Lepiej być kobietą czy mężczyzną?

Temat dyskryminacji kobiet wciąż aktualny, a tymczasem ja widzę ciągle przejawy dyskryminacji mężczyzn i różne naciski społeczne, które mocno utrudniają życie posiadaczom penisów. Bardzo się cieszę, że jestem kobietą, bo wydaje mi się, że to po prostu łatwiejsze. Jako kobieta nie mam żadnych ograniczeń, a dodatkowo mam wybór, którego mężczyzna jest pozbawiony. Jak dotąd, właściwie same plusy, ale może wyprowadzicie mnie z tego przekonania…?

KOBIETA

– Może nosić zarówno spodnie jak i sukienki. Nikt jej nie będzie wytykał palcami i wyśmiewał, jeśli założy spodnie.
– Może się malować lub nie malować. Tę nieumalowaną ktoś może uznać za brzydką, ale nikt nie będzie się z niej wyśmiewał i uważał tego niemalowania za dziwne i nienaturalne. A umalowany mężczyzna to dziwoląg.
– Może rozwijać się w stronę pracy zawodowej albo zupełnie to olać, zainwestować w szminki i sztuczne cycki, po czym zapolować na bogatego męża. Można taką źle ocenić, ale zjawisko to jest zbyt powszechne, by było uznane za dziwne. Facet zaś zawsze musi zarabiać. Bo inaczej jest męską cipą.
– Nie widać jej podniecenia tak wyraźnie jak u mężczyzny. Nie robi jej się namiot na basenie, nie brudzi pościeli nocą, gdy jej się coś przyśni, nie musi po kryjomu wyrzucać chusteczek po masturbacji. No i…
– Nie ma problemu, że jej „nie stanie”, nie siada jej przez to ego i nie czuje wyrzutów sumienia, że fizycznie nie jest w stanie zaspokoić partnera. Wystarczy jakiś lubrykant i normalnie uprawia seks nawet niepodniecona. A fecet ma jednak ciągle tę presję, że musi mu stanąć i musi być hipertwardy, i jeszcze do tego nie może za szybko dojść.
– Jest mniejsze prawdopodobieństwo, że dostanie w mordę na mieście. Bardzo rzadko słyszę o tym, że pobito jakąś kobietę. Przeważnie to biedni faceci dostają. Bo się spojrzeli na nie tę kobietę. Bo kogoś tam przypadkiem ramieniem potrącili. Bo wyglądają tak a nie inaczej. A kobiet to się wręcz broni! Nawet obcy faceci stają w obronie kobiet, gdy widzą, że ktoś im chce krzywdę zrobić.
– Testosteron nie zalewa im mózgu, więc nie mają problemów z opanowaniem emocji i agresji w różnych drażliwych sytuacjach. Mogą działać racjonalnie.

MĘŻCZYZNA

– Może nie golić nóg oraz pach – i może je golić (np. tłumacząc się sportem). Kobieta jednak jest społecznie zmuszana do golenia pach i nóg.
– Nie ma okresu, co niesie za sobą oszczędność na podpaskach i tamponach oraz (w niektórych przypadkach) uniknięcie wahań nastroju.
– Może sikać na stojąco.
– Jest silniejszy.
– Trudniej go zgwałcić (dzięki temu, że silniejszy).

Czy o czymś zapomniałam?  

Komentarze do wpisu: 92 Napisz komentarz

  1. U mężczyzn zwłaszcza sikanie jest zaletą. Zima, pełny pęcherz i żadnej ogrzewanej toalety. Mężczyzna się nie przejmuje i sika pod drzewem. Kobieta albo się nie przejmuje i łapie wilka, albo się przejmuje i cierpi katusze ;-)

    1. I mogę napisać swoje imię sikając na śniegu (na szczęście mam krótkie).

      Właściwie to lista Segritty przekonała mnie, że mam przesrane i powinienem zbierać na operację zmiany płci…

    2. Camilla Leibmann napisał(a):

      Mężczyzna po prawdzie może sikać i na stojąco (przydatne w razie braku czystej toalety lub toalety w ogóle) albo na siedząco (w domu – co niby mało męskie ale jednak bardziej higieniczne, bo mocz nie ląduje na pobliskich kafelkach i wbrew pozorom znam paru takich co deklarują sikanie na siedząco w warunkach domowych i męskości jakoś im nie ubywa) Kobieta, która musi siku a akurat podróżuje autostradą, przy której znalazła się toaleta z metalowym sedesem, klnie gorzej niż rasowy samiec bo akurat jest zima a toaleta zdecydowanie nieogrzewana. Nie, warstwy papieru położone na deskę nie pomagają. Co najwyżej, tylko tyle, żeby dup nie przymarzł.

        1. Camilla Leibmann napisał(a):

          Zasadniczo powinny unikać, ale serio nie zawsze mogą. Obowiązkowe grube pokłady papieru na sedesie w kazdym przypadku. A publiczny sedes, publicznemu sedesowi nierówny. Te w Centrach Handlowych są przynajmniej co godzinę czy dwie sprzątane, niemieckie Sanifair mają automatycznie dezynfekowaną deskę i czyszczoną toaletę po kazdym spłukaniu. W wielu innych masz dozownik z płynem do dezynfecji którym sama możesz przetrzeć deskę. Z tych podejrzanych, wyglądających na niczyje, po prostu lepiej w ogóle nie korzystać :)

  2. I jeszcze: kobieta może bać się pająków, może nie umieć wbić gwoździa, może sobie popłakać… i to tylko dodaje jej uroku (ach, taka delikatna i wrażliwa!). Dobrze jest być kobietą :)

    1. AgOl napisał(a):

      Kobieta też raczej płaci tylko za siebie (zwłaszcza podrywana, początki związku itd), a facet to się często musi wykosztować także na partnerkę ;)

      1. maur napisał(a):

        Albo nie płaci za siebie też.
        Na pierwszych spotkaniach z jednej strony poczuwam się by zapłacić rachunek, a z drugiej słyszałem/byłem świadkiem sytuacji kiedy kobieta wychodzi z facetem tylko dlatego, że nie ma co robić, a przecież on zapłaci, zaplanuje, odwiezie.. ot, wygodne.

