O otwartości umysłu, empatii i tolerancji.

 

Jestem ateistką i żyję w getcie intelektualnym. Tak to nazywał mój przyjaciel. Miał na myśli środowisko, w którym się obracamy: ludzie z wielkich miast, z wykształceniem wyższym, pochodzący z inteligenckich rodzin, o podobnych poglądach religijnych, politycznych, społecznych. Zawsze uważałam, że to coś dobrego, żyć w takim „getcie”. Czułam się w nim komfortowo i bezpiecznie. Wystarczyło czasem zacytować jakiegoś głupka, by się z tej wypowiedzi wspólnie śmiać – bez potrzeby tłumaczenia sobie, co jest nie tak w jego toku myślenia. „Gdzie jest krzyż”, „Smoleńsk kurwa”, Rydzyk – to wszystko były tematy śmieszne same w sobie. Mieliśmy łatwość w rozumieniu siebie nawzajem i mogliśmy zawsze przeskakiwać fazę podstawowej argumentacji w dyskusjach – przechodząc od razu do naturalnych dla nas wniosków, ironicznych żartów, szydery.

Kilka dni temu rozmawiałam z mężczyzną, którego uznaję za inteligentnego i dobrego, a więc posiadającego dwie najbardziej wartościowe dla mnie cechy świadczące o jakości człowieka. Zeszło na politykę i wiarę. Okazało się, że on jest katolikiem popierającym PiS. Zaczęliśmy rozmawiać o aborcji. Dyskusja trwała zaledwie kilka minut, ale dość szybko spostrzegłam dość przerażające dla mnie wnioski. On spokojnie, cierpliwie, bez unoszenia się tłumaczył mi, czemu jest przeciwny aborcji – ja się denerwowałam, nie czując, że mój rozmówca mnie rozumie. On mówił o swoich poglądach, nie próbując mi ich narzucić – ja przez cały czas próbowałam go przekonać, że powinien myśleć tak jak ja. To ja byłam pieniaczem. To ja byłam nietolerancyjna. To ja nie potrafiłam zaakceptować jego systemu wartości. Byłam fanatykiem.

I wtedy zdałam sobie sprawę, że to „getto intelektualne” jest czymś szalenie ograniczającym i czyni nas ludźmi wtórnie nietolerancyjnymi. Tak bardzo wierzymy w swoje racje i tak mocno się w nich obwarowaliśmy przeciwko większości społeczeństwa, że stajemy w ich obronie na ślepo, nie próbując zrozumieć adwersarza. Przez tyle lat mieliśmy wsparcie w ludziach o podobnych poglądach, że nie umiemy prowadzić dialogu z tymi po drugiej stronie. Zamiast prowadzić ten dialog, prowadzimy wojnę. Używamy tych samych chwytów retorycznych, których tak nie lubiliśmy u przeciwnika. Generalizujemy, wyśmiewamy, obrażamy, zacinamy się w dyskusji.

Dziś internet zdominowały pełne oburzenia komentarze do wypowiedzi apb Michalika, który w okropny sposób próbuje odpierać zarzuty o pedofilię w kościele. „Gdy dziecko szuka miłości, ono lgnie i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”, powiedział. To doprawdy obrzydliwa argumentacja, obwinianie ofiary o gwałt, zwalanie winy na dzieci. Tak, to był strzał w kolano i nie zamierzam pana Michalika bronić. Ale… to jest jeden pan Michalik. Jeden człowiek. A jestem przekonana, że w kościele jest mnóstwo księży, którzy nie wybierają takiego tłumaczenia i nie podpisują się pod słowami Michalika. I choć gdzieś w głębi duszy cieszę się z tej porażki kościoła, to jednak nie podoba mi się tendencja do generalizacji i pojazd po wszystkich duchownych z powodu tej jednej wypowiedzi. To po prostu niewłaściwe. I czuję, że właśnie takie negatywne, generalizujące i agresywne podejście, jakie teraz reprezentuje wielu antyklerykałów jest jednym z powodów, dla których z kościołem i z ludźmi wierzącymi się trudno dogadać. Akcja budzi reakcję. Na atak odpowiada się atakiem. Agresja rodzi agresję. Zaczynamy mówić językiem nienawiści, wyśmiewać i wyszydzać kościół w internetowym, zamkniętym światku, który jest przecież publiczny. I mam jakieś nieodparte wrażenie, że takimi metodami zrażamy do naszej ideologii tych, którzy czują się po prostu atakowani jako katolicy.

– No tak, ale my po prostu walecznie bronimy naszych poglądów, bo mamy rację! – skomentował to kolega.

Tak. Mamy przekonanie, że mamy rację. I druga strona też jest przekonana, że ją ma. To mamy wspólne.

