Czy obraża cię #grobbing?

To już drugi rok, gdy używam hasztaga #grobbing i drugi raz, gdy dostaję obrażone komentarze, że „żenujące”. Szczerze mówiąc, ciąć się z tego powodu nie będę. Jeśli kogoś boli to, że naśmiewam się z grobbingu, to znaczy, że powinniśmy się rozstać. Nasze poczucie humoru nie pasuje do siebie. Mamy też najwyraźniej inne zdanie na temat tego, co jest żenujące. Dla niego żenujące jest moje porównanie chodzenia na groby z clubbingiem – dla mnie żenujący jest właśnie grobbing.

W pełni rozumiem kogoś, kto czuje potrzebę symbolicznego odwiedzenia grobu kogoś bliskiego, oddania się zadumie i postawienia na płycie znicza, którego płomień jest dziś symbolem pamięci. Rozumiem, choć sama nie mam tej potrzeby. Ja wolę wspominać bliskich.. gdziekolwiek jestem. Przy zdjęciach, wspólnych znajomych albo opowieściach. Grób nie jest mi do tego potrzebny, ale – wciąż – rozumiem tych, którzy w Święto Zmarłych lubią pójść na rodzinny lub samotny spacer po cmentarzu, w gąszczu tych przepięknych, płonących zniczy i zapachu stearyny (to ona tak pachnie..?), a nawet kupić sobie obwarzanki lub pańską skórkę, bo to takie tradycyjne już jest. Spoko. Mój tata tak lubi i chodzę z nim zawsze na Powązki, bo wiem, że mu to sprawia przyjemność.

Kompletnie jednak obce mi jest drugie podejście do Święta Zmarłych, czyli to, co często na cmentarzach widzę. I to podejście właśnie przyrównuję do clubbingu, nazywając je grobbingiem. Tak samo bowiem jak niektórzy skaczą po dyskotekach, pokazując się w drogich ciuszkach i lansując szampanem na stole przed laskami na parkiecie – tak inni skaczą po cmentarzach, odstawiając się jak na ślub, kupując jak najfikusniejsze ozdoby na grób i lansując się swoją prawilnością* przed resztą rodziny. A cała komercyjna otoczka Święta Zmarłych jeszcze mi ten snobistyczny aspekt podkreśla. 5zł. za parking, 10 zł. za znicz z serduszkiem, 12 za taki z polską flagą, dziadek na pewno by taki chciał, 15 za wrzosy, sztuczne kwiatki lepiej, bo na dłużej, ale to obciach jednak, pączki, pańska skórka, obwarzanki, zapałki, plastikowe torebki wszędzie, wieńce w setkach kształtów, jakaś żebraczka z chorym dzieckiem pod murem rękę wyciąga, ale niestety wszystkie pieniądze dziś idą na ozdabianie grobów, bo jak przyjedzie ciocia Gienia, to musi zobaczyć, że my byliśmy na grobie wcześniej i kupiliśmy te wielkie, piękne kwiaty. A co ty taka nieuprasowana, a co jeśli cię zobaczy kuzyn Mietek, wstyd przecież. Byłeś u wujka Ambrożego? No jak to? A co ludzie pomyślą, jak zobaczą, że stare kwiaty stoją? A na pewno nie stoją, pokradli na pewno.

To jest grobbing. TO.

I, tak, śmieję się z tego.

Bo to dla mnie śmieszne jest. Nie żebym miała coś przeciwko. Harcerze sobie dorobią, kwiaciarkom też coś do kieszeni wpadnie. Cmentarze ładnie wyglądają w te dwa dni. Niech sobie ludzie chodzą po cmentarzach tak, jak im się podoba. Ale ja też mam prawo sobie to nazwać tak, jak moim zdaniem to wygląda. I gdybym to jeszcze sama hasztag wymyśliła… A to nie ja. Niestety. Taki trafny.

PS. Jak umrę, to nie chcę żadnego grobu. Organy wyjąć i wykorzystać do ratowania życia lub badań naukowych (nie ręczę za stan wątroby). Resztę spalić, prochy rozrzucić jeszcze nie wiem gdzie, ale się w końcu zdecyduję. I jak mi ktoś chce wyrzucić hajs na kwiatki, wieńce, płyty czy inne niepotrzebne nikomu (a mi to już na pewno) przedmioty, to niech się puknie w czoło a kasę wpłaci na schronisko dla psów. Amen.

*Nie wiem, czy dobrze użyłam słowa „prawilność”. To takie nowe słowo. Jeszcze go do końca nie czuję ;)

Komentarze do wpisu: 93 Napisz komentarz

  1. Nie szalej tak z tym rozsypywaniem prochów, bo jak kremacja jest to i miejsce pochówku być musi … nie można se tak jak na filmach, że w górach nas rozsypią albo do strumyczka. Zawsze można próbować obejść system.

    ps. z Twoim podejściem się zgadzam, a nam w tym roku udało się uniknąć wbijania się w tłum „zwiedzających” groby … na szczęście.

    1. Paula napisał(a):

      Jak się dobrze zaplanuje i w normalnym kraju umrze, to nie trzeba mieć miejsca pochówku, tylko właśnie można rozsypać prochy tam, gdzie zmarły sobie zażyczył.

