze raz się zastanów, czy szkoda 100 dolarów na wizę. I przestań smęcić o jakiejś godności. Gdzie jest Twoja godność, gdy u lekarza w Polsce poniżasz się i prosisz o skierowanie na badania?

    1. Bez urazy dla Twoich zdjęć (bo nie one są tu przedmiotem oceny tak naprawdę :)), ale dużo piękniejszych miejsc jest na świecie, by żałować Stanów.
      A lekarzy nigdy o skierowanie nie proszę. Fakt faktem, że mogę sobie pozwolić na prywatną opiekę medyczną, między innymi z tego powodu, że nie chce mi się obcować z ludźmi pracującymi w tej publicznej.

      1. Może mam szczęście, ale korzystam z publicznej służby zdrowia i skierowania na badania po prostu dostaję. Nie proszę o nie, bo nie jestem lekarzem, więc skąd miałabym wiedzieć, jakich badań potrzebuję?

      2. memoiresale napisał(a):

        Niesłusznie, Segritto. Prywatna opieka medyczna to przede wszystkim wygoda czasu, często lepsze warunki – z tym nie da się dyskutować. Najczęściej jednak ci lekarze, którzy pracują w sektorze prywatnym, pracują również w publicznym i to ich wybór finansowy, nie ideologiczny. Nie rozumiem więc dlaczego ‚nie chcesz z nimi obcować’. Po pierwsze – dlaczego? Po drugie – zapewne z nimi obcujesz. Pewnie nieświadomie.

        1. Nie chcę obcować z ludźmi, przed którymi musiałabym się płaszczyć, żeby zostać normalnie obsłużoną, czyli zostać przyjętą we właściwym czasie, dostać odpowiednie skierowanie lub receptę. Jeśli mam wybór – wybieram tych, przed którymi nie muszę tego robić. Oczywiście nie każdy pracownik PSZ to tego typu człowiek, ale odnosiłam się w mojej wypowiedzi bezpośrednio do komentarza Ryszarda.

  14. Tati B. napisał(a):

    no to może z poziomu cudzoziemki mieszkającej w Polsce powiem, że UK w stosunku do obcokrajowców ma podobne wymagania. Żeby otrzymać wizę jako małżonka obywatela EU i móc z nim podróżować (nie daj boshe sama na tej wizie), oprócz odpowiadania na różne ciekawe pytania dt mojego życia musiałam przedstawić maile, zdjęcia potwierdzające że faktycznie się znamy. I kosztuje wiza około 400zł. Warunki otrzymania karty pobytu w EU są bardzo zbliżone do procedur na zieloną kartę. więc mogę tylko stwierdzić, że bulwersują was procedury, zbliżone do tych, które stosują kraje bliższe i przyjazne w waszym mniemaniu:)

  15. Z wizą do Stanów nie jest tak źle. Ja wyrabiałem co prawda biznesową, więc konsul pytał tylko o to czym zajmuję się w pracy, żona ma turystyczną ale też nie było problemów. Konsul także pytał o pracę i dodatkowo kierunek podróży. Generalnie trzeba pokazać, że nawet jakbyś została w USA nielegalnie to będziesz wartościowym „obywatelem” pracującym na zysk państwa ;)

    W 100% potwierdzam natomiast, że przyroda w USA jest piękna. Krajobrazy są całkowicie inne niż w Europie. Niagara za to (moim zdaniem) rozczarowuje. Wcale nie jest taka wielka i naturalna – parę lat temu wodospad został zamknięty i poprawiony, żeby woda lepiej spadała.

  16. Jeśli chodzi o ZEA – pełna zgoda. To jest sztuczny twór, którego prawo jest wielce nieprzyjazne dla kobiet. Kongo – jasne, dzieci z karabinami to po prostu jedna wielka masakra. A o USA mówiłem kiedyś podobnie, w zasadzie identycznie – nie pojadę póki są wizy, ale koniec końców musiałem ją wyrobić. Latam tam co roku i z satysfakcją mówię urzędnikom imigracyjnym przy przylocie, że wpadam na zakupy, bo „u Was taniej jest niż w Polsce” Ich miny – bezcenne ;)

    A do Korei Północnej byś pojechała?

  17. Ania Piwowarczyk napisał(a):

    Staram się nie oceniać sposobów i celów podróżny innych, bo uważam, że każdy ma prawo do swoich wyborów i poznawania świata na swój sposób. Ale po prostu przepadam za ludźmi, którzy potrafią podróżować świadomie. Według mnie to jest bardzo ważne w podróżowaniu. Dlatego ten tekst jest super!

  18. Co do USA – jeszcze parę lat temu myślałam podobnie, nie podobało mi się to, że jako jedni z nielicznych w Europie musimy starać się o wizy, podczas gdy nasi żołnierze walczą dla nich w Afganistanie itd. Ale w tym roku mój mąż jechał tam na konferencję więc pojawiła się okazja żebym pojechała z nim. Zapłaciłam za wizę, przeszłam 3 minutową rozmowę, na pierwszym lotnisku w Stanach urzędniczka trochę się z nas ponabijała, a potem… zakochałam się w tym co zobaczyłam. Te krajobrazy, natura, ta przestrzeń – do dzisiaj śni mi się to po nocach. Dodatkowo wszyscy ludzie jakich spotykaliśmy w naszej podróży (roadtrip po kilku południowo – zachodnich stanach) byli bardzo serdeczni i pozytywnie nastawieni, kiedy dowiadywali się, że jesteśmy Polakami.
    Nie chciałabym mieszkać tam na stałe, ale marzę żeby wrócić i odwiedzić jeszcze wiele miejsc, których nie zdążyłam zobaczyć.