Pisząc te słowa, trochę boję się, że zostanę źle zrozumiana, więc chciałabym podkreślić: nie podoba mi się to, co powiedział Michalik. Bardzo mi się nie podoba. Nie chcę go bronić – ale nie chcę też, żebyśmy zapędzali się we wnioskach i ogolnej ocenie duchowieństwa na podstawie tej jednej wypowiedzi. I mówię to ja, zawzięta ateistka. Świat się kończy ;)

Inny news, który zrobił dziś karierę w sieci: materiał TVN o ludziach mody, którzy dali się wkręcić dziennikarzowi i uwierzyli, że np. Hans Kloss to projektant mody. Celowo piszę „ludzie mody” a nie „blogerzy i youtuberzy”, jak to określił dziennikarz w materiale, bo nie znam tych ludzi i coś mi się wydaje, że na pokazie było też sporo dziennikarzy i zwykłych celebrytów (niekoniecznie tych internetowych) – i oni też wpadli lub wpadliby w pułapkę na nich zastawioną. Swoją drogą za każdym razem, gdy widzę, jak tradycyjne media próbują ośmieszyć internetowych twórców, czuję, że po prostu boją się nas coraz bardziej i stąd te ataki ;)

Wracając do tematu: materiał jest zabawny na tej samej zasadzie, na jakiej zabawna jest Matura to Bzdura. Czyli śmieszy nas to, że ktoś ma mniejszą wiedzę od nas – choć mam wrażenie, że wielu odbiorców tego programu (być może nawet te osoby, które śmiały się najgłośniej) nie znają połowy użytych w wideo nazwisk. Stąd zapewne fragment wideo tłumaczący, kim są te postaci.

Internet zaczął materiał szeroko rozpowszechniać jako dobry lolkontent i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie głosy, że „to świadczy o jakości blogosfery”. Bo nie świadczy. Najzabawniejsze jest to, że do grupy odcinającej się lub wyszydzającej blogosferę jako całość dołączyli się… sami blogerzy. To tak, jakbyśmy mówili, że pisarze są głupi, bo Coelho pisze oczywistości. Albo że wszyscy Polacy są głupi (i już nie jestem Polakiem!), bo w Matura to Bzdura kilka osób powiedziało coś głupiego. Blogosfera jest zbyt wszechstronna, by oceniać ją na podstawie kilku osób. Taka generalizacja jest po prostu nieuzasadniona.

Ilość hejtu, jaki polał się na bohaterów prowokacji był wręcz niesmaczny. Bo dla mnie to zwyczajna, zabawna pomyłka wynikająca ze stresu związanego z udzielaniem wywiadu oraz dużego lęku przed ośmieszeniem się niewiedzą (który niestety podziałał odwrotnie :)). Postawiłam się w ich sytuacji: jestem na evencie modowym, w którym pokazuje się mnóstwo nowych, mniej nam znanych projektantów. Po jakimś pokazie podchodzi do mnie „poważny” dziennikarz z TVN i rzuca jakimś nazwiskiem. Może go niedosłyszałam. Może założyłam, że projektanci nadają sobie czasem śmieszne pseudonimy albo jest jakaś zbieżność nazwisk pomiędzy Gutenbergiem (wynalazcą druku) a jednym z projektantów. Jeśli ufam temu dziennikarzowi i baaaardzo zależy mi na tym, żeby nie wypaść na laika, odpowiadam coś uniwersalnego. Jestem sobie to w stanie wyobrazić. Serio. Na tej samej zasadzie, na której czasem udaję, że doskonale pamiętam faceta, który podchodzi do mnie w barze i mówi „kopę lat!”. „Oooooo… Dooobrze cię widzieć… ostatnio się przecież widzieliśmy…. yyy…?” – odpowiadam. Robiłam tak też kiedyś wyrywana do odpowiedzi na lekcjach, gdy nie usłyszałam pytania, bo byłam zajęta czytaniem gazety. Dziś mam może więcej śmiałości i odwagi, by się przyznać do niewiedzy. Pewnie odpowiedziałabym dziennikarzowi TVN „Przykro mi, ale chyba przegapiłam pokaz Karela Gotta. Ale szacun, że przyjął taki pseudonim”. I pewnie wycięliby to drugie zdanie. ;)

Mówię po prostu, że każdemu z nas mogłoby się to przytrafić. Zwłaszcza w młodości, pod presją środowiska i ambicji zawodowych. W stresie związanym z kamerą i telewizją. Tak, wyszło śmiesznie, ale agresywny pojazd po tych ludziach jest dla mnie słaby i świadczy o braku empatii. Jest dla mnie bardziej świadectwem kompleksów i chęci wywyższenia się niż zasłużoną krytyką.