      1. Ale można pokombinować i tak żeby było zgodnie z prawem i tak żeby rozsypać :-) Pan, który organizował pochówek babci opowiedział nam o tym ;-)

        1. możliwe że cuś uległo zmianie… ja się o tym dowiedziałam z opowieści kolegi, którego dziadek chciał być rozsypany w Tatrach …
          Seg, myślę, że wszystko da się obejść, zwłaszcza w naszym kraju.

  2. Te hashtagi takie nowoczesne… Podzielam twoje zdanie na ten temat a właściwie nie zdanie. Jestem katolikiem, wyznaję pewne zasady, niektóre łamię, jestem tylko człowiekiem ale jak widzę dosłowny „lans” to coś mi się robi i nie wiem czy zabić zanim złoży jaja czy po prostu przejść obok neutralnie. To takie fajne jakiej wielkości znicz kupię, czy moje habazie będą większe i ładniejsze od innych z mojej rodziny. Takiej spierdolizny nie jestem w stanie zdzierżyć. Tak samo jest z ciuchami… Boże chroń nas normalnych!

  3. Anita Stańczak napisał(a):

    Podzielam cholera jasna!
    Nowe buty, płaszcze, pasemka i ułożone kudły KONIECZNIE mus to zrobić przez 1 listopada.
    W mojej rodzinie nie kupuje się drogich kwiatów i zniczy z Bóg wie jakim nadrukiem, symbolicznie kwiaty i tzw „światełko”. Podobnie jak żałobę nosi się w sercu tak i pamięć też niech tam zostanie, a nie tylko raz do roku bo tak wypada..

    1. O to jest następna rzecz, która mnie zadziwia w obserwacji ludzi przez ludzi. Ja nie mam pojęcia czy moi znajomi bliżsi czy dalsi, koledzy z pracy, obcy, bliscy, inni ludzie , odwiedzają groby raz, trzy razy, a może 10 w ciągu roku. To ich prywatna sprawa. Ale czytam w internecie jako jeden z argumentów przeciw że przecież pamięta się cały czas a nie raz w roku. To tak jak z Walentynkami ;-))

      1. Anita Stańczak napisał(a):

        W moim domu się pamięta, a to czy moi znajomi z pracy, uczelni czy też dalsi znajomi pamiętają o bliskich częściej niż raz do roku to mnie generalnie w ogóle nie interesuje

  4. Mam podobne podejście jak Ty do zmarłych bliskich, na groby chodzę z Mamą bo to tradycja. I w ogóle lubię te święta. Nie zwracam uwagi na innych, nie podsłuchuję rozmów, cieszę się, że inne groby są przystrojone, czasem usłyszę jak dziadek opowiada wnuczce o swoim dzieciństwie. W tym roku pierwszy raz spotkaliśmy osobę, która opiekuje się grobem obok jednego z „naszych” i powiem szczerze dość odważnie nas przywitał: witam sąsiadów. Dobrze że my mamy poczucie humoru, również tego czarnego, więc pożartowaliśmy sobie i na koniec życzyliśmy abyśmy nie prędko się tu przeprowadzili. ;-)

  5. O właśnie to! To takie teatralne, darcie się do siebie: – byłaś już u wuuuuujka?! Rozbawia mnie najbardziej.
    No bo co, czy on ucieknie w międzyczasie? Bo to brzmi przynajmniej tak jakby miał wujek jakieś stoisko i limit czasowy na jego otwarcie.
    I te baby w futrach, ze świeżą ondulacją, w kozakach ażurowych. Nic, tylko grobbing właśnie.

  6. Narratorka napisał(a):

    Uważam, że masz prawo do tego, co uważasz. Osobiście myślę, że nie ma nic złego w tym, że ludzie chcą godnie pochować i uczcić czyjś nagrobek. To, że kupuje sie piękne kwiaty, kolorowe świeczki świadczy o tym jaki masz stosunek do zmarłego. To, że handlowcy wywęszyli biznes to już inna sprawa, ale nie uważasz, że to niesamowicie… bezduszne śmiać się z osób, które mają taką tradycję, a nie inną i to, że postawią ten śmiesznie kolorowy i pstrokaty znicz lub wiązankę za 50 zł sprawi, że poczują się wewnętrznie spokojni i nieco mniej smutni po utracie kogoś lub po prostu poczują się lepiej. Popieram Twoje zdanie na temat komercji, jednak wybacz, ale Warszawa jest zepsuta do szpiku kości jeśli o to chodzi. A razem z nią ludzie.
    Co do Twojej decyzji odnosnie Twojego ciała i pochówku- nie uważam, że jest zły, jednak myślę, że jest to Twoja prywatna sprawa i Twoich dzieci, ewentualnie innej bliskiej rodziny, a nie czytelników. Nie gorszy mnie to, ale jednak myślę, że są pewne sprawy, które powinno się zachować dla najbliższych a nie traktować ich tak samo jak zupełnie obcych czytelników.
    I nie życzę Ci kiedyś smętnego, zapomnianego, zarosniętego grobu czy w ogóle braku miejsca, żeby już Twoi wnukowie zapomnieli o Tobie, a prawnukowie nie wiedzieli nic o Twoim istnieniu… Po prostu życzę Ci spełnienia marzeń :)

    1. „To, że kupuje sie piękne kwiaty, kolorowe świeczki świadczy o tym jaki masz stosunek do zmarłego”
      Czyli, że jeśli jeżdżę starym rozsypującym się samochodem a sąsiad bryką za 200 tysięcy to ja jestem gorszy od niego? W sumie to nie mam już auta, kupiłem rower :)

      1. Narratorka napisał(a):

        Nie rozumiem Twojego uogólnienia. Mówimy teraz o sytuacji strojenia nagrobków. I nie chodzi o cenę, bo jeśli chcesz możesz kwiaty z ogródka przynieść, które masz za darmo…

        1. Przeczysz sama sobie tłumacząc, ze uogólniam. Jednak tłumaczę… Jeśli kupię kwiatki za 10zł a sąsiad za 1000zł to znaczy, że on bardziej szanuje tego zmarłego ode mnie (załóżmy, że chodzi o ten sam nagrobek)? To nie jest logiczne.

