Lans na „nie znam go”

Jeden z czytelników skomentował mój wpis o nowym klipie Masłowskiej w sposób dobrze znany popularnym blogerom. Otóż oznajmił on, że nie zna Masłowskiej, w ogóle o niej nie słyszał i nie zamierza jej poznawać. Dołączył tym samym do grona największych hejterów Masłowskiej, bo w oczach przeciętnego polskiego internauty nie znać kogoś jest dużo bardziej obraźliwe niż kogoś nie lubić. Jest takim ekwiwalentem kaczyńskiego nie podania ręki Palikotowi (a mógł uderzyć) albo ignorowania płaczącego, histeryzującego dziecka, które w takiej sytuacji wolałoby nawet być ofukanym przez rodzica, bo byłoby to już jakieś zwrócenie na siebie uwagi. Ale nie. Ignorowanie czyjegoś istnienia jest zniewagą największą.

Zdarzyło się Wam kiedyś rozmawiać z kimś, komu chcieliście zaimponować? Rozmawiacie o, załóżmy, literaturze. Ty lubisz Kossakowską, Twój oponent za nią nie przepada, no i w pewnym momencie mówi: To już Falkowski lepiej świat buduje, nie uważasz? Czytałeś Falkowskiego? 
Oczywiście, że czytałeś. Niewiele. Nie znasz jego wszystkich dzieł. Ale wcale nie uważasz, że pisze lepiej niż Kossakowska i lepiej buduje świat, choć na pewno znajdą się tacy, którzy uważają inaczej…
To nic, że słyszysz to nazwisko po raz pierwszy. Nie przyznasz się przecież, że nie znasz, bo wyjdziesz na głupka. Falkowskiego znać się powinno, skoro tak naturalnie przyszedł na myśl Twojemu rozmówcy.

Ten sam mechanizm działał płynnie na wszystkich odpytywaniach w liceum. Na wielu egzaminach ustnych na studiach. Podczas takiego przesłuchania nie przyznamy się, że nie znamy jakiegoś nazwiska, tytułu, daty, bo po tonie egzaminatora wnosimy, że znajomość ta jest zupełnie podstawowa. Przecież nie chcemy oblać lub zbłaźnić się. A więc kiwamy głowami, tłumaczymy się stresem, odpowiadamy, że znamy, ale pobieżnie.

Tia. Pobieżnie my ass.

Tak często w życiu przyznawaliśmy się do znajomości rzeczy, których nie znamy, tak gruntownie się tego nauczyliśmy, że bezczelne, pewne siebie przyznanie się do czegoś odwrotnego – Masłowska? A kto to? Nie znam. – jest bardzo wyraźnym hejtem. To takie nie znam jej, ale nawet nie będę udawać, że kojarzę, bo wiem, że znać się jej nie powinno.

I ja tego nie kupuję. Naprawdę nie kupuję, że publiczne przyznawanie się do jakiejś niewiedzy jest faktycznie manifestacją tej niewiedzy. No nie wierzę. Człowiek wstydzi się niewiedzy. Tak zostaliśmy wychowani przez nasz wspaniały system edukacji. Tak nam podpowiada instynkt. Wiedza jest czymś dobrym – niewiedza jest czymś wstydliwym. Jeśli nie znam jakiegoś nazwiska, to je poznaję, guglam, sprawdzam. I wtedy już znam. Nie jest moim pierwszym odruchem pisanie gdzieś publicznie „nie znam tego pana”. Mogę go faktycznie nie znać i nie chcieć go poznawać, ale wtedy po co miałabym tracić czas na pisanie o tym?

Nie jest moim celem obrażenie osób, które nie znają Doroty Masłowskiej. Naprawdę można jej nie znać. Ja ją znam, bo studiowałam filologię polską, ona w podobnym czasie zrobiła głośny debiut Wojną polsko – ruską, a potem poszła po sąsiedzku na kulturoznawstwo. Nasłuchałam się o niej, próbowałam czytać jej książki, miałam w ręku kilka jej (fajnych) felietonów. Nie przepadam za jej pisaniem, ale szanuję ją za naprawdę spore osiągnięcia w tak młodym wieku i uważam ją za myślącą, mądrą babkę.