Nie lubię linczu. Od razu stawiam się w skórze linczowanego. Nawet jeśli to półgłówek, nawet jeśli popełnił gafę, wykazał się niewiedzą, ma jakąś słabość, ale nikomu krzywdy nie robi – zasługuje najwyżej na śmiech, ale nie na agresję. Jeśli jesteś jedną z osób, która sprzedaje dodatkowe kopniaki komuś, kto już się czymś ośmieszył, to zastanów się, jak sam się poczujesz, gdy i Tobie się noga powinie. A kiedyś się powinie.

Komentarze do wpisu: 54 Napisz komentarz

  1. Agnieszka napisał(a):

    Seg, ale to nie jest wypowiedź, która pozostaje w absolutnym kontraście do stanowiska i kościoła. Jeśli są księża dla których bycie Sługą Bożym jest główna wartością bycia Kapłanem – super, ale wszystkie, albo większość postaw jaką prezentuje Kosciół, jako instytucja, pokazuje jedno: kasa, władza i uciekanie od odpowiedzialności za własne grzechy!

  2. „Nie lubię linczu. Od razu stawiam się w skórze linczowanego. Nawet jeśli to półgłówek, nawet jeśli popełnił gafę, wykazał się niewiedzą, ma jakąś słabość, ale nikomu krzywdy nie robi – zasługuje najwyżej na śmiech, ale nie na agresję. Jeśli jesteś jedną z osób, która sprzedaje dodatkowe kopniaki komuś, kto już się czymś ośmieszył, to zastanów się, jak sam się poczujesz, gdy i Tobie się noga powinie. A kiedyś się powinie.”

    jesteś bardzo chrześcijańską ateistką :) i dobrze.

        1. Michal G Flatout napisał(a):

          no tak, oczywiście, że to nie jest wynalazek, że był ktoś kto to wynalazł i opatentował, raczej chodziło mi oto, że jeśli ktoś jest dobry to nie koniecznie musi oznaczać, że jest wyznawcą jakiejś religii,

          a poza tym, ledwo dotknąłem tego ateizmu, a już stwierdziłem, ze chyba jednak jestem chrześcijaninem, katolikiem, może i nie najlepszym, może słabym, ale jednak,

  3. Agnieszka napisał(a):

    odnośnie 2 hitu, to raczej pokazuje jak bycie faszyn, stało się faszyn, była moda na marketing, na PR teraz na modowe blogi. Nie wiem czy to kwestia stresu, dla mnie braku podstawowego wykształcenia i osobowości. Lepiej wtopić się w tłum i udawać tak jak inni że wiem o co chodzi niż powiedzieć hej, nie wiem, nie słyszałam. To po prostu pokazuje jak te dzieciaki są płytkie. z blogerek modowych jest pare oryginalnych, w większości w przeciągu tygodnia mojego newsfeeda zalewają te same newsy.

  4. Agata Dębicka napisał(a):

    O rany, przestałam tu zaglądać, bo zaczęło mnie wkurzać właśnie „pieniactwo” w każdym wpisie, a tu taka samoktytyka! Miłe zaskoczenie, może wrócę, pozdrawiam.

    1. Też zajrzałam tu po dłuższym czasie i jestem mile zaskoczona. Bo zwykle gdy trafiam na wypowiedzi ateistów i wszelkich innych a- w takim temacie, nie ma mowy o tolerancji dla odmienności. Gdyby więcej osób – z obu stron barykady – tak myślało, świat byłby zwyczajnie lepszy. I gdyby tak każdy patrzył na innych przez pryzmat jednostki, z którą ma do czynienia, a nie generalizował na podstawie słów czy zachowania jednostki… marzenie!
      Natomiast co do „testu” Chajzera – przecież to oczywiste, że najbardziej śmieją się ci, którzy musieliby wygooglać, kim jest Karel Gott czy nawet Hans Kloss :)

  5. szaman86 napisał(a):

    O! Dziękuje Ci bardzo bo oba materiały były dla mnie dzisiaj niezrozumiałym zjawiskiem. Na szczęście zarówno Ty, jak i Kominek rozpisaliście całą tą sytuacje i poukładaliście mi wszystkie argumenty w głowie. Niezrozumiałym jest dla mnie wielki atak na Kościół Katolicki przez jedną beznadziejnie głupią wypowiedź. Ataki które przeprowadzają nawet sami Katolicy. Nie podobał mi się materiał stylowany na „Matura To Bzdura” z jakimiś nikomu nie znanymi postaciami.

    1. Zapewne ataki wynikają z tego, że abp Michalik wpisał się w dziwaczną tendencję zwalania winy na kogo popadnie. Ja dziś w Kropce nad i słuchałam księdza, który opowiadał, że celebryci i politycy też molestują dzieci, że molestują je też w Niemczech czy gdzieś. Ogólnie cały jego występ polegał na wskazywaniu pedofilów, gdzie się da.
      Tak się dzieje, gdy długo jakiś temat kiszony jest pod przykrywką. Kiedyś musi wybuchnąć.

