Czym się różni idealna sylwetka modelki od sylwetki głodzonego człowieka.

Są pewne korzyści z odczekania jednego dnia i nie komentowania jakiegoś flejmu od razu. Dzięki temu zapoznałam się już z argumentami obu stron: zarówno tych, którzy zgadzają się z przekazem poniższego porównania – jak i tych, którzy uznają je za skandaliczne. 

Ale od początku. Przedwczoraj ukazał się na Fejsbuku kontrowersyjny status (klik) porównujący sylwetkę Anji Rubik do wychudzonych ciał ocalałych więźniów obozu koncentracyjnego w Ebensee. Do statusu dołączone były trzy zdjęcia: jedno z magazynu modowego z Anją w roli modelki prezentującej sweter, jedno wspomnianych więźniów z Ebensee i ostatnie, będące fotomontażem dwóch poprzednich. Modelka ustawiona obok odzianych w same koszule mężczyzn wygląda zatrważająco …podobnie. Mowa oczywiście o nienaturalnej chudości wszystkich na zdjęciu.

10014086_782450818463546_2929595650215352863_o_Fotor_Collage

Status rozszedł się błyskawicznie po Fejsbuku, prowokując do dyskusji i oceny tego fotomontażu. Część odebrała go bardzo pozytywnie, chwaląc za odwagę i próbę uzmysłowienia młodym ludziom, że nie warto ślepo słuchać się lansowanych wzorców urody. Część skrytykowała za obraźliwe dla wielu genetycznie chudych lub chorych ludzi porównanie, bo przecież nie każdy jest chudy z wyboru.

Ja jestem za tymi pierwszymi.

Problem nie leży w chudości samej w sobie, bo chudość nie jest ani grzechem ani – bardzo często – wyborem. Są ludzie chudzi lub grubi z natury, bo takie mają już geny. Bardzo trudno takim naturalnie grubym ludziom schudnąć albo naturalnie chudym – przytyć. Wiem, bo moja dobra znajoma pochłania baaardzo dużo kalorycznego pożywienia, a jest chuda jak patyk. A moja mama z kolei po prostu nie przepada za jedzeniem. Jest chuda, bo je akurat tyle, ile musi. Nie ma apetytu, nie podjada między posiłkami, generalnie je, by żyć a nie żyje, by jeść. To, że obie są chude, nie czyni z nich gorszych kobiet albo „mniej prawdziwych kobiet”. Dlatego w pełni rozumiem sprzeciw, z jakim się spotykam za każdym razem, gdy ktoś pokazuje Laetitię Castę albo Monikę Belluci i pisze, że to są „prawdziwe kobiety” a nie jakieś wieszaki czy patyczaki. Ja też jestem fanką figury Laetitii i Moniki. Podobają mi się o wiele bardziej niż Kate Moss lub inna chuda dziewczyna, ale przecież nie neguję prawa innych do własnego gustu. Każdemu co innego się podoba, i bardzo dobrze, bo dzięki temu świat jest taki różnorodny a każdy ma szansę na odnalezienie miłości swojego życia, która zaakceptuje go takim, jaki jest.

Jeszcze raz powtórzę, bo ze zrozumieniem właśnie tej części wielu ma kłopot: problem nie leży w chudości.

Problem leży w tym, że poza chudością nie ma nic.

Na wybiegach, w reklamach ubrań, kosmetyków, biżuterii i perfum, na billboardach, w magazynach urodowych i generalnie w kobiecych czasopismach jest tylko jeden wzór pięknej sylwetki i jest to sylwetka chuda lub chorobliwie chuda. Już nawet zwyczajnie szczupłe dziewczyny trudno tam znaleźć, nie mówiąc już o tych normalnych, ze zdrową sylwetką (i mówiąc „zdrową” mam na myśli definicję medyczną) albo sylwetką wysportowaną. Te są uznawane za modelki + size (sic!) Wszędzie tam, gdzie tworzy się i utrwala wzorce piękna jest monopol na chudość. I z tym mam problem. Bo ten monopol powoduje kompleksy u zdrowych, młodych kobiet i zdrowych nastolatek, których pojęcie piękna jest ściśle uzależnione od tego, co widzą w mediach. To prowadzi do naprawdę groźnej, bo śmiertelnej choroby, jaką jest anoreksja. To prowadzi do depresji, braku samoakceptacji i przeróżnych problemów psychicznych. To jest po prostu groźne.

