Co zaskakuje obcokrajowców w Polsce

Trafiłam niedawno na bloga podróżniczego Westfalia Digital Nomads, którego autorzy przemierzyli niedawno Polskę i opisali swoje wrażenia w tekstach i filmach. Zawsze fascynowało mnie zdanie obcokrajowców o Polsce, bo czasem zauważają oni rzeczy, które nam, Polakom, zupełnie umykają. I faktycznie, tym razem też dowiaduję się od pary blogerów o mitach dotyczących mojej Ojczyzny, o których nigdy wcześniej nie słyszałam.

Artykuł jest po angielsku, jego oryginał znajduje się tu. Wyjęłam z niego najciekawsze informacje i dodałam kilka od siebie, zapamiętanych z rozmów z Amerykanami, Anglikami i Francuzami, którzy opowiadali mi o swoich pierwszych wrażeniach z pobytu w Polsce.

1. Z jakiegoś powodu uważa się, że Polacy są niscy. Średni wzrost mężczyzny to tu 179 cm. A najwyższy polski koszykarz ma aż 223 cm wzrostu.

Nigdy nie słyszałam o stereotypie niskiego Polaka. Mały wzrost to u nas domena południowców – nie bez kozery, bo na różnych koncertach i w ulicznym tłumie w Andaluzji czy na Sycylii moje 172 cm. wzrostu gwarantowało mi widok nad głowami większości tamtejszych mężczyzn. ;) Szwedzi zaś mogliby się tylko po wzroście na południu odnajdywać.

2. Polacy wydają się zimni, zdystansowani, smutni lub zdenerwowani. „Nie uśmiechają się”. To samo można powiedzieć o Czechach, Słowakach, Bułgarach lub, jak się domyślam, o Rosjanach. To nie dlatego, że nie mają w sobie ciepła lub nie są przyjacielscy. To dlatego, że:
– Komunistyczna przeszłość nauczyła ich potrzeby ukrywania emocji w sytuacjach publicznych.
– W tych kulturach uśmiech bywa mylony ze śmianiem się z kogoś. Uśmiechanie się do nieznajomego mogłoby więc być odebrane jako nabijanie się z niego.
– „Nie śmiej się, jeśli nie masz tego na myśli”. Uśmiech może być też sygnałem flirtu lub miłosnego zainteresowania drugą osobą.
– Pamiętaj, że wiele słowiańskich kultur uznaje zachodnie powitania i uśmiechy za przejaw fałszywości. „Po co pytać „how are you?”, skoro tak naprawdę wcale nie interesuje Cię odpowiedź?.

I to ostatnie się pokrywa z moimi francuskimi obserwacjami – a konkretnie z moim wewnętrznym sprzeciwem wobec rzucanego bezmyślnie „Ca va?” (czyli „jak się masz?”) bez faktycznego zainteresowania samopoczuciem rozmówcy. Napisałam o tym całą notkę na moim paryskim blogu w 2006 roku. Tu link do wykopaliska :)

3. Bigos, jedno z najsłynniejszych polskich dań, wcale nie wypuszcza śmiertelnych gazów po trzech dniach gotowania. Tak naprawdę, powinno się go jeść dopiero po dwóch dniach gotowania. Zgodnie z tradycją, bigos wytrzymuje tydzień lub nawet dłużej, jeśli odpowiednio się go doprawia. 

Wow. Serio ktoś myślał, że bigos jest śmiertelny po trzech dniach? Choć z drugiej strony… dla mnie ten stary, zgniły śledź szwedzki, który serwuje się na święta jako największy przysmak, jest potrawą śmiertelnie śmierdzącą. ;)

4. Byłam zaskoczona, gdy odkryłam, że w polskiej telewizji nie ma czegoś takiego jak „kanał papieski”. Jest za to katolicka stacja „Trwam”. 