    2. Eulalia Pstryk napisał(a):

      Taaa, dodaje uroku. Może w pierwszej fazie zakochania. Po pięciu latach bycia razem słyszy się od faceta „Nie da się z tobą normalnie rozmawiać, jesteś za bardzo emocjonalna”. A i to pod warunkiem, że akurat jest w dobrym nastroju. ;)

  3. Możemy chodzić bezkarnie na zakupy ciuchowe. Nie to, że jakoś bardzo to lubię, ale mogę chodzić i mogę lubić. To takie normalne dla baby. Nikt nie uzna mnie za homoseksualistkę, bo siedzę w centrum handlowym co weekend. A jak facet chodzi po sklepach i to lubi, to od razu gej :)

        1. maur napisał(a):

          A czy potem jest istotne kto w związku zarabia więcej? Przecież nie płaci się wtedy idealnie po 50% równo. Ja, gdy partnerka zarabiała mniej (nie z powodu płci, a przede wszystkim zawodu) to zwyczajnie starałem się na kilku polach więcej płacić.
          Poza tym, potem różnie bywa, są przecież kobiety oczekujące by facet je utrzymywał.

          Pierwsze spotkania.. Idź na kilka randek w miesiącu. Na części z nich może zapłacisz za siebie – na części wcale. Facet niech idzie na kilka randek – musi być gotowy na pewien wydatek.

          W opinii niektórych również, facet ma mieć np samochód – kobieta jak ma prawo jazdy to jest super. ;)

        2. „kobieta jak ma prawo jazdy to jest super” <— tu akurat ciężko mi się zgodzić, prawo jazdy wśród moich damskich koleżanek (głównie 20 lat) to teraz nic nadzwyczajnego, większość je ma, może kiedyś było inaczej. Osobiście nie miałam dotąd okazji go zrobić (dobra, wykręcam się – leń ze mnie), ale jestem pewna, że kiedyś je sobie wyrobie. Zwłaszcza nie mieszkając w mieście, w przymusie dojazdów do różnych miejsc pracy, to absolutna konieczność. Bez względu na płeć ;)

        3. maur napisał(a):

          Źle się wyraziłem. :)
          Praktycznie kobiety mają prawo jazdy oczywiście. Ale teoretycznie – czy facet wymaga od kobiety prawa jazdy i samochodu?
          Myślę, że zdecydowanie rzadziej niż kobieta oczekuje tych samych od mężczyzny.

        4. Acha, chyba, że w tym sensie ;) Nie wiem, może jeszcze jestem za młoda by tak uważać (20 lat i II rok studiów), bo nie wielu moich kolegów rówieśników ma własny samochód, choć prawda, prawo jazdy to raczej obowiązek ;)

        5. Na to też można spojrzeć z dwóch stron – facet ‚musi’ płacić, kobieta ‚musi’ czekać aż ją mężczyzna zaprosi. Bo jak to ona wyjdzie z inicjatywą, to teoretycznie jest przegrana.
          Ach te gierki społeczne.

      1. O_l_l_i_e napisał(a):

        Si. Ale istnieje też całkiem spora grupa kobiet, które nie są zainteresowane randkami, związkami i zakładaniem rodziny z facetami i żaden facet płacić za nie nie będzie – a też zarabiają mniej.

        A nawet te, które są. Związek raz jest, raz go nie ma. A samotna kobieta ma prawo do tego, by zarabiać tyle, ile samotny mężczyznach na tym samym stanowisku.

    1. Guest napisał(a):

      Mężczyźni zarabiają więcej m. in. dlatego, że mają lepsze zdolności negocjacyjne. Nie widzę w tym nic złego – zarabiasz dokładnie tyle, ile sam(a) sobie wynegocjujesz. Płeć nie ma tu większego znaczenia.

    2. Mężczyźni zarabiają więcej między innymi dlatego, że mają lepsze zdolności negocjacyjne. Nie widzę w tym nic złego – zarabiasz dokładnie tyle, ile sam(a) sobie wynegocjujesz. Płeć nie ma tu większego znaczenia.

      1. Teoretycznie. Nie jestem pokrzywdzoną feministką, ale uważam że kobieta musi mieć dwa razy silniejsze zdolności negocjacyjne ( i nie tylko takie oczywiście) niż mężczyzna starający się o to samo stanowisko. Pewne zaszłości z przeszłości trudno jest pokonać nawet najlepszą perswazją.

        1. Krzysztof Lis napisał(a):

          Kobieta zarabia mniej, bowiem (statystycznie) kobieta idzie od mężczyzny częściej na zwolnienia lekarskie z powodu choroby dzieci. Oraz dużo więcej czasu niż mężczyzna spędza na urlopach macierzyńskich, wychowawczych, oraz zwolenieniu w czasie ciąży. Zatrudnienie kobiety to większe ryzyko, niż zatrudnienie mężczyzny, właśnie ze względu na ciążę i wszelkie jej następstwa.

