Jak kobiety się masturbują

Oczywiście tego nie robią. A jeśli już, to tylko myśląc o swoim mężu albo o księciu z bajki (najczęściej jednym i drugim jednocześnie, bo to przecież ta sama osoba). Każda robi sobie dobrze za pomocą wibratora, którego z jękiem wprowadza sobie do pochwy jak najgłębiej. Ale zanim do tego dojdzie, lubimy temu wibratorowi zrobić loda i pomacać się po całym ciele. Tak to własnie wygląda. Oh wait… nie chodziło o postaci z filmów porno i romansideł?

Mam wrażenie, że temat masturbacji jest większym tabu niż temat seksu. Jest w niej coś „brudnego”, wstydliwego, nawet dla osób wychowanych w nowoczesnych rodzinach. Większość moich koleżanek pochodzi właśnie do dość liberalnych domów, a mimo wszystko o masturbacji rozmawiało nam się trudniej niż o różnych doświadczeniach w seksie partnerskim. Grażyna twierdzi, że od czasu, gdy jest w związku, nie lubi się masturbować. Nie dlatego, że tego nie potrzebuje – ale dlatego, że technicznie nie ma to sensu i czuje się wtedy, jakby zdradzała chłopaka z własną ręką.

Krystyna: Kiedyś facet poprosił mnie, żebym się przy nim masturbowała. Wykonałam więc popis aktorski naśladujący to, co robią kobiety na filmach, gdy się je prosi o „dotykanie się”. Wicie, prężenie się, wyginanie w łuk, dotykanie cycków, wreszcie wkładanie sobie paluszków do cipki z oblizywaniem warg. Ale oczywiście nie doszłam. Udałam orgazm. Dajesz wiarę? Udawałam orgazm podczas masturbacji… Ale no przecież on by nie chciał zobaczyć mnie naprawdę się masturbującej, bo w tym nie ma nic pięknego. 

Żaneta: Pamiętam mój pierwszy raz. Zupełnie przypadkiem odkryłam to pod prysznicem. I od tamtej pory właśnie pod prysznicem się masturbuję. Łazienka ogólnie jest bezpieczna, bo zawsze możesz się zamknąć i mieć spokój. Od razu możesz się podmyć. No i nic mnie tak skutecznie nie doprowadza do orgazmu jak skierowany na łechtaczkę strumień wody. 

Wszystkie zgodnie twierdzimy, że w ogóle nie używamy wibratorów. Masturbujemy się w łazience, na fotelu, na łóżku, przy pornosach na internecie, czytając opowiadania erotyczne lub wyobrażając sobie jakieś sceny, ale zawsze zewnętrznie, czyli stymulując tylko łechtaczkę. Grażyna twierdzi wręcz, że dodatkowy wibrator w środku by ją rozpraszał. Dostałam taki piękny, naturalnie wyglądający na osiemnastkę, ale użyłam go może ze trzy razy. Po prostu nie jest mi potrzebny. Kładę się na brzuchu, nawet nie muszę się rozbierać, wkładam tylko rękę w majtki, czasem nawet przez spodnie się dotykam. Daję sobie nacisk „od góry” na łechtaczkę, pomagam ruchami bioder i już wiem, że na pewno dojdę. 
– Właśnie! Bo faceci, gdy nam stymulują łechtaczkę, to starają się ją dotykać „od dołu”, a to często po prostu boli. Dużo lepiej jest na nią naciskać od góry, przez skórę. – reaguje Żaneta.

Aldona używa do masturbacji elektrycznej szczoteczki do zębów. Nie, nie wkłada jej sobie do pochwy. Po prostu przykłada wibrującą rączkę do łechtaczki.

