Słowa używane w błędnym znaczeniu

Mam dość emocjonalny stosunek do języka polskiego jak na absolwentkę filologii polskiej i zdarzają się takie sytuacje, że nie zgadzam się z decyzją językoznawców co do uznania jakiegoś słowa za poprawne lub niepoprawne. Na szczęście i wśród samych językoznawców są rozłamy i różnice poglądowe w kwestiach poprawności. Dlatego są takie słowa, których używam niezgodnie z profesorskimi zaleceniami i takie wyrażenia, które dla mnie są wciąż błędami, mimo że większość słowników już je zatwierdziło. W tym wpisie jednak starałam się trzymać moje emocje na wodzy i zupełnie obiektywnie opisać stan rzeczy. Mam nadzieję, że się udało.

Poziomica

Urządzenie do mierzenia poziomu i pionu używane przy budowie i remontach to poziomnica (zwana też libellą). Poziomica to linia na mapie łącząca punkty o jednakowej wysokości. Tak przy okazji – rozbawiło mnie tłumaczenie jakiegoś internauty, który próbował komuś wytłumaczyć, że „poziomnica” jest błędnym określeniem libelli. „A poziomujesz czy poziomniujesz?” – napisał. Przestrzegam przed takim domorosłym tłumaczeniem sobie reguł gramatycznych. Język polski jest pełen pozornych niekonsekwencji w odmianie wynikających z historii jego ewolucji. Nie zmienia to faktu, że „poziomica” tak często była już używana w błędnym znaczeniu, że wiele słowników już dziś ją uznaje jako synonim libelli.

Latte

Większości Polaków wydaje się, że mówiąc „latte”, zamawiają kawę ze spienionym mlekiem. A tymczasem „latte” to po prostu mleko i jeśli zamówisz latte w Rzymie, dostaniesz po prostu szklankę mleka. Dla Polaka latte stało się po prostu skróconą wersją „cafe latte”, tak samo jak „cola” jest tylko krótką wersją „Coca Coli”. Skoro słowo „latte” występowało jedynie w tym zestawieniu, uznaliśmy w pewnym momencie, że można nim zastąpić całe wyrażenie. Jest to jakiś lokalny smaczek, który dla niektórych Włochów może być dość ciekawy. Pamiętajmy tylko, że akcentujemy „latte” na przedostatnią sylabę, a więc „LATte”, a nie z francuska „latTE”. To włoskie słowo, nie francuskie.

Ignorancja

To brak wiedzy lub nieznajomość danego tematu, a nie ignorowanie czegoś lub kogoś. Jeśli więc ktoś mówi, że popisałeś się ignorancją, to chce cię obrazić, a nie pochwalić za zachowanie spokoju w jakiejś sytuacji. To na szczęście rzadko spotykany błąd, nawet wśród mało wykształconych ludzi, ale gdy już się pojawia, robi wrażenie.
Mówię ci, Mati, najlepszą bronią na niego jest po prostu ignorancja! A w tym jestem dobra! 

Wigilia

Dziś przeważnie definiujemy wigilię jako jeden, konkretny dzień w roku, a mianowicie 24 grudnia. A tymczasem wigilia to po prostu przeddzień, najczęściej przeddzień jakiegoś ważnego wydarzenia. Może być więc wigilia czyichś urodzin, wigilia Wielkiej Nocy, wigilia pierwszego dnia wiosny. Wigilią piątku jest czwartek.

Spolegliwy

To taki, na którym można polegać, a nie ktoś uległy, ustępujący. Napisałam zresztą o tym przymiotniku cały artykuł, który dokładnie tłumaczy zarówno genezę błędu – jak i podejście do niego językoznawców. Wiem, że jakiś czas temu włączono to drugie, pierwotnie niepoprawne znaczenie do normy potocznej, ale czy jest też we wzorcowej? Z braku najnowszych publikacji muszę tu zdać się na Wasze głosy. Dla mnie wciąż wyznacznikiem jest „Nowy słownik poprawnej polszczyzny” Markowskiego, ale ja stara jestem ;)

Bynajmniej

Bynajmniej to takie szczwane słówko, którego 90% społeczeństwa nie jest w stanie zrozumieć pomimo pierdyliarda artykułów na ten temat. Większość ludzi wciąż używa go w znaczeniu „a przynajmniej”.
– Mówię ci, Mati, ludzi powinni więcej książek czytać. Bynajmniej ja tak uważam.
A tymczasem „bynajmniej” to partykuła przecząca, czyli taki wzmacniacz zaprzeczenia (wcale, zupełnie, ani trochę).

Nostalgia

Jeszcze w czasach moich studiów nostalgia oznaczała tylko jedno: tęsknotę za Ojczyzną. Nic więcej. To nie była tęsknota po prostu. Nostalgię odczuwali emigranci, uchodźcy lub podróżnicy. Minęło kilka lat, znaczenie wyewoluowało, bo większość ludzi zaczęła używać słowa „nostalgia” w odniesieniu do każdej tęsknoty. A dziś to już w ogóle słyszę, że ludzie nostalgię wymieniają z melancholią i określają tak każde uczucie rozmarzenia, zamyślenia i smutku.
Nie.

oportunista

Mnie samą zaskoczyło, że można to słowo źle rozumieć. Oportunista to człowiek, którego głównym celem jest własna korzyść i który nie ma stałych zasad. To określenie pejoratywne, wskazujące na relatywizm moralny i egoizm. A tymczasem ludzie używają tego słowa, by określić kogoś, kto… stawia opór! Bo opor – opór. Tak blisko i tak daleko… Eh.

stadnina

Jako koniara często spotykałam się z użyciem słowa „stadnina” w odniesieniu do miejsca, gdzie jeżdżę konno (szkoły jeździeckiej) albo do pensjonatu, w którym trzymam konia. A tymczasem stadnina to miejsce, w którym hoduje się konie. Czyli tam się nie jeździ (choć często przy stadninach są szkoły jeździeckie), tam się rozmnaża konie. To najczęściej ogromne ośrodki nastawione na rozwój jakiejś konkretnej końskiej rasy, np. pełnej krwi angielskiej lub czystej krwi arabskiej.