No tak. Dla wielu obcokrajowców – zwłaszcza tych mających styczność z religią katolicką – polski papież wciąż jest jakimś symbolem, pierwszym skojarzeniem z Polską. No i uchodzimy za baaaaardzo katolicki kraj. Czasem, obserwując polskich polityków i ich decyzje, mam wrażenie, że tak naprawdę jest. Ale potem zdaję sobie sprawę, że większość polskich ateistów i agnostyków była chrzczona, a to sprawia, że wlicza się ich w szeregi katolików. Tak więc myślę, że w istocie oddalamy się od kościoła i gdyby zrobić miarodajne badanie (czyli nie liczymy chrztu, a faktyczną deklarację wiary), to nie byłoby z nami tak katolicko ;)

Przy okazji pozwolę sobie wtrącić słówko o dziwnym tworze nazywanym „niepraktykującym katolikiem”. Otóż coś takiego nie istnieje. Katolik to chrześcijanin, który żyje zgodnie z nauką kościoła katolickiego (a więc nie tylko był ochrzczony, ale też chodzi do kościoła, modli się i spowiada). Jeśli po prostu wierzysz w boga chrześcijańskiego, to jesteś chrześcijaninem, a nie katolikiem. Nie żeby było w tym coś złego. Po prostu warto wiedzieć coś o wyznaniu, które się wybiera.

5. Marzanna to słowiańska bogini śmierci, koszmarów i zimy. W wiosenną równonoc celebruje się śmierć zimy, wrzucając słomianą, dekorowaną kukłę do wody, by przegonić mrozy i przyspieszyć nadejście wiosny. (Jestem ciekawa, kto potem sprząta te słomiane kukły)

Wiedziałam, że topienie Marzanny to nasz zwyczaj i na zachodzie go raczej nie znają, ale rozbawiło mnie to ostatnie wtrącenie autorki. Tak, tylko „człowiek zachodu” będzie się martwił tym, czy słomiane kukły w rzekach ktoś potem zbiera i utylizuje… ;))

6. Przesądy: damska torebka położona na podłodze sprawia, że uciekają właścicielce pieniądze. 

O! Wreszcie ktoś zdziwiony tak samo jak ja, gdy po raz pierwszy usłyszałam ten przesąd. Powiedziała mi o nim kilka lat temu gosposia sąsiadki. W mojej rodzinie i środowisku nigdy nie funkcjonował i sama w ogóle nie dbam o to, żeby torebka nie leżała na ziemi. To może tłumaczyć, czemu nie mam kasy na kanapę ;)

7. Przesądy: Założenie czerwonych majtek na studniówkę  i tych samych, niepranych majtek na maturę przyniesie szczęście. 

Myślałam, że to jakies amerykańskie zapożyczenie przesądowe, a tu taka niespodzianka. Chyba jednak nasze! :)

8. Przesądy: Na ślub powinno się wybierać miesiąc z literą „r” oraz panna młoda nie powinna się oglądać w lustrze, gdy jest już gotowa. 

To pierwsze znam, a o drugim pierwszy raz słyszę.

9. Przesądy: Im więcej zjesz w Święta Bożego Narodzenia, tym szczęśliwszy będziesz miał kolejny rok. 

Też pierwszy raz o tym słyszę. Znam za to polski zwyczaj wpychania gościom żarcia do gardeł, niezależnie od tego, czy są najedzeni czy nie. Bo to w Polsce ujma, wypuścić gościa głodnego z chaty, więc lepiej nie ryzykować. ;)

10. Znani Polacy: Ludwik Zamenhof – twórca Esperanto, Fryderyk Szopen, Maria Skłodowska – Curie, Kopernik. 

We Francji ludzie wymieniali też Wałęsę i ciągle kłócili się o narodowość Szopena i Marii Skłodowskiej – Curie. Większość Francuzów myśli, że to ich rodacy ;)

11. Katowice są nazywane polskim San Francisco, bo są bardzo „gay – friendly”. 

Czego to ja się nie dowiaduję z zagranicznych blogów! Superfajnie, ale czy to potwierdzona informacja?