      1. Ten ksiadz jeszcze nazwal Bonieckiego Judaszem Kosciola. Dla mnie nie jest to jedna glupia wypowiedz, ja jestem przyzwyczajona, osluchana z taka paplanina ksiezy jak abp. Michalika i tego, co o Judaszu wspomnial.

  6. Abp Michalak sprostował swoją odpowiedź (ponoć był wyrwany do odpowiedzi na to pytanie przed jakimś zebraniem i popełnił „lapsus językowy” i wcale nie uważa, że dzieci są sobie winne) to tak na marginesie.
    Co do blogerów – ludzi poniosło i to bardzo. Z drugiej strony na fp Macademian jeden z tych blogerów próbował się bronić (usunął już swoją odpowiedź) „wiedziałem, ze to czeski aktor, ale chciałem sobie pożartować” (nie mogę zacytować, bo – jak już wspomniałam – usunął swój komentarz, więc lecę z pamięci). To dobrze, że wiedział, bo ja myślałam, iż Gott to piosenkarz. Potem (po zwróceniu uwagi na jego kolejny błąd przez jednego z użytkowników) argumentował „nie muszę znać wszystkich skoczków czy piosenkarzy Pszczółki Mai” [taka dygresja – to dokładnie tak, jakby powiedzieć, że Zbysiu Wodecki też tylko Pszczółkę wykonuje (jako stała bywalczyni Teatru Stu myślę, że zabiłabym swoim krzykiem każdego, kto by przy mnie tak powiedział)]. No tak, ale idąc tym tokiem rozumowania, nie musi też znać wszystkich projektantów. Najpierw – jeżeli nie dosłyszał nazwiska – powinien dopytać się o kim dziennikarz mówi, a jak nie wie to powiedzieć „Nie wiem, nie znam” i tyle. Przyznanie się do niewiedzy nie boli, nieważne czy stoi się przed kamerą czy jest się w gronie znajomych.
    No i proszę, każdy wie kim jest Hannawald! Miałam jego plakat będąc napaloną gimnazjalistką (A może to już było liceum? Pewni odejmuję sobie kilka lat).

  7. Michał Korba napisał(a):

    brawo Seg za pierwszą część posta, taką blogosferę chcę czytać :), natomiast jeżeli chodzi akcję Chajzera to naprawdę był to dobry LOL content i gdyby ci ludzie próbowali jakoś wybrnąć w stylu wymijającej odpowiedzi to o.k. ale w momencie kiedy idą w zaparte to należy im się prztyczek w nos. Oczywiście lepszy jest inteligenty wyśmiewający komentarz aniżeli agresywne wyzwiska, ale też nie popadajmy w paranoje. Śmianie się z kogoś kto został wkręcony to nie lincz.

  8. pizmak napisał(a):

    Wiem niestety jak wygląda sytuacja osób z filmiku o „projektantach”. Jakimś cudem dorwali moją koleżankę ze studiów z jej współtwórczynią bloga (dziewczyny z końcówki filmu, koleżanka to ta w kapeluszu). I zaczęło się.
    Dziewczyna nie powiedziała NIC, druga odpowiedziała wymijająco, a co chwilę widzę jak ktoś życzliwy wrzuca na jej tablicę na fb link z filmem.
    Wiem, że to może być irytujące, bo fala hejtu poleciała również w ich stronę, a że nie powinna. Tak, rozumiem pstryczek w nos, ale nie od całego świata.

  9. Mortycja Addams napisał(a):

    zgadzam się z ogólną wymową wpisu, ale z tym linczem to chyba jednak przesadziłaś. wszystkie wpisy linkujące do tego filmiku, jakie widziałam na facebooku, były podpisane tekstem, którego sens można streścić – „udało się wkręcić blogerów, śmieszna sytuacja”. to było śmieszne, więc ludzie się śmieją. gdzie tu lincz? nie popadajmy w skrajności ;)

  10. Nie ważne w jaki sposób ktoś prezentuje swoje poglądy. Ważna jest ich treść. Jak dla mnie człowiek, który mówi spokojnie o zakazie aborcji niczym się nie różni od tego który w krzykach nawołuje do tego samego. Obydwaj chcą osiągnąć ten sam cel. Obydwóch celem jest ograniczenie wolności jednostce trzeciej. Obydwaj chcą posłużyć się agresją by to osiągnąć. Obydwaj są tak samo wypruci z moralności.