        2. Narratorka napisał(a):

          Mówisz, że to co piszesz nie jest logiczne i ja też nie rozumiem.
          A więc przytoczę moja słowa, które zacytowałeś: „To, że kupuje sie piękne kwiaty, kolorowe świeczki świadczy o tym jaki masz stosunek do zmarłego”
          TO, ŻE, a nie TO, ILE… Nie chodzi, jak wspomnialam, o cenę- ile wydasz na kwiaty. Chodzi o to, że w ogóle je kupisz. A jak już kupujesz to chyba nie chcesz swojej mamie czy cioci kupić jakiś brzydkich tylko ładne. A to, ile przeznaczysz na to, zależy od tego ile możesz i ile chcesz i nic nikomu do tego. Nikt nie kupuje kwiatów za 1000 zł, chyba, że Ty masz takie doświadczenia, to wtedy cofam. Jak widzisz pusty grób, z porozrzucanymi liśćmi i zarośniętymi mchem ściankami co myślisz? Że nikt go nie odwiedza. A chyba po to stawia się grobowce- żeby mieć miejsce upamiętniajce daną osobę, gdzie przychodzi rodzina, modli się, lub dla innych celów.
          Segritta mówi o #grobbingu, czyli, z tego co zrozumiałam, pozerstwu na cmenatrzach. Ale nawet jeśli ktoś faktycznie zadba o to, żeby się ubrać, kupić ładne znicze i kwiaty, przywieźć coś wcześniej, to znaczy, że się angażuje a nie jest mu wszystko jedno i to, żeby wszystko było jak najlepsze to czysta potrzeba. Tak samo jak inni kupują sobie coraz lepsze telefony czy ubrania.
          I to, że kupisz kwiaty za 10 zł nie czyni Cię gorszym potomkiem, lub mowi o Tobie, że mniej szanujesz zmarłą osobę. Fakt, że w ogóle poświęciłeś ten czas żeby tam pójśc świadczy, że nie jestes ignorantem czy hejtującym takie zachowania „dla zasady”, tylko, że nie jest Ci obojętne miejsce spoczynku danej osoby. A to, że ktoś stwierdzi, że skoro kupił kwiaty droższe- bardziej kogoś szanuje, to już zależy od danej osoby jak bardzo pieniądze są dla niego symbolem innych wartości.

    2. Anita Stańczak napisał(a):

      Jeżeli zaniosę chryzantemę za 15 zł i znicze z promocji w Tesco to stosunek względem moich bliskich jest marny, o bladź.

        1. Jasne. Mam zupełnie inne podejście do takich spraw. W większych miastach może faktycznie „lans” ma znaczenie, jednak pochodzę z polski wschodniej (małe zaściankowe miasteczko) i ten problem również występuje. Śmuci sam fakt, że tak mały % ludzi ma takie podejście jak Twoje.

        2. Anita Stańczak napisał(a):

          No widzisz ja też z „Polski wschodniej”, wszędzie to występuje czy to duże miasto, ciut mniejsze czy cmentarz przy Kościele na wsi.

    3. Tak sobie myślę, że najlepsze poczucie to to, że zapadnie się w pamięć bliskich i wówczas nie trzeba walić sobie marmuru 2m2. Grób mojego dziadka jest na innym kontynencie i pewnie mocno zarośnięty, bo jego znajomi przekręcili się szybciej niż on. Kiedyś się tam wybiorę. Póki co, dziadek żyje z nami co święta, a czasami przy obiedzie. Chyba ma się dobrze.

  7. Zaradna Mama napisał(a):

    Uwielbiam cmentarze, większość wagarów spędzałam tam na spacerach. Lubię też te dwa wieczory w roku, kiedy jest cały rozświetlony kolorowymi lampkami, moim zdaniem jest pięknie :-) Na ludzi nie zwracam uwagi, jeżdżę tam wyciszyć się i powspominać, natomiast co do planów pośmiertnych myślę podobnie do Ciebie. Napisałam dziś o donacji ciała do ośrodków medycznych. Niech lekarze mają na czym ćwiczyć, nie nauczą się medycyny z książki.

  8. Rozbawiłaś mnie tą prawilnością :D Kompletnie nie to znaczenie ale wywołało uśmiech, więc jest na plus. A grobbingu tak jak i modlitw w świątyniach- nie uprawiam. Mój Buk jest wszędzie i mogę sobie z nim porozmawiać z dowolnego miejsca na świecie. Tani roaming mam po prostu.