sędzina

Panie i Panowie, sędzina to taka pani, która wyszła za mąż za sędziego, a sama może nie pracować albo być, bo ja wiem, barmanką, żołnierzem lub dziennikarką.  Kobieta, która skończyła prawo i pracuje teraz jako sędzia, nazywa się …SĘDZIA. Tak. To takie proste.
M: Pani sędzia Anna Kowalska.
D: Nie widzę pani sędzi Anny Kowalskiej.
C: Przyglądam się pani sędzi Annie Kowalskiej.
B: Widzę panią sędzię Annę Kowalską.
N: Przechadzam się z panią sędzią Anną Kowalską.
Ms. Mówię o pani sędzi Annie Kowalskiej.
W: O, pani sędzio Anno Kowalska!

dedykowany

Można zadedykować komuś – coś, poświęcić jakieś dzieło konkretnej osobie. Dedykowana może być książka, zdjęcie, obraz lub wiersz: przez kogoś dla kogoś. To takie symboliczne wyrażenie szacunku lub wdzięczności poprzez napisanie paru słów o kimś na np. pierwszej stronie powieści lub odwrocie obrazka. A tymczasem ludzie używają słowa „dedykować” zamiennie z „przeznaczać”. Mówią „to są pieniądze dedykowane mojej córce”. No nie są. Pieniądze nikomu dedykowane nie są. Mogą być przeznaczone na coś lub dla kogoś. Sama niedawno uległam tej błędnej definicji, pisząc, że nowy szablon mojego bloga nie jest kupionym projektem, tylko jest mi dedykowany. Powinnam była napisać, że został stworzony specjalnie dla mnie.

Komentarze do wpisu: 114 Napisz komentarz

  1. Czyli jedyną osobą w moim życiu, która poprawnie nazywała urządzenie do mierzenia poziomu i pionu był pan Mietek z budowy na której pracowałem w wakacje w czasach liceum oO

  2. sztukmistrzyni napisał(a):

    A co z dedykowanymi serwerami? To właśnie takie przeznaczone do specjalistycznego użycia na którym można uruchamiać dowolne usługi. Nie jest to przypadkiem kalka językowa?

      1. neoheresy napisał(a):

        To kalka z „dedicated server”. Chodzi o to, że serwer dedykowany to fizyczny komputer (a nie wydzielony wirtualny zasób), który wynajmujemy od firmy hostingowej. Serwer dedykowany jest oddawany w zarządzanie wyłącznie nam (najemcy) – jako administratorowi tej maszyny i firma hostingowa na dyskach takiego serwera nie będzie umieszczać plików żadnego innego z jej klientów.

        PS. Swoją drogą bardzo ciekawy artykuł. Zaskoczyły mnie „nostalgia” oraz „spolegliwy”. Od teraz będę tych dwóch słów używał zgodnie z ich prawdziwym znaczeniem.

  3. Paulina Kamińska napisał(a):

    W celowniku „Anna” brzmi „Anny”, nie „Annie”???? o.O
    Jestem wdzięczna za „poziomnicę”! Walczę jeszcze z wasserwagą (nie jestem pewna pisowni, ale mimo podobnego zastosowania jest to zupełnie inne urządzenie!). :)
    Pozdrawiam!

  4. Ula napisał(a):

    Przyznaję, że używam nostalgii (nostalgiczny) jako tęsknoty za czymś, co zapadło w pamięć. Dla mnie to dość szerokie pojęcie i takie mi się utrwaliło. Czyli robię to źle. Ołrajt, zakodowane.

    1. Nie robisz źle. JUŻ nie robisz źle. :) Teraz znaczenie nostalgii rozszerzyło się na tęsknotę za czymś dawno utraconym. Ja trzymam się tylko pierwotnego znaczenia, ale ja to w ogóle dziwna jestem ;)

      1. Ula napisał(a):

        Utraconym czy również minionym? Jeśli wspominam wakacje u babci na wsi, gdzie pachniało lipą, jadło się chleb ze smalcem, skakało po drzewach, i przy tym pojawia mi się uśmiech na twarzy to mogę mówić o nostalgii?

  5. Zarówno w podlinkowanym artykule, jak i w tym, zabrakło odnośnie przymiotnika „spolegliwy” bardzo ważnego spostrzeżenia, bez którego praktycznie nie da się rozmawiać o jego poprawności. Piszesz bowiem, że miał Kotarbiński owo słowo stworzyć, tymczasem istnieje całkiem duże prawdopodobieństwo (mi się wydaje przynajmniej duże, może powinienem pozostać przy tym, że istnieje) wyłącznie zaczerpnął, co pojawiło się w tej samej wypowiedzi profesora Bańko, którą prawdopodobnie opisujesz (http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-spolegliwy-b;2674.html ). Nie da się rozstrzygnąć, jaki jest dokładny źródłosłów (czy jest to faktycznie dialektyzm, czy może jednak neologizm), więc zasadnym byłoby dopuszczenie do normy wzorcowej obu znaczeń. Można by wprawdzie stwierdzić, że forma dotychczas wzorcowa rozsławiła formę potoczną, jednak jeśli ta druga jest jej matką (czego nie da się wykluczyć), nie ma to żadnego znaczenia.

    Do latte dodałbym jeszcze, że koniecznie wymawiamy obie literki t (choć niekoniecznie to podkreślamy), wielu ludzi poprawność w wymawianiu tego słowa kończy na LAte, a to przecież takie niewłoskie :)

    Z poprawnością bynajmniej jest ten ciekawy kłopot, iż wielu ludzi nie widzi w nim tego wzmaczniacza zaprzeczenia (czy też partykuły wzmacniającej ;) ) i idzie dalej, próbując przekonać wszystkich dookoła, że nie można „bynajmniej” używać obok „nie”, a taka jest przecież podstawowa rola owej partykuły. Dokładnie jak „nie” działa tylko jako wykrzyknik.