        2. Wiem jak to działa i po części rozumiem takie podejście zatrudniających.
          To co wymieniłeś, to właśnie kolejne minusy bycia kobietą – społeczne konwenanse ‚przyklejają’ do niej dziecko, chociaż nierzadko to dwoje rodziców je wychowuje i wymienia się opieką, urlopami, chodzeniem do lekarza i odbieraniem z przedszkoli/szkół. Jedynie ciążą nie da się podzielić z mężczyzną, a chyba tego obawiają się pracodawcy najbardziej – „byle nie zaciążyła na umowie o pracę i nie wzięła macierzyńskiego”…

      1. Harrold napisał(a):

        „A mężczyźni są jednak pod większym wpływem chemii w organizmie” – niestety to jest piramidalna bzdura

    1. Camilla Leibmann napisał(a):

      A ja zauważyłam, że jeśli chodzi o jakąś bzdurę, to rzeczywiście, kobiety się szybciej wkurzają, robia aferę i ogólnie robi się nieciekawie. Jednak jeśli chodzi o poważną sprawę, to jednak odkładają emocje na bok i próbują znaleźć wyjście z sytuacji. Wiadomo, nie wszystkie, zależy od charakteru. Ale mam znajomego, którego żona robi awantury o byle co. No i popadł chłopaczyna w poważne tarapaty i bał się żonie powiedzieć bo skoro z pierdół robiła awantury, to co dopiero teraz? W koncu się przyznał, bo musiał. Awantury nie było. Szybciej niż on – zmęczony problemem znalazła wyjście z sytuacji.

  4. Zależy co chcesz zrobić. Jak byc żołnierzem,to lepiej byc facetem. A jak byc utrzymanką, to lepiej kobietą. Mnie niestety kręcą rzeczy stereotypowo przypisywane facetom, więc musiałam sobie wypracować postawę olewającą wobe społecznych konwenansów. A w sumie to mam przerąbane podwójnie, bo nawet nie wyglądam za bardzo jak kobieta, raczej jak dziewczynka.

  5. Mama Ka napisał(a):

    Ej, ale kobiety też mogą sikać na stojąco! Trzeba tylko ubrać spódniczkę i nie zakładać majtek ani rajstop :D

  6. Isinlor napisał(a):

    Facet musi zawsze wykonać pierwszy krok – mnie jako chłopka nic bardziej nie frustruje. Sukienki, malowidła, dostanie w mordę na mieście, testosteron, golenie nóg, sikanie na stojąco i co tam by nie wymyślić jakoś takie mało ważne przy tym się wydają. Natomiast plusem wydaje się brak utraty atrakcyjności z upływem lat. Kobiety są najatrakcyjniejsze w wieku 20-25 lat. Mężczyzna atrakcyjny może być przez całe życie.

  7. Karol Janson napisał(a):

    Większe wymagania, ale i większa nagroda. Jestem clerksem i pracuję z kobietą, jestem pierwszym wyborem klientów, bo wolą gadać z facetem.
    Faceci mają większe pole manewru przy adoracji kobiet – mogą kasą, mogą humorem, mogą talentem i kurwikiem w oku. A mogą urodą. Brzydka kobieta, nawet wechuj bogata, ma ciężko.
    Zajebiście jest być facetem!

    1. maur napisał(a):

      A kobieta to tylko urodą może? Nie zliczę ile razy jakaś zainteresowała mnie zachowaniem i słowami.
      Owszem, bardzo brzydka ma ciężko, ale to tak samo jak facet. Jeśli bogata to utrzymanków znajdzie.

  8. Bardzo się cieszę, że jestem mężczyzną, bo wydaje mi się, że to po prostu łatwiejsze. Jako mężczyzna nie mam żadnych ograniczeń, a dodatkowo mam wybór, którego kobieta jest pozbawiona. Jak dotąd, właściwie same plusy, ale może wyprowadzicie mnie z tego przekonania…? ;)

      1. Zawsze i wszędzie ;)
        Teraz spójrz na pierwszy akapit wpisu, a teraz na mój. Jeszcze raz na pierwszy i na mój. Szkoda, że nie są takie same, ale wystarczy czytać uważniej i nie byłoby sprawy ;)

  9. Harrold napisał(a):

    kobiety „nie mają problemów z opanowaniem emocji i agresji w różnych drażliwych sytuacjach. Mogą działać racjonalnie.”. To jest skrajna nieprawda. Protestuję przeciwko powielaniu fałszywych przekonań w tym zakresie. Śmiem twierdzić, że akurat w przypadku tego stwierdzenia jest całkowicie odwrotnie.

  10. Kinga Bartoszewska napisał(a):

    Nie do końca akceptowana jest kobieta bez makijażu. Jednak na mnie patrzą bardzo dziwnie xD
    Co tam uniknięcie wahań nastrojów, w moim przypadku dwa dni wyjęte z życiorysu, wizyty w szpitalu na zastrzykach etc. Sama radość.