  9. Byłam świadkiem: „No już już stawiaj znicze i myk myk dalej lecimy jeszcze ciotka, babcie i Stefan, nie wyrobimy się do jutra” i tak na każdym grobie po 2 minuty i dalej przepychając się przez tłumy maraton. Bez cienia refleksji czy spalenia fajki ze zmarłym. Bieganina, lans i nerwówka a to nie o to ma chodzić. Marzy mi się celebracja tego dnia jak w Meksyku, gdzie rodziny siedzą na grobach, popijają tequillę, oswajają się z tym co i tak nadejdzie i śpiewają. Na spokojnie, wspominając, bez przyklejonego na twarzy smutku i grobbingu

  10. I ja właśnie dlatego nie wybieram się na cmentarz w dniach 1-2 listopada. Wolę to zrobić tydzień wcześniej lub tydzień później – na spokojnie, powspominać, zatrzymać się, zapalić świeczkę… bez przeklinania w korkach i szukania przez godzinę miejsca parkingowego.

    1. A na co dzień nie przeklinasz w korkach? Bo ja i owszem ;-) Czy tego dnia czy innego. A akurat w tych dniach nie mam problemu ze znalezieniem miejsca pod cmentarzem bo harcerze pilnują porządku a w każdy inny dzień miejsca są zajęte przez ludzi dojeżdżających do pracy

      1. U mnie w rodzinnym mieście akurat w pobliżu cmentarza trwa remont całej ulicy, więc z dojazdem jest jakaś masakra :P no i jakoś tak wolę przejść się gdy nie ma tych tłumów, cisza i spokój sprzyjają „zadumie” ;) a o to chyba chodzi – o wspominanie, i jestem pewna że nikt z moich zmarłych bliskich nie obrazi się, że przeznaczyłam mu czas te kilka dni wcześniej lub później, jeśli ten czas był poświęcony lepiej, pełniej.

  11. ciemnogród i zacofanie napisał(a):

    Jedna uwaga do Twojego tekstu – 1 listopada to nie jakieś „Święto Zmarłych”, a uroczystość Wszystkich Świętych. Używasz pojęć wyniesionych z propagandy zateizowanej komuny. Wiem, że ta potoczna wersja jest bardzo powszechna, ale warto się zastanowić czasem nad takimi „szczegółami”, szczególnie że twojego bloga czyta chyba dużo osób :) Pozderki

    1. ja też mówię święto zmarłych, nie każdy jest katolikiem który z tej okazji czci świętych, niektórzy czczą tylko pamięć przodków (co ma początek w czasach pogańskich, a nie w komunie), a nazwa święto zmarłych jest neutralna i chyba nikogo nie obraża.

    2. Tak nawiasem mówiąc – WSZYSCY Święci zmarli – więc czemu by tak nie mówić? Chyba za życia żaden czlowiek świętym nawet nie może zostać prawda? Nazwa jak najbardziej do przyjęcia. Ja dzieciom tłumacze Boże Narodzenie jako Urodziny Jezusa – też źle robię?

  12. W tym roku zachorowałam, więc mnie ta cała akcja ominęła, ale cały czas mam przed oczami obrażoną minę mojej mamy, że nie wyglądam wystarczająco wyjściowo i co rodzina powie. A to, że w ładnym zmarznę to nie jest istotne, ważne, żeby się lansować przed ciotką z którą i tak nie utrzymujemy kontaktu, ech

  13. Ewelina Kwaśniewska napisał(a):

    Niezależnie od pory dnia i roku wsiadam czasem w samochód i jadę na grób mojej przyjaciółki. Przywożę jej aniołka (bo zbierała), zapalam znicz i siadam „z nią”. „Rozmawiamy”, opowiadam jej różne rzeczy… Pamiętam sytuację, kiedy opowiadałam jej akurat zabawną sytuację i zaczęłam się śmiać. Obok przechodziła kobieta, jej oburzony wzrok sprawił, że na moment zastygłam. Jak można się śmiać przy grobie?! Nie rozumiem takiego podejścia, jak tej kobiety i chyba nigdy nie zrozumiem. W kontekście Święta Zmarłych to dla mnie właśnie ten czas, kiedy w sposób szczególny można „pobyć” z tymi, których już z nami nie ma. Pobyć, czyli „spędzić z nimi trochę czasu”. Grobbing jest dla mnie niezrozumiały.

    1. Karina napisał(a):

      Nie przejmuj sie takimi ludzmi. Piekne jest to, ze pamietasz o swojej przyjaciolce i z nia rozmawiasz i sie smiejesz a raczej smiejecie bo ona nadal jest przy Tobie. Zawsze mnie ciekawilo czy jest cos „po” . Dwa miesiace temu bylam pierwszy raz w zyciu u medium . Bardzo tesknilam za zmarla babcia wiec postanowilam sprobowac. To co uslyszlam zapewnilo mnie, ze jednak zmarli zostaja przy nas.

  14. Zwierz napisał(a):

    Po pierwsze – akurat odpust pod cmentarzem to nie jest żadna nowość tylko rzecz w kulturze dość mocno zakorzeniona. Oczywiście wydaje się nam, że kiedyś tego było mniej ale głównie dlatego, że kiedyś w ogóle handlowało się mniej. Natomiast wiecie jak tak czytam to myślę sobie, że wszystko chyba jednak zależy od nas. U mnie w rodzinie nie ma grobbingu, nie ma popisywania się przed sobą zniczami, wieńcami, kwiatami. Po pierwsze dlatego, że ogólnie rodzina nie ma prawie żadnych tradycji, ale też dlatego, że jak trzeba obskoczyć trzy różne cmentarze trzech różnych wyznań (rodzina z gatunku zbierz je wszystkie) to nie ma czasu. Po drugie dlatego, że spokojnie można zabić w sobie i w bliskich konieczność popisywania się absolutnie wszystkim. Bo to jest tu problemem a nie to kto co położył komu na grobie. Rozumiem wszystkich którzy chcą iść na groby, rozumiem wszystkich którzy nie chcą mieć nagrobka, tych którzy uważają że to dzień zadumy i tych którzy cmentarze w te święta traktują jako idealne miejsce do spaceru i wycieczki (stosunek odwiedzających groby do turystów na cmentarzu żydowskim to 1/4 do 3/4 na korzyść turystów). Nie mniej jestem absolutnie przekonana, że jedyną osobą, która z tego święta robi cyrk jesteśmy my sami. Nie żaden hashtag.