Tak, porównanie idealnej sylwetki modelki do ocalałych z obozu koncentracyjnego jest mocne, ale może uzmysłowi kilku nastolatkom, że lansowana obecnie „figura idealna” dla kobiety nie jest zdrowa. Że ta smutna, ubrana w za długi sweter dziewczyna zadziwiająco przypomina kogoś długo głodzonego. Że tak wyglądają ludzie chorzy. I że celowe doprowadzanie się do takiego stanu jest szaleństwem. 

Prędzej czy później w takich dyskusjach pada argument mody, która rządzi się swoimi prawami i w której niekoniecznie chodzi o piękno kobiety – ale o piękno ciucha na tej kobiecie. No i niestety, nie przemawia to do mnie. Co z tego, że na anorektycznych sylwetkach dobrze ciuchy wyglądają? Może jednak warto produkować ciuchy, które będą dobrze wyglądać na zdrowych sylwetkach? Może to nie w kobietach jest problem – a właśnie w tych ciuchach? Jeśli w biznesie modowym nie chodzi o to, by ubranie czyniło kobietę piękną, tylko o to, by kobieta czyniła pięknym ubranie, to znaczy, że ten biznes jest popieprzony i trzeba go postawić od nowa. 

Rozumiem argumenty tych, którzy mówią o ludziach genetycznie chudych. I naprawdę, gdyby jakaś genetycznie chuda modelka była jedną z wielu promowanych sylwetek (obok tych normalnych i grubszych), zapewne nikt nie czułby potrzeby robienia takiego fotomontażu jak na powyższych zdjęciach. Problem w tym, że te patologicznie chude modelki nie stanowią 5% ani nawet 20% modelek. Stanowią ogromną większość. Właściwie nie można dziś zrobić jakiejkolwiek kariery w modelingu, nie będąc chudą. 

A to już źle. I z tym, według mnie, można walczyć nawet tak mocnymi metodami. Bo świat naoglądał się już zbyt wielu zdjęć, w których chudość jest zestawiana z czymś pożądanym i pięknym – a zbyt niewielu, w których chudość jest oznaką choroby i niedożywienia. A przecież z tego najczęściej wynika. 

PS. Znajomy zwrócił mi uwagę na jeszcze jeden aspekt tej sprawy: „Porównanie modelki do ofiar obozów koncentracyjnych — może. Ale ofiar do modelki (co dzieje się w tle, samo z siebie, ale się dzieje) — już nie. Inny kaliber. Inne zło. Inny wymiar.

Komentarze do wpisu: 41 Napisz komentarz

  1. To temat rzeka. Fotka pokazuje jak wyraźny jest to problem. Co do osób chudych genetycznie to sama jestem osobą, która może zjeść naprawdę dużo i bardzo nie zdrowo. Mimo to trudno mi przytyć i przy wzroście 178 cm te 60kg wygląda dość dziwnie. Po prostu tak mam, ale często spotykam się z pytaniami czy się odchudzam albo właśnie podejrzeniami o anoreksje. Nigdy w życiu na diecie nie byłam, przynajmniej nie odchudzającej(raz czy dwa specjalna zalecona przez lekarza przy jakimś tam leczeniu). Smutne te ‚wzorce’ ideałów.

  2. Trudna sprawa i dokładnie tak jak @alexrossdesign:disqus wspomniała – to temat rzeka niestety. Za to wysunęłaś bardzo dobre podsumowanie: „Jeśli w biznesie modowym nie chodzi o to, by ubranie czyniło kobietę piękną, tylko o to, by kobieta czyniła pięknym ubranie, to znaczy, że ten biznes jest popieprzony i trzeba go postawić od nowa.” Tylko jak to zrobić? Ale masz mądre podejście, dobrze było przeczytać Twoją opinię.

    1. Karolina napisał(a):

      W tym biznesie chodzi o to, żeby modelka nie była zbyt piękna i nie odciągała uwagi od ubrania. Moim zdaniem po wybiegach powinny chodzić wysokie, szczupłe, zdrowe kobiety. I wychudzone i otyłe „odciągają” uwagę od ubrania (jak każde ekstremum, pomijam już tu kwestie zdrowotne). Mówię to jako studentka projektowania ubioru.