  11. Tianzi napisał(a):

    Mężczyzna – musi prawdopodobnie 10x mniej czasu niż kobieta poświęcić, by gawiedź uznała, że jest ‚zadbany’. Wymaga się od niego, by był sensowny i ogarnięty, a nie śliczny. Jest bardziej narażony na napaści dresiarskie, ale mniej na seksualne (mniej chętnych). Ludzie odruchowo obdarzają go większym kredytem zaufania na odpowiedzialnych stanowiskach. Pracodawca nie patrzy na jego brzuch i nie zastanawia się, kiedy mu da nogę na macierzyński. Może patrzeć na dzieci jak na żmije i nikt nie zapyta go w 25 urodziny, ‚a żona to kiedy?’. Biologicznie mniej go łatwiej mu być rodzicem (przynajmniej do rozwodu). Wychodzi na plus fizycznie (więcej siły, brak okresu, niemożliwość zajścia w ciążę, osławione sikanie na stojąco). No i generalnie wolno mu wszystko poza ‚pedalskim’ stuffem.

  12. O_l_l_i_e napisał(a):

    Z tym brakiem ograniczeń i wyborem to bym się zastanowiła… Jeśli akurat wybór kobiety pokrywa się z tym, co społecznie uznawane za kobiece – i to zarówno, jeśli chodzi o karierę (nauczycielka, pani psycholog, pani sekretarka itp.), życie rodzinne (dzieci, lubi zajmować się domem, a nawet, jak nie lubi, to potrafi), sposób ubierania, zachowywania się, zainteresowania – to ma farta, bo nikt jej nie zwróci uwagi, więc mogą ją ominąć z pierwszej ręki wszystkie przypadki, gdy zboczenie z tej jedynej słusznej drogi i wejście na „męską” jest uznawane za odbiegające od normy.

    Studiujesz na Polibudzie? Pewnie chcesz znaleźć męża. Chcesz zostać naukowcem? Mózg kobiety się do tego nie nadaje. Chcesz być szefem, politykiem, a może połączyć jedno i drugie i zostać premierem/prezydentem? Daj spokój, Twój pierwszy PMS obali rząd.

    Nie bez powodu aktorkom, grającym role, do których musiały schudnąć, zadaje się pytania, co jadły i jak ćwiczyły lub czy pod obcisłym kostiumem mogły nosić bieliznę – nie słyszałam, żeby ktoś o to pytał któregokolwiek z aktorów-supermenów. Albo Matthew o Niezapamiętywalnym Nazwisku po roli w Dallas Buyers Club.
    Nie bez powodu, kiedy córka Hilary Clinton zaszła w ciążę, pojawiały się pytania, czy bycie babcią nie przeszkodzi jej w byciu politykiem. Podczas kiedy Mitt Romney, polityczny rywal Baracka Obamy, ma tyle dzieci i wnucząt, że się na jednym zdjęciu nie mieszczą, i to było zawsze podkreślane jako zaleta – że taki rodzinny, odpowiedzialny typ, to i krajem się dobrze zajmie.
    Żeby wykonywać niektóre zawody fizyczne – choćby górnictwo – kobiety musiały walczyć w sądach i przebierać się za mężczyzn, bo przecież kobieta nie nadaje się do pracy fizycznej (plus, w epoce wiktoriańskiej uważano, że łopata kształtem przypomina penisa, więc nie wolno im było jej dotykać…). I nikt mi nie powie, że pokłosiem tego nie jest lekceważenie kobiet wykonujących prace fizyczne dzisiaj, a nawet kobiet uprawiających zawodowo sport.
    Napomknę jeszcze tylko o gwałtach, nagabywaniu, przemocy na tle seksualnym itd. (bo to temat-rzeka, a nierówna płaca, o której też bym mogła mówić, już była wspomniana), ale dawno nie słyszałam o przypadku, w którym nie padło by pytanie o to, w co kobieta była ubrana, co i ile piła, czy wcześniej była dla faceta miła czy nie – zamiast jasno powiedzieć, że mogłaby dookoła niego chodzić nago i nie miał prawa jej tknąć.

    Jasne, że to się może wydawać drobnostką w porównaniu z tym, że gdzieś tam w niecywilizowanych krajach kobiety się kamienuje albo podpala żywcem. Że gdzieś tam kobiety walczą o edukację. Ale to wszystko jest. Te małe – i większe – przykłady tego, że możesz sobie mieć wybór i robić co chcesz, ale w obrębie granic, które Ci wyznaczymy.

    Nie uważam, że facetów nie dotykają przypadki dyskryminacji, tak swoją drogą. Choćby w przypadku tego gwałtu, gdzie facet też ma przerąbane, bo jak to, faceta da się zgwałcić, cipa jakaś, tak się dał. Albo samotni ojcowie, też lekko nie mają. Inne też by mi przyszły do głowy – takie istotne, systemowe, wpływające na finanse, na jakość i komfort życia – ale musiałabym chwilę się zastanowić,bo zwyczajnie na co dzień mnie nie dotykają.

    Tylko że… No, kobiety serio nie mają łatwiej. Jednostkowe kobiety, które akurat znalazły się q odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie i których jednostkowe wybory nie postawiły ich na świeczniku Idzie Pod Prąd Naszym Patriarchalnym Przekonaniom – tak. Ale tak ogółem to my serio nie mamy łatwiej.