12. Blogerzy są też zaskoczeni polskim lektorem przy zagranicznych filmach. I to rzeczywiście jest rozwiązanie kuriozalne! Pamiętam doskonale, jak oglądałam w dzieciństwie jakąś brazylijską telenowelę z dubbingiem włoskim i nałożonym na to polskim lektorem. To była chyba „Maria”. Koszmarek językowy :) Zdecydowanie wolę dziś napisy, a dubbing toleruję tylko w kreskówkach. Może dlatego tak śmieszyło mnie francuskie upodobanie do dubbingu, który kojarzy mi się z produkcjami dla tych, którzy nie umieją jeszcze czytać, czyli dla dzieci. Już lektor jest lepszy, bo choć trochę ten oryginalny głos i emocje przebijają w tle.

Tu link dla ciekawskich – mapka z zaznaczonymi preferencjami językowymi w europie, czyli gdzie dominuje dubbing, gdzie napisy a gdzie lektor. Tak przy okazji, zachęcam Was do subskrybowania tego fanpage’a o kartografii, bo jego autor wybiera naprawdę ciekawe, fajne mapy.

13. Polska miała kilku swoich seryjnych morderców. Część z nich dzieliła przydomek „wampir” (np. „wampir z Zagłębia”), jeden nazywał się „eleganckim mordercą”* i byli jeszcze „łowcy skór”: 4 pracowników pogotowia, którzy zabijali starych, niedołężnych pacjentów, by sprzedać potem informację o zwłokach domom pogrzebowym. Serio.

Tak, ja tez doskonale pamiętam tę aferę. I do dziś mam wyrytą w pamięci nazwę leku, którego używali do uśmiercania staruszków. Nazywał się pawulon.

14. Uchylne okna. Też trudno mi w to było uwierzyć, ale znajomy Amerykanin zachwalał to rozwiązanie jako zupełnie nowatorskie i nieznane mu wcześniej. Bo u niego są tylko okna, które można odsunąć w dół, otwierając dzięki temu fragment na górze. Ale żeby przechylać całe okno w skos, tylko przy innym ułożeniu klamki – to już dla niego była nowość. I faktycznie nie spotkałam się z tym za granicą.

15. Wgłębienie na stopy w podstawie wanny. Ponoć to polski patent, albo przynajmniej wschodni, bo w Anglii go nie znają. A to takie wygodne przy myciu samej głowy lub praniu koca w wannie. :)

Póki co tyle znalazłam ciekawostek. Jeśli macie swoje do dorzucenia, zachęcam do wpisywania ich w komentarzach.

* To Władysław Mazurkiewicz. Poza przydomkiem „elegancki morderca” nazywano go też „upiorem krakowskim” i zamordował 30 osób. Skazany na karę śmierci w 1956 roku wypowiedział swe ostatnie słowa: „Dowidzenia, panowie, niedługo wszyscy się tam spotkamy”.  

Komentarze do wpisu: 57 Napisz komentarz

  1. Co do punktu 13. – przypominałam sobie niedawno z chłopakiem serię TVNowską „Cela numer”. Polecam. Jest jeszcze seria o seryjnych mordercach, też TVNu, puszczana dawno dawno temu w tv (do znalezienia na playerze), każdy odcinek tyczył się innego osobnika. Również polecam.

  2. Przesądów i banialuków jest u nas od groma.

    Niektóre nieszkodliwe, np. „jaka Wigilia, taki cały rok”, co w sumie służy do tego, żeby dzieci nakłonić do bycia grzecznym ;)

    Ale są też durne, którymi z lubością obdarowuje się np. kobiety w ciąży. Typu:

    „Gdy ciężarna oparzy się albo przestraszy nie może dotykać dłonią swego ciała, bo w miejscu w którym się dotknie, jej dziecko będzie miało znamię.”

    „Malec owinie się pępowiną i udusi, jeśli przyszła mama nosi na szyi łańcuszek, korale czy apaszkę.”

    I co w sumie jeszcze gorsze, niektóre dziewczyny w ciąży w to święcie wierzą. Ale cóż, ciemnogród wciska kit, to i ciemnogród kit przyjmuje. Ale akurat straszenie kobiet w ciąży, to mało eleganckie jest.

    1. Kamila napisał(a):

      Z tym owinięciem się dziecka pępowiną to ja znam, że stanie się tak jeśli przyszła mama będzie przechodzić nad kablami ;)

        1. Np. Jeśli będziesz hejtowała w sieci, to Twoje dziecko będzie miało te cechy, które hejtowałaś.
          Albo: jeśli będziesz stała po lewej stronie schodów ruchomych, to urodzisz dziecko bez lewej stopy.