Ale można o Masłowskiej nie słyszeć. Nie jest to żaden grzech, nawet literacki. Po prostu lansowanie się na jej nieznajomość jest dla mnie wyrazem nienawiści, pogardy, chęci obrażenia kogoś. To jakiś brak klasy. Tak samo jak pisanie pod wywiadami z Kominkiem „a kim jest ten piecyk wogle nie slyszalem o nim”. Gdy czytam takie komentarze, to oczami wyobraźni widzę po drugiej stronie autora: zawistnego, zazdrosnego, pełnego jakiejś negatywnej energii człowieka, który Masłowską lub Kominka zna, ale …nie lubi. Tylko dlaczego nie nazwać tego po imieniu?

PS. Tekst napisałam tuż po artykule o Masłowskiej, zapisałam w szkicach i miałam opublikować następnego dnia, gdy wtem…. Opydo napisał praktycznie o tym samym. No ale nie wyrzucę przecież gotowego tekstu. Great minds think alike :)

Komentarze do wpisu: 45 Napisz komentarz

  1. Czysta prawda, to chyba taki etap w życiu, który dotyka każdego. Nie ma na to lekarstwa, podobnie jak nie ma leku na głupotę, zazdrość i zawiść. Jest na szczęście poczucie własnych wartości i tego trzeba się trzymać.

  2. Karol napisał(a):

    Nie rozumiem tego wpisu. Nie znam Segritta.pl (udostępnione przez kolegę), nie znam Masłowskiej (choć gdzieś tam słyszałem) – nie ma we mnie pogardy, nienawiści – mam się za otwartego, pogodnego człowieka – po prostu mam zerowe pojęcie o tych dwóch autorkach i koniec ;-)

  3. Rafal Kieli napisał(a):

    Seg, muszę przyznać, że o ile zawsze z dużą przyjemnością czytam Twoje teksty, to tym razem miałem bardzo mieszane uczucia. Piszesz zazwyczaj z jakąś taką fajną sympatią o ludziach, ich zachowaniach i słabostkach, ale tym razem jest zupełnie inaczej. Osądzanie kogoś, że chce się lansować, bo twierdzi, iż nie zna Masłowskiej? Być może jest to poza. Ale być może biedny facet naprawdę jej nie zna. Albo kojarzy ze słyszenia, a „Wojna..” go znudziła po pierwszych pięciu stronach i rzucił ją w kąt. Albo jest fanem Legii i na głupoty nie ma czasu. Albo żyje w filharmonii i Masłowska się nawet nie pokazuje na jego horyzoncie. Albo jest ambitnym młodym korporatem, tyra 18 godzin na dobę i nie ma czasu na życie. Różnych sytuacji mogą być setki i wydawanie sądów, że jest lanserem, bez znajomości go naprawdę nie jest fajne.

    Zresztą teza, iż „oczach przeciętnego polskiego internauty nie znać kogoś jest dużo bardziej obraźliwe niż kogoś nie lubić” jest bardzo mocno wątpliwa. Wystarczy poczytać komentarze, najlepiej anonimowe, pod większością wpisów w necie, aby zobaczyć, iż akurat z wyrażaniem braku sympatii publika nie ma absolutnie żadnych problemów.

    1. Karol napisał(a):

      Jako przedstawiciel „biednych facetów” – myślę, że autor powyższego tekstu ukazuje przede wsyzstkim swoje postrzeganie świata (w sumie…co innego ma robić?), niż opisuje wyimaginowane zjawisko „lansu na nie znam go”. Skąd pomysł, że w kimkolwiek, kogo nie znamy, kogo w życiu nie spotkaliśmy jest zawiść, zazdrość i negatywna energia – dalej nie wiem i nie rozumiem….ale podobno zawsze noszę różowe okulary i długo zakładam, że ludzie są ok :) Czy na prawdę kiedy napiszę, że nie mam pojęcia o tym kim Masłowska jest, pomyślisz, że jestem zakompleksionym, krąbrnym i chcącym się lansować człowieczkiem?

      Pozdrowienia! :)

    2. Paweł Daniel Kęcerski napisał(a):

      Oczywiście, że nie wolno generalizować. Ale są wypowiedzi „kto to kurwa jest ta Masłowska”, albo „lol, nie znam” po których widać że zieją nienawiścią. Dużo częściej takie zjawisko lansu na ignorancję pojawia się gdy umrze jakiś celebryta/artysta/ojciec dzieci z Bullerbyn. I wtedy naprawdę z dużym przymrużeniem oka trzeba traktować „nieznajomość” jakieś postaci. Ot, z jednej strony mamy ludzi którzy w ogóle osoby nie znają, a z drugiej mamy konkurencję dla producentów zniczy – [*]

  4. Ja nie znałem Masłowskiej do Twojego ostatniego tekstu i teraz już znam. Nawet „Wojnę…” mam zamiar przeczytać, bo ma dobre opinie. Nie rozumiem jednak dlaczego przyznanie się do niewiedzy jest jakimś towarzyskim faux pas. W sensie, że szczerość jest rozumiana jako lans? Znacznie bardziej ufam ludziom, którzy mówią „nie wiem, ale mogę się dowiedzieć” niż takim, którzy udają, że wiedzą. A wyszukiwanie w necie informacji i stwierdzenie „no to teraz wiem kim jest Masłowska” jest jak stwierdzenie, że „wiem gdzie leży każdy kraj na świecie” mając przed sobą google maps.