    1. maur napisał(a):

      Wszystko to prawda co piszesz. Wydaje mi się, że sam mógłbym podać te przykłady dyskryminacji kobiet (może bez podawania przykładów epoki wiktoriańskiej i Hillary Clinton). Bo o dyskryminacji kobiet się mówi, mówi, pisze, mówi, mówi…
      Sama piszesz, że aby podać przypadki dyskryminacji mężczyzn musiałabyś się zastanowić. Wiesz co? Ja też bym musiał (co robię od parudziesięciu sekund zresztą). A przynajmniej kilka przypadków dyskryminacji kobiet wymienie od reki obudzony o 2 w nocy.
      Może dyskryminacji mężczyzn zaczyna się od ignorowania tematu dyskryminacji mężczyzn?
      Dla jasności – nie twierdzę, że mamy rzeczywiście gorzej, bo w sumie nie wiem. Nie mówi się o tym, nie czyta, więc pewnie nie jest tak źle.;-)

      1. O_l_l_i_e napisał(a):

        Nie, tu chodzi o coś innego. Są przypadki jednostkowe, i jest ogół sytuacji. Trochę jak w przypadku rasizmu. Pewnie, że zdarza się, że biały człowiek dostanie w twarz od czarnego. I pewnie, że zdarza się, że kobieta będzie wymagała od faceta, żeby za nią płacił, wszędzie ją woził, będzie miała jakieś wymagania związane z jego typowo „męskimi” obowiązkami.

        Tylko że nie o to chodzi. Seksizm, podobnie jak rasizm, opiera się na systemowej nierówności, alokacji władzy. Czyli jedna grupa ma realne możliwości odebrania czegoś drugiej, utrudnienia, zabronienia. Istnieją prawa, zakazy i nakazy, które utrudniają coś tylko jednej grupie. Rzutują na sytuację ekonomiczną, rodzinną, społeczną, edukacyjną. Jeśli facet będzie miał pechs i trafi na dyskryminującą szefową, która woli zatrudniać kobiety, to prawdopodobnie z łatwością znajdzie pracę w tej samej branży w innym miejscu (zakładając, że powodem niedostania pracy będzie tylko płeć, nie brak kompetencji). Za to kobieta napotka ten sam problem/barierę w niejednym miejscu. Jak jej powiedzą, ile będzie zarabiać, to nie ma wpływu na to, że mężczyzna na tej samej pozycji zarabia więcej. Nie ma wpływu na to, że musi oddać kwestie swojej ciąży, możliwości jej usunięcia, a potem macierzyństwa i jego kosztów w ręce polityków, księży i lekarzy (w przeważającej większości mężczyzn).

  13. maur napisał(a):

    Staranie się. By poznać kobietę trzeba się postarać, zainteresować, pozdobywać, zaplanować randkę – różnie. Zdarzyło mi się po 15 minutach usłyszeć pytanie nie tylko o zarobki, ale i stanowisko oraz (mój osobisty hit) perspektywy awansu. Po kolejnych 10 minutach odwoziłem pannę (do tej pory nie wiem co mi strzeliło do głowy z tym odwożeniem).
    Czasem by dowiedzieć się czy w ogóle warto się starać, musimy się postarać. A kobiety? Mają trochę prościej w tej gestii.

  14. Absolutnie się z Tobą zgadzam! Dlatego między innymi dziwiła mnie ostatnia „moda” na filmiki typu „10 hours of silent walk in „. I nie mogłam pojąć tego, że taką sensację robiło się z (w gruncie rzeczy) nieszkodliwych zaczepek facetów. Gdyby jakaś kobieta zareagowała na nie krzykiem i walnięciem w ryj torebką, pewnie by jeszcze dostała owacje na stojąco! Paranoja. Kocham być kobietą i żadne natchnione feministki nie wmówią mi, że jestem traktowana gorzej. Bo nie odczuwam tego. Ba, mam społeczne przyzwolenie na foszki, a nawet delikatne manipulowanie partnerem. Czyż to nie piękne? ^^

    1. Karotka napisał(a):

      Być może nie czujesz się traktowana gorzej dlatego, że „natchnione feministki” od zawsze walczą o prawa kobiet, m.in o to żebyś mogła teraz, tutaj swobodnie wyrazić swoją opinię? Nie wspomnę już o równym dostępie do edukacji i takich tam głupotkach. ;)

  15. Klaudia Olszańska napisał(a):

    Każda płeć ma swoje plusy i minusy,ale globalnie mężczyźni mają więcej praw
    ( kraje islamskie). To co nie zostało poruszone we wpisie a na co ją.zwróciłam uwagę… Mężczyźni nie muszą się malować, a właśnie tak
    …jest tylko parę sytuacji w której faceci mają make up,a kobiety w części profesji po prostu MUSZA mieć makijaż
    w związku z czym czas szykowania do pracy się wydłuża. Poza tym na jakieś bardziej oficjalne wyjście facet zakłada garnitur i po problemie a kobieta zazwyczaj zastanawia się co założyć i jakie dodatki dobrać :-D. Co poza tym faceci mają szybsza przemianę materii związana oczywiście z tkanka mięśniową, ale znaczy to ni mniej mi więcej jak to ze dwie osoby o tym samym wzroście a różnych płci poświęca inna ilość czasu np na schudniecie. Poza tym mężczyzna nie rodzi dzieci,więc jego ciało się nie zmienia… Faceci w małym odsetku mają cellulit, rozstępy no i nie mają obwislych piersi po karmieniu. Temat dzieci to dość długi temat…chociażby społecznie
    …kobieta która nie chce mieć dzieci jest uznawana za dziwna lub egoistke a facet bez dzieci jest traktowany łagodniej.