  3. Aleksandra Cieplik napisał(a):

    Problemem nie są nawet same czasopisma itp. Noszę rozmiar 40, nie uważam żeby to był rozmiar „słoniowy”, ja się z nim dobrze czuję, mój chłopak go lubi i generalnie wiem, że dużo mniejsza nie będę, bo jestem z gatunku „grubokościstych”, a mimo to wchodząc do przeciętnej sieciówki czuję się jak właśnie taka słonica. Dlaczego? Bo w większości sklepów skala rozmiarów to 34-40, szczęściem jest gdy spotkam 42. O większych wolę nie myśleć, bo wtedy trzeba szukać sklepu dla puszystych. Oprócz tego natura ofiarowała mi pozornie świetną sylwetkę bo mam i jakiś tam biust, i biodra, i pupę, i nogi które mają jakiś tam kształt. Wszystko to powoduje że zakupy kończą się fiaskiem bo jak proszę o większy rozmiar to napotykam zakłopotane spojrzenie ekspedientki w rozmiarze 36 sugerujące „większych raczej nie mamy”, a 3/4 ubrań nie pasuje bo są szyte na figury „z przodu deska, z tyłu deska”. Przyznam szczerze, że jak na co dzień nie mam kompleksów, tak po takiej wizycie marzy mi się żeby być wieszakiem. I sądzę, że nie jestem jedyna.

    1. Magdalena napisał(a):

      Nie no, bez przesady. Ja też noszę 40, innym razem 38 czy 42 (spodnie!
      Mam 177 cm) i problemy typowo rozmiarowe w sieciówkach mam raczej takie,
      że nie ma dla mnie nic na wyprzedażach – zostają rzeczy mniejsze i
      właśnie większe (44 np.). Ale z tym „z przodu deska, z tyłu deska”
      zgadzam się w 10000000%. Bo niby pasują na mnie dane spodnie, ale w
      biodrach – w pasie są za duże, przez co muszę nosić plecione paski, żeby
      mi nie spadły. Producenci ubrań zakładają przecież, że jak ktoś ma
      biodra i tyłek, to ma też wielki brzuch (?). Podobny problem z koszulami
      – 38 rozpina się na biuście, a 40 robi „skrzydełka” na ramionach.
      Bezsęsu.

    2. Karolina napisał(a):

      Studiuję projektowanie ubioru i z jednej strony się z Tobą zgadzam, ale z drugiej należy pamiętać, iż ubrania w sieciówkach są szyte na tzw. „standard” (stopniowanie szablonów, przez co zmienia się rozmiar, ale nie uwzględnia się różnic takich jak np to, że kobieta może być szczupła w pasie, ale obfitsza w biodrach, po prostu każdy wymiar idzie do góry – i ten w biodrach i ten w pasie niestety). Aby ubrania były dopasowane do „niestandardowych” figur trzeba by je szyć na miarę, bo producent nie jest w stanie dopasować jednego wzoru ubioru do 50 możliwych typów sylwetki, dlatego właśnie są szyte na „standard” i pasują jakiejś tam grupie osób, ale oczywistym jest, że kobietom odbiegającym od tego „standardu” ubrania nie będą dobrze pasować, dobrze leżeć (sama mam również z tym problem).

      1. Magdalena Gonerska napisał(a):

        Ja tylko się zastanawiam czy faktycznie mówimy o standardzie w sieciówkach. Z moich, i moich koleżanek (tych szczuplejszych i tych okrąglejszych) doświadczeń wynika, że ciuchy w sieciówkach są wiecznie nie takie jak oczekujemy. Trzeba skracać lub zwężac, w paskach dorabiać dziurki (kupić rozmiar L paska i dorabiać dziurki, bo M jest za krótki). A to co lubię najbardziej to jeansy. Mam może 5 koleżanek, które wchodzą do sklepu i kupują jeansy. Całej reszcie spodnie odstają na lędźwiach. A przecież tym kobieta różni się od mężczyzny, ze ma wcięcie w talii!!