…Ale nie zawsze tak robię. Boję się, że gdy za bardzo przyzwyczaję się do tej wibracji, nie będę już w stanie dojść w normalnym seksie. Jest coś w tym, że przyzwyczajamy się do jakiegoś schematu masturbacji i potem nawet z partnerem musimy sobie właśnie masturbacją pomagać, bo inaczej nic z tego nie będzie. Dlatego staram się robić sobie dobrze na różne sposoby. Wiecie, żeby nie wpaść w rutynę.

O czym myślimy podczas masturbacji? Na pewno nie o naszych partnerach. Ani w sumie o żadnych innych konkretnych facetach. Bohaterem naszych fantazji jest zawsze ktoś zupełnie obcy, bez twarzy, ewentualnie odgrywający jakąś rolę w danej scence. Szef, podwładny, kurier, nieznajomy poznany na ulicy… Nie ma żadnych konkretnych cech fizycznych, nie jest brunetem o błękitnych oczach ani nie ma twarzy Clive’a Owena ;) Po prostu jest.

W fantazjach Żanety pojawia się jakiś romansowy ideał mężczyzny. Taki wyjęty z bajki, męski, silny, w scenie rodem z Disneya. Grażyna wyobraża sobie sceny zakazane, których w życiu nie chciałaby doświadczyć w realu. Na przykład gwałt, orgia lub nawet seks z bratem (którego, swoją drogą, nie ma. Twierdzi, że gdyby miała, nie umiałaby pewnie sobie takiej sceny wyobrazić).

Nie tylko facet z moich fantazji jest no-namem. Ja też w sumie jestem kimś innym. Ot, jakąś gąską, bohaterką filmu. To dziwne, ale nie umiem wyobrazić sobie samej siebie w takich scenkach. Dlatego tak lubię się masturbować przy opowiadaniach erotycznych. Zostawiają miejsce na własną interpretację w przeciwieństwie do pornosów no i mają zawsze jakąś fabułę, kontekst, który nadaje całości wiele smaczków. Wcielam się wtedy w skórę bohaterki i widzę to w myślach tak, jakbym chciała, żeby to wyglądało.

Komentarze do wpisu: 65 Napisz komentarz

  1. No153 napisał(a):

    W rssach pustki, a tu proszę – wpis w sam raz jako towarzysz do świątecznych przedbiegów. I rzeczywiście, łechtaczkę (żony oczywiście) częściej stymuluję od dołu… Czas przygotować się do noworocznych postanowień :)

  2. Eliza Gawin napisał(a):

    Komenty podpisywane wymyslonym nickiem byly fajne. Przydatne w niektorych sytuacjach. Man, I’m just saying…

    1. No wiem, masz rację. Ale z drugiej strony to generuje tylu hejterów, że chyba już wolę spokój w komentarzach. A w tym cyklu jest zero tolerancji dla hejtu, bo jeszcze mi się koleżanki wykruszą ze spotkań ;)

      1. Ciekawe, czy K. to też wymyślony nick? Jeszcze ciekawsze, czy jestem już hejterem? Najciekawsze jest to, czy uwierzę w odpowiedź (jesli ją w ogóle otrzymam):)

    2. gola_pionierka napisał(a):

      Weź nie strasz, bo aż sprawdziłam, czy przypadkiem zamiast mojego nicka się coś innego nie wyświetla :)

  3. Piotr Szok napisał(a):

    Ciekawy cykl edukacyjny :) Powinien mieć podtytuł: „O czym nie mówi Ci kobieta a powinieneś o niej wiedzieć” ;)

  4. gola_pionierka napisał(a):

    Seg, o tym się świetnie gada, tylko najwyraźniej wódki za mało miałyście.Po czwartym kieliszku dobrze zmrożonej czystej moja koleżanka, która jest uosobieniem ideału perfekcyjnej pani domu (nienagannie i skromnie uczesana, piekąca ciasteczka, układająca w szafie skarpetki według kolorów) i twierdziła, że ona to nigdy, bo jak to, ma przecież faceta wyznała, że owszem, zdarza jej się, a najsilniejsze orgazmy ma przy fantazajch o Putinie. Po tym moje wyznanie na temat odpowiedniego ułożenia ciała na dobrze rozpędzonym rowerze jadącym po nierównej nawiechni na nikim nie zrobiło już wrażenia.