  15. Tianzi napisał(a):

    No dobra, rok temu byłam świadkiem (a właściwie i mimowolnym uczestnikiem, bo bachor biegał i wokół grobu swoich prządków i sąsiadującego z nim moich), jak poirytowana matka dyscyplinowała syna we Wszystkich Świętych na cmentarzu tymi słowy: ‚Marcin! Marcin, nie biegaj, pomódl się! Marcin! KURWA, POMÓDL SIĘ!’

    Ale.
    Jak już zauważono, ten dzień jest trochę okazją rodzinną, trochę towarzyską, trochę festiwalem. Taka specyfika święta. Taka mentalność typowa jeszcze pokolenie temu. Nie widzę w tym zaprzeczenia szacunku do zmarłych, nie widzę powodu do szyderstwa. W każdym razie nie większy niż te wszystkie plany bycia spalonym i wystrzelonym z armaty/ zakopanym za rzeczką, której nazwy najwięksi hipsterzy nie znają i nikt nie znajdzie grobu, a jeśli już, to odwiedzi go siódmego listopada, a nie pierwszego.

  16. Widziałem Twój grobbing na Instagramie i mnie nie oburzył. Ale mam polew z samego „ingu” zapoczątkowanego przez Łomżę. Udało im się to, trzeba przyznać. Ale mimo wszystko, kojarzy mi się z niedawnymi nazwami typu „Chlebex, Zdzisiex, Tortex”.

  17. Seg, nie traktuj tego proszę jako złośliwość, bo mój poziom sympatii do Twojej osoby jest bardzo wysoki i nie w głowie mi mądrowanie się :). Chodzi o to, że ja o grobbingu dowiaduję się co roku właśnie z blogów i komentarzy i zastanawiam się ile procentowo ludzi na cmentarzach wygląda Wam na grobbingowców. Jaka jest skala tego „problemu”? Bo kurcze, mieszkam w mieście, co roku odwiedzam dwa spore cmentarze plus okazjonalnie jedziemy rodzinnie jeszcze na trzeci równie spory i nigdy, przenigdy nie usłyszałam żadnych głupot, przechwałek, komentowania grobów, analizy zniczy czy zapalania ich na czas. Uważam, że stężenie głupoty jest wszędzie takie samo, a skoro na cmentarzach tłoczno – to i na idiotę łatwiej trafić. Swoją droga ludzie (nawet tutaj) pastwiący się nad wyglądem odwiedzających cmentarz niewiele różnią się od tych rzekomych krytyków nagrobkowych. To rzeczywiście musi być frustrujące – iść na cmentarz w dniu Wszystkich Świętych i zobaczyć ludzi, którzy zadbali o swój wygląd ;)

    1. Ja się częściowo zgadzam z przedmówcą bo faktycznie, na blogach i na fejsie problem jest wyolbrzymiany strasznie ale nie mogę powiedzieć, że nigdy się z tym nie spotkałam. Nawet w mojej własnej rodzinie co roku musiałam wysłuchiwać, że nie powinno się iść na cmentarz 1 listopada w takich butach czy w takiej czpace „bo ciocia Ania zobaczy”, „bo będzie Twoja kuzynka i jak ty będziesz wygladać”. Wiadaomo, był okres kiedy nie dawałam za wygraną, potem odpuszczałam, żeby sparwić babci przyjemność a teraz raczej na cmentarze chodzę sama i staram się to robić kilka dni wcześniej albo wieczorem pierwszego listopada, głównie dlatego, że nie chcę spotykać mojej rodziny. Dla nich to często okazja do ploteczek i kawusi. Ta kawa jeszcze ok, bo wiadomo, są osoby z daleka i w ogóle więc niech już przy okazji wpadną w odwiedziny, ale ploty nad grobami to nie moja broszka. Jest mega wyścig jeśli chodzi o „zdobienia” nagrobków, musi być więcej, drożej, ładniej. Ja tam grobbing dostrzegam i od kilku lat staram się go unikać chodząc na cmentarz jak nie ma „ruchu” ‚)

      I polecam https://www.youtube.com/watch?v=siGRUMFToEQ

  18. Rozwaliłaś system tą prawilnością. Ale niestety masz racje. Okey może jestem dziwna i nie rozumiem tego całego hallo bo grób to tylko płyta. Tych, których odeszli i na nich nam zależało trzymamy w sercu, zawsze przy sobie. Na 1 listopada już chyba nie wybiorę się na cmentarz. Nie dość, że niektórzy traktują to jak wybieg to jeszcze tłum tam taki, że oddychać ciężko. A ja się pytam gdzie są wszyscy każdego innego dnia w roku niż 1.11? No ale najbardziej rozwaliła mnie sprzedaż pierników przy cmentarzu, serio. Zaczynam się starzeć chyba skoro to mnie dziwi i pojawia się ta myśl ‚jeszcze kuwa bude z hot-dogami postawcie’ serio…

  19. Jak zobaczyłem dziecko ze zniczem w jednym ręku i watą cukrową w drugiej, to odsunąłem się na bezpieczną odległość. Poza nim, do czołówki cmentarzowych osobliwości dostało się też dziecko z balonikiem i dziecko z lodem.