  4. ana2213 napisał(a):

    Ale wiesz co jest najgorsze? Że to nie jest problem z rozmów w toku i że on postępuje. I nie dotyczy już tylko nastolatek, ale także młodych dziewczyn. Zwłaszcza tych, które na fali mody na zdrowy styl życia dużo schudły i zaczęły się bardziej podobać płci i męskiej i żeńskiej (w sensie, że koleżanki chwalą i zazdroszczą). Obsesyjnie dążą do tej figury i się jej trzymają, a każdy kilogram powoduje załamanie. Nie akceptują siebie w żadnej formie. Porównują się i do modelek i do internetowych zdjęć, które są umieszczane w kategorii „fit”. Oczywiście ja nie mówię, że zdrowy styl życia jest zły, bo ta moda jest naprawdę fajna, ale przeraża mnie, że tutaj też jest promowany jeden typ sylwetki. Cele i praca nad sobą są super, ale nie kosztem wszystkiego. Nie każdy musi tak wyglądać, nie każdy może. Wiem o czym mówię, bo mam takie osoby w swoim otoczeniu i chociaż przyznają, że dużo schudły, to nadal nie czują się szczęśliwe.

  5. Nie mam do końca wyrobionego zdania na ten temat. Do mnie także przemawia fragment zacytowany przez @alabasterfox:disqus. Strasznie wkurza mnie to, że ciuchy w kobiecych sklepach są na jedno kopyto, kiedyś pisałam o tym na swoim nieistniejącym już blogu – dziś nie mówi się: „to ubranie lepiej leży, a tamto gorzej”, tylko „to bardziej wisi, a to mniej”. Zrobiła się dziwna moda na wychudzone dziewczyny w workach na ziemniaki, podczas gdy kobietom posiadającym tzw. kobiece kształty nie sposób znaleźć w sklepie choć jedną bluzkę, która podkreśla ich walory.
    Z drugiej strony nie jestem też zwolenniczką myślenia, że media nam coś narzucają, a my biedni, bezbronni bierzemy to z połykiem i nieważne, że nam się coś nie podoba – Vogue twierdzi że to ładne, więc jesteśmy zmuszeni zmienić zdanie. Już prędzej mi do poglądu, że to działa w obie strony, że media owszem, kreują, ale reagując na wskaźniki sprzedaży. A to nikt inny, jak właśnie my, odbiorcy kupujemy – zarówno Vogue’a, chudość, jak i wspomniane przeze mnie worki na ziemniaki. Wniosek z tego taki, że szczupła sylwetka po prostu bardziej się podoba. I znowuż, jeśli ktoś nawet za cenę własnego zdrowia, a nawet życia chce ją uzyskać, to cóż – to się nazywa selekcja naturalna…

    I z trzeciej strony, w tej całej sytuacji strasznie nie podoba mi się nagonka na Anję. Ludzie chyba nie zdają sobie sprawy, że robią z chudymi osobami dokładnie to samo, co świat mody z grubymi – mogą kogoś wpędzić w poważne kompleksy. Dziwne, że obrażanie grubych osób wciąż jest postrzegane jako buractwo, a chudych wciąż się szykanuje.
    Podsumowując – nie wiem, czy się zgadzam z całą treścią notki, ale problem z pewnością jest i to nie jeden.

  6. Chyba przebywamy w innych światach i używamy innych mediów, skoro u Ciebie ktokolwiek lansuje chudość jako sylwetkę idealną, a w każdej reklamie występują wyłącznie chude modelki. Włącz TV, posiedź 15 minut przed reklamami. Pochodź po portalach internetowych i pooglądaj kobiety na bannerach. Wyjdź na miasto i przyjrzyj się billboardom. Ja po usłyszeniu któregoś z kolei pierdololo o lansowaniu chudej sylwetki tak zrobiłam i wiesz co? Okazuje się, że to gówno prawda. Większość kobiet w mediach jest szczupła, przeciętna, coraz częściej stawia się na kobiety wysportowane. Chude modelki pokazywane w mainstreamowych mediach to dosłownie garstka, głównie w reklamach fashion.

    Kompleksy u kobiet nie biorą się z mediów, to zaczyna się znacznie bliżej i wcześniej – w domu, w naszym otoczeniu, w tym jak zostajemy wychowani i z jakimi ludźmi dorastamy. To nie media kształtują nas w najważniejszych latach naszego życia. Czy mają na nas wpływ? Jasne, ale zdrowego, pewnego siebie człowieka nie wpędzą w kompleksy, nie wmówią że chudość jest najlepsza i nie zmuszą do odchudzania. Szukanie winy w sylwetkach modelek na billboardach to jak leczenie przyczyn zamiast skutków.