        2. Albo jeśli w samolocie usiądziesz z lewej strony, to Twój syn zostanie kapitanem Wroną. A jeśli z prawej strony, to Jarosławem Kaczyńskim.

          Oh, wait. Kobieta w ciąży w samolocie. Przecież to znaczy, że dziecko urodzi się z wielką i pustą głową.

        1. qulqa napisał(a):

          Ale były słupy elektryczne z kablami WSZĘDZIE – nie jak teraz, większość pod ziemią.

    2. Eulalia Pstryk napisał(a):

      A pamięta ktoś może, o co chodziło z przechodzeniem pod drabiną? I czy to też o ciężarne chodziło, czy zwiastuje ogólne nieszczęścia, grozę i pomór? ;)

  3. ja wolę filmy z lektorem, bo jestem leniwa, no i przynajmniej mogę się w pełni skupić na filmie, a nie na tym, żeby nadążać za napisami (nie mam problemów z szybkim czytaniem, ale czasem długość niektórych napisów to trochę przesada i przez większość filmu mam wzrok jedynie na dole ekranu). a o wannie z wgłębieniem specjalnie na stopy to w ogóle pierwsze słyszę :D

    1. Marek Knappe napisał(a):

      Zacznij ogladac filmy z napisami to zobaczysz duza roznice, ja nie ogladam filmow z lektorem bo jestem za leniwy – ogladajac filmy z lektorem musisz sluchac lektora a zarazem sluchac tekstu pod spodem aby odkryc emocje ludzi i dopasowac do tego co mowia – to jest dopiero meczace :)

  4. Jakie wgłębienie w wannie? Nigdy nie widziałam :D Okna owszem, w Stanach można tylko przesuwać. Za to oni z automatu mają montowaną w oknach moskitierę, więc ich rozwiązanie jest dla mnie lepsze, bo więcej powietrza wleci do pomieszczenia, a komary mogą podziwiać ludzi tylko zza siatki.

      1. qulqa napisał(a):

        To nie jest wgłębienie na stopy. To jest dziura dla pana hydraulika, gdyby zatkał się odpływ i trzeba coś było pod wanną wymieniać. W dzieciństwie parę razy widziałam takie naprawy, dzięki tej dziurze nie trzeba było kuć kafelków.
        W latach 70-tych i 80-tych to miejsce pod wanną, zasłonięte kafelkami, używano jako miejsca do przechowywania proszków, płynów iitp. Wesoło było, jeśli jakaś butelka przewróciła się i poturlała gdzieś w kąt, a jak jeszcze nie była zakręcona …. Brr, wyciągało się kijem od szczotki, przy okazji kłęby kurzu i inne zdobycze :)

        1. Ależ skąd! Owszem, bywają po prostu dziury w wannach (przeważnie plastikowymi kratkami zakryte) właśnie w opisanym przez Ciebie celu, ale takie normalne wgłębienia pod wanną są obudowane kafelkami i jedyne, czemu służą, to stopy. :)

        2. qulqa napisał(a):

          W takim razie ja Polką nie jestem, bo pierwszy raz dowiaduję się, że są to dziury dla stóp, choć przeżyłam …siąt lat z okładem :) Ale zaręczam Wam, że kiedyś były to dziury dla pana hydraulika, umiejscowione tam gdzie spływ z wanny i z komfortem użytkownika nie mające nic wspólnego.