    1. porcelanowy.jamnik napisał(a):

      Z tym chudnięciem, to akurat nie do końca prawda, a w każdym razie jest
      to bardzo często źle rozumiane, więc muszę sprostować. J

      Facet posiadający
      większą masę mięśniową faktycznie może „wrzucić” w siebie więcej
      jedzenia, bo ma najzwyczajniej w świecie większe zapotrzebowanie kaloryczne –
      to fakt. Niemniej, mając przed sobą kobietę i mężczyznę tego samego wzrostu,
      ich możliwości spalenia tkanki tłuszczowej będą w zasadzie identyczne
      (oczywiście biorąc poprawkę na to, że wpływ na to ma mnóstwo czynników, ale dla
      uproszczenia tę kwestię pominiemy), a każdym razie nie będzie miała specjalnie znaczenia
      posiadana przez nich masa mięśniowa. Następstwem przewagi w umięśnieniu u
      faceta będzie większe zapotrzebowanie kaloryczne (związane ze słynna przemianą
      materii J ), co za tym idzie – dla niego wynosić ono
      będzie przykładowo 3000kcal, a dla kobiety 1750kcal. Tylko i aż tyle.

      Żeby spalać tkankę tłuszczową i kobieta, i mężczyzna będą natomiast musieli
      wejść na deficyt kaloryczny, gdzie posiadana przez nich masa mięśniowa nie
      będzie już w zasadzie odgrywała większej roli. Poza tym momentem wyjściowym,
      który u faceta będzie po prostu wyższy, a co pozwoli mu dostarczać więcej kcal,
      a dzięki czemu trudniej będzie mu osiągnąć stagnację podczas redukcji, bo po
      prostu będzie posiadał możliwość dalszego obcinania kcal, w momencie, gdy u
      kobiety nie będzie już ciąć za bardzo z czego.

      1. Klaudia Olszańska napisał(a):

        Chodziło mi generalnie o to,że w zwiazku z większym zapotrzebowaniem kcalorycznym meżczyzna bęzie mniej odczuwał „bycie na diecie”

  16. YatzeK napisał(a):

    No nie wiem – ja bym zaryzykował, ze zgwałcić faceta jednak łatwiej – może i silniejszy, ale kobiecie o wiele łatwiej złamać jego ewnentualny opór ;-)

  17. qulqa napisał(a):

    Wszystko jest fajne, dopóki ma się 20, 30, noo 40 lat.
    Ale potem – równia pochyła. Akcje szpakowatych panów po 50-ce idą w górę (zwłaszcza jeśli mają portfel, wdzięk, pasję, szarmą albo po prostu gadane). Zawsze znajdzie się jakaś wielbicielka. Akcje większości pań spadają na łeb na szyję. Nawet tych z pełnym portfelem, bo posiadanie utrzymanka, który jest z nami wyłącznie z powodu odpowiedniej liczby zer na koncie, nie jest takie przyjemne.

    No i co by nie mówić, jeśli ma się dziecko / dzieci, większość spraw domowych spada na kobietę (nawet jeśli deklaruje się słowem i czynem równouprawnienie). Mówiąc ‚większość’ mam na myśli choćby 51%.

    1. Tianzi napisał(a):

      Yep, prawie zawsze się rozważa, na ile pan mąż i ojciec ‚pomaga’ w domu. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z żoną i matką, która by ‚pomagała’ w domu ;)

      A akcje panów po 50 zależą głównie chyba od tego, co osiągnęli (w szerszym pojęciu niż materialne). Życiorys pani w tym wieku sprawdza się pod kątem tego, czy wyszła za mąż i założyła rodzinę, i jeśli nie, to większość ludzi po cichu uzna jej życie za porażkę, niezależnie od jej ewentualnej kariery/sławy/poczucia spełnienia.

  18. Agnieszka Cz napisał(a):

    Facet też nie ma łatwo: ma być czuły, ale nie za bardzo emocjonalny. Niech się zajmuje dzieckiem, ale nie plotkuje z mamusiami o śpioszkach i zupkach. Niech okazuje uczucia, ale nie płacze na ckliwym filmie. Niech będzie męski, ale nie macho. No i najlepiej przystojny i zadbany, ale nie wymuskany, nie laluś. Spore oczekiwania w dzisiejszych czasach :)

  19. Odpowiedź chyba wydaje się oczywista ( hehehe ). Ale tak na poważnie to myślę , że bardzo zależy bo każda strona ma swoje wady i zalety i chyba ciężko być obiektywnym w tej sprawie jako że nikt z nas nie ma ewidentnego porównania.

  20. Mówię o filmikach z ostatnich miesięcy, a Ty wspominasz o zmianach wywalczonych przez feministki (jest różnica w moim pojmowaniu między feministką, a natchnioną feministką) wiele lat temu. Nie widzę związku, wybacz.

    1. Karotka napisał(a):

      „Kocham być kobietą i żadne natchnione feministki nie wmówią mi, że jestem traktowana gorzej.”

      Odniosłam się do tego zdania, więc związek jak najbardziej jest ;)
      Wydawało mi się, że nie odnosi się on wyłącznie do filmiku, tylko do Twojego ogólnego samopoczucia jako kobiety? Jeśli tak, to chciałam Ci wskazać jakie mogą być powody,że nie czujesz się traktowana gorzej.
      Powtórzę raz jeszcze moją główną myśl: kobiety zawalczyły o to, żebyś mogła teraz nie czuć, że jesteś traktowana gorzej.
      Amen.