    Natomiast w tym temacie najbardziej oburza to, że ktoś porównał chudą, ale zdrową kobietę z zagłodzonymi, wychudzonymi więźniami obozów koncentracyjnych. To żenujące i tak kretyńskie, że nic tego nie usprawiedliwia.

    1. Arwena26 napisał(a):

      Zgadzam się. Mam 18 lat, ważę (w zależności od okresu) 51-54kg przy wzroście 166cm, przy tym mam całkiem standardową figurę, wszystko w normie. Nie jestem chuda, choć ten durny wskaźnik (bmi) pokazuje co innego. Jeśli miałabym powiedzieć coś nt. współczesnych nastolatek, to większość jest grubsza ode mnie, duża część ma nadwagę albo widać, że za rok-dwa tę nadwagę będą miały. Czy to jest dobre? Nie powiedziałabym. I nie myślcie, że mam zalążki anoreksji, że na „zdrowe” dziewczyny patrzę jak na grube.
      Jeśli chodzi o media, to zgodzę się z komentarzem wyżej – wszędzie są normalne, szczupłe i wysportowane kobiety i to jest dobre – napatrzeć się na dziewczyny dbające o siebie, prowadzące zdrowy tryb życia, atrakcyjne. „Wieszaki” widuje się tylko na pokazach mody, jeśli ktoś je ciągle ogląda to chyba ma problem. Bieliznę reklamują piękne kobiety o pełnych kształtach z biustem c+, więc i chude być nie mogą.
      Z tą wszechobecną anoreksją to przesada, zdecydowanie. Tak samo jak z tym, że każda dziewczyna, która zobaczy wychudzoną modelkę, zechce wyglądać tak jak ona.
      Status trafny, mocny, lecz niepotrzebny.

  7. Mnie zastanawia czemu nagle ktoś zaczął tę dyskusję? Śledzę świat mody i ciągle widzę sesje modelek, które wyglądają jeszcze gorzej (tak, to możliwe!) od Anji i nagle to jej się oberwało. Właśnie to jest największy problem – JEJ, nie magazynowi/fotografowi/grafikowi. Wszędzie widzę tytuły „Anja Rubik promuje anoreksję”. Po pierwsze – nie jest anorektyczką, więc jak ma ją promować? Po drugie – jej nogi naturalnie się odrobinę krąglejsze (sprawdzałam w google) i nie prezentują się tak źle na zdjęciach (http://instagram.com/anja_rubik dobrze to widać na jej insta), więc to ewidentnie sprawka grafika. Anja ma jeszcze bardzo wystające kolana, które tylko wzmacniają efekt chudości, ale te kolana w niczym nie przypominają ofiar obozów, które są powykręcane, zagłodzone, nieumięśnione.
    Cały czas mówi się o tym jak źle i nienaturalnie wyglądają modelki i absolutnie jestem za tym, by to zmienić, ale skupianie się na jednej modelce, jednej sesji, nie ma żadnego sensu. Przypuszczam, że w tym samym numerze Vogue’a znalazłoby się dużo bardziej niezdrowo wyglądających kobiet. W takiej dyskusji cierpieć może tylko bohaterka sesji (ciekawe jak się czuje będąc ciągle nazywana anorektyczką, widząc porównania swojego ciała do więźniów obozów koncentracyjnych?), a świat mody tego nie zauważy.

  8. Tłumaczenie otyłości genami jest absurdalnie śmieszne – oczywiście jest gen, który zwiększa prawdopodobieństwo otyłości, ale osoby z tym genem nie są „naturalnie” grube – mają, jak to się mówi, większą zdolność do tycia i muszą bardziej pilnować tego co i jak jedzą

  9. Tianzi napisał(a):

    Ja mam teorię, że z tym lansowaniem chudości przez producentów mody nie chodzi o sylwetkę bardziej zbliżoną do wieszaka, ale o rząd dusz. Gdyby moda była bardziej dostosowana do tzw. przeciętnych kobiet, to jeszcze baby by doszły do wniosku, że to ciuchy są dla nich, a nie one dla ciuchów. A tak na noszenie ubrań projektantów trzeba sobie zasłużyć (nie tylko finansowo), co tylko umacnia jego rangę jako symbolu statusu ;)

    Natomiast zdjęcie uważam za pewne nadużycie, bo czy Anja Rubik się odchudza, czy nie, to jest drobną kobietą, której naturalnie jest znacznie bliżej do takiej sylwetki niż przedstawionym tam więźniom. Pomimo pewnego wizualnego podobieństwa, to zestawienie pokazuje jednak zupełnie inne stopnie odchyłu od ideału zdrowia.