        3. djakdekiel napisał(a):

          No, u mnie płytki były takie łatwo odczepiane w kilku miejscach. Jak byłem mały to mnie ciekawiło co się tam kryje ale bałem się zajrzeć :P

      2. A takie coś! Jakoś nigdy nie analizowałam czy to rzeczywiście jest wygodne.
        Qulqa – mam w nowym, wynajmowanym mieszkaniu takie wgłębienie przy wannie. Osłonięte płytkami, więc to już zdecydowanie zrobione dla stóp :)

      3. Ja przy okazji remontu parę miesięcy temu zrobiłam sobie też takie wgłębienie i ono jest u mnie na stopy i po to, żeby trzymać tam szmatę do podłogi i wagę:) Ale pozwoliłam sobie sprawdzić i faktycznie można dosięgnąć bebechów pod wanną, więc jak coś to hydraulikowi też się przyda, nie ma jak polska myśl techniczna:)

  5. Ola Wilczek napisał(a):

    Też się zastanawiam o co chodzi z tym wgłębieniem… nigdzie go nie widziałam. Też nie przepadam za lektorem (chociaż wolę już go od dubbingu). „Zabieranie” aktorom głosu to dla mnie zbrodnia, praca głosem to bardzo ważna część kreacji postaci. Nie mówiąc już o tym, że wiele błędów tłumaczenia można wychwycić tylko przy napisach (oczywiście jak się zna jako tako język). Pamiętam jak oglądałam z tatą Przyjaciół na TVN7 i musiałam mu tłumaczyć połowę żartów, które były zepsute przez złe tłumaczenie (a ja znam ten serial na pamięć :D ).

    1. Chyba chodzi o taką wnękę pod wanną. Często jest zostawiony pod nią taki prostokąt, dziura. Wchodzą tam stopy. Daaawno już jednak nie widziałam takiej dziury w wannie, było to modne raczej w starszych zabudowaniach. Nawet w google ciężko mi to znaleźć. :D

    2. lemon napisał(a):

      Mnie zdziwiła znajoma z Czech, która śmiała się z naszego lektora myśląc, że to dubbing. Śmieszyło ją, że przez cały film słychać jeden bezbarwny głos bez względu na to, co dzieje się w filmie :P Nie zdawałam sobie sprawy, że w innych krajach nie ma lektora ;)

  6. Julia napisał(a):

    Katowice gay-friendly ? Jestem z Północy, od roku studiuję w Katowicach i moi znajomi Ślązacy z Katowic są wręcz homofobami z jakimi się do tej pory nigdy nie spotkałam ! Poznałam tylko jednego geja, który jest Chińczykiem i w Katowicach właśnie boi się do tego przyznać publicznie …

  7. Uwielbiam to, jak przeglądając się w oczach cudzoziemców można się niekiedy poczuć, jakbyśmy mieszkali w egzotycznym kraju :)
    A dubbing zamiast napisów w TV racjonalizowałabym m.in. małymi telewizorami (przynajmniej takie pamiętam z lat dziewięćdziesiątych).

  8. Celna uwaga z tą Marzanną :)
    Z zasłyszanych (niekoniecznie sprawdzonych osobiście):
    1. Numerujemy zęby. Czyli nie, że „o tu mnie boli”, tylko „boli mnie górna prawa czwórka”. Ponoć rzadkie.

    2. Uwielbiamy akronimy zamiast jakichś krótkich, zrozumiałych odpowiedników. Czyli mamy dworzec PKP i PKS, a ty się obcokrajowcu domyśl który jest który.

    3. Nadajemy sklepom imiona. Sklep z winem u Ani, kwiaciarnia Eugenia, spożywczy u Zenka, i tak dalej.

    4. i ponoć w wielu miejscach nie znają patentu z suszarką-ociekaczem w postaci szafki nad zlewem. Kiedyś pojawiło się na jakimś zagranicznym portalu w ramach „woow, ale odkrycie!”

    Świetną kopalnią takich kwiatków było „Europa da się lubić”. Młodsi mogą nie znać :)

    1. lemon napisał(a):

      1. Nie do końca się z tym zgodzę :) Sama przyjmuję pacjentów i najczęściej słyszę: tamten któryś na dole po lewo albo o ten (i przy tym pokazują palcem) :)
      3. W krajach anglojęzycznych też przypadkiem nie używają imion i nazwisk przy nazywaniu sklepów lub innych miejsc?

  9. Asia Jaśka Jankowska napisał(a):

    O, mam dziurę na stopy pod wanną, w łazience robionej z 10 lat temu i głupia w ogóle nie korzystałam.
    Jeśli chodzi o okna, dziwne jest to, że w Anglii okna otwierają się na zewnątrz. Żeby je umyć, trzeba zamówić specjalną ekipę. Ale przynajmniej lepsze wyjście awaryjne.