    A do samego grobbingu świetnie się wpasowuje to zdjęcie:

  20. Magda Łukasiewicz napisał(a):

    Ostatnie słowa wprost z ust mi wyjęłaś! Serio, wczoraj męża instruowałam
    co ma czynić kiedy przypadkiem zamknę oczy i już dziś wiem, że grobu
    nie życzę sobie. Nie dla moich dzieci, aby nie spoczywało na nich jakieś dziwne obciążenie typu: muszę iść, bo grób zostanie pusty. Chcę żyć w ich wspomnieniach, przedmiotach, fotografiach a nie w kawałku zimnego granitu zastawionymi raz w roku śmierdzącymi chryzantemami.

  21. Niestety święto zmarlych to glownie parada mody. W ogóle nie rozumiem tez strojenia grobów – przescigania się kto polozy więcej, ladniej… powinna być ozdobna tablica i tyle (najlepiej wszystkie takie same).

  22. Cygaretka napisał(a):

    Ten wpis jest TAK trafny, TAK bardzo w punkt, a do tego TAK wywołujący usmieszek, że słowo daję dostaniesz kolejny tuzin wiadomości od oburzonych, jak tak mogłaś i że nie rozumiesz istoty rzeczy i że w dupie już maja twojego bloga – bo prawda w oczy kole, a najlepszą formą obrony jest… atak.

  23. Nie mam nic do konkursu na najładniejszy znicz, wieniec i kreację na cmentarz. Nie widzę nic złego w tym, że ktoś się wystroi na cmentarz, ktoś widząc mnie w minioną sobotę mógłby pomyśleć, że sama poszłam wystrojona, ale to dlatego, że ja zawsze się stroję. W końcu idę spotkać się ze zmarłą babcią i dziadkiem, którzy akurat zawsze cenili u ludzi elegancję, ale tak naprawdę nie robiłam się na bóstwo dla nich, tylko dla siebie.

    I szczerze mówiąc wolę obłudę w postaci wytwornych zniczy i ogromnych kwiatów, niż upewnianie się, czy aby na pewno każdy wokół zarejestrował nasz smutek/zadumę/poruszenie. Spotkałam się z czymś takim.

    Tak naprawdę wydaje mi się, że zmarłym jest naprawdę obojętne, czy w ogóle do nich przychodzimy, nie mówiąc już o tych popisach krasomówczych na ich temat („był tak mądrym i ciepłym człowiekiem…”), czy kolorze zniczy na ich grobach. To święto zawsze przypomina mi o jednej, według mnie najważniejszej rzeczy – że zamiast ślepo czcić zmarłych za to tylko, że odeszli może warto pokazać żyjącym, że ich szanujemy, doceniamy i kochamy. Dzięki temu nigdy nie będziemy chcieli naszych wyrzutów sumienia – z powodu niespełnionych obietnic, zaniedbanych relacji itp. – zagłuszyć stawiając wielkie lampiony, czy bukiety na grobie osób, których te wyrzuty sumienia dotyczą.

  24. Paulina napisał(a):

    Jak usyszalam, ze „znajoma znajomej” wstala o 4 rano, zeby zaniesc wieniec na cmenatrz zanim inni ludzie tam przyjda, to sie zalamalam. A gwozdziem do trumny byly balony przy cmenatrzu. O losie!

  25. Masz rację z tym grobbingiem, choć po raz pierwszy widzę to określenie :) Mnie też denerwuje pokaz mody, żarcie wokół grobu, prześciganie się w strojeniu nagrobka itp. Odwiedzam tylko jeden cmentarz we Wszystkich Świętych. Ten na którym leży ciało mojego Ojca. Stawiam trochę więcej zniczy niż jeden, czasem przynoszę też jakąś wiązankę, żeby było miło spojrzeć. Pod krzyżem wspominam pozostałych zmarłych z rodziny i nie tylko. Oczywiście wspominać można w każdym innym miejscu.

    Ale… Jest jeszcze inny aspekt, którego nikt nie poruszył.

    Zapomnieliśmy o nim??
    Kiedy idę na cmentarz 1 listopada (mogę tak każdego dnia, aż do 8 listopada) można uzyskać odpust zupełny, ale tylko jeden raz. Warunki zyskania odpustu są następujące:
    1) pobożne nawiedzenie kościoła lub kaplicy,
    2) odmówienie „Ojcze nasz” i „Wierzę w Boga”,
    3) dowolna modlitwa w intencjach Ojca św.,
    4) Spowiedź i Komunia św.
    W dniach 1-8 listopada można także pozyskać odpust zupełny za nawiedzenie cmentarza pod wyżej wymienionymi warunkami. W pozostałe dni roku za nawiedzenie cmentarza pozyskuje się odpust cząstkowy.

    Więcej o odpustach – http://brewiarz.pl/czytelnia/odpusty.php3

    Oczywiście można poczytać w innych miejscach.

    Żadne gadżety w stylu lampki, znicze, wieńce NIE SĄ POTRZEBNE.
    I wtedy Święto nabiera SENSU.
    Bo tego byśmy sobie życzyli robiąc cokolwiek.