    „Minęło kilka lat, znaczenie wyewoluowało, bo większość ludzi zaczęła
    używać słowa „nostalgia” w odniesieniu do każdej tęsknoty. A dziś to już
    w ogóle słyszę, że ludzie nostalgię wymieniają z melancholią i
    określają tak każde uczucie rozmarzenia, zamyślenia i smutku.

    Nie.”
    Mogłabyś nieco rozwinąć swoją myśl? Bo jeśli uważasz, że określenie jakiegokolwiek uczucia „rozmarzenia, zamyślenia i smutku” nostalgią jest niepoprawne, to jak najbardziej w porządku, ale jeżeli nie dopuszczasz nostalgii jako tęsknoty w znaczeniu szerszym niż tęsknota za ojczyzną, to językoznawcy się nie zgadzają (http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-nostalgia-b;2484.html )

    Owo „dedykowanie” też nie jest takie proste, nie każdy „szablon dedykowany” jest błędem :) Tutaj jest to ślicznie wytłumaczone: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-dedykowany-b-komputer;5725.html

    Generalnie z podejściem dyskryminującym wszelkie przejawy neosemantyzacji i pochodnych jest taki problem, że o ile często wynikają owe procesy z nieświadomości i ignorancji, tak jest to nieświadomość i ignorancja pokoleń wcześniejszych. Jeżeli ktoś od dzieciństwa (ujmijmy to inaczej – nabrania językowej świadomości) spotyka się z daną formą, która jest już dopuszczona do normy językowej w słownikach i innych opracowaniach normatywnych, ciężko mówić w jego przypadku o ignorancji. A jako że z czasem ten uzus przeważnie wygrywa (oczywiście ciężko zgodzić się z dość głupią i populistyczną tezą, w myśl której „skoro dopuścimy nostalgię jako tęsknotę ogólną, to zaraz będzie się mówić włanczam i rze”, bo jednak ortografia, gramatyka i semantyka to są zupełnie inne dziedziny językowej poprawności), tak walczenie z nim uważam za nieco bezcelowe :)

    Dzięki za tekst, ja strasznie się jaram filozofią języka i lubię o poprawności dyskutować :)

  6. Tak jak z większością kwestii powyżej jestem się w stanie zgodzić, po dłuższym namyśle, tak „latte” to już czepialstwo. Nie można wymagać od całego społeczeństwa żeby się pasjonowało językiem włoskim. Anglicyzmów używanych błędnie, lub nie do końca zgodnie z oryginałem też mamy sporo, ale jest to przecież naturalny element ewolucji języka.

  7. Mju napisał(a):

    Jestem dość tolerancyjna i takie zmiany uznaję za naturalny proces ewolucji języka, bo w końcu polski to nie łacina, zmienia się praktycznie każdego dnia i to za naszą sprawą. Zresztą, co prof. Bańko – nawet w niewielkim stopniu – akceptuje to dla mnie święte ;)
    http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/poziomica-i-poziomnica;8075.html
    http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-spolegliwy-b;9008.html

    Pomyśl jak cierpieliby poloniści sprzed 100 czy nawet 50 lat, gdyby przenieśli się w czasie i usłyszeli współczesną polszczyznę! Chyba bardziej niż ja podczas czytania amerykańskich for internetowych (a walczyłam ze sobą, by przestać je czytać, lecz takie miejsca bardziej pomogły mi w nauce AmE i szybszym przyswojeniu różnic w stosowaniu czasów, niż artykuły internetowe, które są pisane… no cóż, zbyt poprawnie ;) )
    Rozumiem Twoje stanowisko, bo ja tak samo podchodzę do zastępowania present perfect przez past simple (sic!), a jest to coraz częstsze w AmE (i pewnie jeszcze się rozpowszechni). Chociaż nie, gorsze jest (wg jeszcze obowiązujących zasad – błędne) zastosowanie „would” w zdaniach warunkowych. To powoduje u mnie nagły skok ciśnienia, a jest jeszcze popularniejsze, niż uproszczanie czasów. Tu żadna ewolucja mnie nie przekona ;)
    Co zrobić, będę mówić brytyjskim angielskim z amerykańskim akcentem.

  8. Magdalena Korzniakow napisał(a):

    Zanim przeczytałam tę notkę, obiecałam sobie, że jeśli na tej liście znajdzie się znaczenie słowa „bynajmniej” to napiszę co o tym sądzę. Kurde, Segritto, nie wiem w jakich odbiorców bloga celujesz, ale zdecydowanie ich nie doceniasz. To notka dla ludzi, którzy nie przeczytali w swym życiu pół książki. To znaczy: notka jest ok, ale nie takiego doboru słów się spodziewałam :( Byłoby fajnie, gdyby znalazły się tu jakieś prawdziwe perełki języka polskiego (na co skrycie liczyłam), ale słowa bynajmniej, oportunista, ignorancja? Hm… Chciałabym być dobrze zrozumiana: wiem, że są osoby, które znaczenia tych słów nie znają, no ale…
    P.S. Jeśli chodzi o słowo „sędzina” – ostatnio czytałam dość poważną publikację, w której autor informował, że język polski też ewoluuje i słowo ‚sędzina” jest akceptowalne jako określenie kobiety wykonującej ten zawód i przestaje być uważane za błąd. Mi to nie pasi, ale jeśli chcemy być rzetelni – tak jest.
    P.S. Dwa – akurat „Latte” to nie czepialstwo. Jest latte (mleko) oraz caffe’ latte (kawa z mlekiem) albo latte macchiato (mleko z kawą). Co innego słowa te oznaczają i co innego pić nam przyjdzie :)
    Pozdrawiam.