    1. ???? what ????
      Oczywiście, że ważna jest treść, ale także ważna jest forma prezentacji/przekonywania.
      Może źle zrozumiałem, ale…
      Ktoś, kto nawołuje do zakazu aborcji chce ograniczać wolność osoby trzeciej (słowo trzeciej tutaj, w tym kontekście jest no ważne)?
      Kluczem do zrozumienia kogoś, kto jest przeciw aborcji jest zrozumienie, że ten Ktoś uważa, że człowiek jest człowiekiem od momentu poczęcia. I tyle.
      Jest osobą od momentu poczęcia. Skoro jest osobą to zwykle w kontekście myślenia o aborcji jest osobą trzecią.
      Jeżeli jest osobą to należy go chronić i należy chronić jego wolność.
      Skoro akceptujemy, że ‚nie zabijaj’ jest istotną zasadą, ważną itd, to jeżeli mamy do czynienia z osobą to nie wolno zabijać. Koniec.
      Ja uważam, że jest osobą. Tutaj jest różnica.

      1. Ktoś inny uważa, że człowiekiem jest już komórka jajowa i plemnik, a każda próba zablokowania ich połączenia np. poprzez użycie prezerwatyw to mordowanie. Nie zmienia to jednak faktu, że obaj się mylicie. Próbujecie po prostu zmieniać definicję słów tak by pasowała do waszych teorii. To tak jakby wpierać komuś innemu, że 2+2 jest 5 a nie 4. Niezależnie ile razy będziesz powtarzał, że jest to 5, prawda będzie ta sama.

        Żyj sobie jak Ci się podoba. W swojej rodzinie praktykuj zasady jakie chcesz. Pozwól też innym, żyć jak oni chcą, tak długo jak ich decyzje nie dotyczą Ciebie.

        1. Użycie prezerwatyw morduje? Hmm, akurat ja nikogo takiego nie znam. W tym przypadku argumentacja zupełnie inna, ale rozmowa rozpoczęła się od aborcji.

          Dlaczego uważasz, że masz monopol na prawdę? Skąd to przeświadczenie? A może Twoja prawda nie jest prawdą? Czy prawda zależy (powinna zależeć) od tego kto ją głosi, wyznaje? A może: co to jest prawda?

          Przykład 2+2 jest 5 nie jest najlepszy. To akurat kwestia pewnych założeń, wybrania przestrzeni, ustalenia metryki. I tyle. To nie jest coś absolutnego.

          Zatem w którym momencie człowiek (dla mnie człowiek, dla innych zygota czy coś jeszcze innego…) staje się człowiekiem? Przecież możemy przyjąć założenie, przekonać siebie, innych, że życie to dopiero od 2-go roku, a wcześniej to tylko zlepek komórek. To wszak tylko jedna z możliwych opcji.

          I nie o to chodzi, że ja chce kogoś do czegoś zmuszać. Ja uważam, że człowiek jest od momentu poczęcia. Konsekwentnie bronię jego prawa do życia (czyli także jestem przeciw ograniczaniu wolności takiego człowieka (dla mnie)). Tyle.

          Pozwalam innym żyć jak chcą. Natomiast nie widzę powodu, abym nie miał wyrażać troski o tych, którym inni żyć nie pozwalają. Chodź pewnie i tak zrobią co zechcą.

          I nie rozumiem trochę argumentu rodzinnego. Wolność przecież nie zamyka się w obszarze rodziny.

          I pewnie dłuuugo moglibyśmy dyskutować i z małymi szansami na przekonanie siebie nawzajem. Może kiedyś, w innej formule będzie okazja.
          I pozdrawiam.

        2. To jest bez znaczenia czy znasz kogoś takiego czy nie. Głównym tematem mojego pierwszego komentarza nie było aborcja a to, że nie zgadzam się z założeniem, że forma prezentowania poglądów ma znaczenie oraz to, że powinniśmy zawsze szanować czyjeś odmienne poglądy. Jeśli ktoś uważa, że należy mnie okraść i pobić i tylko dlatego, że mówi o tym spokojnie miałbym go szanować to wydaje mi się to szaleństwem. Abstrakcyjny przykład? Co dzień politycy głoszą takie postulaty, oczywiście nie używają słów takich jak okraść wolą „podnieść podatki”. Nie użyją, także słowa pobić, bo lepiej brzmi poddać karze czy doprowadzić do porządku. Jakie znaczenie ma tutaj sposób ich wypowiedzi? Zło które sieją ma taki sam wymiar. Dlatego, też nie uważam, że należy od tak szanować poglądu wszystkich innych ludzi, bo nie należy szanować zła.

          Użycie za przykład równania matematycznego było dobre. Podobnie jak w jego przypadku tak i w przypadku definicji człowieka trzeba zmienić założenia, by powstała nowa „prawda”. Byś mógł spokojnie skazywać ludzi, którzy dopuścili się aborcji musisz zmienić definicję życia ludzkiego o czym pisałem w poprzednim komentarzu.

          „Ja uważam, że człowiek jest od momentu poczęcia.” A ja, wierzę w istnienie makaronowego stwórcy. Jednak nie staram się zabronić jedzenia makaronu prawnie i używania aparatu represji do osiągnięcia tego celu. Nie narzucam innym swojej woli.