  10. Doceniam dostrzeżenie tej drugiej grupy dziewczyn – genetycznie chudych. Podobnie jak Twoja koleżanka, jem naprawdę dużo, ale taka moja natura, że nie tyję.I naprawdę nie jest to miłe, kiedy kolejny raz słyszę, że jestem za chuda albo, że chude dziewczyny „nie są prawdziwe”. Nazwanie kogoś wieszakiem jest banalnie proste, „grubas” nie przechodzi nam przez gardło już tak łatwo. A przecież jedno i drugie jest obraźliwe.

  11. Wreszcie coś sensownego. Nie rozczarowałam się tu wchodząc, chociaż szczerze myślałam, że troszkę skrytykujesz „wspólne” zdjęcie, no, ale jak pisałam: nie rozczarowałaś mnie Matyldo :)
    Podpisuję się, mam niemalże identyczne zdanie na ten temat.

    1. Aaaaaa pieprzenie! Zawsze grubsze tylko grubsze dziewczyny atakują modelki i argumentują to zawsze tym samym , ze jest to niebezpieczne dla nastolatek . Bzdura!! Taka jest prawda ze gowno interesują was jakies obce nastolatki i ich choroby! Bo dlaczego macie sie przejmować ich anoreksja?? I czy interesujecie sie tak samo ich otyłością ??? Chodzi tylko o to ze wasi faceci oglądają te zdjecia ślicznych szczuplych dziewczyn i was do nich porównują , a wy nie będziecie tak wyglądać albo wam poprostu sie nie chce! Bo oczywiście łatwiej jest najeżdżać na szczupłe sylwetki i wmawiać faceta , ze te dziewczyny maja anoreksję niż cos ze sobą zacząć robic. Ciekawe dlaczego Segritto chciała bys promować modelki większe ? To otyłość jest ok? I ciekawe dlaczego o chudych modelkach zawsze wypowiadają sie kobiety z taka a nie inna figura. Modelki ktore sa szczupłe , maja figury nastolatek a to czy wam sie to podoba czy nie kręci waszych facetów ! I teraz wmawiajcie sobie ze waszym akurat nie bo wam tak powiedzieli :)

      1. Domi, ale nikt nie mówi, że SZCZUPŁOŚĆ nie jest sexy i nie powinna być promowana, ale CHUDOŚĆ i przesadne wychudzenie tak. Owszem, masz rację- jestem typowym grubasem, ale co to zmienia. Dodam, że sama nie raz się obejrzę za ładną dziewczyną na ulicy- taką, która ma dupe, cycki i wcięcie w talii. Wybacz, ale w tym momencie Anja taka nie jest. To sam szkielet. Już modelki VS są bardziej pełne. Są szczupłe, czasem i chude, ale nie wychudzone. Moja siostra jest bardzo szczupła, wysoka, ale ma piękne biodra i proporcjonalny do nich biust, więc i wcięcie w talii. I co? Już jest plus size, bo ma w pasie więcej niż taka Anja Rubik?
        Albo weź postaw te dwie nasze Polki: Dżoanę i Ankę. Załóżmy na moment, że Krupa nie jest po operacjach plastycznych. Na prawdę nie widzisz różnicy?
        Zarówno otyłość jak i anoreksja to problemy zdrowotne. W tym akurat nie widzę różnicy i ani tego ani tego nie należy promować. Ale to, że ma się fałdkę na brzuchu, czy cellulit na pupie nie powinno akurat świadczyć o tym, że „ta kobieta jest paskudna i gruba”, gruba to jest osoba otyła.
        Aha no i kwestia faceta. Mojemu faktycznie nie podobają się chude/ wychudzone dziewczyny. Woli patrzeć na jakieś kształty ;p (a przypominam, że cały czas tutaj jest mowa o tyczkach typu Rubik). No cóż… :/ ;)
        Pozdrawiam serdecznie :)

      2. „Ciekawe dlaczego Segritto chciała bys promować modelki większe ? To otyłość jest ok?”
        A mnie zawsze fascynowali ludzie, którzy wymyślają sobie jakieś zdania i wkładają je w usta adwersarza, jakby ten je wypowiedział. Fenomen jakiś.