    1. Eretreya napisał(a):

      Obawiam się ,że osoba z taką znajomością internetu i kultury komentarzy powinna spojrzeć na opisywany problem odrobinę głębiej. Segritta opisuje zjawisko wzgardy poprzez „nie znam”. Takie „nie znam” które ma dyskredytować danego autora. To nie jest bynajmniej „nie znam, nie rozumiem chcę się dowiedzieć” to zdecydowanie bardziej „kto to w ogóle jest? jakaś beznadzieja” Osoby faktycznie zainteresowane tematem nie mają (prawdopodobnie) odruchu by obnażać swoją ignorację. Tu powienien nastąpić moment refleksji i szybkiego nadrobienia niewiedzy (taka informacja w pigułce). Oczywiście nie oznacza to ,że przeczytanie dwóch zdań na wikipedii jest współmierne ze znajomością tematu ,jednak pokazuje mniej narcystyczne podejście do świata. Nie jest to postawa „skoro nie znam to jest nieistotne”

  5. Joachim Tumanowicz napisał(a):

    Ale zaraz. Są ludzie którzy autentycznie nie znają Masłowskiej. Ja wiem tyle, że napisała książkę którą wszyscy się jarali z dziesięć lat temu. I zrobiła teledysk. Ale co z tym teledyskiem – tekst, muzyke, może śpiewała – nie wiem. Mam uparcie twierdzić, że znam Masłowską? No nie znam.

  6. Do tych co nie rozumieją przesłania: czy jak czytacie o kimś w necie, nieważne czy na blogu, na forum, w artykule itp., to jeśli nie wiecie o kim mowa to a) piszecie w komentarzu do bloga, forum, artykułu: kto to jest? nie znam czy b) sprawdzacie w necie na własną rękę?
    Czym innym jest przyznać się w realu do niewiedzy. Wśród znajomych, którzy od razu mogą poratować informacją na dany temat, a czym innym informowanie internetowego świata, że nie ma się pojęcia o czym mowa. Po co? Żeby zaistnieć? Przeważnie tekst o kimś ma na celu wzbudzenie dyskusji o jego twórczości, dokonaniach itp. i zakłada, że będą wypowiadać się ludzie, którzy znają osobę. Wstawienie komentarza: nie znam, nic nie wnosi do rozmowy. Chcesz zaistnieć to dowiedz się sam/a o kim mowa i jeśli osoba Cię zainteresuje to dyskutuj

        1. Karol Gajda napisał(a):

          Nie wiem jak bohater komentarza, ale ja absolutnie się nie gniewam. You made my day :)

  7. Lat temu kilka, rozmawiając w miłym towarzystwie, napomknąłem po nazwisku o pewnym znanym, w moim mniemaniu, osobniku płci męskiej.
    Anegdota zabawna była do momentu, gdy jedno z rozmówców zapytało, kto zacz. Podobnie jak Ty, z początku byłem zdziwiony, żywiąc przekonanie, że wstyd się do niewiedzy przyznawać…

    … tymczasem jednak błędne jest przekonanie, że skoro my kogoś znamy, to cały świat ma obowiązek znać również.

    Wierzę zatem, że można nie znać dowolnej osoby. Naturalnie obecnie, mając dostęp do internetu, można w niemal dowolnym momencie sprawdzić ‚kto, co, z kim’, co nie znaczy jednak, że hejtem jest stwierdzenie faktu nieznajomości czegoś, kogoś, podczas rozmowy. Tym bardziej, że rozmawiając, głupio kogoś jednocześnie sprawdzać… już lepiej uczciwie przyznać się do niewiedzy.

    Od tamtej rozmowy zauważyłem, że obracając się w takim a nie innym środowisku, nie znam całkiem sporej grupy osób. Różnych. Mam co prawda możliwość ich sprawdzenia, ale, będąc szczerym, nie zawsze widzę i czuję taką potrzebę.