          „Natomiast nie widzę powodu, abym nie miał wyrażać troski o tych, którym inni żyć nie pozwalają.” Ty się o nikogo nie troszczysz. Ty starasz się narzucić światu swoje widzi mi się. Nie wiem jakim prawem uznajesz, że możesz decydować o czyimś płodzie.

          „I nie rozumiem trochę argumentu rodzinnego. Wolność przecież nie zamyka się w obszarze rodziny.” – dokładnie określiłem w poprzednim komentarzu gdzie się kończy wolność jednej jednostki, więc nie wiem po co ta insynuacja.

        3. Masz rację -> pospiesznie i zbyt emocjonalnie odpowiedziałem na Twój pierwszy komentarz. Mea culpa.

          IMHO: forma ma znaczenie, ale nie jest nad treścią. I tutaj chyba jesteśmy blisko, a przynajmniej takie mam wrażenie.

          Równanie matematyczne nie było dobrym przykładem. To nie kwestia zmiany założeń, to kwestia przyjętych założeń. Różni ludzie mają inne. Być może Twoja definicja życia jest inna od mojej i muszę tego zmieniać.
          Nie chcę nikogo skazywać. Wyrażam tylko moje zdanie: aborcja to morderstwo. Możesz się nie zgodzić.

          Przez moją pochopność dyskusja poszła trochę w las, ale za to przeprosiłem.

          Nie zgadzam się w ogólności z Twoimi tezami. Nie chcę tutaj tego roztrząsać, jak masz ochotę – kontakt do mnie znajdziesz w profilu. Możemy rozmawiać.

          Pozdrawiam. I mam nadzieję bez urazy ;).

        4. Isinlor napisał(a):

          Tak z ciekawości się spytam – dlaczego nie chcesz tego „roztrząsać” na forum publicznym?

        5. Dlatego, że to nie ten temat – zepsułem wątek dyskusji spychając go w offtopic.
          A generalnie bardzo chętnie :) i na forum publicznym też.

        6. „Wyrażam tylko moje zdanie: aborcja to morderstwo.” – dopóki nie chcesz by prawnie zostało tak zakwalifikowane, w związku z czym każdy dopuszczający się aborcji ponosił tego konsekwencje prawne to wszystko jest ok. Jak najbardziej masz prawo do takich poglądów i głoszenia ich – to akurat szanuje.

        7. Ciężko nam skończyć tu :).
          Trochę odwrócę: czy zgodzisz się, że są kwestie które wymagają nazwijmy to: „prawnej ochrony”?

        8. Mam przekonanie, że każdy ma sprawy, które chętnie wrzuciłby jako element prawnego porządku.
          Ja nie chcę ocenić poglądów i nadawać temu wartościowania – szacunek bądź jego brak. Zgodzę się z nimi lub nie.
          Nie miałbym nic przeciw, aby tak zostało prawnie zakwalifikowane i uwaga: absolutnie nie po to, aby kogokolwiek karać. Tylko po to, aby chronić. Z drugiej strony nie wierzę ani w przyjęcie takiego zapisu, ani w jego realność życiową. Postawy nie da się wymusić prawnie – co najwyżej jedynie w ograniczonym zakresie i siłowo. Zmiana postawy może być tylko wynikiem przekonań (zmiany przekonań).
          Ogólnie – szacunek dla człowieka (i to samo proszę w drugą stronę), ale niekoniecznie zgoda na poglądy – tak bym chciał i to trochę nawiązanie do pierwszej części wpisu.
          Uff chyba udało mi się wrócić do tematu troszkę – może nie dostanę bana…

  11. Może rozmawiając z tamtym człowiekiem, miałaś PMS czy coś ;)
    Gdy chcę, potrafię rozmawiać z wierzącymi o kościele (bo o wierze to nie ma raczej sensu) na spokojnie, ale nie zawsze chcę. Raczej mam takiego „farta”, że spotykam się z agresywną argumentacją z tej drugiej strony, więc prędzej czy później mnie ponosi. Długo nie zapomnę laski, która oznajmiła, że jej bóg jest łaskawy, bo dał mi wolną wolę, dzięki której mogę w niego nie wierzyć ;) Poza tym jestem rodzicem. W wolnym tłumaczeniu oznacza to, że posiadając potomstwo, trzeba przygotować się na ciężką walkę z indoktrynacją.

  12. Agata D. napisał(a):

    Seg, lubię Twoje wpisy. A ten odzwierciedla perfekcyjnie to, o czym myślałam ostatnio. Czytając o Twoim znajomym przez chwilę myślałam, że piszesz o moim ;) Podobnie jak Ty unosiłam się, gdy rozmawiałam z nim, bo ciężko mi było zaakceptować, że ktoś może mieć TAKIE poglądy (pro kościelne, pro PIS-owskie itp.), zupełnie odmienne od moich. Teraz staram się być bardziej tolerancyjna dla odmiennych poglądów, acz łatwo nie jest.