  19. Pal sześć ten cyrk z przyznawaniem wiz. Przeżyłabym tę papierologię, bo mam nadzieję odbyć kiedyś tripa po ichniejszych bezdrożach, zawitać do Wielkiego Kanionu, no i koniecznie do parków Yosemite i Yellowstone, żeby nakarmić mojego wewnętrznego pejzażowego głoda. :)

  20. Rafał G napisał(a):

    Gdybyś zagłosowała na Korwina, to przyczyniłabyś się odrobinkę do tego, aby prawo szariatu nie pojawiło się nigdy w Polsce (wraz z nieustającą ekspansją brakujących ogniw ewolucji na nasz kontynent) :).

    Pozdrawiam.

  21. awa napisał(a):

    Z tymi wizami do USA to w ogóle jest śmiesznie. W ostatnie wakacje był shitstorm, jak gracze CIS i Arrow nie dostali wiz :) CIS i Arrow to zespoły z Azji, które zostały zaproszone na International – zawody Dota 2, gdzie nagroda to było, bagatela, prawie 10 milionów dolarów. Część graczy wizy dostała, część nie. Fajnie ^^

  22. Kiedyś jechałam na targi do Dubaju. I na szczęście jestem stara bo gdybym miała kilka lat mniej to wizę mogłabym dostać tylko gdybym do kraju przyjeżdżała z albo z tatusiem albo mężem. Dla przekory chętnie bym się z asystentem poafiszowała.

  23. Cóż, wychodzi na to, że napiszę to, co już co najmniej kilka osób przede mną- o USA myślałam tak samo, dopóki nie przyszło mi tutaj zamieszkać :) Kiedy wcześniej ktoś opowiadał mi o Stanach, odpowiadałam tylko „Phi”, no, przynajmniej w myślach. Zawsze był to kraj drugiej kategorii, taki z głupich amerykańskich komedii. A kiedy już zaczęłam odkrywać uroki tego państwa, nie mogę przestać :) Jest tu mnóstwo pięknych zakątków, różniących się między sobą regionów, niesamowitych miast i przepięknych parków narodowych- można by naprawdę długo opowiadać. Moim zdaniem zdecydowanie warto postawić swoją stopę na amerykańskiej ziemi, a jeśli ma się czyste intencje i ustabilizowaną sytuację w Polsce, to problemów z wizą turystyczną nie powinno być :)

  24. Ben napisał(a):

    ‚Nie głosuję na Korwina, nie latam do Dubaju’

    Matyldo. Nie jesteś ekonomistką, nie jesteś antropologiem kultury, nie jesteś komentatorem politycznym. W jednym zdaniu przedstawiłaś dwa bieguny, dwa skrajnie odmienne światopoglądy, przeciwieństwa – i w niewypowiedziany sposób sugerujesz, że jest między nimi…. co? podobieństwo? heh…

    Twoja opinia może wpływać na opinię innych, a w Twoim dobrym interesie jako Polki(zastanawiałaś się kiedyś, czemu w KNP jest takie zatrzęsienie kobiet?) jest aby ludzie jak Korwin, Bosak, itp. mieli jak najwięcej do powiedzenia.

    P.S. W swojej wypowiedzi o Stanach pokazałaś całkiem fajne wysokie standardy. Niezła byłaby z Ciebie Korwinistka :)

  25. memoiresale napisał(a):

    Benie. Jeśli dobrze wywnioskowałam – jesteś korwinistą. Znaczy to, że nie jesteś ani ekonomistą, ani antropologiem kultury. Komentatorem politycznym możesz być w Internecie. Od kiedy krytyka albo i nawet strach przed szariatem jest tożsama z populist…z Korwin-Mikkem? I proszę, uszanuj, że część kobiet naprawdę lubi podmiotowe, nie przedmiotowe traktowanie. Tak po prostu, no odwaliło im. A z Tańca z Gwiazdami to od Bosaka wolę Terrazzino, jakoś taki sympatyczniejszy się wydaje.

  26. dep napisał(a):

    Strasznie słabe myślenie w kontekście pozycji nr 1.

    Jak by na to nie spojrzeć – dosyć prowincjonalne.

    USA to ogromny kraj (wielki prawie jak Europa) i to trochę więcej niż kilka miejsc które wymieniłaś, pomijając już fakt, że to nie tylko miejsca, ale również kultura i ludzie (różne w różnych miejscach).

    Dla kontrastu:

    Wyobraź sobie amerykanina, który mówi: nie pojadę do Europy bo (i tutaj dowolna litania argumentów):
    1. auta są bez automatycznej skrzyni biegów
    2. jest francuski socjalizm,
    3. są jakieś różne języki (nie rozumieją mnie – niech spadają)
    4. jest czasem lewostronny ruch,
    itp, itd (można bez końca).

    Co tam – świat jest wielki i piękny bez niej.
    Co mi tam Paryż, Londyn, Rzym, Barcelona, Berlin, Amsterdam i Lizbona itp.
    Bez łzy w oku odpuszczam całą tą Europę…

  27. Och, wreszcie ktoś, kto potrafi normalnie spojrzeć na Dubaj i Emiraty! Dzięki za to!
    Co do Stanów to miałam takie samo podejście jak ty, ale zostałam zmuszona przy pomocy stypendium do pobytu tam i przyznaję, że się zakochałam. Kraj kontrastów, ale też zjawiskowych miejsc i cudownych ludzi oraz mądrych idei!

Dodaj komentarz