  8. On po prostu nie znał Masłowskiej i zwyczajnie, zgodnie z prawdą i szczerze o tym zakomunikował. A Ty rozciągasz ten temat na cztery strony i szukasz czwartego dna? Niektórych rzeczy nie ma po co komplikować.

    1. El, ale po co „o tym zakomunikował”? Czy Ty wchodzisz na każdy tekst o kimś, kogo nie znasz i wpisujesz tam komunikat, że nie znasz tej osoby? Czy podchodzisz do ludzi na ulicy i mówisz, że się nie znacie?

      1. A może był stałym czytelnikiem Twojego bloga, lubi go czytać, a skoro pojawił się tekst o Masłowskiej w miejscu, które lubi, zna i szanuje to zwyczajnie wtrącił swoje trzy grosze? :) Nie widzę w tym nic złego. Piszesz
        ” Czy Ty wchodzisz na każdy tekst o kimś, kogo nie znasz i wpisujesz tam komunikat, że nie znasz tej osoby?” To co innego. Umyślnie wchodzenie po tytułach w poszukiwaniu osób, których się nie zna aby napisać taki komentarz to nie to samo co napisanie komentarza na blogu, który np. odwiedza się codziennie i w którym przypadkiem znalazł się tekst o Masłowskiej. A to: „Czy podchodzisz do ludzi na ulicy i mówisz, że się nie znacie?” pasuje do przypadku opisanego wyżej jak pięść do oka.
        Swoją drogą, gdybym Cię nie znał (z bloga), to po tym tekście pomyślałbym, że jesteś negatywną osobą. Mając wiele możliwości interpretacji zachowania tego człowieka skłaniasz się ku najgorszej :)

      2. Roman Dmowski napisał(a):

        Ten tekst przedstawia bardzo ograniczone postrzeganie zachowań ludzkich. Gdybym miał go skomentować w tonie tego tekstu, to napisałbym, że pisałaś to pod publiczkę, ale wydaję mi się, że miałaś po prostu zły humor. Pozdrawiam. Roman Dmowski.

        PS: Nie znam Cię

  9. Isinlor napisał(a):

    Mam mały kontakt ze światem popkultury, mody i innych tańców na lodzie – szczerze powiedziawszy jesteś dla mnie Seg takimi tylnymi drzwiami do tego świta, filtrem który odsiewa to co w mojej opinii jest zupełnie niewarte uwagi, dorzucając – tak jak w tym przypadku – swoją interesującą opinię. Mnie w przeciwieństwie do Ciebie irytuje to zjawisko w zupełnie drugą stronę. Ludzie nie potrafią przyznać się do niewiedzy. Zadanie pytania np. na lekcji w szkole może spotkać się z ostracyzmem ze strony innych uczniów(czy nauczyciela…), a pierwszym zupełnie podstawowym krokiem do poszerzenia swojej wiedzy jest uświadomienie sobie jej braku, sformułowanie pytań i aktywne szukanie odpowiedzi. To od naukowców w pierwszej kolejności usłyszymy mocne i stanowcze „nie wiem”. Na tym opiera się postęp. W tym też upatruje jednej z przyczyn nieradzenia sobie ludzi w przedmiotach ścisłych. To one bardzo wyraźnie i obiektywnie odzierają nas z ułudy własnej mądrości i wiedzy, co dla większości społeczeństwa jest atakiem na ich samoocenę, a obroną twierdzenie że matematyka czy fizyka jest niezrozumiała i połączona z tym niechęć do tych przedmiotów. W innych dziedzinach ludzie przyjmują taktykę „będę udawał, że coś wiem”, albo tak jak piszesz, że wręcz wypada udawać, że coś się wie. Już Sokrates dobitnie obnażał takie postawy i cóż, spotkał się z karą śmierci. http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/8c/David_-_The_Death_of_Socrates.jpg/1024px-David_-_The_Death_of_Socrates.jpg

  10. Justyna napisał(a):

    To ja byłam chyba inaczej wychowana… nie wiem czegoś, nie znam kogoś, od razu o tym mówię, a nóż rozmówca mnie zaznajomi z tematem. Głupotą jest udawać że się wie, a gdy dyskusja się rozwinie wyjść tępaka. To nie niewiedza uwłacza, a kłamstwo. Nie dość że z siebie robisz idiotę to chcesz nim uczynić drugą osobę.

    Opydo? Nie znam.
    Wyczuwasz zazdrość? Zawiść?