  10. Kiedyś opowiadałem o topieniu marzanny mojej koleżance z Brazylii i uświadomiłem sobie, że jako dzieci robiliśmy to w szkole, nie wiedząc, nawet, że to dawny pogański zwyczaj. W Polsce mamy na prawdę masę takich drobnych, słowiańskich zwyczajów związanych z duchami, demonami itd. np wiązanie kokardki we włosach małej dziewczynki (czy jakoś tak), żeby nie został na nią rzucony urok.

  11. Blanquito Dormilon napisał(a):

    Kiedys kolega Hiszpan zaprosil mnie do domu na pizze. Podal mi kawalek polany ketchupem, ja na to, ze dziekuje ale wole bez, jego mama pyta dlaczego dal mi z ketchupem a on na to, „wiem, ze to dziwne ale tak Polacy jedza”, co potwierdzam.
    Tego samego kolegi zaskoczeniem bylo, ze „to jednak Polacy sie myja czesciej niz raz na tydzien”..
    A juz z innego zrodla dowiedzialam sie ze Polki leca na kase. Nie wiem, nie wiem..

  12. Marek Knappe napisał(a):

    Juz kiedys zastanawialem sie nad ‚How are you’ – i w polsce bardzo czesto uzwa sie powitania ‚siema’, ktore jest niczym innym jak skrotem od ‚jak sie masz’ – how are you :) chociaz wcale nie pytamy o to jak czlowiek sie ma ;)

  13. Bardzo ciekawy wpis. Rzeczywiscie wiekszosc przesadow nie jest mi znana, ale zdecydowanie zwraca moja uwage #2, gdyz jest to niestety prawda i z kolei przez wielu obcokrajowcow Polacy sa z tego powodu odbierani za nieprzyjemnych, czy wrecz niegrzecznych/niewychowanych, gdyz nie okazuja wystarczajaco duzo entuzjazmu przy powitaniach.

  14. Hmm… mam do czynienia z pannami młodymi praktycznie co sobotę i jeszcze nie spotkałem się z taką, która by nie sprawdziła się w lustrze, kiedy jest już (u)gotowa(ną) :-)

  15. Agnès Więckowska napisał(a):

    Co do francuskiego „Ca va?”. Pamiętam jak podczas mojego stażu na Ile de Re, pewnego dnia byłam w wyjątkowo podłym humorze dzięki moim współlokatorkom. Koleżanka przywitała się ze mną jak zwykle, pyta czy „Ca va?”, a ja jej na to „Non.” Była zszokowana, a nawet oburzona tym, że odpowiedziałam jej „Nie”.
    Co do innych wizytówek Polaków:
    1. Mój chłopak był w szoku kiedy polałam pizzę i lasagne keczupem. (Ja byłam w szoku jak jadł nasze polskie pierogi z sosem sojowym).
    2. Francuzi dziwią się kiedy odmawiam picia wódki. Bo przecież jest powiedzenie „saoul comme un Polonais” (pijany jak Polak), a Polacy lubią wódkę.
    3. Polskie „Tak” kojarzy się Francuzom z seksem. Chodzi tutaj o wyrażenie „faire tac tac”, czyli uprawiać seks.
    Jak mi się coś jeszcze przypomni to napiszę.

    1. Camilla Leibmann napisał(a):

      Pizza z ketchupem? to takie polskie :) tylko nigdy nie proś o ketchup w prawdziwej włoskiej pizzerii, możesz wyjść głodna bo kucharz Cię wywali (znam taki przypadek z włoskiej knajpy w DE). Co do pierogów to mój Osobisty Bawarczyk zjada je z musem jabłkowym. Tak samo jak placki ziemniaczane, których nie wyobraża sobie zjeść ze śmietaną. Ja z kolei nie moge się przekonać do zjadania placków ziemniaczanych z musem jabłkowym a w DE to bardzo popularne :)

    2. lemon napisał(a):

      Odnośnie picia wódki to usłyszałam kiedyś: „jesteś Polską, a wy przecież pijecie wódkę na śniadanie”. A tak naprawdę nie odbiegamy zbytnio w piciu od mieszkańców krajów Europy wschodniej i południowo-wschodniej.