        1. Myślałyśmy o tym, ale to by było jednak krępujące. No i jak zapisuję, to nie wiadomo z samego zapisu, co kto powiedział – a gdybym nagrała, to utrwalone by zostały naprawdę intymne wyznania przypisane do osoby. A ja nie ufam utrwalaniu. Nigdy nie wiesz, czy ktoś tego nie przechwyci.

  5. Aleksandra Wójcik napisał(a):

    Większość moich najbliższych znajomych przy pierwszej rozmowie o masturbacji twierdziło, że się nie masturbuje, a jak się beztrosko przyznawałam, to się dziwiły i nagle okazywało się, że… one też to robią. Tak więc faktycznie – to temat bardziej tabu od seksu.

  6. Jakub napisał(a):

    Rozmawianie o tych fantazjach z kobietami bywa też trudne. Jesteś ciekaw, pytasz, chcesz poznać, a ona, że to dla niej zbyt intymne. Dla kobiety, z którą sypiasz, rozmowa o tym co ma w głowie bywa bardziej intymna od samego seksu.

    Swoją drogą, na temat kobiecych fantazji erotycznych otworzyła mi oczy książka Nancy Friday – My secret Garden

  7. ernest4 napisał(a):

    Bardzo fajny cykl. Serio, nikt chyba nigdy nie mówił o „tych rzeczach”( :P ) w takim otwartym ale równiez delikatnym tonie. Mówię to jako facet i koneser dziewiętnastowiecznej literatury „dla pensjonarek”. Nie zdziwiłbym się gdyby(no może nie teraz ale gdy kraj odchudzi się trochę z pruderii) poproszono cię o cykl programów w tv o charakterze edukacyjnym. Czekam na nastepny odcinek z niecierpliwością(serio, kładę rękę na flaszce).

    1. Magdalena Gonerska napisał(a):

      Jest przyjemna, ale czy jak Ty się masturbujesz to robisz wszystko na około, czy zmierzasz prosto do celu? :)

    2. Jest przyjemna, jest. Ale to łechtaczka jest najwrażliwszym punktem w ciele człowieka. I bardzo wiele kobiet, pomimo odczuwania przyjemności z penetracji, umie dojść do orgazmu jedynie przez stymulację łechtaczki.

  8. Magdalena Gonerska napisał(a):

    Świetny tekst (nic nowego :), przy czym ja jednak wyobrażam sobie obecnych partnerów. Nie zawsze, ale zdarza się ;) I w pokoleniu dwudziestoparolatek żadna się rzekomo nie masturbuje. Nawet po wódce się przyznawać nie chcą! :(

  9. Magnus napisał(a):

    Hmmm. Czuję straszny… niedosyt. Znaczy się, takie dość podobne to do męskiej masturbacji- też skupienie na najwrażliwszych częściach, też skupienie się na konkretnych elementach partnera (duże cycki, wypielone łono, nauczycielka etc.). A może samotnie łóżku zachowujemy się podobnie?

  10. Zwierz napisał(a):

    Nikt nie mówi, bo nam się jeszcze po głowach kołaczą obalone dopiero stosunkowo niedawno (w latach 50!) wszelkie koszmarne uprzedzenia na temat masturbacji od ślepoty po utratę libido włącznie. Poza tym – kiedy mówi się o kobiecej masturbacji wychodzi taka przykra prawda, że kobietom też może zależeć wyłącznie na orgazmie i nie każda musi być śmiertelnie zakochana i emocjonalnie przywiązana by zaspokojenie znaleźć. A jak się jeszcze do tego doda, że dla niektórych kobiet masturbacja może być przyjemniejsza niż seks – wtedy cały świat się zawala a spod gruzów wygrzebujemy kilku przerażonych mężczyzn, którzy nagle orientują się, że cholera nie są kobiecie do orgazmu niezbędnie potrzebni. Innymi słowy mamy tu tabu podwójne – jedno wynikające z samego faktu, że masturbacja jest „be” drugie z faktu, że wciąż żyjemy w społeczeństwie gdzie narrację o seksualności prowadzi się wedle dalekich od prawdy stereotypów płci. A cykl bardzo dobry bo przede wszystkim mądry i z taktem. A o seksie, mądrze i z taktem to mało kto potrafi.