    1. ewela napisał(a):

      czytanie ze zrozumieniem strasznie u niektorych kuleje……. borze
      czy naprawde nie jest oczywista roznica pomiedzy wpisywaniem komentarza w internecie ze sie nie wie (skoro jest sie podlaczonym do internetu, to obejmuje to podlaczenie do googla:) a czym innym jest przyznanie w normalnej, bezposredniej rozmowie z kims, ze sie czegos nie wie/nie zna/nie rozumie – w tym drugim przypadku rzeczywiscie jest to dobra okazja na zostanie oswieconym

      ten wpis jest o przypadku pierwszym. Po prostu trudno zrozumiec jaki jest sens takich komentarzy w necie (no bo chyba nie chec uzyskania informacji??)

      1. Niekoniecznie.
        Pierwszy przypadek często oznacza poboczną wmiankę w tekście o kimś, kto wg autora jest KIMŚ (ekspertem, znawcą tematu, autorytetem), tymczasem wg komentatorów, nie musi być tym KIMŚ, tylko kimś, dla nich, nieznanym.
        Z jednej strony internet pozwala łatwo zrobić karierę i awansować do pozycji KOGOŚ, z drugiej, pomimo łatwości i dostępności narzędzi, internet nie nakłada na nas, czytających, obowiązku szukania informacji o każdym, kto gdzieś został wymieniony z nazwiska czy pseudonimu.

        To MY wybieramy kto jest dla nas KIMŚ, a kto pozostanie kimś tam.

  11. Tianzi napisał(a):

    Rzecz w tym, że kiedy do moich uszu trafia nieznane nazwisko, nie wiem, czy to młody zdolny literat, przegapiony klasyk, grafoman pokroju Stephanie Meyer, uczestnik MasterChefa, Big Brothera, wykonawca hitu disco polo, czy pierwsza kibicka piłki nożnej, która właśnie pokazała cycki. Słowem – nie wiem, czy wypada, czy nie wypada znać i czy się wstydzić, czy lansować niewiedzą. ‚Znam’ to ‚znam’, ‚nie znam’ oznacza ‚nie znam’ i wolę, kiedy mój rozmówca przyjmuje odpowiedź do wiadomości niż gdy snuje teorie spiskowe.

  12. krampfunga napisał(a):

    czy część z osób komętkujących pod tym wpisem tylko udaje, że nie rozumie czy faktycznie nie rozumie? hmm; przypomina mi to trochę wtręty o chorobach pod wpisem o nadwadze – takie luźne skojarzenie.

  13. biebrzanska napisał(a):

    Matyldo, naprawdę nie rozumiem.
    Chłopak, który jest chyba częstym gościem na Twoim blogu, napisał po prostu komentarz. Pewnie nie pierwszy i nie ostatni. Siedział przed kompem, czuł się jak u kumpeli na herbatce czy piwie, więc po prostu powiedział co myśli. Czytałam Twój post i ten komentarz i do głowy mi nie przyszło, że jest to hejt. Ot po prostu komentarz – jeden z wielu.
    Jawisz mi się jako osoba sympatyczna, otwarta na ludzi i życzliwa, więc zaiste nie rozumiem, skąd nagle u Ciebie spiskowa teoria dziejów?
    Tak samo komentarze pod artykułami o Kominku. Czytałam jeden z nich na portalu gazeta.pl. Kominek był tam przedstawiony jako omalże król blogosfery. Nic dziwnego, że stali komentatorzy zadziwieni pisali ‚a któż to taki’. Były też posty typu ‚weszłam/wszedłem, przeczytałem/łam, nie dla mnie’. Nikt natomiast nie kwestionował znaczenia Hatalskiej, Azraela i paru innych osób dla blogosfery – choć komentatorzy nie zawsze zgadzali się z ich opiniami. Nie oszukujmy się, Kominek ma inną grupę docelową niż komentatorzy Gazety, może być tam osobą mało znaną, a stali komentatorzy mają prawo wyrazić swoje zdanie.
    Zamiast wymyślać napisz nam lepiej, jak Ci bez fajek i jak przebiegają (nomen omen) kolejne treningi biegowe. Trochę ploteczek nie zaszkodzi :)
    Pozdrawiam.