  21. Od małego byłam bardzo zadowolona z tego, że jestem dziewczynką – patrzyłam na kolegów z politowaniem, strasznie im współczułam, że ich życie pokarało byciem ‚tej głupiej płci’… no ale, to był okres wojen damsko-męskich typu „chłopaki to głupki” =D Może już tak silnie nie siedzi we mnie przekonanie, że kobiety to płeć …fajniejsza, ale i tak za nic nie chciałabym być facetem – chociaż to się pewnie bierze stąd, że większość facetów wydaje mi się nudna – wyjątek stanowią muzycy rockowi >=D

    =p

  22. Przedwojenna feministka Róża Melcerowa powiedziała kiedyś, że „feminizm się skończył z chwilą, w której osiągnęliśmy cel społecznego i politycznego równouprawnienia”. Teraz feministki walczą o rozbicie fundamentów normalnie funkcjonującego społeczeństwa i uważają, że bycie matką i „panią domu” jest hańbiące dla kobiet.

    1. Karotka napisał(a):

      Nie podzielam Twojej definicji współczesnych feministek. Przede wszystkim dlatego, że nie można wszystkich feministek wrzucić do jednego worka. Stwierdzenie, że feministki uważają bycie matką i „panią domu” za hańbiące dla kobiet jest płytkie i nieprzemyślane, w świetle tego, że duża część feministek walczy o prawa kobiet WŁAŚNIE jako matek (m.in. kwestie związane z porodem, odpowiedzialnością obojga rodziców za dziecko czy możliwością łączenia roli matki i życia zawodowego).

      Cel społecznego równouprawnienia? Czym jest społecznie równouprawnienie? Czy uważasz, że osiągnęliśmy społeczne równouprawnienie? Ja tak nie uważam ;)

      Normalnie funkcjonujące społeczeństwo… Kiedyś normalne było to, że mężczyzna jako silniejszy fizycznie chodził upolować obiad. Teraz obiad można kupić w sklepie i nie trzeba być silnym fizycznie.
      „Normalność” to pojęcie względne. Dla mnie bycie matką i „panią domu” powinno być dobrowolne i rozumiem przez to, że nie powinno być oczekiwane i narzucane przez społeczeństwo. Nie czuję się nienormalna z tego powodu.

      Nie piszę tego, żeby wchodzić w dyskusję, bo nie mam misji, żeby wszystkich przekonywać do swojego zdania. Piszę po to, żebyś wiedziała, że są kobiety, które myślą inaczej i dla których feminizm wciąż jest aktualny.

  23. matzll napisał(a):

    Pierwsze podsumowanie w którym wychodzi, że to kobieca natura stworzona jest do działania racjonalnego :D Brawo Seg, piszesz świat na nowo, fajny scenariusz ;)

  24. Damian . napisał(a):

    Kompletnie się nie zgadzam. :) Po pierwsze trochę popłynęłaś, bo piszesz o generalnym porównaniu płci, a mam wrażenie, że za model kobiety podstawiłaś konkretną – ładną, mądrą – kobietę, a za faceta jakiegoś Zenka i na tej podstawie dokonałaś zestawienia. No to jedziemy:

    1. Piszesz, że kobieta nie ma presji znalezienia pracy, bo może polować na bogatego faceta. Owszem. Ale to się tyczy tylko naprawdę pięknych kobiet, których jest mimo wszystko mało. Natomiast podchodząc do tego inaczej – w przypadku facetów, w kontekście szukania partnera, dużo mniej jest zdeterminowane przez nazwijmy to cechy wrodzone, czyli wygląd, sprawność seksualna itd. Facet może być brzydki, a zdobyć świetną kobietę intelektem, poczuciem humoru, statusem społecznym, czy choćby pieniędzmi. Jeśli kobieta jest brzydka to ma trochę przesrane. Nie zdobędzie faceta poczuciem humoru, może z niego zrobić co najwyżej kumpla. Jasne, że są wyjątki, ale mówimy o regułach.

    2. Malowanie i ciuchy – to co dla Ciebie jest plusem, dla facetów raczej jest ogromnym minusem ;) Faceci nie muszą się malować, tak samo jak nie muszą sie martwic o ubior i o to czy ktos nie ubierze na jakas wystawna impreze tego samego(bo wszyscy ubiora to samo – garnitur ;) )

    3. Faceci dużo lepiej znoszą upływ czasu. W wieku 40-50 lat, jeżeli minimalnie o siebie dbają i nie mają brzucha są w stanie wyglądać świetnie i atrakcyjnie. Kobiety bardzo szybko i źle się starzeją. Już po 30 tracą ten dziewczęcy urok, a potem to już równia pochyła pod tym względem.

    4. Zegar biologiczny.

    5. Wyższe zarobki + mniejsze obowiązki. Kobiety nadal muszą coś udowadniać, nawet jeśli nie chcą się do tego przyznawać. Do tego dochodzą „utrudnienia” w postaci macierzyństwa.