    1. Joanna napisał(a):

      Jeżeli dla ciebie masturbacja jest lepsza niż seks to oznacza, że miałaś całe życie słaby seks, albo nie miałaś go wcale.

  11. Tiru-riru napisał(a):

    E nie, to ja zwykle myślałam o facecie, z tym, że bez żadnych bardzo konkretnych scenek. Ja z tymi scenkami mam tak, jak dziewczynka, którą opisałaś, a która przed partnerem odgrywała tę „teatralną masturbację” (nie mówię, że to źle, bo teatralność to jest, np. dla mnie, 50% przyjemności z seksu). Otóż: faceci często pytają o fantazje, a ja… nie wiem, co ja mam biedaczkom powiedzieć. No bo hej! Ja nie mam jakichś konkretnych tych fantazji, seks jest dla mnie żywiołowy, więc jak mam odpowiadać, to robi mi się słabo i spada mi ochota ;).

  12. dzieciak napisał(a):

    Sorry, dziewczyny, sorry chłopaki, ale wy naprawdę nie rozmawiacie ze swoimi partnerami/partnerkami? Komentarze brzmią jakby to była jakaś wiedza tajemna. Weźcie gadajcie ze sobą, wszystkim będzie łatwiej.

  13. Paulina Angelika Kulik napisał(a):

    O, tym razem zgadzam się z Wami w bardzo małym stopniu. Bardzo mam inaczej ;) Ale na szczęście mam z kim o tym gadać, to nie mam poczucia nienormalności. A raczej mam, ale inne – „to są na świecie jeszcze ludzie, którzy o tym NIE rozmawiają?!”. Ale szacun, oby seksualne tabu marniało w tempie :)

  14. Daniel Matczuk napisał(a):

    Chociaż mam prawicowe poglądy i temat jak i cały Twój blog jest dla mnie wyjątkowo nie smaczny, to zajrzałem tu kilka razy i jedno trzeba Ci oddać, nie jesteś hipokrytką jak ta cała banda pseudo celebrytów z TV, która cały rok jedzie po Kościele, a 24 grudnia wrzuca na swoje facebooki i twittery słit focie z karpiem i choinką życząc wszystkim Wesołych Świąt. Byłem przekonany, że zrobisz świąteczny wpis a tu jednak nie.

    1. Danielu, to nie hipokryzja. Święta Bożego Narodzenia są nie tylko świętami religijnymi ale i tradycyjnymi. Obchodzi je większość Polaków, niezależnie od tego, czy są wierzący czy nie.

      1. Daniel Matczuk napisał(a):

        Jak sama wyżej napisałaś są to święta BOŻEGO narodzenia, więc jeśli ktoś nie wierzy w Boga to niech ich nie obchodzi inaczej jest hipokrytą. Albo przyjmuje się to co dana religia niesie ze sobą w całości albo wcale. Wybieranie sobie to mi pasuje a to nie, na Wigilie będę się łamać opłatkiem z rodziną a przez cały rok won z katolicyzmem i kościołem jest niczym innym jak hipokryzją. A co gdybym ja zaczął obchodzić nagle Ramadan, mając tyle wspólnego z islamem co 10-letni Golf mojego sąsiada z bolidem F1 ? Nie wydaje Ci się, że praktykujący muzułmanin mógłby się wkurzyć, że byle chłystek zawłaszcza sobie jego tradycję i zwyczaje ?