  13. Jest taki fajny wymysl, nie wiem czyj, brzmi on: ‚Nie rob drugiemu, co tobie niemile’. Wystarczy jako wskazowka do wiekszosci zastosowan zyciowych. Czy my oceniamy danych ludzi w danym momencie z powodu tego, ze umieja sie interesujaco, kreatywnie (co nie znaczy dobrze) ubrac, czy ze nie znaja ze slyszenia Genowefy Kociubinskiej z Pcimia, (chocby naprawde nazywala sie Hans Kloss czy Karel Gott), a mowia, ze znaja? Lubisz byc wkrecany przed kamera? To sie dawaj wkrecac i sam wkrecaj, ale z tego co wiem nikt nie lubi wychodzic na glupka.
    A w sprawie gett i pogladow – zastanawiajace jest, dlaczego jak ktos ma inne – tak bardzo chcemy przekonac go do swoich, przeciez jak ktos ma inne buty albo samochod nie namawiamy go usilnie do zmiany na taki sam jak nasz…. Zagadka zycia. Nie do rozwiazania. (Pesymisci maja same mile niespodzianki)

  14. Co to tej akcji z blogsferą i żartem Chajzera, to z jednej strony ten dowcip był głupi, bo ośmieszył kilka osób na oczach z całej Polski, a z drugiej strony – moim zdaniem – należy umieć się przyznać do błędu. Jeśli czegoś nie dosłyszeliśmy albo nie jesteśmy pewni, to o tym mówimy. Nie ma sensu się głupio wypowiadać.

  15. Tianzi napisał(a):

    Prawdę mówiąc, z tą aborcją to takie pitu-pitu. Chyba 80+% naszego społeczeństwa dopuszcza przerwanie ciąży, jeśli jest wynikiem gwałtu. Mało kto jednak pozwoliłby strzelić do przechodnia, żeby zgwałcona kobieta lepiej się poczuła, więc ośmielę się stwierdzić, że lwia część obywateli jednak wcale nie uznaje płodu za osobę. Tak samo radykalny wegetarianin, buddysta lub inny z kręgu ‚zwierzęta to nasi bracia’ mógły protestować, że braci się nie zjada, bo to ‚dla niego’ morderstwo. ‚Dla mnie’ nie jest wystarczającym argumentem, żeby komuś coś narzucać. Szanuję chrześcijankę, która nigdy by nie dokonała aborcji i wegetarianina, który je wyłącznie korzonki ze względu na swoje przekonania, ale moja tolerancja mija, gdy probują z nimi być opresyjni, tyle.

    1. „Szanuję chrześcijankę, która nigdy by nie dokonała aborcji i
      wegetarianina, który je wyłącznie korzonki ze względu na swoje
      przekonania, ale moja tolerancja mija, gdy probują z nimi być opresyjni,
      tyle.”

      Uwazam tak samo.

  16. Prawda jest taka, że media (w szczególności te komercyjne, jak np. TVN) tak zmontują i zmanipulują materiał aby przyciągnął jak najwięcej widzów. Trzeba jednak przyznać, że reportaż Chajzera jest niezły. Świetnie się bawiłam słuchając tych wszystkich wypowiedzi. Ponoć nie wolno generalizować – nie wolno oceniać całej blogosfery na podstawie tego materialu. Ale trzeba przyznać, że udawanie, że wie się wszystko jest gorsze od niewiedzy.

  17. Zawsze bawiły mnie tłumaczenia ludzi, którzy odeszli z kościoła, bo „księża do pedofile i wszystko robią dla kasy” itp. Co to za argument? Wszyscy są tacy? No przecież nie można oceniać całości przez pryzmat jednostek. Oczywiście, że Michalik palnął bzdurę. Wielu księży to idioci, nie przeczę. Ale nie można powiedzieć „kościół uważa…” kierując się wypowiedzą jednego człowieka. Sama widzę w instytucji kościoła wiele wad, ale nie skreślam go po całości nie dopuszczając do siebie argumentów innych ludzi. Fanatyczką nie jestem.
    Co do materiału tvn był naprawdę zabawny. Nie wiem skąd aż taki hejt. Dla mnie to było śmieszne, że ci ludzie tak usilnie próbowali wyjść na znawców zamiast zwyczajnie przyznać, że nazwisko Gutenberg nic im nie mówi. Dali się zrobić w konia i tyle, pewnie im teraz głupio, po co ich na dodatek opluwać?