    6. Okres, ciąża.

    7. Przemoc domowa, przemoc seksualna, przemoc ekonomiczna(nadal w większości związków to mężczyźni są ‚breadwinnerami’)

    8. Większe możliwości zawodowe. Nadal jest więcej zawodów i miejsc pracy „męskich” niż „kobiecych”

    9. Szklany sufit.

    10. Wiele, wiele więcej.

  25. Baśka napisał(a):

    Od czasu do czasu spojrzę sobie na Twojego bloga. Czasem jest zabawnie, czasem inteligentnie, czasem nijako. Nigdy nie pisałam komentarzy, ale cóż teraz muszę. Jako jedna z topowych blogerek (i blogerów) nie powinnaś popełniać takich błędów, jak mieszanie prawdziwego problemu, jakim jest dyskryminacja kobiet i równouprawnienie płci z bzdurami typu, która płeć ma lepiej, bo może nosić zarówno spodnie i spódnice oraz że jest małe ryzyko dostania po gębie na mieście, jeśli jesteś kobietą. Może nie miałaś nigdy do czynienia z dyskryminacją, ale ja i moje najbliższe kobiece otoczenie niestety miało. Żeby nie zanudzać – opiszę tylko taką krótką historyjkę: jestem prawnikiem i pracuję w świecie zdominowanym przez mężczyzn, będąc na aplikacji (gdyby ktos nie wiedział – aplikacja to taki pomost pomiędzy studiami, a pracą jako radca czy adwokat) pomimo takiego samego wykształcenia i doświadczenia, jak moi koledzy – TYLKO JA, JAKO KOBIETA (i to obojętnie, czy byłam zawalona swoją robotą) otrzymywałam od szefa polecenia zrobienia klientowi kawy, skserowania jakichś papierów, czy zastępowania sekretarki podczas jej urlopu (bo przecież do nie do pomyślenia, żeby facet pracował w sekretariacie). Dodatkowo mój szef przychodząc do pracy i witając się z nami, podawał rękę tylko facetom. Moje znajome i koleżanki miały i mają do czynienia z podobnymi sytuacjami caly czas (i to nie tylko w mojej branży). Mojego samopoczucia niestety nie poprawia, że mogę do pracy ubrać albo spodnie albo spódnicę. Dlatego proszę – wykreśl z wpisu słowo „dyskryminacja” bo uwłacza bardzo wielu kobietom. Poza tym: pozdrawiam i dziękuję za lekkie pióro, którym zwykle raczysz czytelnika.

  26. AlicjaElwiraRakowska napisał(a):

    Mężczyzna:
    – nie ma nad sobą społecznego obowiązku dbania o dom i dziecko. Jest wciąż społecznie akceptowalne, że facet po pracy ma prawo sobie odpocząć, podczas gdy na kobiecie wisi ciężar ogarnięcia domu nawet jeśli też pracuje

    – nie ma społecznych norm co do częstotliwości jego kontaktów seksualnych. Jeśli lubi seks i często go uprawia, nikt go nie nazwie „dziwką” ani „szmatą”, ani nie zarzuci, że się nie szanuje

    – nie ma społecznych norm wobec jego ciała (powoli się to zmienia, ale wciąż jest wyraźna dysproporcja). Nie atakują go zewsząd sygnały „schudnij! Nikt Cię nie zechce”, ogólnie nie ma obowiązku wyglądać pięknie, wystarczy że jest facetem.

    – jeśli piastuje kierownicze stanowisko może być agresywnym szefem, zimnym szefem, bezwzględnym szefem, otwartym i przyjacielskim szefem… jego sprawa, wszystkie te opcje są akceptowalne. Kobieta natomiast powinna zachować kobiece ciepło i matczyność, uśmiechać się, być otwarta dla innych, bo inaczej jest określana jako suka.

    – nie wisi nad nim presja by pozostać wiecznie młodym. W reklamach, w mediach często widujemy starszych facetów i jest to ukazywane jako atrakcyjne. Kobieta zaś musi zawsze wyglądać młodo i pięknie, wiek u kobiet jest wadą a nie zaletą, a to z nim właśnie przychodzi siła, mądrość i doświadczenie.

    Kilka pierwszych które mi przyszły do głowy i których tu zabrakło. System społeczny w jakim żyjemy odbija się negatywnie i na kobietach i na mężczyznach, bo tworzy oczekiwania jaka powinna być babka i jaki facet. Ale tak jak słusznie zauważył Menschczyzna – najlepiej być po prostu sobą i walić te wszystkie społeczne konwenanse, bo w życiu nie chodzi o to by żyć tak jak oczekują tego inni, tylko jak my sami chcemy :).

  27. Dzisiejszy świat oszalał. Jesteś kobietą? Masz zachowywać się jak facet. Noś spodnie, rozwijaj swoją karierę, bądź niezależna. Zapisz się na sztuki walki, wtedy nikt cię nie zgwałci. Załóż własną firmę, będziesz przedsiębiorcza. Jesteś mężczyzną? Masz zachowywać się jak kobieta. Wykaż trochę empatii, nie masz serca. Nie stawaj w niczyjej obronie, nawet jeśli w słusznej sprawie, w sądzie ty dostaniesz po dupie, za przyłożenie komuś. Nie ten co sobie zasłużył.

  28. Ciekawe spostrzeżenia :) może jako facet miałabym twardszy charakter, co pozwoliłoby mi się bardziej realizować?..a tak .. czuję że jestem tylko słabą kobitką, wrażliwą, która wszystko analizuje :D Ale to tylko ja.. może większość kobiet ma „jaja” :D Super blog. pozdrawiam :)

  29. czper napisał(a):

    hahha ‚kobieta nie podlega emocjom i może działąć racjonalnie w różnych sytuacjach” no tym to mnie rozwaliłaś :D

  30. maximer006 napisał(a):

    Kobiety czy mężczyźni mogą więcej? – pytanie zdaje się być trudne. Głównie wszystko zależy od okoliczności, ale istotne jest to, że kobiety są z reguły bardziej uprzywilejowane niż mężczyźni. Mówiąc zwięźle wartość kobiet w społeczeństwie jest znacznie wyższa. Moim skromnym zdaniem dzieje się tak, ponieważ było tak dawniej i jak się okazuje jest tak samo po dziś dzień. Na szczęście w internecie pojawiają się głosy równowagi np. MTOW Polska (MGTOW to skrót od „man go their own way) tak jak kilka innych serwisów.

Dodaj komentarz