        1. „Jak sama wyżej napisałaś są to święta BOŻEGO narodzenia” Tak się nazywają, ale są też świętem tradycyjnym – nie tylko religijnym. W języku jest mnóstwo słów i nazw, które odnoszą się do starych, nieaktualnych już tradycji.
          „Albo przyjmuje się to co dana religia niesie ze sobą w całości albo wcale” – powiedz to tym katolikom, którzy nie chodzą co niedzielę do kościoła, uprawiają seks przedmałżeński lub łamią dowolne inne (a jest ich sporo!) zasady katolickie. Teoretycznie nie jest się katolikiem, jeśli nie słucha się nauk kościoła, a jednak mnóstwo chrześcijan nazywa się w Polsce katolikami.
          I być może jakiś chłystek oburzyłby się, że obchodzisz „jego” święto, ale człowiek światły i dobry się nie oburzy.
          Widzisz, w Twoim podejściu już jest mnóstwo cech, które są sprzeczne z wiarą chrześcijańską. Dobro, miłosierdzie, wybaczanie – o tym jakoś kościół i wielu katolików dziś nie pamięta, ciągle atakując ludzi, którzy mają inne poglądy – mimo że ci ludzie nikomu nie czynią krzywdy.

        2. Daniel Matczuk napisał(a):

          Czyli rozumiem, że Boże Narodzenie, według Ciebie nie ma nic wspólnego z narodzinami Jezusa i wiarą katolicką? Trzeba też odróżnić ludzi, którzy nie stosują wszystkich przykazań, nie chodzą co niedzielę do Kościoła ale jednak się w pewien sposób utożsamiają z kulturą chrześcijańską od zagorzałych ateistów negujących w pełni naukę Kościoła. Tych pierwszych jestem w stanie sobie wyobrazić przy wigilijnym stole, tych drugich natomiast absolutnie nie. A w momencie, kiedy zwracam po prostu uwagę, że obchodzicie nie swoje święta to słyszę pełną oburzenia reakcję, że jak to, przecież to nie tylko wasze święta, że wy źli katolicy je zawłaszczacie dla siebie. Sorry ale sami się wykreśliliście z tej kultury. Może po prostu ustalcie sobie inną datę, żeby nie było podtekstów, że obchodzicie przypadkiem chrześcijańskie święta.
          W USA się wam nie udało, jak mówił Max Kolonko chcieli zrobić Happy Holidays ale zostało Merry Christmas.

        3. „Czyli rozumiem, że Boże Narodzenie, według Ciebie nie ma nic wspólnego z narodzinami Jezusa i wiarą katolicką?”
          ojej, skąd takie wnioski?
          „Trzeba też odróżnić ludzi, którzy nie stosują wszystkich przykazań, nie chodzą co niedzielę do Kościoła ale jednak się w pewien sposób utożsamiają z kulturą chrześcijańską”
          – czyli chrześcijan.
          „od zagorzałych ateistów negujących w pełni naukę Kościoła. ”
          – czyli ateistów.
          Tak, odróżniam ich. Jedni obchodzą święto religijne, drudzy obchodzą święto tradycyjne.
          „Tych pierwszych jestem w stanie sobie wyobrazić przy wigilijnym stole, tych drugich natomiast absolutnie nie”
          – zapraszam do mnie, zobaczysz na własne oczy i nie będziesz sobie musiał wyobrażać. :)

          „A w momencie, kiedy zwracam po prostu uwagę, że obchodzicie nie swoje święta”
          – nie, nie „zwracasz po prostu uwagi”, tylko nazywasz nas hipokrytami i przyrównujesz nas do „pseudo-celebrytów z TV”. Jest subtelna różnica między jednym a drugim.
          „Może po prostu ustalcie sobie inną datę, żeby nie było podtekstów, że obchodzicie przypadkiem chrześcijańskie święta.”
          – Sugestię wysłuchałam, ale jej nie przyjmę. To tak, jakbym ja Ci teraz zabroniła stroić choinkę, bo to nie jest chrześcijański zwyczaj, tylko pogański.