    Cieszę się, że szukasz znaczenia, a odrzucasz to, co jest tylko pozorem, bzdurą i bezsensem

    pozdrawiam ciepło i serdecznie :)

  26. Bardzo podobne spostrzeżenia mnie również zainspirowały do opisania tego ‚szczególnego’ w polskiej kulturze dnia.
    Na hasło „grobbing” natknąłem się jednak dopiero teraz i bardzo mi się spodobało :) W życiu trzeba mieć dystans, pod warunkiem, że dla siebie ma się go równie wiele, co dla innych. Myślę, że Ty nie masz z tym problemu.

  27. Nie ma nic przeciwko temu, groby odwiedzam w inne dni niż święto zmarłych z powodu na tłumy itp. Ale wiele osób jest bardzo tradycyjnych i rozumiem że może ich to obrażać ale przecież każdy ma swoje poglądy i opinie.

  28. Aleksandra Cieplik napisał(a):

    O to, to! Właśnie to! Trafione w punkt! Raz do roku sobie ludzie przypominają bo w futrze pokazać się trzeba, no i okazja do wypucowania auta, a sąsiad ma takie brudne…

  29. Bazu napisał(a):

    A ja uwielbiam to zjawisko, dzięki temu, że ludzie uprawiają grobbing to tak kocham te święta. Jest kolorowo pięknie, ludzie pięknie wyglądają spacer po cmentarzu cieszy oko zwłaszcza wieczorem jak światełka mrugają i tajemniczo oświetlają nagrobki. Zakochałam się w trendzie pachnących świeczek- na szczęście nie ma ich za dużo więc zapachy te nie są natarczywe, tylko tak miłe dla nosa. Chwała tym, co zaprzestali kupowania grających zniczy- to było słabe :) Ludzie nie przestawajcie wydawać kasy na takie komercyjne święta, bo życie będzie szaro-bure.
    Co do moich organów to rozważam tylko 1 opcję- za życia mogłabym oddać potrzebującej ukochanej osobie- tylko za życia i tylko ukochanej- reszta precz od mega ciała! Spalić w całości albo zjeść jak kto woli ale jak umrę to wszystko moje też ma umrzeć!

  30. Zastanawiam się jak ci wszyscy przeciwnicy uprawiania ” grobbingu”, którzy chodząc na cmentarze oddają się tylko zadumie, w tym swoim „zamyśleniu” zdołali ów „grobbing” zaobserwować i usłyszeć?

  31. Ja się powoli nauczyłam uodparniać na takie rzeczy. Chociaż faktycznie, nie da się tego nie zauważyć. Prześciganie się w wielkości pomników, zniczy, kwiatów itp. też mnie trochę zaskakuje… bo dla mnie to takie mega na pokaz jest.

  32. Rozumiem „grobbing” tak samo, więc nadal Cię czytam :) Mnie ta szopka strasznie irytuje i męczy, więc od kilku lat w niej nie uczestniczę – co rok wykręcam się małym dzieckiem. Mam nadzieję, że nie urośnie zbyt prędko ;)

  33. softshell napisał(a):

    Cześć. Widzisz, nie czytałem Twojego posta sprzed roku o grobbingu. Gdzieś podświadomie sam od kilku lat mam podobne odczucia. Ech… kilku… jako dziecko coś piło mnie przy grobie jak kamień w bucie, tyle, że obserwacja tego jarmarku cmentarnego nie tyle mnie oburzała, co nie czułem z tym żadnej wspólnoty. Co prawda może nie chciałbym być sam spieczony na proszek po śmierci a do organów czuję jako takie przywiązanie, ale dziś wspomniałem swojej żonie żeby mnie w jakiejś sośnince pochowała ze skromnym napisem bez cytatów, aniołków i jezusków. Nie chciałbym grobu jak sarkofag, nie chciałbym tej całej cepelii na swoim grobie. Ale żeby mnie ktoś kiedyś wspomniał bez tego święta. Czasem nad zdjęciem się uśmiechnął, przypomniał jakiś smaczek z życia i myślał o mnie dobrze. Co prawda nie chciałbym leżeć pod chwastami, ale po co to badziewie… Tyle, że Wszystkich Świętych i Zaduszki to dla mnie coś z tych dni, kiedy mogę sobie ten czas cały poświęcić na zadumę, dowcip i odrobinę medytacji. Nie jest mi z tym świętem źle, znieczuliłem się na pruderię i bigoterię, na baloniki na drucikach i całą tę kolorową pseudomodlitwę przy marmurowych klocach pod którymi leżą zwłoki.

  34. dlatego po części cieszę się, że mój blog dopiero raczkuje i nie jest jeszce aż tak rozpoznawalny (choć z drugiej strony smuteczek z tego powodu). U siebie napisałem krótki ‚poradnik’ jak przetrwać grobbing. Wszystko z humorem, ale treść zainspirowana życiem i doświadczeniami zaobserwowanymi wsród ludzi, których mijam na grobach. Wszystko zależy od tego, jak każda osoba podchodzi do tematu. Ale jeżeli ktoś przekłada swój imidż nad sensem tego święta, to sorry bardzo. Nie może się dziwić, że jest później obiektem żartów. Ba! Niech nawet potem sobie nie rości praw do obrzucania błotem autora tych żartów.