    1. Muka napisał(a):

      A ja powiem tak: praktycznie wszyscy moi znajomi to bardzo dobrze wykształceni i oczytani ludzie. Jednak kilkoro z nich błędnie używa słowa „bynajmniej”. Dlaczego? Pewnie dlatego, że w domu ktoś tak mówił. Naleciałości rodzinne bywają silniejsze niż słowo przeczytane :)

      1. GieZetKa napisał(a):

        Generalnie to drugie „s” zanikło w wyniku spolszczenia niemieckiego „wasserwage”. Znaczy tak mię się wydaje, bo zapewne obie formy są poprawne ;)

    1. Liliana Powierska napisał(a):

      Tylko że to też jest niepoprawnie, bo waserwaga to zupełnie inne urządzenie (chociaż o podobnym zastosowaniu). A dokładniej, waserwaga jest rodzajem poziomnicy, ale to nie jest ta linijka z bąbelkiem ^_~

  9. jednorozcosc napisał(a):

    ja bym się jeszcze czepiła przymiotnika „unikalny”. jest wszędzie. i nawet już nie jest błędem używanie go tak, jak większość używa. ale prędzej odgryzę sobie język, niż powiem „unikalny” (którego sama konstrukcja wskazuje znaczenie „dający się uniknąć”) zamiast „UNIKATOWY”.

  10. Renata Tokarska napisał(a):

    Słowo, które wszyscy znamy, wielu z nas używa od czasu do czasu, wcale nie błędnie, ale na przykład ja miałam ostatnio problem ze zdefiniowaniem zarówno jego pierwotnego, jak i obecnego znaczenia to „trywialny”. Ciekawa jestem kto z Was tak od razu, z marszu potrafiłby wytłumaczyc dziecku co znaczy „trywialny”. A co to slowo znaczyło jeszcze sto lat temu, a może nawet sześćdziesiąt?

  11. Wspominałem na facebooku o takim słówku jak kufel. Dla zwykłego Janusza w pubach zwykle pija się z kufla. Takie wysokie, podłużne szkło z napisem Żywiec albo innym Lechem.

    A tymczasem to nic innego, jak szklanka. Kufel musi mieć ucho. Jak kubek. Kufel bez ucha to nie kufel – to szklanka :)

  12. Monika Kresa napisał(a):

    Wszystko OK, ale nie można zapominać o czymś takim jak ewolucja języka i
    wynikające z niej zmiany znaczeniowe. Wrzucenie „wigilii” do jednego
    worka z „bynajmniej” to chyba jednak zbytni puryzm językowy :) 
    Wyrazy zawężają swoje znaczenie i nic na to nie poradzimy. Co widzisz,
    słysząc „ukraina”? Na pewno nie ‚obszar przygraniczny, znajdujący się u
    kraju, czyli granicy jakiegoś obszaru’, tylko konkretne państwo :)  Podobnie jest z wigilią – dziś to już przede wszystkim konkretny „przedzień” :)

  13. Ja miałem takiego kucharza, co zawsze wszystkich poprawiał, że jest cukier waniliowy i cukier wanilinowy. I ten zwykły, kupowany w sklepie, ma z wanilią niewiele wspólnego.

    1. karjola napisał(a):

      Ktoś mi kiedyś powiedział,że to słodkie, co kupujemy w małych opakowaniach to cukier wanilinowy,nie waniliowy…byłam gotowa gryźć, kopać i udowadniać,że oczywiście ten ktoś jest w błędzie. Oczywiście,że jest idiotą stwierdziłam 5 razy;)aż sprawdziłam sama…:)

  14. Asia Jaśka Jankowska napisał(a):

    A czy prawidłowym rozróżnieniem wigilii przeddziennej i wigilii bożonarodzeniowej może być pisanie tej drugiej dużą literą?

  15. Arkadiusz T. napisał(a):

    W dawnych czasach, gdy pracowałem jako barista to całe „latte” doprowadzało mnie do szału i starałem się edukować klientów, że w ten sposób zamówią jedynie kubek mleka. Niestety, mój pracodawca sam propagował błędne nazewnictwo i wpisał je na stałe do menu napojów kawowych. Nerwicy dostawałem również z mówieniem na „espresso” per „ekspresso”, że niby to kawa z ekspresu ciśnieniowego to tak się mówić powinno.

      1. Lektura zaliczona ;) Ale – gwoli ścisłości – popraw proszę… „cappucino” na „cappuccino”… Natomiast co do sedna „macchiato” – w Polsce najczęściej występuje jako „kawa latte z czekoladą” :o

    1. Kiedy pracowałam w kiosku do szału doprowadzali mnie ludzie, którzy prosili o Wyborczą. Starałam się edukować klientów, że w ten sposób nie wiem, czy chcą kiełbasę, ulotkę czy coś jeszcze innego czy może właśnie Gazetę Wyborczą.

  16. Bardzo przydatny wpis. Zwłaszcza, że nawet oczytani ludzie mają czasem problemy z poprawnym używaniem niektórych słów – pewnie dlatego, że nie zadali sobie nigdy trudu i nie sprawdzili ich znaczenia. Skoro coś nie wzbudza wątpliwości… Po co sprawdzać ;) Często zdarza się niestety, że nauczyciele w szkołach (zwłaszcza w trzech pierwszych klasach podstawówki) nie tylko nie poprawiają dzieci, ale i utrwalają ich niepoprawny język polski. Wg mnie ta „poziomnica” przyprawia o zdumienie chyba najbardziej – nawet osoby wykształcone, oczytane i używające języka ojczystego w poprawnej formie na co dzień.

  17. Taka mała uwaga z mojej strony po kilkuletnich podróżach po świecie ;-)

    Włosi w UK tudzież US zamawiają „latte”. W Anglii Anglicy w kawiarni także proszą o „latte” i właśnie taka pozycja zazwyczaj widnieje w menu.
    Analogicznie w barach zagranicznych często barmani proszeni są o lampkę „Pinot” w domyśle Pinot Grigio lub Pinot Noir. I wszyscy wiedzą o co chodzi :-)

  18. A wiesz, że już jacyś specjaliści językowi uznali w języku polskim sędzinę jako panią sędzię?? Byłam bardzo zdziwiona bo zawsze poprawiałam najbliższych a tu taka niespodzianka..
    O poziomnicy nie wiedziałam…

  19. Agnieszka Nowicka napisał(a):

    Ciekawy artykuł, ale jednego nie rozumiem – dlaczego osoba, która przykłada tak dużą uwagę do języka polskiego, używa na własnym blogu słowa „parenting”? „Rodzicielstwo” jest już passe…?