        4. Daniel Matczuk napisał(a):

          Uważaj bo jeszcze skorzystam z zaproszenia. Swoją drogą to musi być ciekawa, taka wigilia w „postępowym” domu. Składanie sobie życzeń i dawanie prezentów w przerwach pomiędzy paleniem kolejnej działki marihuany i opowiadaniem o swoich erotycznych uniesieniach podczas masturbacji, iście intrygujące. Matylda cały czas próbujesz mi wmówić, że czczone od setek lat katolickie święto nie jest katolickie tylko tradycyjne. Co do choinki to jest to symbol rajskiego drzewka nawiązującego do Betlejem, a tradycja ozdabiania tego drzewka została rozpowszechniona przez Kościół w XIV wieku.

        5. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

          > Co do choinki to jest to symbol rajskiego drzewka nawiązującego
          > do Betlejem, a tradycja ozdabiania tego drzewka została
          > rozpowszechniona przez Kościół w XIV wieku.

          Nieprawda. Jest to stary, germański zwyczaj zasymilowany przez kościół katolicki, by agresywne tępienie pogaństwa odbyło się w nieco przyjemniejszej atmosferze.

        6. gola_pionierka napisał(a):

          A skąd Ci przyszło do głowy, że ateista ma palić marihuanę? Ja np. w życiu nie próbowałam żadnych narkotyków. W przeciwieństwie do wielu moich religijnych znajomych;) Ateizm nie przeszkadza mi też kompletnie w tym, żeby bliskim złożyć życzenia. Bo przecież dobrze im życzę. Nie wiem też czym podarowana przeze mnie książka różni się od książki podarowanej przez katolika. Nie mam też pojęcia, dlaczego miałabym opowiadać akurat o masturbacji. Ateista nie jest synonimem erotomana gawędziarza :)

        7. rozumiem, że katolicy się nie masturbują, ani nie mają fantazji erotycznych. No chyba, że na temat Maryi i Jezusa.

        8. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

          „Może po prostu ustalcie sobie inną datę, żeby nie było podtekstów, że obchodzicie przypadkiem chrześcijańskie święta.” – ustaliliśmy, świętowaliśmy Yule, to potem przypierdolili się chrześcijanie i ustalili 25 grudnia Boże Narodzenie. Nie nasza wina, spadaj.

        9. Daniel Matczuk napisał(a):

          A kiedy ty świętowałeś Yule, 1000 lat temu ze swoimi celtyckimi przodkami? Ja ci nie bronie w żaden sposób tego świętować, idź do lasu 25 grudnia pobiegaj sobie nago i pomódl się do boga słońca, ale od tradycji bożonarodzeniowych się odczep jak ci tak wadzi katolicyzm …

        10. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

          Ale to Ty się przyczepiłeś do tradycji pogańskich. Czy ja Ci zabraniam trzymania w domu pogańskiej choinki i pogańskiego sianka pod obrusem?

          I to Ty proponujesz, byśmy sobie znaleźli inną datę, mimo że to kościół katolicki przyszedł na gotowe. Ale zapomniałem, fanatyków logika boli.

        11. Daniel Matczuk napisał(a):

          Zarówno choinka jak i sianko mają określona symbolikę i nawiązują bezpośrednio do wydarzeń z Betlejem, ja nie jestem żadnym fanatykiem religijnym, niech każdy sobie obchodzi co chce, jak chce i kiedy ma na to ochotę. Po prostu fakt jest taki, że lewaki obchodzą katolickie święto, bo może jest fajne i ok. Tylko po prostu się do tego przyznajcie a nie pieprzycie, że to nie katolickie święto tylko tradycyjne. Koniec i kropka.