  16. Kicia napisał(a):

    Z tym, że Katowice to San Fransisco to nie słyszałam i się dziwię. Znam za to, że Wrocław jest jak San Fransisco i dolina krzemowa. Mój chłopak pracuje w Dolby i „góra” zastanawiając się gdzie zrobić nową siedzibę rozważali kilka miast w Europie. Wybór padł na Wro m.in. dlatego, że najbardziej podobny do właśnie tego miasta USA, w którym to przecież mają siedzibę główną. Pogoda, tramwaje, luźny klimat, bardzo dobra politechnika, mnóstwo firm IT, w tym właśnie tych z SF… Ponoć nie jedna osoba widzi podobieństwa i zna ten pseudonim Wrocławia. Taka ciekawostka.

  17. Asia napisał(a):

    Ale z tymi miesiącami z „r” słyszałam, że to po
    prostu zapożyczenie z dawnej trad. rzymskiej – miesiące z”r” (Ianuarius,
    Februarius, Martius, Aprilis, September, October,
    November, December) były
    chłodniejsze i należało urządzać przyjęcie weselne, bo mięso nie psuło się tak
    szybko. Czyli pierwotnie miało to jakiś sens.

  18. Jeśli chodzi o pkt.2 to faktycznie często uśmiech mylony jest ze śmianiem się. Kiedyś zrobiłam eksperyment i uśmiechałam się do przypadkowych ludzi. Raz usłyszałam „coś nie tak?” a swa razy, czy mam jakiś problem. Nawet chciałam powiedzieć, że owszem, kilka i zapytać czy tak wrażliwa na cudze problemy osoba chce je za mnie rozwiązać ;)
    Pkt. 5 mnie rozbawił, zwłaszcza jeśli chodzi o sprzątanie po topieniu przez przedszkolaki marzanny.
    Pkt. 6 – też o tym słyszałam, pierwszy raz od narzeczonej mojego brata. Ale sama też tego nie przestrzegam.
    Pkt. 8 – pierwsze też znam, choć sama brałam ślub w maju, podobnie jak moi rodzice, będący szczęśliwym małżeństwem przez ponad 30 lat. Drugiego nie znam. Ale ślubnych przesądów mamy całą masę.
    Pkt. 11 – choć mieszkam niedaleko Katowic, nic mi na ten temat nie wiadomo.
    Pkt. 12 – z tego co wiem, jesteśmy jednym z nielicznych krajów, gdzie coś takiego jak ‚lektor’ w filmach w ogóle występuje. Wszędzie na świecie są albo napisy, albo, bardzo popularny dubbing. Osobiście preferuję napisy, dubbing, podobnie jak Ty, uznaję tylko w kreskówkach. Lektora trawię, choć raczej w filmach, gdzie jest dużo treści i mogłabym nie nadążyć za czytaniem (np. dr House). Nie zapomnę mojej pierwszej wersji kultowego Dirty Dancing, z niemieckim dubbingiem, holenderskimi napisami i polskim lektorem ;)
    Pkt. 14 – teraz to tylko ułożenie klamki, kiedyś też można było uchylić okno, jednak wymagało to przesunięcia specjalnej wajchy ;)
    Pkt. 15 – niestety nie znam tego patentu, nigdy też nie widziałam takiej wanny.
    A co do morderców seryjnych, to podejrzewam, że zdarzają się w każdym kraju.
    Pozdrawiam :)

  19. Maggie S-B napisał(a):

    Uczę w USA w sobotniej szkole języka polskiego i przy okazji lekcji o wiośnie i Marzannie dzieci były oburzone, że podpalanie Marzanny byłoby niebezpieczne, a za zaśmiecanie zbiorników wodnych dostaje się mandat!

  20. Inga napisał(a):

    Nie praktykuję, ale jako ochrzczona i bierzmowana cały czas figuruję w kartotekach kościelnych i podbijam statystki Kościołowi Katolickiemu, że niby 90% Polaków…

    A więc jestem katoliczką niepraktykującą.

Dodaj komentarz