    1. Agnieszka Nowicka napisał(a):

      Do tego jeszcze widziałam „lifestyle” zamiast „styl życia” i „defaultowo” zamiast „domyślnie” ;)

        1. Muka napisał(a):

          A ja się zgadzam, że to dokładnie to samo. Dziwi mnie, że na polskich blogach wtrąca się angielskie słówka tak łatwo, jak niegdyś szlachta wciskała w każde zdanie francuszczyznę. Moim zdaniem to pretensjonalne. Zawsze kojarzy mi się z próbą bycia modnym albo udawaniem mądrzejszego od innych. Inna sprawa, kiedy nie ma polskiego zamiennika. Wiem, że „tak się przyjęło na blogach”, ale wydaje mi się, że bardzo źle się przyjęło.
          Seg, oświeciłaś mnie z poziomnicą – nie wiedziałam, a staram się używać jak najpoprawniejszej polszczyzny. Kolejny punkt do zapamiętania :)

        2. Blog LightStylowy napisał(a):

          A ja lubię niektóre angielskie zapożyczenie jak na przykład wspomniany parenting, ale przede wszystkim wolę Human Resources niż te straszne „zasoby ludzkie”, mimo, że tłumaczenie jest dosłowne :D
          Ale jak w pierwszej pracy usłyszałam „sfołarduj” to zamarłam i nie miałam pojęcia co mam zrobić :D

  20. Asia Ryćko napisał(a):

    Pierwsze skojarzenie, o jakim pomyślałam, widząc tytuł, to „syty” zamiast „sycący”, co mnie osobiście doprowadza do szału. „Bynajmniej” zamienne z „przynajmniej” jest na drugim miejscu.

    Dzięki za ten wpis, bo choć sama jestem niezłą purystką językową (aczkolwiek nie po filologii), to zdaję sobie sprawę z tego, że nie wiem wszystkiego, i kilka błędów z wyżej wymienionych też mi się zdarza(ło).

  21. Mina Wetp
    No właśnie a mi jak z głównej WP na artykuł o męskim przyrządzie wlazło 120.000,- osób to oprócz wyżywania się na punktach, podkreślano właśnie słowo bynajmniej jako błąd!!!! Pozdrawiam

  22. Kac_zoR napisał(a):

    A ja chciałbym przypomnieć autorce, że język polski jest językiem żywym i wciąż ewoluuje, a znaczenia niektórych słów zmieniają się z czasem. Dlatego poziomica to zarówno linia na mapie jak i przyrząd służący do wyznaczania poziomu. Tak samo stadnina powoli staje się każdym miejscem, gdzie mieszkają konie (niekoniecznie muszą się tam rozmnażać).
    Niemal wszyscy wiedzą, że wigilia to przeddzień czegoś, ale w tym znaczeniu to archaizm. Nikt już nie używa zwrotów typu „przyjdziesz do mnie w wigilię otwarcia igrzysk olimpijskich?”, po prostu to słowo w tym znaczeniu wyszło dawno z użycia. Teraz jedynie czasami stosuje się je w znaczeniu przedednia różnych świąt kościelnych, ale praktycznie jest zarezerwowane dla 24 grudnia.
    Latte to oczywisty skrót myślowy. W Polsce osoba chcąca zmówić mleko, powie po prostu mleko, a mówiąc „poproszę latte” każdy doskonale wie, że chodzi o kawę.
    Co do nostalgii to sama autorka zauważyła, że to słowo ewoluowało i oznacza każdą tęsknotę, nie tylko za ojczyzną. I bardzo prawidłowo! O to właśnie chodzi, że nasz język żyje i cały czas się zmienia. Autorka zapewne by chciała, abyśmy nadal używali języka, jaki istniał za czasów Mickiewicza. Nie, nie zgadzam się, powinniśmy dostosowywać język do naszych potrzeb, a nie trwać w jakiejś starej epoce. To język istnieje dla nas, a nie my dla niego.
    A pozostałe błędy są spotykane rzadziej lub częściej, ale zazwyczaj są popełniane przez osoby, które po prostu nie znają znaczeń tych słów, a tych jest garstka (poza przedstawicielami „bynajmniej/przynajmniej”, których niestety jest sporo, ale im zazwyczaj po prostu nie da się wytłumaczyć tego, że nie znają swojego ojczystego języka, bo i tak nie zrozumieją), więc nie robiłbym z tego aż takiej afery.
    Autorce proponuję wziąć jakieś leki na uspokojenie i nie przejmować się za bardzo, bo i tak pierdyliardy ludzi będą robiły błędy (co ciekawe autorka używa słowa „pierdyliard”, który jest neologizmem nieobecnym jeszcze nawet w słownikach, cóż za niekonsekwencja ;)).

  23. Świetny artykuł, Seg! Część wydała mi się oczywista, a o części nie miałam pojęcia :) Proszę o więcej! :) PS. Polecam na facebooku fanpage „Profesor Bańko i jego cięte riposty”- bardzo ciekawa forma rozwiązywania językowych dylematów :)

  24. Magdalena napisał(a):

    Bledne uzycie slowa „dedykowany” – (wybacz brak polskich znakow) moze byc spowodowane nalecialoscia z angielskiego – dedicated team, dedicated room, dedicated server – cos przeznaczone specjalnie do specyficznego celu, przypisane do precyzyjnie okreslonego zespolu/obiektu, zaprojektowane dla konkretnego uzytkownika/grupy.