        12. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

          Ale ta symbolika została dopisana do pogańskich zwyczajów. Kolejność JEST ważna. Najpierw 25 grudnia było Yule, a nie katolickie święto. Najpierw strojenie drzewka było zwyczajem germańskim, potem zostało zasymilowane w katolicki zwyczaj. Kładzenie siana na stół też było zwyczajem pogańskim, a potem została do niego dorobiona tradycja. Co w tym jest takiego trudnego do ogarnięcia?

        13. Joanna Boczkowska - Brygier napisał(a):

          jeszcze tak dodam ze 24 grudnia były rzeczywiście narodziny- ale Mitry a nie Jezusa- bardzo hucznie obchodzone w starożytnym Rzymie…. równolegle do powstającej nowej wiary. Co ciekawe- Biblia i ewangelie nie podają daty urodzenia Jezusa- dopiero w III wieku zaczęto spekulować, kiedy też się J.Ch. urodził.

        14. gola_pionierka napisał(a):

          Jestem ateistką, z żadną religią nie mam nic wspólnego. Ale moja rodzina jest wierząca i oczywiście urządza święta. Dlaczego miałabym rezygnowac z okazji, żeby pobyć wspólnie z nimi? Dlaczego miałabym nie korzystać z tego, że wszyscy mamy wolne i wreszcie jest czas, żeby spokojnie porozmawiać, nacieszyć się swoim towarzystwem? Dlaczego miałabym sprawiać przykrość ludziom, któryh kocham, ostentacyjnie odmawiając udziału w ważnym dla nich wydarzeniu? Co więcej – do wigiliii siadali już z nami na przykład prawosławni, którzy „swoje” święto mają później. Bo z tego co wiem, to symbolika pustego talerzyka na stole wiąże się z tym, że do stołu zapraszasz każdego. A nie tylko tych, którzy pasują Ci pod względem religijnym.

        15. animuss napisał(a):

          jak dla mnie nie ma to wiele wspólnego, bo wiele ludzi obchodzi wigilię jako tradycję (tradycję żarcia) a święta to po prostu wolne od pracy.

  15. Karolina Wójtowicz napisał(a):

    Mam garstkę znajomych, których znam od bardzo dawna z którymi bez ogródek gadamy o seksie. Są to i faceci i kobiety. Często potrzeba do tego trochę alko ale to i tak niezły sukces. A ze swoim facetem warto o tym gadać. Skoro zwykle nie zamykają się nasze jadaczki na plotach to czemu nie przy rozmowie o, powiedzmy sobie szczerze, bardzo kluczowym temacie w naszym życiu, bez którego ciężko wytrzymać. Panowie lubią jak jasno i klarownie opowie się o swoich potrzebach. Jak i o wszystkim innym zresztą :)

    1. Monika napisał(a):

      Ja dokładnie to samo. 29 lat, wibratorów mam więcej, lubię się sama zabawiać, bo to sprawia mi przyjemność i nie widzę w tym nic złego mimo że jestem katoliczką. Nikogo nie krzywdę, nikt mnie do tego nie zmusza, robię to tylko we własnych 4 kątach… Poza tym równie dobrze można by mieć wyrzuty sumienia z powodu masażu głowy u fryzjera, też mnie to podnieca. Podobnie jak badanie u ginekologa. Jak chodzę na kontrolne usg pochwy i wykonuje je młody doktorek, to też mam fazę, mimo że tego nie chcę, po prostu robię się mokra. NIe będę za to nikogo przepraszać. Póki co jestem zdrowa. Moja Mama, bardzo wierząca, pewnie nigdy tego nie robiła a umarła na raka jajnika w strasznych męczarniach. Ja chcę cieszyć się życiem i jak np zrobię sobie dobrze w zimowy samotny wieczór, bo mężczyzna jest w pracy, to nie tylko się rozgrzeję, ale poczuję lepiej, rozładuję stres… Co tym złego. Obyśmy nie oślepły na starość;p Pozdrawiam!