  14. Maja napisał(a):

    Żyjemy w czasach, w których popularność daje ogromne możliwości. A dzisiaj zostaje się celebrytą, gdy zaświeci się gołym tyłkiem na jakiejś „gali”. Ktoś kto nie zna Masłowskiej(i posiłkuje się wyrywkowymi cytatami, albo jej aktualną karierą wokalną(?), zapewne nie będzie miał o niej najlepszego zdania. A,że nikomu nie chce się czytać długich, hejterskich komentarzy, swoje niezadowolenie można najefektywniej zaprezentować postawą : „nie wiem, mam to gdzieś i dziwi mnie fakt, iż Ciebie to obchodzi. Trochę mnie wkurza, że rzeczy …dziwne(?), zdobywają ogromną popularność,a często nic za tym nie idzie. Nie wiem jak to jest z Masłowską, ponieważ przyznaję,że jej nie znam i nie jest to kwestia lansu :)
    Tym niemniej dzięki,że piszesz „o czymś” i nakłaniasz do dyskusji!

  15. Karolina napisał(a):

    Seg, (uwielbiam Twoje teksty) przeczytałam to i cały czas się zastanawiałam u kogo ja o tym ostatnio czytałam. To zabawne, żeście się tak zgrali, ale nie rozumiem czemu nie opublikowałaś od razu. Przecież Cię znamy, nie uznalibyśmy, że skopiowałaś, chyba żebyśmy musieli oszaleć (co niby nie jest takie nieprawdopodobne, ale w Ciebie wiary nie stracimy).

  16. Paweł Daniel Kęcerski napisał(a):

    Otworzyłem bloga, patrzę na tytuł tekstu i od razu przyszedł mi na myśl tekst Pawła. Aczkolwiek zdecydowanie bardziej podoba mi się Twoje ucięcie tematu

  17. Zn4nyWKr3g4chCzł0wi3kZ8r4n2y napisał(a):

    Z drugiej strony…, że tak powiem okładki – czy pisanie Falkowski, Kossakowska a bodaj i nawet Masłowska – nie jest lansowaniem się na „znam go”? Kim są Ci ludzie? O ile Masłowska to wiadomo, że Dorota – bo było wokół niej tyle szumu, że to Dorota wszak być musi, no bo i artykuł poprzedni był o niejże, o tyle w przypadku Falkowskiego i Kossakowskiej, absolutnie nie mam pojęcia o kogo chodzi. Powiedzmy, że nie bywam w kręgach. Nie chejtuję. Ot, nie znam. Który, która zatem z nichże buduje ten świat tak dobrze? Z chęcią poczytam. No sorry, to nie Sienkiewicz i Mickiewicz. Można przecież również napisać, że budują świat jak Falko i Kossa, przykumaj to ziom, joł. Przynajmniej warto do nich podlinkować może. Mniej lansu proszę i uprasza się walić per imię, również, przynajmniej dopóki autorzy nie zemrą i nie będą w kanonie lektur szkolnych, lub z noblami na koncie.
    ;)

  18. Ja połowy ludzi o których mowa w tv , necie czy gazetach nie znam i nie słyszałam…. I nie jest to lans czy hejt, bynajmniej. Tylko na przykład do niedawna (wierzcie mi lub nie) nie odróżniałam Lindy od Pazury (innych polskich nazwisk zresztą niewiele znam jeśli chodzi o aktorów). Bo zwyczajnie nie lubię polskiego kina. Dlaczego? Bo w życiu nie rzuciłam nawet w wielkim wzburzeniu żadną k**** ani inną łaciną. Stąd uszy mi więdną kiedy włączam jakiś polski film. Nie widziałam ani jednego z klasyków. Jestem może nieco oderwana od rzeczywistości zatem w oczach większości, ale nie jest to żadna poza czy lans. Serio. Mam wiele zainteresowań, uwielbiam skandynawskie czy francuskie kino oraz literaturę na przykład więc nie jestem znowu jakaś zacofana. Ale o całej Masłowskiej serio pierwszy raz przeczytałam 5 minut temu pod wpływem tego artykułu. I wciąż nie jestem zainteresowana głębszą wiedzą na jej temat… Co prawda nie czytałam jej książki (książek?), ale film wojna polsko ruska, którego obejrzałam fragment to było dno… Totalne dno….

  19. Narratorka napisał(a):

    Ale dzisiaj jest też tak że ludzie coraz częściej chcą pokazać siebie i właśnie nie płaszczyć się przed innymi. Świat się w tym kierunku zmienił i częściej jest tak że ludzie przynaja sie publicznie że kogoś nie znają bo faktycznie tak jest. Ewentualnie pisząc to faktycznie liczą że wyjdzie im hejt typu „nie znam jej wiec jest nikim waznym” ;)) motym motyw i jeszcze raz motyw

Dodaj komentarz