    1. Z mojego i nie tylko doswiadczenia wynika, ze owszem, nie wszyscy sa tacy, ale z wiekszoscia to ja nie mam o czym rozmawiac niestety. Ksiezy posiadajacych ludzka twarz, nie zamykajacych sie w swoich twierdzach, robiacych cos dla ludzi jest malo, a wiec sa tez przez KK kneblowani – Lemanski, Boniecki, Mądel itd. itd. Niestety kosciol wraz z plebania to wrecz warowna twierdza, do ktorej lepiej zeby nikt nie zagladal dla swietego spokoju milosciwie tam panujacych. A zeby cos zrobic pozytecznego dla lokalnej spolecznosci badz cos wraz z nia, to… zapomnijmy.

  18. Okil Khamidow napisał(a):

    Legalizacja aborcji, atakowanie kościoła(„księża to pedofile bla bla”), unia europejska, socjalizm – wszystko to jest promowane przez lewactwo, którym gardzę, a ludzie którzy je promują(lewactwo) nazywają siebie „inteligentami”. Natomiast KGB nazywało ich „pożytecznymi idiotami.

        1. Cienn napisał(a):

          Tak samo jak ‚pisiory’ lub tym podobne… Chodzi o niezdolność do używania kulturalnych określeń i dążenie do przewagi w dyskusji poniżaniem rozmówcy. Fanatyczność może być domeną KAŻDEJ strony, jak zauważyła autorka powyższego artykułu. Też pod wieloma względami jestem ‚lewakiem’, ale większość typowo dumnych lemingowych wypowiedzi uważam za skrajnie idiotyczne i czasami wstyd mi przez liberalne przekonania być wrzucaną do jednego worka z tym podobnymi.

  19. Dzięki za tego posta. Masz u mnie +100 :)
    jestem raczej po tej drugiej stronie jeśli idzie o poglądy, ale chciałabym, żeby rozmowa o tym mogła być spokojna, normalna, żeby nie definiować siebie nawzajem tylko ze względu na to na kogo głosuję i czy chodzę do kościoła. I brakuje mi takiego podejścia, zarówno u „swoich” jak i „tych drugich” ;)
    Może dlatego, ze niektórzy (wielu?) lubią żyć w intelektualnych gettach.

  20. Ania Burmistrzak napisał(a):

    Takie teksty lubię czytać, bardzo bardzo. I nie dlatego, że jestem katolikiem i szlag mnie trafia jak ludzie generalizują, oceniają wszystkich „nas” przez pryzmat jednego człowieka.
    A z tymi „znawcami mody” miałam podobne odczucia i coś mi się mocno wydaje, że bym się na tego Gutenberga nabrała (a jestem bądź co bądź archeologiem!). „Nawet jeśli to półgłówek, nawet jeśli popełnił gafę, wykazał się niewiedzą, ma jakąś słabość, ale nikomu krzywdy nie robi – zasługuje najwyżej na śmiech, ale nie na agresję.” Jakże mi to bliskie ;)

  21. Z jednej strony masz rację i zgadzam się z tym, że czasami udajemy, że coś wiemy, podczas gdy nie mamy o tym pojęcia. Z drugiej jednak strony byli to ludzie związani z modą, na pokazie mody, z całą pewnością już wcześniej zostali poinformowani jacy projektanci będą brali udział w pokazie. Zamiast za przeproszeniem rżnąć głupa odpowiada się, że to nazwisko nam umknęło, albo przyznać wprost, że nie znamy takiego projektanta. Sama śmiałam się z tego filmiku, bo nie były to pierwsze lepsze osoby z ulicy, które umówmy się, nie muszą znać nazwisk projektantów, ale osoby związane w ten czy inny sposób z tym światem, uchodzące za fachowców w swojej dziedzinie i próbujące się wykreować na takich imprezach. Nie podoba mi się natomiast zupełnie podkreślenie, że byli to ludzie związani z YT czy blogosferą, bo, jak sama wspomniałaś, zapewne spora część innych celebrytów będących na imprezie również zostali by złapani w tę pułapkę.

  22. Sandra Tomkins napisał(a):

    „I choć gdzieś w głębi duszy cieszę się z tej porażki kościoła…” Serio? A to nie jest taki troche hejt? Ja tez jestem ateistka, ale nie rozumiem takiej postawy. Dlaczego mialabym sie cieszyc z jakiejkolwiek porazki kogokolwiek? No chyba ze, I hate them? Lol

  23. Madix napisał(a):

    To jest bardzo, bardzo, baaaardzo dobry tekst!!!
    Świetnie ujęłaś w słowa to, co nie każdy były leming/lewak potrafi opisać – że bycie lemingiem/lewakiem to jest czysta hipokryzja, bo śmiejesz się z ludzi nietolerancyjnych, sam będąc mega nietolerancyjnym :)

    Idee można mieć zupełnie dowolne, ale nie umieć o nich rozmawiać poważnie, racjonalnie, tylko od razu stroszyć się i strzelać fochy na zasadzie „a bo on chodzi do kościoła, to na pewno jest głupim katolem ahahaha” jest naprawdę dziecinne, słabe… ale i dość powszechne, niestety :/

Dodaj komentarz