  25. Damian . napisał(a):

    Popieram Twoją „linię” w pełni, z drobnym wyjątkiem dla nostalgii – tutaj jednak uzus dał już o sobie tak znać, że upieranie się przy zawężeniu znaczenia tylko do tęsknoty za ojczyzną byłoby grubą przesadą.

  26. Ilona Gos napisał(a):

    spolegliwy. odkryłam już jakiś czas temu i nie mogę wyjść z podziwu, tak zupełnie jego brzmienie nie kojarzy się ze znaczeniem.

    Poziomnica. Nauka do egzaminu i wielka dyskusja czemu doktor w swojej książce ma błąd. Jak się okazało nie ma błędu :D

  27. Zaskoczyłaś mnie ze stadniną! Jak chodziłam na lekcje jazdy konnej jako nastolatka, to zawsze szłam do „stadniny”, a tu się okazuje, że wcale nie! Ok, o poziomnicy też się dowiedziałam z artykułu, ale w sumie nie jest to słowo, którego kiedykolwiek używałam w tematyce budowlanej, więc sama sobie wybaczam tę niewiedzę:) Co do „sędziny”, to nie mogę znieść, kiedy to słowo jest błędnie używane, szczególnie, że jest mi bliskie, bo z wykształcenia jestem prawnikiem. Wiem, że wojujące feministki walczą o „ukobiecanie” nazw zawodów i teraz nawet może to już nie jest błąd, ale dla mnie to jakoś nie brzmi. Zupełnie jak „polityczka” czy „ministra”, no ludzie! I jeszcze na koniec dodam, że komentowanie postów o poprawności językowej jest niezwykle stresujące- trzeba uważać, żeby samemu jakiejś gafy nie popełnić :)

  28. Krzysztof napisał(a):

    Gotów jestem zasłonę miłosierdzia, a nawet zrozumienia spuścić na błędne użytkowanie słów przez ludzi, z grup społecznych zwanych kiedyś umownie pospólstwem. Wielkim smutkiem jednak napawa mnie prostactwo językowe (również w zakresie ortografii), wielu dziennikarzy i polityków, osób często mieniących się wykształconymi. A przerażeniem wręcz powszechność knajackiego języka w rozmowach i wypowiedziach ludzi ze szczytów władz politycznych i środowisk biznesowych naszego kraju.

    Mało kto zdaje sobie sprawę, że zaśmiecanie języka rodzi brak szacunku dla ojczyzny – ponoć świętej dla każdego z nas, czy nawet – nic to, że często zwykle nieświadome – okazywanie jej pogardy, Być może przesadzam trochę, pragnę jednak wskazać, że to język właśnie, przede wszystkim, obok historii i tradycji, utożsamia pojęcie ojczyzny.

    Nie ja to wymyśliłem. To Albert Camus, którego ojczyzną był – jak twierdził – język francuski. Przed nim w ten sam sposób odniósł się do portugalskiego urodzony w Lizbonie poeta Fernando Pessoa.

    W pełni podzielam ich zdanie. A Wy – próbowaliście kiedyś określić czym dla was jest ojczyzna?

    Kocham Cię za Twe potyczki językowe, Matyldo. Tak trzymaj!

  29. Lolo napisał(a):

    Ehem…. khem.

    Masz dość emocjonalny stosunek do języka polskiego
    jak na absolwentkę filologii polskiej? To znaczy że inne studentki
    filologii polskiej mają stosunek mniej emocjonalny, a Ty jesteś
    wyjątkiem? :)

    Chyba emocjonalny, jak na studentkę filologii polskiej przystało?

    Czy nie zgadzasz się z decyzją językoznawców co do uznania jakiegoś słowa za poprawne lub niepoprawne?

    A nie jest tak aby, że nie zgadzasz się z decyzją uznania jakiegoś słowa
    za poprawne, lub przeciwnie? Po co to ,,co do”? Zbędne słowa w tekście
    są…. w samej rzeczy zbędne i raczej wrażenia dobrego stylu nie
    sprawiają :)

    Podobnie koślawo brzmią różnice poglądowe, raczej
    różnice poglądów bywają między ludźmi świadomymi materii języka. To tak
    jakby napisać, że są różnice prędkościowe między pociągami.

    Żadne
    słowniki nie zatwierdziły, wystaw sobie, ani jednego słowa. Słowniki
    zatwierdzać nie zwykły, tylko słowa te zostały umieszczone w słownikach
    przez autorów.

    Można posądzić Cię o tendencję, pozwolę sobie na
    uwagę- do lekkich nadużyć jeśli idzie o zaimki określone. Nadmiary
    ,,tych”, ,,takich” sprawia wrażenie, że tekst jest mniej konkretny, niż
    jest. Eksploatujesz też bez litości zaimek osobowy w pierwszej osobie,
    Skoro Piszesz, że się starałaś w tym tekście o obiektywizm, to już nie
    ma potrzeby podkreślać, że emocje trzymane na wodzy są Twoje. Rozumie
    się przez się :) Za to czyta się to jak przejaw egotyzmu, a chyba nie o
    to chodzi?

    Pardon, ale perła polonistyczna bynajmniej to nie jest.

    Poza tym:

    Poziomnica
    i poziomica są bodaj oboczne, jeśli mowa o przyrządzie, bo branża
    tożsama, jest to ustrojstwo do wyznaczania poziomu, lub krzywa (nie jak
    piszesz- linia) łącząca punkty na mapie. Przyrząd nazywa się też
    waserwagą.

    Tłumaczenie, jak się po włosku nazywa mleko w tekście
    polonistycznym jest kuriozalnym wyborem :) W Najjaśniejszej Rz-plitej
    zamawiamy zwyczajnie kawę z mlekiem, życząc sobie spienionego, lub jaki u
    ludzi. To nie jest problem językowy, więc akapit poza tematem, raczej
    jest to dobra inspiracja artykułu o snobach, bo mamy polskie słowa dla
    wspólnego desygnatu.

    Reszta się zgadza.