  35. Ja co roku chodzę na cmentarz, ale dlatego że cała rodzina przychodzi i nie chcę, żeby było im przykro. Poza tym jest to okazja do spotkania się, powspominania tych, którzy już odeszli… Natomiast o grobbingu dowiedziałem się z blogów i nie zdziwiłbym się, gdyby rzeczywiście było „założę to nowe futro z lisa, żeby Paciaciakowa spod 15tki mi pozazdrościła jak mnie zobaczy”. Nie zdziwiłbym się, ponieważ to, „co ludzie powiedzą”, jak i też sami ludzie w znakomitej większości mam w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę :)

  36. Rodzinny grobbing trzyma się silnie, co mnie zawsze a zawsze wprawiało w śmiech. Jedynie moja babcia, która straciła męża, bo jedyny chirurg w szpitalu upił się w wigilię i nie mógł operować serca a najmłodszy syn popełnił samobójstwo nie poddaje się temu trendowi.
    Śmieszy mnie to i smuci, bo wszystko jest na pokaz i wszystko da się sprzedać. Nie mówię, że zmarli to sacrum i nie ma prawa się tego krytykować, ale z drugiej strony krytyka to tylko jedna strona monety. Istny cyrk co wyprawia się w dwa dni w roku a przez resztę czasu cmentarze zieją istnymi pustkami, a o bliskich się nawet nie wspomni. To jest moim zdaniem prawdziwy problem, ten brak pamięci. Ten brak wspomnień, ta niechęć do wyciągania starych zdjęć i opowiadania historii (gdzie jedynym argumentem jest żenujący „brak czasu”). A grobbing to tylko maskarada, to tylko maska dla tego ropiejącego braku jakiekolwiek szacunku i totalnej dewaluacji rzeczy prawdziwie istotnych.

    A co do kremacji (podpisuje się obiema ręcami):

    Do not stand at my grave and weep
    I am not there. I do not sleep.
    I am a thousand winds that blow.
    I am the diamond glints on snow.
    I am the sunlight on ripened grain.
    I am the gentle autumn rain.
    When you awaken in the morning’s hush
    I am the swift uplifting rush
    Of quiet birds in circled flight.
    I am the soft stars that shine at night.
    Do not stand at my grave and cry;
    I am not there. I did not die.

      1. andzia napisał(a):

        Nie. Nie ma święta wszystkich zmarłych. Tak jak w dniu Bożego Narodzenia nie ma święta choinki. Tak Jak w Wielkanoc nie ma święta króliczka czy jajeczka itp itd… Po prostu nie ma takiego święta w polskim kalendarzu.

  37. Nihiru napisał(a):

    Wiesz co, to tak samo jakbyś się śmiała, że 12 potraw w Wigilię, że choinka, że „zastaw się a postaw się” a przecież urodzenie Jezusa da się świętować bez tego wszystkiego. Oczywiście że się da, ale przyjemność mniejsza. Tak samo z WŚ. Dla mnie bardzo fajne jest to spacerowanie, spotykanie się ze znajomymi i rodziną, rozmowy.

  38. Dla mnie ten cały grobbing też jest śmieszny… Chodze na groby zmarłych nie tylko w ten jeden dzień w rok. Odwiedzam w dni normalne i zwykłe. Owszem w WŚ też odwiedzam, ale szał strojów wyciągania najlepszych ubran, fryzury i ta całą otoczka nie potrzebna- mnie śmieszny. Przykład z wczoraj pojechałam na groby zmarłych mi osób ubrana jak co dzień kurtka,koszula, spodnie i TRAMPKI. Resztę dnia miałam skopana „boże jak Ty wygladasz? Gdzie w trampkach w takie święto? ! Hur dur! Co ludzie powiedzą?! ” ja się pytam czy dziadkowi Gienkowi który zmarł x lat temu przeszkadzają moje trampki? Jemu jest wszystko obojętne… Ja nie będę się zastanawiać też nad tym czy Grażyna mieszkająca obok domu moich rodziców ubrana w futro wraz ze swoją córka Karyna ubrana jak na wybieg obrobi mi dupe czy nie.

  39. monita23 Gazeta.pl napisał(a):

    Kiepskie zachowanie ludzi nie zależy od grobingu. Ono jest zawsze, przy każdej okazji.
    Po prostu 1.11 mamy z tym większy kontakt. Ja bym się nie przyczepiala do tradycji. Zauważ, że poruszyłaś temat głupoty i snobizmu Polaków a nie Święta Zmarłych.

  40. Kasia Szpruta napisał(a):

    Tylko bym się zastanowiła czy Twoi bliscy jednak nie chcieiliby mieć miejsca, do którego będą przychodzić, kiedy Ty już będziesz dyndać nogami na chmurce. Bo może będą lubić, jak Twój Tata przyjść ze zniczem, zadumać się. Poza tym zgadzam się z Tobą. Wyjąć organy, spalić.

  41. I masz rację, że Cię to śmieszy. Co prawda zawsze odkąd pamiętam była pełna mobilizacja przed Świętem Zmarłych ale to co się teraz dzieje, woła o pomstę do nieba. Zrobiło się z tego jakieś połączenie Wszystkich Świętych, Walentynek i szaleństwa zakupów przed Bożym Narodzeniem. Z każdego miejsca wylewa się totalny kicz. Znaleźć znicz, który by nie był upszczony w „złoto”, „srebro” lub jakieś inne „kamienie szlachetne” graniczy z cudem. I ten rejwach panujący na cmentarzach. Gdzie tu miejsce na pamięć i zadumę…

Dodaj komentarz