      1. Adam napisał(a):

        Czy jesteś Pewna że nikt cie nie zmusza? A słyszałas moze o demonach sexu? Krzywdę robisz też innym.. zaspokajasz sama siebie co jest egoizmem, a pużniej ten egoizm wychodzi w relacjach. Grzechem nie jest podniecenie. Tylko doprowadzanie sie do orgazmu „Z Premedytacją” Sama-siebie. Gdyby tak miało być, Bóg stwożył by tylko jedną płeć. I nie pisze tu jako ktś kto osądza bo sam długo tkwiłem w masturbacji.. ale pisze dla tego że wiem jak cieżko wyjść z tego cholerstwa.

        1. Adam napisał(a):

          Ale biorąc pod uwage że np rośliny mają zazwyczaj kiaty obu płci człowiek też mugł zostać stwożony jako 2w1 ale Nie został. Żeby mugł i nauczył się dzielić. A dzielenie sie ze samym sobą.. hm coś jak by nie grało.

        2. KZO napisał(a):

          Myślę, że stwierdzenie „coś jakby nie grało” – jest siłą rzeczy subiektywne, tzn. wynika z punktu widzenia akurat takiej istoty, jaką jesteśmy. Do każdej sprawy można „dorabiać” bardzo różne ideologie, czy też „paragrafy”. Jedno jest pewne – fizjologia żadnej istoty nie zależy od tego, w jakiego boga wierzy, czy też nie wierzy. Ale trzymając się tematu – seksuolodzy (i nie tylko) twierdzą, że granica naszej wolności jest tam, gdzie jest kres akceptacji drugiej osoby. Dlatego, moim zdaniem, poczucie „winy” osób masturbujących się (czyli podobno większości) jest wywołane tylko nakazami i zakazami, które są nam wpajane podczas wychowywania. Jeden z moich ulubionych seksuologów powiedział, że kochankowie w łóżku nigdy nie są tylko we dwoje – zawsze jest z nimi ktoś (lub coś) trzeci, „gdzieś tam, z tyłu głowy” – matka, rodzice, dziadkowie, tradycja, religia, itp. Nie namawiam nikogo do rozpoczęcia masturbowania się (jeśli się nie masturbuje) ani do zaprzestania. Wystarczy dobrze się rozejrzeć dokoła i analizować nabywaną wiedzę w odniesieniu do własnych doświadczeń, a nie słuchać mniej czy bardziej wydumanych ideologii szerzonych przez takich, co to zawsze wiedzą lepiej, co jest innemu do szczęścia potrzebne.

  16. Kate napisał(a):

    „Właśnie! Bo faceci, gdy nam stymulują łechtaczkę, to starają się ją
    dotykać „od dołu”, a to często po prostu boli. Dużo lepiej jest na nią
    naciskać od góry, przez skórę. – reaguje Żaneta”

    Rety dokładnie! To jest dokładnie ten błąd jaki popełniają faceci.

  17. Anna Dabrowska napisał(a):

    MASTURBACJA JEST DLA LUDZI TAK JAK I SEKS NIE POWINNO BYĆ GRZECHEM ZDRADA OWSZEM TAK SAMO ZABEZPIECZENIA PREZERWATYWY NIE POWINNY BYĆ GRZECHEM BO POTEM DZIECI NA ŚMIETNIKU LĄDUJĄ I WTEDY JEST PŁACZ . MASTURBACJA JEST CZĘŚCIĄ SEKSU SEKSUOLOG NAWET POWIE ŻE NIC W TYM ZEGO LEPIEJ TO NIZ WCALE SEKSU NIEMIEC. POTEM DOCHODZI DO PEKNIEC JAJNIKOW JADER I CALKIEM SENSACJA BO TAKI CZLOWIEK PO OPERACJI JEST NICZYM TYLKO PLACZ NIC WIECEJ

Dodaj komentarz