        1. ,,gdyby jakaś genetycznie chuda modelka była jedną z wielu promowanych sylwetek (obok tych normalnych i grubszych), „” a grubsze modelki Segritto to nie większe ??? To raczej Twoje słowa .

        2. Nie mówiłam o promowaniu któregokolwiek z typów. Mówiłam o obecności w modelingu wszystkich typów sylwetek: od chudych, przez normalne do grubych. W tej chwili promowana jest tylko chudość.

  12. Fotomontaż mocny i jak najbardziej uzasadniony, ale wykonawca nie uwzględnił i nie dopasował wzrostu Anji. Włączyłem właśnie FashionTV celem sprawdzenia, jak to z tymi modelkami naprawdę jest. Niestety, potwierdza się to o czym piszesz – nadal są to chodzące szkielety. Wątpię, czy ktoś w najbliższym czasie pójdzie po rozum do głowy, specyficzny to musi być światek.

  13. Niestety faktem jest swoisty kult chudości, często posunięty do absurdu. Nawet jeśli media nie ograniczają się do pokazywania bardzo chudych kobiet to i tak bardzo wiele osób uważa, że ładne są tylko chude kobiety. „Schudłaś” jest traktowane jako komplement wysokiej klasy, nawet w przypadku osób, które zdecydowanie nie powinny chudnąć (a może nawet przydałoby im się trochę ciała). Normalny wygląd nie jest niestety wystarczający.
    Fotomontaż jest mocny – to prawda, ale z drugiej strony prawdziwy i jeśli choć jedna osoba dzięki niemu unknie wyniszczającej choroby, to jego publikacja miała sens. Jak zobaczyłam to zdjęcie, obóz koncetracyjny był moim pierwszym skojarzeniem. Modelka na tej fotografii wygląda upiornie. Potworne jest to, że ktoś uznał, że to będzie dobra reklama ubrania. Owszem zdjęcie obiegło świat i wzbudziło zainteresowanie, ale chyba nie o tego rodzaju uwagę chodziło (mam nadzieję).

  14. Kamila napisał(a):

    Dla zbulwersowanych porównaniem.Tu nie chodzi o atak na Anję. Ona jest tylko elementem większej całości – ktoś bowiem to zdjęcie zrobił, ktoś wystylizował, ktoś podkreślił i tak już zapadnięte policzki i pokazał nogi, których najgrubszą częścią są kolana.
    Zanim to zdjęcie trafiło do nas, było oglądane pod lupą przez sztab specjalistów, którzy nie zauważyli w nim niczego zdrożnego. I to jest właśnie przerażające. Że zdjęcia osób z obozów, wyglądających łudząco podobnie do współczesnych modelek nas szokują, a reklamy w gazetach uważamy za normalne. Ot co.

  15. Pomijając chudość, spośród wszystkich towarzyszy na zdjęciu, Anja wygląda na najmniej zadowoloną :) W świecie mody rządzą niestety projektanci-pedałki, które za nic mają kobiece kształty, sprowadzając wygląd modelek do postaci wychudzonych chłopców.

  16. Co do genów: w większości przypadków to wygodna wymówka. Ja też myślałem że jestem „wybrańcem”. Super ultra metabolizm, ciasta, pączki, tłuste jadłem – nie tyłem ani kilograma. Do czasu jak zrobiłem sobie badania (taki kompleksowy i szczegółowy przegląd – wymagany przed podjęciem intensywnego treningu, crossfit, sztuki walki, etc). Cholesterol miazga, tłuszcz wisceralny maskarycznie wysoki. Dietetyk trener za głowę się złapał. No ale ponoć miałem super geny i metabolizm. Tiaaa.
    A apropo tego zdjęcia: mam mieszane odczucia. W pierwszej chwili oburzenie że nie powinno się epatować tragedią ludzi z obozów. Teraz jednak stwierdzam, że czasami trzeba zaszokować by coś ludziom uzmysłowić.

  17. Spotykałem się kiedyś z dziewczyną, która twierdziła, że gdy ktoś wytyka ją, mówiąc, że chuda, działał to na nią tak, jak wytykanie otyłym, że grubi.

    Są ludzie, genetycznie chudzi, ale genetycznie otyłych nie ma. Otyłość może być kulturowa, ale nie genetyczna. Kulturowa, bo tak się w rodzinie je i ja tak jem, i moje dzieci też.
    Komuś może być łatwo w to wejść, komuś trudniej, ale doprowadzanie się do tego stanu jest zawsze naszym własnym wysiłkiem, nie naszych genów.