    Natrolowałem, ale
    jako że tekst jest dedykowany naszej mowie i jej miłośnikom, to
    musiałem, bo też mam do niej stosunek emocjonalny i nie lubię, jak psują
    :)

  30. Justyna napisał(a):

    A co z „także” używanym jako „tak że”? Wiem, może i czepialstwo, ale jakoś tak gdy widzę że ktoś używa jednego w znaczeniu drugiego to mi smutno

  31. Ciekawe, ostatnio słuchałam na ten temat (tylko trochę inne słowa) audycje w radiu. Zastanawiam się na ile te „błędy” wynikają tylko z naleciałości z innych języków, kultur.

  32. Trafiłam na ten link i szczerze mówiąc, nie wiem, czyja to opinia. Bo na pewno nie Rady Językowej (przy tym stwierdzeniu brakuje zresztą źródła lub autora). Większość dzisiejszych słowników uznaje obie formy, przy czym poziomnica to tylko libella a poziomica to też linia na mapie (starsze słowniki wyraźnie stoją po stronie poziomnicy) a Bańko w poradni językowej mówi wyraźnie: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/poziomica-i-poziomnica;8075.html

  33. Kamil Wojnicki napisał(a):

    Sądziłem, że Sędzia Anna Maria Wesołowska załatwiła sprawę ze słowem „sędzina”. Najwyraźniej jednak nie.

  34. Siedziałam kiedyś w poczekalni u lekarza, była to sytuacja, w której nie wchodziłam już do gabinetu i miałam tylko załatwić formalności w recepcji. Podeszła do mnie i siedzącej obok kobiety pewna pani i zapytała, czy wchodzimy do lekarza.
    Powiedziałam: „Ja nie będę wchodzić”, a kobieta obok: „Ja bynajmniej będę!”. Spojrzałam na nią i mówię, że to tak samo jak ja, więc pani pytająca nas może sobie iść do tego gabinetu. A ona zupełnie zdruzgotana nie wiedziała, o co mi chodzi, a ja wtedy dopiero się zorientowałam, że chodziło jej o to, że ona przynajmniej będzie wchodzić…

  35. Kinga Bartoszewska napisał(a):

    A dla mnie mimo wszystko nie istnieje coś takiego jak „oglądnąłem”. No bo serio? Obejrzałem, kurde.

  36. Joasia napisał(a):

    Sama na co dzień popełniam prawdopodobnie niemało błędów. I w wymowie i źle rozumiejąc jakieś słowa. Ale bardzo nie lubię mówić niepoprawnie, więc jak tylko jakiś błąd u siebie wychwycę, to natychmiast go poprawiam. U innych osób, szczególnie tych z którymi spotykam się najczęściej, również nie jestem w stanie zdzierżyć nagminnego popełniania takich samych błędów. Więc zdarza mi się poprawiać ich raz, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty… ale jak już stracę cierpliwość, to po prostu urywam im głowę.
    Od zawsze podobało mi się jak ktoś mówił poprawnie, ładnie i wyraźnie. Pamiętam, że jako dziecko potrafiłam jak zahipnotyzowana siedzieć przed telewizorem i słuchać prof. Miodka. Nie bardzo rozumiałam o co chodzi w jego programie, ale zachwycało mnie to, jak on pięknie mówi. I do dziś tak mam, że jak usłyszę kogoś kto ładnie i poprawnie się wysławia, to mogę słuchać go godzinami. Nawet, jak by mi czytał instrukcję obsługi pralki automatycznej – ważne, żeby wszystkie słowa ładnie wypowiadał, akcentował i zwracał uwagę na znaki interpunkcyjne. Słuchałabym!

  37. OPORTUNISTA – to człowiek KORZYSTAJĄCY Z OKAZJI. Po prostu. Żadne tam pejoratywne, żadne tam ‚nie mający zasad’. Jeśli chcemy użyć z negatywnym wydźwiękiem to można, dlaczego nie? Jest taka piosenka: „Oportunisto pier*olony, wredny judaszu, jaka Twoja cena abyś brata sprzedał?” – zdecydowanie pejoratywnie.
    OPORTUNITAS (łac) – okazja, szansa.
    O kobiecie która korzysta ze sklepowych wyprzedaży też możemy powiedzieć „oportunistka”, to jest ryzykowne, bo mało kto zrozumie, jednak nie ma w tym błędu logicznego.

    Równie ryzykowne będzie użycie na budowie słowa „poziomnica”, prawdopodobnie spotka się z salwą śmiechu. :)

    Pejoratywny – słowo uwielbiane przez piewców czystości językowej – w ogóle z językiem polskim nie ma nic wspólnego…
    …a już najbardziej wielbię PURYSTÓW JĘZYKOWYCH. Ta nazwa wymyślona została prawdopodobnie dla krotochwili, bo przecież PURYSTA to ewidentne zapożyczenie i ma z naszym rodzimym językiem niewiele wspólnego. :D

    Całą blogosfera (tak, „blogosfera”, tego słowa nawet tezaurus nie podkreśla jako błąd) to wylęgarnia językowej nieczystości i ignorancji, począwszy od blogów PARENTINGOWYCH, lub SCRAPBOOKINGOWYCH, na ordynarnych bykach ortograficznych kończąc, że już o komentarzach nie wspomnę.

    Jednak gdzie jest konkluzja? Tutaj:
    Drodzy i kochani Państwo, pragnę Państwa poinformować, iż możecie mieć WY*EBANE na całą tę poprawność i zwyczajnie posługiwać się własnym sumieniem w doborze słów. Chcecie używać w błędnej formie „bynajmniej”, to sobie używajcie. Mnie to mierzi, jednak nie jestem światłością wyznaczającą kierunki w mowie, a prawdopodobnie za 10 czy 20 lat w słowniku zobaczymy:

    Bynajmniej -zob. przynajmniej.

