Kwitnący bez

Koleżanka przyniosła mi do pracy gałązkę bzu. Wystarczyło na chwilę zamknąć oczy i wziąć głęboki wdech, by przenieść się dwadzieścia lat wstecz. 

bez

Przez okna wpadają silne promienie słońca i rozświetlają wirujący w powietrzu kurz. A może to była psia sierść… Zawsze w domu były przecież psy… Jest ciepło. Z magnetofonu dobiega melodia szopenowskiego koncertu E-moll. Mama siedzi przy stole i wykańcza kolejny czerwony długopis. Zawsze jej brakowało tych czerwonych długopisów, więc dostawała je ode mnie w prezencie na urodziny, imieniny, Gwiazdkę. Obok mamy leżą dwie sterty prac maturalnych: jedna sprawdzona, jedna do sprawdzenia. Widzę, jak męczy mamę to sprawdzanie, ale cieszę się, że dzięki temu jest w domu. Wychodzę do ogrodu i wpadam w gęsty zapach bzu, który rośnie od zawsze przy kamiennych schodkach. Pies szczeka, bo myśli, że idziemy na spacer. Już zaraz wakacje. 

Komentarze do wpisu: 7 Napisz komentarz

  1. Mamy podobne skojarzenia z bzem – mama i szkoła. Bo moja rodzicielka co roku mi gderała: „i myślisz, że zdążysz to jeszcze poprawić? za późno! Nie czas myśleć o nauce gdy zakwitną bzy”…

    Kurczątko naprawdę już kwitną? Oooo to muszę pogderać mojej córce, koniecznie!

  2. Droga Seg! Mam pewien problem i myślę, , że mogłabys mi pomoc. Kwestia jest tylko taka: czy mogłabys poswiecic mi chwile? na przyklad na przeczytanie maila? Wpadam tu regularnie i zawsze chcialam napisac sensownego napisac, teraz jednak sytuacja powiedzmy życiowa zmusiła mnie do poproszenia Cie o te przysługę. Jakby nie było jestes moja big lov! Czekam na odpowiedz. Maja

  3. Musiałem mieć zbyt mało bzu za młodu:). Bardziej na mnie działa zapach lasu iglastego w górach po deszczu…

    Z niecierpliwością czekam na kolejny post!

    Czyżbym się zaczął uzależniać?;]…

  4. segr, to się chyba nazywa synestezja. młodopolanie dysponowali taką wzmożoną zdolnością odbierania bodźców nieprzystającymi do nich zmysłami. tylko że oni nadużywali absyntu, więc gratuluję, że radzisz sobie, hmm, bez;).

Dodaj komentarz