    1. ja tez znam osobe, ktora jest ciagle pytana dlaczego jest taka chuda i ile ma wzrostu. z tego co widze te pytania ja krepuja. zamiast negatywnego rozmawiania na temat wzorcow piekna powinnismy promowac pozytywne postawy. ruch, zdrowa diete i zdrowy styl zycia, a nie pietnowac tych, ktorzy sa na skrajach spektrum normalnosci

  18. Agnieszka Marta Zetowa napisał(a):

    i po raz kolejny utożsamiasz chudość z anoreksją. Wg mnie, i chyba nie tylko mnie, anoreksja nie bierze się z chęci wygladania jak modelka. Anoreksja to choroba psychiczna, trzeba znależć się w złym czasie, miejscu, sytuacji, mieć predyspozycje psychiczne, aby zachorować. Chęć bycia chudą nie wystarczy.

    1. anna napisał(a):

      Nie ma w tekście mowy o utożsamianiu chudości z anoreksją ani nawet aluzji do tego, chyba jesteś przewrażliwiona dziwczyno. Przeczytaj artykuł jeszcze raz, tym razem ze zrozumieniem. Powodzenia

      1. Agnieszka Marta Zetowa napisał(a):

        Wiesz, chyba chodziło mimo określenie ” na anorektycznych sylwetkach” Co to znaczy anorektyczna figura? Ze chuda? Bo tak tutaj wyszlo- anorektyczna = chuda i na odwrót

        1. zgadzam sie! nie mozna stosowac tych okreslen zamiennie moim zdaniem. poza tym zaburzenia odzywiania to nie tylko anoreksja. promowanie chudosci i internalizacja takiego wzorca piekna jest tylko jednem z czynnikow przyczyniajcych sie do rozwiniecia anoreksji

  19. Izabela napisał(a):

    A mnie wciąż zastanawia, dlaczego z chudością u modelek i innych dziewczyn nigdy nie mają problemu faceci ani dziewczyny o idealnych figurach.

  20. Problem wydaje mi się trochę wyolbrzymiony. Ja na bilbordach widzę same bardziej apetyczne kształty (pełniejsze), podobnie jak w teledyskach itd. Nie wiem, może po prostu na te chude nie zwracam uwagi, bo nie są w moim guście. Może na podobnej zasadzie kobiety, które mają trochę więcej, widzą na ulicy same chudziny i wydaje im się, że to jest to czego facet chce.
    Z reguły nie chce. Oczywiście są różne gusta i guściki, jednak zdecydowana większość ankietowanych kumpli na typowe modelki z wybiegów nawet nie spojrzy. Bo one mają dobrze wyglądać w ciuchach. A my wolimy Was oglądać bez nich.

  21. ktosmusi.blogspot.com napisał(a):

    Prawdziwa kobieta musi mieć kształty :)
    Swoją drogą czytałem wywiad z Anja w zagrnicznym piśmie, mówiła, że niczego sobie nie odmawia je wszystko na co ma ochotę więc to może rzeczywiście kwestia metabolizmu.
    Każdy chyba ma kumpla/ kumpele co zje 2 kebaby i nie ‚pójdzie w spodnie’ a w cycki;)

    Pozdrawiam, z odbiorem;)

  22. Brniemy w coraz gorsze czasu pod względem intelektualnym oraz pod względem pewnej dojrzałości. JAK można tak upokarzać ludzi, którzy już zostali upokorzeni poprzez umieszczenie w obozach koncentracyjnych, a których większość nie przeżyła tych odrażających i nieludzkich praktyk stosowanych w tych obozach.
    Kolaż ten jest niesmaczny, i naprawdę, łzy cisną mi się do oczu widząc to zdjęcie. To jest okazanie braku szacunku do osób, które przeżyły piekło.
    Powszechna niewiedza, naiwność i infantylność jest fatalnym zjawiskiem dzisiejszych czasów (biorąc pod uwagę łatwość dostępu do informacji, który nigdy nie był lepszy).
    Wszyscy, którzy w kontekście tego zdjęcia skupiają się chudości Anji Rubik – powinni się wstydzić swojej ciemnoty i arogancji.

Dodaj komentarz