    Dzięki ignorantom językowym, tak samo jak dzięki ignorantom mamy słowa takie jak NEGATYWNY, PEJORATYWNY, PURYSTA, SEMANTYKA, FONETYKA, GRAMATYKA, DEKLINACJA I KONIUGACJA.
    Z tegoż samego powody nie wychodzimy do pracy w DŻDŻYSTY poranek tylko w DESZCZOWY. No do dupy jasnej… przecież to ewoluuje, a przez oportunizm użytkowników języka, zawsze będzie ewoluowało po linii najmniejszego oporu…
    …i ch*j.

    Nie dajcie się zwariować. :)

    Język ma być praktyczny – użytkowy, jeśli będziemy tak bronić jego obecnej formy to będziemy musieli schować go w skansenie, bo kolejne pokolenie przejdzie płynnie na angielski. :-P

    1. Też (tak na logikę) definiowałam sobie oportunistę w taki sposób jak Ty, ale niestety się myliłam. Zerknij do słownika. Znaczenie jest niestety pejoratywne i trochę bardziej zawężone niż to, które przytaczasz.
      A poziomnicę właśnie z języka budowlańców wyłowiłam po raz pierwszy, bo tam najczęściej tej nazwy się używa.

      1. Damian P. napisał(a):

        Cytat ze słownika, który mam w domu: Oportunizm – postawa nacechowana gotowością i umiejętnością przystosowania się do panujących w danej chwili okoliczności kosztem rezygnacji z własnych poglądów, jeśli przynosi to korzyść.
        Nie dostrzegam tutaj jednoznacznie negatywnych cech.

  38. Blog LightStylowy napisał(a):

    Całe życie mówiłam poziomica, ale to nic.

    Tym, co zmieniło moje życie jest SPOLEGLIWY! Zawsze myślałam, że to taki leniwy, nieruchliwy (no, taki leżakujący kanapowy leń, o!).

  39. A gdzie popularne ostatnio ‚ zadziało się’ używane zamiast ‚wydarzyło’? To chyba mój pierwszy komentarz i do tego czepialski bo lista mogłaby pewnie nie mieć końca ale ja już nie wiem gdzie składać w tej sprawie skargi…

  40. Błąd logiczny w tekście: „Urządzenie do mierzenia poziomu i pionu używane przy budowie i remontach to poziomnica (zwana też libellą).” – poziomu i pionu nie da się zmierzyć. To urządzenie służy do jego wyznaczenia.

  41. Gosia napisał(a):

    Chciałabym dołączyć do dyskusji. Nie jestem językoznawcą aczkolwiek staram się wciąż swoje błędy poprawiać- co jest katorżniczą pracą :)
    Nawiązując do pierwszego słowa wystąpiła pewna nieścisłość… Libella to część składowa poziomnicy (dziwnie używać tego słowa w takiej formie :D ) a nie jej synonim- jest to szklany element z płynem w środku z zaznaczonymi podziałkami pomiarowymi. Swoją drogą, będą patrzeć na mnie jak na wariatkę kiedy na budowie będę mówiła poziomnica a nie poziomica :D
    Pozdrawiam

  42. Mechanik napisał(a):

    Koniecznie chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedno słowo.

    TECHNOLOGIA

    Serdecznie proszę używajcie tego poprawnie i nakłaniajcie innych. Technologia, to tłumacząc ogólnie, WYTWARZANIE i nie k.. motyla noga NIE jest to to samo co TECHNIKA. Jak mniemam błąd bierze się z wszędobylskiego angielskiego, tam technology używa się zarówno w znaczeniu naszej technologii jak i techniki. Jest to istotna różnica i bardzo boli mnie fakt, że słyszę i czytam jak bezkarnie gwałci się terminologię inżynierską (przede wszystkim w reklamowym syfilisie).
    Jakby tak na przykład olać różnice między słowami jabłko i koń. Zdanie „mógłbyś mi obrać jabłko ze skórki” mogłoby zdecydowanie zasmucić to piękne i wierne czworonożne stworzenie.
    Także pamiętajmy TECHNOLOGIA i TECHNIKA – jest różnica. Dla poparcia tego co napisałem:
    http://sjp.pl/technologia
    http://sjp.pl/technika

  43. Karolina napisał(a):

    Cola to napój, a Coca Cola to firma go produkująca więc przykład ze skróceniem nie jest trafiony. Mamy tez Hoop cole, Pepsi Colę… Poza tym tekst super. Uwielbiałam semiotykę i semantykę na studiach. Pozdrawiam

  44. SylviainVogue napisał(a):

    Napisałaś artykuł o poprawności, a sama poprawnie pisać nie potrafisz. „Także” ne używa się odmiennie do „tak więc”. „Także” można użyć co najwyżej przy wymienianiu czegoś: „Koguty, kaczki, a TAKŻE kury”.

  45. Guest napisał(a):

    Jest też coś takiego jak uzus, a znaczenia słów zmieniają się w trakcie ich używania. Wigilia dla wielu znaczy 24 grudnia i nie zmieni tego Twoja durna notka na blogu. Podobnie jest z latte. Zajmij się raczej ściąganiem 4 tysi za notki sponsorowane i nie sil się na językoznawcę. To że skończyłaś polonistykę nie czyni z Ciebie eksperta.

  46. Mnie najpierw zdziwiło a od tej pory denerwuje używanie słowa „handicap” w znaczeniu przeciwnym do prawidłowego. Ja zawsze rozumiałam to i używałam w znaczeniu „coś, co utrudnia, obciąża, zmniejsza możliwości”, ale zetknęłam się z rozumieniem przeciwnym.

    1. Dlatego, że mylisz dwa pojęcia – handicap tłumaczony wprost z angielskiego (jako niedogodność) z terminem „handicap” używanym w sporcie, gdzie rzeczywiście oznacza przeciwnie, DODANIE i UŁATWIENIE zawodnikowi gry za niedogodności (czyli handicapy). W języku polskim handicap jest więc rozumiany jako fory, coś, co ułatwia/wyrównuje szanse, a nie utrudnia – jak w angielskim.

Dodaj komentarz